Jak wyszedłem z hotelu trochę po siódmej rano tak wróciłem trochę przed siódmą po południu.
By dostać się na Chiński Wielki Mur w Badaling (bo wejść jest kilka, ale to w Badaling ma najlepsze połączenie szynowe), trzeba dostać się na stację kolejową Beijing Północ i stamtąd wsiąść do dowolnego pociągu oznaczonego numerem S201/03/05/07/09/11/13/15/17/19/21, powrotne oznaczone są numerami parzystymi do 22. Mając kartę miejską nie trzeba nawet kupować biletu, wystarczy ją zeskanować.
I teraz ciekawostka – pierwszy raz w metrze skanowano czy mam wodę w butelce. Nie tylko prześwietlono mój plecak ale potem jakimś urządzeniem sprawdzano czy to faktycznie jest woda…
W Badaling zameldowałem się przed 10, więc ta podróż nie należała do najkrótszych. Mur…Mur robi wrażenie kolosalne. Nie jest wysoki, nie wiem jak można podejrzewać że jest widoczny z kosmosu skoro wystaje raptem na trzy do pięciu metrów, ale jest potężny.
Ciągnie się i ciągnie…tylko problem z Badaling jest taki, że w jedną stronę ciągnie się dwa kilometry i jest tam praktycznie pusto, a w drugą ciągnie się również dwa ale jest tam ludzi od groma bo rozpoczyna się kolejka do kolejki która wwozi wyżej. Pół godziny spaceru, godzina stania w kolejce…Trochę te proporcje powinny być inne. Wiem dlaczego podobno zbudowano Wielki Mur, ale będąc na nim mam przed oczami armie z 2 wieku przed naszą erą które próbują zdobyć te strome wzniesienia na koniach i nie dostrzegam zagrożenia.
Nie widzę również potrzeby budowania trzymetrowej zapory przed imigrantami skoro mogą przerzucić w nocy hak z liną i się wspiąć. Z drugiej strony, nie mam pojęcia z jaką mocą napadali na Chiny wojownicy z Mandżurii, może dla ich koni sama wspinaczka nie była trudna. Ja w każdym razie uważam że było stromo. Na szczęście nie ślisko i wiał przyjemny wiatr. Także bardzo sympatyczne warunki do dłuższego spaceru, a nie tylko takich ośmiu kilometrów.
A co to?
Wielki Chiński Mur to zespół fortyfikacji zbudowanych z kamieni, cegieł, ziemi, drewna, oraz innych materiałów biegnący przede wszystkim ze wschodu na zachód na granicy dawnych cesarstw chińskich z ich wrogami (zazwyczaj Mongołami i mieszkańcami Mandźuri).
Część murów zbudowano już w 7 wieku przed naszą erą, jednak za początek tego obecnego Muru należy przyjąć lata 220-206 p.n.e. kiedy to pierwszy cesarz Chin rozkazał jego budowę. Nie liczcie jednak że wiele z tego muru zobaczycie.
Mur miał pełnić także funkcję kontroli granic, czyli siedzieli sobie celnicy i narzucali cło, regulowano eksport import, imigrację i emigrację.
Obecnie przyjmuje się że cały mur, łącznie z wszystkimi odnogami mierzył łącznie 21196 kilometrów.
Wracając do Pekinu spojrzałem w komórkę gdzie miałem zapisane dwa adresy. Jeden był nie po drodze, a drugi był dokładnie w drodze do hotelu żadnych przesiadek, więc skorzystałem i poszedłem do Świątyni Dongyue.
A co to?
Świątynia Dongye, czyli 北京东岳庙, a dosłownie Pekińska świątynia wschodniego szczytu to świątynia taoistyczna. Świątynia ta jest zadedykowana bogu góry Tai, najświętszej z pięciu świętych gór taoizmu. Jest to największa świątynia szkoły Zhengyi w północnych Chinach.
Takie moje szczęście że trafiłem w czasie renowacji i większość świątyni była zamknięta.
To co widziałem to mnóstwo pomieszczeń z opisami poszczególnych grup w taoizmie. Czyli ci zajmują się tym, ci tamtym, a ci jeszcze czymś innym, ooo a ci to się zajmują tymi co się zajmują tymi. Strasznie zapuszczona, więc dobrze że ją odnawiają.
Jutro meczet przy ulicy krowiej i żeby zakończyć chodzenie po świątyniach różnych religii – katedra katolicka.














