Księgarnia

P1020842 (Copy)

Zadziwiające jest to jak wiele różnych osób pojawia się na siłowni. W sumie nie powinno mnie to w żaden sposób dziwić w końcu przez tych kilka lat biegania widziałem wiele naprawdę różnych osób.

P1020865 (Copy)

Nie mnie Ich oceniać. Poniekąd rozumiem ludzi którzy zaczynają swoją przygodę z bieganiem od zakupu pary butów za kilkaset złotych, pulsometru za podobną kwotę i całej garderoby za ponad tysiąc.

P1020871 (Copy)

Rozumiem bo lubię myśleć że zrobili to nie by się pokazać, ale dlatego że wydanie tych kilku tysięcy zmotywuje ich do biegania bo to szkoda żeby tak leżało.

P1020874 (Copy)

Nie mnie oceniać bo przecież sam sporo pieniędzy w to hobby włożyłem, a teraz masa sprzętu leży w szufladzie. Dlatego się nie kurzy. A nie sprzedam/oddam bo mam nadzieję że kiedyś jeszcze mi się te opaski uciskowe przydadzą.

P1020876 (Copy)
Do sedna. Rozumiem doskonale że można wydać mnóstwo pieniędzy i się w ten sposób zmotywować, rozumiem chyba jeszcze lepiej że można nie wydać prawie wcale pieniędzy i uprawiać sport bo się to lubi. Przecież nie trzeba co rok kupować nowych kurtek bo teraz są modne, ani nowych butów bo te mają mieć niesamowity system poprawiający nasze osiągi o 2%.

P1020886 (Copy)

Nie rozumiem natomiast jak można przyjść na siłownie w jeansach rurkach. No nie rozumiem. Staram się to objąć i nie potrafię. Zrozumiałem już ludzi biegających na bieżni w jeansach, chociaż musiałem oglądać to przez rok na WFach w Jiawang, ale tego nie ogarniam. Czuję się jak kot na pustyni nie potrafiący objąć ogromu kuwety. Tak ja nie potrafię objąć co kieruje takimi ludźmi. Chociaż, może to ja jestem tutaj w błędzie i powinienem kiedyś spróbować………taaak…

P1020892 (Copy)

Poszliśmy z Margret do księgarni. A raczej – pojechaliśmy. Zachciało mi się kupić drugą książkę do poziomu drugiego HSK (a co mi tam, niech będzie poziom drugi), ale pech chciał że nie mieli z tego wydawnictwa które mnie interesowało.

P1020895 (Copy)

Trzeba było zaopatrzyć się w Pekinie kiedy tam byłem, a nie teraz…w każdym razie kupiłem inną, nie przygotowującą do żadnego HSK, wydaną przez Peking University i widzę że stoi ona na trochę wyższym poziomie. Może to i dobrze, bo łatwiej przejść do takiego HSK 1.5 niż się od razu rzucać na pełną dwójkę.

P1020896 (Copy)
I tak nam zeszły trzy godziny. Nigdy w życiu nie spędziłem tyle czasu w księgarni, nie pamiętam czy kiedykolwiek spędziłem trzy godziny kupując cokolwiek, nawet szukając książek w internecie.

P1020901 (Copy)

No ale przynajmniej dowiedziałem się co nieco o chińskiej popkulturze (prowadzący Chińskiego Voice of China potrafi wypowiedzieć 149 słów w 14 sekund…taaa…teraz poszło do pamięci długotrwałej i wypchnęło z niej pewnie jakiś ważny chiński znak).

P1020904 (Copy)

Tęskniłem

P1020745 (Copy)

Bardzo tęskniłem. Musiałem iść pobiegać na dworze. Musiałem. Było już późno a dojście do siłowni o piętnaście minut, piętnaście minut powrót i już mamy pół godziny. Lepiej na godzinkę wyskoczyć i pokręcić się w koło.

P1020749 (Copy)

Tak, zdecydowanie lepiej pokręcić się wkoło. Sęk w tym, że…dobiegając do pierwszej bieżni zauważyłem na niej stado studentów w mundurach, czyli pierwszaki się czegoś uczyły, pobiegłem do drugiej i to samo, ale bez mundurów plus studenci już na niej biegali.

P1020750 (Copy)

Nie chcąc przeszkadzać pobiegłem do trzeciej którą widziałem parę razy z okien na dziewiętnastym piętrze. Tyle tylko że tam nie miałem jak dojść, pobiegłem więc w stronę mojej ulicy i zamiast w prawo, czyli do mieszkania, pobiegłem w lewo.

P1020756 (Copy)

Biegłem i biegłem, a samochodów nie ubywało. Bieganie wśród spalin nie jest przyjemne, ale nie myślałem o tym zbyt wiele. Biegłem, co z tego że musiałem się co parę minut zatrzymywać i znowu ruszać, biegłem po ulicy. Biegłem i odkrywałem nowe miejsca, nowe budynki, chodniki, nowe trasy, biegłem przed siebie tak jak powinienem biegać cały czas. Tęskniłem za tym przez ten tydzień biegania na bieżni.

P1020761 (Copy)

Bieżnia to tylko marny substytut, ale jeżeli nie będzie innego wyjścia to będę z niej korzystał. Jutro, gdy zabolą mnie kolana, pewnie zaśpiewam inaczej, ale dzisiaj chcę biegać po ulicy. Chociaż to niezdrowe…do teraz czuję w nosie ten dym…nie będę przecież w masce biegał.

P1020768 (Copy)

Z rzeczy mnie biegowych. Kupiłem dzisiaj dwa kilo brzoskwiń i po wyjęciu pestek wrzuciłem je do butelki. Będzie chińskie wino brzoskwiniowe. I kolejny raz przydało się bieganie ulicą, bo odkryłem duży market w pobliżu.

P1020771 (Copy)

Bliżej niż do tych koło siłowni i większy, poczułem się w nim trochę jak w tych w Jiawang, co jest trochę przerażające bo nawet one miały większy wybór…Zwłaszcza tofu. Był za to cukier i cukier w Chinach jest absurdalnie drogi, albo ja nie mam pojęcia gdzie kupować, bo 6-10 RMB za 400-500 gramów to jest dobry dowcip.

P1020772 (Copy)

W każdym razie, kupiłem kilogram, zasypałem brzoskwinie i teraz pozostaje czekać…A za parę miesięcy będzie wino. Pewnie słodkie jak sto nieszczęść, ale hej, od czegoś trzeba zacząć. Potwornie żałuję, że nie ma tutaj tych olbrzymich gruszek, ale widać takie uroki mieszkania na północy.

P1020775 (Copy)

I na końcu wyjaśnienie dlaczego nie byłem biegać rano – sprawa prosta, Pan Wynajmujący mieszkanie załatwił wszystko i dzisiaj z Tomem ruszyliśmy na główny komisariat gdzie załatwialiśmy wszystko. Od fotografa, do jednej kolejki, do drugiej kolejki gdzie zrobiono mi zdjęcie, do trzeciej kolejki. Zabrali mi paszport i mam nadzieję, że oddadzą go w ciągu dwóch tygodni bo ja muszę jakoś te bilety do Xuzhou odebrać…

P1020746 (Copy)

Przeciętny dzień z życia białego w Chinach

P1020676 (Copy)

Po siłowni i zakupieniu ogromnej ilości tofu (bo tofu bez smaku schodzi o wiele szybciej niż piersi z kurczaka, a tofu usmażone na głębokim oleju to doskonała przekąska), oraz warzyw ugotowałem obiad.

P1020680 (Copy)

To jest wprost zdumiewające jak wiele osób jest tutaj zdziwionych faktem, że gotuję. Znaczy rozumiem, że kulturowo jest uwarunkowane iż to kobieta gotuje, a w Chinach to już zapewne w ogóle, ale…no było nie było żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku.

P1020730 (Copy)

Chociaż…gdy pytam studentki czy gotują to mówią, że parę razy gdy były w domu mama im pozwoliła, ale teraz na studiach to żywią się w szkolnej stołówce albo chodzą do tanich restauracji. Takie to trochę dziwne, bo wyjechaliście z domu, mieszkacie hen hen daleko, to, kiedy macie się nauczyć gotować jak nie teraz, żeby po studiach zacząć dopiero eksperymentować w kuchni?

P1020693 (Copy)

No niech będzie. W sumie, skoro taka jedną kukurydzą i jabłkiem to można całe danie zastąpić, to po co się męczyć przy garnkach, skoro kukurydza na ulicy kosztuje 3 RMB, a jabłka to 4-10 RMB za kilogram. Można? Można.

P1020695 (Copy)

Po obiedzie, rozpisaniu planu zajęć postanowiłem zrobić pranie. Nalałem wody, wrzuciłem pranie, wsypałem proszek i włączyłem pralkę. Wiem już, że dwa ostatnie światełka z lewej strony to wylanie wody i suszenie. Nie wiem, do czego służą te z prawej i nie wiedziałem co zrobić by w ogóle włączyć wirowanie z wodą w środku…

P1020715 (Copy)
Nie wiedziałem, bo dzisiaj ponownie postanowiłem powciskać knefle na pralce i…w końcu zaskoczyło, a ja podskoczyłem z wrażenia. Udało się, opanowałem pralkę. Pokonałem rejestrację w hotelach, zakup biletów kolejowych, zakupy w internecie, hydraulikę, a teraz jeszcze pralkę.

P1020719 (Copy)

Pora ruszyć na spacer, tym razem ruszyłem w inną stronę i zrozumiałem, że gdy wracałem z przedszkola dwa tygodnie temu mogłem iść trochę inaczej i szedłbym dłużej, ale doszedłbym do mieszkania. Znalazłem też market, w którym nie było nic ciekawego, oraz piwniczny market, w którym również nie było nic ciekawego.

P1020726 (Copy)

Podobno w Changchun znajdują się podziemne markety umieszczone w miejscu dawnych tuneli wojskowych. Podobno. Wychodząc z marketu zaczepił mnie Pan Chińczyk. Pan Chińczyk okazał się być Panem Amerykaninem CHińśkiego pochodzenia. Zaproponował mi spacer do swojego mieszkania, no cóż, skoro zgodziłem się już by nieznajomy Chińczyk wziął mnie do samochodu i zawiózł do Qufu to czy może być coś jeszcze groźniejszego?

P1020702 (Copy)

Okazało się że Dave trudni się kontraktowaniem surogatek dla bogatych rodzin z różnych krajów, a także chce rozkręcić szkołę językową w którym to momencie pojawiam się ja. A raczej nie tyle ja co moja aparycja. Gdyż tutaj nie ma znaczenia skąd jesteś, jaki masz akcent, ważne jest to jak wyglądasz, a Ty jesteś wysoki, biały, w dodatku masz blond włosy, duży nos, od razu widać że nie jesteś Chińczykiem.

P1020711 (Copy)
Mieszkanie – typowo chińskiego. Wszystko wszędzie i jeszcze dwa rowery. A części do czterech. No dobrze…Dave mieszkał blisko 30 lat w USA, teraz wrócił, bo ojciec Mu się pochorował i chce prowadzić szkołę językową. Tylko wiesz, nikomu ani słowa, będę Ci płacić gotówką żeby nie płacić podatków, to złodziejstwo!

P1020699 (Copy)

Tak, właśnie, dlatego zmieniłem pracę i przejechałem blisko dwa tysiące kilometrów na północ by teraz ryzykować dla kilkudziesięciu juanów za godzinę. Uśmiechnąłem się tylko i powiedziałem, że musimy pozostać w kontakcie. Dave mnie odprowadził, pożegnaliśmy się i ruszyłem w swoją stronę.

P1020695 (Copy)

Pięć lat studiów, potem jeszcze dwa na podyplomówce by zdobyć wiedzę teoretyczną oraz uprawnienia do nauczania w placówkach publicznych i po co? Żeby moim największym atutem był mój kolor skóry. Trochę wybrzydzam, bo doskonale wiem jak to było w Polsce paręnaście lat temu i jak jeden obcokrajowiec podnosił prestiż całej szkoły językowej.

 

Teraz patrzę na to wszystko rozumiejąc, iż to, że ktoś się w danym kraju urodził nie gwarantuje tego, że będzie dobrym nauczycielem swojego ojczystego języka. Także różnicy zbyt wielkiej nie ma.

P1020723 (Copy)

Wracając do mieszkania znowu uderzyło mnie to, że o 1730 zachodzi słońce, (które dzisiaj świeciło, od co najmniej 410) i myśląc o tym że można by to naprawić (prawda mamo?) Dochodziłem powoli do mieszkania, gdy usłyszałem, że ktoś za mną biegnie. Obróciłem się i nagle stanęła przede mną dziewczyna, przywitałem się, więc i wyjąłem słuchawki z uszu.

P1020727 (Copy)
Hi, you’re cute, can I have your phone number?
Nigdy nie sądziłem, że jestem cute, więc okej. Nie ma problemu. Here’s my number and call me maybe.
Bo jestem biały.

A potem podszedłem do Niej

P1020684 (Copy)

Najpierw położyła po sobie uszy, a gdy przysunąłem dłoń to najpierw powąchała a potem polizała. Psie oczy muszą się w Chinach trzymać razem.

P1020738 (Copy) 

Przegapione i niedziela #3

Untitled

Bilety

Zakup biletów pociągowych bywa trudny. Czasami bywa niemożliwy.

P1020624 (Copy)

Normalnie można zakupić bilety kilkanaście dni do przodu. Kilkanaście to znaczy 10 lub 14, zależnie od źródeł, lub zależnie od pociągu. W okresie przed Świętem Wiosny, czyli Chińskim Nowym Rokiem, bilety można zakupić już 20 dni do przodu. Podobnie jest przed Świętem Narodowym w październiku.

P1020626 (Copy)

Sztuczka polega na tym, że 20 dni do przodu dotyczy rejestracji internetowej w której udostępniona zostaje pewna pula biletów, część trafia do rejestracji telefonicznej uruchamianej 18 dni przed odjazdem, a reszta trafia do systemu kolejowego na 10/14 dni przed odjazdem.

P1020628 (Copy)
Aż do tego tygodnia byłem przekonany że jako obcokrajowiec nie mogę skorzystać z systemu internetowego. Nic bardziej błędnego. Mogę, o czym dowiedziałem się w czasie kolacji w środę. Dowiedziałem się i już na drugi dzień spróbowałem. Trafiłem na świetną stronę – http://www.chinahighlights.com/travelguide/booking-train-tickets-online.htm która, chociaż nie prowadziła mnie za rączkę, to jednak wyjaśniła co i jak. Oczywiście bez translatora gogle się nie obyła.I ważna uwaga – Internet Explorer to obowiązek.

P1020629 (Copy)
Także tak. W czwartek ruszała sprzedaż biletów na pierwszy dzień października. Punktualnie o 13. Niecierpliwie czekałem godzinę, odświeżając stronę co kilka minut, a w końcu bilety trafiły do sprzedaży. Natychmiast kliknąłem, po kilku błędach spowodowanych zamianą akcpetuj z anuluj (nie zawsze akceptuj jest po stronie lewej) udało mi się zarezerwować bilet.

P1020633 (Copy)

Oczywiście wtedy adrenalina pulsowała już we mnie na poziomie NIENAWIDZĘ, a szalę szału przelał fakt że używałem opery i nie mogłem się zalogować do systemu bankowego. Na szczęście na przeprowadzenie transakcji miałem całe 45 minut (coś podobnego stosuje się czasem na aukcjach na Ebayu), więc odpaliłem IE, zalogowałem się i poszło…Żadnych pomyłek z hasłem i już po kilku minutach dostałem smsa z numerem biletu z którym mam pokazać się na dworcu i zgłosić po odbiór papierowego.

P1020638 (Copy)

W sobotę zrobiłem to samo z biletem powrotnym. Niestety najbardziej interesujący mnie pociąg nie miał udostępnionych biletów (nie wiem, po prostu nie wiem dlaczego czasem to 10, czasem 14 a czasem 20 dni do przodu), więc kupiłem inny który wyjeżdża z Xuzhou trochę później, ale jedzie o godzinę krócej. Tym razem obyło się bez nerwów.

P1020648 (Copy)
Nie oszukujmy się, gdy widzisz, że w sprzedaży jest jeszcze 50 miejsc i zdajesz sobie sprawę że rywalizujesz zarówno ze studentami chcącymi odwiedzić rodziców, z rodzinami które wyjechały za chlebem na północ, z dziadkami odsyłającymi dzieci do rodziców którzy wyjechali na południe to pojawia się pewna wątpliwość czy aby na pewno powinienem kliknąć że chcę jechać tym pociągiem, czy może jednak zrezygnować i dać komuś innemu pojechać.

P1020650 (Copy)

Wątpliwość znika gdy uświadamiasz sobie, że w sprzedaży są miejsca stojące, że przecież Ty też jedziesz odwiedzić znajomych i wrócić na stare śmieci. Poza tym, no cóż, kto wie ile z tych miejsc wykupują koniki.

P1020652 (Copy)

W każdym razie do Xuzhou wyjeżdżam pierwszego października a wracam trzeciego, będę tam raptem jeden dzień, ale powinienem dać radę odwiedzić Shawna i odebrać meridkę. O ile jeszcze stoi w piwnicy…

P1020654 (Copy)

Kolacja

Nie pisałem o niej, bo w gruncie rzeczy to głupio mi trochę pisać o piwie. Napiszę więc o czymś ciekawszym – jedzeniu. Johnson zaprosił mnie do restauracji, mnie i jeszcze jednego nauczyciela – Kyriego (lub podobnie) do restauracji. Wołowinka z rusztu, wieprzowinka z rusztu, do tego jeden bakłażan, talerz pora, jagnięcina, znowu wołowina, jakaś masa jajeczna, trochę chleba, jeszcze więcej wieprzowinki. Tak patrzyłem na to i widziałem tylko rosnącą górę mięsa.

P1020655 (Copy)

Coraz wyżej i wyżej. I zrozumiałem że to nie jest miłe i przyjemne południe, że tutaj nie wydziwia się cudów z kalafiorem, nie udziwnia warzyw na tysiące sposobów, nie ma setek opcji na podanie zieleniny. Jest mięso. I mięso. A potem jeszcze trochę mięsa. Nie to żebym narzekał, ba, jestem daleki od tego, ale od razu widać różnicę między północą a południem.

P1020660 (Copy)

No i nikt nie oferował ryżu, nie było też naleśników, był tylko ten dziwny chleb…że nie będzie naleśników to wiedziałem…nigdzie poza Jiangsu nie widziałem by były w restauracji…ale takiej ilości mięsa się nie spodziewałem.

Niedziela

P1020666 (Copy)

Dzisiaj kolejny półtoragodzinny spacer i ponownie nic pod kątem nowych marketów. Tylko takie malutkie i jeden mały targ z owocami, raptem kilka budek.

P1020661 (Copy)

Nie mogę się doczekać gdy w końcu będę w stanie wskoczyć na rower i pojechać gdzieś dalej. Bo wiem gdzie są carrefory i wal-mart, ale jechać tam mi się nie chce ani trochę.

P1020672 (Copy)

Pierwszy wolny piątek

P1020526 (Copy)

Cały dzień zanosi się na deszcz i tylko się zanosi, bo ani kropla z nieba nie spadła. Tylko wieje…Taka pogoda napełnia mnie niepokojem. Nie wiem czy brać ze sobą kurtkę przeciwdeszczową/kupić parasol, czy jednak się wstrzymać. Wiatr wieje, przechyla drzewa, zrzuca liście, czuć w powietrzu jesień, pojawia się opcja deszczu, ale…to tylko opcja.

P1020528 (Copy)

Deszcz nie nadchodzi, jest niczym cień który gdzieś się ukrywa a którego nie potrafimy złapać, jak coś co czasem widzimy na skraju oka, ale gdy odwracamy głowę to już tego nie ma. Właściwie to ta pogoda jest jak jesień sama w sobie: zmienna i nieprzewidywalna. A zarazem piękna i kolorowa.

P1020537 (Copy)

Po wczorajszej wycieczce do pałacu marionetkowego cesarza dzisiaj udałem się z Margaret (ha, dokładnie w tym momencie dotarło do mnie dlaczego usilnie chcę pisać Margrat, oczywiście z powodu serii o wiedźmach pióra Terry’ego Pratchetta) do parku Nanhu (południowego jeziora). Chociaż zaskoczyła mnie niemiło mówiąc że będziemy musimy pytać o drogę to jakoś sobie poradziliśmy, pomimo usilnych starań pewnego Pana który pokierował nas o tam. Tam, kurna, był mur.

P1020542 (Copy)

Dalej wiało, potwornie, prawie jak wtedy w Pekinie w pałacu letnim gdy chwilę później zaczęło tak lać że przemokłem w sekundę i musiałem ratować się ucieczką do metra przy pomocy taksówki, dzisiaj na szczęście tylko straszyło. Straszyło.

P1020546 (Copy)

Straszyły też rośliny na jeziorze które przy każdym podmuchu wiatru sprawiały wrażenie jakby zaraz miał z nich ktoś wyskoczyć i zaatakować, albo jakby coś się między nimi kryło i przechadzało w ukryciu. Tak to już jest, że najbardziej przerażające nie jest to co jest, ale to co być może.

P1020555 (Copy)

Park jest na tyle blisko że pewnie odwiedzę go jeszcze kilka razy, spokojny, można oczywiście popływać w jeziorze, które sprawia wrażenie wyjątkowo czystego, nie można za to pójść gdzieś dalej gdzie są same drzewa i posiedzieć w zupełnej ciszy. To Changchun, nie Jiawang, gdzie wystarczyło wskoczyć na meridkę, pojechać 10 kilometrów nad jezioro i już można było w ciszy i spokoju spoglądać jak wiatr spokojnie tworzy fale na normalnie niewzruszonej tafli. Kto wie, może tutaj też są takie miejsca.

P1020560 (Copy)

Odmawiam pisania….

P1020157 (Copy)

Spodziewałem się że będzie ciężko, ale nie spodziewałem się że aż tak.

P1020161 (Copy)

Na siłownię poszedłem i chociaż mięśnie mnie nie bolą jakoś strasznie to jestem strasznie zmęczony, nie wiem czy to wina jedzenia, czy też ćwiczeń, a może obu tych czynników.

P1020162 (Copy)

Zajęcia poszły super, w piątek nie mam żadnych, trochę mnie zdziwił fakt że nie przyszły dzieciaki z grupy piątkowej i musiałem zrobić wielką improwizację, ale poradziłem sobie.

P1020167 (Copy)

W końcu po to tu jestem. To jedyna grupa która ciągle mówi o filmach…musieli mieć naprawdę przyjemnego nauczyciela poprzednio.

P1020169 (Copy)

A po zajęciach zadzwonił Johnson i zaprosił na kolację. Dlatego właśnie odmawiam pisania.

P1020170 (Copy)
Dzisiaj kiepski fotoblog.

P1020173 (Copy)

P1020187 (Copy)

P1020186 (Copy)

P1020184 (Copy)

P1020180 (Copy)

P1020177 (Copy)

Jak odblokowałem kartę…

P1020142 (Copy)

Nie było z tym większych problemów, zwłaszcza że hasło pamiętałem. Żartownisie z ICBC ustawiają inaczej klawiatury w bankomatach a inaczej przy okienkach do obsługi klienta. Tym razem na szczęście się nie pomyliłem. Wszystko dobrze co się dobrze kończy, czyż nie?

P1020148 (Copy)

Pierwsza godzina na bieżni nie była taka zła jak sobie wyobrażałem, tylko jakoś tak…że dziwnie to wiadomo, ale było tak trochę nienaturalnie, jakby nogi pracowały inaczej niż zawsze. W sensie kroki nieadekwatne do prędkości i czułem że ręce pracują inaczej niż w czasie biegu w terenie. No nic, będę musiał się przyzwyczaić bo przestawić w pełni się nie przestawię na pewno.

P1020149 (Copy)

Pojechałem na dworzec i po raz kolejny przekonałem się że muszę jak najszybciej sprowadzić meridkę…postałem 30 minut w kolejce i okazało się, że nie ma biletów na interesujący mnie pociąg. Jakikolwiek inny odpada bo trzy dni wolnego to dość by pojechać do Xuzhou spędzić parę godzin w Jiawang i wracać do Changchun, ale za mało by pozwolić sobie na szastanie czasem na lewo i prawo. Na szczęście pierwszy tydzień października będzie całkowicie wolny z powodu święta narodowego, wtedy ruszam do Jiawang…o ile uda mi się dorwać bilety.

P1020153 (Copy)
Spodziewałem się że nie uda mi się biletu na ten pociąg kupić, ale gdzieś tam tliła się nadzieja że jednak się uda. Szkoda…pozostaje mi oglądanie księżyca w Changchun.

P1020154 (Copy)

Jak zablokowałem kartę bankomatową

P1020117 (Copy)

Z jakiegoś powodu nie wszystkie bankomaty mają w Chinach klawiatury ustawione w kolejności 123456789 i z jakiegoś powodu niektóre pozwalają wejść na konto nawet jeżeli poda się błędny pin. Efekt jest taki że przed 16 zablokowałem swoją kartę a w planach miałem wyjazd na dworzec by kupić bilety do i z Xuzhou na przyszły tydzień…Jutro czeka mnie odwiedzenie któregoś oddziału ICBC i aktywowanie karty, bo banki zamykane są o 1630…Wątpię żeby bilety jeszcze były, ale nie dowiem się dopóki nie sprawdzę.
Najpierw jednak czeka mnie wycieczka na siłownię by spróbować pobiegać na bieżni. Wszystko by ochronić kolana.

P1020124 (Copy)

Rozmawiałem dzisiaj z Johnsonem odnośnie pracy w przedszkolu i okazało się, że się na mnie poskarżyli za moje wczorajsze, lub przedwczorajsze, zajęcia więc więcej już tam nie pójdę. Że się poskarżyli to rozumiem, jest mi z tego powodu niezwykle wszystko jedno, wręcz poczułem ulgę gdy dowiedziałem się że tam nie wrócę. Owszem, oznacza to jakieś problemy z wyrobieniem godzin.

P1020129 (Copy)

Szlag mnie prawie trafił gdy dowiedziałem się że 20=15 czyli 20 zajęć po 45 minut na uniwersytecie w ciągu 2 dni ma oznaczać 15 godzin pracy w tygodniu. Ha ha ha…nie wiem jak wytrzymam 10 godzin w ciągu dnia, a potem jeszcze raz 10 godzin, ale lepsze to niż przedszkolaki. Ciekawe tylko ile planów będzie trzeba przygotować i jak to będzie rozplanowane bo ciężko mi sobie wyobrazić te 10 godzin dziennie…w ogólniaku mieli maksymalnie osiem. Wszystkiego dowiem się za dwa tygodnie gdy zajęcia już się zaczną. Na razie to wszystko jest gdybaniem.

P1020129 (Copy)

W tym tygodniu lenię się do tego stopnia że mam dodatkowo czwartek i piątek wolny, może więc wtedy uda mi się odwiedzić jakiś park w pobliżu, albo ten pałac marionetkowego cesarza. Cokolwiek oprócz tych samych ulic.

P1020131 (Copy)

Niedziela #2

P1020082 (Copy)

Jestem Ray, znajomy Twojego szefa. Jesteś dobrym nauczycielem?
Może, uczniowie tak mówią, ale jedną z rzeczy którą każdy nauczyciel dowiaduje się na drugich zajęciach to fakt że uczniom nie wolno ufać. Gdy mówią rozumiemy, zapisane czy też cokolwiek innego.
No nieważne, chodzi o to że czasem nie jest ważne czy jesteś dobry czy nie, ważne że jesteś obcokrajowcem. Chodzi o to żeby pokazać rodzicom pokazać że dzieci uczy ktoś z zagranicy. Potrzebują twarzy, a ty tylko rób to co potrafisz najlepiej. Uśmiechaj się, baw się z nimi.

P1020085 (Copy)

Jestem małpką w zoo, albo cyrku. Bardziej w cyrku, mam przebranie, smutek w oczach i skaczę sobie z miejsca na miejsce. To co robię nie jest ważne, ważne jest jak wygląda. Czytałem o tym, wiedziałem że tak jest, czasami czułem to w Jiawang, ale nigdy nie czułem tego tak bardzo jak teraz.
Wczoraj było źle, ale dzisiaj to farsa.

P1020091 (Copy)

Tak, masz marker.
To wszystko. I co ja mam z tymi dzieciakami robić, okej to jest tablica z prezentacją, ale jak ja mam się bawić z dzieciakami bez rekwizytów…nie wiem. Nie musiałem myśleć o czymś takim i nie myślałem. Nie potrafię przedstawić się na przedszkole. To nie moja pora kaloszy. Kiedyś mówiłem żę nie chcę być nauczycielem, ale odnalazłem w tym radość i teraz ta praca daje mi sporo satysfakcji. Może gdybym miał jakiekolwiek teoretyczne podstawy do pracy w przedszkolu to byłoby łatwiej.

P1020092 (Copy)

Wręcz na pewno byłoby łatwiej, ale niestety takiego komfortu nie mam. Przede mną jeszcze trzy godziny i czuję że lekko nie będzie. Zrobię co potrafię, tak dobrze jak potrafię ale cudów się nie spodziewam, zwłaszcza w klasach po dwadzieścia pięciolatków. Próbuję wyobrazić sobie pięćdziesiąt osób w chińskim gimnazjum i nie dostrzegam w tym wielu pozytywów. Ogólniak ma to do siebie, że przynajmniej jest cicho. Cisza nie jest zła, nawet w klasie. Cisza może oznaczać myślenie nad trudnym pytaniem, możne oznaczać porządną pracę, nie zawsze nudę czy brak zrozumienia. Hałas za to zawsze oznacza hałas. Zawsze oznacza że ktoś czegoś nie zrozumie. O ile takie ożywienie ma dobre strony, to jednak naprawdę niewiele osób o ile w ogóle ktokolwiek dobrze pracuje w hałasie. Ja nie pracuję. Dla mnie to problem, narasta zmęczenie, wraz z nim łatwiej o frustrację, zwłaszcza gdy nie wiadomo co robić gdy dzieci mówią po chińsku. Nie, to nie dla mnie. Na pewno nie w chwili obecnej.
Dziewięciolatkowie, asystentka w Sali i już zajęcia inaczej wyglądają. Można sobie porobić łamańce językowe, zagrać w kalambury i nie ma krzyku. Trzeba tylko posiedzieć w Sali. Nie mogę mieć pretensji że sobie wychodzą z sali, bo każdemu należy się przerwa, ale mi każda pomoc jest potrzebna.

P1020095 (Copy)

No to rób swoje.
Nie znam żadnych gier dla nich.
No to nie wiem co robić.

W sumie, to One są nauczycielkami, ja tylko dodatkiem.

P1020096 (Copy)

Za to trzecie zajęcia poszły super bo asystentka pokazała mi kilka gier, dzieciaki się ruszały, śpiewały, ale to nie dla mnie.

Dopiero w czasie czwartych, gdy dostałem dziesięciolatków jakoś sobie poradziłem. Poprzypominaliśmy sobie zwierzątka i było fajnie. Przedszkole to nie dla mnie.

Z ogłoszeń parafialnych: przegapione przenoszę na wtorek.

P1020108 (Copy)

Przedszkole

P1020070 (Copy)

Myślę że to też szkoła podstawowa, myślę że to też szkołą podstawowa. Owszem, siedmiolatki są już w szkole podstawowej, ale mentalnie jeszcze w przedszkolu. Że o pięciolatkach nie wspomnę.
Za pięć minut przyjdzie asystentka i powie Ci co robić. Nie, nie przyjdzie. Za to gdy ja przyjdę Ona jak karabin maszynowy wypluje z siebie że mogę z Nimi w coś zagrać, coś zaśpiewać i w ogóle to tu mam słówka i możemy je powtórzyć. Witamy w szkole w której nauczyciele są ozdobą a zajęcia prowadzą asystentki. Wyłącz myślenie i uszy. Pokazuj karty, ucz wymowy by chwilę potem asystentka powtarzała słówka niepoprawnie. Nie znasz piosenek – trudno. Nie znasz gier dla przedszkolaków – trudno. Jedno słowo jarzy mi się niczym neon – POMYŁKA. Godzina powtarzania słówek z kartek, wrzask i ból głowy. Pierwsza tabletka przeciwbólowa. Dwadzieścia chińskich gardeł wrzeszczy a rodzice na parterze oglądają zajęcia siedząc na ławkach.

P1020072 (Copy)
Młyn. Słyszałem to pojęcie wiele razy ale dopiero teraz widzę co ono naprawdę oznacza. Dwudziestu uczniów zostaje wprowadzonych przez dwudziestu czekających pod salą rodziców/dziadków, a po zajęciach wkraczają na pięć minut do sali by posłuchać asystentki, po chwili kolejnych dwudziestu, a tamci już do domu. Asystentki wyrzucają z siebie słowa szybciej niż tłumacze symultaniczni, a w przerwach biegają między salami przenosząc rekwizyty. 20-30 minut przerwy i kolejna grupa.

P1020075 (Copy)
Po pierwszych zajęciach zadzwoniłem do Johnsona i powiedziałem że nie tak się umawialiśmy. Zawsze podkreślam że przedszkole odpada. Zawsze. Z jednej strony takie zajęcia są całkowicie bezmyślne, można się wyłączyć, nie trzeba nic konkretnego robić, trochę poskakać, pośpiewać, pobawić się jakoś, nie trzeba nic w domu przygotowywać, ot takie haha hihi, a z drugiej…no rany…jeżeli cały mój wkład to przyjście i pokazywaniem dzieciakom 3-4 kartek ze słówkami przez godzinę…to trochę to jest nie na miejscu. Że nie wspomnę o tym że przedszkole jest zupełnie nie dla mnie. To nie jest mój poziom energii.

P1020076 (Copy)
Dobrze tylko że ta druga asystentka była bardziej wyrozumiała, przesiedziała ze mną całą lekcję, pokazała jak się z dzieciakami bawić i widać że radzi sobie z Nimi naprawdę dobrze. Grupę podzieliła na cztery podgrup i za dobre zachowanie dawała gwiazdki na tablicy, a za złe odejmowała, podobnie w przypadku aktywności. W dodatku każdy uczeń który był grzeczny dostawał papierowego pieniążka które pewnie kiedyś będzie mógł na coś wymienić. Bardzo mi się to podoba. Jak Jej ktoś zaczął fikać to Go wyjęła z grupy i postawiła pod ścianą dopóki się nie uspokoił. Podobno te time outy nie są zawsze skuteczne, no i tutaj też nie był bo dzieciak się nie uspokoił, ale hej, to dobra technika.

P1020077 (Copy)
Z Johnsonem będę rozmawiać w poniedziałek, jutro czekają mnie jeszcze cztery godziny w innym oddziale i chociaż nakładu pracy w domu nie zwiększy mi to ani trochę to jednak praca w przedszkolu nie jest dla mnie. Nie wziąłem ze sobą aż tylu tabletek przeciwbólowych by przetrzymać cały rok.