Pierwsze koty za płoty

P1010562 (Copy)

Okolica jest mocno średnia, ale takie już moje szczęście, co do hoteli w Chinach. Mam nadzieję, że nie zostanę tu tak długo by poznać ją lepiej niż ta ulica z jedzeniem pod oknem i ta bieżnia koło uniwersytetu. Zresztą czy trzeba więcej…
No dobrze, skoro pierwsze koty za płoty to znaczy, że pierwszy bieg w Changchun zaliczony. Walczyłem ze sobą czy zrobić dziesięć minutówek czy piramidkę jeden-dwa-trzy-pięć i wygrała opcja druga, chociaż przyznam się szczerze, że było ciężko. Zacząłem o wiele za szybko i szybko się to zemściło. Wiedziałem, że biegnę za szybko a mimo to nie chciałem przestać. Może nie tyle nie chciałem, co nie mogłem. Chciałem biec jak najszybciej i tak się rozpędziłem na tej minutówce, że wiedziałem, że takiego tempa nie utrzymam. W tę ostatnią piątkę przebiegłem kilometr, więc jeszcze w granicach przyzwoitości i ogólnie to nie było tak źle, byłoby jeszcze lepiej gdyby nie ta kolka, ale to w pełni moja wina i biorę za to całkowitą odpowiedzialność. Następnym razem muszę zacząć wolniej, bo jeszcze nie jestem w stanie odciąć się od zmęczenia jak to trzeba przy interwałach. Ten przełącznik w głowie szybko mi znika i potrzeba kilku solidnych treningów by się znowu wytworzył, ale gdy tylko wróci będę mógł w spokoju szaleć…pytanie tylko czy jest sens nad tym pracować skoro już w październiku mają włączyć kaloryfery. To są właśnie takie pytania, które pojawiają się w mojej głowie, gdy padam a przede mną jeszcze trzy ciężki powtórzenia. Chociaż nie…wtedy pojawiają się inne słowa, mniej odpowiednie do tego miejsca.

Dzisiaj też pierwsze zajęcia, przygotowałem już plan, całkiem prosty, ale rozpisałem go sobie dokładnie na dwie strony żeby o niczym nie zapomnieć. To chyba najdłuższy plan zajęć jaki przygotowałem.

P1010563 (Copy)

Lunch…lunch razem z dziekanem, Sunny (która mnie zrekrutowała) i koleżanką Sunny – Jeanie, a raczej Ja Nin. Wywiało nas do koreańskiej restauracji i nagle uświadomiłem sobie że faktycznie jest tutaj dość sporo koreańskich znaczków, więc i mniejszość koreańska musi być liczna. Oczywiście mniejszość z Korei północnej, wszędzie flagi DRPK a w kalendarzu zaznaczone ważne daty dla kraju.
– Jesz psie mięso?
– Nie. W Jiangsu ludzie bardzo często jedzą psy.
– Właściwie to wszędzie w Chinach, a już w szczególności w koreańskich restauracjach.
Powtarzałem sobie, że przyjeżdżając tutaj uniknąłem ryzyka zjedzenia psa, a teraz wychodzi na to samo…oj średnio mi się to podoba, średnio. Zwłaszcza, że to koreańskie żarcie było bardziej niż przyzwoite, szczególnie ośmiorniczki.

P1010564 (Copy)

Czyli mamy dwa pierwsze koty, teraz pora na trzeciego: zajęcia. Jedziemy z Sunny autobusem, lądujemy o 1600 w szkole, o 1610 zaczynam rozmawiać z dyrektorem i dowiaduję się, że o 1630 mam pierwsze zajęcia, potrwają do 1830 to książka, to druga, a ta jest dla nauczyciela. O ile lubię improwizację, ba uznaję się za wyznawcę chaosu, nieładu, anarchii, tak są sytuacje, w których wolę mieć plan. Nie, dlatego że plan mnie ochroni, ale pomaga mi to przemyśleć konkretne sytuacje i jakoś się na nie, przynajmniej mentalnie, przygotować. Lubię mieć plan biegowy rozpisany na kilka miesięcy do przodu, bo dzięki temu unikam improwizacji i widzę przed sobą konkretne cele. Podobnie jest w przypadku zajęć…jaki zajęcia mają mieć cel skoro dowiaduję się o nich 10 minut przed rozpoczęciem i okazuje się że mam zorganizować dwie godziny ośmiolatkom. Tak jak pisałem wcześniej, plan przygotowany miałem, ale on był zdecydowanie dla uczniów z okolic gimnazjum, a nie dla takich, którzy dopiero rozpoczęli edukację w szkole podstawowej. Chińskiej szkole podstawowej dodajmy. Następne zajęcia w piątek popołudniu, na szczęście dostałem już książki, łącznie z tymi dla nauczyciela, więc powinno być dobrze, zwłaszcza, że są tam rozpisane aktywności wraz z czasem trwania. Życie właśnie stało się o wiele prostsze. Dobra wiadomość jest taka, że do tej szkoły nie ma daleko od hotelu/uniwersytetu, więc jeżeli połapią mi mieszkanie w okolicy uniwerku to będę mieć blisko na wszystkie zajęcia i jeszcze na bieżnię.

Czyli trzy pierwsze razy, ale dzień i tak uznaję za średni, bo zrobiłem chyba tylko trzy zdjęcia. Jet lag to cholerstwo, a gdy tu spada deszcz to wszystko płynie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.