Niedziela i przegapione #37

Pekin – przewodnik metra
Dużo osób wchodzi na bloga szukając informacji o stacjach/przystankach metra w Pekinie. A że należy dawać ludziom czego się domagają oto kilka informacji:
Zakazane miasto przystanek metra – 天安门东Tian’anmen East, od biedy 天安门西Tian’anmen West, czyli linia metra numer 1.
Świątynia nieba przystanek metra – 天坛东门 Tientandongmen, wejdziemy sobie od strony zachodniej, czyli Tientan East. A linia metra ma numer 5.

Skrępowane stopy
A skoro szukacie informacji o tym zwyczaju to uderzajcie tutaj – http://rainreborn.pl/2013/06/krepowanie-stop/

Prezent
Dostałem od Mike’a, jednego z moich studentów trzy żółwie jako pamiątkę Jego wizyty w Tianjin. Żółwie oczywiście z muszelek. Jeden na szczęście, drugi na zdrowie, trzeci na pieniądze.

Musisz być ostry
Tak mi powiedziała sekretarka w szkole – Zoe. Nie lubię takiego podejścia, zwłaszcza że dodała żeby się Ciebie bali. Nie lubię, bardzo nie lubię. Uważam że jest nie tylko nieskuteczne, ale także szkodliwe. Wiem że w Chinach takie jest podejście i tak się robi, zastrasza się uczniów, zmusza się Ich do nauki strachem, ale to, moim zdaniem, nie jest dobre. Nikomu nie pomaga, jeżeli pomaga to na niezbyt długo.

Deszcz nigdy się nie zmienia. Jest zawsze taki sam i skłamałbym mówiąc że go nie lubię. Pisałęm juz o tym wielokrotnie, więc nie ma sensu się powtarzać.Przynajmniej na razie, bo ostatnia notka o deszczu miała miejsce chyba tydzień temu, a jutro zapewne będzie kolejna bo ten dzisiejszy deszcz przeciągnie się aż do jutro, a prawdopobnie do wtorku. Jeżeli zima była sucha, tak wiosna już nie jest. Chociaż i tak jest o wiele suchsza niż w Polsce.

P1110911 (Copy)

Wczoraj i dzisiaj katowałem swoje uszy piosenką z filmu Frozen, który dostał oskara za najlepszą animację w zeszłym roku. Samego filmu jeszcze nie widziałem, ale dziaciaki mówią że jest bardzo fajny. Inna sprawa, że Im to się wszystko podoba. Lub przynajmniej prawie wszystko. Piosenka Let it go podobała się Im bez dwóch zdań.

P1110912 (Copy)

Zapomniałem zabrać ze sobą na zajęcia laptopa. Poprzednie zdanie nie jest do końca prawdą bo do zajęć laptop nie jest mi za bardzo potrzebny. Jest mi potrzebny, złe słowo – przydatny, w czasie dwugodzinnego okienka między zajęciami. Do tej pory wykorzystywałęm go żeby obejrzeć film, czylli nadrobić zaległości. A teraz nic z tego. Niby mógłbym coś zestreamować, ale prawda jest taka że ten internet tutaj jest kiepski, bardzo kiepski i na dodatek jest chiński. Chiński więc cenzurowany.

P1110913 (Copy)

Deszcz…ale to taki lekki wiosenny, wesoły deszcz, taki jaki daje radość i wywołuje uśmiech na twarzy nawet gdy leje jak z cebra. Nie mogę się już doczekać tej jutrzejszej trzydziestki. Trzydziestki to zawsze lekkie wyzwanie i zawsze ich wypatruję z niecierpliwością. O ile interwały wypatruję ze strachem, lub pewną niepewnością o tyle te długie wybiegania są dla mnie kwintesencją biegania. To własnie dla nich biegam, to one dają mi najwięcej radości i najwięcej przyjemności.

P1110914 (Copy)

Owszem fajnie jest widzieć że biegam szybciej i ta średnia prędkość rośnie, ale…jakoś tak mam większą radość z przesuwania tej granicy odległości jakie pokonuję na treningu. Co prawda odnośnie jutra jest pewna niepewność – czy zdążę…ale na zajęcia wychodzę o 1230, więc nawet gdy wrócę do mieszkania o 11 to będzie dobrze. Dlatego też te 34 kilometry które mam zaplanowane na 26 dzień maja nie powinny być czasowym problemem.

Pomyliłem się

P1110906 (Copy)

I zamiast 18 pobiegłem blisko 22. Zdarza się najlepszym…Nie potrafię zapamiętać że od takiego mostku mam do końca parku blisko dwa kilometry, a od końca parku do mieszkania kolejne dwa. Zapominam o tym i robię dodatkowe kółko.
Nie ma niczego złego w zapomnieniu się, w zagubieniu się w biegu i przełączeniu się na po prostu biegnij gdy nie ma się planów i jest się przyzwyczajonym do takich obciążeń. Ja miałem plan żeby odpocząć przed poniedziałkową trzydziestką.

P1110882 (Copy)

Nie wyszło do końca. Właściwie to w ogóle nie wyszło, ale pisząc to mam uśmiech od ucha do ucha bo mimo wszystko bieganie sprawia mi przyjemnością. Mam teraz takie nastawienie: nie udało się powstrzymać? No to trudno, w poniedziałek pobiegniesz wolniej. I tyle, wiem że te trzydzieści i tak pobiegnę, szybciej czy wolniej to już bez znaczenia, grunt żeby przebiec i skończyć ten tydzień.

P1110885 (Copy)

Biegło mi się ciężko. Naprawdę, naprawdę ciężko. Znaczy…głowa dawała radę, nogi też, ale pociłem się strasznie i aż sam się zdziwiłem jak biała była moja koszulka. Nie wiedziałem że się aż tak pocę. To zdumiewające bo nigdy nie pociłem się aż tak bardzo…chociaż nie, to nie prawda. Podobnie pociłem się gdy zaczynałem biegać i było upalne lato. Pamiętam że wtedy codziennie myłem koszulkę i po paru godzinach była już sucha, ale od tamtej pory…nawet w Jiawang tak nie było.

P1110887 (Copy)

A teraz…no jakaś tragedia. Chociaż…dzisiaj było faktycznie ciepło, nie jakoś słonecznie, ale ciepło. To jest właśnie taka złudna pogoda: wydaje się w porządku bo jest pochmurno, ale temperatura jest wysoka i człowiek się poci. Dlatego w ten poniedziałek biegło mi się tak dobrze. Padał deszcz i nie musiałem się temperaturą przejmować.

P1110894 (Copy)

Przy moim stylu biegania: czyli niezabieraniu ze sobą ani wody ani pieniędzy by wodę kupić deszcz jest najlepszym sprzymierzeńcem bo w jego trakcie nie pocę się tak bardzo, więc nie tracę ani wody ani mikroelementów więc po biegu nie czuję się tak wypompowany jak po biegu przy wyższej temperaturze.

P1110896 (Copy)

Chyba dlatego tak wielu biegaczy lubuje się w bieganiu przy niższych temperaturach. Najzwyczajniej w świecie wtedy to nasze zmęczenie jest mniejsze. A dzisiaj było ciężko, nie jakoś bardzo, bo gdyby było bardzo ciężko to bym machnął ręką, ale było to kolejne przesunięcie granicy.

P1110897 (Copy)

Granicę trzeba przesuwać stopniowo i delikatnie bo coś może w końcu pęknąć, a tego nie chcę. Ludzie się uśmiechali, mówili hello, gdy miałem siłę to odpowiadałem, gdy nie miałem to tylko podnosiłem rękę i starałem się uśmiechnąć. To przerażające że nawet w taką pogodę ludzi w tym parku jest od groma, naprawdę od groma.

P1110898 (Copy)

Patrząc na moje zdjęcia można dojść do wniosku że w Chinach jest jak w Polsce, prawie pusto, mało ludzi, ale rzeczywistość jest diametralnie inna. Ludzi jest zatrzęsienie, to jest wręcz nie do pojęcia. Owszem, słyszymy półtorej miliarda ludzi, ale nie zdajemy sobie sprawy z tego jak to wygląda naprawdę.

P1110899 (Copy)

Ludzie są wszędzie, tutaj nie ma możliwości by sobie pójść gdzieś na zewnątrz i pobyć w samotności. To jest nie do pojęcia, nie do pomyślenia, nie do wykonania! Tutaj zawsze, ale to zawsze ktoś jest. A gdy jest wolne to tych ktosiów są nie setki lecz tysiące. TYSIĄCE! I ja chciałbym żartować, ale popatrzcie na to:

3ca8pef - Imgur (Copy)

ImiVdDL - Imgur (Copy)

uchG1DU - Imgur (Copy)

To zdjęcia ze święta pracy, czyli takiego święta które ważne dla Chińczyków nie jest więc sobie podróżują. Nadchodzące święto smoczych łodzi jest ważniejsze i jest okazją do spotkania z rodziną. Oczywiście gro ludzi ruszy gdzieś w podróż, ale takich tłumów nie przewiduję. Rok temu byłem wtedy w Kaifeng i było super. Praktycznie nikogo, co prawda drugi dzień ciągle padało, więc to też miało pewien wpływ.

P1110899 (Copy)

W tym roku mam trochę inne plany i mam nadzieję że tam gdzie ruszę też nie będzie zbyt wiele ludzi, chociaż spodziewam się że parę jednak będzie, ale że ruszam w takie mało turystyczne miejsce to powinno być dobrze.

Hobby dzień trzeci

P1110867 (Copy)

Kurczę, lubię rozmawiać o hobby. Poważnie. Dzięki temu mogę poznać moich studentów z zupełnie innej strony. Nie jako studentów, ale jako ludzi. To zupełnie zmienia perspektywę. Z leniwych zasypiających na zajęciach stają się nagle zasypiającymi na zajęciach z fantastyczną pasją jak gra na pianinie czy malowanie. Nie mówię że nie ma takich którzy odpowiadają ze Ich hobby to spanie, co mnie przeraża po prostu bo nie potrafię zrozumieć jak można nie mieć absolutnie niczego co by nas fascynowało. Znaczy…potrafić potrafię ale nic chcę tego zaakceptować. Nie chce pogodzić się z myślą że naprawdę sen może być jedynym co daje nam radość. A może chodzi tu o moje postrzeganie snu i gdybym śnił takie sny jak Oni śnią lub spał tak jak Oni śpią to zmieniłbym zdanie? Może nie chodzi tutaj o taki sen jak ja go rozumiem czyli o regeneracje sił, ale o coś więcej, o coś czego nie potrafią przekazać te różnice kulturowe i problemy językowe? Przecież tak też być może.

P1110865 (Copy)

Mnóstwo z Nich mówi że Ich hobby to granie w gry. I nie widzę w tym nic złego. To był ogromny element mojego życia. Teraz jest już znacznie mniejszy, ale w dalszym ciągu istotny. Tylko że ja oprócz grania coś z tym jeszcze robiłem, a to pisałem, a to tłumaczyłem, starałem się robić coś więcej niż tylko grać. Chociaż chyba jedne wakacje spędziłem całkowicie grając w którąś z odsłon Championship Managera. Prawdopodobnie te po drugiej klasie w ogólniaku. Pewnie mógłbym spędzić je jakoś inaczej, ale nie spędziłem i nie żałuję tego ani trochę.

P1110871 (Copy)

Także tutaj mi się smutno nie robi, bo wiedza którą wtedy zdobyłem przydała mi się przynajmniej raz na zajęciach z angielskiego kiedy robiliśmy listę przymiotników opisujących ludzi. A że w CMie prowadzi się zespół piłkarski w którym każdy zawodnik jest opisany przy użyciu kilkunastu parametrów to biłem tutaj wszystkich na głowę.
Także lubię te zajęcia i za tydzień będzie ciąg dalszy, tym razem z kategoriami co lubię, czego nie lubię. To już trochę większe wyzwanie, ale po tym tygodniu wierzę że sobie poradzą. Owszem, są leniwi, ale jak się Ich przyciśnie to coś tam z siebie są wstanie wydukać.

P1110872 (Copy)

Postanowiłem również zmodyfikować ostatni egzamin i zamiast egzaminu ustnego będą prezentacje. Owszem nie jest to rozwiązanie idealne, ale logistycznie najlepsze. Już teraz mam problem przepytać 20 studentów w ciągu 90 minut, a jak pojawi mi się 40-45 to nie przepytam każdego. A tak prezentacje w grupach pójdą szybko.

P1110873 (Copy)

Jest to z mojej strony pewien minimalizm, ale biorąc pod uwagę że dostaną oceny za 4 sprawdziany i zadania domowe to mogę sobie na to pozwolić bo ta ocena z prezentacji nie będzie aż tak wiele znaczyć. To poniekąd bardziej sprawiedliwe bo najlepsze oceny dostaną Ci którzy aktywnie uczestniczyli w zajęciach cały rok, a nie pokazali się raz.
W ogóle to w tym tygodniu trwały przygotowania na przyszłotygodniowe przyjęcie komisji oceniającej kolegium i nagle zaroiło się od studentów, w dodatku jakoś tak przyjemniej się zrobiło bo na korytarzu pojawiły się jakieś plakaty a studenci zaczęli czyścić sale. Niesamowite.

P1110875 (Copy)

Z tymi prezentacjami to mam też ukryty motyw, chcę je wykorzystać za rok w nowym kolegium i teraz chcę po prostu sprawdzić jak to się sprawdza w Chinach. Oczywiście nowe kolegium to nowe środowisko, studenci z wyższym poziomem angielskiego, ale zawsze lepiej mieć jakiekolwiek podstawy niż tak przyjść prosto z ulicy i wszystko improwizować.

Interwały

P1110853 (Copy)

Czułem że będzie dobrze. Wstałem wcześniej niż zwykle i już wiedziałem że będzie w porządku. Jakoś tak…czasem są takie dni kiedy czujesz że będzie dobrze i po prostu jest. Przeczucie nie zawodzi. U mnie czasem to uczucie mija i nagle czuję się ociężały i mówię że będzie fatalnie, tragicznie i lepiej to nawet tych butów nie ubierać. Dzisiaj tak nie było. Dzisiaj było w porządku, a jeżeli w głowie jest wszystko w porządku to 90% sukcesu. Reszta pozostaje w mięśniach.

P1110845 (Copy)

Także po szybkim śniadaniu ruszyłem na stadion i gdzieś tak na pierwszym kółku, które robię by dobić do dwóch kilometrów traktowanych jako rozgrzewka, uznałem że dzisiaj to tych interwałów nie zrobię bo coś ciężko mi się biegnie, a w ogóle to jest tu chmara ludzi i lepiej odpuścić bo nie będę się między nimi przepychał…i wtedy skończyła się dwukilometrowa rozgrzewka więc ruszyłem do przodu. Czyli myśli o rezygnacji się pojawiły, ale zostały zagłuszone, tak jak to zawsze powinno mieć miejsce. Ruszyłem i czułem że tych 4:24-4:28 nie zrobię dzisiaj.

P1110849 (Copy)

Czułem że to nie mój poziom obecnie, postanowiłem więc trzymać się planu B, czyli wszystko poniżej 5:00. Międzyczasy znajdziecie poniżej więc nie będę się rozpisywał. Na drugim kółku studenci zaczęli znikać i resztę treningu, bo to jest trening a nie takie luźne przyjemne wybieganie, zrobiłem praktycznie bez publiczności. Praktycznie bo to są Chiny i tutaj zawsze ktoś się gdzieś czai, czy to jakiś emeryt spacerujący wokół boiska czy też student czytający coś na głos po angielsku.

P1110850 (Copy)

Kolejne kilometry mijały mi w bardzo równym tempie, takim o: 4:32 – 4:41 – 4:38 – 4:37 – 4:38 – 4:36 – 4:35 – 4:38. I jestem z tego bardzo zadowolony, bo nie dość że wszystko wyszło poniżej 5:00 to prawie wszystko poszło poniżej 4:40. 4:40 nie jest dla mnie żadnym wyznacznikiem, ale fajnie że udało się utrzymać poniżej tego poziomu.

P1110857 (Copy)

Co to znaczy? Znaczy to ni mniej ni więcej a to że mogę spokojnie w tym tempie biegać Teraz pojawia się pytanie na przyszły tydzień: czy próbować biec szybciej, bo czemu nie? Czy dołożyć jeszcze jedno powtórzenie? Co nie ma większego sensu bo to takie nic a tylko będę się stresował że nie zdążę ze wszystkim przed zajęciami. Wiem że bieganie szybsze będzie mnie męczyć fizycznie i obawiam się że również psychicznie, a tego to ja najbardziej nie chcę. Bo o ile mięśnie zawsze mogą tak gdy głowie się nie chce to nie dam rady. Także muszę to przemyśleć.

P1110858 (Copy)

Na chwilę obecną nastawiam się na dalsze klepanie 8×1 bo to mi się aktualnie podoba, nie poniewiera mną jakoś masakrycznie, nie odechciewa mi się biegania po takich interwałach, oraz nie zamula. Czyli jest w porządku. Owszem, możne spróbować biegać szybciej, ale tak w gruncie rzeczy to jaki jest teraz tego cel skoro moim jedynym planowanym startem jest domowej roboty maraton w lipcu który chcę po prostu przeżyć, a nie bić rekord życiowy. Na porządny trening jeszcze przyjdzie pora, ale jeszcze nie teraz. Tym zajmę się dopiero we wrześniu.

P1110861 (Copy)

I powinno być dobrze bo chociaż prowincja Henan należy do północnych Chin (taki podział sobie wymyślili) to geograficznie jest bliżej środka i w zimę temperatury minimalne nocne dochodzą do raptem -8 stopni. Czyli tak jak w Xuzhou gdzie praktycznie całą zimę można biegać. W dodatku jest to okres prawie suchy, więc śniegu jest tyle co kot napłakał, co już jest w ogóle niesamowite sprzyjające jeżeli chodzi o warunki treningowe. Także wszystkie warunki pogodowe są na plus, oby jeszcze teren był na plus bo gdzieś muszę tę siłę biegową robić. Było nie było to jest element całkowicie przeze mnie zaniedbany, bo przysiadami wszystkiego nie wytrenuję, a górek w Changchun nie mam.

Hobby dzień pierwszy

P1110825 (Copy)

Czyli wracamy do tematu aihao, czyli hobby. To już po chińsku fajne słowo bo składa się z 爱, ai czyli kochać, oraz 好hao, czyli dobrze (dobrze składa się z kobiety i dziecka, ale w to się już nie zagłębiajmy bo nie mam pojęcia od czego zacząć rozkładanie kochać). Czyli hobby to takie coś co jest dobrze kochać, lub co lubimy kochać, innymi słowy coś co sprawia nam przyjemność. Sensowne.

P1110831 (Copy)

Plan jest taki żeby zrobić dwa tygodnie zajęć o hobby, a potem test w czasie którego każdy będzie mógł coś powiedzieć o swoim hobby i o podróżowaniu. No bo zakładam że gdy ktoś tych moich studentów zapyta o Ich hobby po angielsku to Oni będą gdzieś za granicą.

P1110832 (Copy)

Hobby to dla Nich temat nie nowy bo robiliśmy już coś takiego w zeszłym semestrze i wyszło jak wyszło, ale każdy jakieś tam hobby ma. Walczę uparcie z tym żeby nie mówili nic o spaniu bo to jest strasznie irytujące.

P1110833 (Copy)

Także dzisiaj trochę porozmawialiśmy o tym w każdej grupie, każdy się wypowiedział, pouczyliśmy się trochę słówek, słowem fajnie wyszło i jestem z tych zajęć zadowolony. Owszem, Ich podejście jest tragiczne, ale…takie jest i nie mam zamiaru tracić nerwów na ostatnich osiem tygodni zajęć by to zmienić.

P1110835 (Copy)

Jeżeli chcą się czegoś nauczyć to się nauczą, jeżeli nie chcą to nie chcą. Dobrze że chociaż na zajęcia przychodzą, to też nie świadczy o Nich najgorzej. Nie mogę przecież wymagać zbyt wiele od ludzi którzy sobie z angielskim radzą średnio ale na zajęcia przychodzą. Przychodzą i idą spać lub oglądać film, ale to inna sprawa.

P1110835 (Copy)

Dokładnie taka sama sytuacja ma miejsce na innych zajęciach. Na egzaminie z matmy oblano rok temu ponad 50% studentów, większość z nich i tak ostatecznie przeszła bo pościągali czy zapłacili, ale to tylko pokazuje jak wielka jest skala problemu. Becky mówi że jeszcze parę lat temu tak nie było i Ci uczniowie byli naprawdę porządni, ale ostatnich kilka lat to tragedia.

P1110840 (Copy)

Ostatnie zajęcia to praktycznie zajęcia prywatne bo słuchały mnie trzy uczennice, z którymi mogłem sobie w miarę normalnie i spokojnie porozmawiać, pooglądać filmy z Shenyang czy zdjęcia z tego olbrzymiego parku pod Changchun. Parku który okazuje się być płatny, mam nadzieję że jednak nie cały bo to jakieś nieporozumienie żeby płacić za wejście na tereny zielone.

P1110841 (Copy)

A jutro pora na interwały których nie mogę się doczekać. Lekki strach jest, ale dzisiaj czuję się świetnie i jestem dobrej myśli co do tego jak to jutro pójdzie. Budzik ustawiony, ubranie przygotowane, nic tylko wyskoczyć z rana i po śniadaniu zacząć biec. Pojawiła się myśl by biec 200 metrów, ale potem to przeliczyłem i machnąłem ręką, lepiej dalej trzymać się tych kilometrówek. Nie zakładam że uda mi się pobiec wszystkie osiem w okolicach 4:24-4:28, ale może chociaż trzy po zeszłotygodniowych dwóch. A jak nie to przynajmniej wszystkie osiem poniżej 5:00. Też będę zadowolony.

Wolne

P1110817 (Copy)

Ten mój jednodniowy weekend jest strasznie krótki. Może to i dobrze bo się nie rozleniwiam za bardzo, ale też i nie mam zbyt wiele czasu na jakiś konkretny odpoczynek. Lub innymi słowy – błogie lenistwo. Trochę mi to dokucza bo nie mam chęci wyjść, porobić zdjęć, czy po prostu pochodzić. Zamiast tego staram się być na bieżąco z playoffami w NBA, które w tym roku są niesamowite, chociaż wcale się na to nie zapowiadały. Znaczy zapowiadały, ale nie do tego stopnia.

P1110789 (Copy)

Na razie jest to prawdziwy dreszczowiec i mam nadzieję że to się utrzyma, bo niesamowicie trzymają w napięciu. W trzech parach wygrały zespoły niżej rozstawione, czyli teoretycznie gorsze, przynajmniej w sezonie zasadniczym. Mieliśmy rekordową ilość rozstrzygnięć w meczach numer siedem bo aż pięć i tak dalej i tak dalej. To tylko suche numerki które nie oddają zupełnie tego co tam się dzieje i jak wielu ludzi uznaje te playoffy za najbardziej zacięte w historii.

P1110790 (Copy)

Zapewne ma to jakiś związek z tym że zwycięzcy z dwóch ostatnich lat – Miami Heat nie grają jakiejś super koszykówki i pozostałe zespoły ‘poczuły krew’ i ruszają do ataku.
Do tego jeszcze Premier League gdzie wszystkie zespoły ‘poczuły krew’ i ruszyły do ataku na upadający Manchester United i mamy niesamowitą końcówkę sezonu w trakcie której Liverpool przeszedł swój Stambuł w drugą stronę. Dla wyjaśnienia: Liverpool z Jurkiem Dudkiem w bramce przegrywał w finale ligi mistrzów 3:0, ale wyciągnęli na 3:3 i wygrali w karnych po znanym chyba wszystkim Dudek dance.

P1110794 (Copy)

W ostatniej kolejce wygrywali 3:0 ale zremisowali 3:3 czym najprawdopodobniej przegrali tytuł. Tak blisko tytułu Steven Gerard, czyli wychowanek Liverpoolu i jego współczesna ikona jeszcze nigdy nie był. I jeżeli go nie zdobędzie to istnieje prawdopodobieństwo że nigdy już Mu się to nie uda.
NBA wręcz produkuje graczy którzy nigdy nie zdobyli tytuły a są uznawani za najlepszych nie tylko w czasie w którym grali, ale także w całej historii sportu. W piłce nożnej zdarza się to o wiele rzadziej, ale jednak zdarza się. Nie przychodzi mi do głowy żaden znaczący piłkarz który nigdy niczego nie wygrał. Bo mnogość trofeów w piłce nożnej jest porażająca.

P1110798 (Copy)

Znaczy w NBA też są jakieś tam mniej znaczące tytuły, ale odliczając trofea indywidualne do wygrania są tylko mistrzostwa świata, igrzyska olimpijskie, finał NBA i jeżeli studiowali to mistrzostwo NCAA. W piłce nożnej oprócz mistrzostw kontynentu i świata, dochodzą igrzyska, mistrzostwo kraju, puchar kraju, puchar ligi, jakieś trofeum kontynentalne, trofeum interkontynentalne i…chyba tyle. Czyli naprawdę szanse na zakończenie kariery zupełnie z niczym są nikłe, bardzo nikłe. Zawsze się tam jakiś pucharek znajdzie.

P1110800 (Copy)

W USA parę lat temu zapanowała taka moda by dawać każdemu dziecku nagrodę za coś. Za najlepsze oceny, uśmiech, bycie najbardziej sympatycznym. Słowem, jeżeli żyjesz to dostaniesz nagrodę. Wszystko dlatego żeby dzieci które nie dostały żadnej nagrody nie czuły się gorsze. Z jednej strony jest to nawet i fajne bo faktycznie żadne dziecko nie czuje się gorsze i może jakoś tam się zmotywuje by za rok dostać inną nagrodę.

P1110805 (Copy)

A równie dobrze może to zupełnie odpuścić bo nagrodę i tak dostanie.
Osobiście nie jestem zwolennikiem takiego podejścia. Moje pierwsze zawody biegowe pobiegłem lat temu cztery w Cieszynie. Było to 10 kilometrów, czyli taki dystans który każdy średnio wysportowany człowiek pokona. Myk polegał na tym że medali miało być tylko 200, a startujących lekko ponad 200. Jakieś 220, czy coś. Z racji tego że były to moje pierwsze zawody zawziąłem się i chciałem ten medal zdobyć.

P1110806 (Copy)

Ruszyłem za szybko, o czym wtedy nie wiedziałem, pod koniec to już przeplatałem trucht z marszem, bo najzwyczajniej w świecie nie dałem rady biec, chociaż taki dystans biegałem już parokrotnie. Na metę przykulałem się po chyba 55 minutach i byłem bodajże 205. Medalu nie dostałem. Następny rok spędziłem przygotowując się do maratonu, ale ten Cieszyn we mnie siedział. Był dla mnie osobistą porażką, pokazał mi że muszę się bardziej przyłożyć, nie mogę sobie ot tak przyjść, pobiec i dostać nagrodę. Trzeba się postarać.

P1110788 (Copy)

Także rok później pobiegłem w minut bodajże 44, po przekroczeniu mety położyłem się na murawie stadionu i podniosłem się dopiero gdy inny biegacz podszedł do mnie i powiedział gratulację. Ta porażka, bo ten bieg traktowałem i traktuję dalej w ten sposób, zmotywowała mnie bardziej niż jakikolwiek inny medal. Pokazała mi że warto trenować, warto się starać i nic mi się nie należy, na wszystko trzeba zapracować.

P1110795 (Copy)

Tyle tylko że bieganie to sport indywidualny, a piłka nożna i koszykówka to sporty zespołowe, więc ja nigdy nie będę czuć frustracji związanej z tym że ktoś coś źle zrobił i przez to mi nie poszło tak jak zamierzałem. Za niepowodzenia mogę obwiniać tylko siebie. A za sukcesy dziękować wszystkim którzy pomagali.

Bieganie w deszczu

P1110762 (Copy)

Można by rzec – nareszcie, sęk w tym że to nie takie proste. Owszem, super że mogłem biec w deszczu, bo w taką pogodę czuję się zawsze doskonale, ale…było zimno. No właśnie, to był lekki problem, ale zacznijmy od początku.

P1110772 (Copy)

Wyszedłem biegać z myślą że dzisiaj trzeba przebiec 28 kilometrów, mam taki ogólny plan rozpisany i chyba przedobrzyłem bo gdzieś tam jest napisane 34 kilometry, a jak ja się zmieszczę z czasem przed zajęciami? No może być krucho, a na wtorek tego przekładać nie chcę, więc nie wiem jeszcze czy tego planu nie zmodyfikuję i nie zatrzymam się na 30.

P1110773 (Copy)

Inna sprawa że skoro już mam biec 34 to równie dobrze mogę biec 42, bo co to za różnica. Także wyszedłem ubrany w leginsy na zimę, kurtkę przeciwdeszczową, bluzę jesienną i podkoszulek. Odpaliłem podcast o historii Korei. I mogłem biec. Słuchając o tym jak w 10 wieku naszej ery Koreańczycy walczyli z ludami z Mandżurii kręciłem kółeczka na stadionie a potem ruszyłem do parku. Po drodze powtarzałem sobie że trzeba zwolnić bo nie wytrzymam takiego tempa i trochę zwolniłem, ale nie jakoś drastycznie. Strach był, bo zawsze jest jak się wie że to nie jest dobra szybkość.

P1110774 (Copy)

Sęk w tym, że dzisiaj to była dobra szybkość. Biegłem tak spokojnie, pokonując kolejne kilometry. Momentami wiatr próbował mnie przewrócić, czasami wiał w twarz i miałem lekki trening siły biegowej, ale poza tymi momentami było całkiem przyjemnie. Naprawdę czułem się wyśmienicie. Żadnej pustki w żołądku, żadnej kolki, lekkie zmęczenie ud, ale to standard. I co najciekawsze – ramiona się trzymały bardzo dobrze a to jest taki mój lekki problem, bo one lubią mi zdrętwieć gdzieś po drodze.
W okolicach 15 kilometra zatrzymałem się bo zrobiło mi się strasznie lekko na głowie, czyli chusta gdzieś spadła. Na szczęście kaptur powstrzymał ją przed kąpielą błotną i po chwili ruszyłem dalej.

P1110776 (Copy)

Biegnąc tak słuchałem o tym jak w jedenastym wieku Koreańczycy dostali od Chińczyków proch i broń palną. Dostali to złe słowo – kupili jest znacznie lepsze. A mimo to jak przybyli Mongołowie to nikt nie wiedział co robić. I chyba się zasłuchałem w tej opowieści bo mając trzy kilometry do mieszkania zdałem sobie sprawę że przebiegłem już 26 kilometrów i wyjdzie dzisiaj 29 zamiast 30.

P1110779 (Copy)

Trochę mnie to zmartwiło bo miałem wszystko wyliczone i nie pasowało mi te kolejne sześć minut, ale nic już nie mogłem zrobić, więc biegłem dalej.
To był niesamowicie przyjemny bieg, w dłonie było mi zimno ale ta bluza z dodatkową ochroną na dłonie to był strzał w dziesiątkę. Doskonale zastępuje rękawiczki, które przecież w trakcie takiego deszczu zmokłyby i zamiast chronić przed zimnem tylko by sprawę pogarszały. Dawno już mi się tak lekko nie biegło.

P1110780 (Copy)

Owszem czas nie był jakiś powalający, ale biorąc pod uwagę ten dystans jestem z siebie zadowolony, zwłaszcza że czuję się bardzo dobrze. Czyli takie bieganie idzie w dobrym kierunku. Myślę nawet że mogę trochę odpuścić w czasie tych sobotnich biegów bo nie ma sensu robić aż tylu kilometrów. W ciągu tego mikro cyklu tygodniowego przebiegłem niecałe 66 kilometrów. Czyli blisko 22 kilometry w czasie każdego wyjścia.

P1110781 (Copy)

To jest troszkę za dużo. A utrzymując obecną tendencję za dwa tygodnie będzie to już 70 kilometrów. Czyli zdecydowanie za dużo jak na trzy wyjścia. Muszę sam siebie kontrolować. W czwartek powinno wyjść mniej niż poprzednio bo będę mieć mniej czasu by interwały zrobić, ale w sobotę ma być piękna sobota, także sam nie wiem jak to się skończy. Bo jedno to mieć jakąś ogólną świadomość, a drugie to powstrzymanie się od biegania.

P1110782 (Copy)

Powtarzam to sobie od sześciu tygodniu – w poniedziałki muszę brać rower. Powrót z zajęć zajmuje mi 50 minut podczas gdy normalnie wychodzi minut 25. Na rowerze będzie też w tych okolicach. Słowem makabra. Temperatura już jest dobra, teraz tylko dokupić błotniki.

Niedziela i przegapione #36

P1110759 (Copy)

Bieganie w Chinach
Różni się trochę od biegania w Polsce. Największa różnica polega na tym że tutaj ludzie się nie pozdrawiają i biegają w strojach codziennych. Obecnie w okolicach jeziora południowego coraz więcej biegaczy pozdrawia pewnego biegacza z Polski, nie wiem co prawda czy pozdrawiają siebie nawzajem, ale tego pewnego biegacza tak. Przynajmniej Ci których i on pozdrawia.
Stroje codzienne są dla mnie ciągle szokiem, ale June wyjaśniała mi że to dlatego że Oni tak naprawdę nie trenują biegania, biegną tylko trochę dla zdrowia, nic więcej.
W zeszłym tygodniu spotkałem biegacza który biegł w tym samym kierunku co ja i chwilę sobie porozmawialiśmy. Takie standardowe: skąd jesteś, mówisz po chińsku? I tyle bo chwilę potem się pożegnaliśmy. Miła odmiana od rutynowego klepania kilometrów.

P1110734 (Copy)

Hogwart
Zresztą zobaczcie sami.

http://www.dailymail.co.uk/news/article-2616043/The-real-life-Hogwarts-University-building-China-bears-uncanny-resemblance-magical-Harry-Potter-school.html

Budynek szkoły inspirowany średniowiecznymi zamkami europejskimi. Taaak.

Tom i Johnson
Tom razu pewnego został wysłany na zajęcia które Mu się nie podobały. Zamiast godziny trwały cztery godziny i był do nich zupełnie nie przygotowany bo Johnson nic o nich nie powiedział oprócz idź tam. Po tym wszystkim Tom powiedział że więcej tych zajęć nie chce i na nie nie pójdzie. Normalne zachowanie.
W tym tygodniu dzwonił Johnson i powiedział Mu że ma się na tych zajęciach pojawić bo inny nauczyciel cośtam. Tom powiedział że się nie pojawi, po czym wyłączył telefon rzutem o ścianę. Ten rzut był niepotrzebny, ale chyba oddaje frustrację w tej firmie.

P1110742 (Copy)

Niedziela
Rany…dzisiaj to naprawdę nikt nic nie mówił. Na zajęciach u mnie wyglądało to jeszcze jako tako, ale u innych nauczycieli to była masakra bo przyszło po 5-10 osób. Żenada, ale to było do przewidzenia bo kto o zdrowych zmysłach organizuje zajęcia w taki dzień. Jeszcze w dodatku padało więc już nikomu zupełnie nie chciało się wychodzić spod kołdry. Padało to lekkie niedopowiedzenie bo w pewnym momencie padał nawet grad.
Dzisiaj się nie musiałem śpieszyć więc zakupy zrobiłem w przerwie na obiad. Obiad ugotowałem jaki widać i dochodzę do wniosku że sos sojowy na patelni smakuje zupełnie inaczej niż gdy działa jako marynata. Dla odmiany, czemu nie. Kwestia tego że trzeba znaleźć pasujący nam w smaku bo mam w szafce chyba pięć z których dwa nie nadają się do niczego bo są w smaku bardziej jak ocet. A jak chcę w smaku coś jak ocet to wolę ocet, który stoi obok.
Na siłowni w miarę w porządku, nie było aż tak wiele osób jak normalnie w niedziele ale tego się spodziewałem bo przecież to czas powrotów po przerwie no i w dodatku ten deszcz który pewnie sporo osób zniechęcił.
Po powrocie z siłowni zaskoczyła mnie Smile która wróciła z Harbinu gdzie udało się Jej, w końcu, zostać asystentką na tym Brian’s Crazy English Training Camp czyli tym kilkudniowym intensywnym kursie treningowym z angielskiego. Głos dziewczyna straciła prawie zupełnie.
Na jutro zapowiadają deszcz z rana, więc chyba czeka mnie pierwszy bieg w deszczu. Trochę szkoda że padnie na ten długi bo długich biegów w deszczu nie lubię aż tak bardzo. Nie zawsze jednak jest pogoda idealna, także nie ma się co szczypać i trzeba swoje zrobić. W końcu zdychać w lipcu w czasie tego domowej roboty maratonu nie chcę.

 

Sobotnie bieganie

P1110716 (Copy)

Czyli dwadzieścia jeden kilometrów, ale lekko nie było. Może inaczej. Było przyjemnie, ale wolno. Coraz wolniej, ale tego się spodziewałem, więc nie będę się rzucał. Można zadać sobie pytanie dlaczego biegam teraz wolniej niż miesiąc temu, ale odpowiedź jest dość prosta: bo biegam znacznie więcej i jem inaczej. Organizm musi się przyzwyczaić i do kilometrażu i do diety. To naturalne. Można rzecz jasna wrócić do mniejszego kilometrażu i poprzedniej diety, ale prawdę mówiąc nie przeszkadza mi to wolne bieganie ani trochę. Biegam dla przyjemności nie dla czasów. Jakbym biegał dla czasów to bym się spinał, dorzucił czwarty bieg w tygodniu i robił co w mojej mocy by kręcić lepsze czasy. Nie zależy mi na tym ani trochę.

P1110723 (Copy)

Bardzo cenię tę swoją wolność w bieganiu, tę możliwość spokojnego biegania bez zbytniego przejmowania się tym ile przebiegłem, jak daleko biegnę i ile zostało mi jeszcze do końca. W dzienniczku treningowym mam ciągle zapisane 12 kilometrów, a biegam bez problemu te 20-21. I to mnie cieszy. Bo nie mam żadnych problemów z zawiązywaniem sznurówek rano, ani myśli o nie, znowu muszę iść biegać, tak mi się nie chce. Nic z tych rzeczy. Po prostu ubieram się, wiążę sznurówki i idę biegać. Biegam, rozciągam się, biorę prysznic. Nic więcej, żadnych kłopotów, myśli żeby odpuścić. Nic. Oczywiście dziennie takich dwudziestu kilometrów nie mogę robić z kilku powodów. Pierwszy jest taki że moje ciało tego nie wytrzyma, bo przecież już raz nie wytrzymało takiego obłożenia, drugi jest taki że nie mam aż tylu par butów, a trzeci to taki prozaiczny brak czasu. Chociaż jakbym z siłowni zrezygnował ;-)

P1110724 (Copy)

Także wychodzę i biegnę dzisiaj te dwadzieścia jeden kilometrów. Chciałem zrobić dwadzieścia, ale znowu gdzieś tam się pomyliłem i wyszło więcej. Na początku biegło mi się super szybko, ale prędko odpuściłem i przeszedłem do takiego spokojnego biegu. I tak sobie spokojnie biegłem przed siebie przez kilometrów szesnaście kiedy to musiałem się zatrzymać na parę minut i wziąć oddech. To się zdarza, zwłaszcza gdy w żołądku czuć pustkę i chciałoby się ją jakoś uzupełnić, ale absolutnie nie ma czym. Wtedy można dać sobie chwilę odpoczynku i ruszyć dalej. Grunt to nie rezygnować. To są takie myśli która należy zawsze odganiać bo one zawsze są bardzo ciekawe. Na moją korzyść działa fakt że chociaż park z jeziorem jest blisko mieszkania to nie jest bardzo blisko i trzeba liczyć minimum 30 minut spacerku by wrócić. A częściej jest to godzina. Dlatego lepiej już truchtać i z godziny zrobić minut trzydzieści.
Było dziś trochę zimno, zwłaszcza oberwało się moim dłoniom. Jakoś już się odzwyczaiłem od biegania ze schowanym kciukiem, a o bieganiu w rękawiczkach nawet dzisiaj nie pomyślałem.

P1110729 (Copy)

Za to powietrze było zdecydowanie rześkie, bardzo przyjemnie biega się po deszczu. Nawet tutaj i co ważne ziemia nie była rozkopana, owszem była wilgotna, ale nie jakoś strasznie, dało się przeżyć. Mimo tego odczuwalnego chłodu ludzi było całkiem sporo, w tym kilku którzy mówili hello i jednego który chyba nie skojarzył faktu że biegnę z widocznym zmęczeniem na twarzy i pytał skąd jestem. Prawdę mówiąc to jakby ze mną pobiegł to bym Mu powiedział. W czasie takich biegów dobrze jest porozmawiać z kimś by jakoś ten oddech wyregulować. Wtedy wiadomo że nie biegnie się za szybko. Odkrzyknąłem Polak, ale pewnie mnie nie zrozumiał. Biegłem dalej i tak sobie spokojnie wybiegałem te dwadzieścia jeden. Czas jakiś tam był, ale to nie jest aż tak istotne. Najważniejsze jest to że kolejny bieg zaliczony w dobrym zdrowiu i samopoczuciu. Co prawda moje stopy uznają powoli że te buty wypadałoby zmienić, ale na szczęście reszta działa jeszcze się z nimi nie zgadza. No cóż, na odciski jestem skazany i nic z tym nie zrobię. Mogę za to coś zrobić z odciskami i robię cały czas, ale dopóki nie wrócę do kraju nowych butów sobie nie sprawię. Z jakiegoś powodu nawet taobao się wykłada gdy szukam butów do biegania w moim rozmiarze.

P1110730 (Copy)

Piątek

P1110710 (Copy)

Pada.
To właściwie jedyne co mogę napisać o dzisiejszym dniu. Przed deszczem udało mi się jeszcze pójść na siłownię, gdzie znowu było sporo ludzi jak na ranek i mógłbym znowu ponarzekać na to, ale nie będę bo to jest monotematyczne. Siłownia się rozrasta, tylko pewnie nie rozrośnie się w takim kierunku jakim powinna czyli wolnych ciężarów, a o kolejną salę do zajęć z fitnessu które odbywają się 2-3 razy w tygodniu. Wkurza mnie to strasznie i wkurzać będzie mnie to jeszcze dwa miesiące.

P1110711 (Copy)

Deszcz w Changchun pachnie inaczej niż deszcz w Jiawang. Tutaj pachnie podobnie jak w Polsce, czyli czysto. W Jiawang, 6 kilometrów od mieszkania stał komin z elektrowni i może to miało jakiś wpływ na jakość powietrza. Może. Tutaj takiego komina nie widzę ale muszą być bo przecież ten śnieg był brudny już po kilku dniach. Nie tak brudny jak w Harbinie, ale brudny. I mimo wszystko, mimo tego całego unoszącego się gdzieś w powietrzu brudu powietrze pachnie tutaj ładnie. To jest wręcz zdumiewające. W dodatku podobno te 20 kilometrów od miasta, w tym parku o którym wszyscy opowiadają jest niesamowicie czysto a w nocy widać gwiazdy.

P1110712 (Copy)

O gwiazdach pisałem już kilka razy. W Jiawang były rzadkością, tutaj jest lepiej, nie tak jak w Polsce, ale lepiej niż w Jiawang. Najlepiej ze wszystkich miast w jakich byłem w Chinach. A jeżeli w tym parku jest jeszcze lepiej to świadczy to tylko dobrze o tym mieście i jakości powietrza.
Mógłbym narzekać na Changchun, ale teraz gdy meridka jest naprawiona zamierzam w końcu wykorzystać te wolne wtorki by trochę to miasto zwiedzić, zobaczyć je z innej strony. Martwią mnie tylko te wszechobecne samochody.

P1110713 (Copy)

Można się między nimi przeciskać, to jest niezaprzeczalna zaleta rowerów, można, wzorem chińskich rowerzystów, jeździć środkiem jezdni w korku, ale i tak samochody są wszędzie. Nie da się z nimi wygrać. Trzeba się do nich dostosować, bo tutaj to one rządzą. O ile w Jiawang nie było z tym problemu, a jeżeli był to wystarczyło popedałować 20 minut by znaleźć się poza miastem tak tutaj trzeba będzie pedałować z 20 kilometrów, czyli już nie ma tak lekko. Zwłaszcza na początku. I to jest druga strona medali, tak po prawdzie to nie będę miał już wiele czasu by to miasto pozwiedzać, bo mam tylko kilka tygodni a w ciągu tych kilku tygodni raptem parę wtorków w czasie których będzie można coś zrobić. Tyle tylko że należy od tego odjąć wtorki zmęczone, wtorki pracowite i wtorki w czasie których pogoda będzie zupełnie do niczego. Czyli dużo się nie najeżdżę, ale od września będę mieć o wiele mniej pracy i o wiele więcej czasu do poznawania nowych terenów.

P1110715 (Copy)

Chiński kącik kulturowy

Władca ziemski, 土豪, tuhao. W ten sposób określano dawno temu osoby bogate i wpływowe, lub całe rodziny odgrywające znaczną role na danym terenie. Od samego początku było to określenie negatywne. Obecnie nabrało nowego znacznie

Ewolucja rozpoczęła się od określania w ten sposób osób wydających ogromne sumy pieniędzy na gry komputerowe. Z czasem zaczęto tak nazywać nowobogackich, którzy lubią się chwalić swoim bogactwem. Obecnie używa się go by określić ludzi żyjących ponad stan.

9-go września 2013 roku ruszyła akcja pisania wierszy i opowiadań dla tuhao, co spowodowało stworzenie nowego powiedzenia tuhao, zaprzyjaźnijmy się! Przedstawia ono pragnienie zwykłych ludzi by poczuć się bogato a przez to być podziwianym.

Jedno z opowiadań:
Młody mężczyzna pyta mistrza Zen:
– Jestem bogaty, ale nieszczęśliwy. Co mam zrobić?
– Zdefiniuj bogactwo.
– Mam miliony w banku, trzy mieszkania w Pekinie, dwa samochody.
Mistrz Zen wyciąga dłoń a młody mężczyzna doznaje olśnienia.
– Mistrzu, czy chcesz mi powiedzieć że powinienem być za to wszystko wdzięczny i się odwdzięczyć losowi w jakiś sposób?
– Nie, tuhao, mogę zostać twoim przyjacielem?