Jak odblokowałem kartę…

P1020142 (Copy)

Nie było z tym większych problemów, zwłaszcza że hasło pamiętałem. Żartownisie z ICBC ustawiają inaczej klawiatury w bankomatach a inaczej przy okienkach do obsługi klienta. Tym razem na szczęście się nie pomyliłem. Wszystko dobrze co się dobrze kończy, czyż nie?

P1020148 (Copy)

Pierwsza godzina na bieżni nie była taka zła jak sobie wyobrażałem, tylko jakoś tak…że dziwnie to wiadomo, ale było tak trochę nienaturalnie, jakby nogi pracowały inaczej niż zawsze. W sensie kroki nieadekwatne do prędkości i czułem że ręce pracują inaczej niż w czasie biegu w terenie. No nic, będę musiał się przyzwyczaić bo przestawić w pełni się nie przestawię na pewno.

P1020149 (Copy)

Pojechałem na dworzec i po raz kolejny przekonałem się że muszę jak najszybciej sprowadzić meridkę…postałem 30 minut w kolejce i okazało się, że nie ma biletów na interesujący mnie pociąg. Jakikolwiek inny odpada bo trzy dni wolnego to dość by pojechać do Xuzhou spędzić parę godzin w Jiawang i wracać do Changchun, ale za mało by pozwolić sobie na szastanie czasem na lewo i prawo. Na szczęście pierwszy tydzień października będzie całkowicie wolny z powodu święta narodowego, wtedy ruszam do Jiawang…o ile uda mi się dorwać bilety.

P1020153 (Copy)
Spodziewałem się że nie uda mi się biletu na ten pociąg kupić, ale gdzieś tam tliła się nadzieja że jednak się uda. Szkoda…pozostaje mi oglądanie księżyca w Changchun.

P1020154 (Copy)

Jak zablokowałem kartę bankomatową

P1020117 (Copy)

Z jakiegoś powodu nie wszystkie bankomaty mają w Chinach klawiatury ustawione w kolejności 123456789 i z jakiegoś powodu niektóre pozwalają wejść na konto nawet jeżeli poda się błędny pin. Efekt jest taki że przed 16 zablokowałem swoją kartę a w planach miałem wyjazd na dworzec by kupić bilety do i z Xuzhou na przyszły tydzień…Jutro czeka mnie odwiedzenie któregoś oddziału ICBC i aktywowanie karty, bo banki zamykane są o 1630…Wątpię żeby bilety jeszcze były, ale nie dowiem się dopóki nie sprawdzę.
Najpierw jednak czeka mnie wycieczka na siłownię by spróbować pobiegać na bieżni. Wszystko by ochronić kolana.

P1020124 (Copy)

Rozmawiałem dzisiaj z Johnsonem odnośnie pracy w przedszkolu i okazało się, że się na mnie poskarżyli za moje wczorajsze, lub przedwczorajsze, zajęcia więc więcej już tam nie pójdę. Że się poskarżyli to rozumiem, jest mi z tego powodu niezwykle wszystko jedno, wręcz poczułem ulgę gdy dowiedziałem się że tam nie wrócę. Owszem, oznacza to jakieś problemy z wyrobieniem godzin.

P1020129 (Copy)

Szlag mnie prawie trafił gdy dowiedziałem się że 20=15 czyli 20 zajęć po 45 minut na uniwersytecie w ciągu 2 dni ma oznaczać 15 godzin pracy w tygodniu. Ha ha ha…nie wiem jak wytrzymam 10 godzin w ciągu dnia, a potem jeszcze raz 10 godzin, ale lepsze to niż przedszkolaki. Ciekawe tylko ile planów będzie trzeba przygotować i jak to będzie rozplanowane bo ciężko mi sobie wyobrazić te 10 godzin dziennie…w ogólniaku mieli maksymalnie osiem. Wszystkiego dowiem się za dwa tygodnie gdy zajęcia już się zaczną. Na razie to wszystko jest gdybaniem.

P1020129 (Copy)

W tym tygodniu lenię się do tego stopnia że mam dodatkowo czwartek i piątek wolny, może więc wtedy uda mi się odwiedzić jakiś park w pobliżu, albo ten pałac marionetkowego cesarza. Cokolwiek oprócz tych samych ulic.

P1020131 (Copy)

Niedziela #2

P1020082 (Copy)

Jestem Ray, znajomy Twojego szefa. Jesteś dobrym nauczycielem?
Może, uczniowie tak mówią, ale jedną z rzeczy którą każdy nauczyciel dowiaduje się na drugich zajęciach to fakt że uczniom nie wolno ufać. Gdy mówią rozumiemy, zapisane czy też cokolwiek innego.
No nieważne, chodzi o to że czasem nie jest ważne czy jesteś dobry czy nie, ważne że jesteś obcokrajowcem. Chodzi o to żeby pokazać rodzicom pokazać że dzieci uczy ktoś z zagranicy. Potrzebują twarzy, a ty tylko rób to co potrafisz najlepiej. Uśmiechaj się, baw się z nimi.

P1020085 (Copy)

Jestem małpką w zoo, albo cyrku. Bardziej w cyrku, mam przebranie, smutek w oczach i skaczę sobie z miejsca na miejsce. To co robię nie jest ważne, ważne jest jak wygląda. Czytałem o tym, wiedziałem że tak jest, czasami czułem to w Jiawang, ale nigdy nie czułem tego tak bardzo jak teraz.
Wczoraj było źle, ale dzisiaj to farsa.

P1020091 (Copy)

Tak, masz marker.
To wszystko. I co ja mam z tymi dzieciakami robić, okej to jest tablica z prezentacją, ale jak ja mam się bawić z dzieciakami bez rekwizytów…nie wiem. Nie musiałem myśleć o czymś takim i nie myślałem. Nie potrafię przedstawić się na przedszkole. To nie moja pora kaloszy. Kiedyś mówiłem żę nie chcę być nauczycielem, ale odnalazłem w tym radość i teraz ta praca daje mi sporo satysfakcji. Może gdybym miał jakiekolwiek teoretyczne podstawy do pracy w przedszkolu to byłoby łatwiej.

P1020092 (Copy)

Wręcz na pewno byłoby łatwiej, ale niestety takiego komfortu nie mam. Przede mną jeszcze trzy godziny i czuję że lekko nie będzie. Zrobię co potrafię, tak dobrze jak potrafię ale cudów się nie spodziewam, zwłaszcza w klasach po dwadzieścia pięciolatków. Próbuję wyobrazić sobie pięćdziesiąt osób w chińskim gimnazjum i nie dostrzegam w tym wielu pozytywów. Ogólniak ma to do siebie, że przynajmniej jest cicho. Cisza nie jest zła, nawet w klasie. Cisza może oznaczać myślenie nad trudnym pytaniem, możne oznaczać porządną pracę, nie zawsze nudę czy brak zrozumienia. Hałas za to zawsze oznacza hałas. Zawsze oznacza że ktoś czegoś nie zrozumie. O ile takie ożywienie ma dobre strony, to jednak naprawdę niewiele osób o ile w ogóle ktokolwiek dobrze pracuje w hałasie. Ja nie pracuję. Dla mnie to problem, narasta zmęczenie, wraz z nim łatwiej o frustrację, zwłaszcza gdy nie wiadomo co robić gdy dzieci mówią po chińsku. Nie, to nie dla mnie. Na pewno nie w chwili obecnej.
Dziewięciolatkowie, asystentka w Sali i już zajęcia inaczej wyglądają. Można sobie porobić łamańce językowe, zagrać w kalambury i nie ma krzyku. Trzeba tylko posiedzieć w Sali. Nie mogę mieć pretensji że sobie wychodzą z sali, bo każdemu należy się przerwa, ale mi każda pomoc jest potrzebna.

P1020095 (Copy)

No to rób swoje.
Nie znam żadnych gier dla nich.
No to nie wiem co robić.

W sumie, to One są nauczycielkami, ja tylko dodatkiem.

P1020096 (Copy)

Za to trzecie zajęcia poszły super bo asystentka pokazała mi kilka gier, dzieciaki się ruszały, śpiewały, ale to nie dla mnie.

Dopiero w czasie czwartych, gdy dostałem dziesięciolatków jakoś sobie poradziłem. Poprzypominaliśmy sobie zwierzątka i było fajnie. Przedszkole to nie dla mnie.

Z ogłoszeń parafialnych: przegapione przenoszę na wtorek.

P1020108 (Copy)

Przedszkole

P1020070 (Copy)

Myślę że to też szkoła podstawowa, myślę że to też szkołą podstawowa. Owszem, siedmiolatki są już w szkole podstawowej, ale mentalnie jeszcze w przedszkolu. Że o pięciolatkach nie wspomnę.
Za pięć minut przyjdzie asystentka i powie Ci co robić. Nie, nie przyjdzie. Za to gdy ja przyjdę Ona jak karabin maszynowy wypluje z siebie że mogę z Nimi w coś zagrać, coś zaśpiewać i w ogóle to tu mam słówka i możemy je powtórzyć. Witamy w szkole w której nauczyciele są ozdobą a zajęcia prowadzą asystentki. Wyłącz myślenie i uszy. Pokazuj karty, ucz wymowy by chwilę potem asystentka powtarzała słówka niepoprawnie. Nie znasz piosenek – trudno. Nie znasz gier dla przedszkolaków – trudno. Jedno słowo jarzy mi się niczym neon – POMYŁKA. Godzina powtarzania słówek z kartek, wrzask i ból głowy. Pierwsza tabletka przeciwbólowa. Dwadzieścia chińskich gardeł wrzeszczy a rodzice na parterze oglądają zajęcia siedząc na ławkach.

P1020072 (Copy)
Młyn. Słyszałem to pojęcie wiele razy ale dopiero teraz widzę co ono naprawdę oznacza. Dwudziestu uczniów zostaje wprowadzonych przez dwudziestu czekających pod salą rodziców/dziadków, a po zajęciach wkraczają na pięć minut do sali by posłuchać asystentki, po chwili kolejnych dwudziestu, a tamci już do domu. Asystentki wyrzucają z siebie słowa szybciej niż tłumacze symultaniczni, a w przerwach biegają między salami przenosząc rekwizyty. 20-30 minut przerwy i kolejna grupa.

P1020075 (Copy)
Po pierwszych zajęciach zadzwoniłem do Johnsona i powiedziałem że nie tak się umawialiśmy. Zawsze podkreślam że przedszkole odpada. Zawsze. Z jednej strony takie zajęcia są całkowicie bezmyślne, można się wyłączyć, nie trzeba nic konkretnego robić, trochę poskakać, pośpiewać, pobawić się jakoś, nie trzeba nic w domu przygotowywać, ot takie haha hihi, a z drugiej…no rany…jeżeli cały mój wkład to przyjście i pokazywaniem dzieciakom 3-4 kartek ze słówkami przez godzinę…to trochę to jest nie na miejscu. Że nie wspomnę o tym że przedszkole jest zupełnie nie dla mnie. To nie jest mój poziom energii.

P1020076 (Copy)
Dobrze tylko że ta druga asystentka była bardziej wyrozumiała, przesiedziała ze mną całą lekcję, pokazała jak się z dzieciakami bawić i widać że radzi sobie z Nimi naprawdę dobrze. Grupę podzieliła na cztery podgrup i za dobre zachowanie dawała gwiazdki na tablicy, a za złe odejmowała, podobnie w przypadku aktywności. W dodatku każdy uczeń który był grzeczny dostawał papierowego pieniążka które pewnie kiedyś będzie mógł na coś wymienić. Bardzo mi się to podoba. Jak Jej ktoś zaczął fikać to Go wyjęła z grupy i postawiła pod ścianą dopóki się nie uspokoił. Podobno te time outy nie są zawsze skuteczne, no i tutaj też nie był bo dzieciak się nie uspokoił, ale hej, to dobra technika.

P1020077 (Copy)
Z Johnsonem będę rozmawiać w poniedziałek, jutro czekają mnie jeszcze cztery godziny w innym oddziale i chociaż nakładu pracy w domu nie zwiększy mi to ani trochę to jednak praca w przedszkolu nie jest dla mnie. Nie wziąłem ze sobą aż tylu tabletek przeciwbólowych by przetrzymać cały rok.

Hmm…

P1020018 (Copy)

Zaczynam mieć obawy odnośnie biegania tutaj…właściwie to obawy zacząłem mieć tydzień temu, ale teraz jeszcze się nasiliły. Nie mogłem dzisiaj pobiegać na bieżni przy moim kolegium, więc pobiegłem na inną bieżnię. Pokręciłem parę kółek i wróciłem z bólem w kolanach. To nowość która pojawia się po każdym biegu na tej bieżni, ale nie po biegu na tamtej innej. Przypuszczam że podłoże jest za twarde i przez to nie nadaje się do biegania tak długich dystansów. A skoro ta bliższa bieżnia będzie zajęta przez uczniów na zajęcia wojskowe to chyba nie pozostaje mi nic innego niż przerzucenie się już na bieganie w siłowni na sztucznej bieżni. Ble. Chociaż lepsze to niż całkowite rozwalenie kolan.

P1020021 (Copy)
Z jakiegoś, nieznanego mi, powodu większość chińczyków gdy pyta się mnie skąd jestem dorzuca pytanie z Kanady? Co mnie dziwi strasznie bo sugeruje że albo dużo Kanadyjczyków przyjeżdża uczyć do Chin, albo z jakiegoś powodu pasuję do obrazu Kanadyjczyka serwowanego w chińskich mediach. Nie zrozumcie mnie źle, nie przeszkadza mi to ani trochę, tylko najzwyczajniej w świecie dziwi.

P1020026 (Copy)

Czuję się trochę przygnieciony tym miastem. Jest za duże by zwiedzać na nogach, nie ma porządnej linii metra, nie rozumiem systemu autobusowego, zwiedzanie na ślepo poprzez podróże autobusem jest nie w moim stylu, a rower ciągle w Jiawang. Pokrążyłem dzisiaj po okolicy i dalej nie znalazłem żadnego supermarketu. To mnie naprawdę martwi, bo na razie mam do wyboru albo słabo wyposażony sklep dwa kilometry od mieszkania, albo dobrze wyposażony sklep do którego jadę dwadzieścia minut autobusem i idę drugie dwadzieścia.

P1020031 (Copy)

Na szczęście jest jeszcze targ gdzie mogę kupić świeżo przygotowane tofu, mięcho czy warzywa i owoce, ale…fajnie byłoby zobaczyć co ma do zaoferowania konkurencja bo chociaż ceny na targu z reguły są niższe od sklepowych to jednak w Jiawang w sklepach był zawsze porządny wybór tofu.

P1020034 (Copy)

A tutaj tylko serek, smażony na głębokim oleju, paski i prostokąty, czyli całkowita podstawa bez wodotrysków.
Jedzenie to jedno, drugie to to że nie mam jak się z tego miasta wyrwać by pozwiedzać okolicę. Jeżeli pogoda dopisze to w przyszłym tygodniu ruszę pozwiedzać kilka historycznych miejsc.

P1020038 (Copy)

Tylko dojazd do nich to będzie kompletna masakra. W dodatku to całe miasto jest w przebudowie i przejazd autobusem przypomina mi o tym jak spędziłem większość pierwszego roku na studiach w autobusach z Katowic do Sosnowca i z powrotem z powodu przebudowy drogi. Strasznie mnie ta bezsilność mierzi.

P1020039 (Copy)

Do tego stopnia że nawet jeszcze nie otworzyłem książek do chińskiego. Ble.

P1020040 (Copy)

A dzisiejsze zajęcia poszły super. Dziewczynki miały za zadanie napisać przykłady rzeczy miłych i niemiłych i aż mnie zaskoczyły znajomością słownictwa. Jak nie zapomnę to w niedzielę wrzucę zdjęcia. Na następnych zajęciach będziemy rysować historie jaką dzisiaj napisały, więc także powinienem coś Wam pokazać ciekawego.

P1020048 (Copy)

Park rzeźb

P1010883 (Copy)

W Changchun znajduje się park rzeźb, ale że dochodzi już powoli dziesiąta wieczorem odpuszczę sobie zarówno jego opis jak i opis zwiedzania.
Czyli tak…rano siłownia, którą jakoś przeżyłem. Nogi dalej bolą, dzisiaj doszły obolałe ręce, a w sobotę to już zapewne będę chciał umrzeć byleby się resztek bólu pozbyć. Sam jestem sobie winny, ale czasem nawet najlepsze ćwiczenia rozciągające nie pomogą. Wskoczyłem na piętnaście minut na orbitreka, pierwszy raz w życiu, i muszę powiedzieć że wydaje się być to całkiem zacne. Może zastąpię nim czwarty trening biegowy, z którego właściwie i tak zrezygnowałem.

P1010885 (Copy)
Po obiedzie ruszyłem do parku rzeźb, ale o nim napiszę w niedzielę (przynajmniej postaram się) a że zostało mi jeszcze mnóstwo czasu do spotkania klubu (bo Smile przypomniała mi wczoraj że obiecałem przyjść) to postanowiłem pojechać do Decathlonu w Changchun. Zadanie w teorii proste, a w praktyce to zawsze jest pewne ryzyko gdy jedzie się w miejsce nowe do którego nie można dojechać bezpośrednim autobusem. Na szczęście obyło się bez żadnych ekscytujących historii i znalazłem się na prostej drodze do ogromnego ronda za którym stał sporych rozmiarów sklep.

P1010887 (Copy)
Sklep wysoki na 7 pięter z których tylko dwa były pełne sklepów. Przypuszczam że lokalizacja nie taka, a i przebudowa ronda raczej do odwiedzin nie zachęca. No chyba że to nowy sklep, a kurz na nim pochodzi właśnie od przebudowy. W Chinach to ciężko ocenić. Decathlon, jak Decathlon, same znane marki, ceny tak jak można przypuszczać – takie same jak w Polsce, co mnie zaciekawiło bo przecież odpadają koszty transportu, no ale co poradzić. Żałuję teraz że nie przyglądałem się butom bo to może być jeden z nielicznych sklepów w których nie będzie problemów ze znalezieniem mojego rozmiaru.

P1010889 (Copy)
Wzbogacony o nową parę spodni i koszulkę ruszyłem w drogę powrotną. Powroty zawsze są prostsze bo wiadomo gdzie trzeba wysiąść. Tyle tylko że o ile do Decathlonu jechałem 20 minut, tak wracałem minut 40 bo zachciało mi się wracać w czasie gdy połowa Changchun (prawdopodobnie) również wracała do domu.
Dostałem kolejne zajęcia, po 4 godziny w sobotę i niedzielę od 1230 do 1630.  Strasznie mi to popsuło plany treningowe, ale na szczęście pod tym względem jestem na tyle zdolny do dostosowania się że sobie poradzę. Tylko to kolejna szkoła, więc znowu dojazdy…ble, byleby powrót był jakimś bezpośrednim busem.

P1020005 (Copy)
A na zakończenie dnia poszedłem do klubu l było to świetne doświadczenie. Ci młodzi ludzie mają mnóstwo energii i chociaż większość z nich studiuje coś czego nie lubi to jednak przychodzą do tego klubu i ćwiczą angielski. Ćwiczą co prawda w ten dość absurdalny sposób polegający na ryciu na pamięć zdań i wykrzykiwaniu ich do utraty tchu, ale skoro uważają że to działa…
Zrobiliśmy bardzo fajne ćwiczenie, ustawiliśmy się w kółeczko i dreptaliśmy dopóki prowadzący nie krzyknął stop wtedy się obracaliśmy i rozmawialiśmy z osobą stojącą naprzeciwko o wakacjach. Bardzo ciekawe. Kiedyś będę musiał zwlec się wcześnie z łóżka żeby zobaczyć jak wyglądają te Ich poranne ćwiczenia. A na koniec jeszcze mnie odprowadzili, no cudowni ludzie.

P1020006 (Copy)

Mam jakieś dziwne problemy z internetem, więc może mi czasami facebook lub youtube nie działać. Innymi słowy – sprawdzajcie te środki przekazu w miarę regularnie.

Boli…

P1010852 (Copy)

Boli. A raczej bolą, bo to nogi. Pamiętam że kiedyś już mnie tak bolało, ale to było bardzo dawno temu. Paskudne zakwasy którym jestem sam sobie winny bo się za słabo rozciągałem. Sam sobie zawiniłem to teraz muszę cierpieć za każdym razem gdy się podnoszę i gdy kucam. To co czułem dzisiaj w czasie biegu to coś czego nie czułem już chyba dwa lata, a nie wiem nawet czy nie trzy…tak ciężkich nóg nie miałem już naprawdę dawno. Przebolałem te osiem kilometrów, więcej było już ponad moje siły. Przez kilka najbliższych miesięcy bieganie nie będzie moim priorytetem więc nie muszę się spinać aż tak bardzo.

P1010862 (Copy)

Pierwszy raz biegałem na bieżni przy moim kolegium. Jest mała, niewiele ponad 300 metrów na kółko, w dodatku nawierzchnia taka sobie, ale chyba bardziej miękka od tej na tej większej bieżni naprzeciwko hotelu, więc kolana nie powinny doskwierać. Jak tak sobie biegałem wokół to zauważyłem Smile z klubu, właśnie miała WF i jak to na chińskim WFie wszyscy byli w normalnych strojach i trochę poskakali a potem się rozeszli do swoich normalnych czynności.

P1010860 (Copy)

Po kilku okrążeniach Smile wróciła i porozmawialiśmy chwilę. Wszystkie dziewczyny mówią o tym jak wiele pewności siebie dał Im ten klub, że teraz nie boją się mówić po angielsku, przestały mieć kompleksy i są nim zachwycone. Ciekawe zjawisko. Gdy tak sobie staliśmy i rozmawialiśmy przyszedł jakiś Pan i poprosił o zdjęcie ze mną. No jasne, czemu nie. Chociaż to trochę dziwne bo wyglądał na tutejszego a w Changchun jest naprawdę sporo obcokrajowców. Z drugiej strony – nie każdy biega na bieżni tego kolegium.

P1010865 (Copy)

Dobiegając do mieszkania zauważyłem Toma czekającego pod drzwiami, ale nie był zdenerwowany, widział że biegałem. A skoro jest Tom to skoczyła mi nadzieja na internet! I tak! Po kolejnej godzinie czekania przyszedł Pan z China Unicom i podłączył internet. Dzięki temu mogę w końcu dodawać notki i zdjęcia. Mam nadzieję że cieszycie się równie mocno jak ja.

P1010874 (Copy)

Po wczorajszej wpadce z ponad czterema kilogramami piersi z kurczaka (zamroziły się, więc nie powinno być tragedii) postanowiłem się dzisiaj odkuć i kupić płatki owsiane na śniadanie. Problem polega na tym że ciągle znam tylko jeden sklep, więc ta moja próba odkucia się jest strasznie zmonopolizowana.

P1010876 (Copy)

Znalazłem płatki, nawet znanej mi firmy, tylko cóż…płatki okazały się być sproszkowanymi płatkami do rozpuszczenia w wodzie…a nawet mleko kupiłem. A raczej mleko o smaku orzechów włoskich, bo znanego mi mleka nie było, a inne to zawsze ryzyko. Jutro okaże się co z tego wyjdzie, chociaż cudów się nie spodziewam. W najgorszym wypadku czeka mnie kolejna potrawa z jajek.

P1010879 (Copy)

Never skip a leg day

 

P1010827 (Copy)

Jak to mawiają amerykanie, czyli nogi.
O 530 obudziło mnie słońce. To trochę wkurzające gdy jednego dnia pada i jest zimno, a następnego słońce kładzie się na każdej dostępnej przestrzeni i nie pozwala na ucieczkę. Nie sposób się do żadnej pogody przyzwyczaić, ani na żadną przygotować. Bywa i tak jak widać.

P1010830 (Copy)
Ruszyłem do siłowni około 820. Gdy dotarłem na miejsce okazało się że otwierają dopiero o 9, ale Pan Stróż i tak mnie wpuścił. Mnie i kilka innych osób. A może siłownia jest otwarta wcześniej ale pewni pracownicy przychodzą dopiero o 9? Sprawdzę to w czwartek…
Pierwszy trening zorientowany na siłę od dwóch lat za mną i spodziewam się jutro solidnych zakwasów. Mam w planie zapisane interwały lekkie, ale myślę że zwykłe rozbieganie powinno wystarczyć, nie ma się teraz co żyłować. Siłownia ma wszystko czego potrzeba plus straszny syf na stojakach z hantlami, ale powinno być dobrze. Trochę obawiam się że popołudniami może być ciężko dostać się do wolnych ciężarów, ale jakoś sobie z tym poradzę. Za to sprzętu do treningu aerobowego nie zabraknie, w dodatku przyciski są po angielsku, więc bajka.

P1010833 (Copy)

Po powrocie z siłowni przyszła kolej na transport lodówki, spodziewałem się jakiegoś starego modelu a tutaj niespodzianka – nowiutka lodóweczka. W dodatku wnosił ją jeden człowiek. Zarzucił sobie pralkę na plecy i wnosił na szóste piętro…

P1010838 (Copy)

A skoro lodówka się pojawiła to pora zrobić zapas piersi z kurczaka. W jedynym znanym mi w okolicy sklepie nie ma w ogóle kur, więc poszedłem na targ. Na targu mają wszystko, począwszy od tofu, poprzez smażony bób, na piersiach z kury kończąc. Poprosiłem Panią i kilogram, potem pokazałem w słowniku, Ona pokiwała ze zrozumieniem i sięgnęła do zamrażalki, potem sięgnęła po to co było na tacy i z kilograma zrobiły się cztery i pół. Skoro jest zamrażalka, to można zamrozić pomyślałem i wziąłem te dodatkowe trzy i pół kilo. Tylko w głowę zachodzę jak ten słownik mógł mnie tak niecnie oszukać. Jeżeli jemu nie mogę ufać, to komu mogę…

P1010844 (Copy)

Pojechałem też do centrum żeby dowiedzieć się gdzie jest stacja kolejowa. Jest ogromna. Naprawdę ogromna. Tylko problem jest taki że nigdzie nie widziałem budek z kartami miejskimi, ani nawet sklepów w których taką kartę mógłbym kupić. A to jest kurczę wygodne…

P1010847 (Copy)

Strasznie brakuje mi tu roweru…Zobaczyłem że gdzieś tu w okolicy jest Decathlon, pomyślałem więc że warto byłoby podjechać zobaczyć co mają na stanie. Nawet sobie poradziłem z określeniem miejsca, ale jak się tam dostać…Co mi z tego że znam numery autobusów które stają obok, skoro nie wiem skąd odjeżdżają. A z meridką wszystko byłoby takie proste, najzwyczajniej w świecie jedną ulicą do samiutkiego końca, potem w lewo i już jesteśmy na odpowiednim rondzie…Ech…Żeby tylko te moje rowerowe podróże nie zamieniły się w podróże na rowerze w siłowni, wystarczy mi że będę musiał biegać na bieżni patrząc przez okno na olbrzymi plac budowy.

Policja

P1010795 (Copy)

Plan na dzisiaj był banalnie prosty. Około ósmej rano spotkanie z Panem właścicielem i wycieczka na komisariat, a wieczorem czekanie na lodówkę. Strasznie dużo tego czekania. Ciągle na coś się czeka. Czy to na wizę, czy to na policjanta, czy to jeszcze coś innego.

P1010798 (Copy)

Pan właściciel przyszedł i poszliśmy z buta na komisariat. Posiedzieliśmy dwadzieścia minut i okazało się że musimy iść gdzieś indziej. Pojechaliśmy na drugi komisariat, a potem w końcu do jakiegoś biura z jakimś rejestrem mieszkań. Zostałem tam dopisany Pan właściciel dostał karteczkę i wróciliśmy na komisariat. Tam okazało się że nic z tego nie będzie. Pan właściciel wziął dokumenty i sobie poszedł. Heh.

P1010799 (Copy)

Wróciłem do mieszkania i zrobiłem pierwszy obiad! Od razu lepiej gdy samemu można zrobić obiad, jeszcze tylko ta lodówka…Trochę irytujące jest to że nie ma szafek gdzie mogę pochować przyprawy, ale jakoś muszę sobie poradzić.

P1010804 (Copy)

Po obiedzie ruszyłem pobiegać. Padało, padało i jeszcze raz padało. Zalało bieżnię przy kolegium pobiegłem więc do tej przy hotelu i pokręciłem kilka kółeczek. Najgorsze w tym przechodzeniu do innej bieżni jest to ogromne rozkopane krzyżowanie. Czasem trzeba czekać, czasem trzeba biec, nie wiem jak to będzie w zimę gdy te ulice skuje lód.

P1010805 (Copy)

Po biegu ruszyłem w poszukiwaniu siłowni. Wczoraj Wendy skierowała mnie w stronę budynku obok koreańskiej restauracji. Bank i KTV…na szczęście siłownia też była. A skoro była to się zapisałem. Jest kilka bieżni, trochę maszyn i malutko wolnych ciężarów co trochę mnie martwi, ale może w tych godzinach w jakich będę chodzić będzie luźno i nie będzie problemów. No i przynajmniej będę mieć gdzie biegać w zimę.

P1010811 (Copy)

Pralka…pralka to zupełnie inny temat. O ile w Jiawang była banalnie prosta w obsłudze, tak ta tutaj jest już trochę bardziej skomplikowana. O tyle bardziej że wiem jak z niej wypuścić wodę i włączyć suszenie, ale nie mam pojęcia dlaczego nie wiruje gdy powinna.

P1010813 (Copy)

W ciągu dwóch dni powinien pojawić się Pan który zamontuje internet. Ciągle trzeba czekać, ale przynajmniej rozpisałem już sobie plany zajęć na najbliższy tydzień. To jedna z zalet.

P1010819 (Copy)

Niedziela i przegapione

P1010778 (Copy)

Z samego rana ruszyłem na bieżnię i zrobiłem dziesięć minutówek z dość żenującymi prędkościami: 4:31; 4:43; 4:37; 4:28; 4:27; 4:28; 4:39; 4:42; 4:33; 4:03, chociaż z drugiej strony to wrzesień, okres w którym sezon biegowy się kończy i nawet nie powinienem się czymś takim przejmować. Dlatego też za bardzo się nie przejmuję. Pobiegłem je spokojnie, tak jak chciałem i wyszło żenująco, ale też biegłem bez śniadania i jest to mój pierwszy tydzień w Chinach. Takie mam wymówki i się ich trzymam.

Oprócz tego – przeprowadzka. Czyli w gruncie rzeczy przenoszenie gratów z jednego miejsca na drugie. Owszem, można to ubrać bardziej w stylu: koniec rozdziału hotel początek reszty życia mojego w Changchun i wraz ze sobą przeniosłem mnóstwo wspomnień, zarówno tych namacalnych jak i nienamacalnych  w postaci doświadczeń wydobytych z sześciodniowego pobytu w hotelu. Czyli masa gratów do przenoszenia. A zanim się do tego zabraliśmy z Tomem – poszliśmy kupić kołdrę, poduszkę, prześcieradło i ubranka dla wyżej wspomnianych.

Potem jeszcze tylko oglądanie wygłupów Jamiego w czasie zajęć z przedszkolakami (nie, nie, po stokroć nie…podtrzymuję to co mówię w czasie wszystkich rozmów o pracę żadnej pracy w przedszkolu) i można jechać do nowego mieszkania. Tutaj czekają już właściciele z którymi będę musiał jutro udać się na komisariat w celu uzyskania pozwolenia pobytu i tyle. Jeszcze mają lodówkę przynieść, a Tom może jutro podłączy internet. Tak naprawdę to jestem zbyt zmęczony by zastanawiać się nad tym wszystkim. Zmęczony i zły bo nie wiem jak się jutro dzień ułoży a chcę iść pobiegać. Chociaż tyle że od jutra będę sobie mógł sam gotować, chociaż prawdę mówiąc na zakupy będę mieć czas pewnie dopiero we wtorek…

Drinking?
Padał deszcz. Właśnie uśmiechnięty wracałem ze sklepu gdy usłyszałem ej! (a raczej jego chiński odpowiednik), nie wzruszony poszedłem dalej, usłyszałem raz jeszcze i raz jeszcze. Ten trzeci raz sprawił że odwróciłem się i poszedłem w kierunku chłopaka który zdawał się owe dźwięki wydawać.
– Nie mówię po angielsku. Powiedział po chińsku.
– Nie mówię po chińsku. Odpowiedziałem po chińsku.
Podaliśmy sobie dłonie i zaczynam się odwracać gdy widzę jak Jego znajomi wykonują znany na chyba całym świecie gest oznaczający spożywanie alkoholu i mówią drinking? Tylko się uśmiechnąłem i pomachałem ręką. W Jiawang na takie zaproszenie musiałem czekać aż do drugiego semestru.

Tofu

Tak jak w Jiawang tofu było wszędzie, tak tutaj widziałem tylko w jednym miejscu i to w dodatku takim targu z jedzeniem. Oj nie wiem co ja poradzę bez dziennej dawki tofu, nie wiem…