Dwa mieszkania

P1010698 (Copy)

Pierwsze świetne, w nowym bloku, z centralnym ogrzewaniem, siedzącym kibelkiem, malutkie bo to tylko jeden pokój (naprawdę, to jak tutaj się mieszkania projektuje przyprawia mnie o dreszcze czasami) + łazienka i kuchnia. W sumie to po co więcej, tylko jeden minus – droga do przystanku wiedzie przez plac budowy. Teraz jeszcze do przejścia, ale w zimę to będzie masakra.

P1010705 (Copy)
Drugie, w starym bloku, z kaloryferami, siedzącym kibelkiem w jednym miejscu i prysznicem w drugim, salonem, pokojem centralnym, kuchnią i dwoma sypialniami. Za duże, co do tego nie mam żadnych wątpliwości.
I co tu wybrać…padło na drugie. Do za dużego mieszkania przywykłem już w Jiawang, a przynajmniej wszędzie mam blisko, pod nosem i sklepy i kolegium i do autobusów. Jutrzejszą noc spędzę już w nowym mieszkaniu. Za parę dni podłączą internet i skończy się ten mój odwyk.
Odnośnie tego odwyku właśnie. Myślałem że będzie dużo gorzej, w końcu internet wydaje się być integralną częścią życia…a jednak da się żyć i przyznam się uczciwie nie brak mi tego ciągłego bombardowania informacjami. Brakuje mi trochę nowych podcastów i wiadomości o tym co się dzieje na świecie, no i takiej drobnostki jak kontakt z ludźmi w Polsce.

P1010774 (Copy)

Dzisiejsza grupa to cztery dzieciaki w wieku 8-10 i to na całkiem przyzwoitym poziomie. Jak na razie to tylko ta pierwsza grupa miała problemy z zachowaniem, pozostałe dwie mają u mnie plusa. Ciekawe jak to będzie jutro, bo to pora na najmłodsze dzieciaki. Oj dużo będzie powtarzania, dużo.

P1010782 (Copy)

A jutro czekają mnie jeszcze ogromne zakupy, bo w mieszkaniu będą tylko pralka i lodówka. No dobrze, szafy, łóżka, krzesła, stoły też będą. To była kolejna przewaga mieszkania numer jeden z dzisiaj bo tam było wszystko, wystarczyło się wprowadzić. Z chodzeniem po placu budowy jest trochę jak z chodzeniem po bagnach. Wciąga, ale częściej dosłownie niż metaforycznie.

P1010789 (Copy)

Gdzieś tam w oddali dnia dzisiejszego czeka na mnie gorący kubek earl graya przywiezionego z Polski i już się nie mogę doczekać. Nie ma wielu uczuć przyjemniejszych niż usiąść bo solidnie przechodzonym dniu z kubkiem gorącej herbaty i zanurzyć się w lekturę książki.

Crazy Love

P1010709 (Copy)

Od początku mojej bytności w Chinach jestem zauroczony tym jak Oni nie wyłapują tych drobnych dwuznaczności językowych typu come on baby don’t be shy żeby kogoś zmotywować, czy inne które zapomniałem i całe to zdanie wygląda nijako. Albo właśnie to crazy love, które to jest nazwą klubu angielskiego w kolegium finansowym w Changchun. Uroczo.

P1010721 (Copy)

Co rano podobno aula pełna studentów, a wieczorami ~10 osób. Byłem dzisiaj tam drugi raz, bo Jamie powiedział że przyjdzie, ale widać coś Mu wypadło, bo nie przyszedł. Nie szkodzi. Pogadałem sobie ze Smile i Margret. Pooglądaliśmy zdjęcia a Margret tylko co chwilę spoglądała na zegarek i przypominała mi że za chwilę muszę iść. Powiedziałem że o 20 wychodzę i chciała tego przypilnować. To doprawdy urocze.
– Myślę że jednak nie jesteś nieśmiały.
– Jak to? Wczoraj powiedziałem że jestem i powiedziałaś że jestem bardzo nieśmiały.
– Popatrzyłam na twoje zdjęcia i myślę że jednak nie jesteś.
Żeby tak człowieka oceniać po zdjęciach a nie po słowach. Do czego to doszło że czyny człowieka przemawiają głośniej niż jego słowa…

P1010727 (Copy)

Miałem też pierwsze zajęcia w tej lepszej grupie dzieciaków i poszło fajnie, zrobiliśmy sobie małe powtórzenie materiału, dzieciaki ze słownictwem stoją wysoko, nie szaleją jak te młodsze i ogólnie to w porządku. Tylko grupa czteroosobowa z której jedna dziewczyna odchodzi prezentuje się krucho, w dodatku i tak pewnie nie będzie moja bo czwartki i piątki to będą ośmiogodzinne maratony w kolegium. Według Wendy mam kończyć o 1630 a zaczynać o 8 i obojętnie jak to liczę to za cholerę nie chce mi wyjść osiem godzin zajęć. No chyba że tutaj w kolegium zajęcia także mają po 45 minut.

P1010731 (Copy)

Co może nawet nie być złym rozwiązaniem. Tylko niczym młot uderzyło mnie to że to czwartek i piątek więc pewnie będę każdą z grup widział tylko raz w tygodniu. Nie wiem ile można w ten sposób nauczyć, ale nie mnie oceniać ten system. Ja mam tylko się w nim odnaleźć i zrobić co w mojej mocy by tych studentów zmusić do rozmów po angielsku.

P1010732 (Copy)

Wendy zaprowadziła mnie dzisiaj na ulicę targową, pełną sklepów i restauracji. Takie ulice są w każdym mieście w Chinach. To na nich toczy się wieczorne życie i można tam kupić wszystko.
– Tego mięsa nie kupuj.
– Czemu?
– To nie jest wołowina.
A ślinka cieknie.

P1010749 (Copy)

Byłem też zobaczyć mieszkanie jakie mi proponują i chyba Jamie to straszny bałaganiarz bo jakiejś wielkiej tragedii w tym drugim mieszkaniu nie było. Toaleta w kucki, ale to północ Chin więc trafić coś innego będzie trudno. Do kolegium blisko, do szkoły także, sklepy także w okolicy. Tragedii nie ma, jednakże…czasem warto poczekać i zobaczyć co jeszcze zaoferują, bo chociaż to mieszkanie było w porządku to za ścianą mieszka już Jamie i chociaż fajnie mieć za ścianą kogoś znajomego, to może lepiej nie za tą najbliższą. Także poszukiwania trwaja, ale przynajmniej coś się dzieje w tym temacie.

P1010760 (Copy)

Jamie

Jak tylko wrócę do internetu uzupełnię listę bohaterów o Jamiego i całą załogę jaką poznałem dzisiaj. Odbiór tej notki bez zdjęć będzie trochę trudny, ale mam nadzieję że sobie poradzicie.

P1010578 (Copy)

Od początku.
Dzisiaj wybrałem się na dwugodzinny spacer który mnie strasznie zirytował bo nie dość że chodzę dużo wolniej niż biegam i dlatego zawsze chodzone zwiedzanie mnie irytuje to jeszcze nie doszedłem do niczego. O ile to drugie w życiu się zdarza o tyle niedochodzenie do czegoś idąc przez godzinę przed siebie jest irytujące. Nie daje nam poczucia że coś osiągnęliśmy, nie mamy spełnienia. A przecież aktywność trwała godzinę czyli 1/16 całego naszego niesennego dnia, czyli dość sporo. Do czegoś doszedłem, ale było to takie byleco. Godzina spaceru i raptem kilka zdjęć, w dodatku nic intrygującego. Trochę mnie to podwaliło, bo jak się chodzi przez dwie godziny to powinno się chociaż jedno porządne zdjęcie zrobić. A tutaj nic…a może po prostu ja się jeszcze nie przestawiłem na Changchun i myślami uciekam do znajomych widoków z Jiawang i podświadomie szukam czegoś co mi przypomni wioskę? Może tutaj bodźców jest tak dużo że nie potrafię sobie z nimi poradzić, nie mam jeszcze odpowiedniej selekcji zaprogramowanej? Czemu nie, to dobra wymówka.

P1010583 (Copy)

Zadzwoniła Wendy (nie wiem dlaczego ona raz mówi Sunny a raz Wendy, może to jakiś kryzys tożsamości?) i powiedziała że Jamie (to inny nauczyciel) będzie się kulać na spotkanie klubu angielskiego w kolegium i że mogę też pójść. No to poszedłem.

P1010609 (Copy)

Najpierw wylądowaliśmy w mieszkaniu u Jamiego i się zląkłem. Daleki jestem od bycia pedantem, jak już pisałem, jestem wyznawcą chaosu i anarchii, ale…tutaj wrzuciłbym Wam zdjęcie, ale że nie da rady to wyobraźcie sobie syf. Nic więcej, tylko syf. Dodajcie do tego małego kota i kuwetę.

P1010613 (Copy)

A potem dorzućcie kibelek w stylu chińskim. Może ja się nie powinienem tak śpieszyć do własnego mieszkania?

P1010634 (Copy)

Pokulaliśmy się do restauracji, posiedzieliśmy chwilę i wychodząc napadła mnie jedna z barmanek mówiąc że jest koncert i bardzo by chciała żebym przyszedł. Ja.
– Myślę że bardzo jej się podobasz. – powiedziała Agnes, znajoma Jamiego.
A ja myślę że bardzo chciała sprzedać bilety, ale nie mówię o tym na głos, uśmiecham się pod nosem i mówię kto wie.

P1010635 (Copy)

Poszliśmy do kolegium i…pamiętacie klasy w Jiawang? Odchodząca farba, papierki, pomalowane ściany, takie klimaty. To wyobraźcie sobie to samo w skali – kolegium i pomnóżcie przez półtorej. Stare rozpadające się krzesła na auli, pomalowane stoły za które nie można wejść, rozwalony sufit, w kącie kilka starych ławek i krzeseł, z boków auli kurz który pamięta czasy Rewolucji Kulturowej a do sufitu przypięty nowy projektor. Priorytety muszą być.

P1010640 (Copy)

Tylko dziewczyny super. Co do chłopaków to nie wiem bo tylko jeden się do mnie odezwał, ale wydawał się sympatyczny. Za to dziewczyny urocze. Śmiały się, rozmawiały, śmiały się jeszcze głośniej, pogadaliśmy sobie, pooglądaliśmy zdjęcia. Obiecałem przynieść laptopa i pokazać zdjęcia z Jiawang…teraz się z tego już nie wycofam.

P1010647 (Copy)

I wszystko byłoby super, gdyby nie jeden drobny szczegół. Ich angielski był gorszy od angielskiego dzieciaków z Jiawang…I nie mówię tu nawet o tych najlepszych…Po prostu był gorszy. Mniejszy zasób słów, gorsza umiejętność rozumienia ze słuchu…i z jednej strony nienawidzę siebie za to że tak bezdusznie oceniam znajomość angielskiego, a z drugiej strony widzę że te lata pracy nie poszły na marne bo już myślę co mogę dla Nich zrobić. Naszła mnie przerażająca wizja, taka w której jestem w klasie z 50 uczniami z których najlepsi mówią po angielsku tak jak Ci bardzo dobrzy z Jiawang, a Ci najgorsi mają mnie kompletnie w nosie bo są na uniwersytecie i teraz mogą robić co im się żywnie podoba. Wizja w której uczniowie nie przychodzą do mnie po zajęciach i przepraszają za to że spali, a taka w której grają na komórkach z włączonym dźwiękiem i nawet nie rozumieją co do Nich mówię. To nie jest przyjemna wizja, ale poprosiłem Jamiego o Jego plany z poprzedniego roku, więc może coś mi się nasunie ciekawego. Poza tym każdy rok jest inny, a każdy uczeń to inna osobowość.  Nie wiem jeszcze jak dotrę do tych siedmiuset, ale zrobię co w mojej mocy by Ich chociaż trochę tego języka nauczyć.

P1010646 (Copy)

Jak tylko będę mógł wrzucę Wam zdjęcia większości dziewczyn z klubu i zrobię z boku ankietę żebyście wybrali najładniejszą, a co!

Pierwsze koty za płoty

P1010562 (Copy)

Okolica jest mocno średnia, ale takie już moje szczęście, co do hoteli w Chinach. Mam nadzieję, że nie zostanę tu tak długo by poznać ją lepiej niż ta ulica z jedzeniem pod oknem i ta bieżnia koło uniwersytetu. Zresztą czy trzeba więcej…
No dobrze, skoro pierwsze koty za płoty to znaczy, że pierwszy bieg w Changchun zaliczony. Walczyłem ze sobą czy zrobić dziesięć minutówek czy piramidkę jeden-dwa-trzy-pięć i wygrała opcja druga, chociaż przyznam się szczerze, że było ciężko. Zacząłem o wiele za szybko i szybko się to zemściło. Wiedziałem, że biegnę za szybko a mimo to nie chciałem przestać. Może nie tyle nie chciałem, co nie mogłem. Chciałem biec jak najszybciej i tak się rozpędziłem na tej minutówce, że wiedziałem, że takiego tempa nie utrzymam. W tę ostatnią piątkę przebiegłem kilometr, więc jeszcze w granicach przyzwoitości i ogólnie to nie było tak źle, byłoby jeszcze lepiej gdyby nie ta kolka, ale to w pełni moja wina i biorę za to całkowitą odpowiedzialność. Następnym razem muszę zacząć wolniej, bo jeszcze nie jestem w stanie odciąć się od zmęczenia jak to trzeba przy interwałach. Ten przełącznik w głowie szybko mi znika i potrzeba kilku solidnych treningów by się znowu wytworzył, ale gdy tylko wróci będę mógł w spokoju szaleć…pytanie tylko czy jest sens nad tym pracować skoro już w październiku mają włączyć kaloryfery. To są właśnie takie pytania, które pojawiają się w mojej głowie, gdy padam a przede mną jeszcze trzy ciężki powtórzenia. Chociaż nie…wtedy pojawiają się inne słowa, mniej odpowiednie do tego miejsca.

Dzisiaj też pierwsze zajęcia, przygotowałem już plan, całkiem prosty, ale rozpisałem go sobie dokładnie na dwie strony żeby o niczym nie zapomnieć. To chyba najdłuższy plan zajęć jaki przygotowałem.

P1010563 (Copy)

Lunch…lunch razem z dziekanem, Sunny (która mnie zrekrutowała) i koleżanką Sunny – Jeanie, a raczej Ja Nin. Wywiało nas do koreańskiej restauracji i nagle uświadomiłem sobie że faktycznie jest tutaj dość sporo koreańskich znaczków, więc i mniejszość koreańska musi być liczna. Oczywiście mniejszość z Korei północnej, wszędzie flagi DRPK a w kalendarzu zaznaczone ważne daty dla kraju.
– Jesz psie mięso?
– Nie. W Jiangsu ludzie bardzo często jedzą psy.
– Właściwie to wszędzie w Chinach, a już w szczególności w koreańskich restauracjach.
Powtarzałem sobie, że przyjeżdżając tutaj uniknąłem ryzyka zjedzenia psa, a teraz wychodzi na to samo…oj średnio mi się to podoba, średnio. Zwłaszcza, że to koreańskie żarcie było bardziej niż przyzwoite, szczególnie ośmiorniczki.

P1010564 (Copy)

Czyli mamy dwa pierwsze koty, teraz pora na trzeciego: zajęcia. Jedziemy z Sunny autobusem, lądujemy o 1600 w szkole, o 1610 zaczynam rozmawiać z dyrektorem i dowiaduję się, że o 1630 mam pierwsze zajęcia, potrwają do 1830 to książka, to druga, a ta jest dla nauczyciela. O ile lubię improwizację, ba uznaję się za wyznawcę chaosu, nieładu, anarchii, tak są sytuacje, w których wolę mieć plan. Nie, dlatego że plan mnie ochroni, ale pomaga mi to przemyśleć konkretne sytuacje i jakoś się na nie, przynajmniej mentalnie, przygotować. Lubię mieć plan biegowy rozpisany na kilka miesięcy do przodu, bo dzięki temu unikam improwizacji i widzę przed sobą konkretne cele. Podobnie jest w przypadku zajęć…jaki zajęcia mają mieć cel skoro dowiaduję się o nich 10 minut przed rozpoczęciem i okazuje się że mam zorganizować dwie godziny ośmiolatkom. Tak jak pisałem wcześniej, plan przygotowany miałem, ale on był zdecydowanie dla uczniów z okolic gimnazjum, a nie dla takich, którzy dopiero rozpoczęli edukację w szkole podstawowej. Chińskiej szkole podstawowej dodajmy. Następne zajęcia w piątek popołudniu, na szczęście dostałem już książki, łącznie z tymi dla nauczyciela, więc powinno być dobrze, zwłaszcza, że są tam rozpisane aktywności wraz z czasem trwania. Życie właśnie stało się o wiele prostsze. Dobra wiadomość jest taka, że do tej szkoły nie ma daleko od hotelu/uniwersytetu, więc jeżeli połapią mi mieszkanie w okolicy uniwerku to będę mieć blisko na wszystkie zajęcia i jeszcze na bieżnię.

Czyli trzy pierwsze razy, ale dzień i tak uznaję za średni, bo zrobiłem chyba tylko trzy zdjęcia. Jet lag to cholerstwo, a gdy tu spada deszcz to wszystko płynie.

Jak powstał świat?

Mity o stworzeniu świata obecne są w każdej kulturze i Chiny nie są tutaj wyjątkiem. Opowieści na ten temat można znaleźć w wielu wczesnych chińskich tekstach, ale to sobie zostawmy i przejdźmy do mitów.

Jeden z najpopularniejszych mówi że Pangu盤古 (pierwsze żywe stworzenie, ale o nim jeszcze przyjdzie mi się rozpisać) rozdziela Hundun 混沌 „pierwotny chaos ” na Niebo i Ziemię. Żaden ze starożytnych, klasycznych, tekstów nie mówi o Pangu, o którym wspomina dopiero się w trzecim wieku naszej ery. I mówi mniej więcej tak:

Niebo i ziemia były ze sobą nierozerwalnie związane jak kurze jajko, w którym narodził się Pangu. Po 18000 lat ta prymitywna masa się rozdzieliła, to co było jasne i lekkie stworzyło Niebo, a co ciemne i ciężkie Ziemię. Przez kolejnych 18000 lat Niebo i Ziemia powiększały się o 10 stóp a Pangu, stojący pomiędzy nimi, rósł również o 10 stóp. Tak oto rozdzieliły się Niebo i Ziemia na 9 milionów li (mniej więcej 46 tysięcy kilometrów.

Kosmogonia

Pochodzące z czwartego wieku naszej ery Tao te ching sugeruje mniej mityczny początek świata.  Mniej więcej tak:
‘Było coś bezkształtnego, a zarazem kompletnego, narodzonego przed Niebem i Ziemią. Cichego, niokreślnego, stało samotnie i niezmiennie. Możemy uważać je za matkę Nieba i Ziemi. Nie znając jego nazwy nazwę je ‘Drogą’.
‘Droga’ dała początek Jedności, a ona z kolei Dualności, z niej narodziła się Troistość z której wywodzą się niezliczone stworzenia. To one noszą na plecach yin a w brzuchach mają yang. To one neutralizują opary i tworzą w ten sposób harmonię.’

W przyszłości Taoiści zaczęli interpretować to jako powstanie Wuji, Taji oraz ying i yang.

W pierwszym wieku naszej ery Zhang Heng tak oto opisuje początki Nieba i Ziemi:

Przed Wielką Podstawą (Taisu 太素) istniała ciemna klarowność oraz tajemniczy bezruch, ciemny i czarny. Nie było żadnych obrazów. Wewnątrz była pustka, a na zewnątrz nie było nic. Stan ten utrzymywał się przez wiele wieków. Nazywano to mrokiem (mingxing 溟涬).  Był to początek Dao. Gdy powstał pień Dao uformowały się stworzenia oraz kształty. Wtedy właśni qi (wkrótce) się rozdzieliło, podobnie twarde i miękkie, oraz czyste i zanieczyszczone. Niebo utworzyło się na zewnątrz a ziemia przyjęła pozycję w środku. Niebo przyjęło kształt Yang, było więc okrągłe oraz pozostawało w ruchu. Ziemia przyjęła kształt Yun była więc płaska i nieruchoma. Poprzez ruch powstała akcja, poprzez spokój powstało połączenie i przemiana. Poprzez łączenie powstało naworzenie  i wszystko się narodziło. Nazywa się to Wielkim Początkiem (Taiyuan 太元). Było owocem Dao.

Dlaczego właściwie Chiny?

Odpowiedź prosta – od dynastii Qin, pierwszej dynastii z cesarzem, która rządziła w Chinach bardzo krótko w drugim wieku przed naszą erą.

Chińczycy mówią jednak na swój kraj trochę inaczej – ‘Środkowe Królestwo’, chociaż równie dobrze można to przetłumaczyć jako ‘Państwo Środka’, a po chińsku Zhoungguo. Zhong (中) to ‘środek’, a guo (国)to ‘kraj/królestwo’. W czasach starożytnych określano tak kraje ze środka terenu obecnych Chin. A czasy starożytne to okres przed panowanie dynastii Qin. Rozróżniano w ten sposób pomiędzy krajami skupionymi wokół Żółtej rzeki a ludnością na innych terenach.

Uważa się że samk stojący za terminem ‘zhongguo’ wywodzi się z czasów dynastii Zhou(1029-771 p.n.e.), która uważała że jej kraj jest ‘środkiem świata’, lub ‘środkiem cywilizacji’, a pozostałe grupy ludzi nazywają się wschodni Yi, południowi Man, zachodni Rong i północni Di.
I tu moglibyśmy zakończyć, ale termin ‘zhongguo’ oznaczał wiele różnych rzeczy. Równie dobrze mógł sięodnosić do stolicy (guo) cesarza, by odróżnić ją od stolic wasali, jak miało to miejsce w czasach dynastii Zhou. Równie dobrze mógł oznaczać kraje w środkowej części Chin by odróżnić je od rejonów bardziej oddalonych.
W czasach dynastii Han (206 p.n.e. – 220) można wyróżnić już trzy popularne zastosowania pojęcia ‘zhongguo’:
– stolica
– środek cywilizacji
– kraje w środku Chin

W okresie między ósmym a piętnastym wiekiem zaczęto stosować określenie ‘zhongguo’ jako nazwę miejsca, oraz jako kulturę. Zaczęto używać je by przeciwstawić się polityce ekspansjonizmu innych krajów i wcielania ‘obcych’ do cesarstwa. Dotyczy to rzecz jasna krajów które ‘podbijały’ Chiny. Te władze nie podejmowały tematu ‘zhongguo’ ale starały się tak ustalać prawa by odnosiły się zarówno do ludności ich kraju jak i ludności Han.

Nazwa ‘Zhoungguo’ pojawia się w oficjalnym dokumencie po raz pierwszy w traktacie nerczyńskim z 1689. Wtedy już pozwalano na większą dowolność w stosowaniu tego pojęcia. Dynastia Qing (1644–1911) powiększyła Chiny o nowe terytoria i termin ten zaczął być używany by odróżnić je od tych ‘starych’.

Pod koniec wieku dziewiętnastego Liang Qichao wygłosił słynne słowa ‘Największym wstydem naszego kraju jest to że nie ma on nazwy. Nazwy o których ludzie zazwyczaj myślą to Xia, Han czy Tang, a one pochodzą od dynastii które już odeszły. Mówił że wszystkie kraje ‘posiadają własne nazwy, jak Anglia czy Francja, a jedynym wyjątkiem jest Kraj Środka’. Jedną z propozycji było japońskie określenie ‘Shina’ pozbawione zachodniego zabarwienia jakie miało ‘China’. Liang i inni rewolucjoniści którzy spędzili wiele czasu w Japonii zaczęli używać tego określenia, a ono samo weszło do języka poszedniego.

Po Ruchu Czwartego Maja (DATA) wykształcone osoby zaczęły popularyzację koncepcji Zhonghua (中华/中華), która reprezentuje ludzi, w tym członków 56 mniejszości narodowych i ‘wciela’ ich do pojęcia ‘chińczyk’. Zarówno Republika Chin jak i Chińska Republika Ludowa używały określenia Zhonghua jako oficjalnej nazwy. Dlatego też Zhongguo stało się popularną nazwą obu rządów.

W końcu w Changchun

P1010518 (Copy)

Jak położyłem się spać o 23 tak wstałem o 10. No dobrze…nie wstałem a zostałem wyrwany ze snu pukaniem do drzwi, to Johnson – mój nowy szef. Prawdziwy chiński wielkolud – 190 centymetrów wzrostu.

P1010535 (Copy)
Przechodzenie ze stanu sen do stanu gotowy do dnia przychodzi mi dość łatwo. Nie muszę pochłaniać ani ogromnej ilości kawy, ani promieni słonecznych, ani niczego innego. Kawa pomaga, ale woda również się nadaje. Uświadomiłem to sobie rok temu gdy leżąc w szpitalu czytałem Urodzonych biegaczy i autor opisywał że Indianie wstają rano i od razu zaczynają biec.

P1010530 (Copy)

Gdy przez następne trzy miesiące zrywałem się o 4-5 rano w niedzielę by zrobić jakieś dłuższe wybieganie uśmiechałem się do siebie z myślą że wstawanie mam opanowane, teraz pozostała mi jeszcze wytrzymałość i szybkość. Nie wiem czy kiedyś będę biegać jak oni, istnieje duże prawdopodobieństwo, że nie, ale to wstawanie zawsze będziemy mieć ze sobą wspólne.

P1010520 (Copy)
Do podpisania dostałem kontrakt i dowiedziałem się że pierwsze trzy tygodnie września będę dręczyć dzieci w jakiejś szkole, czyli pewnie chińskich gimnazjalistów, po 8-10 godzin tygodniowo, a potem dostanę jeszcze chińskich studentów do dręczenia. Pewnie na transferowanie się z miejsca na miejsce będę tracił mnóstwo czasu, ale spodziewałem się takiego obrotu sprawy. W końcu nie wszędzie może być jak w Jiawang gdzie mogłem sobie spacerkiem podejść do szkoły.
Najbliższych kilka dnia mam spędzić w hotelu, z tymi gustownymi lustrami na sufitach, bo w tym czasie będziemy szukać mieszkania. Tego się nie spodziewałem, ale nic nie poradzę.

P1010549 (Copy)

Prawdę mówiąc kilka rzeczy mi się w tym kontrakcie nie podoba, nadgodziny są śmiesznie nisko płatne, jeżeli nie wyrobię odpowiedniej liczby godzin to mam płacone od godziny, kasa za odwołane zajęcia to śmiech na sali, ale mam to co jest najważniejsze czyli wizę pracowniczą. Trzeba, więc zacisnąć zęby i przetrzymać ten rok, a potem można się przenieść w jakiejś inne miejsce. Lub zostać na lepszych warunkach. Wszystko wyjdzie w praniu.

P1010551 (Copy)

Następny przystanek to fotograf, który zrobił zdjęcia dla policji. Bo tam też trzeba będzie się jeszcze pokulać. Zapewne jutro. Jutro też czeka mnie pierwsza wizyta w szkole, mam tylko nadzieję, że nie będę musiał jeszcze prowadzić prawdziwych zajęć, chociaż i na taką ewentualność lepiej się przygotować. Ciekawe czy dostanę jakiś kompletny gotowy materiał z którego będę uczyć czy też ponownie – wielka improwizacja.

P1010553 (Copy)

Tak bardzo jak lubię improwizować i prowadzić zajęcia według swoich planów tak jednak wolałbym mieć jakąś książkową podkładkę. Po trzech latach mniej więcej wiem co się sprawdza a co nie, ale ciągle nie czuję się na tyle pewnie by samemu układać program nauczania. Coś takiego spotkało mnie na moim pierwszym poważnym kursie w pewnej państwowej placówce. Tam też musiałem napisać program i jeszcze się go musiałem trzymać…No nie dość że sam napiszesz to potem jeszcze musisz sam siebie kontrolować. To też była niemała przygoda. Zwłaszcza te wtorkowe podróże dwoma autobusami do Pyrzowic. A wszystko to w zimę która zaprowadziła mnie do życiówki w maratonie. Dobra, dość. Zaraz idę spisać jakiś plan na jutro a potem pójdę pooglądać okolicę.