Czołem doktorku

P1150187 (Copy)

Są takie chwile kiedy uwielbiam moich studentów. Bardziej w sensie uwielbiam uczyć niż uwielbiam tych konkretnych studentów. Ten zawód daje mi to mnóstwo, ale to naprawdę mnóstwo radości i tutaj, w Longhu, tej małej wiosce gdzieś na krańcu świata momentami czuję że to wszystko ma sens, odzyskuję wiarę w sens tej pracy tutaj. Owszem, czasem ten sens znika z tego samego powodu. Czasem mam ochotę przyznać rację jednemu z moich wykładowców na uniwersytecie i powiedzieć że faktycznie uniwersytet byłby o wiele lepszym miejscem gdyby nie studenci.

Tyle że nie dzisiaj. Dzisiaj jestem mocno podbudowany.

Ostatnie zajęcia w te parzyste tygodnie mam z taką średnią grupą. Średnią. Może z trzy osoby rozumieją większość tego co do Nich mówię. Parę nie ogarnia w ogóle.

Czyli średnio, ale jeszcze nie najgorzej. Nawet na kilometr nie zbliżają się do tego co było w Changchun.

To w tej grupie jest ten jeden student który pamiętał by odrobić zadanie domowe dwa tygodnie temu. W tym tygodniu zawiódł mnie solidnie bo się nie przygotował. Za to cała reszta grupy już tak.

I to był pierwszy ogromny plus.

Drugim ogromnym plusem było to jak zadanie domowe zaprezentował jeden ze studentów:
– Czołem doktorku, boli mnie brzuch.
– Oj stary, a co jadłeś?

I się uśmiałem. Reszta była utrzymana w podobnym tonie więc tylko zwróciłem uwagę że to dość nietypowe, ale jak najbardziej poprawne.
– O ile są znajomymi.
– Oczywiście, w tej sytuacji są dobrymi znajomymi.

I to jest taka drobnostka powiecie, bo co to niby trudnego powiedzieć doktorku i stary? Niby nic, ale rozróżnianie stylu formalnego i nieformalnego daleko wykracza poza to co się robi w Chińskich szkołach. To świadczy o zaangażowaniu poza normalnymi zajęciami.

Zawsze gdy widzę kogoś tak zaangażowanego serce mi rośnie. Chłopak pewnie ogląda mnóstwo filmów i stąd ma tę wiedzę, co jest fantastycznym dowodem na to że filmy w oryginale z napisami w odpowiednim języku dają naprawdę pozytywne rezultaty.

P1150188 (Copy)

Profesjonalizm

P1140029 (Copy)

Będą takie trzy scenki i jedna historyjka jako wstęp do drugiej.

P1140030 (Copy)

Scenka pierwsza. Poniedziałek, godzina 1440 czyli początek zajęć trwających do 1630. Dociera do mnie email od Hillary że mogę udać się do biura w budynku administracji i odebrać zwrot  pieniędzy za bilet do Chin. To taki mały, ale bardzo przydatny bonus który sprawia że miejsce to jest trochę mniej uciążliwe. Traktuję to jako swoistego rodzaju wynagrodzenie za ten straszny prysznic od czasu do czasu i za to wifi którego de facto nie ma (dowiedziałem się że nauczyciele Chińscy mają ten sam problem, ale usłyszałem Chiny to kraj rozwijający się i aż się uśmiechnąłem, bo to mój koledż jest miejscem rozwijającym się a nie Chiny). I fajnie dostać takiego maila, tyle tylko że było w nim napisane odebrać dzisiaj między 1330 a 1630. No i jak to mam zrobić? Na szczęście jednak mogłem odebrać dzisiaj, czyli we wtorek. Odebrałem, poszedłem do wpłatomatu gdzie stadko pierwszoraczniaczek nie potrafiło ogarnąć bankomatu. Zaczęło się od wkładania karty drugą stroną a skończyło na tym że nic nie załatwiły bo nawet w trójkę przed ekranem nie potrafiły odczytać o co chodzi.

P1140031 (Copy)

Scenka druga. Dzisiejszy email. Wysłany do wszystkich nauczycieli. Zamierzamy zorganizować przyjęcie powitalne. Będziemy mieć fundusze. Czy ktoś chce się tym zająć?

P1140036 (Copy)

Scenka trzecia. Wprowadzenie.
June z partnerką sprzedały sklep. Sprzedały chociaż w sumie nie miały prawa bo same go podnajmowały, ale jak usłyszałem wszyscy tak robią, więc się za bardzo nie irytowałem. Sprzedały i powiedziały Panu który kupił sklep nie idź do właściciela, rób swój biznes, za rok jak przyjdzie do podpisania nowej umowy zadzwoń po nas jeżeli do tego czasu się z nim nie zaprzyjaźnisz. Co zrobił ów Pan? Zgadliście. Poszedł na drugi dzień do właściciela z dwoma dużymi paczkami papierosów i powiedział ja będę tu teraz biznes prowadził. Na co właściciel powiedział nie. W ten sposób straciliśmy sobotę. W końcu właściciel mający praktycznie cały parter budynku, czyli jakieś pięć sklepów pod sobą powiedział W przyszłym roku chcę zmienić koncepcję wszystkich sklepów, rozumiecie? Także wszystkie sklepy będą musiały coś wymyślić , rozumiecie? Czyli zamierza podnieść czynsz. I tyle. I nie byłoby żadnej paniki, żadnej straconej niedzieli gdyby ten Pan nie postanowił naruszyć statusu quo. A naruszył i się posypało.
I ja postanowiłem wyciągnąć z tego wniosek i po tym jak okazało się że na moim koncie nagle znalazło się ponad siedem tysięcy juanów nie zamierzam nikomu na to zwracać uwagę. Dowiedziałem się o tym dzisiaj sprawdzając stan konta w bankomacie. Sprawdziłem potem na stronie internetowej i okazuje się że one są już tam od tygodnia. To prawdopodobnie nie są moje pieniądze bo zostały mi wysłane z dopiskiem wypłata a chyba mi się nie należy chociaż kontrakt jest podpisany od sierpnia, więc czysto teoretycznie za sierpień powinienem dostać (oczywiście nie w praktyce bo nic tak nie działa). Oczywiście tych pieniędzy nie ruszam, nie są mi do niczego potrzebne, zakładam że ktoś się w końcu o nie upomni, a jeżeli nie to cóż…zostaną na koncie.
Nie, nie mogę ich odesłać. Zostały wpłacone gotówką na moje konto, w dodatku nie ma podanej informacji gdzie. Co jest ciekawe bo z reguły takie informacje są podawane. A teraz jest pustka i tylko widnieje napis wypłata.

P1140042 (Copy)

To są właśnie trzy przykładu profesjonalizmu w moim koledżu.

P1140045 (Copy)

Dopisałbym jeszcze czwartą, ale ksero było popsute i pójdę skserować twój paszport jutro to za mało na całą historię.

Zalążek profesjonalizmu

P1130693 (Copy)

Z samego rana gdy poszedłem biegać, a biegłem dzisiaj najszybciej w tym roku, najszybciej od dwóch lat nie licząc interwałów czyli buty spełniają swoje zadanie doskonale, zobaczyłem wystawioną przy drzwiach kartkę, a raczej dwie kartki z ogłoszeniami. Pierwsze mówiło o spotkaniu nauczycieli, a drugie o tym że można już odbierać plany zajęć i książki na nadchodzący semestr.

P1130697 (Copy)

Strasznie mnie to ucieszyło bo wczoraj narzekałem potwornie na brak profesjonalizmu związany z brakiem książek. Co prawda dalej mogę się czepiać tego że nikt mi nie wytłumaczył gdzie znajduje się pomieszczenie w którym miałem odebrać książki. Jakoś ten szczegół umknął wszystkim.

P1130698 (Copy)

Także zaraz po powrocie z porannego biegania poszedłem odebrać i okazało się ze o ile plan mam taki sobie bo codziennie mam zajęcia, w dodatku dwa razy w tygodniu mam sześć godzin i uczę grupy nie specjalizujące się w języku angielskim co budzi we mnie grozę gdyż mam przed oczami wspomnienia z zeszłego roku, tak są to studenci trzeciego roku a książka z której przyjdzie mi korzystać jest mi znana gdyż korzystałem z niej rok temu w Changchun.

P1130706 (Copy)

Klasy mam podzielone na dwie grupy, z jedną mam zajęcia w tygodnie parzyste a z drugą w nieparzyste. Mam też jedną klasę z którą mam dwa zajęcia w tygodniu. To chyba po to żebym z nudów nie umarł i jakieś plany zajęć miał przygotowane. Tylko czego Ci młodzi ludzie wyciągną z zajęć z języka mówionego które mają mieć co dwa tygodnie? To tak trochę nie na miejscu, no ale co mogę poradzić…

P1130708 (Copy)

A potem przyszła pora na spotkanie nauczycieli. Nowych jest mniej więcej tyle samo co starych i w sumie to na spotkaniu nie dowiedziałem się niczego ciekawego z wyjątkiem jednej rzeczy.
Dostaliśmy książeczkę z przepisami i informacji, co należy jak wypełniać odnośnie zajęć, z kim się kontaktować i jeden ze starych nauczycieli nagle wypalił:
– Zwróćcie uwagę na stronę piętnastą, to jest plan zajęć. Teoretycznie powinien być przygotowany przed każdymi zajęciami, ale od lat nikt o to nie prosił, także nie upominajcie się o niego.
I ja to w gruncie rzeczy rozumiem, bo po co mają nowi psuć spokój i zmuszać do dodatkowej papierkologii? Także plany, jak zawsze, będą w moim zeszycie. Tylko tak trochę znowu mi się zrobiło smutno bo ten poziom profesjonalizmu znowu odrobinkę spadł.

P1130718 (Copy)

P1130716 (Copy)

P1130715 (Copy)

P1130713 (Copy)

P1130710 (Copy)

Fotoblog – zdjęcia z komórki

DSC_4799 (Copy)

Siłownia to miejsce dla każdego niezależnie od wieku.

DSC_4804 (Copy)

I ubrania.

DSC_4805 (Copy)

Zupki błyskawiczne popularne są wszędzie.

DSC_4806 (Copy)

Nawet w zapchanych pociagach.

DSC_4911 (Copy)

Jak już zająłem ławeczkę i nie ćwiczę to będę oglądał film.

DSC_4921 (Copy)

Albo siądę sobie na urządzeniu do ćwiczenia nóg.

DSC_4934 (Copy)

Skoro obie nauczycielki grają to czemu ja mam się uczyć?

DSC_4935 (Copy)

No przecież ćwiczę!

DSC_4938 (Copy)

DSC_4939 (Copy)

Zupełnie niewzruszony.

DSC_4943 (Copy)

Ani trochę.

DSC_4947 (Copy)

Tyci tyci.

DSC_4957 (Copy)

Zmęczenie.

DSC_4962 (Copy)

Złość.

DSC_4964 (Copy)

PRZECIEŻ ĆWICZĘ!

DSC_4966 (Copy)

Nauczycielu, przepraszam, ale ja nie rozumiem angielskiego.

Śpiąc na lekcjach się go nie nauczysz.

DSC_4967 (Copy)

DSC_4968 (Copy)

DSC_4972 (Copy)

DSC_4973 (Copy)

Tam za walizkami jest kran z wodą. Do mycia rak po wyjściu z toalety.
Komu to potrzebne?

DSC_4975 (Copy)

DSC_4976 (Copy)

DSC_4978 (Copy)

Strój naprawdę nie ma znaczenia.

DSC_4991 (Copy)

DSC_4997 (Copy)

Nawet w szkole nie ma znecznia…

Ostatnie poniedziałkowe bieganie

I o ile początek był obiecujący, tak gdzieś na szóstym kilometrze poczułem głód i czułem że to się dobrze nie skończy, a na ósmym złapała mnie kolka i wiedziałem że z tego nic dobrego nie będzie. Dobiegłem do godziny, a do mieszkania wróciłem spacerem. Chciałem napisać pieszo bo bieganie to dla mnie coś innego niż chodzenie pieszo, ale przecież jak biegnę to też biegnę pieszo. W każdym razie uznałem że nie ma sensu się mordować i odpuściłem. Mogłem biec, ale wtedy pewnie znienawidziłbym bieganie i nie chciałoby mi się wyjść jutro, a jutro też wyjść pobiegać z rana chcę.
Nie ma sensu się mordować gdy biega się dla przyjemności. Bieganie ma przede wszystkim sprawiać radość.
Lało się dzisiaj ze mnie potwornie. Dwa lata temu mój organizm był przyzwyczajony do biegania w takiej temperaturze i chociaż się pociłem to nie aż tak jak teraz. Praktycznie co trening wracam z koszulką z której można pot wyżymać, wygląda tak jakbym wrócił z biegu w deszczu. I trochę mi z tym źle, ale nigdy nie ma warunków idealnych do biegania, także nie ma co narzekać. Jeżeli się chce to można biegać, jeżeli się nie chce to wypada odpuścić.

Zakończyłem zajęcia, oddałem książki, oddałem klucze, rozdałem prezenty i widziałem że nawet komuś się tam głupio zrobiło że nie miał nic dla mnie, ale to nie o to chodzi przecież. Dzieciaki z SSAT zrobiły mi zdjęcia i pojechałem do mieszkania.
Jechałem, jechałem, dojechałem, zsiadłem, wyjąłem klucze i dotarło do mnie że nie mam już tych kluczy do tej szkoły. Nie mam…to koniec tej przygody, tego rozdziału, ale to coś więcej. Już tam nie wrócę i chociaż pożegnałem się ze wszystkimi to czuję że będzie mi tych ludzi brakować. Zwłaszcza że Nancy powiedziała że otwierają nowe sale i w sumie to szkoda że wyjeżdżam.
I tak mi się smutno zrobiło z tego powodu. Bo tak powiedziała, bo te klucze, bo to wcale nie było tak jakbym miał już tam nie wrócić…a jednak nie wrócę. Już drugi rok z rzędu to przechodzę i wcale łatwiejsze nie jest. Pomimo tego że przecież z Jiawang jestem bardziej zżyty.

Teraz już nikt nie wydaje mi się potworkiem, ani potworem, żadnego ucznia bym się nie pozbył. Teraz wszystko mi pasuje, chociaż przez ten rok było momentami tragicznie. Jednak czuję że rozwinąłem się jako nauczyciel. Prowadziłem z zajęcia przygotowujące do SSAT czyli wstępnych egzaminów do prywatnych ogólniaków w USA, prowadziłem z zajęcia z dzieciakami w wieku 6-10 lat i to bez potrzeby używania chińskiego. Czuję że to mi naprawdę wiele dało. Przede wszystkim pod kątem nauki języka chińskiego, ale także pod kątem praktyki nauczycielskiej, wykorzystywałem wiele narzędzi które myślałem że się sprawdzą i chociaż wiele z nich się nie sprawdziło to kilka już tak i jestem z tego zadowolony. Zostawiłem Chrisowi swoje notatki na temat uczniów, żeby mógł to przekazać kolejnemu nauczycielowi. Ciągłość musi być. I będę za tę szkołę kciuki trzymał.

A dzisiaj bez zdjęć, bo zamiast się szlajać po dworze przed obiadem to wysprzątałem przedpokój. Taki byłem pracowity.

Hobby dzień trzeci

P1110867 (Copy)

Kurczę, lubię rozmawiać o hobby. Poważnie. Dzięki temu mogę poznać moich studentów z zupełnie innej strony. Nie jako studentów, ale jako ludzi. To zupełnie zmienia perspektywę. Z leniwych zasypiających na zajęciach stają się nagle zasypiającymi na zajęciach z fantastyczną pasją jak gra na pianinie czy malowanie. Nie mówię że nie ma takich którzy odpowiadają ze Ich hobby to spanie, co mnie przeraża po prostu bo nie potrafię zrozumieć jak można nie mieć absolutnie niczego co by nas fascynowało. Znaczy…potrafić potrafię ale nic chcę tego zaakceptować. Nie chce pogodzić się z myślą że naprawdę sen może być jedynym co daje nam radość. A może chodzi tu o moje postrzeganie snu i gdybym śnił takie sny jak Oni śnią lub spał tak jak Oni śpią to zmieniłbym zdanie? Może nie chodzi tutaj o taki sen jak ja go rozumiem czyli o regeneracje sił, ale o coś więcej, o coś czego nie potrafią przekazać te różnice kulturowe i problemy językowe? Przecież tak też być może.

P1110865 (Copy)

Mnóstwo z Nich mówi że Ich hobby to granie w gry. I nie widzę w tym nic złego. To był ogromny element mojego życia. Teraz jest już znacznie mniejszy, ale w dalszym ciągu istotny. Tylko że ja oprócz grania coś z tym jeszcze robiłem, a to pisałem, a to tłumaczyłem, starałem się robić coś więcej niż tylko grać. Chociaż chyba jedne wakacje spędziłem całkowicie grając w którąś z odsłon Championship Managera. Prawdopodobnie te po drugiej klasie w ogólniaku. Pewnie mógłbym spędzić je jakoś inaczej, ale nie spędziłem i nie żałuję tego ani trochę.

P1110871 (Copy)

Także tutaj mi się smutno nie robi, bo wiedza którą wtedy zdobyłem przydała mi się przynajmniej raz na zajęciach z angielskiego kiedy robiliśmy listę przymiotników opisujących ludzi. A że w CMie prowadzi się zespół piłkarski w którym każdy zawodnik jest opisany przy użyciu kilkunastu parametrów to biłem tutaj wszystkich na głowę.
Także lubię te zajęcia i za tydzień będzie ciąg dalszy, tym razem z kategoriami co lubię, czego nie lubię. To już trochę większe wyzwanie, ale po tym tygodniu wierzę że sobie poradzą. Owszem, są leniwi, ale jak się Ich przyciśnie to coś tam z siebie są wstanie wydukać.

P1110872 (Copy)

Postanowiłem również zmodyfikować ostatni egzamin i zamiast egzaminu ustnego będą prezentacje. Owszem nie jest to rozwiązanie idealne, ale logistycznie najlepsze. Już teraz mam problem przepytać 20 studentów w ciągu 90 minut, a jak pojawi mi się 40-45 to nie przepytam każdego. A tak prezentacje w grupach pójdą szybko.

P1110873 (Copy)

Jest to z mojej strony pewien minimalizm, ale biorąc pod uwagę że dostaną oceny za 4 sprawdziany i zadania domowe to mogę sobie na to pozwolić bo ta ocena z prezentacji nie będzie aż tak wiele znaczyć. To poniekąd bardziej sprawiedliwe bo najlepsze oceny dostaną Ci którzy aktywnie uczestniczyli w zajęciach cały rok, a nie pokazali się raz.
W ogóle to w tym tygodniu trwały przygotowania na przyszłotygodniowe przyjęcie komisji oceniającej kolegium i nagle zaroiło się od studentów, w dodatku jakoś tak przyjemniej się zrobiło bo na korytarzu pojawiły się jakieś plakaty a studenci zaczęli czyścić sale. Niesamowite.

P1110875 (Copy)

Z tymi prezentacjami to mam też ukryty motyw, chcę je wykorzystać za rok w nowym kolegium i teraz chcę po prostu sprawdzić jak to się sprawdza w Chinach. Oczywiście nowe kolegium to nowe środowisko, studenci z wyższym poziomem angielskiego, ale zawsze lepiej mieć jakiekolwiek podstawy niż tak przyjść prosto z ulicy i wszystko improwizować.

Hobby dzień pierwszy

P1110825 (Copy)

Czyli wracamy do tematu aihao, czyli hobby. To już po chińsku fajne słowo bo składa się z 爱, ai czyli kochać, oraz 好hao, czyli dobrze (dobrze składa się z kobiety i dziecka, ale w to się już nie zagłębiajmy bo nie mam pojęcia od czego zacząć rozkładanie kochać). Czyli hobby to takie coś co jest dobrze kochać, lub co lubimy kochać, innymi słowy coś co sprawia nam przyjemność. Sensowne.

P1110831 (Copy)

Plan jest taki żeby zrobić dwa tygodnie zajęć o hobby, a potem test w czasie którego każdy będzie mógł coś powiedzieć o swoim hobby i o podróżowaniu. No bo zakładam że gdy ktoś tych moich studentów zapyta o Ich hobby po angielsku to Oni będą gdzieś za granicą.

P1110832 (Copy)

Hobby to dla Nich temat nie nowy bo robiliśmy już coś takiego w zeszłym semestrze i wyszło jak wyszło, ale każdy jakieś tam hobby ma. Walczę uparcie z tym żeby nie mówili nic o spaniu bo to jest strasznie irytujące.

P1110833 (Copy)

Także dzisiaj trochę porozmawialiśmy o tym w każdej grupie, każdy się wypowiedział, pouczyliśmy się trochę słówek, słowem fajnie wyszło i jestem z tych zajęć zadowolony. Owszem, Ich podejście jest tragiczne, ale…takie jest i nie mam zamiaru tracić nerwów na ostatnich osiem tygodni zajęć by to zmienić.

P1110835 (Copy)

Jeżeli chcą się czegoś nauczyć to się nauczą, jeżeli nie chcą to nie chcą. Dobrze że chociaż na zajęcia przychodzą, to też nie świadczy o Nich najgorzej. Nie mogę przecież wymagać zbyt wiele od ludzi którzy sobie z angielskim radzą średnio ale na zajęcia przychodzą. Przychodzą i idą spać lub oglądać film, ale to inna sprawa.

P1110835 (Copy)

Dokładnie taka sama sytuacja ma miejsce na innych zajęciach. Na egzaminie z matmy oblano rok temu ponad 50% studentów, większość z nich i tak ostatecznie przeszła bo pościągali czy zapłacili, ale to tylko pokazuje jak wielka jest skala problemu. Becky mówi że jeszcze parę lat temu tak nie było i Ci uczniowie byli naprawdę porządni, ale ostatnich kilka lat to tragedia.

P1110840 (Copy)

Ostatnie zajęcia to praktycznie zajęcia prywatne bo słuchały mnie trzy uczennice, z którymi mogłem sobie w miarę normalnie i spokojnie porozmawiać, pooglądać filmy z Shenyang czy zdjęcia z tego olbrzymiego parku pod Changchun. Parku który okazuje się być płatny, mam nadzieję że jednak nie cały bo to jakieś nieporozumienie żeby płacić za wejście na tereny zielone.

P1110841 (Copy)

A jutro pora na interwały których nie mogę się doczekać. Lekki strach jest, ale dzisiaj czuję się świetnie i jestem dobrej myśli co do tego jak to jutro pójdzie. Budzik ustawiony, ubranie przygotowane, nic tylko wyskoczyć z rana i po śniadaniu zacząć biec. Pojawiła się myśl by biec 200 metrów, ale potem to przeliczyłem i machnąłem ręką, lepiej dalej trzymać się tych kilometrówek. Nie zakładam że uda mi się pobiec wszystkie osiem w okolicach 4:24-4:28, ale może chociaż trzy po zeszłotygodniowych dwóch. A jak nie to przynajmniej wszystkie osiem poniżej 5:00. Też będę zadowolony.

Poniedziałkowe bieganie

P1110601 (Copy)

Plan na dzisiaj był prosty. Bo przyznać się muszę że mam rozpisany plan, czyli trochę trenuję, ale nie tak jak poprzednio i nie w takim rozumieniu jak do tej pory. Owszem biegam, dalej dla przyjemności bez wymuszanego wyjścia na dwór, ale mam napisane ile powinienem przebiec. Owszem, gdy przebiegnę mniej to zły potwór mnie nie zje, ani nie będę mieć gorszego dnia, ale mam taki plan rozpisany bo chcę w lipcu ten maraton pobiec.

P1110605 (Copy)

I teraz taka dygresja, ludzie sobie wybierają jakieś daty które mają dla Nich znaczenie i ten konkretny dzień chcą uczcić jakimś biegiem, lub konkretnym dystansem. Niektórzy biegają 28km na 28-e urodziny (w tym ja), inni chcą ukończyć pierwszy maraton przed 40-ymi urodzinami. A ja tak po prawdzie to nie mam takiej daty która byłaby dla mnie tak jakoś szczególna że chcę ją uczcić biegiem. Przynajmniej w chwili obecnej. Rozumiem ten koncept, ale teraz jestem od niego odsunięty.

P1110609 (Copy)

Także plan. Planem na dzisiaj było przebiec 26 kilometrów. Jak postanowiłem tak uczyniłem. Zacząłem za szybko, na stadionie stopniowo wyhamowywałem, ale w dalszym ciągu było za szybko. Dobiegając do parku trochę się obawiałem że nie wytrzymam, bo chociaż biegałem w takim tempie rok temu przed maratonem, to nie jest to jednak coś fajnego. A przynajmniej wtedy nie było. Dzisiaj natomiast było w porządku. Żadnych kolek, problemów z udami, nawet ramiona ładnie współpracowały, a one po dwudziestu paru lubią dać się we znaki. W dodatku pogoda świetna i mogłem spokojnie biegać w krótkich spodenkach i koszuli z krótkim rękawem, nawet przy jeziorze bo nie było ani trochę wietrznie.

P1110610 (Copy)

Przyznam się szczerze że trochę się pogmatwałem w tych kilometrach i okazało się że zrobiłem dokładnie taką samą końcówkę co tydzień temu czyli 780 metrów. Nie wiem jak to się udało, ale jakoś tak wyszło. Czuję się wyśmienicie, nie jestem tak spragniony jak w sobotę kiedy to czułem że mogę wypić wszystko, ani tak zmęczony jak tydzień temu. Powoli, powoli przyzwyczajam się do takiego biegania, czyli jest dobrze.

P1110612 (Copy)

Powinienem zacząć już myśleć nad interwałami bo chociaż uwielbiam biegać długo i powoli to właśnie takie szybkie bieganie jest motorem napędowym rozwoju. Tyle tylko że to jest poważna kwestia do rozważenia: czy ja w ogóle chcę się jeszcze bardziej rozwijać jako biegacz. Wiem że chcę kiedyś spróbować sił w IronManie i przebiec jakiś dystans ultra. A do tego trzeba biegać efektywniej, czyli może i mniej ale szybciej, właśnie interwałowo. Po prostu mięśnie potrzebują innych bodźców. Tyle tylko że to oznacza koniec czwartkowego biegania do parku bo najlepiej będzie interwały robić na stadionie, no i dystans mi się trochę zmniejszy.

P1110615 (Copy)

A ja mam taką nabytą miłość do tych cyferek i lubię jak one są duże. Tak we mnie to siedzi bo łatwiej jest mi policzyć kilometry takie niż inne. Zwłaszcza że nie ma ze sobą pulsometru więc ciężko mi wykalkulować ile czasu spędziłem w danej strefie.
Z okazji długiego weekendu majowego, w czasie którego pewnie będzie paskudna pogoda, zaryzykuję delikatne interwały na stadionie. Spróbuję, co mi tam. Może okaże się to dobre, chociaż już się ich boję. Ten strach jest podobno dobry, ale ja go jakoś nigdy nie lubiłem. Jakoś tak udawało mi się go pokonywać, ale nie znaczy to że była to przyjemna walka.

P1110616 (Copy)

Dość o bieganiu. Teraz będzie o skardze.
Tydzień temu czułem że coś się święci bo jakieś mamy się wykłócały z współwłaścicielką szkoły o minuty. Zaczęło się od tego że zacząłem lekcję parę minut później, bo jacyś starsi Chińczycy siedzieli w klasie i nie chcieli wyjść bo myśleli że zajęcia zaczynają się od 1550. Ja cierpliwie czekałem, ale w końcu pojawiło się więcej uczniów i tamci poszli. Zajęcia skończyłem później o te parę minut z początku, ale mamy poszły się wykłócać. Myślałem że to jednak nie o mnie bo nikt mnie nie wołał. Aż do dzisiaj.
Stojąc dzisiaj przy drukarce Chris powiedział:
– Ci starsi ludzie co tam stoją w sali powiedzieli że zaczynasz zajęcia za późno bo czekasz na innych uczniów. Nie rób tego.
– Ok.
– Powiedz to jeszcze raz.
– Ok?
– No powiedz ‘dziękuję’.
– Dziękuję. I przepraszam, to się już więcej nie powtórzy.

P1110618 (Copy)

Takie amerykańskie podejście widać.
Wchodzę do klasy, mówię że zaczynamy, ale nagle starszy chińczyk zaczyna się kłócić z Chrisem pokazując na obrazki. Ja staram się jakoś dzieciaki zająć, pogadać trochę, na tyle na ile One potrafią, bo mają po 8-9 lat.
Chris mówi do dzieciaków:
– On powiedział że na ostatnich zajęciach kolorowaliście cztery obrazki i nic nie mówicie. Mówicie, czy nie?
– Mówimy…
– Ile obrazków kolorowaliście?
– Jeden…
Wchodzą wszyscy Chińczycy z naszej szkoły i rozmawiają, a ja się staram te zajęcia prowadzić.

P1110622 (Copy)

– Bart, mów więcej do tych dzieciaków.
– Dziękuję, od teraz będę się starał by to One mówiły jeszcze więcej.
120 minut to tragedia, ale 90 minut dla 8 latka to przecież też nic łatwego. W dodatku w Ich wypadku nie uznaję przerw tylko daję Im obrazki do kolorowania. Czasem większe, czasem mniejsze, ale przynajmniej mają czas by sobie odetchnąć.
A po cichu Chris mi powiedział:
– Nie przejmuj się, gdyby to było coś poważnego to bym Ci powiedział. To są po prostu problemy starszych ludzi którzy nie maja innych problemów w życiu i ich szukają.
Ludzie wszędzie są tacy sami.

Niedziela i przegapione #35

P1110590 (Copy)

Zainteresowanie
Chińczycy to nacja niezwykle ciekawska by nie powiedzieć wścibska. Pytanie się osób na ulicy, czy autobusie o to jak się nazywają, skąd są, czy mają rodzeństwo, co robią jest normą. Jadąc z June autobusem razu pewnego ludzie mówili Jej żebym powiedział coś po polsku, pytali ile mamy lat i ogólnie rzecz biorąc traktowali nas jak jakieś dziwadła.
Czerwiec ma do tego podejście podobne do mnie, czyli jak ktoś wydaje się sympatyczny to coś można powiedzieć a resztę zmyślić, a jak ktoś nie wydaje się sympatyczny to wszystko zmyślić. Bo naprawdę żadne z nas nie poczuwa się do obowiązku udzielania obcym ludziom informacji o nas.
Po tym przydługim wstępie – meritum. Zamówiłem ogromną torbę podróżną, bo poprzednia się popsuła zaraz po przylocie do Pekinu i zostawiłem pudło z niej na podwórku bo widziałem że ktoś zbiera kartony. Nie zastanawiając się wiele zostawiłem tam też naklejkę z adresem i odszedłem na bok włożyć drugą paczkę do torby. Nie minęły trzy minuty a starsi Chińczycy już podeszli odczytywać jak to ja się nazywam i gdzie mieszkam.
Oczywiście pytanie o zarobki to norma.

P1110591 (Copy)

Zdjęcia
Niesamowicie dużo ludzi robi zdjęcia w parku. Niesamowicie.
Do tego stopnia że jedna Pani robiła zdjęcia mi gdy biegałem.
Rozłożyłem wręcz ręce i wystawiłem język. To pewnie usunie…

P1110592 (Copy)

Nieuśmiechnięty biegacz
Słuchałem The Psych Files i w jednym z epizodów padło stwierdzenie że biegacze w czasie biegu się nie uśmiechają bo są skupieni na biegu a nie na uśmiechaniu się. Zastanowiłem się nad tym i doszedłem do wniosku że to jest tylko częściowo prawda jeżeli chodzi o mnie. Są biegi kiedy ciężko i się uśmiechnąć, ale są takie kiedy uśmiech nie schodzi mi z twarzy. To głównie po tych pierwszych jest mi się ciężko uśmiechnąć, bo jestem zmęczony, a po tych drugich uśmiecham się cały czas. Ogólnie to zawsze staram się uśmiechać gdy ludzie się na mnie patrzą, nawet gdy robię ciężkie dla mnie interwały, po prostu bieganie to ma być przyjemność a nie jakaś mordęga. Chcę by jak najwięcej osób biegało, a wykrzywiając twarz w bólu Ich do tego nie przekonam. Od mąk i wykrzywiania twarzy są zawody, a nie treningi.
Poza tym lubię sobie mówić że uśmiechając się produkuję więcej endorfin i próbuję przekonać sam siebie że ten ciężki trening daje mi radość. Może to jest mój problem z siłownią, bo tam się nieczęsto uśmiecham. Częsciej chce mi się śmiać. Zobaczycie zdjęcia za parę miesięcy to zrozumiecie.

P1110594 (Copy)

Fikcja
Becky i Chloe wypełniają ostatnio dokumenty szkolne. Dzienniki konkretnie. Nagle okazuje się że frekwencja sięga stu procent. Dlaczego? Szkoła przechodzi proces oceniania i jeżeli za mało studentów pojawia się na zajęciach to może stracić licencję na nauczanie. A że planują przenieść się do nowego budynku i uczynić z kolegium prawdziwe czteroletnie kolegium w którym nauka kończyć się będzie otrzymanie dyplomu licencjata to muszą tę frekwencję ratować.
Ja pierdzielę, jaka fikcja.
Aż mi się przypomniało jak roku pewnego mój wydział dostał najwyższą ocenę komisji akredytacyjnej w całym kraju. Czyli de facto mój wydział filologii angielskiej był najlepszy w Polsce. Za głowę się chwyciłem, zresztą nie tylko ja, na myśl o tym co się dziać musi na innych uniwersytetach skoro my jesteśmy tak wysoko oceniani.

P1110596 (Copy)

Husaria na czołgi
To akurat z soboty. Jeden z uczniów powiedział że Polska zasłynęła tym że w czasie Drugiej Wojny Światowej atakowała, jak niektórzy mówią, szablami niemieckie czołgi.
Oczywiście nie jest to prawda a jedynie element niemieckiej propagandy, ale plotka w świat idzie.

P1110598 (Copy)

Niedziela
Dzisiaj na zajęciach pojawił się nowy dzieciak, który pojawił się tydzień temu w poniedziałek. O ile wtedy była z Niego okropna Zaraza, tak dzisiaj było w miarę spoko. Przerzucili Mi za to mojego potwora Lena na sobotę, ale czy On sobie poradzi…to jest pytanie. Mam nadzieję że tak, bo jak nie to czekają mnie niedziele z trzema chłopakami nad którymi nikt w domu nie panuje.
A drugie zajęcia minęły już w ogóle świetnie, jedną czwartą z nich zabrał mi Chris, a przez resztę czasu robiliśmy fiszki, czyli tak standardowo. Jeden z uczniów wyjechał do USA i to akurat ten najbardziej mi to wcale potrzebne nie jest, czyli już w ogóle raj na ziemi bo nie musiałem się z nikim użerać. Fajne jest to że idzie tym dzieciakom coraz lepiej z tymi słówkami i widać że robią postępy. Nie wiem czy Oni patrzą na te fiszki w domach, ale fakt faktem zrobiliśmy ich już naprawdę sporo i już chyba samo to daje jakieś efekty.
Pogoda jest świetna i mam nadzieję że się utrzyma do weekendu bo Chris podrzucił mi świetny pomysł jak go spędzić nie ruszając się za daleko z Changchun. Jest za miastem taki park z ogromnym jeziorem i gdzieś tam w oddali znajdują się szlaki turystyczne. Podobno. Teraz kwestia znalezienia tych szlaków bo do parku powinienem się dostać bez większych problemów. A nawet jak się nie uda dostać na szlak to i tak dostanę się do parku na meridce. Taki jest zamysł.

P1110599 (Copy)

Adam!
Haha, dzięki. Wiem że nie ma się łatwo przez to wszystko przebić. Czy to z powodu ilości, czy też z innych. W końcu kogo tak naprawdę interesuje wszystko co się u mnie dzieje. Serce mi się zawsze cieszy gdy widzę że ktoś to czyta i wiem że gdybym trochę zmienił charakter tego bloga to byłoby tych odwiedzin więcej, ale nie zależy mi na tym.
A kiedy znajduję czas? Od początku mojej bytności w Chinach narzuciłem sobie strategię codziennego pisania. Za minimum uznałem trzysta słów dziennie i tego się trzymam. W poprzednim roku rzadko się do tego minimum zbliżałem, w tym już znacznie częściej, ale zawsze te trzysta było. Wydaje mi się że przede wszystkim takie podejście że trzeba to napisać sprawia że czas zawsze znajdę. Raz czy dwa mi się nie udało dodać notki w ten sam dzień, ale wtedy wróciłem bardzo późno do mieszkania i było to po kolacji z szefostwem, więc wolałem niczego nie pisać. Grunt to regularność i narzucenie samemu sobie pewnych ram.
A tego wszystkiego jest już ponad 230k słów. Rany, z tego to by dopiero gruba książka wyszła.

To nie jest Ich wina

P1110546 (Copy)

Piątek to krok w stronę odpoczynku, bo jutro czekają mnie tylko jedne zajęcia i chociaż każdy piątek jest pełen zajęć to jakoś tak je lubię. Są takie mniej rozciągnięte od śród, które są okropne, strasznie się ciągną, wręcz jak guma jakaś, niekoniecznie do żucia. Piątki są takie skupione i pomimo tego że są to cztery zajęcia to rzadko kiedy one same się ciągną. A to jest bardzo ważne, żeby się nie ciągnęło.

P1110538 (Copy)

Dzisiaj dotarły do mnie dwie rzeczy. Pierwsza to taka że zostało mi jeszcze 9 tygodni do odlotu. 9 tygodni to już praktycznie koniec pobytu w Changchun. Teraz pozostanie mi już odliczanie i może być to jedyny okres który będę chciał podsumować, pomimo tego że wielokrotnie już pisałem jak bardzo nie lubię podsumowań. To chyba jedyny okres w moim życiu który chcę zamknąć i oddzielić kreską od reszty. Może nie tyle okres, co miasto i firmę bo czasem aż szkoda mi słów na to wszystko.

P1110539 (Copy)

Nie miałem dzisiaj wiele czasu by rozmawiać z kimkolwiek, ale rozmawiając z Becky dotarło do mnie że Jej historia jest trochę podobna i zarazem zupełnie inna od mojej. Ona chciała wyjechać studiować do Australii, nawet na pół roku wyjechała do Pekinu by się przygotować do egzaminów wstępnych, ale ostatecznie nie wyjechała bo Jej dziadkowie stanęli okoniem i Jej nie puścili.

P1110540 (Copy)

Ojciec znalazł Jej pracę jako nauczycielka, a Ona sama pomimo tego że nie chciał tego robić, jej specjalizacja to angielski w biznesie, nie miała zbyt wiele do gadania. Ja za to od początku mojej przygody z angielskim nie miałem nic do gadania, za to potem mogłem się już usamodzielnić.

P1110549 (Copy)

Taka drobna różnica, że tradycyjne chińskie rodziny poprowadzą Cię za rączkę od początku do końca.
I tak myśląc o tym dochodzę do wniosku że nie ma sensu się na te leniwe dzieciaki wkurzać, bo i o co skoro to nie Ich wina…

P1110550 (Copy)

Urodzili się w bogatych rodzinach, od początku mieli wszystko, o nic się nigdy nie musieli starać, nawet jak gaokao zawalili to rodzice wyłożyli mnóstwo kasy by mogli gdzieś się uczyć, a potem rodzice załatwią jakąś ciepłą posadkę, więc czym się tu przejmować? Także to nie jest jedynie Ich wina. Winić wypada cały system.

P1110553 (Copy)

A na siłowni robi się trochę luźniej, nie wiem czy to przygotowania do przyszłego długiego weekendu, czy po prostu taki dzień, ale nawet można było poćwiczyć, aż się zdziwiłem.