Czwartkowe bieganie

P1110510 (Copy)

Zerwałem się z samego rana. Taki miałem plan żeby przebiec piętnaście kilometrów więc chciałem wstać trochę wcześniej żeby się ze wszystkim wyrobić na czas. Udało się, więc ruszyłem biegać. I biegło się ciężko. Spodziewałem się że będzie ciężko bo ostatnio te obiady były trochę mniej obfite niż tydzień temu.

P1110504 (Copy)

No i było ciężej. Rany…wolno, ale jeszcze akceptowalnie, ale gdzieś tak w połowie biegu złapała mnie kolka, ale trzymałem się twardo. Uda mnie bolały, ale dla odmiany były to dwugłowe a nie czworogłowe, więc jest to pewna poprawa, widać że ćwiczenia na siłowni się opłaciły i trzeba je kontynuować.

P1110505 (Copy)

Wiele przyjemności z biegu nie miałem, w dodatku w uszach Panowie ze Stuff you should know opowiadali o tatuażach, a potem o elektryczności czyli tematach które mnie średnio kręcą, więc nie odwracali moich myśli od bólu.
Pogoda była przepiękna, cieplutko, niezbyt wietrznie, a ludzi wcale tak dużo nie było, czyli idealne warunki do biegania, tylko co z tego skoro nie mogłem się tym nacieszyć gdy każdy kolejny krok wywoływał we okolicach brzucha ból.

P1110509 (Copy)

Czyli biegłem za szybko. A wcale nie było za szybko, tylko energetycznie nie dałem rady, widać że było za mało paliwa by nogi niosły. Inna sprawa, że podliczyłem zeszłotygodniowy kilometraż i wyszło blisko 60 kilometrów w trzech wyjściach, a to jest jednak trochę za dużo.

P1110514 (Copy)

Gdybym trenował to skróciłbym te dystanse, ale że nie trenuję a jedynie biegam dla przyjemności to się tym nie przejmuję za bardzo, tyle tylko że tyle kilometrów musi się jakoś odbić na organizmie. I może to tez miało jakieś znaczenie w końcu ten ból w dwugłowych nie wziął się z niczego.

P1110516 (Copy)

Piszę ból, ale to bardziej było zmęczenie, także proszę się nie martwić.
Kolka dawała mi coraz bardziej popalić, gdy zostało mi około siedmiuset metrów do mieszkania musiałem się zatrzymać i odetchnąć, bo nie dałbym rady wbiec pod ostatnią górkę.

P1110524 (Copy)

Miałem kilka momentów po drodze kiedy chciałem się już zatrzymać i wrócić truchtem do mieszkania, mówiąc że nie wytrzymam. Nie poddałem się, zacisnąłem zęby i dobiegłem. To kolejna dołożona cegiełka dołożona do budowania podstaw pod przyszłą formą, taka baza.

P1110526 (Copy)

Dzisiaj chciałbym pochwalić pewną dziewczynę. W zeszłym semestrze nie dawała sobie prawie zupełnie rady, nie mówiła po angielsku nic, na testach koleżanka pomagała Jej niesamowicie, ale nie mogłem Jej oblać bo się starała jak mogła i coś tam wydukała, czyli zrobiła znacznie więcej niż studenci z innych grup.

P1110527 (Copy)

Dzisiaj na teście dalej Jej koleżanka pomagała, ale już mniej, nawet już trochę mówiła a nie czytała, czyli postęp zrobiła ogromny. Jestem z Niej bardzo, ale to bardzo dumny i mam nadzieję że jest w tym troszkę mojej zasługi. Znacznie więcej tej koleżanki, to oczywiste, ale jakaś kapka mojej też.

P1110531 (Copy)

A po teście Mao Jin przyszedł odebrać dziewczynę. Wyglądali jakby mieli iść na spacer, no tak jak mówię – słonko świeci, pogoda jest super, komu chce się w budynkach siedzieć, ale jak jutro Go na teście nie zobaczę to się wkurzę! Powiedział że będzie i Mu wierzę, bo do tej pory słowa dotrzymywał. Tak mi się fajnie na Nich patrzy, bo chociaż są inne pary to Oni są tacy weseli i sprawiają wrażenie dobrze dobranych.

P1110533 (Copy)

Chiński kącik kulturowy
Zielona czapka

Noszenie zielonej czapki, czyli戴绿帽子(dailu maozi) to zwrot odpowiadający polskiemu dorabianiu rogów. Podobno powiedzenie to sięga czasów dynastii Yuan kiedy to rodziny prostytutek musiały nosić zielone czapki.
Dlatego też w Chinach nie spotka się mężczyzn noszących zielone czapki.

Środy są zabiegane

P1110487 (Copy)

Chociaż wcale nie są biegowe.
Środy są potworne, bo niby mam tylko 4 zajęcia, ale rozłożone w trakcie całego dnia i chociaż za bardzo mnie nie męczą, to jednak dają mi w kość i sprawiają że w mieszkaniu pojawiam się tuż przed siódmą i mam bardzo niewiele czasu na opisanie wszystkiego.
Może nie tyle na opisanie wszystkiego co na zebranie myśli i opisanie, bo to jest o wiele trudniejsze niż sam proces pisania.
Myślę że po tym półtorej roku codziennego pisania notek nie mam już z tym większego problemu, te kilkaset słów to zawsze wypocę. Kwestia tego żeby to miało jakieś ręce i nogi, a z tym to już trudniej. No i wypada też pisać o czymś.

P1110478 (Copy)

Testy poszły szybko i sprawnie, przychodzi na nie coraz mniej studentów, a ci którzy przychodzą są coraz bardziej bezczelni jeżeli chodzi o ściąganie i coraz gorzej przygotowani. Innymi słowy to już przeradza się w tragikomedię. O ile już się nie przerodziło. Ci najlepsi dalej są najlepsi, Ci słabi dalej są słabi, a Ci po środku ciągle są po środku.

P1110479 (Copy)

Nic się nie zmienia. Chociaż nie…ten chłopak który pokazywał mi jak pokonać jednego z bossów wziął się za siebie i teraz odpowiada na sprawdzianach. Aż mnie duma rozpiera bo uważam że jest w tym sporo mojej zasługi. Jestem naprawdę, ale to naprawdę zadowolony.

P1110484 (Copy)

Nie mam pojęcia ilu studentów pojawi się w przyszłym tygodniu, może niektórzy z Nich są tak zorientowani jak Chloe:
– To w przyszłym tygodniu jest wolne?
– No tak…
– A w jakie dni?
– Od czwartku do soboty, w niedzielę odrabiamy piątek.
– Jesteś pewny?
I może przyjdą w środę…ale przypuszczam że jednak nie przyjdzie Ich zbyt wielu, a w niedzielę to już w ogóle.

P1110490 (Copy)

Słuchałem dzisiaj zazwyczaj ciekawego podcastu The Psych Files, o rodzicach tygrysich. Czyli o rodzicach wychowujących dzieci w tradycyjny chiński sposób w USA. Tradycyjny chiński sposób to między innymi zmuszanie dziecka do ciężkiej pracy poprzez wyrzucanie Mu i wprawianie w poczucie winy. Przykładem była kartka zrobiona dla mamy przez córkę, którą mama odrzuciła mówiąc że córka włożyła w nią za mało pracy i jest po prostu brzydka. Tak to się robi w Chinach, ale tam ma to ogromny związek z kulturą, twarzą i naprawdę poczucie wstydu jest jakimś tam motywatorem, a przynajmniej było.

P1110493 (Copy)

I tak sobie słucham i nie spodobało mi się że Pan redaktor skupiał się na tym że Chińczycy mają lepsze wyniki w matematyce a Amerykanie są za to bardziej kreatywni. Wszystko dzięki różnym podejściom wychowawczym. Chińscy rodzice niby zmuszają dzieci do nauki matematyki, a Amerykańscy rodzice i system edukacji niby wyzwala w ludziach kreatywność. Strasznie mi się to nie spodobało bo jest to olbrzymie uproszczenie.

P1110500 (Copy)

Chińczycy są niesamowicie kreatywni i nie będę tutaj po raz kolejny mówił o maszynie drukarskiej, kompasie, papierze, tuszu czy prochu strzelniczym, ale wspomnę tylko o domowej roboty helikopterze i łodzi podwodnej, oraz milionach podróbek, bo przecież oryginały też trzeba było rozpracować.
Amerykanie także są wybitnymi matematykami i na pewno mają od groma patentów, ale czy więcej jest wybitnych matematyków z Chin i czy więcej jest w Chinach wynalazków?

P1110494 (Copy)

W przypadku wniosków patentowych jest to podobna liczba. Czyli w 2011 roku po około 430k na kraj, trochę więcej dla Chin. O 50k patentów przyznano w USA, ale nie jest to jakaś ogromna liczba. Owszem, robi wrażenie gdy spojrzymy procentowo na liczbę ludności, ale musimy mieć na uwadze że większość Chińczyków to jednak ludzie którym nie wynalazki w głowie, a raczej uprawianie roli i nawet jak coś wynajdą to nie będą się z tym zgłaszać do urzędu.

P1110498 (Copy)

A teraz spójrzmy na liczbę nagrodzonych Medalem Fieldsa, czyli najwyższej nagrody dla matematyków, takiego matematycznego Nobla. 12 obywateli USA i 0 obywateli Chin.
Już zupełnie przemilczę narzekania nauczycieli z USA na to że Ich system pozbawia dzieciaki kreatywności i zmusza do przerabiania coraz większej ilości testów.
Także tego odcinka The Psych Files nie polecam, aczkolwiek reszta jest bardzo ciekawa i w niedzielę postaram się o jednym także wspomnieć bo mnie mocno poruszył.

Piąteczek

P1110360 (Copy)

Z utęsknieniem wyczekiwany przez obie asystentki i większość studentów. Większość bowiem niektórzy mają zajęcia w soboty. Wyobrażacie sobie? Dodatkowe zajęcia w soboty, komu by się chciało jeszcze po pięciu dniach szóstego na zajęcia chodzić? A część z Nich chodzi. Jakiś specjalny program. Tylko jak to powiedział jeden z moich ulubionych studentów: nuda, dzień po dniu to samo, chciałbym wyjechać i robić zdjęcia, a muszę tu siedzieć. Aż się uśmiechnąłem.

P1110362 (Copy)

Bardzo chłopaka lubię, Jego angielski jest kiepski, ale nigdy nie odmówię Mu tego że się stara. Teraz w ogóle dotarło do mnie że gdyby nie Carrots, o której coś napiszę w niedzielę, to ja bym praktycznie nie miał z dziewczynami które uczę kontaktu. Tylko z chłopakami, a tych z którymi mogę pogadać jest raptem dwóch. Innymi słowy niby jestem taki popularny i fajny a jednak nikt ze mną gadać nie chce. Lub nie może, co jest trochę bardziej prawdopodobne. Czyli tak zupełnie inaczej niż w Jiawang. Pisałem już o tym kiedyś, ale się powtórzę – brakuje mi czegoś takiego, takiego szkolnego klimatu, bycia z uczniami, bycia częścią tej szkoły. Tutaj czuję się jak najemnik który przychodzi, robi co ma zrobić i idzie dalej.

P1110363 (Copy)

Ani trochę mi się to nie podoba, chociaż na pewno ma to jakieś zalety. Nie przywiązujesz się za bardzo ani do ludzi ani do otoczenia, więc łatwiej Ci tych ludzi oceniać, oraz łatwiej Ci się ogarnąć, ale mi brakuje takiego zżycia się…a może nie tyle brakuje mi zżycia się co brakuje mi mojego chińskiego domu? Chyba tak, bo coraz częściej czytam zeszłoroczne notki i wspominam jak to było. A przecież minęło dopiero kilka miesięcy odkąd mnie tam nie ma.

P1110357 (Copy)

Dzisiejsze zajęcia to dla mnie punkt zwrotny w karierze. Zacząłem prowadzić zajęcia, napisałem na tablicy zdań kilka, które studenci powinni znać, zapytałem czy rozumieją. Zero odpowiedzi. Zapytałem ponownie czy rozumieją. Zero reakcji. Poczekałem chwilę. Zero reakcji. Wytłumaczyłem te słowa jeszcze raz. Zapytałem czy rozumieją. Po trzecim braku odpowiedzi uznałem że to jest odpowiedź i usiadłem. Następne 90 minut spędziłem rozmawiając z Becky. Nie załamałem się, po prostu uznałem że to nie ma sensu. Jeżeli trzeci tydzień robimy to samo i nikt nie ma notatek, ani pomysłu na to jak to ugryźć to po co ja mam sobie struny głosowe męczyć i się produkować?

P1110367 (Copy)

To punkt zwrotny, chociaż nie zawrócę, znaczy zawrócę o tyle że za dwa tygodnie kupię parę zeszytów i porozdaję uczniom kartki żeby robili zadania. Te ostatnich kilka tygodni Ich pocisnę, ale bardziej pocisnę siebie, bo to ja nie mogę tracić wiary i ducha. I Becky i Chloe mówią mi że u Nich jest tak samo, ale skoro tak mnie chwaliły w poprzednim semestrze a ja i tak nie byłem zadowolony to możecie sobie wyobrazić co dzieje się ze mną teraz gdy stojąc przed salą widzę że słucha mnie jedna osoba. Lub nikt i to jest najgorsze. Przekonałem się na własnej skórze co czują Ci wszyscy nauczyciele piszący o uczniach którzy Ich olewają. Naprawdę nie ma wielu gorszych uczuć od bycia ignorowanym.

P1110369 (Copy)

Długi piątek

P1110169 (Copy)

Przyznam uczciwie, że teraz ciężko mi się ogarnąć i piszę tę notkę o wiele później niż zazwyczaj.  Naruszył się mój plan dnia i nie potrafię się teraz odnaleźć. Mimo tego postaram się wykorzystać ten czas jaki mam najlepiej jak tylko mogę i przybliżyć Wam co się tak w gruncie rzeczy stało.

P1110172 (Copy)

Piątki ogólnie rzecz biorąc są długie bo przecież to cztery zajęcia z krótką przerwą. Na szczęście jednak teraz energetycznie czuję się bardzo dobrze, widać zrobił mi dobrze taki tydzień przerwy. Można oczywiście zastanowić się po co mi tyle energii skoro słuchają mnie 2-3 osoby w każdej klasie.

P1110177 (Copy)

Mógłbym trochę ponarzekać na jedną z moich pomocnic, która bardziej się chwali kolejnymi rekordami w grze na komórce niż stara się pomóc. Dzisiaj już prawie wyszedłem z siebie gdy 15 minut tłumaczyłem słowo deliver, czyli dostarczać. W końcu wytłumaczyłem. I teraz gdy to napisałem to widzę że niepotrzebnie mam do Chloe pretensje bo przecież mogłem Ją poprosić, nie poprosiłem więc uznała że chcę to zrobić po angielsku. Co się w końcu udało. Czyli jednak jest dobrze.

P1110179 (Copy)

Zajęcia poszły spokojnie, żadnych cyrków, może nawet za spokojnie, ale ja się nie przejmuję, za dwa tygodnie sprawdzian, więc wszystko w końcu się wyjaśni. I może trochę studenci się ocucą. A może i nie. W końcu lata kiepskich ocen Ich nie zmotywowały to i teraz Ich to nie ruszy.

P1110182 (Copy)

Po zajęciach poszedłem do biura, w którym nikogo nie było co mnie już zdenerwowało bo postanowiłem odpuścić powrót do mieszkania na kolację by pójść wcześnie do biura i odebrać wypłatę. W końcu pojawił się Tom, współlokator, a potem Jessica, druga nauczycielka. I tak po 40 minutach czekania w końcu zadzwonił szef i powiedział że mamy pójść na parking odebrać wypłatę. Odebraliśmy, poszedłem do banku i gazem do mieszkania na kolację.

P1110184 (Copy)

Mam poważne wątpliwości co do legalności mojej firmy, ale nie mam zamiaru jej kwestionować. Na razie jest mi to bardzo nie na rękę, a potem nie będzie mnie to obchodzić . Chociaż firma ładnie się googluje i certyfikat niby się pojawia to jednak otrzymywanie pieniędzy do ręki w samochodzie na parkingu…no nie jest to europejski standard. Może w Chinach to norma. Kiedyś zapytam.

P1110193 (Copy)

Po powrocie do mieszkania okazało się że mam ogromnego maila z nowego college’u z prośbą o uzupełnienie kilku dokumentów. I tak mi na tym trochę czasu zeszło, ale wszystko jest w porządku. Ciągle muszę połapać jeden dokument, ale to jest taki prawie najważniejszy – pożegnalny z firmą. Obecna firma powinna mi go wystawić, wpisać ocenę, napisać kiedy kontrakt się kończy i pewnie coś tam jeszcze napisać, ale co dokładnie to tego już nie wiem, bo wszystko po chińsku. Na razie dopiero powiedziałem że szukam nowej szkoły, jeszcze się nie pochwaliłem że znalazłem, zrobię to w przyszłym tygodniu, co i tak jest trochę za wcześnie na wydanie tego dokumenty, ale powinno być dobrze.

P1110196 (Copy)

Poranne bieganie

P1110150 (Copy)

Czwartek więc pora biegać. Zacząłem od dwóch kółek na bieżni, a potem poleciałem standardową trasą. Skłamałbym pisząc że czułem się lekko, bo się nie czułem. Wręcz przeciwnie, czułem się ciężko. Nie ma się co dziwić po tygodniu przerwy, ale muszę przyznać że jakoś tak po tygodniu przerwy biega mi się znacznie przyjemniej niż w Polsce po tygodniu przerwy.

P1110145 (Copy)

Nie wiem dlaczego, może to naładowane baterie? A może naładowana glikogenem wątroba? W każdym razie jest coś co sprawia że biega mi się przyjemniej, chociaż nie lekko.  No nie biega się lekko bo na pewno gdzieś te nudle z Tianjin (gdzieś sobie o tym poczytacie) się znajdują. Kilometrów zrobiłem trzynaście z haczykiem, w bardzo przyzwoitym tempie, także jest dobrze, forma jest w porządku, nie ma co narzekać.

P1110146 (Copy)

Pogoda coraz bardziej dopisuje, więc w parku jest coraz więcej ludzi. Jezioro jest już oczywiście rozmrożone od paru tygodni i teraz ludzie przychodzą robić zdjęcia rozmrożonemu jezioru.
W sumie to taki bieg bez problemów, bo ani kolka, ani nic innego, tyle tylko że zasłuchałem się w podcaście i przywaliłem w krawężnik w konsekwencji się przewracając.

P1110148 (Copy)

Mam już taki odruch nabyty żeby obracać się przy upadku i zamiast na dłoniach lądować na plecy. Teraz jednak się nie udało i najpierw poszły lewe kolano, prawa dłoń i dopiero potem obrót. Skóra na kolanie zdarta, leginsy pękły co mnie zaskoczyło bo przecież one wytrzymały zderzenie z samochodem, ale co tam. Pierwszy kilometr trochę bolało, potem to się już tylko krew sączyła i zakrwawiła całe leginsy.

P1110154 (Copy)

Oczywiście są już wyprane i zacerowane, więc gotowe do biegu w sobotę. O ile jeszcze będą potrzebne bo zapowiada się już pogoda na krótkie. Co trochę mnie też martwi bo mam już wizję przeciskania się przez te hordy ludzi którzy postanowili wyjść na spacer, ale nie powinno być źle, w ostateczności zmienię trasę.

P1110155 (Copy)

College, jak to college. Trochę źle, trochę lepiej. Smuci mnie trochę to że uczniowie tak mnie olewają, ale carrots pisze mi żebym się nie przejmował bo oni nikogo nie szanują, więc powinno mi być lepiej. Nie jest mi ani trochę lepiej, bo to że nikogo nie szanują nie znaczy że ja sobie mam pozwolić na coś takiego. Także od przyszłego tygodnia kolejna zmiana podejścia, tym razem się wykosztuję na papier i będziemy jechać z zadaniami. Taki trochę niesmak pozostaje, ale kurde…no nie odpuszczę. Może nie będę przez to zdrowszy, może wręcz przeciwnie, ale spróbuję. Bo co mam robić? Siedzieć w ławce i rozmawiać z nauczycielkami? To się nie godzi przecież.

P1110157 (Copy)

Po zajęciach poszedłem na zakupy, udało mi się kupić nowy rodzaj mojej ulubionej pasty z bobu na ostro, którą kupiłem kiedyś w Jiawang ale wtedy nie wiedziałem jak jej używać i jestem bardzo dobrej myśli co do niej. Na zdjęciach tego nie widać, ale pasta sprawdza się doskonale bo jest ostra i faktycznie smakuje bobem.

P1110159 (Copy)

Dostałem także smsa o treści biuro jutro wieczór wypłata proszę. Ja nie żartuję, takiej treści wiadomość przyszła. Mam się w biurze stawić po szóstej, także stawię się po siłowni i zobaczymy ile będę czekać. Biuro jutro wieczór wypłata proszę.

A teraz coś mi się przypomniało oni nie są leniwi, oni robią coś innego i od razu mi się uśmiech pojawił na twarzy.  I tak patrzę na to zdjęcie:

P1110149 (Copy)

No robią co innego ;-)

P1110161 (Copy)

Środy są…

P1110119 (Copy)

Ciekawe.
Najważniejsze co się dzisiaj wydarzyło to rozmowa z szefową, która powiedziała mi że nie będzie mi robić żadnych problemów i nawet możemy rozwiązać umowę jak się skończy semestr w college’u. To rozwiązanie pasuje mi średnio, a prawdę mówiąc w ogóle, ale skoro nie będzie robić problemów to możemy umowy nie rozwiązywać tylko wypełnią parę druczków, umowa się wypełni, a mój certyfikat eksperta zostanie przepisany na nową szkołę.

P1110124 (Copy)

Na tym właśnie myk ma polegać, że albo szkoła stara się o nowy certyfikat eksperta (no bez sensu), albo przepisują ten stary na mnie (co ma więcej sensu, ale nie wiem jak się na to moja obecna firma zapatruje). Strasznie się o to bałem, że będą robić jakieś problemy, ale może nie będzie tak źle. Zobaczymy jeszcze jak to wyjdzie w praniu, ale po dzisiejszej rozmowie jestem dobrej myśli. Nie dostałem co prawda wolnego, więc nie będę mógł wyjechać do Zhengzhou zrobić badań lekarskich przed sierpniem, ale to już będzie zadanie dla ludzi z nowego college’u.

P1110127 (Copy)

Dlaczego dla Nich? Bo policja w Zhengzhou oczekuje że w ciągu 10 dni załatwisz wszystko, czyli: badania lekarskie, wyniki, ubezpieczenie, rejestracja miejsca zamieszkania, założenie konta bankowego i tak dalej. Czyli w sumie dużo rzeczy. Dlatego też dla mojego college’u ważne jest wiedzieć kiedy dokładnie pojawię się w Zhengzhou. I pewnie będą chcieli wiedzieć jeszcze milion innych rzeczy. A dlaczego nie mogę zrobić badań w innym mieście? Bo policja w Zhengzhou i tak chce kolejnych badań zrobionych w Zhengzhou. Chiny moi drodzy, Chiny.

P1110128 (Copy)

Zajęcia minęły tak jakoś spokojnie, tylko na jednych zjechałem całą klasę. Zjechałem bo mnie olewali zupełnie, wchodzili jak chcieli, kiedy chcieli bo musieli coś wypełnić i nikt nie zwracał uwagi na moje zajęcia. No dobrze, trójka uczniów zwracała.  I to by było na tyle. Za dwa tygodnie będzie zaskoczenie dlaczego to test taki trudny, ano trudny bo nie uważacie. Jedną z zasad jakie wpaja się nauczycielom przy pracy z trudnymi uczniami jest – nie bierz tego osobiście. I ja to w pełni rozumiem. Nie jesteśmy dla uczniów ludźmi, jesteśmy obiektami i to jasne.

P1110130 (Copy)

Reprezentujemy coś czego Oni robić nie chcą i tyle. Nauczyciel to ten najbardziej znienawidzony element treningu. Nie chcesz go, nie lubisz go i najchętniej żyłbyś bez niego, ale jednak gdzieś tam w planie jest więc trzeba się z nim użerać. I ja to rozumiem, ale nie potrafię się od tego odciąć. Może potrzeba do tego więcej doświadczenia, może potrzebny jest mi jeszcze większy dystans do siebie, a może ten moment nigdy nie nadejdzie.

P1110133 (Copy)

Może obawiam się że gdy przestanę to traktować osobiście przestanę traktować osobiście to co robię i przestanie być to dla mnie ważne. Na razie nie potrafię powiedzieć sobie w trakcie zajęć – nie przejmuj się, to nie jest wymierzone w Ciebie, to jest wymierzone w cały system.  Nie potrafię się odciąć, bo jestem częścią tego systemu. Owszem, jego częścią szczególną, inną i wyjątkową, ale jednak jego częścią. I tylko George mi poprawiał humor mówiąc że mam się nie przejmować.

P1110134 (Copy)

W drodze do mojej małej szkoły wstąpiłem do sklepu kupić parę rzeczy i wywiązała się taka dyskusja.
– A mówisz po chińsku?
– Trochę rozumiem, ale słabo mówię.
– A jak długo mieszkasz w Chinach.
– Dwa lata.
– Blabla
– Nie rozumiem
-(przechodzi na łamany angielski) To ci nauka wolno idzie. Musisz ciężej pracować.
– Najwidoczniej.
I tak mnie to trochę przygnębiło. Nie dlatego że ten mój chiński jest jakiś wyjątkowy, bo nie jest, ale uważam że jak na taką naukę jak moja, czyli w pełni samodzielną to nie jest aż tak źle. Owszem, jestem znacznie za ludźmi którzy tutaj studiują, albo za ludźmi którzy ten język studiowali, ale ogarniać ogarniam. Coraz rzadziej staję jak wryty i patrzę się tempo w przestrzeń gdy ludzie do mnie mówią. Nie będę pewnie nigdy tak mówił jak mówię po angielsku, ale też nie ma jakiejś tragedii. Do toalety trafię, o drogę spytam, o ceny także. Jak czegoś nie usłyszę to poproszę by napisali i sobie przeczytam i jakoś, lepiej lub gorzej, sobie poradzę. Rozumiem że w Chinach jest takie stare podejście związane z twarzą by ludzi zawstydzać a przez to motywować, ale osobiście uważam że pozytywna motywacja jest nieporównywalnie bardziej skuteczna.

P1110136 (Copy)

A śnieg podobno padał jeszcze przedwczoraj. Kapitalnie.

P1110138 (Copy)

Wycieczka

Nadchodzi święto Qinming (i znowu odsyłam – http://rainreborn.pl/2013/04/interwaly-3/) więc postanowiliśmy z June ruszyć się i spotkać gdzieś po środku, czyli w Tianjin. O samym mieście za chwilę. Dzisiaj będzie krótko i bez zdjęć, ale za to z jajem. Także siadajcie bo mam dwie scenki.

Scenka #1

Siedzę  sobie przed ostatnimi zajęciami i zajadam jabłko gdy podchodzi do mnie jakaś dziewczyna i pyta:
– Ni hui shuo zhongwen ma? (czy mówisz po chińsku?)
– Wo ting yi dian dian, danshi wo shou de bu hao. (trochę rozumiem, ale mówię słabo)
– Tian hao la. (bardzo dobrze)
– Are you from Malaysia? (czy jesteś z Malezji?)
– No, I’m from Poland (nie, jestem z Polski)
– Poland?
– Bolan.
– Aaa Bolan.
Półtorej roku w Chinach i już mogę uchodzić za rodowitego mieszkańca Malezji. Nie przytoczę co Bryan powiedział bo było to dość niecenzuralne.

Scenka #2

Mamy przerwę w trakcie zajęć i podchodzę pogadać z uczniami.
– Smutno mi.
– Dlaczego?
– Bo nie mam chłopaka.
– Haha…
– Phi…bo nie ma mi kto kupować pysznego jedzenia.
Nie mogłem się powstrzymać i wybuchnąłem śmiechem. To takie chińskie, kwintesencja tego kraju w którym wszystko kręci się wokół jedzenia i wszystko można załatwić. Jedzenie moi drodzy, o to o co w tym kraju chodzi, ale nie takie jakieś byle jakie jedzenie – pyszne jedzenie!

Tianjin

Tianjin,天津, to metropolia w północnych Chinach, obecnie jedno z pięciu najważniejszych miast w Chinach. Jest jednym z czterech zarządzanych bezpośrednio miast w Chinach. Znajduje się w pobliżu zatoki Bohai.

Jest to czwarte największe miasto w Chinach, za Szanghajem, Pekinem i Guangzhou. Tianjin jest podzielone na dwie części: miejską usytuowaną wzdłuż rzeki Hai, która łączy rzeki Jangcy i Żółtą, oraz Binhai, będącą nowym terenem miejskim znajdującym się w pobliżu morza Bohai.

Historia

Nie ma pewności co do pochodzenia nazwy miasta, wiadomo natomiast że oznacza ono dosłownie miejsce promu dla cesarza.

Dynastia Qing

W czasie panowania dynastii Qing (1644-1911) Tianjin zostało wyniesione do rangi prefektury, a następnie wyższego okręgu administracyjnego. Z czasem został nazwany Fu, czyli prefekturą miejską.

Port traktatowy

W 1856 chińscy żołnierze przejęli kontrolę nad statkiem z Hong Kongu pływającym pod banderą brytyjską, który był podejrzewany o przemyt i handel opium. Natychmiastowa reakcja Wielkiej Brytanii zaowocowała wysłaniem statków i zdobyciem fortów Taku w pobliżu Tianjin w maju 1858. W czerwcu tego samego roku po zakończeniu drugiej wojny opiumowej Wielka Brytania i Francja wymogła na Chinach otwarcie Tianjin. Z czasem powstały w tym mieście koncesje: Brytyjskie, Francuskie, Austro-Węgierskie, Włoskie, oraz Belgijskie.

Druga wojna sino-japońska

30 lipca 1937 roku Tianjin przeszedł w ręce Japonii, jednak nie była to całkowita okupacja gdyż Japończycy aż do 1941 respektowali zagraniczne koncesje. W 1941 Japończycy uzyskali władzę nad wszystkimi koncesjami oprócz Włoskich i Francuskich, które pozostały, w większości, nienaruszone.

Czwartkowe bieganie

P1100846 (Copy)

Lubię tak rano wstać i iść pobiec. Sprawia mi to ogromną radość i daje takie uczucie spełnienia. Z jednej stron już coś tego dnia zrobiłem i teraz mam całe mnóstwo innych możliwości, a z drugiej strony poszedłem biegać, więc może być tylko dobrze. Wczoraj tak stojąc nad tymi pięcioma studentami powiedziałem sobie a mógłbym teraz biegać i nie byłem wtedy z siebie dumny. W myślach szybko się skarciłem, bo jak to tak wybierać przyjemność ponad powołanie. Tak, myślę że to moje powołanie, a nie praca. A mimo to wczoraj chciałem być gdzieś daleko. Także wczorajszy dzień to była tragedia. Zresztą w Jiawang też miałem taki jeden dzień kiedy miałem już tego wszystkiego dość. Potem jednak zaświeciło słońce i poszło z płatka. Tutaj słońce zaświeci już w sobotę.

P1100847 (Copy)

Także poszedłem biegać i biegałem z taką radością. Biegło mi się leciutko, bez problemów, bez kolki, tylko trochę chłodno, ale to nie jest wielki problem. Trzeba tylko biec szybciej. A biegłem takim przyzwoitym tempem. Naprawdę czułem że jest dobrze i było dobrze. Po tym wczorajszym dołku energetycznym dzisiaj nie było już ani śladu. To z pewnością zasługa obfitej kolacji. Czyli dokładnie tak jak mówiłem – trzeba jeść więcej. Trochę mnie ten fakt zaskoczył bo przecież mało nie jem, ale widać było tego za mało jak na taki wysiłek energetyczny jaki miałem w ciągu ostatnich kilku dni. Oczywiście jest też drugie rozwiązanie, ale jego to nawet pod uwagę nie biorę – mniej biegać. No to skoro sobie pożartowałem pora pójść dalej.
Dostałem takiego kopa na cały dzień, mocnego energetycznego kopa i tak poczułem, że codziennie powinienem biegać takie dwanaście-trzynaście kilometrów z rana bo czuję się po tym doskonale i mam mnóstwo energii. No i mogę potem ugotować jeszcze większy obiad by przetrzymać te popołudniowe dwa zajęcia.

P1100852 (Copy)

Tak jak w zeszłym semestrze walczyłem ze studentami, podchodziłem do Nich ambitnie, zwracałem uwagę gdy gadali, oglądali filmy i słuchali muzyki, tak w tym tygodniu postanowiłem tego nie robić. Skoro wczoraj tego nie robiłem to dzisiaj postanowiłem to kontynuować i dotarło do mnie że słucha mnie tylko 3-5 uczniów w każdej klasie. Wychodzi na to że przedtem samego siebie okłamywałem i walczyłem, a teraz machnąłem na to ręką. Machnę ręką jeszcze jutro, ale planuję od przyszłego tygodnia wrócić do walki, chociaż czuję że będzie to walka nierówna.

P1100861 (Copy)

Dzisiaj podjąłem rękawicę na jednych zajęciach i żartując sobie ze studentów (podobno najlepszą metodą na poradzenie sobie z chińczykami jest ta ich nieszczęsna twarz i jej utrata), ale to nie pomogło na dłużej niż 10 minut. Dzisiaj czułem jakbym musiał chodzić od studenta do studenta co 5-10 minut i ciągle zwracać uwagę. Ciężko. Przede wszystkim szkoda mi czasu. Coraz częściej myślę że najlepiej skupić się na tych którzy chcą się uczyć, a resztę tylko uciszać. Rany…nie chcę być takim nauczycielem, z całego serca chcę być takim który dociera do wszystkich, ale nie wiem czy tutaj to jest możliwe…próbuję, próbuję, ale może jest jakaś inna droga. Może faktycznie te zadania są za trudne? Bo sporo studentów tak mówi. Może następne pójdą lepiej bo będą prostsze? Oby.

P1100855 (Copy)

I tylko kilka słów od Becky podtrzymują mnie na duchu:
– Jesteś chyba najbardziej cierpliwym nauczycielem jakiego Oni mieli i mają. Inni to by już na Nich krzyczeli i byli źli.
Złość jeszcze nikomu w klasie nie pomogła. Na pewno nie pomogła mi gdy zaczynałem uczyć. Rany…jak ja nie lubię wracać do tych chwil, ale czasem muszę by przypomnieć sobie jaki ja wtedy byłem sfrustrowany i jak bardzo nie chciałem tego robić. Pamiętam że miałem uczniów którzy do tego stopnia psuli mi zajęcia, że cieszyłem się gdy się nie pojawiali. To było strasznie, ale to strasznie smutne patrząc na to z perspektywy czasu.

P1100860 (Copy)

Zdjęcia tego nie oddadzą, ale z dzisiejszej kolacji jestem bardzo dumny. Do tego stopnia mi się udała, że o niej wspominam. To był w pełni mój przepis, ale wystarczyło dodać syczuańskiej papryki a smak zmienił się całkowicie, najważniejsze okazało się nie dodawanie jej na początku, kiedy to może się spalić na oleju (a jak to często sugeruje się w przepisach) a później by ukryła się gdzieś w tle i atakowała z nienacka. I tak zaatakowała że teraz mam jeszcze język delikatnie nieczuły.

P1100865 (Copy)

To nie był dobry dzień

P1100819 (Copy)

Do tego stopnia że nie chce mi się o tym pisać.
Napiszę jednak bo muszę to z siebie wyrzucić.
Frustracja.

P1100821 (Copy)

Tak, to dobre słowo. Gdy na zajęcia przychodzi pięć osób, potem robi się jedenaście, ale nikt nie uważa, nikt się nie przejmuje. Nikt nie potrafi utworzyć pytania mając podany wzór, a może nie tyle nikt nie potrafi, co nikt nie chce. Wychodzą z założenia że zadawanie pytań w sklepie nie ma żadnego znaczenia i jest niepotrzebne.

P1100827 (Copy)

A Ty tam stoisz i się produkujesz. Robisz człowieku tę stronę internetową z dodatkowymi materiałami, szukasz ciekawych tematów, a tym się i tak nikt nie przejmuje.

P1100829 (Copy)

Chloe gra w gry na komórce, słów nie tłumaczy, tyle dobrego że jak jest za głośno to coś mruknie. Zmieniło się to Jej podejście diametralnie i nie wiem czy to Ona wywiera większy wpływ na uczniów czy uczniowie na nią.

P1100832 (Copy)

I ja rozumiem że deszcz, ale…jak dzisiaj wszedłem do tej klasy i widziałem te Ich miny to mi się już też ode chciało. Spokojnie zrobiłem co miałem zrobić, ale już czułem że to nie będzie dobry dzień, już czułem że gdzieś tam czegoś mi dzisiaj brakuje i coś pójdzie nie tak.
Drugie zajęcia to masakra na poziomie pierwszych. Sala pełna, ale trójka uczniów uważa, reszta nie ogarnia zupełnie. A to przecież moja najlepsza klasa…

P1100834 (Copy)

Tyle że po zajęciach przyszedł do mnie jeden ze studentów i mówi:
– Jakiś taki niewesoły na zajęciach byłeś.
– No bo nie uważacie, gracie, gadacie.
– No…dla mnie mówisz trochę za szybko, ale to moja wina.
– Mogę mówić wolniej przecież.
– Nie, to moja wina. W Chinach uczymy się tylko od egzaminu do egzaminu, sam wiesz. Nie martw się, to nie Twoja wina.
Tak, wiem…i trochę mi humor poprawił, ale…

P1100835 (Copy)

Zajęcia trzecie to był już pogrom totalny. Znowu trzy osoby robiły cokolwiek związanego z lekcją, reszta w coś tam sobie grała, a ja już nie miałem nawet siły by Im zwracać uwagę. I nie wiem czy to ta pogoda, czy jakiś dziwny brak kalorii (bo czuję się fizycznie zmęczony tak jak się czułem gdy zrzucałem masę dawno temu), czy może niewyspanie, a może jeszcze coś innego, ale w trakcie zajęć zasnąłem.
– Teacher, teacher, teacher…
Obudziło mnie, ale chyba nikt nie zauważył.
Już w poprzednią środę byłem zmęczony, ale nie do tego stopnia. W jeszcze poprzednią też, ale dzisiaj…
Drugi raz przysnąłem na zajęciach popołudniu, to już prawdziwa masakra. Taki wypluty nie byłem już dawno…

P1100837 (Copy)

Może właśnie z powodu tego wyplucia widzę to w takich ciemnych barwach, ale fakty są niezaprzeczalne – większość studentów ma w nosie to co robię na zajęciach. Całkowicie, całkowicie w nosie. Fajnie powiedzieć że mnie to nie rusza, ale rusza mnie to bardzo, bo ja się do tych zajęć przygotowuję, robię plany, mam jakieś przemyślenia i swoje ambicje, a tak…przecież ja chciałem zrealizować z 8 tematów w tym semestrze, a zrobię z 4-5 jak dobrze pójdzie.

P1100838 (Copy)

No dobrze, żeby nie kończyć negatywnie – pozytywny obrazek.
Wracając z zajęć zauważyłem ogromny korek i autobus linii 240, który podrzuca mnie pod dobry przystanek. Autobus tej linii jednak nie zatrzymuje się na żadnym przystanku po drodze między szkołą a przystankiem na który normalni idę, tylko przez tę ulicę przejeżdża. Czasem do takiego autubusu podchodzę i kierowca otwiera drzwi, a czasem macha głową na boki i nie otwiera. Dzisiaj otworzył i dostałem się szybciej do mieszkania.

P1100841 (Copy)

Ach, zapomniałbym – June mnie wczoraj uświadomiła że www.pandora.com nie działa nigdzie poza USA, Australią i Nową Zelandią. Także przepraszam bardzo wszystkich niekorzystających z VPN. Musicie poczekać aż te niezwykle istotne umowy o dziele autorskim zostaną uregulowane.

Weee…

P1100781 (Copy)

A jednak nie weekend, więc…poniedziałkowe bieganie.

Założenie było proste – biec powoli. Częściowo się udało, bo biegłem relatywnie powoli. Wolniej niż w poprzednim tygodniu, ale nie dość wolno. Ciągle coś mnie wyrywa i gna do przodu, nie mam zaciągniętego hamulca i nie wiem czy to dobrze czy źle…po prostu tak jest i już. Przebiegłem kilometrów dziewiętnaście, może nie w jakimś super czasie, ale dałem radę. Raz czy dwa musiałem dać sobie odetchnąć bo łapała mnie kolka, czyli biegłem za szybko i miejscami czułem że biegnę za szybko, więc próbowałem się hamować. Na wykresie z endo widzę że udawało mi się to średnio.

P1100786 (Copy)

Najważniejsze że przebiegłem te dziewiętnaście kilometrów. Za każdym razem gdy o tym piszę palce wstukują udało się, ale cofam to i kasuję, bo nie było w tym niczego z kategorii udało się, to był dobry bieg i to jest najważniejsze. Owszem, momentami było ciężko, nogi po wczorajszej siłowni były ciężkie, ale hej…takie będą przez kilka najbliższych miesięcy więc nie ma się co tym przejmować. Trzeba to zaakceptować, zacisnąć zęby i biec przed siebie.

P1100787 (Copy)

Jest jeszcze w tym parku kilka miejsc do odkrycia, kilka tras do sprawdzenia, więc powinien być to jakiś sposób na zabicie nudy. W końcu warto postawić na różnorodność.
Miłe jest to że ludzie tutaj odpowiadają na pozdrowienia, a niektórzy nie biegający także mnie pozdrawiają. W Polsce też pozdrawiali. Pamiętam jak jednej zimy jakiś Pan uniósł kciuki do góry i powiedział że jestem prawdziwym bohaterem. A ja przecież nic takiego nie robiłem, ot zwykłe krosy w parku, czyli coś co wielu biegaczy z GOPu robi.

P1100790 (Copy)

Dla Niego byłem jednak bohaterem i to mnie bardzo podniosło na duchu. Czasem jednak spotykałem ludzi którzy nie byli tak przychylnie nastawieni, jak tego jednego Pana, który się mnie zapytał a po co tak biegasz to i tak nic nie da. I tak mi się wtedy smutno zrobiło, nie dlatego że ten Pan coś sugerował, ale dlatego że ten Pan nie dostrzegał już że można coś zmienić. Nawet jeżeli nie na całym świecie to w sobie. Jest taka historia, która przeczytałem jakiś czas temu i myślałem że wrzuciłem ją do szuflady, ale nie wrzuciłem, także teraz napiszę ją tutaj, a potem wrzucę tam gdzie jej miejsce.

P1100789 (Copy)

Pewnego dnia szedłem po plaży. Był to poranek po strasznym sztormie i jak to po sztormie na plaży znajdowała się cała chmara rozgwiazd. Rozciągały się aż po horyzont, a nie jest to nigdy widok przyjemny bowiem rozgwiazdy nie potrafię żyć poza wodą. Część z nich zostanie pochłonięta przez fale i wróci do morza, ale większość jest już skazana na śmierć. Skazana z nie swojej winy, bo przecież niczemu ani nikomu nie zawiniły.
Po kilkunastu minutach spaceru gdzieś w oddali zauważyłem coś. Coś się ruszało i stopniowo zbliżaliśmy się do siebie. Moje oczy nie są już najlepsze, ale zauważyłem że coś to osoba, która co parę kroków się zatrzymuje. Im byliśmy bardziej bliżej tym dostrzegałem więcej szczegółów. Osoba okazała się być chłopakiem, młodym, niezbyt wysokim, który zatrzymywał się co kilka kroków, kucał, podnosił rozgwiazdę, po czym wstawał i wrzucał ją do morza.  Robił to pomimo młodego wieku i mając z pewnością lepsze zajęcie niż wrzucanie rozgwiazd do morza. Nie potrafił Go zrozumieć, przecież to takie bezsensowne. Te stworzenia są już skazane na śmierć. On i tak nic nie zmieni. Dlatego też gdy w końcu zbliżyliśmy się do siebie zapytałem go:
– Dlaczego wrzucasz te rozgwiazdy do morza?
– Bo mogę je uratować.
– Ale nie uratujesz wszystkich, to co robisz nie ma żadnego znaczenia.
Chłopak spojrzał na mnie, po czym kucnął, podniósł jedną z rozgwiazd, wstał i wrzucił ją do morza.
– Dla niej miało to ogromne znaczenie.

P1100791 (Copy)

Mam wrażenie że już to pisałem…trudno, ten tekst warty jest przypominania co jakiś czas (sprawdziłem, wrzuciłem ją w listopadzie).
W każdym razie, ten Pan był taką rozgwiazdą nad którą ktoś stanął i nie podniósł twierdząc że to już nie ma znaczenia. A to zawsz ma znaczenie.

P1100792 (Copy)

No dobrze, idziemy dalej.
Zajęcia z dzieciakami minęły jak z bicza strzelił. Te 90 minut to faktycznie króciutko, zwłaszcza jak się dzieciakom da kredki. To jest świetny pomysł zamiast przerwy – kredki. Wróciła dwójka moich podopiecznych z innych grup i widać, że odizolowani od Lena są całkiem znośni.
A dzieciaki z gimnazjum uczyły się dzisiaj robić fiszki. Ja mam Ich uczyć, przykładowo, wysublimowany, a Oni nie wiedzą co to znaczy pędzić. To będą ciekawe trzy miesiące.