Egzaminy semestralne #1

P1050786 (Copy)

I mam problem. Bo jak mam przepuścić ludzi którzy na pytanie How are you? Odpowiadają Yes. No jak, ja się pytam jak? Nawet największe lesery potrafiły się czegoś nauczyć, opanować przynajmniej określenia miejsca, a niektórzy olali to zupełnie. Owszem, mam tylko trzech takich z całej setki jak na razie, ale to się jednak zdarzyło. Żeby Oni jeszcze chociaż byli na poprzednim teście, ale nie…nic z tego. No jak ja mam Im pomóc…nie ma opcji, nie przepuszczę, nie mogę.

P1050787 (Copy)

Już i tak pójdę wszystkim na rękę i po prostu podam asystentkom moją punktację a niech już One się bawią w ocenianie. One wiedzą najlepiej jak to się tutaj procentowo układa, bo stosując moją skalę w której zaliczam od 70% musiałbym oblać więcej studentów niż wypada. Tutaj nawet poszedłbym Im na rękę i obniżył próg do 60%, ale i tak oblałoby więcej niż ta wyżej wspomniana trójka.

P1050788 (Copy)

Odebrałem dziś bilety do i z Shenyang. W trakcie rezerwacji chybło mi się i powrotny mam z innego dworca, ale na szczęście Shenyang ma fajnie ustawioną sieć metra która łączy obie interesujące mnie stacje kolejowe. W ogóle to wygląda na to, że Shenyang ma stacje metra podobnie jak w Pekinie, prowadzące do wszystkich najważniejszych zabytków co bardzo, ale to bardzo ułatwia mi życie.

P1050790 (Copy)

W gruncie rzeczy to na Shenyang się te moje podróże chyba skończą, przynajmniej jeżeli chodzi o pierwsze trzy tygodnie stycznia. Dostałem od Chrisa rozpiskę zajęć i okazuje się że będę nauczycielem w czasie trzy tygodniowych ferii. Do prowadzenia mam zajęcia z gier, gier komputerowych, historii, sportu i filmu. Nie ma tego dużo, bo wychodzi około jednej godziny dziennie, plus stałe zajęcia w weekend, ale cóż…zajęcia są codziennie i to jest największy problem bo nie mogę przez to nigdzie przez te trzy tygodnie wyjechać. Sam się jednak na to zgodziłem, więc narzekać nie będę. Zostaje mi w końcu jeszcze luty a i w samym Changchun mam jeszcze kilka rzeczy do zobaczenia, także z nudów nie umrę. Mam także jeszcze kilka pomysłów związanych z blogiem i może w końcu jeden uda mi się zrealizować.

Chiński kącik kulturowy

Zhusuan,珠算, to chińskie określenie umiejętności posługiwania się liczydłem. Urządzeniem o historii ponad tysiąc ośmiuset letniej. Ten chiński wynalazek uznawany jest za starożytny komputer.

To właśnie liczydła używano przed nadejściem ery kalkulatorów, przesuwano kulki w określony sposób. Wartość każdej kulki z górnego rzędu wynosi pięć, a z dolnego jeden.

Proste liczydło pozwala nie tylko na wykonywanie najprostszych działań takich jak dodawanie, odejmowanie, mnożenie i dzielenie, a także na działania bardziej złożone takie jak pierwiastkowanie czy obliczanie funkcji wykładniczych.

Aż do lat 90-ych umiejętności obsługi liczydła była wymaganym przedmiotem w szkołach podstawowych, a w latach 60-ych obliczenia dokonane na nim pomogły w stworzeniu pierwszej chińskiej bomby atomowej.

Czwartego grudnia 2013 roku wpisano liczydło na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Baihe i przegapione z tygodnia #16

P1050733 (Copy)

Baihe, raz jeszcze. Czyli podróż na pogranicze Chińsko-północnokoreańskie. Podróż…prawdziwa podróż z przygodami. O ile do Baihe można dojechać w 6 godzin, tak po południu trzeba dodać godzinę żeby przebyć się przez miasto będące od 16 do 18 w permanentnym korku nie tylko blokującym całkowicie główną ulicę, ale także wszystkie uliczne odchodzące od dworca.

P1050741 (Copy)

I tak można sobie siedzieć w autobusie i jechać spokojnie te kilkaset kilometrów. Gdzieś w połowie drogi pojawia się przystanek na obowiązkową kolację i toaletę.

P1050738 (Copy)

A potem nagle autobus się zatrzymuje. W okolicy ciemno, widać tylko śnieg, drzwi otwarte na oścież…W myślach kołacze jeden cytat ‘w przypadku podróży autobusem zabierajcie cieplejsze rzeczy na wypadek wypadku, w zimie to być lub nie być’.

P1050728 (Copy)

Zegar w autobusie pokazuje datę, godzinę, a po chwili temperaturę, która coraz bardziej spada. Spada i spada…wieje już po nogach, także zimno…miła odmiana od potu na plecach, to prawda, ale widoki na przyszłość są raczej nieciekawe. Pozostaje jedynie się uśmiechnąć i trzymać kciuki za to że jednak rozejdzie się po kościach.
Rozeszło się.

P1050731 (Copy)

Do Baihe dojechałem z pół godzinnym opóźnieniem, czyli tyle co nic. Potem taksówka i już jestem u Ani i Sabiny.

P1050747 (Copy)

Niedziela

Krótki spacer po przysypanym śniegiem Baihe uświadamia mi jak bardzo to miasteczko przypomina moje Jiawang pomimo tego że znajduje się kilka tysięcy kilometrów na północ i jest całkiem białe w zimie. I tu i tu ludzie są mili, uśmiechnięci, czuć taką rodzinną atmosferę. Wspaniale.

P1050748 (Copy)
Ania zadbała o wszystko, o jedzenie, spanie i pewnie wysprzątała mieszkanie jeszcze lepiej niż zwykle, nie to co Tom który nawet śmieci przez ostatnie 3 dni nie wyniósł.

P1050759 (Copy)

Poniedziałek

To kolejny dzień długich rozmów z Anią i nabijanie się Sabiny z naszych śmiechów. Oraz krytykowanie oglądania moich zdjęć, co po części rozumiem, ale w dalszym ciągu uwielbiam fotografowanie chińskich kibli (tylko mojego głównego rozmówcy o nich już nie ma), oraz śmieci i rowerów.

P1050766 (Copy)

W każdym razie dziewczyny ugościły mnie super jak zawsze zresztą. W przyszłym tygodni postara się Im odwdzięczyć gościną, ale łatwo mieć nie będę, to pewne.

Wtorek

P1050773 (Copy)

To był ostatni dzień Bryana w Changchun.

P1050775 (Copy)
Być może ostatni w Jego życiu. W czwartek, kilkanaście godzin po przylocie czeka Go rozmowa w sprawie objęcia szkoły, a gdy przejmie nad nią kontrolę skończy się możliwość przyjazdu do Changchun na wymianę między uniwersytetami.

P1050776 (Copy)

To zdecydowanie nie był wesoły dzień, pomimo przepięknych widoków na drodze z Baihe. Czasem nawet najpiękniejsze widoki nie wypełnią dziury w sercu.

Sobota

P1050612 (Copy)

Czasem są takie dni że chce się trochę odmienić to co się robi zazwyczaj. Zrobić coś takiego innego, niespodziewanego, coś zaskakującego. Jak na przykład olać siłownię i wrócić do mieszkania przez zamarznięte jezioro.

P1050613 (Copy)

Niby nic w tym nadzwyczajnego, ale może to właśnie sprawia że było to wyjątkowe.

P1050627 (Copy)

Mróz wypełnił me policzki zamieniając je w czerwone kulki, a na wąsach osadził się lód. A mimo to brnąłem przez zaśnieżone jezioro. Lód i śnieg. Żadnego ognia.

P1050649 (Copy)

Wokół mnóstwo ludzi, wszyscy próbują chodzić, słońce chociaż świeci to nie ogrzewa. Nie ma najmniejszych szans żeby ten lód się załamał, nie gdy temperatura spadła tak znacznie poniżej zera.

P1050651 (Copy)

Wypełniony pewnością odnośnie lodu postanowiłem przejść pod mostem. Nie tylko ja zresztą. Dla mnóstwa ludzi droga przez jezioro jest drogą na skróty. Dla mnie po części też, ale dzisiaj postanowiłem pochodzić trochę dłużej i znalazłem się nagle przed pionowym murem, ale doświadczenie podpowiedziało mi że ta ściana nie stanowi dla nikogo w tym kraju problemu. A wydłubane dziury jedynie potwierdziły moje przypuszczenia. Pomocne okazały się także łańcuchy zawieszone jako rodzaj ogrodzenia.

P1050658 (Copy)

Nagle znalazłem się na strzeżonym osiedlu. I tu pojawił się problem bo nie wiedziałem jak wyjść. Na szczęście po kilku minutach pojawiła się para chińczyków którzy naciskając przycisk wyszli, a ja razem za nimi.

P1050700 (Copy)

Droga na zewnątrz okazała się być dopiero początkiem, bo o ile wiedziałem gdzie jestem to średnio orientowałem się gdzie jest mieszkanie. Na szczęście w odległości majaczyły mi budynki pomagające mi odnaleźć drogę. Po kilku zakrętach zamajaczył mi w odległości zarys budynku który znałem z kilku poprzednich wizyt nad jeziorem.

P1050709 (Copy)

Wypełniony pewnością siebie ruszyłem przed siebie i zobaczyłem świątynię. ŚWIĄTYNIĘ! Buddyjską. Świątynia to może za dużo powiedziane. Jeden budynek, trzy duże posągi i sklepik. To druga świątynia w Changchun jaką znalazłem i pierwsza do której wszedłem. Dongbei sprawia na mnie wrażenie miejsca w którym sfera duchowa zeszła na bardzo daleki plan. Może zmienię zdanie gdy trochę pozwiedzam…

P1050719 (Copy)

A zwiedzanie zaczyna się 30 grudnia wyjazdem do Shenyang. Planuję spędzić tam trzy dni, ale konkretny plan dopiero pokażę za jakiś czas. Na razie siedzę w nieogrzewanym autobusie w drodze do Baihe.

P1050721 (Copy)

A co dalej? Nie wiem. Chris zaproponował mi wzięcie kilku godzin w styczniu i pewnie się zgodzę, w końcu luty to wystarczająco dużo czasu by popodróżować bo tej krainie lodem skutej.

Zimno

P1050590 (Copy)

Lubię zimę. Prawdę mówiąc to z zimą radzę sobie całkiem nieźle. Wkurza mnie roztopiona śnieg w postaci ciapy, irytuje mnie lód na którym można się wyrżnąć i połamać, do szału doprowadza mnie śnieg sypiący prosto w twarz, ale to bardziej z powodu wiatru. Gdyby wykluczyć z zimy roztopiony śnieg i paskudny lód to mógłbym ten wiatr przeżyć. Czyli zostaje nam kraina wiecznego śniegu i powiedzmy nieśliskiego lodu.  Ach tak…zapomniałbym o jeszcze jednym aspekcie – zimno.

Zimno…zimno to stan umysłu. Z zimnem można sobie poradzić, można się wytrenować, powiedzieć że zimno jest wtedy gdy…coś i trzymać się tego punktu. Ja na przykład za ten punkt uznaję zamarzające wąsy w czasie zimowego spaceru. Pod samym nosem zamarzają dość szybko, ale na bokach już rzadko. Zimno jest gdy…muszę podskakiwać żeby się rozgrzać, albo gdy nos mi zamarza.

P1050591 (Copy)

W Changchun do tej pory nie było mi zimno. Parę razy chłodno, w środę trochę w czasie lekcji (takie smutne wspomnienie Jiawang), ale ogólnie rzecz biorąc to temperatury są tutaj w porządku. Do dzisiaj.
Dzisiaj zamarzł mi nos, a rozmawiając wieczorem z Bryanem musiałem podskakiwać bo było zimno. Gdy słońce już zajdzie -15 stopni to prawdziwe -15.

P1050592 (Copy)

Lubię zimę także dlatego że jak się człowiek gdzieś rusza to nie musi bać się deszczu, jak spadnie śnieg to trudno, ale nie jest on aż tak uciążliwy jak te powodziowe deszcze na południu Chin. Owszem, utrudnia życie, ale przedzieranie się przez niego w ciepłych spodniach jest nieporównywalnie przyjemniejsze niż skakanie po kałużach. Nie trzeba więc patrzeć na prognozę pogody i wydawać kasy na wodę, trzeba jedynie ciepło się ubrać i można się szlajać.
Teraz tak piszę a jak przyjdzie do mojego podróżowania w styczniu to mi pewnie mina zrzednie.

P1050596 (Copy)

Tak mnie naszło dzisiaj na pisanie o zimnie nie z powodu tych zamarzających wąsów, czy skakania przed Bryanem, ale ponieważ…zgubiłem rękawiczkę. Ta myśl napełniała mnie grozą od samego początku noszenia ich w kieszeni. Bałem się że w końcu jedna  z nich wypadnie i będzie chciała gdzieś zostać. Bałem się, a mimo to nic nie zrobiłem by temu zapobiec…W końcu stało się. Rano sprawdziłem czy są obie i nie…brakowało lewej. A przecież nie pójdę tylko w prawej. Z szafy wyciągnąłem parę zapasową i poszedłem do kolegium. W myślach kołatało mi tylko co zrobiłem wczoraj i gdzie ona mogła upaść, a potem gdzie kupić następną tak ciepłą. Tyle myśli tłukło się ze sobą w głowie, złość na siebie, niepewność związana z rozmiarem i nutka nadziei…
Nadzieja nie okazała się płonna, zabicie kury nie nadszarpnęło widać mojej karmy za bardzo bo rękawiczka leżała na drugim piętrze na parapecie. Ktoś ją znalazł i zostawił. Dziękuję.

Chiński kącik historyczny

Masakra w Nankinie,南京大屠杀, to określenie czynów dokonanych przez Cesarską armię Japonii w latach 30-ych.

Japończycy zdobyli Nanjing (Nankin, bleh) 13 grudnia 1937 roku po uprzednim zdobyciu Szanghaju, Suzhou, oraz Hangzhou.

Kolejnych sześć tygodni to jedne z najbardziej krwawych i haniebnych akcji w poprzednim stuleciu.
Zamordowano setki tysięcy (jak podają chińskie źródła – Bart) chińczyków w tym żołnierzy pozbawionych broni i cywilów, w tym kobiety i dzieci.

Morderstwa były niezwykle brutalne. Masowo dźgano ludzi bagnetami, rozstrzeliwano, zakopywano żywcem czy podpalono benzyną.

Chińskie źródła mówią także o konkursie w zabijaniu polegającym na zabiciu jak największej ilości osób bez przerwy. Mówi się tu o wynikach rzędu 105-160 osób.

Ulice wypełniła krew, doszło do ponad dwudziesty tysięcy gwałtów, a wiele kobiet zostało następnie zabitych.

Jak podają dane Międzynarodowego Daleko Wschodniego Sądu Wojskowego wciągu sześciu tygodni zabito sto dziewięćdziesiąt tysięcy osób, a kolejnych sto pięćdziesiąt tysięcy zabito w kolejnych tygodniach.

Gdzie teoria spotyka się z praktyką

P1050560 (Copy)

Odpuściłem dziś siłownię z myślą że uda mi się kupić piersi z kury.
I udało! Naprawdę się udało! Co prawda wszedłem na targ i nie było wyłożonych, ale Pani rozpoznała mój błądzący wzrok i zaczęła szukać w zamrażalce i wyciągnęła jedną paczkę i zapytała czy o to mi chodzi? Nieśmiało zapytałem dwie? I znalazły się dwie paczki, a potem już zupełnie z niedowierzaniem zapytałem trzy? I oto pojawiła się trzecia paczka. Także trzy kilo piersi z kury wylądowały w mojej zamrażalce! Serce me wypełnia radość.

P1050561 (Copy)

Następnie udałem się kupić bilet na autobus do Baihe, pomimo ostrzeżeń Ani że bilet można kupić dopiero 24 godziny przed odjazdem. Kto wie, może i jest to prawda w Baihe, ale nie w Changchun. Poza tym to Chiny i nie zawsze wszystko działa dokładnie tak samo. To trochę jak w tym żarcie gdy teoria jest wtedy kiedy wszystko wiemy i nic nie działa, a praktyka gdy nic nie wiemy ale wszystko działa.

P1050577 (Copy)

W Chinach łączą się teoria z praktyką i nic nie działa i nikt nie wie dlaczego. Także bilet udało mi się kupić bez problemu, przerażają mnie tylko ceny biletów autobusowych w tym kraju, wcale nie jest to wygodniejsze od pociągów, wolniejsze, w zimę jeszcze mniej bezpieczne, a cenowo kilkakrotnie droższe.

P1050563 (Copy)

Na sczęście kupowanie biletów autobusowych nie różni się wiele od kupowania biletów kolejowych dlatego też spokojnie mogę wybierać teraz także trasy autobusowe. Nie ma ich wiele, to prawda, ale jest kilka miejsc do których kolej nie dojeżdża, a które są warte zwiedzania. Czy uda mi się tam dojechać w czasie dwumięcznej przerwy międzysemestralnej to nie wiem, ale z pewnością będę mieć takie miejsca na uwadze.

P1050564 (Copy)

A potem wsiadłem w autobus powrotny…Po czym z niego wyszedłem i postanowiłem iść pieszo, a następnie znowu wszedłem i jechałem dalej…czasem jestem jak kot który z domu wychodzi, wraca, wychodzi i znowu wraca…Następnych 60 minut spędziłem stojąc na schodach w autobusie rozmawiając co kilka minut z Wendy która informowała mnie że Tom czeka na mnie z paczką i wypłatą pod kolegium. Mieliśmy spotkać się dopiero dwie godziny później, ale kto by się takimi rzeczami przejmował, prawda? Nie będę narzekać, jest paczka z Polski i jest wypłata, wpłacona już na konto w banku, także wszystko w porządku.

P1050577 (Copy)

Środa

P1050544 (Copy)

Na początek chciałbym Was przeprosić bo dzisiaj apdejtu z Harbinu nie będzie. Na to przyjdzie Wam poczekać, mam nadzieję że niezbyt długo, ale najzwyczajniej w świecie nie wiem jak długo. Może uda się już dzisiaj zacząć pisać, może dopiero jutro. Jedno jest pewne, zrobię wszystko co w mojej mocy byście dostali te notki z trzech dni jeszcze przed moim wyjazdem do Baihe, bo jak przyjdzie mi nadrabiać i ten wyjazd i tamten to sobie najzwyczajniej w świecie nie poradzę.

P1050547 (Copy)

Także środa. Środa jak to środa, prawie jak poniedziałek, ale nie do końca. Zajęcia spokojnie lecą i mijają, a śnieg za oknem prószy. Studenci smutni i źli bo dzisiaj jest zimno. I to już tak naprawdę zimno, tak zimno jak gdy w Polsce jest zimno. TO już nie to samo co parę dni temu, dzisiaj nawet gdy słońce wyszło zza chmur to było zimno. To wszystko zapewne z powodu wczorajszych opadów śniegu, bo jak wszyscy wiedzą, zawsze po deszczu jest chłodniej.

P1050549 (Copy)

By opisać jak jest zimno niech wystarczy za komentarz to, że nawet ja ubrałem polar na moment w czasie zajęć, a normalnie mam na sobie tylko pierwszą warstwę i podkoszulek. Z drugiej strony, w Jiawang zdarzały się dni gdy uczyłem mając na sobie kurtkę. Tak…to jest różnica między południem a północą, tutaj zimy są na dworze irytująco zimne, a na południu zimy w pomieszczeniach są irytujące zimne. Nie do pomyślenia jak dla mnie.

P1050553 (Copy)

Już chyba wiem gdzie się podziały wszystkie kurczaki w Chinach – są nimi karmione tygrysy w Harbinie, bo to przecież niemożliwe żeby nigdzie nie można było dostać piersi z kury…

P1050555 (Copy)

EDIT
A jednak Was nie przepraszam bo udało mi się tę notkę napisać i znajduje się poniżej. Miłego czytania

Niedziela i przegapione #15

Spróbuję ten wpis podzielić na trzy części, bo mniej więcej tyle dni w Harbinie spędziłem.

Niedziela

P1040720 (Copy)

To właściwie pół dnia, bo gdy dojechaliśmy było już ciemno. W pociągu poznaliśmy, często będę używać liczby mnogiej bo w końcu jechałem z Bryanem, Kimi czyli studentkę anglistyki, a w przyszłości nauczycielkę tegoż języka. O tyle nieśmiałą, że nie podeszła do mnie tylko do Bryana zapytać się czy może ze mną porozmawiać.

P1040730 (Copy)

To zdumiewające że ludzie tutaj potrafią podejść do zupełnie nieznanej osoby która wygląda podobnie do Nich i zapytać o coś takiego, a nie potrafią podejść do zupełnie nieznanej osoby która nie wygląda podobnie do Nich. Okazało się że Kimi studiuje z Harbinu, ale pochodzi z miasteczka pod rosyjską granicą, gdzie jest jeszcze zimniej niż w Harbinie. Nie dziwota.

P1040744 (Copy)

Naszego zarezerwowanego hotelu nie znaleźliśmy bo był w jakimś dziwnym miejscu, a ja znalazłem inny adres niż ten który miał Bryan zapisany, także skończyło się na hotelu innej sieci, ale także porządnym.

P1040755 (Copy)

Wieczorem ruszyliśmy w stronę głównej ulicy, zamienionej obecnie w deptak. Wbrew zapowiedziom nie była pełna ludzi. Wokół mnóstwo urokliwych kamieniczek i już na pierwszy rzut oka widać było że to nie jest chińska architektura, można było poczuć się przez moment jak w Europie. Z tą drobną różnicą że bruk nie był wydeptany ani wyjeżdżony więc chodzenie po nim było okropnie niewygodne.

P1040760 (Copy)

Ludzie przechadzali się w te i we w te zajadając się lodami, oraz kiełbasami zrobionymi na modłę europejską, a w rzeczywistości nie mającymi w smaku z europejskimi kiełbasami wiele wspólnego.

P1040792 (Copy)

Tylko kto by tam tak naprawdę poczuł różnicę. Na kolację poszliśmy do małej knajpki niedaleko hotelu, a w niej uprzejmy kucharz nie zadawał zbyt wiele pytań, Bryan sobie z Nim trochę pogadał, pośmiali się, a ja się tylko przysłuchiwałem.

P1040819 (Copy)

Poniedziałek

To był naprawdę długi dzień. Spędziliśmy około 10 godzin na chodzeniu, ale było warto. Naszym pierwszym i głównym celem była katedra Świętej Zofii.

P1040845 (Copy)

Wybudowaną ją w 1907 roku z drewna jako duchowy symbol nowego miasta. W 1921 w liczącym trzysta tysięcy mieszkańców Harbinie zamieszkiwało sto tysięcy Rosjan.

P1040876 (Copy)

Od 1923 do 1925 trwały prace rekonstrukcyjne których efektem jest obecny wygląd katedry.

P1050152 (Copy)
Rzecz jasna w czasach Wielkiego Kroku Naprzód (1957-1961), oraz Rewolucji Kulturowej (1966-1976) katedra była zamknięta.
W 1996 uznano ją za pomnik architektury i wydano dwanaście milionów juanów na jej odnowę.

P1040877 (Copy)

Z zewnątrz wygląda fenomenalnie, tak jak można się tego spodziewać, bez dwóch zdań jest to symbol miasta, pojawia sią na większości pocztówek i bez najmniejszych wątpliwości jest punktem obowiązkowym dla każdego odwiedzającego Harbin.

P1040881 (Copy)

W środku za to jest to kompletna ruina. Wchodzić zupełnie nie warto, chyba że kogoś interesuje 100+ zdjęć z Harbinu z początków dwudziestego wieku. Odrapane ściany, stare kandelabry, naprawdę nic wartego uwagi. Dokładnie tak jak ostrzegała nas Kimi.

P1040951 (Copy)

Punktem następnym była nowa żydowska synagoga. Najpierw udaliśmy się nad rzekę. Rzekę czarnego smoka od której pochodzi nazwa prowincji której stolicą jest Harbin – Heilongjiang­, czyli dosłownie rzeka czarnego smoka.

P1050123 (Copy)

Oddziela ona od siebie dwie części Harbinu i była całkiem zamarznięta, także można sobie przejść z jednej strony na drugą.

P1040959 (Copy)
Synagogi szukaliśmy z dobrą godzinę, a gdy ją w końcu znaleźliśmy okazało się że jest ona kolejnym muzeum. Po zawodzie jaki sprawiła mi Święta Zofia postanowiłem to odpuścić, bo po co się męczyć na siłę.

P1040961 (Copy)

Ruszyliśmy więc przed siebie zwiedzając starą część miasta. Część budynków była zapuszczana, ale patrząc na nie od razu przypominała mi się architektura w Polsce. Tak daleko, a prawie jak w domu.

P1040989 (Copy)

Ponownie ruszyliśmy przez ulicę centralną, tym razem w środku dnia i też było przyjemnie.

P1050084 (Copy)

Na kolację poszliśmy do rosyjskiej restauracji, która zaskoczyła nas przyjemną atmosferą, oraz do innej rosyjskiej restauracji z której przyszło nam się ewakuować bo atmosfera nas przyjemnie nie zaskoczyła.

P1050098 (Copy)

A na koniec niezdecydowany Bryan spędził półtorej godziny kupując wszelkiej maści prezenty.

P1050110 (Copy)

Poniedziałek

P1050235 (Copy)

Plan na poniedziałek był niesamowicie prosty: park tygrysów syberyjskich i świątynia konfucjanizmu, największa w całych północno wschodnich Chinach.

P1050244 (Copy)

W internecie znajdują się różne drogi opisujące dojazd do parku tygrysów i wszystkie są bardzo skomplikowane. Życie jednak jest o wiele prostsze, wystarczyło bowiem wejść w jeden autobus i dojechać nim do końca linii, czyli praktycznie na drugi koniec Harbinu, a potem przejść się paręset metrów. Żadnych kłopotów.

Wykupiliśmy bilety łącznie z przejazdem w autobusie i…

Kurczę, było warto.

Dla takich widoków:

P1050248 (Copy)

Albo takich:

P1050297 (Copy)

Czy takich:

P1050304 (Copy)

Jeźdżimy sobie samochodem a tutaj po drodze pałętają się, lub grzeją tygrysy, lwy. Czasem z drogi nie chcą zejść, czasem podchodzą do samochodu, niesamowite przeżycie. Porównywalne do tego z Chengdu gdy z bliska zobaczyłem pandy.

P1050323 (Copy)

A potem można sobie pochodzić wokół wybiegów i wygląda to tak jak na tym filmie:

http://youtu.be/Re8wyiiGbrk

Od początku byłem nastawiony że kupię kurę i rzucę ją tygrysom na pożarcie. Bryan był tym niezwykle podekscytowany. Przy pierwszej i jedynej okazji kupiliśmy kurę, którą chwyciłem za skrzydła i niosłem na żer.

P1050449 (Copy)

Skłamałbym mówiąc że nic się we mnie nie ruszyło. Mógłbym napisać że byłem podekscytowany jak dziecko, ale prawdę mówiąc ściskało mnie gdy patrzyłem na tę kurę. Ona sama chyba też wiedziała że to będzie Jej koniec. Ściskało mnie w dołku bo nigdy nie skazałem żadnego stworzenia na pewną śmierć. Odwlekałem ten moment jak tylko mogłem, nawet zrobiłem Jej zdjęcie:

P1050356 (Copy)

A z dołu patrzyło na mnie to:

P1050355 (Copy)

I wrzuciłem Ją do rury…A Ona jeszcze próbowała się skrzydłami zatrzymać, to był najgorszy moment dla mnie.

P1050393 (Copy)

Chwilę potem tygrys chwycił kurę i zaczął uciekać, pozostałe go goniły, ale w końcu się poddały, a on zaczął ją dzielnie obdzierać z piór.

P1050394 (Copy)

P1050530 (Copy)

Masa zdjęć, super przeżycie, tylko jakoś tak już inaczej niż przedtem…

P1050413 (Copy)

Do świątyni dojść się nam nie udało, Bryan był zmęczony i ewidentnie nie chciał tam iść, cóż, ja tam jeszcze wrócę więc to nie był problem.

P1050430 (Copy)

Poszliśmy szukać księgarni, ale polegliśmy i pokonani wróciliśmy do Changchun.

P1050540 (Copy)

Sobota

P1040676 (Copy)

I znowu nie było piersi z kur…
Były natomiast mieszkania z balkonami na sąsiedniej ulicy, nie mogłem więc odpuścić sobie okazji by tam wejść i zrobić kilka zdjęć z góry:

P1040692 (Copy)

Wygląda to tak jak wygląda, czyli nie za ciekawie. W gruncie rzeczy to nie spotkałem jeszcze nikogo kto przyjechał z innej części Chin i powiedział że to miasto jest ładne.

P1040682 (Copy)

Obojętnie czy pytam uczniów którzy przyjechali z drugiego końca kraju, czy też ludzi na siłowni z tej samej prowincji, ale innego miasta. Nikomu się Changchun nie podoba.

P1040679 (Copy)
Ja sam spodziewałem się czegoś zupełnie innego. W zamyśle ta droga prowadząca przez całe miasto to super pomysł, ale w praktyce średnio się to sprawdza jak dla mnie.

P1040689 (Copy)

Zwłaszcza w godzinach szczytu. Owszem, na wiosnę gdy wyciągnę meridkę to będzie super bo nie będzie przede mną żadnych zakrętów, ale na razie jest to dość kłopotliwe. Fajne są te ronda rozchodzące się na kilka innych ulic, dzięki czemu orientowanie się w tym mieście nie jest zbyt trudne, czuć jednak że coś jest inaczej niż w innych miastach.

P1040684 (Copy)

Nie jest to miasto budowane na wzór prostokąta jak te stare miasta na południu, lub nowe budowane na wzór starych. Changchun to miasto zbudowane na modłę japońską. Z ‘dużą’ ilością parków i zieleni. ‘Dużą’ bo dla mnie są to ilości znikome. Mam tylko nadzieję że gdy semestr się skończy będę mieć okazję ruszyć gdzieś w głąb miasta i trochę je lepiej poznać.

P1040697 (Copy)

Owszem, nie traktuję je jako domu, a zaledwie jako mieszkanie, ale gdy mam przed oczami Bryana, który pracuje tu trzeci semestr a nie wie nawet gdzie jest dworzec to trochę mi mina rzednie. Nie powinienem Go krytykować bo w sumie po tych kilkunastu miesiącach mój chiński jest w dalszym ciągu żenujący, ale w tym semestrze naprawdę, ale to naprawdę się poprawił, głównie dzięki moim studentom którzy ciągle próbują do mnie mówić po chińsku. A Bryan dowie się jutro gdzie jest dworzec.

P1040700 (Copy)

Jutro ruszamy z Bryanem do Harbinu i będzie to pierwsza z kilku nadchodzących krótkich podróży. Mam taki plan malutki by cały styczeń spędzić wyjeżdżając gdzieś do okolicznych miast i miasteczek. Styczeń to dość kiepski pomysł na zwiedzanie północno wschodnich Chin, ale skoro nie mam zajęć to co zrobić w tym zimnym i bezśniegowym mieście?

Sprawdziany #1

P1040642 (Copy)

Środy są pełne akcji, pisałem o tym już wielokrotnie, bo nie jest to akcja znana z Jiawang gdzie z dzieciakami przebywałem cały dzień, rozmawiałem i jeszcze miałem czas na jakieś przemyślenia. Tutaj środą są pełne akcji w inny sposób. Akcja tutaj oznacza zajęcia, autentyczną próbę nauczenia czegoś. Nie zawsze takie próby kończą się sukcesem, ale przynajmniej próbuję.

Dzisiaj nawet tych prób nie było bo były sprawdziany.  Sprawdzian o tyle inne, że ustne i trwające pełne 90 minut, a za każdym razem obawiałem się że nie zdążymy. Walka z czasem będzie nie lada wyzwaniem w tym tygodniu. Zwłaszcza gdy patrzę na ilość zadań które przyjdzie mi sprawdzić przed wyjazdem do Harbinu. Będzie ciężko się z tym wszystkim zmieścić do soboty, ale spróbuję i powinno być dobrze.

P1040643 (Copy)

Studenci dostali zadania które lubię czyli musieli napisać coś o swoim marzeniu, ale jeszcze nie miałem nawet okazji by się temu przyjrzeć. Jeżeli tylko znajdę tam coś ciekawego, a znajdę na pewno bo to fascynujący młodzi ludzie to się z Wami podzielę. Dzisiaj, na szczęście, nie ściągali chamsko, ale sobie ładnie pomagali, gdy widziałem co się dzieje to uwagę zwracałem, ale wszystkiego nie zobaczę. Nie mam też pretensji, bo w końcu ten przedmiot nie jest dla Nich ultra ważny. Co prawda to że nie jest ważny nie znaczy że nie powinien być traktowany jako istotny, ale widać mentalność studentów udziela się mentalności wykładowców, albo wszystko zaczyna się jeszcze od dyrekcji . Dość powiedzieć że zdjęć z konkursu na przemowę dalej niema na stronie, która jest aktualizowana kilka razy na tydzień.

P1040640 (Copy)

Kilkoro studentów zaskoczyło mnie dzisiaj ogromnie, kilkoro zaskoczyło mnie trochę, ale wszyscy zaskoczyli mnie na plus. Poradzili sobie z najprostszymi pytaniami i teraz wiem że przynajmniej zapytani o imię i samopoczucie sobie poradzą. Wiele więcej mi nie potrzeba. Owszem, nie pogniewałbym się gdyby się nauczyli jeszcze czegoś czego Ich uczyłem, ale w gruncie rzeczy nie oczekuję zbyt wiele. Grunt że uczą się czegokolwiek i jakieś tam postępy, w moich oczach, robią.

Pierwszy dzień wolny

P1040534 (Copy)

Plan na dzisiaj był całkiem prosty: zrobić to co robię zawsze w poniedziałek, czyli siłownia, zakupy, a do tego spróbować kupić słuchawki.

P1040540 (Copy)
Prawdę mówiąc to wstrzymałbym się jeszcze z zakupem słuchawek gdyby nie to zamarznięte jezioro z wczoraj. Napełniło mnie taką energię że postanowiłem ponownie przez nie przejść by dojść do ronda na którym znajduje się Carrefour. Dokulałem się do sklepu z myślą że może znajdę tam coś w miarę normalnego, bo nigdy nie wiadomo co się kryje w chińskich odpowiednikach zachodnich sklepów.

P1040558 (Copy)
W Carrefourze, którego chińska nazwa oznacza dosłownie skrzyżowanie, były pustki. Parę proszków do prania, ale ogólnie to sklep wyglądał jakby był przygotowywany do zamknięcie, oczywiście te same zielone kasy jak w Polsce i zapewne wszędzie indziej na świecie, ale te pustki mnie przeraziły, zresztą cała galeria była opustoszała. Przy wejściu widniała tablica z trzema najlepszymi sklepami z których żaden już nie był otwarty…Tragiedia.

P1040560 (Copy)

A skoro Carrefour mnie zaskoczył, postanowiłem chwycić autobus i podjechać na dworzec by poszukać czegoś w okolicy. Jak postanowiłem tak uczyniłem, na dworzec nie dojechałem bo dotarłem do miejsca gdzie znajduje się kilka sklepów elektronicznych, takich chińskich media marketów tylko że na kilku piętrach i postanowiłem się porozglądać za słuchawkami.

P1040562 (Copy)

Znalazłem idealne, z niechińskiej firmy (chociaż to bez znaczenia bo i tak robione w Chinach) zakładane za uszy. Reszta mnie nie obchodzi. Nie jest dla mnie to jaką mają moc, jak sobie radzą z dźwiękiem, dla mnie liczy się tylko długość kabla i to jak się je zakłada.

P1040588 (Copy)

Cenowo były super, znacznie poniżej budżetu, także chciałem je wziąć, ale jak to bywa w sklepach tego typu w Chinach, trzeba podejść do Pani, Pani da karteczkę z która trzeba iść do kasy, w kasie trzeba zapłacić i dopiero z kwitkiem można odebrać przedmiocik. Przesympatyczna Pani Chinka sama podeszła do mnie i poszliśmy do kasy.

P1040582 (Copy)

Tam okazało się że cena jest inna, dużo wyższa niż zakładana. Postanowiłem więc wrócić na dół i wziąć inne. Z dłuższym kablem, ale nauszne. Całkiem nauszne, olbrzymie. Nie wiem jak w tym będę biegał jutro, ale hej, wszystko przede mną.

P1040570 (Copy)

Z powrotem postanowiłem wrócić autobusem, ale pech chciał że idąc poruszałem się szybciej niż one jadąc, stwierdziłem więc że przejdę się wieczorem po jeziorze. W końcu mi się spodobało, w końcu odnalazłem w tym mieście coś co mnie nie odrzuca całkowicie i nie sprawia że jest dla mnie szare w szarym.

P1040579 (Copy)