Na początek chciałbym Was przeprosić bo dzisiaj apdejtu z Harbinu nie będzie. Na to przyjdzie Wam poczekać, mam nadzieję że niezbyt długo, ale najzwyczajniej w świecie nie wiem jak długo. Może uda się już dzisiaj zacząć pisać, może dopiero jutro. Jedno jest pewne, zrobię wszystko co w mojej mocy byście dostali te notki z trzech dni jeszcze przed moim wyjazdem do Baihe, bo jak przyjdzie mi nadrabiać i ten wyjazd i tamten to sobie najzwyczajniej w świecie nie poradzę.
Także środa. Środa jak to środa, prawie jak poniedziałek, ale nie do końca. Zajęcia spokojnie lecą i mijają, a śnieg za oknem prószy. Studenci smutni i źli bo dzisiaj jest zimno. I to już tak naprawdę zimno, tak zimno jak gdy w Polsce jest zimno. TO już nie to samo co parę dni temu, dzisiaj nawet gdy słońce wyszło zza chmur to było zimno. To wszystko zapewne z powodu wczorajszych opadów śniegu, bo jak wszyscy wiedzą, zawsze po deszczu jest chłodniej.
By opisać jak jest zimno niech wystarczy za komentarz to, że nawet ja ubrałem polar na moment w czasie zajęć, a normalnie mam na sobie tylko pierwszą warstwę i podkoszulek. Z drugiej strony, w Jiawang zdarzały się dni gdy uczyłem mając na sobie kurtkę. Tak…to jest różnica między południem a północą, tutaj zimy są na dworze irytująco zimne, a na południu zimy w pomieszczeniach są irytujące zimne. Nie do pomyślenia jak dla mnie.
Już chyba wiem gdzie się podziały wszystkie kurczaki w Chinach – są nimi karmione tygrysy w Harbinie, bo to przecież niemożliwe żeby nigdzie nie można było dostać piersi z kury…
EDIT
A jednak Was nie przepraszam bo udało mi się tę notkę napisać i znajduje się poniżej. Miłego czytania




