Dwie scenki

P1120870 (Copy)

Numer jeden.
Wchodzi sympatyczna nauczycielka, która na początku semestru zastępowała Becky.
– Widzę że zmieniłeś ostatnio swój styl nauczania.
– No tak, bo co ja mam z Nimi zrobić jak Oni mnie nie słuchają, nie noszą książek i absolutnie nie wykazują chęci zmiany.
– Powinieneś do Nich wyjść z pozycji władzy.

P1120871 (Copy)

Może powinienem, ale tego nie zrobię. Nie jestem takim nauczycielem. Wiem że zawaliłem ten semestr, ale wiem co robić by taka sytuacja się nie powtórzyła i chociaż może wyjście z nastawieniem róbcie bo ja jestem pan nauczyciel zdałoby egzamin to nie jest to mój styl i byłoby to wbrew mojej filozofii prowadzenia zajęć.
– Powinieneś być bardziej jak nauczyciele z Chin.
Taki to ja nie będę na pewno. Nie mamy nawet o czym rozmawiać.
– Powinieneś zawsze prowadzić zajęcia w ramach by studenci wiedzieli co się dzieje.
I prowadzę. Zawsze jest PPP prezentacja, praktyka, produkcja, a przynajmniej była dopóki cokolwiek robiliśmy.

P1120872 (Copy)

– Powinieneś Im powiedzieć od czego zależy Ich ocena to będą się o nią starać.
Nie, nie będą. Powiedziałem że będą sprawdziany co trzy tygodnie i zadania domowe. Chociaż może jeszcze w przyszłym roku wprowadzę pracę na lekcji.
– Oni zawsze powinni wiedzieć co się dzieje na lekcji.

P1120873 (Copy)

I to się bardzo łatwo mówi osobie której ojczystym językiem jest chiński i która angielskiego uczy po chińsku. Naprawdę bardzo łatwo jest zapomnieć, że Oni najzwyczajniej w świecie nie rozumieją co się do Nich mówi, więc jak mają rozumieć ramy zajęć, jak mają rozumieć system oceniania, jak mają w końcu rozumieć co obecnie robimy, skoro ja to wszystko mówię po angielsku?
A nawet w poprzednim semestrze gdy poświęciłem na Nich mnóstwo energii nie wyszło z tego wiele pożytku.

P1120878 (Copy)

A skoro nie wyszło, to po co angażować większe koszta, skoro mniejszymi można osiągnąć ten sam efekt? Nawet wydaje mi się że lepszy bo w tym semestrze znacznie więcej czasu poświęciłem na rozwój studentów którzy faktycznie chcieli się czegoś nauczyć. A jeszcze w poprzednim semestrze ambitnie chciałem uczyć wszystkich. Jak tu uczyć wszystkich, lub większość, skoro większość ma Cię w nosie.

P1120880 (Copy)

Numer dwa.
Student mówi.
– Powinieneś starać się nawiązać więcej kontaktu ze studentami w czasie zajęć.
– Przecież Oni nie rozumieją języka w jakim mówię…
– Ach…no tak, prawda.

P1120882 (Copy)

To są wszystko fajne rady, ale ja po prostu straciłem chęci i motywację do nauczania tych studentów. W małej szkole jeszcze mi się chce, ale w koledżu to klęska. Nie poradziłem sobie w tym drugim semestrze, ale wiem o tym doskonale i nie dopuszczę do czegoś takiego w nowym miejscu pracy.

P1120883 (Copy)

A potem rozmawiałem i z Chloe i z Becky o tym że być może Jamie wróci do pracy w koledżu od przyszłego semestru i żadna z Nich nie była zadowolona. To w ogóle materiał nie na bloga, bo takie obgadywanie ludzi nie jest w moim stylu, chyba że chodzi o Miguela, ale facet ostro zalazł Im za skórę. Widać firma ma poważne problemy kadrowe skoro znowu Go tu przyślą.

P1120885 (Copy)

Czwartkowe poranne bieganie

P1120860 (Copy)

Po tych kilku ostatnich ciężkich biegach dzisiaj przyszła pora na taki bieg całkiem przyjemny. Zanim zacząłem garmin powiedział że mu się bateria kończy, ale że do tej pory nie narzekał to liczyłem na to że sobie poradzi jeszcze tę godzinę. Zacząłem spokojnie, wolno, wręcz do tego stopnia że sam nie mogłem uwierzyć jak wolno, ale w gruncie rzeczy to dobrze, nie było potrzeby by biegać szybciej. Nie chciałem dzisiaj znowu biec do parku, zauważyłem że bieganie w tamtym kierunku męczy mnie psychicznie, więc cały poprzedni wieczór biłem się z myślami o tym gdzie by tu pobiec, jaką by tu trasę obrać, ale garmin zdecydował za mnie. Rozładował się praktycznie tuż pod bramą stadionu przy uniwersytecie więc wbiegłem na bieżnię i wykręciłem dwadzieścia kółek po najbardziej zewnętrznej trasie z możliwych.

P1120862 (Copy)

Początkowo chciałem zrobić 10, może 15, a skończyło się na 20, ale z każdym kolejnym kółkiem czułem się coraz lepiej i chciałem biec jeszcze. Nie wiem ile jest w tym zasługi takiego psychicznego odpoczynku od parku, a ile pogody, która mnie dzisiaj z rana rozpieściła i skryła słońce za chmurami a do tego dodała lekką nadzieję na deszcz. Ogólnie to było fajnie, naprawdę fajny bieg który dał mi sporo oddechu i jeszcze więcej nadziei na lepsze bieganie w najbliższym czasie. A czasu tego pozostało już raptem 18 dni. A potem to już bieganie w parku, ale chorzowskim.

P1120863 (Copy)

Dzisiaj znowu olewka totalna. Nikt nie przyniósł książki. NIKT! Na jakieś sto studentów w trzech grupach…nikt. I uznałem że nie ma sensu się denerwować. Wytłumaczyłem Im żeby wybrali temat, Becky i Chloe przetłumaczyły, a resztę zajęć przegadaliśmy. Bo po co mam się denerwować.
Jak powiedziała Carrots:
– To jest nieważne.
I w sumie prawda. To jest nieważne. Nieważne będzie jeszcze przez jeden dzień. Potem prezentacje, które pewnie nie zajmą tych dwóch tygodni, ale trzeba mieć jeden tydzień zostawiony dla maruderów, którzy z pewnością pojawią się za tydzień myśląc że jest ostatni egzamin i nie zdążą się zaprezentować. A to już nie mój problem. Inna sprawa, że mając tylko jedną ocenę to i cudów nie zdziałają.

P1120864 (Copy)

Becky wysłała dzisiaj studentów by kupili lody.
– Wiesz co? Tydzień temu jedna ze studentek powiedziała mi że nie dałam nikomu słodyczy, a przecież wyszłam za mąż.
-?
– To taki bardzo stary chiński zwyczaj, o którym zapomniałam. Powinno się wszystkich wokół obdarować słodyczami.
– Ha…raz, gdy jeszcze pracowałem w Polsce dawałem dzieciakom cukierki za dobre odpowiedzi. Przez dwa tygodnie uważały i starały się tylko dobrze odpowiadać. A potem cukierki się skończyły i magia zniknęła.
– Nie wiem czy na tych tutaj cokolwiek by podziałało.
Też nie wiem…

P1120866 (Copy)

Chciałbym przy okazji pochwalić Aeroflot, którym będę wracał do Polski bo zaraz po zarejestrowaniu się na Ich stronie pozwolili mi dodać moją obecną rezerwację do profilu. Taka fajna opcja której nie doszukałem się ani w Lufthansie, ani w Qatar Airways. Także Aeroflot zarobił u mnie plusa. Oby tylko miejsca w tym Airbusie było sporo.

Żale

P1120846 (Copy)

MNÓSTWO ZŁEJ ENERGII

Nigdy w życiu nie czułem takiej bezsensowności mojej pracy jaką czuję teraz. Ba, takiego poczucia ze tracę swój czas. A ja praktycznie cale wakacje po pierwszej klasie ogólniaka spędziłem prowadząc wirtualna drużynę piłkarską co większość społeczeństwa uznałaby za marnowanie czasu. Kilka lat swojego życia poświeciłem na pisanie o grach co tez większość społeczeństwa mogłaby uznać za marnotrawstwo czasu.

P1120850 (Copy)

Nie potrafię sobie przypomnieć innych czynności które sam uznałbym za marnowanie czasu. Ktoś może powiedzieć ze bieganie to strata czasu, podobnie pisanie czy nawet robienie zdjęć. I w sumie dla wielu ludzi tak by było. Dla mnie to są jednak sprawy ważne więc nie traktuje ich w kategorii straty czasu.
Siedząc natomiast w trakcie zajęć na których nikt mnie nie słucha uważam, że ten czas jest zmarnowany. I przez studentów i przeze mnie. Co z tego ze mi zapłacą skoro nie jest to moim głównym celem w tym zawodzie. Tak siedzę i myślę o innych rzeczach które mógłbym robić i to jest okropne bo przecież ja to uwielbiam…a jednak czuje jak ta moja pasja ucieka ni przez palce z powodu olewawczego stosunku studentów.

P1120854 (Copy)

Wiedziałem ze nauczyciele potrafią odebrać ochotę do nauki, domyślałem się ze to działa dwubiegunowo i może się nauczycielowi odechcieć z powodu uczniów, ale nigdy nie sadziłem ze spotka to mnie. A spotkało i sobie z tym nie poradziłem. Gdy Oni zaczęli olewać nie potrafiłem zmotywować ani Ich ani siebie. Bo jak tu prowadzić konwersacje gdy nikt nie chce mówić. Nikt…
W takich sytuacjach słychać porady typu – skup się na tych którzy uważają. Tylko na kim ja się mam skupić? Nawet chińska asystentka nie uważa. A Oni nie rozumieją o co chodzi z tymi prezentacjami i będzie płacz za tydzień i dwa.

P1120855 (Copy)

Zawaliłem ten drugi semestr. O ile w pierwszym walczyłem twardo, skakałem, rozdawałem kartki, długopisy i chodziłem po sali męcząc Ich, zmuszając do wyłączenia telefonów, tak w tym semestrze poniosłem porażkę i bardziej tutaj przegrałem ze sobą. Nie wiem czy czegokolwiek Ich nauczyłem, w poprzednim semestrze jeszcze się mogłem łudzić, ale w tym nie mam już żadnych złudzeń. Im się przestało chcieć, a ja nie byłem w stanie nic z tym zrobić. I to nawet nie jest najgorsze. Najgorsze jest to że się poddałem i przestałem się starać. Zostały mi jeszcze dwa dni i jeszcze będę próbować by chociaż te ostatnie zajęcia były sensowne, ale nie ma już we mnie wiary w jakąkolwiek zmianę.
Na szczęście ten marazm potrwa jeszcze tylko tydzień a potem tylko prezentacje i koniec.

P1120856 (Copy)

A dla odmiany w małej szkole zajęcia poszły całkiem przyjemnie. Co prawda więcej mówiliśmy po chińsku bo dzieciaki chciały mnie nauczyć słówek, ale w końcu Lucy się rozpromieniła, a Bill wszystko mi sensownie tłumaczył. Do Nich udało mi się dotrzeć, chociaż też myślałem że przegrałem. I widzę że Oni się chociaż czegoś nauczyli przez ten rok. Z tego jestem zadowolony.

Straszy

P1120826 (Copy)

Od południa tak straszy że będzie padać. Straszy, straszy ale nie pada…a przydałoby się bo duchota straszna. Wczoraj prognoza pogoda mówiła że w środę ma być prawdziwa ulewa, ale dzisiaj zrobił się z tego przelotni deszcz, także nici z oddechu dla ziemi.
Z samego rana poszedłem biegać i biegło mi się lepiej niż wczoraj.

P1120837 (Copy)

Jakoś tak lżej, ale to dalej nie jest to co było i miałbym się czym przejmować gdybym był skupiony na jakimś celu biegowym. A że nie jestem to średnio mnie to rusza. Pobiegałem tyle ile miałem ochotę pobiegać, ale obiecałem sobie że wbiegnę pod górę przed mieszkaniem. I wbiegłem. Ot taki mały sukces. Takie rzeczy też są ważne dla psychiki.

P1120828 (Copy)

Ludzi w parku bez liku. Wszyscy chodzą, grają w siatko nogę, tenisa, badmintona, tańczą…no to są właśnie Chiny gdzie ludzie niezależnie od wieku wychodzą z domów i coś ze sobą robią. To jest ogromny przeskok kulturowy, ale taki bardzo pozytywny, do którego można się bez problemu przyzwyczaić i wręcz odnaleźć w nim motywację.
Mam tylko nadzieję że w mojej nowej miejscowości będą jakieś porządne miejsca do biegania. Na park nie liczę, bo to akurat mi się w Changchun udało, ale chociaż jakieś pola w pobliżu, albo mało uczęszczane drogi. W najgorszym wypadku pozostanie mi bieganie na bieżni, lub bieg w odwiedziny do Czerwiec i powrót autobusem.

P1120830 (Copy)

Straszyła dzisiaj nie tylko pogoda a także moja pamięć. O dwunastej trzydzieści przypomniało mi się że miałem kupić bilet do Pekinu o jedenastej. Gdzieś tam w głowie kiełkowała nadzieja że to pociąg D, czyli ten prawie najszybszy a przez to drogi, a z nimi z reguły nie ma problemów jeżeli chodzi o biletu. Nie ma, bo nikt się na nie nie rzuca. Wszyscy podróżują jakimiś K/T/lub bez numerów które są tańsze ale i wolniejsze. Ja natomiast uznałem że moja ostatnia podróż przed powrotem do Polski powinna być jak najbardziej komfortowa i szybka. A w opozycji do pociągu D było szlajanie się przez czternaście godzin po Pekinie z walizką i plecakiem.

P1120832 (Copy)

Zorientowany o popełnionym błędzie ruszyłem go naprawić i udało mi się dorwać bilet na 6 lipca. Podróż potrwa 6 godzin zamiast jedenastu i nie będzie znanej z tańszych pociągów walki o miejsce na walizkę. W tych pociągach droższych nie ma z tym najmniejszego problemu. Płacisz, wymagasz.

P1120833 (Copy)

I teraz przypomniała mi się historia z drugiego dnia pobytu w Changchun. Chciałem kupić bilet do Changchun, ale jedyne jakie mi pasowały żeby nie przyjechać za późno to G i D. Pani w kasie na dworcu zachodnim w Pekinie odsyłała mnie do kasy tutaj mówimy po angielsku (nie, nie mówili) w której przedstawiono mi sytuację na obrazku: albo kupujesz pierwszą klasę, albo nie jedziesz tym pociągiem.

P1120839 (Copy)

Jak mus to mus, na takie właśnie sytuacje miałem zostawione pieniądze i trzeba było z nich skorzystać. Pojechałem więc pociągiem G w pierwszej klasie (tak pustego pociągu to jeszcze nie widziałem) i dnia drugiego moja szefowa pyta się mnie:
– Wow! Jechałeś w pierwszej klasie! Jak to wygląda?
I nagle to odbieranie wypłaty na parkingu w samochodzie dopełnia obraz firmy.

P1120835 (Copy)

Poniedziałkowe bieganie

P1120802 (Copy)

Dzisiaj to zaakceptowałem. Pogodziłem się z tym że jestem wolny i nie jestem aż tyle silny by wbiec z powrotem pod tę górkę. Zrozumiałem to i od razu żyje mi się lepiej.
Dotarło do mnie że wcale nie muszę sobie czegoś udowadniać, że nie muszę zawsze kończyć biegu w super tempie, każdorazowo pokonywać swoich słabości, ani wygrywać za każdym razem. Owszem, fajnie jest gdy tak się dzieje, ale wcale nie jest to coś co się musi dziać. Zwycięstwo przestaje być zwycięstwem gdy staje się normalnością. To uwaga pierwsza. A uwaga druga jest taka że ja teraz przecież nie trenuję a jedynie biegam dla zdrowia. Tak dla samego z siebie z czystej radości biegania i jak mi się nie chce biegać więcej to najzwyczajniej w świecie nie będę biegać więcej.

P1120819 (Copy)

A dzisiaj mi się chciało średnio. Zrobiłem błąd taki że zjadłem śniadanie i odczekałem godzinę. Błąd dlatego że tutaj te godziny są poprzeinaczane i o 7 słońce jest tak naprawdę wysoko i grzeje dość ostro. Do tego duszno i w konsekwencji lało się ze mnie jak rzadko. I tak sobie biegałem po parku spocony i zmęczony. A bardziej truchtałem bo tempo było truchtowe, ale mi z tym dobrze, nie narzekam, cieszę się z tych przebiegniętych 13 kilometrów. Jutro pobiegnę bez śniadania i zobaczymy jak to będzie o tej szóstej. Mam nadzieję że bardziej znośnie.

P1120807 (Copy)

Wczoraj wieczorem nad Changchun przeszła burza, dzisiaj jest tylko ten straszny upał i duchota. Aż ciężko się oddycha, człowiek się do wszystkiego lepi…zresztą sami wiecie jak to jest. Plus tego miasta jest taki że nie jest aż takie duże jak Pekin i nie lepisz się tak bardzo do innych ludzi w środkach transportu masowego.

P1120812 (Copy)

Dzisiaj rodzice, a konkretniej mamy, uczniów z SSAT przyszły wybadać jak tam Ich pociechy, ale głównie pod kątem wychowawczym. To taki śliski grunt, bo powiedzieć że momentami przesadzają to jedno, ale powiedzieć że przesadzają bo pozwalam Im na sporo luzu to drugie. Wierzę w odpowiedzialność tych dzieciaków i Ich samodzielność, bo przecież za parę miesięcy będą mieszkać w USA, z dala od domu i wraz z taką autonomią będą musiały same siebie motywować. O ile nie mam wątpliwości co do tego że jedyna dziewczyna w grupie sobie poradzi tak co do chłopaków to mam pewne wątpliwości. Zwłaszcza do takiego jednego bo Jego nastawienie jest takie…niestosowne do sytuacji.

P1120815 (Copy)

I taka scenka od dzieciaków z innych zajęć. Pokolorowały tukany i poszły je powiesić na ścianie. Dla najmłodszego, który do tej grupy nie pasuje zupełnie bo z alfabetem radzi sobie średnio, zabrakło pinezek i te starsze dzieciaki odesłały go do nauczycielki chińskiej. A On poszedł i nie wiedział co powiedzieć, więc się rozpłakał. Dopiero jak Go przytuliła i wygłaskała to powiedział że zabrakło pinezek.

P1120817 (Copy)

Święto psiego mięsa

NA KOŃCU WPISU SĄ DRASTYCZNE ZDJĘCIA

Odbywa się rokrocznie w okresie przesilenia letniego w miejscowości Yu Lin w prowincji Guangxi (Polska nazwa jest paskudna – Kuangsi). Tradycyjnie powinien rozpoczynać się w dniu przesilenia letniego i trwać tydzień. Tradycja ta ma co najmniej dwa tysiące lat, a mieszkańcy tej miejscowości wierzą że zjedzenie psiego mięsa w czasie najgorętszego dnia roku sprawi że będziemy zdrowi przez jego resztę.

Tradycja tradycją, ale nie wszystkim Chińczykom się to podoba. Wiele osób przyjeżdża do Yu Lin by wyrazić swój przeciw i wyrażają to między innymi zasłaniając słowo pies w sloganach restauracyjnych. I tak z pieczonego psiego mięsa robi się pieczone mięso. W tym roku (2014) festiwal zaczął się 14-go czerwca.

Strona internetowa Jing Hua Wang przeprowadziła ankietę i 51,8% osób które wzięło w niej udział jest za powstrzymaniem tego święta, 46,4% uważa że w jedzeniu psiego mięsa nie ma niczego złego, a 1,8%nie ma zdania.

Jedzenie psiego mięsa nie jest nielegalne, także Chiński rząd nie może niczego zrobić

W roku 2013 zabito ponad 10000 psów, z których większość porażono prądem lub obdarto ze skóry żywcem.
Psie mięso jest w dalszym ciągu uważane za pożywne zimowe mięso, oraz jako środek na kiepskie krążenie i impotencję.

Jeżeli przyglądaliście się dokładnie zdjęciom z Yanji to mogliście coś zobaczyć, w moim małym Jiawang też widziałem pewne rzeczy których zdjęć nie wrzucałem bo uznałem je za zbyt drastyczne, ale to co jest na północnym wschodzie to inna klasa. Dość powiedzieć że obok mieszkania mam dwie restauracje z psim mięsem. Jedną specjalizującą się tylko w zupach, a drugą wyglądającą na taką bardziej ekskluzywną.

stop-dog-meat

yu-lin-dog-meat

yu-lin-dog-meat-festival

Niedziela i przegapione #42

Ubikacja
Z jakiegoś powodu zaczęto zamykać drzwi w toalecie w małej szkole. Może inaczej. Ta toaleta znajduje się na korytarzu i dzielona jest między cały korytarz, czyli łącznie kilka firm, dwie szkoły i co najmniej jedną restaurację. Nie wiem jaka jest idea jej zamykania, ale skoro tak się dzieje to trzeba już to zaakceptować.
Problem pojawia się wtedy gdy będąc w środku ktoś zaczyna kręcić kluczem od zewnątrz i dokręca. A Ty próbujesz wyjść i odkręcasz. I uczestniczyłem w tej walce przez pięć minut. Pukałem w drzwi, słyszałem że ktoś kręci, więc i byłem słyszany, ale tego kogoś z drugiej strony to nie powstrzymywało. W końcu jednak ja się poddałem, a ten ktoś wygrał i otworzył drzwi. Przerażenia w oczach gdy pokazał się nagle obcokrajowiec – stwierdzono.

P1120799 (Copy)

Two broke girls
Jest taki amerykański serial komediowy o dwóch przyjaciółkach próbujących otworzyć, a teraz to już nawet prowadzących sklep z babeczkami. Jest tam też taka duża kobieta która ciągle powtarza że jest z Polski i często opowiada absurdalne historie o tym jak to jest w Polsce.
Parę dni temu dostałem maila od jednego z moich uczniów z SSAT z pytaniem czy to prawda? Wklejono obrazki na których ta postać mówi Ach wy i te wasze dziwne przysięgi małżeńskie, w Polsce przysięga małżeńska mówi ‘czy bierzesz sobie tę kobietę i może jeszcze inne jakieś za żonę?’.
Rany…

P1120800 (Copy)

Odd plus odd equals odd
Jednym ze słówek które miały dzieciaki z SSAT opisać było słówko odd, czyli nieparzysty, ale również inny, różny, odmienny. No i najlepsza uczennica w klasie napisała nieparzysta liczba plus nieparzysta liczba dają liczbę nieparzystą. Chris zapytał się czy to filozofia czy angielski, a ja tylko Jej napisałem 1+1=2, 3+3=6

P1120801 (Copy)

Niedziela
Jeszcze dwie.
I z rana dostałem wiadomość od Lucy z Jiawang. Pewnie nie pamiętacie dziewczyny która dała mi kota z elektrycznym wiatraczkiem i która chociaż na początku bała się rozmawiać to z czasem przychodziła do gabinetu coraz częściej i w końcu rozmawialiśmy praktycznie codziennie. Razem z Jej przyjaciółką.
I nagle zrobiło mi się tak smutno. Bo brak mi tych dzieciaków strasznie i jak One z tego Jiawang wyjadą to ja nie będę tam miał po co wracać. Bo chociaż fajnie jest odwiedzić stare miejsca, to jednak lepiej z ludźmi porozmawiać. A tych ludzi nie będzie wkrótce…Ale zrobiło mi się też smutno i wesoło zarazem bo Lucy o mnie pamięta. A to jest bardzo pozytywne. Naprawdę bardzo.
I trzecie smutek to taki że Changchun jest dla mnie zupełnie nijakie pod względem uczniów. Z jednej strony mam dzieciaki z którymi mogę pogadać i które mają jakieś tam zainteresowania, ale głównie są to gry w które ja nie gram bo są dla mnie zbyt…no zbyt nijakie. A z drugiej strony mam dzieciaki i studentów z którymi nie mogę porozmawiać bo Ich angielski nam na to nie pozwala.
Chociaż za kilkoma studentami będę tęsknił to jednak z powodu opuszczenia reszty jest mi niezwykle wszystko jedno i to mnie trochę boli. Że nie nawiązałem z Nimi żadnej nici porozumienia, żadnych emocji, ani pozytywnych, ani nawet negatywnych. Ich losy są mi całkowicie obojętne. A przecież rok razem spędziliśmy i to tak być nie powinno…chociaż jest. I tak mi właśnie trochę smutno że jednak nie jest mi smutno. Pogmatwane.

Coś jest nie tak

P1120778 (Copy)

Albo zbliża się jakaś choroba, co jest możliwe bo boli mnie gardło i jestem ciągle zmęczony, albo muszę coś zmienić bo dzisiaj to była tragedia. Może przesadzam, bo jednak te czternaście przebiegłem, ale do mieszkanie maszerowałem przez 2 kilometry bo głowa odmówiła. Naprawdę głowa odmówiła. Ciało jeszcze by mogło, ale głowa powiedziała dość, stop i zacząłem iść. Jeszcze rok temu powiedziałbym że to dziwne, ale w tym roku takich sytuacji już kilka miałem gdy głowa stwierdziła że rezygnujemy z biegania i zarządziła spacer.

P1120781 (Copy)

Z głową nie ma co walczyć, tego się nauczyłem. Z mięśniami można, ale gdy głowa odmawia to nie ma nawet jak walczyć. Aż do tego roku nie miałem takich problemów, nie miałem sytuacji w której głowa mówiłaby żeby olać i nie biec. Znaczy miałem, kurczę chyba każdy ma, ale nie miałem tak żebym tę walkę przegrywał.

P1120783 (Copy)

Do tej pory byłem przekonany że te walki wygrywam bez problemu. Może właśnie tu leży problem, że do tej pory wygrywałem je bez problemu. Wychodziłem biegać i robiłem ileśtam kilometrów niezależnie od tego czy głowa mówiła by odpuścić czy też nie mówiła, a teraz…no dalej robię, ale czasem odpuszczę.

P1120785 (Copy)

Dzisiaj odpuściłem bo czułem że coś z kolanami jest nie tak. Nie powinno być a było i gdzieś tam w tle musiał pojawić się głos mówiący żeby odpuścić bo nie warto sobie kolan rozwalić. Nie rozwaliłbym, ale…gdzieś ten głos musiał się pojawić.
Pojawiła się też myśl by tego maratonu w Polsce nie biec, odpuścić, a biegać tak dla siebie, dla zdrowia. Może to jest rozwiązanie. Zmniejszyć kilometraż skoro biegam teraz te cztery razy w tygodniu i biegać tak jak zakładałem parę miesięcy temu – dla zdrowia, dla samej przyjemności z biegania. Żadnych planów, maratonów, po prostu biegać. I tak chyba będzie najlepiej.

P1120788 (Copy)

Zgodnie z planem udałem się dzisiaj wysłać walizkę z rzeczami do Czerwiec. Wiedziałem gdzie mam się udać, ale nie byłem pewny numeru. Zaufałem google (jaki ja jestem strasznie naiwny ciągle) i ruszyłem na spotkanie z numerem 680. Na dzień dobry przywitał mnie numer 350 i nogi się pode mną ugięły bo walizka ma urwane kółko, które zostało gdzieś w Pekinie i jej transport nie jest jakoś ultra przyjemny (nie to co ta nowa). Na szczęście chwilę potem pokazał się numer 380 i zanim się zorientowałem byłem już przy 680, który był po przeciwnej stronie ulicy niż obiecały googlowskie mapy, ale to się dało przeżyć.

P1120793 (Copy)

Niepewnym krokiem wszedłem do środka i usłyszałem how can I help you? Co sprawiło że na moment zgłupiałem, bo jestem nieprzyzwyczajony do mówienia po angielsku poza szkołą że zajęło mi kilka sekund zanim doszedłem do siebie. Wyjaśniłem że chcę tę walizkę wysłać. Panowie zrozumieli, zapakowali, podali list przewozowy do wypisania, a potem sami wypisali widząc moje nieporadne próby pisania po chińsku. Niestety pojawił się problem, ale jak zwykle z pomocą przyszła Czerwiec i paczka już do Niej jedzie. 21,5 kilograma za 96 RMB. Niesamowite, po prostu niesamowite. Czuję że jeszcze coś mi zostanie do wysłania i wtedy też skorzystam z Ich usług.

P1120795 (Copy)

Go!

P1120752 (Copy)

Każdy język ma to do siebie że jest skontekstualizowany. Czyli wszystko zależy od sytuacji. Ty draniu oznacza coś innego gdy mówi się tak do nieznajomego, a co innego gdy w ten sposób zwraca się do starego znajomego (lub wielbłąda i ciekawe ile osób załapie to nawiązanie). Chiński nie jest tu wyjątkiem. To język w którym ryż zapisane jako 饭 oznacza zarówno ryż, jak i ryż gotowany, posiłek, oraz jedzenie ogólnie. I teraz tak: gdy ktoś się nas pyta czy jadłeś? To pyta Ni chi fan la ma? Czyli dosłownie czy jadłeś ryż? I są sytuacje w których to może faktycznie oznaczać czy jadłeś ryż, ale generalnie będzie oznaczać czy jadłeś.
Angielski oczywiście nie jest wyjątkiem. I tak go! Czyli idź, ruszaj itd. Ma dziesiątki znaczeń zależnych od sytuacji. W ogóle to ciężko czasem ten język ogarnąć właśnie z tego powodu bo jest tak bardzo skontekstualizowany.
I teraz scenka.
Ostatnie zajęcia, kiepska grupa, ja już mam serdecznie dość tego dnia (o czym za chwilę), po czym podchodzi student, siada i patrzy na mnie. Patrzy i czeka. Po chwili nie wytrzymuje i patrzy na resztę studentów i znowu na mnie. Ja już nie wytrzymuję i mówię go! W sensie ruszaj, odpowiadaj. A On mówi go! I się podnosi z krzesła i wraca na miejsce.
Ja w tym momencie nie wytrzymałem i zacząłem się histerycznie śmiać. Studenci też, ale Oni to rzadko kiedy rozumieją dlaczego i śmieją się tak dla towarzystwa.

P1120749 (Copy)

A mam tego dnia po dziurki w nosi bo czuję że zbliża się jakieś choróbsko, nos mam ciągle zatkany, czuję się paskudnie, a na dodatek studenci są do bólu leniwi i nic Im się nie chce. Ale tak zupełnie nic, że dopiero na sprawdzianach pokazują że potrafią cokolwiek. I to cokolwiek wcale nie jest takie kiepskie jak w trakcie zajęć. To mnie właśnie najbardziej uderza, że gdy Im się chce to potrafią się przyłożyć i naprawdę porządnie zdać sprawdzian, ale w czasie zajęć odstawiają straszną, ale to straszną padakę.

P1120751 (Copy)

Odnośnie padaki.
Dostałem maila z mojego nowego college’u z informacją żebym się nie martwił, ale chwilowo gdzieś zapodział się list z informacją o moim kontrakcie. Ten który do Nich wysłałem miesiąc temu. Także nie martwiłem się, ale zadzwoniłem do szefowej i zapytałem czy nie wystawiłaby mi jeszcze jednego. Wystawi go jutro.
Godzinę później dostałem informację że mam się dalej nie martwić bo list się znalazł. Nie napawa mnie ta sytuacja ani optymizmem ani radością, ani ogólnie rzecz biorąc niczym, ale czasem każdemu z nas może się coś zgubić. Ot życie.

A z rana poszedłem biegać i jeszcze w sobotę spróbuję pobiec bez śniadania, ale to chyba będzie ostatni raz bo powoli robi się ciężko i to trochę za ciężko jak dla mnie. Bardzo mało radości, bardzo dużo walki. A chociaż walka jest fajna, to bieganie dla przyjemności z uśmiechem na twarzy jest fajniejsze.

Oni przychodzą myśląc że ostatni egzamin jest najważniejszy

P1120728 (Copy)

A prawda jest taka że jeżeli nie było kogoś na poprzednim teście to dostaje za niego zero punktów. Wszystkie testy warte są tyle samo punktów, do tego dochodzą punkty za zadania domowe, a w przypadku gdybym się wahał to decydująca będzie prezentacja. Czyli nawet jak zaliczą ją na maksimum a wszystko inne olali to cudownego zdania mojego przedmiotu nie będzie.
I taka rozmowa z najlepszą uczennicą z najgorszej grupy.
– Bo Oni myślą że jak zdadzą ostatni egzamin to zaliczą przedmiot.
– Wiem, ale się grubo mylą.
– U innych nauczycieli jest tylko jeden test.
– Wiem, ale u mnie są cztery i prezentacja więc mają tyle a tyle punktów do zdobycia.
– No tak, ale potem ona (wskazanie na Chloe, która wróciła z podróży poślubnej) i tak im podniesie ocenę i zdadzą.
I po co to wszystko tak naprawdę? Po co się męczyć, uczyć, czy w ogóle przychodzić skoro i tak wszystko będzie miało dobry koniec niezależnie od naszych starań. I tak od maleńkości bo w Chinach obowiązuję obowiązkowa promocja do klasy następnej. Czyli nawet jak olewasz naukę to do następnej klasy pójdziesz, chyba że chce Ci się zostać, to wtedy na własne życzenie zostajesz. A na studiach? U Czerwiec wyglądało to tak że na ostatnim roku zaliczali wszystkie przedmioty oblane w pierwszych dwóch terminach a w przypadku kolejnej klęski płacili jak za zboże. Zacnie.

P1120721 (Copy)

Jakoś te sprawdziany poszły, ale wytłumaczenie Im o co chodzi z prezentacjami przerosło moje możliwości, a że Chloe ciągle gdzieś wychodziła to dostaną o tym dokładną informację za tydzień. Razem z listą osób które mogą się przygotowywać.

P1120717 (Copy)

U Chrisa okazało się że jednak tylko tę sobotę mam wolną, a w następną mam już zajęcia, czyli nici z dwóch wolnych weekendów. Dobrze jest jak jest i ten wykorzystam na dostanie się do specjalnej firmy kurierskiej która pomoże mi dostarczyć przesyłkę do Xinzheng. W lipcu trzeba będzie jeszcze wytransportować meridkę i będzie wszystko z głowy.

P1120730 (Copy)

Odnośnie przesyłek, to dostałem dzisiaj ich mnóstwo, prawie wszystkie zamówione i bardzo się cieszę że doszły tego samego dnia bo to prawdziwa udręką tak chodzić i zbierać po jednej codziennie, a jak od razu wpadnie pięć to jest fajnie. Szkoda tylko że jeszcze nie mogę ich sprawdzić, ale i na to przyjdzie pora za parę tygodni.

P1120736 (Copy)

A skoro piszę o nowościach, to w szkole małej pojawił się nauczyciel francuskiego który uczy angielskiego. I jak na razie radzi sobie lepiej z tą środową grupą niż dwójka poprzednich nauczycieli. Takie przynajmniej odnoszę wrażenie bo nie słyszę zbyt wielu krzyków zza ściany. A to dobrze świadczy.

P1120741 (Copy)