Go!

P1120752 (Copy)

Każdy język ma to do siebie że jest skontekstualizowany. Czyli wszystko zależy od sytuacji. Ty draniu oznacza coś innego gdy mówi się tak do nieznajomego, a co innego gdy w ten sposób zwraca się do starego znajomego (lub wielbłąda i ciekawe ile osób załapie to nawiązanie). Chiński nie jest tu wyjątkiem. To język w którym ryż zapisane jako 饭 oznacza zarówno ryż, jak i ryż gotowany, posiłek, oraz jedzenie ogólnie. I teraz tak: gdy ktoś się nas pyta czy jadłeś? To pyta Ni chi fan la ma? Czyli dosłownie czy jadłeś ryż? I są sytuacje w których to może faktycznie oznaczać czy jadłeś ryż, ale generalnie będzie oznaczać czy jadłeś.
Angielski oczywiście nie jest wyjątkiem. I tak go! Czyli idź, ruszaj itd. Ma dziesiątki znaczeń zależnych od sytuacji. W ogóle to ciężko czasem ten język ogarnąć właśnie z tego powodu bo jest tak bardzo skontekstualizowany.
I teraz scenka.
Ostatnie zajęcia, kiepska grupa, ja już mam serdecznie dość tego dnia (o czym za chwilę), po czym podchodzi student, siada i patrzy na mnie. Patrzy i czeka. Po chwili nie wytrzymuje i patrzy na resztę studentów i znowu na mnie. Ja już nie wytrzymuję i mówię go! W sensie ruszaj, odpowiadaj. A On mówi go! I się podnosi z krzesła i wraca na miejsce.
Ja w tym momencie nie wytrzymałem i zacząłem się histerycznie śmiać. Studenci też, ale Oni to rzadko kiedy rozumieją dlaczego i śmieją się tak dla towarzystwa.

P1120749 (Copy)

A mam tego dnia po dziurki w nosi bo czuję że zbliża się jakieś choróbsko, nos mam ciągle zatkany, czuję się paskudnie, a na dodatek studenci są do bólu leniwi i nic Im się nie chce. Ale tak zupełnie nic, że dopiero na sprawdzianach pokazują że potrafią cokolwiek. I to cokolwiek wcale nie jest takie kiepskie jak w trakcie zajęć. To mnie właśnie najbardziej uderza, że gdy Im się chce to potrafią się przyłożyć i naprawdę porządnie zdać sprawdzian, ale w czasie zajęć odstawiają straszną, ale to straszną padakę.

P1120751 (Copy)

Odnośnie padaki.
Dostałem maila z mojego nowego college’u z informacją żebym się nie martwił, ale chwilowo gdzieś zapodział się list z informacją o moim kontrakcie. Ten który do Nich wysłałem miesiąc temu. Także nie martwiłem się, ale zadzwoniłem do szefowej i zapytałem czy nie wystawiłaby mi jeszcze jednego. Wystawi go jutro.
Godzinę później dostałem informację że mam się dalej nie martwić bo list się znalazł. Nie napawa mnie ta sytuacja ani optymizmem ani radością, ani ogólnie rzecz biorąc niczym, ale czasem każdemu z nas może się coś zgubić. Ot życie.

A z rana poszedłem biegać i jeszcze w sobotę spróbuję pobiec bez śniadania, ale to chyba będzie ostatni raz bo powoli robi się ciężko i to trochę za ciężko jak dla mnie. Bardzo mało radości, bardzo dużo walki. A chociaż walka jest fajna, to bieganie dla przyjemności z uśmiechem na twarzy jest fajniejsze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.