Coś jest nie tak

P1120778 (Copy)

Albo zbliża się jakaś choroba, co jest możliwe bo boli mnie gardło i jestem ciągle zmęczony, albo muszę coś zmienić bo dzisiaj to była tragedia. Może przesadzam, bo jednak te czternaście przebiegłem, ale do mieszkanie maszerowałem przez 2 kilometry bo głowa odmówiła. Naprawdę głowa odmówiła. Ciało jeszcze by mogło, ale głowa powiedziała dość, stop i zacząłem iść. Jeszcze rok temu powiedziałbym że to dziwne, ale w tym roku takich sytuacji już kilka miałem gdy głowa stwierdziła że rezygnujemy z biegania i zarządziła spacer.

P1120781 (Copy)

Z głową nie ma co walczyć, tego się nauczyłem. Z mięśniami można, ale gdy głowa odmawia to nie ma nawet jak walczyć. Aż do tego roku nie miałem takich problemów, nie miałem sytuacji w której głowa mówiłaby żeby olać i nie biec. Znaczy miałem, kurczę chyba każdy ma, ale nie miałem tak żebym tę walkę przegrywał.

P1120783 (Copy)

Do tej pory byłem przekonany że te walki wygrywam bez problemu. Może właśnie tu leży problem, że do tej pory wygrywałem je bez problemu. Wychodziłem biegać i robiłem ileśtam kilometrów niezależnie od tego czy głowa mówiła by odpuścić czy też nie mówiła, a teraz…no dalej robię, ale czasem odpuszczę.

P1120785 (Copy)

Dzisiaj odpuściłem bo czułem że coś z kolanami jest nie tak. Nie powinno być a było i gdzieś tam w tle musiał pojawić się głos mówiący żeby odpuścić bo nie warto sobie kolan rozwalić. Nie rozwaliłbym, ale…gdzieś ten głos musiał się pojawić.
Pojawiła się też myśl by tego maratonu w Polsce nie biec, odpuścić, a biegać tak dla siebie, dla zdrowia. Może to jest rozwiązanie. Zmniejszyć kilometraż skoro biegam teraz te cztery razy w tygodniu i biegać tak jak zakładałem parę miesięcy temu – dla zdrowia, dla samej przyjemności z biegania. Żadnych planów, maratonów, po prostu biegać. I tak chyba będzie najlepiej.

P1120788 (Copy)

Zgodnie z planem udałem się dzisiaj wysłać walizkę z rzeczami do Czerwiec. Wiedziałem gdzie mam się udać, ale nie byłem pewny numeru. Zaufałem google (jaki ja jestem strasznie naiwny ciągle) i ruszyłem na spotkanie z numerem 680. Na dzień dobry przywitał mnie numer 350 i nogi się pode mną ugięły bo walizka ma urwane kółko, które zostało gdzieś w Pekinie i jej transport nie jest jakoś ultra przyjemny (nie to co ta nowa). Na szczęście chwilę potem pokazał się numer 380 i zanim się zorientowałem byłem już przy 680, który był po przeciwnej stronie ulicy niż obiecały googlowskie mapy, ale to się dało przeżyć.

P1120793 (Copy)

Niepewnym krokiem wszedłem do środka i usłyszałem how can I help you? Co sprawiło że na moment zgłupiałem, bo jestem nieprzyzwyczajony do mówienia po angielsku poza szkołą że zajęło mi kilka sekund zanim doszedłem do siebie. Wyjaśniłem że chcę tę walizkę wysłać. Panowie zrozumieli, zapakowali, podali list przewozowy do wypisania, a potem sami wypisali widząc moje nieporadne próby pisania po chińsku. Niestety pojawił się problem, ale jak zwykle z pomocą przyszła Czerwiec i paczka już do Niej jedzie. 21,5 kilograma za 96 RMB. Niesamowite, po prostu niesamowite. Czuję że jeszcze coś mi zostanie do wysłania i wtedy też skorzystam z Ich usług.

P1120795 (Copy)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.