Bank, podejście drugie

W Chinach często szkoły wymagają posiadania konta w konkretnym banku by miesięcznie przelewać pensje. Częściej niż rzadziej wymagają tego uniwersytety. Rok temu nie było z tym problemów bo zażyczyli sobie ICBC w którym konto mam od 2012 roku, w dodatku konto zajebiste bo vipowskie założone przez znajomego Lydii.

P1210440

W tym roku było gorzej bo zażyczyli sobie Bank of China. Pisałem już o tym że stwierdzono że konta założyć nie można bo w Jiawang wpisali moje pierwsze imię a w paszporcie widoczne są oba imiona więc (rozkłada ręce) no nie da.

P1210441

Dowiedziałem się że mojego konta z ICBC użyć nie mogę bo musi być założone w Xiamen. Nie wiem kurczak pieczony co to za różnica, ale domyślam się że ma jakiś związek z transferami między prowincjami i dodatkowymi kosztami, ale głowy sobie nie dam uciąć. Dowiedziałem się również że prawdopodobnie nie mogę korzystać z konta założonego June. (rozkłada ręce) No bo nie.

P1210444

Także wczoraj poszedłem po rozum do głowy i przypomniałem sobie jedną z pierwszych wskazówek jakie daje się w Chinach gdy czegoś (rozkłada ręce) no nie da się zrobić – spróbować gdzieś indziej. Jest to jedna z najczęstszych rad w każdym możliwym temacie dotyczącym problemów z bankami/telefonami/szkołami/czymkolwiek co ma związek z Chinami – spróbować gdzieś indziej. Iść do innego banku/oddziału/firmy telefonicznej/zmienić pracę.

P1210446

Poszukałem więc najbliższego innego oddziału Bank of China w google, znalazłem ulicę na której znajduje się kilka banków, ale że to google to pobiegłem tam dzisiaj z rana by sprawdzić czy faktycznie te oddziały stoją, w końcu to Chiny i nigdy nic nie wiadomo.
Stały, wszystkie co do jednego.

P1210449

Poszedłem do Bank of China i poprosiłem jedną z pracownic o pomoc w uzupełnieniu wniosku bo chociaż rozumiałem co mam wpisać to pisanie po Chińsku nigdy nie będzie moją specjalnością (każdy kto widział moje pismo wie że generalnie pisanie nie jest moją mocną stroną). Poprosiła o drugi dokument tożsamości co nie wywołało mojego zdumienia bo to samo usłyszałem poprzednio, podałem Jej pozwolenie na pracę, wpisała adres i poszedłem czekać na swoją kolej.
Po paru minutach podchodzę do okienka i wszystko rusza, ale nagle następuje problem bo Pani w okienku prosi o coś a jedyne co rozumiem to imię…po pięciu minutach jakiś przesympatyczny Chińczyk stojący za mną ulitował się i wytłumaczył że chodzi o podpis bo postawiłem krzyżyk zamiast ptaszka i trzeba podpisać że to ja poprawiłem krzyżyk na ptaszka (i tak dobrze że nie musiałem dawać odcisku palca jak na policji).
Po drodze przewinęły się jeszcze trzy inne osoby, w pewnym punkcie ktoś się zapytał o to dlaczego moje pozwolenie pobytu się skończyło a ja chcę założyć konto, ale wytłumaczyłem że to stare, a teraz mam wizę i nowe pozwolenie pobytu dostanę za jakiś czas. Dorzuciłem pozwolenie na pracę i poszło z górki.
W końcu do pomocy poprosili Panią która wpisała mój adres i poszło trochę szybciej. Ogółem zajęło to jakieś 40 minut, ale teraz mam konto założone na moje oba imiona. Czyli tak jak sobie zażyczyli.

P1210461

Myślałem że jak będę prosił June by poszła ze mną to będzie łatwiej i owszem jest łatwiej wszystkim powiedzieć że (rozkłada ręce) nie da się, ale jak się człowiek uśmiechnie, zrobi z siebie debila który po trzech latach mieszkania nie potrafi zapisać swojego adresu (który wygląda mniej więcej tak 福州省厦门市集美区滨水一路 i zapisać na komórce to ja to zapiszę, ba nawet odczytam, ale ręcznie za cholerę…) to ktoś się zawsze zlituje i pomoże. W końcu to bardzo sympatyczny i pomocny naród, tylko że chyba faktycznie muszą odczuć że muszą pomóc, bo inaczej to (rozkłada ręce) nie da się.

P1210462

Zwykła ludzka życzliwość

P1210430

To będzie krótki wpis. Znaczy one w ogóle w ciągu ostatniego roku stały się krótsze niż przez pierwsze dwa lata, ale tak po prostu bywa gdy spędza się mniej czasu przed komputerem. Człowiek ma jakieś inne sprawy, ważniejsze, mniej ważne i najzwyczajniej w świecie przestaje poświęcać aż taką uwagę czemuś co było kiedyś ważne.

Prowincja Fujian jest wielkości 1/3 Polski a zamieszkuje ją praktycznie tyle samo ludzi, ale ścisku tutaj nie czuć absolutnie.
Już drugiego dnia naszego pobytu tutaj poczuliśmy się prawdziwie ugoszczeni. Jedliśmy z June śniadanie na ulicy i June potrzebowała chusteczki bo jeszcze nie kupiliśmy, poprosiła więc kucharza/sprzedawcę, a Pani stojąca w kolejce za nami powiedziała że jak On nie ma to Ona da nam chusteczki. Miał. Dla mnie to już było pierwsze zaskoczenie, bo jak to tak? Od dwóch lat się z czymś takim nie spotkałem. Czegoś takiego mógłbym się spodziewać w Jiawang, ale nie tutaj.

P1210428

I historia z dzisiaj. June poszła do sklepu na zakupy, poszła kupić tofu bo tym razem mamy sklep pod nosem więc zamiast kupować na zapas i zamrażać kupujemy codziennie świeże. Tylko że poszła trochę za późno i Pani sprzedająca tofu na ulicy już wyprzedała co miała na dzisiaj. To zresztą normalne w Chinach że część ludzi przychodzi i przynosi ze sobą tylko kilka rzeczy żeby mieć pewność że się sprzeda, siedzą dopóki się nie sprzeda a potem wracają do domu i przygotowują się na jutro. Także Pani nie miała, bo tuż przed sekundą inna Pani kupiła ostatni kawałek. I to właśnie Ona powiedziała Weź ten, ja ugotuję dzisiaj coś innego. I odsprzedała, bez zysku, June tej kupiony przed chwilą kawałek tofu.

P1210431

To są tylko dwa drobne przykłady, ale pokazują jak bardzo ludzie tutaj różnią się od tego do czego byliśmy przyzwyczajeni w Zhengzhou.

P1210434

Przyjazd tutaj to była naprawdę dobra decyzja. Tylko ta duchota jeszcze doskwiera i te cholerne karaluchy, ale to zupełnie inna historia.

P1210436

Poranne wstawanie

Uznałem że w tym semestrze będę wstawał bliżej piątej niż szóstej (co jakimś wielkim wyczynem nie jest bo już o piątej robi się ciepło, kursują samochody i rozstawiane są tymczasowe budki z jedzeniem) żeby pójść pobiegać. Pierwsze takie wstawanie miało miejsce w zeszłym tygodniu, ale wtedy uznałem że to trochę za wcześnie i odpuściłem. W tym tygodniu nie było już taryfy ulgowej bo zaczęły się zajęcia i jedyna ludzka pora żeby iść biegać to właśnie wcześnie rano. Bieganie późnym wieczorem w ogóle do mnie nie przemawia, a bieganie po 10 to dla mnie abstrakcja (za ciepło, za duszno).

P1210423

Wstałem i jeszcze pierwszych pięć minut było ciemno, dopiero po chwili zaczęło się rozjaśniać. I chcę wyjaśnić że ciemno to znaczy że niczego nie było widać. Nie ma różnicy między 23 a 5, i wtedy i wtedy jest strasznie ciemno.

Zanim wyszedłem już się trochę rozjaśniło, a po paru minutach było już jasno. Do tego biegło się bardzo przyjemnie bo czuło się taki przyjemny chłód. Przyjemny chłód jest jedną z rzadszych rzeczy tutaj, także należy go docenić.
Pod koniec biegu po raz pierwszy w życiu poczułem że jest mi jednocześnie duszno i trochę zimno. Było to tak dziwne że aż chciałem się zatrzymać, ale po chwili mi przeszło bo do domu zostało raptem paręset metrów. Czyli nie ma się co tą duchotą przejmować. Trzeba robić swoje i tyle.

 

Zajęcia. Ach…dwa razy musieliśmy zmieniać salę. Raz bo okazało się że jest za mała, ale to w sumie dobrze bo i tak komputer nie działał (jeden z dwóch, a potrzebne są dwa), a drugi raz bo nie dało się otworzyć drzwi (jednych z dwóch, co ma pewnie związek z jakimiś wymogami bezpieczeństwa czy czymś tam). Za trzecim razem w końcu wszystko działało i już udało mi się znaleźć opcje które umożliwiają mi na wymieszanie studentów tak by ze sobą rozmawiali, ale dalej nie wiem jak zrobić to o co mi chodziło. Będę kombinować dalej bo to musi być w jednej z tych Chińskich opcji.

Zajęcia

Każdy nauczyciel powinien spędzić przynajmniej rok pracując w szkole trudnej. Takiej w której studenci będą mieli go w nosie, będą mu przeszkadzali, nie będą chcieli się uczyć, nie będą się rozwijać, ale będą dużo gadać, oglądać filmy na komórce i grać w gry. W takiej która będzie prawdziwą szkołą życia by mógł się nauczyć pracy z takimi właśnie uczniami.

P1210361

Mi ten rok w Changchun bardzo się przydał. Nie tylko nauczyłem się jak sobie radzić z takimi uczniami to jeszcze nauczył cierpliwości. I w sumie dzięki temu zacząłem doceniać innych studentów. Innych, takich którzy podchodzą do zajęć poważniej a nie tylko chcą cieszyć się życiem w college’u.

Po pierwszych zajęciach mam wrażenie że trafiłem do zgoła odmiennej grupy. Pierwszy raz uczę w szkole publicznej, w dodatku na naprawdę dobrym uniwersytecie i od razu widać różnicę. Już Ci studenci w Zhengzhou byli lepsi chociaż to była szkoła prywatna i zaledwie college, czyli powyżej licencjata nic się tam nie zrobi.

P1210364

Tutaj na pierwszych zajęciach usłyszałem że mam nie mówić tak wolno. MÓWIŁEM ZA WOLNO! Rany. To mi się jeszcze nigdy nie zdarzyło. Naprawdę mnie to zdumiało.

Na drugich zajęciach usłyszałem że chcą więcej ćwiczeń z mówienia chociaż kilka razy tłumaczyłem że egzamin będzie głównie oparty na słuchaniu. Oni jednak chcieli coś bardziej praktycznego, niezwiązanego z egzaminem.
Aż mi wtedy serce szybciej ze szczęścia zabiło.

Ostatnie zajęcia też dobrze, chociaż moim zdaniem najsłabsza klasa z tych wszystkich jakie miałem dzisiaj.

P1210370

Na razie jeszcze nie rozwiązałem tego jak korzystać z wszystkich opcji, nie wiem jeszcze jak zrobić by słyszeć wszystkich studentów ani jak zrobić by oni słyszeli siebie, nie wiem w ogóle czy to jest możliwe, w końcu 40 osób w słuchawkach jednocześnie to lekka masakra, ale jutro będę się dowiadywał, albo w piątek.

P1210371

Na razie odczuwam taki spokój gdy mam te słuchawki z mikrofonem. Nie muszę mówić głośniej, mogę się uspokoić, bardziej skupić na tym co mówię, tak jak było w czasie studiów gdy tłumaczyłem. Bardzo fajne uczucie, mam nadzieję że mi nie minie.

P1210374

P1210375

Plany

P1210345

Odkąd tylko zacząłem swoją przygodę z nauczaniem spotykałem się z wieloma głosami nauczycieli narzekających na plany lekcji. Głównie że zabiera Im to strasznie dużo czasu.

Prawda, zabiera.

P1210347

Dla mnie prowadzenie zajęć składa się z dwóch części – fizycznej obecności w sali i prowadzenia zajęć, oraz przygotowania się do nich. I czasowo rozkładają się po połowie. Przez ostatni rok przygotowania do zajęć zajęło mi może łącznie 4 dni. Dwa na pierwszy semestr, dwa na drugi semestr. A i to z powodu mojego ambitnego podejścia i pozwolenia studentom na wybór tematów. Dlatego też do przygotowania miałem chyba 15 lekcji (przez cały rok), a miałbym 8.

P1210351

8, ja nie żartuję. 8 różnych zajęć przez cały rok. Zwariowałbym chyba.

Dlatego też cieszę się że dostałem nową książkę, głównie opartą na ćwiczeniu słuchania ze zrozumieniem bo muszę z niej korzystać i już na pierwszy semestr muszę przygotować lekcji 11 (5 dla studentów pierwszego roku i 6 dla studentów drugiego roku), czyli jest fajnie.

P1210352

A byłoby jeszcze fajniej gdyby nie fakt, że w mojej sali nie ma tablicy, a zajęcia przeprowadzam praktycznie w całości na komputerze. Oznacza to dla mnie że wszystko przygotowuję w power poincie.

Chińczycy uwielbiają power pointa. Wszyscy nauczyciele których zajęcia oglądałem mieli przygotowane lekcje w power poincie od początku do końca.

Mi tam power point nie przeszkadza, można z niego skorzystać od czasu do czasu, zwłaszcza jak się ma jakiś fajny pomysł. Prawdę mówiąc to gdy miałem trochę czasu wolnego rok temu siedziałem i robiłem lekcje tak na przyszłość, żeby mieć.

P1210353

Teraz muszę siedzieć i to robić. Bo niby bym mógł założyć że jakoś sobie bez tej tablicy poradzę, ale…wolę nie ryzykować. Wolę mieć te lekcje przygotowane i nie dać się zaskoczyć.

Tyle tylko że przez to siedzę od soboty i piszę te plany. Sam plan to tam pół biedy bo w pewnym punkcie człowiek ma już wprawę i sobie radzi, ale przerzucenie tego do prezentacji to już trochę inna sprawa. Na moje szczęście ponownie grupy mam porozdzielane na dwie podgrupy więc będę mógł sobie prezentacje doprowadzić do perfekcji.

P1210357

Mam nadzieję że nie zwariuję od tych slajdów do tego momentu.

Acha, jutro zaczynam zajęcia, trzymajcie kciuki!

P1210360

P1210359

Bieganie w deszczu

Nie padało przez dwa dni i uznałem że to dość dobry moment by opisać bieganie w deszczu bez deszczu.

Wyobraź sobie że biegniesz. Normalnym, swobodnym tempem, bez szaleństw. Gdy wyszedłeś z domu pogoda była przyzwoita, może zanosiło się na deszcz, ale miałeś jeszcze czas, w końcu chmury są tak daleko, a ta rundka będzie dość krótka, więc na pewno zdążysz.

Po pierwszym kilometrze już wiesz że nie zdążysz. Pada, ale jeszcze nie na tyle mocno żeby zrezygnować i wrócić do domu. W końcu kto to widział wracać do domu w czasie małego letniego deszczu.
Kolejne cztery kilometry nie przynoszą poprawy pogody, deszcz pada, tworzą się już małe kałuże i czujesz że powinieneś wracać, ale jesteś już za długo w biegu by się teraz wycofać i wrócić do domu.
Od szóstego kilometra już nie pada. Leje. Kałuże stają się małymi stawami, obojętnie jak postawisz stopę to i tak będzie mokro w bucie, powoli skarpety zaczynają przesiąkać, a Ty czujesz jak stopa Ci się w bucie ślizga.
To już na szczęście pora by wracać, więc wracasz do domu, tylko że tym razem trasa nie jest taka spokojnie sucha jak poprzednio a jest pełna tych paskudnych kałuż które jeszcze pogarszają sytuację ze ślizgającą się stopą.
Ubranie? Druga skóra nabiera zupełnie nowego znaczenia bo oddychająca koszulka przylepiła się do Ciebie i teraz wszyscy mogą podziwiać Twój owłosiony tors.
Jedyną pociechą jest opaska na czole która powstrzymuje spływanie wody do oczu.
Straciłeś już nadzieję że będzie lepiej, biegniesz i próbujesz jakoś ten deszcz przetrzymać, w końcu do domu zostało już nie aż tak daleko.
W końcu udało się. Wróciłeś do domu. Z trudem zdejmujesz wszystkie części garderoby, koszulkę prawie rozerwałeś bo tak dobrze się przylepiła. Ze skarpetek wycisnąłeś tyle wody że mógłbyś spokojnie zaparzyć sobie herbaty. Oczywiście po odpowiednim odfiltrowaniu.

P1210344

A teraz wyobraź sobie że to wszystko się dzieje chociaż nie pada.

Upały w Polsce nie przeszkadzały mi zbytnio. Wychodząc przed szóstą żeby pobiegać nie miałem nigdy takich problemów.

W Xiamen jest to moja codzienność. Wysokie temperatury, wysoka wilgotność i te wszystkie porady o bieganiu w cieniu, wokół jeziora, można sobie głęboko wsadzić. Jedyne co pomaga to przerwy w biegu i picie wody, chociaż wtedy stopa ślizga się w bucie jeszcze szybciej. Coś podobnego przechodziłem w Jiawang i wtedy się poddałem, teraz nie wymięknę. Zmniejszę dystans, skrócę czas, ale się nie poddam.

Dzisiaj co prawda pada od rana, więc notka jest trochę zdezaktualizowana, ale pewnie jej główny motyw będzie powracał wielokrotnie, w końcu to klimat subtropikalny.

Szukanie roweru

Umyśliłem sobie jakiś czas temu że kupię sobie nowy rower. A że bardzo polubiłem konkretną markę to chcę rower konkretnej marki. 99% używanych odpada dla mnie w przedbiegach bo pewnie pochodzą od studentów czyli będą przechowywane na powietrzu. Deszczowym i wilgotnym powietrzu. W dodatku przekraczam wymiary standardowego studenta więc rower muszę mieć trochę ponad standardowy.

P1210296

Udaliśmy się więc dzisiaj do sklepu rowerowego. Nawet znaleźliśmy i nawet był otwarty w ten, przepełniony patriotycznymi hasłami publikowanymi na wechacie (Chińczycy uwielbiają wrzucać na wszystkie możliwe serwisy społecznościowe zdjęcia swoich telewizorów lub komputerów niby to pokazując co to tam akurat w TV czy komputerze oglądają), hucznie obchodzony dzień zwycięstwa nad Japonią (na paradę zaproszono nawet żołnierzy walczący po stronie KMT), nawet mieli rowery i byli chętni do pomocy (chociaż w tle leciała relacja z parady w Pekinie, swoją drogą była to pierwsza w historii ChRL parada wojskowa która nie miała miejsce w dniu niepodległości).

P1210302

I jak weszliśmy to od razu zobaczyłem rower który mi się podoba. Czerwoną szosówkę akurat w moim budżecie. Uparłem się na szosówkę, a nie na górala bo takie moje widzimisię. Góralska meridka była jedna i mi wystarczy, poza tym po górach jeździć nie zamierzam więc po co mi taki sprzęt?

P1210304

Zaczęło się przymierzanie. Wszystkie były za małe. Chociaż jedna taka, daleko hen poza tym ile chciałem wydać była prawie dobra i prowadziła się jak marzenie. No ale była daleko hen poza tym ile chciałem wydać…

P1210321

Chłopaki ze sklepu powiedzieli że jeden konkretny model byłby lepszy (jeszcze w okolicach tego ile chciałem wydać), ale akurat nie mają na stanie w moim rozmiarze, a właściwie to oni nic nie mają w moim rozmiarze na stanie, ale że są autoryzowanym sklepem to podzwonią, popytają, może w stolicy prowincji coś mają i sprowadzą. Lub nie sprowadzą.

P1210323

Wychodząc ze sklepu June tylko się śmiała pod nosem i mówiła Widzisz jacy Ci ludzie na południu są mali? Tak dużych rowerów nawet nie mają.

P1210340

 

P1210338

P1210325

Nadgorliwość gorsza od faszyzmu

W dwudziestym pierwszym wieku w kraju rozwijającym się obcokrajowiec może założyć konto bez większych problemów. W Polsce jest z tym bardzo dużo zabawy, a w Chinach wystarczy paszport.

Że w tym roku będziemy musieli sami sobie rachunki płacić to polecono nam założenie konta (by zmniejszyć koszty przelewów między prowincjami) i złożenie polecenia przelewu stałego, a raczej przelewów stałych bo trzeba płacić za wodę i elektryczność.

 

P1210228

Zupa ze świńskich jelit.

Udaliśmy się do najbliższego oddziału Bank of China i nagle okazuje się że nie mogę założyć konta na swój paszport. Strasznie długo trwało dojście dlaczego, bo jeszcze na początku kasjer prosił o drugi dowód tożsamości, a potem olśniło mnie że mam przecież konto w BoC, założone jeszcze w Jiawang i gdy podałem kartę wszystko stało się jasne.

Ktoś w Jiawang wprowadził w system moje pierwsze imię i nazwisko, a w paszporcie jest zapisane pierwsze imię, drugie imię i dopiero nazwisko, więc kasjer stwierdził że konta mi nie może założyć bo chociaż numer paszportu się zgadza to dane w paszporcie się nie zgadzają. Próby wyjaśnienia że to naprawdę nie jest problem, że to przecież mój paszport i moje dane i my się tym drugim imieniem posługujemy bardzo rzadko spełzły na niczym i poszedł przykaz by zadzwonić, a najlepiej to udać się do Jiawang i poprosić o zmianę danych w systemie.

P1210230

No to wiem co będę robił w czasie mojej kolejnej podróży do Jiawang.

Na szczęście June mogła założyć konto bez większych problemów, więc pokrętnie bo pokrętnie ale się udało.

A wracając do domu w przejściu podziemnym ludzie sprzedawali różności. Od owoców, poprzez ładowarki do komórek, na biżuterii kończąc. Najbardziej rzucała się w oczy para sprzedawców owoców którzy przyjmowali płatności przez Alipay. Nie ma to jak przytachać kilka koszy owoców, postawić je w jedynym suchym miejscu w drodze do szkoły i zacząć sprzedawać pozwalając jednocześnie wszystkim (ale jednak głównie studentom) płacić bezpośrednio przez internet.

Dwudziesty pierwszy wiek w kraju rozwijającym się jest pełen sprzeczności.

Witamy w dwudziestym pierwszym wieku w kraju rozwijającym się

 Byliśmy dzisiaj na zakupach w supermarkecie. Pod nosem mamy dwa mniejsze, takie do potrzeb podstawowych, ale do takiego większego musimy się z czterdzieści minut przespacerować. Przespacerować po drodze zamkniętej bo jeszcze będącej w czasie budowy, ale dla pieszych jak najbardziej dostępnej. Przynajmniej nieoficjalnie. Kto wie co tak naprawdę jest oficjalne a nieoficjalne w tym rozwijającym się kraju.

Byliśmy na zakupach i jak to w czasie każdego normalnego procesu robienia zakupów bywa nadszedł moment ów proces zwieńczający czyli udanie się do kasy i uiszczenie opłaty. Uiszczać opłatę można w Chinach na wiele różnych sposobów, można płacić gotówką, można płacić kartą, można płacić, tak jak w Polsce zresztą, telefonem komórkowym, ale można też płacić tak jak w Polsce jeszcze nie można czyli przy pomocy aplikacji.

Mamy w Polsce taki serwis zwący się PayU, powiązany jest blisko z allegro, może nawet do tegoż serwisu należy, nie wiem. Dzięki niemu możemy płacić za zakupy błyskawicznie. Wystarczy zalogować się na konto bankowo, lub nawet stworzyć własny portfel i z niego płacić za zakupy bez potrzeby logowania się do banku. Słowem wygoda, zwłaszcza gdy ma się mocno skomplikowany system logowania do bankowości elektronicznej i jeszcze mocniej skomplikowany system wydawania pieniędzy przez internet.

W Chinach odpowiednikiem tego PayU jest Alipay. Alipay to już prawie bank. Można w nim odłożyć pieniądze, które procentują, na śmiesznym procencie, ale zawsze. Można przez niego doładować konto w komórce, trochę taniej niż normalnie, można kupić bilet na pociąg, bilet na samolot, zamówić taksówkę, zamówić jedzenie, wysłać komuś pieniądze, kupić coś na taobao i parę innych rzeczy wszystko z poziomu aplikacji (no z wyjątkiem tego taobao, ale to dlatego że Alipay i taobao mają tego samego właściciela), bez konieczności instalowania miliona innych apek. Czyli wygodnie.
Można też, o czym dowiedziałem się dzisiaj, zapłacić za zakupy w supermarkecie. Wystarczy podejść do kasy, włączyć aplikację, nacisnąć dwa przyciski i dać kasjerce telefon do zeskanowania. I tyle. Transakcja zakończona, dziękujemy za zakupy, życzymy miłego dnia i zapraszamy ponownie.

Dwudziesty pierwszy wiek w kraju rozwijającym się potrafi być całkiem wygodny.

Deszcz

Dzisiaj pada dopiero drugi raz, a biorąc pod uwagę że poprzedni raz to tylko kropiło to dopiero pierwszy. W nocy też padało, nawet nie wiem do której, ale może nawet do dzisiaj.

Słońce wstaje tutaj mniej więcej jak w Polsce czyli w okolicach piątej, ale o dziewiętnastej już jest ciemno. Przynajmniej na niebie bo wszystkie okoliczne światła tak się świecą że ciemności z dwudziestego piętra praktycznie nie widać.

Zapomniałem w ogóle wspomnieć że dostałem już swój plan i okazuje się że będę uczyć pierwszo i drugo roczniaków i wszyscy Oni są z kierunków nieangielskich, czyli może być wesoło. W dodatku będę w tym roku uczył także rozumienia tekstu słuchanego, czyli w końcu coś nowego. Pewnie dostanę książeczkę, lub dwie, jedną do słuchania, drugą do mówienia, i będę mógł moich nowych studentów dręczyć.

Pokulaliśmy się dzisiaj z June na kampus, który mam dosłownie po drugiej stronie ulicy, do sali będę mieć mniej więcej tak samo blisko jak rok temu, więc jest bardzo fajnie, a w dodatku moja sala, chociaż chwilowo pusta, jest z założenia salą tylko do słuchania więc każdy ze studentów ma przed sobą monitor, do tego słuchawki i mikrofon, a ja mam przed sobą dwa monitory, słuchawki, mikrofon i…aż nie wiem czy będę potrafił z tych wszystkich cudów od razu korzystać. Czyli tu jest bardzo, bardzo duży plus. Oczywiście ustwianie studentów w parach przy stole bez możliwości łatwej zmiany miejsc trochę psuje mi koncepcję prowadzenie swobodnych rozmów, ale jeżeli oprogramowanie będzie dobre, to nie będzie nawet potrzeby przesiadania studentów. Powinno wystarczyć wybranie numerów i ustalenia grupy. To dopiero by było. Mógłbym dobierać zależnie od umiejętności i za każdym razem zmieniać by nikt się za bardzo nie przyzwyczajał, by co zajęcia wychodzili ze swojej strefy komfortu, przez co łatwiej będzie Im posługiwać się językiem poza zajęciami.

Że nie wspomnę już o tym jak bardzo fajnie będzie prowadzić zajęcia ze słuchania w takiej sali, w końcu bez krzyku i wszystko będzie można ładnie przedstawić na monitorze, wręcz można filmy oglądać, czyli coś bardziej praktycznego od tych oklepanych słuchowisk.

Tyle tylko że na razie w mojej sali nie ma żadnych komputerów, ale przecież mają jeszcze czas do dziewiątego września kiedy to zajęcia zaczynam.