Nefrytowy Cesarz

jade_emperor (Copy)

Nefrytowy cesarz, 玉皇YuHuang, lub 玉帝, YuDi. W tradycji chińskiej jest jedną z reprezentacji pierwszego boga太帝taidi. W teologii Taoistycznej nazywa się on Yuanshi Tianzun i jest jednym z trzech pierwotnych istot Tao.

Znany jest także pod innymi imionami: Niebiański Dziadek天公Tian Gong, Nefrytowy Pan, Największy Cesarz, Wielki Cesarz Nefrytu.

Pochodzenie

Mówi się że Nefrytowy Cesarz był początkowo księciem w królestwie Najprawdziwszego Szczęścia i Majestatycznych Niebiańskich Świateł i Ornamentów. Gdy się urodził promieniował wspaniałym światłem, które rozświetliło całe królestwo. Gdy był jeszcze dzieckiem charakteryzował się inteligencją, dobrocią i mądrością. Poświęcił całe swoje dzieciństwo na udzielanie pomocy potrzebującym (biednym, cierpiącym, opuszczonym, samotnym, głodnym i niepełnosprawnym). Oddawał część i umiłowanie zarówno do ludzi jak i do zwierząt. Po śmierci ojca wstąpił na tron. Zapewnił wszystkim w swoim królestwie pokój i zadowolenie. Następnie wyraził chęć kultywacji myśli Tao.

Po 1750 kalp, z których każda kalpa trwała 129600 lat uzyskał Złotą Nieśmiertelność. Po kolejnych stu milionach lat uzyskał w końcu status Nefrytowego Cesarza.

Walka ze złem

Na początku czasu ziemia była bardzo trudnym miejscem do życia, o wiele trudniejszym niż obecnie. Ludzie musieli sobie radzić z różnymi potworami, a nie mieli bogów którzy mogliby im pomóc. Na domiar złego, wiele potężnych demonów walczyło z nieśmiertelnymi w niebie. Wtedy jeszcze Nefrytowy Cesarz był zwykłym nieśmiertelnym przemierzającym ziemię i pomagającym ludziom w miarę możliwości. Smucił go ten widok, ponieważ wiedział że sam jeden mógłby pomóc ludziom. W końcu zdecydował się udać do jaskini na górze by ćwiczyć Tao. Przeszedł 3200 prób z których każda trwałą trzy miliony lat.

W tym czasie na ziemi pojawiła się potężna zła istota mająca ambicję pokonania nieśmiertelnych i bogów w niebie, oraz przejęcia władzy nad wszechświatem. Owa istota także rozpoczęła medytację by zwiększyć swoją moc. Przeszła 3000 prób z których każda trwała trzy miliony lat. Po ostatniej próbie czuła się na tyle pewna siebie że zstąpiła na świat i zwołała armię demonów z myślą zaatakowania nieba.

Nieśmiertelni, świadomi zagrożenia, zebrali się i rozpoczęli przygotowania do wojny. Bogowie nie byli w stanie powstrzymać demona i ponieśli klęskę.

Nefrytowy Cesarz zakończył próby w czasie wojny. Gdy zmieniał ziemię czyniąc ją bardziej zdatną do życia i wyganiał potwory zauważył zły błysk pochodzący z nieba i wiedział że dzieje się coś niedobrego. Udał się do niebios i zauważył złe stworzenie zbyt potężne by mogli je powstrzymać bogowie. Wyzwał je na pojedynek i rozpoczęła się walka. Góry się trzęsły, a woda wylewała się z mórz i rzek. Ostatecznie Nefrytowy Cesarz zwyciężył. Po pokonaniu złej istoty jej armia przegrała z bogami i nieśmiertelnymi.

Ze względu na swoje dobre czyny zarówno bogowie, jak i nieśmiertelni i ludzie wybrali Nefrytowego Cesarza na swojego pana.

Stworzenie ludzi

Jeden z mitów o stworzeniu ludzi mówi o tym, że to Nefrytowy Cesarz ulepił pierwszych ludzi z gliny, po czym zostawił na ziemi by stwardnieli. Niestety przyszedł deszcz i zdeformował niektóre postacie przez co ludzie zapadają na choroby.

Yuhuang Dadi 1-edited (Copy)

Tkaczka i pasterz

Jest kilka odmian tego mitu, najpopularniejszy opisałem tutaj – http://rainreborn.pl/2013/06/swieto-qixi.

W jednej z odmian tkaczką jest córka Nefrytowego Cesarza. To ona tka najpiękniejsze chmury na niebie. Codziennie schodzi na ziemię by się wykąpać. Pewnego dnia ubogi pasterz zobaczył ją biorąca kąpiel i od razu się zakochał. Zabrał jej magiczne ubranie dzięki któremu mogła podróżować do nieba i na ziemię. Gdy skończyła kąpiel pasterz porwał ją i zaniósł do domu.

Gdy Nefrytowy Cesarz usłyszał o tym bardzo się zdenerwował, ale nie mógł nic zrobić bo córka zakochała się w pasterzu i zdążyła go poślubić. Z czasem jednak Zhinu zaczęła tęsknić za ojcem. Pewnego dnia natrafiła na swoje ubranie i postanowiła odwiedzić ojca. Jednak gdy tylko pojawiła się w niebie, Nefrytowy Cesarz wezwał rzekę by płynęła wzdłuż nieba i Zhinu od tamtej pory nie może spotkać się z mężem. Widząc smutek małżonków Nefrytowy Cesarz pozwolił im spotykać się siódmego dnia siódmego miesiąca, kiedy to na rzece powstaje specjalny most.

Zodiak

Jest kilka opowieści o chińskim zodiaku. W jednej z nich Nefrytowy Cesarz, pomimo panowania nad ziemią przez wiele lat nie miał czasu by ją osobiście odwiedzić. Bardzo ciekawiło go jak wyglądają stworzenia które tam mieszkają. Dlatego też wezwał je do nieba. Kot, poprosił swojego przyjaciela szczura by obudził go w tym dniu. Szczur jednak obawiał się że będzie wyglądał szpetnie przy pięknym kocie nie obudził go. Kot sam się nie obudził i nie udał się na spotkanie. Zamiast niego udała się świnia. Nefrytowemu Cesarzowi tak się zwierzęta spodobały że postanowił rozdzielić między nie lata.
Kot dowiedziawszy się co się stało znienawidził swojego dawnego przyjaciela.

Poprzednik i następca

Nefrytowy Cesarz był początkowo asystentem Yuanshi Tianzun. To on był najwyższą istotną, nieograniczonym, wiecznym stwórcom Nieba i Ziemi, który wybrał Nefrytowego Cesarza na swojego następcę. W końcu sam Nefrytowy Cesarz ustąpi tronu Panu Świtu, Nefrytu i Złotych Drzwi, czyli Guan Yu.

Święta

Urodziny Nefrytowego Cesarza mają miejsce pierwszego dnia pierwszego miesiąca i wtedy to zarówno zwykli ludzie jak i mnisi oddają mu cześć.

Niedziela i przegapione #43

P1120942 (Copy)

To jedna z tych niedziel w które nagle okazuje się że nic w tym tygodniu nie przegapiłem. Zazwyczaj po napisaniu notki zostaje mi coś, cokolwiek co wrzucam na koniec pliku i zostaje do niedzieli. W tym tygodniu, znowu, nie było niczego takiego. Zamiast tego były dłuższe niż standardowo w tym roku notki, czyli też dobrze. Nadchodzący tydzień nie sugeruje że będą jakiekolwiek zmiany, nie przypuszczam żeby działo się coś więcej. Jednak z życiem w Chinach jest tak że jest ono mocno nieprzewidywalne i nie wiadomo w gruncie rzeczy jak to będzie.

P1120944 (Copy)

Do szkoły znowu pojechałem na meridce i jutro też pojadę chociaż zapowiadają deszcz. No cóż, błotników teraz już nie zamówię bo i tak meridka przestoi miesiąc u June. Na szczęście inne spodnie są wyprane, więc nie będzie problemu. Trochę deszczu jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Jutro pewnie będę inaczej śpiewał gdy wrócę przemoczony do mieszkania. Jednak jeszcze nie ma jutra więc nie ma się co martwić na zapas.

P1120946 (Copy)

Należy za to cieszyć się jutrem bo będzie to poniedziałek czyli pójdę sobie spokojnie pobiegać. Tym razem planuję trochę zwolnić i zrobić przynajmniej piętnaście kilometrów. Do końca miesiąca zostało mi pięć wyjść i 71 kilometrów do 200. A że w tym roku upatrzyłem sobie 200 kilometrów miesięcznie to wychodzi średnio 14 kilometrów na bieg. Tyle tylko że wypada też liczyć się z tym że będą dni kiedy będzie gorzej i lepiej mieć trochę z górki, w sensie pobiec trochę więcej na początku, niż potem pod górkę, czyli nadrabiać pod sam koniec ostatnimi biegami.

P1120949 (Copy)

Oczywiście 200 kilometrów to sztucznie wybrana liczba, po prostu ładnie wygląda i ułatwia liczenie. A tak sobie wymyśliłem żeby w tym roku zaliczyć 1000 kilometrów na dworze. Zostało jeszcze coś ponad 300 kilometrów, bo trochę na tej bieżni jednak nabiegałem i jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem to powinienem dobić do tysiąca na początku września. Dlaczego dopiero na początku września? Ano dlatego że tydzień z biegania muszę odjąć w lipcu i w sierpniu też. I to licząc skromnie bo może być więcej.

P1120951 (Copy)

Udało mi się jeszcze wyrwać na małe zakupy bo ostre powoli się kończy. Przy okazji porównałem ceny z pobliskiego marketu owocwego z tym który odwiedziłem wczoraj i u mnie przebitkę mają dwukrotną. Tyle tylko że mają gruszki i trochę tańsze jabłka. Także do nich po owoce zwyczajne, a po owoce rzadkie trzeba będzie się przejść kawałek. A raczej przejechać bo skoro jest meridka to trzeba z niej korzystać ile tylko można.

P1120955 (Copy)

We wtorek przyjdzie pora wysłać kolejną paczkę do June i przy okazji zapytam się czy rowery (w sensie meridkę) też przewożą. A pewnie przewożą, pozostaje jeszcze kwestia ceny, bo pociągiem kosztowało to coś koło 100 RMB, no ale po nią musiałaby się June przejechać aż do Zhengzhou i potem jakoś ją przetransportować, czyli do tej stówki trzeba jeszcze dołożyć drugą za taksówkę w obie strony.

P1120956 (Copy)

Przy okazji…wczoraj pękło 300 dni z rzędu poza Polską. Ja pierdziu, jak to leci…

P1120958 (Copy)

P1120963 (Copy)

P1120961 (Copy)

P1120959 (Copy)

A jednak nie ma

P1120886 (Copy)

Pamiętacie jak pisałem że jednak mam zajęcia dzisiaj? Ja też pamiętam. A jednak okazało się że nie mam, gdyż zgodnie z planem zostały one odwołane. Czyli pierwsza wersja była poprawna, a drugiej nie należało słuchać. Nie należało się o nic pytać, tylko nie przychodzić. Chociaż…pierwszy raz pojechałem na meridce do małej szkoły i wyszło na to, że zajęło mi to minut 20. Łącznie z zniesieniem jej z szóstego piętra i wjechanie windą na trzecie w szkole.

P1120894 (Copy)

Nieporównywalnie szybciej od jazdy autobusem. Teraz pozostaje mieć nadzieję że pogoda tego nie popsuje i będę tak jeździć do końca miesiąca.
Sam pobyt w szkole to nie problem, gdy czekałem przygotowywałem rzeczy na zajęcia więc wykorzystam je za tydzień. W naturze nic nie ginie. A że powrót też zajął mi niecałe 20 minut to natychmiast się przebrałem, wskoczyłem w ciuchy do biegania i poszedłem truchtać.

P1120903 (Copy)

Chociaż tak po prawdzie dzisiaj to było bieganie. Tempo całkiem przyzwoite w porównaniu do tego co było do tej pory no i samopoczucie też całkiem w porządku. Nie pozostało mi nic innego jak z tego korzystać więc biegłem sobie tak przed siebie jak jeszcze w maju. Bardzo przyjemnie. Tyle tylko że ciepło, a to dla mnie zawsze problem. Ja to lubię jak jest chłodniej, ale to chyba wszyscy biegacze wolą. Takie z nas ciepłokrwiści ludzie po prostu i nie potrzebujemy słońca by się dogrzewać.

P1120905 (Copy)

Chociaż mogę się mylić ;-) Park oczywiście pełen ludzi i pełen namiotów, co już nie zaskakuje, a stało się wręcz bleh. Mijając jedną ze szkół zauważyłem że odbywało się w niej dzisiaj jakieś święto z rodzicami i wszystkie dzieciaki były tak ładnie odświętnie ubrane, więc zakładam że zamiast dodatkowo męczyć Je z powodu odrabianego piątku w sobotę pozwolono Im na trochę luzu. I dobrze, bo w tym kraju na uczniach ciąży taka presja że czasem trzeba odsapnąć.

P1120907 (Copy)

Później jeszcze poszedłem na spacer po mieście, co wydaje się sensowniejszym rozwiązaniem niż spacer po parku co bardziej przypominałoby przepychanie się między ludźmi, a tak szlajając się po ulicy można przynajmniej porobić zdjęcia, zobaczyć jak miasto żyje i znaleźć jakiś ciekawy sklep.

P1120908 (Copy)

To ostatnie udało mi się zrobić bo znalazłem sklep z tanimi owocami. W sensie durian jest tani i arbuzy tańsze niż gdzie indziej, ale jabłka w tej samej cenie co wszędzie, a gruszek to w ogóle nie ma. Czyli niby fajnie, ale jednak bez szaleństw.

P1120909 (Copy)

Przynajmniej popstrykałem w końcu trochę więcej zdjęć, bo to aż żal patrzeć jak się aparat marnuje.

P1120911 (Copy)

Od paru dni próbuje się ze mną skontaktować Chińczyk którego poznałem w zeszłym roku i który wtedy proponował mi współpracę w swojej jeszcze nieotwartej prywatnej szkole. A konkretniej to oferował mi prowadzenie zajęć prywatnych. I tak zniknął na parę miesięcy z mojego życia i pojawił się na 16 dni przed powrotem do Polski. Trochę teraz za późno na takie rzeczy. O ile kiedykolwiek był na nie dobry czas.

P1120935 (Copy)

P1120930 (Copy)

P1120919 (Copy)

P1120918 (Copy)

P1120913 (Copy)

Dwie scenki

P1120870 (Copy)

Numer jeden.
Wchodzi sympatyczna nauczycielka, która na początku semestru zastępowała Becky.
– Widzę że zmieniłeś ostatnio swój styl nauczania.
– No tak, bo co ja mam z Nimi zrobić jak Oni mnie nie słuchają, nie noszą książek i absolutnie nie wykazują chęci zmiany.
– Powinieneś do Nich wyjść z pozycji władzy.

P1120871 (Copy)

Może powinienem, ale tego nie zrobię. Nie jestem takim nauczycielem. Wiem że zawaliłem ten semestr, ale wiem co robić by taka sytuacja się nie powtórzyła i chociaż może wyjście z nastawieniem róbcie bo ja jestem pan nauczyciel zdałoby egzamin to nie jest to mój styl i byłoby to wbrew mojej filozofii prowadzenia zajęć.
– Powinieneś być bardziej jak nauczyciele z Chin.
Taki to ja nie będę na pewno. Nie mamy nawet o czym rozmawiać.
– Powinieneś zawsze prowadzić zajęcia w ramach by studenci wiedzieli co się dzieje.
I prowadzę. Zawsze jest PPP prezentacja, praktyka, produkcja, a przynajmniej była dopóki cokolwiek robiliśmy.

P1120872 (Copy)

– Powinieneś Im powiedzieć od czego zależy Ich ocena to będą się o nią starać.
Nie, nie będą. Powiedziałem że będą sprawdziany co trzy tygodnie i zadania domowe. Chociaż może jeszcze w przyszłym roku wprowadzę pracę na lekcji.
– Oni zawsze powinni wiedzieć co się dzieje na lekcji.

P1120873 (Copy)

I to się bardzo łatwo mówi osobie której ojczystym językiem jest chiński i która angielskiego uczy po chińsku. Naprawdę bardzo łatwo jest zapomnieć, że Oni najzwyczajniej w świecie nie rozumieją co się do Nich mówi, więc jak mają rozumieć ramy zajęć, jak mają rozumieć system oceniania, jak mają w końcu rozumieć co obecnie robimy, skoro ja to wszystko mówię po angielsku?
A nawet w poprzednim semestrze gdy poświęciłem na Nich mnóstwo energii nie wyszło z tego wiele pożytku.

P1120878 (Copy)

A skoro nie wyszło, to po co angażować większe koszta, skoro mniejszymi można osiągnąć ten sam efekt? Nawet wydaje mi się że lepszy bo w tym semestrze znacznie więcej czasu poświęciłem na rozwój studentów którzy faktycznie chcieli się czegoś nauczyć. A jeszcze w poprzednim semestrze ambitnie chciałem uczyć wszystkich. Jak tu uczyć wszystkich, lub większość, skoro większość ma Cię w nosie.

P1120880 (Copy)

Numer dwa.
Student mówi.
– Powinieneś starać się nawiązać więcej kontaktu ze studentami w czasie zajęć.
– Przecież Oni nie rozumieją języka w jakim mówię…
– Ach…no tak, prawda.

P1120882 (Copy)

To są wszystko fajne rady, ale ja po prostu straciłem chęci i motywację do nauczania tych studentów. W małej szkole jeszcze mi się chce, ale w koledżu to klęska. Nie poradziłem sobie w tym drugim semestrze, ale wiem o tym doskonale i nie dopuszczę do czegoś takiego w nowym miejscu pracy.

P1120883 (Copy)

A potem rozmawiałem i z Chloe i z Becky o tym że być może Jamie wróci do pracy w koledżu od przyszłego semestru i żadna z Nich nie była zadowolona. To w ogóle materiał nie na bloga, bo takie obgadywanie ludzi nie jest w moim stylu, chyba że chodzi o Miguela, ale facet ostro zalazł Im za skórę. Widać firma ma poważne problemy kadrowe skoro znowu Go tu przyślą.

P1120885 (Copy)

Czwartkowe poranne bieganie

P1120860 (Copy)

Po tych kilku ostatnich ciężkich biegach dzisiaj przyszła pora na taki bieg całkiem przyjemny. Zanim zacząłem garmin powiedział że mu się bateria kończy, ale że do tej pory nie narzekał to liczyłem na to że sobie poradzi jeszcze tę godzinę. Zacząłem spokojnie, wolno, wręcz do tego stopnia że sam nie mogłem uwierzyć jak wolno, ale w gruncie rzeczy to dobrze, nie było potrzeby by biegać szybciej. Nie chciałem dzisiaj znowu biec do parku, zauważyłem że bieganie w tamtym kierunku męczy mnie psychicznie, więc cały poprzedni wieczór biłem się z myślami o tym gdzie by tu pobiec, jaką by tu trasę obrać, ale garmin zdecydował za mnie. Rozładował się praktycznie tuż pod bramą stadionu przy uniwersytecie więc wbiegłem na bieżnię i wykręciłem dwadzieścia kółek po najbardziej zewnętrznej trasie z możliwych.

P1120862 (Copy)

Początkowo chciałem zrobić 10, może 15, a skończyło się na 20, ale z każdym kolejnym kółkiem czułem się coraz lepiej i chciałem biec jeszcze. Nie wiem ile jest w tym zasługi takiego psychicznego odpoczynku od parku, a ile pogody, która mnie dzisiaj z rana rozpieściła i skryła słońce za chmurami a do tego dodała lekką nadzieję na deszcz. Ogólnie to było fajnie, naprawdę fajny bieg który dał mi sporo oddechu i jeszcze więcej nadziei na lepsze bieganie w najbliższym czasie. A czasu tego pozostało już raptem 18 dni. A potem to już bieganie w parku, ale chorzowskim.

P1120863 (Copy)

Dzisiaj znowu olewka totalna. Nikt nie przyniósł książki. NIKT! Na jakieś sto studentów w trzech grupach…nikt. I uznałem że nie ma sensu się denerwować. Wytłumaczyłem Im żeby wybrali temat, Becky i Chloe przetłumaczyły, a resztę zajęć przegadaliśmy. Bo po co mam się denerwować.
Jak powiedziała Carrots:
– To jest nieważne.
I w sumie prawda. To jest nieważne. Nieważne będzie jeszcze przez jeden dzień. Potem prezentacje, które pewnie nie zajmą tych dwóch tygodni, ale trzeba mieć jeden tydzień zostawiony dla maruderów, którzy z pewnością pojawią się za tydzień myśląc że jest ostatni egzamin i nie zdążą się zaprezentować. A to już nie mój problem. Inna sprawa, że mając tylko jedną ocenę to i cudów nie zdziałają.

P1120864 (Copy)

Becky wysłała dzisiaj studentów by kupili lody.
– Wiesz co? Tydzień temu jedna ze studentek powiedziała mi że nie dałam nikomu słodyczy, a przecież wyszłam za mąż.
-?
– To taki bardzo stary chiński zwyczaj, o którym zapomniałam. Powinno się wszystkich wokół obdarować słodyczami.
– Ha…raz, gdy jeszcze pracowałem w Polsce dawałem dzieciakom cukierki za dobre odpowiedzi. Przez dwa tygodnie uważały i starały się tylko dobrze odpowiadać. A potem cukierki się skończyły i magia zniknęła.
– Nie wiem czy na tych tutaj cokolwiek by podziałało.
Też nie wiem…

P1120866 (Copy)

Chciałbym przy okazji pochwalić Aeroflot, którym będę wracał do Polski bo zaraz po zarejestrowaniu się na Ich stronie pozwolili mi dodać moją obecną rezerwację do profilu. Taka fajna opcja której nie doszukałem się ani w Lufthansie, ani w Qatar Airways. Także Aeroflot zarobił u mnie plusa. Oby tylko miejsca w tym Airbusie było sporo.

Żale

P1120846 (Copy)

MNÓSTWO ZŁEJ ENERGII

Nigdy w życiu nie czułem takiej bezsensowności mojej pracy jaką czuję teraz. Ba, takiego poczucia ze tracę swój czas. A ja praktycznie cale wakacje po pierwszej klasie ogólniaka spędziłem prowadząc wirtualna drużynę piłkarską co większość społeczeństwa uznałaby za marnowanie czasu. Kilka lat swojego życia poświeciłem na pisanie o grach co tez większość społeczeństwa mogłaby uznać za marnotrawstwo czasu.

P1120850 (Copy)

Nie potrafię sobie przypomnieć innych czynności które sam uznałbym za marnowanie czasu. Ktoś może powiedzieć ze bieganie to strata czasu, podobnie pisanie czy nawet robienie zdjęć. I w sumie dla wielu ludzi tak by było. Dla mnie to są jednak sprawy ważne więc nie traktuje ich w kategorii straty czasu.
Siedząc natomiast w trakcie zajęć na których nikt mnie nie słucha uważam, że ten czas jest zmarnowany. I przez studentów i przeze mnie. Co z tego ze mi zapłacą skoro nie jest to moim głównym celem w tym zawodzie. Tak siedzę i myślę o innych rzeczach które mógłbym robić i to jest okropne bo przecież ja to uwielbiam…a jednak czuje jak ta moja pasja ucieka ni przez palce z powodu olewawczego stosunku studentów.

P1120854 (Copy)

Wiedziałem ze nauczyciele potrafią odebrać ochotę do nauki, domyślałem się ze to działa dwubiegunowo i może się nauczycielowi odechcieć z powodu uczniów, ale nigdy nie sadziłem ze spotka to mnie. A spotkało i sobie z tym nie poradziłem. Gdy Oni zaczęli olewać nie potrafiłem zmotywować ani Ich ani siebie. Bo jak tu prowadzić konwersacje gdy nikt nie chce mówić. Nikt…
W takich sytuacjach słychać porady typu – skup się na tych którzy uważają. Tylko na kim ja się mam skupić? Nawet chińska asystentka nie uważa. A Oni nie rozumieją o co chodzi z tymi prezentacjami i będzie płacz za tydzień i dwa.

P1120855 (Copy)

Zawaliłem ten drugi semestr. O ile w pierwszym walczyłem twardo, skakałem, rozdawałem kartki, długopisy i chodziłem po sali męcząc Ich, zmuszając do wyłączenia telefonów, tak w tym semestrze poniosłem porażkę i bardziej tutaj przegrałem ze sobą. Nie wiem czy czegokolwiek Ich nauczyłem, w poprzednim semestrze jeszcze się mogłem łudzić, ale w tym nie mam już żadnych złudzeń. Im się przestało chcieć, a ja nie byłem w stanie nic z tym zrobić. I to nawet nie jest najgorsze. Najgorsze jest to że się poddałem i przestałem się starać. Zostały mi jeszcze dwa dni i jeszcze będę próbować by chociaż te ostatnie zajęcia były sensowne, ale nie ma już we mnie wiary w jakąkolwiek zmianę.
Na szczęście ten marazm potrwa jeszcze tylko tydzień a potem tylko prezentacje i koniec.

P1120856 (Copy)

A dla odmiany w małej szkole zajęcia poszły całkiem przyjemnie. Co prawda więcej mówiliśmy po chińsku bo dzieciaki chciały mnie nauczyć słówek, ale w końcu Lucy się rozpromieniła, a Bill wszystko mi sensownie tłumaczył. Do Nich udało mi się dotrzeć, chociaż też myślałem że przegrałem. I widzę że Oni się chociaż czegoś nauczyli przez ten rok. Z tego jestem zadowolony.

Straszy

P1120826 (Copy)

Od południa tak straszy że będzie padać. Straszy, straszy ale nie pada…a przydałoby się bo duchota straszna. Wczoraj prognoza pogoda mówiła że w środę ma być prawdziwa ulewa, ale dzisiaj zrobił się z tego przelotni deszcz, także nici z oddechu dla ziemi.
Z samego rana poszedłem biegać i biegło mi się lepiej niż wczoraj.

P1120837 (Copy)

Jakoś tak lżej, ale to dalej nie jest to co było i miałbym się czym przejmować gdybym był skupiony na jakimś celu biegowym. A że nie jestem to średnio mnie to rusza. Pobiegałem tyle ile miałem ochotę pobiegać, ale obiecałem sobie że wbiegnę pod górę przed mieszkaniem. I wbiegłem. Ot taki mały sukces. Takie rzeczy też są ważne dla psychiki.

P1120828 (Copy)

Ludzi w parku bez liku. Wszyscy chodzą, grają w siatko nogę, tenisa, badmintona, tańczą…no to są właśnie Chiny gdzie ludzie niezależnie od wieku wychodzą z domów i coś ze sobą robią. To jest ogromny przeskok kulturowy, ale taki bardzo pozytywny, do którego można się bez problemu przyzwyczaić i wręcz odnaleźć w nim motywację.
Mam tylko nadzieję że w mojej nowej miejscowości będą jakieś porządne miejsca do biegania. Na park nie liczę, bo to akurat mi się w Changchun udało, ale chociaż jakieś pola w pobliżu, albo mało uczęszczane drogi. W najgorszym wypadku pozostanie mi bieganie na bieżni, lub bieg w odwiedziny do Czerwiec i powrót autobusem.

P1120830 (Copy)

Straszyła dzisiaj nie tylko pogoda a także moja pamięć. O dwunastej trzydzieści przypomniało mi się że miałem kupić bilet do Pekinu o jedenastej. Gdzieś tam w głowie kiełkowała nadzieja że to pociąg D, czyli ten prawie najszybszy a przez to drogi, a z nimi z reguły nie ma problemów jeżeli chodzi o biletu. Nie ma, bo nikt się na nie nie rzuca. Wszyscy podróżują jakimiś K/T/lub bez numerów które są tańsze ale i wolniejsze. Ja natomiast uznałem że moja ostatnia podróż przed powrotem do Polski powinna być jak najbardziej komfortowa i szybka. A w opozycji do pociągu D było szlajanie się przez czternaście godzin po Pekinie z walizką i plecakiem.

P1120832 (Copy)

Zorientowany o popełnionym błędzie ruszyłem go naprawić i udało mi się dorwać bilet na 6 lipca. Podróż potrwa 6 godzin zamiast jedenastu i nie będzie znanej z tańszych pociągów walki o miejsce na walizkę. W tych pociągach droższych nie ma z tym najmniejszego problemu. Płacisz, wymagasz.

P1120833 (Copy)

I teraz przypomniała mi się historia z drugiego dnia pobytu w Changchun. Chciałem kupić bilet do Changchun, ale jedyne jakie mi pasowały żeby nie przyjechać za późno to G i D. Pani w kasie na dworcu zachodnim w Pekinie odsyłała mnie do kasy tutaj mówimy po angielsku (nie, nie mówili) w której przedstawiono mi sytuację na obrazku: albo kupujesz pierwszą klasę, albo nie jedziesz tym pociągiem.

P1120839 (Copy)

Jak mus to mus, na takie właśnie sytuacje miałem zostawione pieniądze i trzeba było z nich skorzystać. Pojechałem więc pociągiem G w pierwszej klasie (tak pustego pociągu to jeszcze nie widziałem) i dnia drugiego moja szefowa pyta się mnie:
– Wow! Jechałeś w pierwszej klasie! Jak to wygląda?
I nagle to odbieranie wypłaty na parkingu w samochodzie dopełnia obraz firmy.

P1120835 (Copy)

Poniedziałkowe bieganie

P1120802 (Copy)

Dzisiaj to zaakceptowałem. Pogodziłem się z tym że jestem wolny i nie jestem aż tyle silny by wbiec z powrotem pod tę górkę. Zrozumiałem to i od razu żyje mi się lepiej.
Dotarło do mnie że wcale nie muszę sobie czegoś udowadniać, że nie muszę zawsze kończyć biegu w super tempie, każdorazowo pokonywać swoich słabości, ani wygrywać za każdym razem. Owszem, fajnie jest gdy tak się dzieje, ale wcale nie jest to coś co się musi dziać. Zwycięstwo przestaje być zwycięstwem gdy staje się normalnością. To uwaga pierwsza. A uwaga druga jest taka że ja teraz przecież nie trenuję a jedynie biegam dla zdrowia. Tak dla samego z siebie z czystej radości biegania i jak mi się nie chce biegać więcej to najzwyczajniej w świecie nie będę biegać więcej.

P1120819 (Copy)

A dzisiaj mi się chciało średnio. Zrobiłem błąd taki że zjadłem śniadanie i odczekałem godzinę. Błąd dlatego że tutaj te godziny są poprzeinaczane i o 7 słońce jest tak naprawdę wysoko i grzeje dość ostro. Do tego duszno i w konsekwencji lało się ze mnie jak rzadko. I tak sobie biegałem po parku spocony i zmęczony. A bardziej truchtałem bo tempo było truchtowe, ale mi z tym dobrze, nie narzekam, cieszę się z tych przebiegniętych 13 kilometrów. Jutro pobiegnę bez śniadania i zobaczymy jak to będzie o tej szóstej. Mam nadzieję że bardziej znośnie.

P1120807 (Copy)

Wczoraj wieczorem nad Changchun przeszła burza, dzisiaj jest tylko ten straszny upał i duchota. Aż ciężko się oddycha, człowiek się do wszystkiego lepi…zresztą sami wiecie jak to jest. Plus tego miasta jest taki że nie jest aż takie duże jak Pekin i nie lepisz się tak bardzo do innych ludzi w środkach transportu masowego.

P1120812 (Copy)

Dzisiaj rodzice, a konkretniej mamy, uczniów z SSAT przyszły wybadać jak tam Ich pociechy, ale głównie pod kątem wychowawczym. To taki śliski grunt, bo powiedzieć że momentami przesadzają to jedno, ale powiedzieć że przesadzają bo pozwalam Im na sporo luzu to drugie. Wierzę w odpowiedzialność tych dzieciaków i Ich samodzielność, bo przecież za parę miesięcy będą mieszkać w USA, z dala od domu i wraz z taką autonomią będą musiały same siebie motywować. O ile nie mam wątpliwości co do tego że jedyna dziewczyna w grupie sobie poradzi tak co do chłopaków to mam pewne wątpliwości. Zwłaszcza do takiego jednego bo Jego nastawienie jest takie…niestosowne do sytuacji.

P1120815 (Copy)

I taka scenka od dzieciaków z innych zajęć. Pokolorowały tukany i poszły je powiesić na ścianie. Dla najmłodszego, który do tej grupy nie pasuje zupełnie bo z alfabetem radzi sobie średnio, zabrakło pinezek i te starsze dzieciaki odesłały go do nauczycielki chińskiej. A On poszedł i nie wiedział co powiedzieć, więc się rozpłakał. Dopiero jak Go przytuliła i wygłaskała to powiedział że zabrakło pinezek.

P1120817 (Copy)

Święto psiego mięsa

NA KOŃCU WPISU SĄ DRASTYCZNE ZDJĘCIA

Odbywa się rokrocznie w okresie przesilenia letniego w miejscowości Yu Lin w prowincji Guangxi (Polska nazwa jest paskudna – Kuangsi). Tradycyjnie powinien rozpoczynać się w dniu przesilenia letniego i trwać tydzień. Tradycja ta ma co najmniej dwa tysiące lat, a mieszkańcy tej miejscowości wierzą że zjedzenie psiego mięsa w czasie najgorętszego dnia roku sprawi że będziemy zdrowi przez jego resztę.

Tradycja tradycją, ale nie wszystkim Chińczykom się to podoba. Wiele osób przyjeżdża do Yu Lin by wyrazić swój przeciw i wyrażają to między innymi zasłaniając słowo pies w sloganach restauracyjnych. I tak z pieczonego psiego mięsa robi się pieczone mięso. W tym roku (2014) festiwal zaczął się 14-go czerwca.

Strona internetowa Jing Hua Wang przeprowadziła ankietę i 51,8% osób które wzięło w niej udział jest za powstrzymaniem tego święta, 46,4% uważa że w jedzeniu psiego mięsa nie ma niczego złego, a 1,8%nie ma zdania.

Jedzenie psiego mięsa nie jest nielegalne, także Chiński rząd nie może niczego zrobić

W roku 2013 zabito ponad 10000 psów, z których większość porażono prądem lub obdarto ze skóry żywcem.
Psie mięso jest w dalszym ciągu uważane za pożywne zimowe mięso, oraz jako środek na kiepskie krążenie i impotencję.

Jeżeli przyglądaliście się dokładnie zdjęciom z Yanji to mogliście coś zobaczyć, w moim małym Jiawang też widziałem pewne rzeczy których zdjęć nie wrzucałem bo uznałem je za zbyt drastyczne, ale to co jest na północnym wschodzie to inna klasa. Dość powiedzieć że obok mieszkania mam dwie restauracje z psim mięsem. Jedną specjalizującą się tylko w zupach, a drugą wyglądającą na taką bardziej ekskluzywną.

stop-dog-meat

yu-lin-dog-meat

yu-lin-dog-meat-festival

Niedziela i przegapione #42

Ubikacja
Z jakiegoś powodu zaczęto zamykać drzwi w toalecie w małej szkole. Może inaczej. Ta toaleta znajduje się na korytarzu i dzielona jest między cały korytarz, czyli łącznie kilka firm, dwie szkoły i co najmniej jedną restaurację. Nie wiem jaka jest idea jej zamykania, ale skoro tak się dzieje to trzeba już to zaakceptować.
Problem pojawia się wtedy gdy będąc w środku ktoś zaczyna kręcić kluczem od zewnątrz i dokręca. A Ty próbujesz wyjść i odkręcasz. I uczestniczyłem w tej walce przez pięć minut. Pukałem w drzwi, słyszałem że ktoś kręci, więc i byłem słyszany, ale tego kogoś z drugiej strony to nie powstrzymywało. W końcu jednak ja się poddałem, a ten ktoś wygrał i otworzył drzwi. Przerażenia w oczach gdy pokazał się nagle obcokrajowiec – stwierdzono.

P1120799 (Copy)

Two broke girls
Jest taki amerykański serial komediowy o dwóch przyjaciółkach próbujących otworzyć, a teraz to już nawet prowadzących sklep z babeczkami. Jest tam też taka duża kobieta która ciągle powtarza że jest z Polski i często opowiada absurdalne historie o tym jak to jest w Polsce.
Parę dni temu dostałem maila od jednego z moich uczniów z SSAT z pytaniem czy to prawda? Wklejono obrazki na których ta postać mówi Ach wy i te wasze dziwne przysięgi małżeńskie, w Polsce przysięga małżeńska mówi ‘czy bierzesz sobie tę kobietę i może jeszcze inne jakieś za żonę?’.
Rany…

P1120800 (Copy)

Odd plus odd equals odd
Jednym ze słówek które miały dzieciaki z SSAT opisać było słówko odd, czyli nieparzysty, ale również inny, różny, odmienny. No i najlepsza uczennica w klasie napisała nieparzysta liczba plus nieparzysta liczba dają liczbę nieparzystą. Chris zapytał się czy to filozofia czy angielski, a ja tylko Jej napisałem 1+1=2, 3+3=6

P1120801 (Copy)

Niedziela
Jeszcze dwie.
I z rana dostałem wiadomość od Lucy z Jiawang. Pewnie nie pamiętacie dziewczyny która dała mi kota z elektrycznym wiatraczkiem i która chociaż na początku bała się rozmawiać to z czasem przychodziła do gabinetu coraz częściej i w końcu rozmawialiśmy praktycznie codziennie. Razem z Jej przyjaciółką.
I nagle zrobiło mi się tak smutno. Bo brak mi tych dzieciaków strasznie i jak One z tego Jiawang wyjadą to ja nie będę tam miał po co wracać. Bo chociaż fajnie jest odwiedzić stare miejsca, to jednak lepiej z ludźmi porozmawiać. A tych ludzi nie będzie wkrótce…Ale zrobiło mi się też smutno i wesoło zarazem bo Lucy o mnie pamięta. A to jest bardzo pozytywne. Naprawdę bardzo.
I trzecie smutek to taki że Changchun jest dla mnie zupełnie nijakie pod względem uczniów. Z jednej strony mam dzieciaki z którymi mogę pogadać i które mają jakieś tam zainteresowania, ale głównie są to gry w które ja nie gram bo są dla mnie zbyt…no zbyt nijakie. A z drugiej strony mam dzieciaki i studentów z którymi nie mogę porozmawiać bo Ich angielski nam na to nie pozwala.
Chociaż za kilkoma studentami będę tęsknił to jednak z powodu opuszczenia reszty jest mi niezwykle wszystko jedno i to mnie trochę boli. Że nie nawiązałem z Nimi żadnej nici porozumienia, żadnych emocji, ani pozytywnych, ani nawet negatywnych. Ich losy są mi całkowicie obojętne. A przecież rok razem spędziliśmy i to tak być nie powinno…chociaż jest. I tak mi właśnie trochę smutno że jednak nie jest mi smutno. Pogmatwane.