Anshan

P1080025 (Copy)

Nie ufajcie google. Bierzcie  mapy google pod uwagę, ale nie traktujcie ich za pewnik. Zwłaszcza w przypadku komunikacji miejskiej. Do tej pory mi się udawało i przystanki były tam gdzie google mówiło, ale nie tym razem.

P1080039 (Copy)

Tym razem spędziłem blisko godzinę szukając przystanku który był w innym miejsca. Nie ma jednak tego złego bo kupiłem baozi.
W końcu znalazłem przystanek, uznałem że może jest po prostu gdzieś indziej. I faktycznie był.

P1080041 (Copy)

Przejazd autobusem przypominał mi przejazd przez dzielnice robotnicze na Śląsku. W tle kominy, węgiel, pomniki ku chwale klasy robotniczej. Bardzo to wszystko znajome. Po blisko godzinie dojechałem do parku narodowego.

P1080051 (Copy)

A co to?

Narodowy park Qianshan 千山国家公园, czyli dosłownie park tysiąca gór, to górzysty park narodowy w prowincji Liaoning położony około siedemnastu kilometrów na południowy wschód od Anshan.

P1080055 (Copy)

Góry z tego parku należą do pasma górskiego łączącego się z górami Changbai znajdującymi się na granicy między Chinami a Koreą Północną.

P1080065 (Copy)

Pochodzenie nazwy

Nazwa Qianshan jest skrótem od千朵莲花山, czyli góry tysiąca kwiatów lotosu.

P1080284 (Copy)
Zgodnie z legendą dawno temu zapadły się cztery rogi nieba a bogini Nüwa chcąc ratować ludzi próbowała je podtrzymać przy pomocy kamieni. Jeden z tych kamieni spadł na ziemię tworząc tysiąc szczytów przypominających razem kwiat lotosu.

P1080066 (Copy)

Religia

Teren parku narodowego związany jest z kultem religijnym już od czasów dynastii Tang.

P1080077 (Copy)

Dalszy rozwój nastąpił w okresie panowania dynastii Ming oraz Qing. Rewolucja kulturowa w wieku dwudziestym doprowadziła do opuszczenia, a w konsekwencji do uszkodzenia niektórych budynków. Obecnie są one odrestaurowane.

P1080123 (Copy)

Fauna i flora

95% parku to las, ponad dziesięć tysięcy sosen ma więcej niż sto lat. Znajdują się tutaj nie tylko rzadkie zwierzęta, ale i rośliny używane w tradycyjnej chińskiej medycynie.

P1080136 (Copy)

Ciąg dalszy…

W parku znajduje się kilka świątyń, bez sprawdzania powiem że pięć na terenie dość niewielkim, bo od wejścia do szczyty pięciu Buddów są niecałe cztery kilometry.

P1080138 (Copy)
Szczyty. Taki miałem plan właśnie, żeby odwiedzić jak najwięcej szczytów, jakoś nie zależało mi na oglądaniu największego naturalnego posągu Buddy, który znajduje się w innej części parku i to dodatkowo płatnej.

P1080141 (Copy)

Pierwszy szczyt w parku nosi nazwę Nieba poznad Niebem i żeby się na niego dostać trzeba przecisnąć się między kamieniami co może kogoś przerazić bo jest tam dość wąsko. Widok za to wynagradza te trudy.

P1080094 (Copy)
Drugi ważny szczyt to szczyt dużego Buddy, czyli taka mała świątynia z kilkumetrowym pomnikiem Buddy.
Trzecim i zarazem najwyżej położonym szczytem w tej części parku jest szczyt pięciu Buddów.

P1080219 (Copy)

Trochę ponad pięćset metrów i ciągle po schodach. Właściwie to na wszystkie szczyty można się dostać po schodach. Można próbować na dziko co wybrałem ja schodząc z Nieba poza Niebem, a można też spróbować pojechać kolejką. Chciałem pojechać, bo miałem dość po dwóch szczytach, ale żadna kolejka dzisiaj nie działała.

P1080157 (Copy)
Na ostatni szczyt wchodziłem trasą której na mapie nie ma, ale która jest oznakowana. Nie była jakoś niesamowicie malownicza, ale wiodła przez las. I były schody.

P1080181 (Copy)

Tuż przed szczytem znajduje się mała świątynia z pięcioma posągami Buddy, ale to nie są Te posągi, które znajdują się trochę wyżej. Z tego szczytu można pójść do Nieba poza Niebem odwiedzając po drodze praktycznie wszystkie inne szczyty.

P1080189 (Copy)

Taką też opcję wybrałem uznające ze będzie najbardziej malownicza. Gdy po półtorej godzinie zobaczyłem zakręt prowadzący do świątyni smoka skręciłem w dół. Po pięciu i pół godzinach byłem już zlany potem a nie miałem ze sobą nic do przebrania. Nie zakładałem że będę się aż tak pocił. Ale warto było.

P1080256 (Copy)

Gdy po zejściu zatrzymałem się na moment, nogi zaczęły mi się trząść. W autobusie powrotnym do miasta zasnąłem, a potem nie miałem już najmniejszej ochoty iść gdziekolwiek.

P1080269 (Copy)

Na szczęście na stacji kolejowej towarzystwa dotrzymywał mi student z Shandong i jakoś mi ten czas szybko zleciał.

P1080230 (Copy)

Tuż koło stacji znajduje się TESCO, także poczułem się jak w domu. Taka mała, wielka, rzecz a  cieszy.

P1080304 (Copy)

Środa

Dzisiaj nie będzie o zimnie, bo było cieplej.
Dzisiaj wyruszam znowu w trasę, ale ponownie tylko na jeden dzień. Gdzie? Tego dowiecie się w piątek, bo notki w czwartek nie wrzucę. Czy będzie jakaś notka zastępcza? Prawdopodobnie nie. Dlaczego? Dotarło do mnie że zniknę na czas tak długi że nie będę w stanie przygotować notki na każdy dzień mojej nieobecności, dlatego będą się same publikować co drugi dzień. Do tego czasu jednak będę publikować tak ja zawsze, czyli codziennie, także nie bójcie się, wszystko będzie dobrze.

To że było cieplej, nie znaczy że było ciepło. Porównując pogodę w Harbinie z tym co jest Changchun to widzę dlaczego Harbin jest uznawany za najchłodniejsze miasto w Chinach (chociaż podobno najchłodniejsza jest jakaś wioska w Mongolii wewnętrznej), ale Changchun wcale nie odstaje. Największa różnica jest taka, że tutaj śnieg nie pada, jest sucho. Strasznie, ale to strasznie sucho. Nie jest to powód do narzekania, ba wręcz przeciwnie, podoba mi się to że nie ma tego białego paskudztwa, ale zimna zima bez śniegu jest zjawiskiem dla mnie zupełnie nowym. Zima bez śniegu to już w ogóle dla mnie zjawisko nie do pomyślenia bo śnieg był każdej zimy mojego życia. Wystarczyło żebym wyjechał z Jiawang a śnieg tam nie spadł.

To trochę jak z tym królem deszczu w Autostopem przez galaktykę, z tą różnicą że mnie śnieg aż tak bardzo nie podziwia i nie podąża za mną zawsze i wszędzie. Nie było go już tutaj dwa miesiące, o czym zresztą wspominałem.

Tom ma jutro prowadzić zajęcia na których pojawić się może szef, pewnie regionalny bo wątpię żeby najbogatszy nauczyciel w Chinach się pojawił, jednej z największej sieci szkół językowych w Chinach. I został poinstruowany przez naszego wspólnego szefa by kłamać w żywe oczy i mówić, że pracuje w Chinach dłużej niż pracuje. To pewnie i tak nie ma większego znaczenia, bo czemu by miało mieć, kto by się tym przejmował że wizę ma krócej, przecież nikt tego nie będzie sprawdzał. Osobiście jestem zdania że doświadczenie w tym zawodzie nie jest aż tak istotne jak się niektórym wydaje, ale z pewnością jest istotne. Tom sobie poradzi bo to ogarnięty chłopak, ale mój szef wkurza mnie niemiłosiernie, przecież to zupełnie niepotrzebne kłamstwo. Bo jeżeli Tom nie zrobi dobrego wrażenia to co za różnica czy pracuje tu rok czy cztery miesiące, a jeżeli zrobi doskonałe wrażenie to nikt Mu drzwi nie pokaże bo pracuje tutaj za krótko.

Wypadałoby powiedzieć że zimno

 

P1080007 (Copy)

 

Bo rano znowu szpilki próbowały wkłuć się w skórę. O ile próby wbicia się w skórę to mały problem, bo czym tu się tak naprawdę przejmować, ani krew nie poleci, ani nie zamarznę, ale oddychanie w tej temperaturze nie jest ani miłe ani przyjemne. I to właściwie jest najgorsze, bo przed całą resztą można się obronić, ale w przypadku okularników noszenie masek lub chust w zimie znacznie utrudnia poruszanie się. A bez okularów to już w ogóle o poruszaniu się można rozmawiać tylko teoretycznie, także pozostaje wybór: albo jest mi ciepło i ryzykuję zderzenie z autobusem, albo ryzykuję odmrożenia twarzy. To całkiem prosty wybór więc nie narzekam.

 

P1080008 (Copy)

 

Północno wschodnie Chiny to nie jest miejsce przyjazne ludziom w zimie, ale patrząc na to uczciwie, mamy już styczeń czyli de facto najzimniejszy miesiąc w roku a ja dopiero teraz zaczynam skarżyć się na pogodę, dodajmy do tego że mojej prawdziwie zimowej kurtki nie ubrałem jeszcze ani razu i chociaż dobrze mieć ją w razie nagłych spadków temperatur, nic nie wskazuje na to by mi się tutaj w tym roku przydała. Głównie dlatego że kogo się nie spyta ten odpowie że ta zima jest wyjątkowo ciepła, poprzednie dawały w kość znacznie, ale to znacznie bardziej. Jakoś nie mam problemów by sobie to wyobrazić, zwłaszcza po tym poranku w Tonghua. Nie chciałbym czegoś takiego przeżywać dzień w dzień.

 

Owszem, zimno to głównie stan umysłu i o wiele łatwiej się do niego przyzwyczaić niż do ciepła, ale to co tam poczułem było zimnem rodem z innego wymiaru, takim pierwotnym zimnem które musieli odczuwać nasi przodkowie, zimnem które niosło ze sobą śmierć i strach przed którym został gdzieś tam głęboko zapisany w naszym kodzie genetycznym. Dobrze coś takiego poczuć, bo to kolejne doświadczenie z gatunku ekstremalnych, ale nie jest to w żadnym wypadku coś do czego chciałbym się przyzwyczaić. To coś przed czym będę starał się uciec, chociaż zimno znoszę o wiele lepiej niż ciepło.

 

P1080009 (Copy)

 

Tom poszedł dzisiaj na tę rozmowę, nie musiał prowadzić lekcji demonstracyjnej. Z miejsca zaproponowali mu prowadzenie zajęć z języka mówionego oraz kultury krajów anglojęzycznych. Taaak, na uniwersytecie kształcącym nauczycieli. Moja głowa jest niestety zbyt mała by to objąć, by zrozumieć jak to działa, jak to jest możliwe że do pracy na uniwersytecie przyjmuje się kogoś kto uczy 3 miesiące, nie ma żadnego rzeczywistego doświadczenia i wrzuca się go od razu na uniwersytet gdzie kształci się przyszłych nauczycieli. PRZYSZŁYCH NAUCZYCIELI! My tu mówimy o ludziach którzy będą w przyszłości kształcić ten naród, o ludziach których misją będzie zaszczepienie swoich własnych zainteresowań kolejnemu pokoleniu. Jak więc można myśleć że to dobry pomysł…A może to jest dobry pomysł, bo może chodzi tu o sprowadzenie jak najmłodszej kadry i liczenie na to że sama ich osobowość zaszczepi w przyszłych nauczycielach chęć dzielenia się swoją wiedzą.

 

Zimno

P1070984 (Copy)

Rany…to teraz będzie taki powracający temat. Nudne to będzie do bólu, ale do czego jak do czego, ale to nudy ten semestr nas przyzwyczaił. Nie ma sensu się tutaj oszukiwać i mówić że byłem dużo i ciekawie, bo nie pisałem, owszem jakieś pojedyncze ciekawe wpisy się znajdą, ale większość z nich to nuda jak w polskim filmie. Owszem, coś się dzieje, ale jakoś tak inspiracji do spisywania tego wszystkiego a potem do opisywania brakuje.

P1070988 (Copy)

No to dzisiaj z tematów nudnych i powracających – zimno. Nie takie jak w Polsce, o nie. W Polsce takich zim nie doświadczyłem. Te tutaj są przede wszystkim suche, ostatni śnieg spadł przecież dwa miesiące temu, oraz mroźne. Nie wiem nawet czy mroźne to odpowiednie słowo, bo gdy rano termometry wskazują minus trzydzieści cztery stopnie to nie wiem czy to mróz, zimno czy jeszcze coś innego, bo chłód to już na pewno nie. Skoro brakuje nam słów w języku Polskim by to opisać to powinniśmy czuć się szczęśliwi że naszej kulturze nie przyszło żyć w takich warunkach. Na jedynej nieosłoniętej części ciała, czyli twarzy, czułem to dzisiaj dotkliwie. Zdawało mi się że chłód ożył, wyjął szpilki i nie tyle zaczął wbijać je pojedynczo co raczej masowo po kilka naraz tylko po to by sprawdzić jak długo wytrzymam, lub dla sobie tylko znanych powodów. Oprócz tego było jednak w porządku, w żadnym wypadku nie ciepło i pod żadnym pozorem nie przyjemnie, nie jest to absolutnie pogoda do spacerowania czy nawet dłuższego chodzenia, ale z pewnością jest akceptowalna. W końcu minus dwadzieścia pięć to nie minus trzydzieści cztery.

P1070989 (Copy)

Na ulicach widać, że nie tylko mi jest zimno bo ludzi wszędzie coraz mniej, mniej samochodów, mniej ludzi w sklepach, widać że kto tylko może stara się wybyć z dongbei w czasie tych największych mrozów, lub przynajmniej nie wychylać głowy z mieszkania. Wypada więc robić dokładnie to samo co robią tubylcy czyli siedzieć w mieszkaniu i starać się nie zwariować. Słowo starać się wypada podkreślić zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę że nawet internet uznał iż jest za zimno. A to jest to o tyle problematyczne, że nie mogę sobie w spokoju tłumaczyć czegoś co tam sobie zaplanowałem. Zimno potrafi popsuć naprawdę wszystkie plany, nawet te wydające się najtrudniejsze do zepsucia.

P1070992 (Copy)

I teraz taka ciekawostka prosto z mojej firmy. Dzisiaj Tom, Amerykanin, zadzwonił do Johnsona, naszego szefa, by dowiedzieć się czy ma zajęcia z chłopakiem którego uczył do tej pory, okazało się że ma.
A właśnie słuchaj, jutro masz rozmowę kwalifikacyjną na uniwersytecie, przygotuj dwudziesto minutową lekcję demonstracyjną.
Tak teraz patrzę na tę sytuacją i myślę że może to i norma, może tak to właśnie wygląda w takich agencjach gdzie łapie się ludzi a potem wysyła się ich gdzie tylko się da by się załapali i kręcili kasę. Tylko dlaczego uniwersytet, skoro to zawsze są najgorzej płatne pozycje w Chinach, skąd taka zmiana, odejście od znanej i sprawdzonej metody ze szkołami pewnej sieci? To już absolutnie nie jest mój problem i aż tak bardzo mnie to nie nurtuje. Wkurza mnie natomiast podejście mojego szefa, wkurza mnie to niemiłosiernie bo nie ma w tym ani grama profesjonalizmu, ani nuty, cienia, nic co by ten profesjonalizm przypominało. Tak się po prostu nie robi, no ale czego mam się spodziewać po człowieku który wziął Amerykanina z ulicy i posłał go do kolegium po znajomości a potem trzymał w pracy pomimo Jego wybryków ewidentnie łamiących umowę.
Wkurza mnie to głównie dlatego że ja też w tej agencji pracuję i widząc co się dzieje zastanawiam się co może stać się ze mną.

P1070987 (Copy)

Niedziela i przegapione #20

P1070968 (Copy)

Ta…tylko że znowu niczego nie przegapiłem, więc będzie tylko o niedzieli.
Nie będzie żadnych podsumowań. Ani po 140 dniach, ani po najdłuższym jednorazowym pobycie, ani po pięciuset notkach, ani chińskim nowym roku, nie i już.

Może po dwóch latach…

P1070970 (Copy)

W każdym razie na pewno nie dzisiaj gdy z nosa mi cieknie, z oczy płyną łzy…

Teacher, teacher, water eyes…
Wiem, wiem…
Dlaczego?
Bo mi smutno.

Żartuję, mam zatkany nos.

P1070975 (Copy)

Dzisiaj było zimno. Nie tak zimno jak w Tonghua o szóstej rano, ale zimno. Temperatura oscylowała w okolicach minus dwudziestu stopni i nie dziwota że nikt nie garnął się by wyjść na dwór. Na zajęciach miałem trzy dzieciaki i już wiem że w przyszłym tygodniu nie mam zajęć ani w sobotę ani w niedzielę. Co jest z jednej strony fajne, a z drugiej strony nie fajne. Powody są wiadome.

P1070976 (Copy)

Mam takiego jednego brzdąca w tej klasie niedzielnej. Brzdąca bo chociaż ma już dziesięć lat to ciągle zachowuje się jak dziecko, potrafi momentalnie przejść ze stanu jestem taki szczęśliwy że śpiewam do stanu jest mi źle, smutno, idźcie sobie w sekundę, do tego widać że brakuje Mu w domu towarzystwa, bo bardziej chce się w klasie bawić niż pracować. Do tego stopnia że Lilly (o najsłodszym z możliwych głosów) musi Go uspakajać.  A Lilly sama chciała się bawić przez ten poprzedni tydzień i bałem się że cała dyscyplina pójdzie się bujać, a tu wręcz przeciwnie, na zajęciach siedziała jeszcze bardziej posłusznie.

Fajnie tak z dzieciakami posiedzieć i próbować pogadać, ale jak mi Harold powiedział że robi dzisiaj ze swoimi uczniami tekst o piętnastolatku który powstrzymał zamachowca w Afganistanie to robi mi się trochę smutno bo brakuje mi czegoś takiego. Brakuje mi takich bardziej zaawansowanych tematów. Jasne, nauczanie tych brzdąców jest super, bo widać efekty bardzo szybko, Ich umysł jest jak gąbka i wchłania każdą ideę, nawet jeżeli trzeba trzy tygodnie uczyć Ich dni tygodnia, to jednak w końcu to zapamiętają na całe życie.

P1070979 (Copy)

W następną sobotę w Jiawang odbędą się zawody kolarskie…znowu wsiądą na rowery i będą pedałować po tych górzystym, nie górzystym terenie. Fajnie się mają…Świat kręci się nawet wtedy gdy nie zwracamy na niego uwagi, a życie toczy się także tam gdzie nas nie ma, o czym mamy tendencję do zapominania.

Dostałem smsa, obóz odwołany. Także w czwartek nie muszę się martwić późnym powrotem do Changchun, a w weekend mogę się gdzieś wyrwać. W końcu katar nieleczony znika po siedmiu dniach, a leczony po tygodniu.

Interwały

P1070951 (Copy)

Co prawda powinienem z tym poczekać do wyjścia na dwór, ale chyba mogę sobie tak czasem notki w zimie zatytułować.
Chociaż to znaczne uproszczenie tematu…znaczne…na bieżni nie lubię robić ani długiej rozgrzewki, nie przebiegam wymaganych przez lata treningu dwóch kilometrów, a jedynie dziesięć minut, po czym rozpoczynam interwały. Dzisiaj postanowiłem pobiec interwały długie, czyli ograniczyłem się do 12km/h przez pięć minut, zamiast interwałów krótkich czyli 12km/h przez trzy minuty i minuta 14km/h.  Do tego minuta oddechu w tempie 8km/h i powtórka. Tak to przynajmniej wyglądało dzisiaj. Planowałem zrobić cztery powtórzenia, ale czułem się bardzo dobrze więc pobiegłem jeszcze piąte. Poszło nadzwyczaj dobrze, o wiele lepiej niż się spodziewałem. To dobrze rokuje na przyszłość. Za jakiś czas powinno dojść do wydłużenia tych interwałów jeszcze bardziej, ale to pewnie uda się dopiero pod koniec lutego. Bo…to się wszystko wyjaśni już za dwa tygodnie.

P1070953 (Copy)

Dzisiaj dotarła do mnie trochę niepokojąca informacja, mianowicie odwołano moje zajęcia w następną sobotę, a cały misterny plan z zajęciami w ferie zimowe może w ogóle zniknąć bo na drugi tydzień zapisała się tylko jedna osoba. Wszyscy wyjeżdżają, nikt w Changchun nie siedzi.  Biorąc pod uwagę temperatury to dziwnym nie jest.  Oczywiście że nikomu nie chce się siedzieć w mieście gdy temperatura spada poniżej minus dwudziestu stopni. Oczywiście, że wszyscy chcą gdzieś wybyć, albo przynajmniej trzymać dzieci w domu, bo kto by je w taki mróz targał po szkołach, gdzie w dodatku trzeba dziecko zawieść a potem jeszcze odebrać. Także, rozumiem tych ludzi doskonale i tylko trochę mi szkoda bo to jednak fajna okazja by z dzieciakami posiedzieć, pogadać, pobawić się, a już najbardziej bolą mnie te zajęcia sobotnie bo to oznacza, że więcej tych dzieciaków przed końcem lutego nie zobaczę . Szkoda.

P1070955 (Copy)

Trochę za wcześnie jeszcze by planować kolejny tydzień, bo jutro może się okazać że jednak mam te zajęcia, no i jeszcze mnie katar dzisiaj złapał, a to nigdy nie wróży niczego dobrego, ale istnieje możliwość, nikła ale zawsze, że w przypadku dodatkowego dnia wolnego uda mi się odwiedzić Jilin. Fajnie byłoby zobaczyć te zamarznięte drzewa które są tak chwalone przez wszystkich. A czy się uda, no to już zobaczymy.

P1070958 (Copy)

A co jeżeli powrót do rzeczywistości okazał się prostszy bo rzeczywistość się zmieniła?

P1070959 (Copy)

Back to reality

P1070947 (Copy)

Czasem te powroty są trudne. W końcu ciężko nagle powrócić do rzeczywistości, ciężko jest przejść płynnie z jednego świata do drugiego. Z czasem podobno staje się to coraz trudniejsze, a podobno niektórym nie udaje się w ogóle. Niektórzy zostają na zawsze w świecie w którym chcą być, a inni na zawsze w rzeczywistości w której może niekoniecznie chcieli być kiedyś, ale coraz trudniej jest im się z niej wyrwać.
Z czasem te powroty są łatwe. W końcu po siedmiu godzinach siedzenia na twardym fotelu będąc wybudzanym jedynie przy okazji odgłosów upadających ludzi (bo bidulka zasnęła i się przewróciła), lub pracowników kolei poprawiających walizki położone nad siedzeniami (to prawdziwa misja, obchodzą piętnaście wagonów i obracają wszystkie walizki by nie wystawały) powąchanie zimnego powietrza Changchun jest jak uderzenie obuchem w głowę którego człowiek potrzebuje, jak mocna kawa która stawia od razu na nogi, w żadnym wypadku jak długa noc w wygodnym łóżku po której wstajemy gotowi na wyzwania nadchodzącego dnia.

O siódmej rano słońce świeci już nawet nad Changchun, taksówkarze jak zawsze czekają przy wyjściu z dworca, podobnie jak i hotelowi naganiacze. Wszyscy chcą zarobić już od świtu. Na szczęście o godzinie siódmej nie ma już problemów z autobusami, wszystkie jeżdżą od szóstej lub piątej pięćdziesiąt, także wystarczy dobiec do numeru 66 i znaleźć miejsce na piętrze. Autobus rusza powoli pokonując bez pośpiechu kolejne skrzyżowania, chciałoby się napisać za oknem przesuwają się kolejne znajome widoki, ale jedyne co się przesuwa to autobus, widok przez okno pozostaje niezmienny. To zamarznięta szyba. Pomalowana palcem Mrozu. Nie pozostaje nic innego jak czekać na znajomy przystanek. Nanhu lu nie oznacza ulica jeziora południowego, oznacza wstawaj, za chwilę twój przystanek.
Sklepy otwarte, Tom jeszcze śpi, można spokojnie zagrzać wodę w bojlerze i w końcu ściągnąć buty. Ponad trzydzieści godzin to dużo za dużo…Śniadanie, kawa, prysznic i można iść na zajęcia. Zajęcia…wyciągam dzieciaki na dwór, chwilę kopiemy piłkę, urządzamy zawody w biegu na trzy nogi i wracamy…

I pora iść na siłownię. To tyle z całego dnia. Powrót do rzeczywistości wcale nie jest trudny, czasem nie ma czasu na płynne przejście do innego świata, dlatego powrót do rzeczywistości wcale nie boli, jest nieodczuwalny. Za tydzień będzie inaczej. Może gorzej, może lepiej, z pewnością inaczej.

Ji’an

P1070750 (Copy)

Dawno temu Korea była podzielona na trzy królestwa. Goguryeo, Baekje i Silla.

P1070754 (Copy)

To pierwsze wywodziło się z Mandżurii. Istniało sobie sześć stuleci aż zostało rozbite przez Chiny na początku wieku siódmego.

P1070759 (Copy)

Jedną ze stolic kraju był znajdujący się obecnie na terenie ChRL Ji’an. Miasteczko obecnie malutkie na granicy z Korea Północną. Dostać się to nie jest łatwo. Dostać się do wpisanych n listach kulturowych zabytków UNESCO grobowców z okresu tego królestwa jest jeszcze trudniej. O opisach w internecie możecie zapomnieć, o mapach na miejscu nie marzcie, nie myślicie nawet o autobusach które zawiozą Was na miejsce. Pozostają taksówki. Przynajmniej w zimie. Może w lato wygląda to inaczej, ale w zimie to…cóż, tak to wyglądało dzisiaj.

P1070778 (Copy)

Po wyjściu z pociągu uderzyło mnie zimno. Najpierw zamarzły mi palce u stóp, potem straciłem czucie w dłoniach, chwilę potem szczęka zaczęła mi skakać i zacząłem w duszy przeklinać samego siebie że nie wziąłem grubej kurtki i w głowie już miałem myśl by uciekać pierwszym pociągiem do Changchun i wrócić w lato…gdy w końcu wyszedłem ze stacji zrobiło się tylko gorzej. Wskoczyłem na moment do stacji biletowej gdzie ogrzałem palce i ubrałem drugą parę rękawiczek. Wyszedłem szukać stacji autobusowej. W jedną stronę nic, w drugą stronę nic, wróciłem do stacji by się ogrzać.

P1070788 (Copy)

Wbrew temu co sarkastycznie śpiewał Dezerter policjanci faktycznie mówią prawdę a nawet wychodzą na ulicę by pokazać gdzie iść. Dołożyłem kilkaset metrów i znalazłem stacje. Chciałem bilet na godzinę ósmą, ale udało mi się dostać bilet na siódmą, czyli odjazd już za dziesięć minut.

P1070791 (Copy)

Jazda z Tonghua do Ji’an trwała trochę ponad dwie godziny. W Ji’an nie miałem pojęcia co zrobić. Wymyśliłem sobie że przejdę się kawałek i znajdę taksówkę która zabierze mnie do pierwszego miejsca a stamtąd jakoś sobie poradzę. Taksówkarz sam mnie znalazł i zawiózł na kompletne przedmieścia przypominające obrzeża Jiawang.

P1070799 (Copy)

Wokół nie było niczego. Żadnych przystanków, innych taksówek, innych ludzi, nawet ludzi w kasie nie było…Pan Taksówkarz poszedł ze mną, powiedział jaki bilet kupić i nawet zawołał kasjerkę. Widząc że sobie nie poradzę w taką pogodę bez mapy zgodziłem się by mnie zawiózł do wszystkich czterech miejsc. Wyszło mnie to drożej niż planowałem, ale inaczej bym tego nie ogarnął. Dość powiedzieć że w dwóch kolejnych miejscach PT musiał wołać ludzi by mi bilet skasowali, oraz poszli ze mną. Zastanawiałem się dlaczego, ale w krótce zrozumiałem.

P1070800 (Copy)

Zakaz robienia zdjęć. Najpierw nie mogłem robić zdjęć menhirowi sprzed tysiąca czterystu lat. O jego wieku dowiedziałem się od historyków sprawdzających czy się przesunął. Nie przesunął. Zaproponowali mi transport, ale niestety taksówkarz już był opłacony. I teraz straszenie sobie pluję w zgoloną brodę ze nie wziąłem do Nich kontaktu, bo o tych grobowcach prawie nic w internecie nie ma.

P1070801 (Copy)

Trzecie miejsce do grobowce do których można wejść i ponownie nie można robić zdjęć więc trzeba iść ze strażnikiem. Który wziął mi telefon gdy próbowałem przez niego patrzeć bo mi okulary zaparowały. A było na co popatrzeć bo ten grobowiec był cudownie pomalowany. Fantastyczne kolory.

P1070813 (Copy)

Aż mnie zastanawia dlaczego do innych nie można wejść. Może kiedyś i na nie przyjdzie pora bo domyślam się że koszty otwarcia takiego grobowca są olbrzymie.

P1070815 (Copy)

Ostatnim miejscem w które się udaliśmy był zbiór grobowców z okolic piątego i szóstego wieku. Kilkanaście piramidalnych grobowców zbudowanych dla bogatszej ludności dawnego Goguryeo.

P1070823 (Copy)

Tutaj nie było już nikogo nawet w kasie. Zamknięta na cztery spusty. Tyle lat historii i tylko ja wokół. Niesamowite przeżycie. Gdyby tylko gdzieś jeszcze były przedmioty wydobyte z tych grobowców, albo chociaż zdjęcia. Z drugiej strony, należy założyć że niewiele udało się uratować, inaczej gdzieś by zostało to pokazane.

P1070846 (Copy)

A na koniec PT odstawił mnie na rzekę Yalu, czyli rzekę wyznaczającą granicę pomiędzy Koreą Północną a Chinami. Taka niepozorna rzeka  pięknymi górami po drugiej stronie. Nic dziwnego że miejsce to wybrano na stolicę. Otoczone rzeką i górami musiało być ciężkie do zdobycia między pierwszym a piątym wiekiem.

P1070847 (Copy)

Wzdłuż rzeki Yalu pospacerowałem ponad godzinę. Znalazłem fabrykę i widziałem Koreańczyków z północy. Fantastycznie.

P1070854 (Copy)

A potem przyszło mi wracać, nie za bardzo wiedziałem w którą stronę się udać, ale ruszyłem w stronę miasta i idąc przed siebie licząc że w ostateczności zawołam taksówkę.

P1070897 (Copy)

W końcu znalazłem taksówkę, ale pan taksówkarz pomachał ręką sugerując ze to za blisko. No to super. Szedłem w dobrym kierunku i już byłemu blisko.

P1070916 (Copy)

Nie było już więcej do zobaczenia w Ji’an, może jeszcze most graniczny, ale nie mam pojęcia czy on w ogóle jest w Ji’an bo nigdzie na mapie nie widziałem.

P1070920 (Copy)

Godzinę później wszedłem do autobusu do Tonghua i dwie godziny później zameldowałem się w okolicy dworca. A gdy to piszę zostały mi jeszcze trzy godziny czekania.

P1070943 (Copy)

Ogółem był to udany wyjazd, ale nie polecam wykonywać go w zimę. W lato może udałoby się załatwić transport trochę taniej. No i można zobaczyć trochę więcej grobowców a nie ograniczać się do tych z listy UNESCO.

A teraz pora na…

P1070866 (Copy)

A co to?

Miastu Wunu było pierwszą stolicą Goguryeo. Jest tylko częściowo odkryte. Dodatkowe stolice do Wandu i Guonei, które pełniło rolę dodatkowej stolicy po przeniesieniu głównej do Pjongjang.

P1070895 (Copy)

Te trzy stolice są doskonałym przykładem wykorzystania terenu do budowania miast. Sposób w jaki zostały zbudowane był naśladowany przez sąsiednie państwa.

P1070887 (Copy)

W całej okolicy Ji’an znajduje się około czterdziestu grobowców, a kolejne znajdują się w Korei Północnej. Grobowce są zaprojektowane tak by utrzymać ciężar znajdujący się na nich bez używanie kolumn czy też innych wsporników. Znajdujące się w środku malowidła są pełne kolorów i można się na nich doszukać wpływów innych kultur.

Króciutko o środzie

P1070740 (Copy)

Pierwsza lekcja historii za mną.
Lekcja historii, dobre sobie. Opowiedziałem dzieciakom gdzie jest Rzym, a potem Beauty zaczęła się mnie pytać jak jest dzień dobry w poszczególnych językach i zanim się obejrzałem zleciało nam pół lekcji. Drugie pół to było ćwiczenie rzymskich liczb i zabawa z nimi. Super. A ja się tak martwiłem.

P1070741 (Copy)

Od Harolda (tego wielkoluda z Wigilii) dowiedziałem się że zabrał dzieciaki wczoraj na pobliski kampus i tam grali w piłkę, więc zrobię z Nimi dokładnie to samo w piątek. O ile będę w stanie się w ogóle ruszać.

P1070745 (Copy)

W każdym razie dzieciaki się dzisiaj zbyt wiele nie nauczyły, ale przynajmniej się pobawiły, pośmiały i też było dobrze. Nie ma co się tak stresować z powodu tych zajęć. Wszystko będzie w porządku.

P1070746 (Copy)

I tyle na dzisiaj, dodatkowo zapraszam do szuflady, oraz do poczytania o dzisiejszym święcie.

P1070749 (Copy)

Chiński kącik podróżniczy – Pociągi

Jedna rada, bo widzę że ktoś wpadł na bloga wpisując ‘jak dotrzeć z Pekinu do Qufu’.
Najprostszym rozwiązaniem dla ludzi mówiących po angielsku jest ta strona – http://www.travelchinaguide.com/china-trains/
Sprawdzamy sobie godziny, numery pociągów i ceny.  I teraz tak: będąc już na miejscu w Chinach idziemy do kasy biletowej lub innego punktu sprzedaży i pokazujemy że chcemy bilet na pociąg na ten konkretny dzień, dajemy paszport i pieniądze i już.

Bilety można kupić dwa tygodnie przed wyjazdem na stacji kolejowej, 18 dni przed zamawiając przez telefon a dni 20 przed zamawiając przez internet. Zamawianie przez internet to trochę wyższa szkoła jazdy i nie będę jej dzisiaj opisywał.

Obecnie są w Qufu dwie stacje kolejowe, jedna stara, druga nowa. W gruncie rzeczy nie ma znaczenia którą sobie wybierzecie bo autobusami do centrum miasta i tak się dostaniecie. A jak nie to taksówką. Z tego co pamiętam to ze stacji Qufu East (czyli tej nowej, obsługującej pociągi ekspresowe) do centrum odjeżdżają linią 1 i 2, ale głowy sobie uciąć nie dam.
Można też się dokulać do Yanzhou, które znajduje się jakieś 15 km od Qufu i wziąć taksówkę, lub busa, ale tej opcji w ogóle nie znam więc się nie wypowiem.

Chiński kącik kulturowy

Święto Laba wypada ósmego dnia ostatniego miesiąca i początkowo była to okazja by oddać cześć przodkom oraz pomodlić się do nieba o dobre zbiory i szczęście dla rodziny. Wiele lat później elementem święta Laba stała się owsianka składająca się z ryżu, fasoli, orzechów, oraz mięsa.

Dwunasty miesiąc nosi nazwę la, a osiem po chińsku to ba stąd też nazwa laba.

Owsianka

Mówi się, że owsianka pochodzi z Indii. Legenda głosi, że syn króla nie mógł znieść widoku cierpiących ludzi. Dlatego też porzucił swoją rodzinę i ruszył szukać oświecenia na drodze religijnej. Po sześciu latach siedząc pod drzewem bodhi zrozumiał naturę Buddyzmu. Stało się do ósmego dnia dwunastego miesiąca. Przez te sześć lat nie jadł nic oprócz ryżu, dlatego owsianka spożywana w czasie tego święta oparta jest właśnie na ryżu.

Składniki

Składniki to przede wszystkim ryż, fasola (soja, groch, fasola mung), suszone orzechy (włoskie, migdały, arachidowe), twarożek fasolowy i mięso. Do smaku dodaje się także nasiona melona, lotosu, orzechy sosny, cukier, czy inne dodatki. W końcu po tysiącleciu istnienia powstały setki odmian.

Po kilku godzinach gotowania owsianka składana jest w ofierze oraz rozdawana znajomym. Rodziny spożywają owsiankę razem, niektórzy ludzie rozdają ją biednym.

Teacher!

Już nie wyglądasz jak małpa!

P1070717 (Copy)

Bo ogoliłem brodę. I mała Cindy już się mnie nie boi. Teraz się do mnie uśmiecha i chce ze mną rozmawiać. Co cieszy.

P1070718 (Copy)

June kupiła już bilety na pociąg, także na pewno jedziemy do Changsha, a gdzie dalej, to się okaże. Plany są ambitne, ale na to jeszcze przyjdzie czas.

P1070723 (Copy)

Dzisiaj dowiedziałem się również, że jeżeli wszystko po mojej myśli to uda mi się w czwartek dostać do tych grobowców w Ji’an (JAKICH GROBOWCÓW?!), bo autobusy odjeżdżają teoretycznie co pół godziny, także powinno być dobrze.  Gorzej z powrotem bo niby ostatni autobus znika o 15:20, ale myślę że też będzie dobrze. Jutro spróbuję zakupić te bilety przez internet, co powinno się udać. Powinno, ale czy uda to już inna para kaloszy.

P1070727 (Copy)

Za mną już także pierwsze zajęcia i dzieciaki nie przyniosły tabletów w związku z czym zapytałem czy nie zagrałyby w jakąś grę.
Chris grał z Nimi w literowanie, a konkretniej podzielił na grupy i kazał pisać na tablicy słowo, lub zwrot po angielsku i po chińsku. Co zdało rezultat, ale dzieciaki były głośne, no bo nie oszukujmy się zawsze będą. Wychodząc powiedział tylko:
– Teraz to twój problem.
I się zaśmiał.
Tak…to znam aż za dobrze, chociaż tutaj to był żart. W Polsce usłyszałem to od dyrektora szkoły w której uczyłem na zajęciach poza lekcyjnych. Tutaj szkoła jako placówka wychowawcza faktycznie przestawała działać po godzinach pracy.

P1070732 (Copy)

Na moich zajęciach pojawiła się Beauty czyli córka współwłaścicielki szkoły i Ona mówi po angielsku lepiej niż moi studenci…bez dwóch zdań. Wyczarowała magiczne krzesła, potem fruit basket czyli każdy z uczestników jest owocem i po wymówieniu nazwy owocu musi się zmienić miejscami, oraz crocodile w którym krokodyl staje po środku wymawia kolor i każdy kto ma ten kolor przechodzi na drugą stronę bezpiecznie, a kto nie ma ten musi przechodzić szybko by nie zostać schwytanym.

Czyli tak bardzo sympatycznie i wesoło. Zleciała nam godzina a jutro pora na pierwszą lekcję historii i trochę się tego obawiam, ale w najgorszym wypadku przyjdzie mi opowiedzieć jakiś mit rzymski i zagrać w grę.