Czołem doktorku

P1150187 (Copy)

Są takie chwile kiedy uwielbiam moich studentów. Bardziej w sensie uwielbiam uczyć niż uwielbiam tych konkretnych studentów. Ten zawód daje mi to mnóstwo, ale to naprawdę mnóstwo radości i tutaj, w Longhu, tej małej wiosce gdzieś na krańcu świata momentami czuję że to wszystko ma sens, odzyskuję wiarę w sens tej pracy tutaj. Owszem, czasem ten sens znika z tego samego powodu. Czasem mam ochotę przyznać rację jednemu z moich wykładowców na uniwersytecie i powiedzieć że faktycznie uniwersytet byłby o wiele lepszym miejscem gdyby nie studenci.

Tyle że nie dzisiaj. Dzisiaj jestem mocno podbudowany.

Ostatnie zajęcia w te parzyste tygodnie mam z taką średnią grupą. Średnią. Może z trzy osoby rozumieją większość tego co do Nich mówię. Parę nie ogarnia w ogóle.

Czyli średnio, ale jeszcze nie najgorzej. Nawet na kilometr nie zbliżają się do tego co było w Changchun.

To w tej grupie jest ten jeden student który pamiętał by odrobić zadanie domowe dwa tygodnie temu. W tym tygodniu zawiódł mnie solidnie bo się nie przygotował. Za to cała reszta grupy już tak.

I to był pierwszy ogromny plus.

Drugim ogromnym plusem było to jak zadanie domowe zaprezentował jeden ze studentów:
– Czołem doktorku, boli mnie brzuch.
– Oj stary, a co jadłeś?

I się uśmiałem. Reszta była utrzymana w podobnym tonie więc tylko zwróciłem uwagę że to dość nietypowe, ale jak najbardziej poprawne.
O ile są znajomymi.
– Oczywiście, w tej sytuacji są dobrymi znajomymi.

I to jest taka drobnostka powiecie, bo co to niby trudnego powiedzieć doktorku i stary? Niby nic, ale rozróżnianie stylu formalnego i nieformalnego daleko wykracza poza to co się robi w Chińskich szkołach. To świadczy o zaangażowaniu poza normalnymi zajęciami.

Zawsze gdy widzę kogoś tak zaangażowanego serce mi rośnie. Chłopak pewnie ogląda mnóstwo filmów i stąd ma tę wiedzę, co jest fantastycznym dowodem na to że filmy w oryginale z napisami w odpowiednim języku dają naprawdę pozytywne rezultaty.

P1150188 (Copy)

Profesjonalizm

P1140029 (Copy)

Będą takie trzy scenki i jedna historyjka jako wstęp do drugiej.

P1140030 (Copy)

Scenka pierwsza. Poniedziałek, godzina 1440 czyli początek zajęć trwających do 1630. Dociera do mnie email od Hillary że mogę udać się do biura w budynku administracji i odebrać zwrot  pieniędzy za bilet do Chin. To taki mały, ale bardzo przydatny bonus który sprawia że miejsce to jest trochę mniej uciążliwe. Traktuję to jako swoistego rodzaju wynagrodzenie za ten straszny prysznic od czasu do czasu i za to wifi którego de facto nie ma (dowiedziałem się że nauczyciele Chińscy mają ten sam problem, ale usłyszałem Chiny to kraj rozwijający się i aż się uśmiechnąłem, bo to mój koledż jest miejscem rozwijającym się a nie Chiny). I fajnie dostać takiego maila, tyle tylko że było w nim napisane odebrać dzisiaj między 1330 a 1630. No i jak to mam zrobić? Na szczęście jednak mogłem odebrać dzisiaj, czyli we wtorek. Odebrałem, poszedłem do wpłatomatu gdzie stadko pierwszoraczniaczek nie potrafiło ogarnąć bankomatu. Zaczęło się od wkładania karty drugą stroną a skończyło na tym że nic nie załatwiły bo nawet w trójkę przed ekranem nie potrafiły odczytać o co chodzi.

P1140031 (Copy)

Scenka druga. Dzisiejszy email. Wysłany do wszystkich nauczycieli. Zamierzamy zorganizować przyjęcie powitalne. Będziemy mieć fundusze. Czy ktoś chce się tym zająć?

P1140036 (Copy)

Scenka trzecia. Wprowadzenie.
June z partnerką sprzedały sklep. Sprzedały chociaż w sumie nie miały prawa bo same go podnajmowały, ale jak usłyszałem wszyscy tak robią, więc się za bardzo nie irytowałem. Sprzedały i powiedziały Panu który kupił sklep nie idź do właściciela, rób swój biznes, za rok jak przyjdzie do podpisania nowej umowy zadzwoń po nas jeżeli do tego czasu się z nim nie zaprzyjaźnisz. Co zrobił ów Pan? Zgadliście. Poszedł na drugi dzień do właściciela z dwoma dużymi paczkami papierosów i powiedział ja będę tu teraz biznes prowadził. Na co właściciel powiedział nie. W ten sposób straciliśmy sobotę. W końcu właściciel mający praktycznie cały parter budynku, czyli jakieś pięć sklepów pod sobą powiedział W przyszłym roku chcę zmienić koncepcję wszystkich sklepów, rozumiecie? Także wszystkie sklepy będą musiały coś wymyślić , rozumiecie? Czyli zamierza podnieść czynsz. I tyle. I nie byłoby żadnej paniki, żadnej straconej niedzieli gdyby ten Pan nie postanowił naruszyć statusu quo. A naruszył i się posypało.
I ja postanowiłem wyciągnąć z tego wniosek i po tym jak okazało się że na moim koncie nagle znalazło się ponad siedem tysięcy juanów nie zamierzam nikomu na to zwracać uwagę. Dowiedziałem się o tym dzisiaj sprawdzając stan konta w bankomacie. Sprawdziłem potem na stronie internetowej i okazuje się że one są już tam od tygodnia. To prawdopodobnie nie są moje pieniądze bo zostały mi wysłane z dopiskiem wypłata a chyba mi się nie należy chociaż kontrakt jest podpisany od sierpnia, więc czysto teoretycznie za sierpień powinienem dostać (oczywiście nie w praktyce bo nic tak nie działa). Oczywiście tych pieniędzy nie ruszam, nie są mi do niczego potrzebne, zakładam że ktoś się w końcu o nie upomni, a jeżeli nie to cóż…zostaną na koncie.
Nie, nie mogę ich odesłać. Zostały wpłacone gotówką na moje konto, w dodatku nie ma podanej informacji gdzie. Co jest ciekawe bo z reguły takie informacje są podawane. A teraz jest pustka i tylko widnieje napis wypłata.

P1140042 (Copy)

To są właśnie trzy przykładu profesjonalizmu w moim koledżu.

P1140045 (Copy)

Dopisałbym jeszcze czwartą, ale ksero było popsute i pójdę skserować twój paszport jutro to za mało na całą historię.

Zalążek profesjonalizmu

P1130693 (Copy)

Z samego rana gdy poszedłem biegać, a biegłem dzisiaj najszybciej w tym roku, najszybciej od dwóch lat nie licząc interwałów czyli buty spełniają swoje zadanie doskonale, zobaczyłem wystawioną przy drzwiach kartkę, a raczej dwie kartki z ogłoszeniami. Pierwsze mówiło o spotkaniu nauczycieli, a drugie o tym że można już odbierać plany zajęć i książki na nadchodzący semestr.

P1130697 (Copy)

Strasznie mnie to ucieszyło bo wczoraj narzekałem potwornie na brak profesjonalizmu związany z brakiem książek. Co prawda dalej mogę się czepiać tego że nikt mi nie wytłumaczył gdzie znajduje się pomieszczenie w którym miałem odebrać książki. Jakoś ten szczegół umknął wszystkim.

P1130698 (Copy)

Także zaraz po powrocie z porannego biegania poszedłem odebrać i okazało się ze o ile plan mam taki sobie bo codziennie mam zajęcia, w dodatku dwa razy w tygodniu mam sześć godzin i uczę grupy nie specjalizujące się w języku angielskim co budzi we mnie grozę gdyż mam przed oczami wspomnienia z zeszłego roku, tak są to studenci trzeciego roku a książka z której przyjdzie mi korzystać jest mi znana gdyż korzystałem z niej rok temu w Changchun.

P1130706 (Copy)

Klasy mam podzielone na dwie grupy, z jedną mam zajęcia w tygodnie parzyste a z drugą w nieparzyste. Mam też jedną klasę z którą mam dwa zajęcia w tygodniu. To chyba po to żebym z nudów nie umarł i jakieś plany zajęć miał przygotowane. Tylko czego Ci młodzi ludzie wyciągną z zajęć z języka mówionego które mają mieć co dwa tygodnie? To tak trochę nie na miejscu, no ale co mogę poradzić…

P1130708 (Copy)

A potem przyszła pora na spotkanie nauczycieli. Nowych jest mniej więcej tyle samo co starych i w sumie to na spotkaniu nie dowiedziałem się niczego ciekawego z wyjątkiem jednej rzeczy.
Dostaliśmy książeczkę z przepisami i informacji, co należy jak wypełniać odnośnie zajęć, z kim się kontaktować i jeden ze starych nauczycieli nagle wypalił:
– Zwróćcie uwagę na stronę piętnastą, to jest plan zajęć. Teoretycznie powinien być przygotowany przed każdymi zajęciami, ale od lat nikt o to nie prosił, także nie upominajcie się o niego.
I ja to w gruncie rzeczy rozumiem, bo po co mają nowi psuć spokój i zmuszać do dodatkowej papierkologii? Także plany, jak zawsze, będą w moim zeszycie. Tylko tak trochę znowu mi się zrobiło smutno bo ten poziom profesjonalizmu znowu odrobinkę spadł.

P1130718 (Copy)

P1130716 (Copy)

P1130715 (Copy)

P1130713 (Copy)

P1130710 (Copy)

Fotoblog – zdjęcia z komórki

DSC_4799 (Copy)

Siłownia to miejsce dla każdego niezależnie od wieku.

DSC_4804 (Copy)

I ubrania.

DSC_4805 (Copy)

Zupki błyskawiczne popularne są wszędzie.

DSC_4806 (Copy)

Nawet w zapchanych pociagach.

DSC_4911 (Copy)

Jak już zająłem ławeczkę i nie ćwiczę to będę oglądał film.

DSC_4921 (Copy)

Albo siądę sobie na urządzeniu do ćwiczenia nóg.

DSC_4934 (Copy)

Skoro obie nauczycielki grają to czemu ja mam się uczyć?

DSC_4935 (Copy)

No przecież ćwiczę!

DSC_4938 (Copy)

DSC_4939 (Copy)

Zupełnie niewzruszony.

DSC_4943 (Copy)

Ani trochę.

DSC_4947 (Copy)

Tyci tyci.

DSC_4957 (Copy)

Zmęczenie.

DSC_4962 (Copy)

Złość.

DSC_4964 (Copy)

PRZECIEŻ ĆWICZĘ!

DSC_4966 (Copy)

Nauczycielu, przepraszam, ale ja nie rozumiem angielskiego.

Śpiąc na lekcjach się go nie nauczysz.

DSC_4967 (Copy)

DSC_4968 (Copy)

DSC_4972 (Copy)

DSC_4973 (Copy)

Tam za walizkami jest kran z wodą. Do mycia rak po wyjściu z toalety.
Komu to potrzebne?

DSC_4975 (Copy)

DSC_4976 (Copy)

DSC_4978 (Copy)

Strój naprawdę nie ma znaczenia.

DSC_4991 (Copy)

DSC_4997 (Copy)

Nawet w szkole nie ma znecznia…

Hobby dzień trzeci

P1110867 (Copy)

Kurczę, lubię rozmawiać o hobby. Poważnie. Dzięki temu mogę poznać moich studentów z zupełnie innej strony. Nie jako studentów, ale jako ludzi. To zupełnie zmienia perspektywę. Z leniwych zasypiających na zajęciach stają się nagle zasypiającymi na zajęciach z fantastyczną pasją jak gra na pianinie czy malowanie. Nie mówię że nie ma takich którzy odpowiadają ze Ich hobby to spanie, co mnie przeraża po prostu bo nie potrafię zrozumieć jak można nie mieć absolutnie niczego co by nas fascynowało. Znaczy…potrafić potrafię ale nic chcę tego zaakceptować. Nie chce pogodzić się z myślą że naprawdę sen może być jedynym co daje nam radość. A może chodzi tu o moje postrzeganie snu i gdybym śnił takie sny jak Oni śnią lub spał tak jak Oni śpią to zmieniłbym zdanie? Może nie chodzi tutaj o taki sen jak ja go rozumiem czyli o regeneracje sił, ale o coś więcej, o coś czego nie potrafią przekazać te różnice kulturowe i problemy językowe? Przecież tak też być może.

P1110865 (Copy)

Mnóstwo z Nich mówi że Ich hobby to granie w gry. I nie widzę w tym nic złego. To był ogromny element mojego życia. Teraz jest już znacznie mniejszy, ale w dalszym ciągu istotny. Tylko że ja oprócz grania coś z tym jeszcze robiłem, a to pisałem, a to tłumaczyłem, starałem się robić coś więcej niż tylko grać. Chociaż chyba jedne wakacje spędziłem całkowicie grając w którąś z odsłon Championship Managera. Prawdopodobnie te po drugiej klasie w ogólniaku. Pewnie mógłbym spędzić je jakoś inaczej, ale nie spędziłem i nie żałuję tego ani trochę.

P1110871 (Copy)

Także tutaj mi się smutno nie robi, bo wiedza którą wtedy zdobyłem przydała mi się przynajmniej raz na zajęciach z angielskiego kiedy robiliśmy listę przymiotników opisujących ludzi. A że w CMie prowadzi się zespół piłkarski w którym każdy zawodnik jest opisany przy użyciu kilkunastu parametrów to biłem tutaj wszystkich na głowę.
Także lubię te zajęcia i za tydzień będzie ciąg dalszy, tym razem z kategoriami co lubię, czego nie lubię. To już trochę większe wyzwanie, ale po tym tygodniu wierzę że sobie poradzą. Owszem, są leniwi, ale jak się Ich przyciśnie to coś tam z siebie są wstanie wydukać.

P1110872 (Copy)

Postanowiłem również zmodyfikować ostatni egzamin i zamiast egzaminu ustnego będą prezentacje. Owszem nie jest to rozwiązanie idealne, ale logistycznie najlepsze. Już teraz mam problem przepytać 20 studentów w ciągu 90 minut, a jak pojawi mi się 40-45 to nie przepytam każdego. A tak prezentacje w grupach pójdą szybko.

P1110873 (Copy)

Jest to z mojej strony pewien minimalizm, ale biorąc pod uwagę że dostaną oceny za 4 sprawdziany i zadania domowe to mogę sobie na to pozwolić bo ta ocena z prezentacji nie będzie aż tak wiele znaczyć. To poniekąd bardziej sprawiedliwe bo najlepsze oceny dostaną Ci którzy aktywnie uczestniczyli w zajęciach cały rok, a nie pokazali się raz.
W ogóle to w tym tygodniu trwały przygotowania na przyszłotygodniowe przyjęcie komisji oceniającej kolegium i nagle zaroiło się od studentów, w dodatku jakoś tak przyjemniej się zrobiło bo na korytarzu pojawiły się jakieś plakaty a studenci zaczęli czyścić sale. Niesamowite.

P1110875 (Copy)

Z tymi prezentacjami to mam też ukryty motyw, chcę je wykorzystać za rok w nowym kolegium i teraz chcę po prostu sprawdzić jak to się sprawdza w Chinach. Oczywiście nowe kolegium to nowe środowisko, studenci z wyższym poziomem angielskiego, ale zawsze lepiej mieć jakiekolwiek podstawy niż tak przyjść prosto z ulicy i wszystko improwizować.

Hobby dzień pierwszy

P1110825 (Copy)

Czyli wracamy do tematu aihao, czyli hobby. To już po chińsku fajne słowo bo składa się z 爱, ai czyli kochać, oraz 好hao, czyli dobrze (dobrze składa się z kobiety i dziecka, ale w to się już nie zagłębiajmy bo nie mam pojęcia od czego zacząć rozkładanie kochać). Czyli hobby to takie coś co jest dobrze kochać, lub co lubimy kochać, innymi słowy coś co sprawia nam przyjemność. Sensowne.

P1110831 (Copy)

Plan jest taki żeby zrobić dwa tygodnie zajęć o hobby, a potem test w czasie którego każdy będzie mógł coś powiedzieć o swoim hobby i o podróżowaniu. No bo zakładam że gdy ktoś tych moich studentów zapyta o Ich hobby po angielsku to Oni będą gdzieś za granicą.

P1110832 (Copy)

Hobby to dla Nich temat nie nowy bo robiliśmy już coś takiego w zeszłym semestrze i wyszło jak wyszło, ale każdy jakieś tam hobby ma. Walczę uparcie z tym żeby nie mówili nic o spaniu bo to jest strasznie irytujące.

P1110833 (Copy)

Także dzisiaj trochę porozmawialiśmy o tym w każdej grupie, każdy się wypowiedział, pouczyliśmy się trochę słówek, słowem fajnie wyszło i jestem z tych zajęć zadowolony. Owszem, Ich podejście jest tragiczne, ale…takie jest i nie mam zamiaru tracić nerwów na ostatnich osiem tygodni zajęć by to zmienić.

P1110835 (Copy)

Jeżeli chcą się czegoś nauczyć to się nauczą, jeżeli nie chcą to nie chcą. Dobrze że chociaż na zajęcia przychodzą, to też nie świadczy o Nich najgorzej. Nie mogę przecież wymagać zbyt wiele od ludzi którzy sobie z angielskim radzą średnio ale na zajęcia przychodzą. Przychodzą i idą spać lub oglądać film, ale to inna sprawa.

P1110835 (Copy)

Dokładnie taka sama sytuacja ma miejsce na innych zajęciach. Na egzaminie z matmy oblano rok temu ponad 50% studentów, większość z nich i tak ostatecznie przeszła bo pościągali czy zapłacili, ale to tylko pokazuje jak wielka jest skala problemu. Becky mówi że jeszcze parę lat temu tak nie było i Ci uczniowie byli naprawdę porządni, ale ostatnich kilka lat to tragedia.

P1110840 (Copy)

Ostatnie zajęcia to praktycznie zajęcia prywatne bo słuchały mnie trzy uczennice, z którymi mogłem sobie w miarę normalnie i spokojnie porozmawiać, pooglądać filmy z Shenyang czy zdjęcia z tego olbrzymiego parku pod Changchun. Parku który okazuje się być płatny, mam nadzieję że jednak nie cały bo to jakieś nieporozumienie żeby płacić za wejście na tereny zielone.

P1110841 (Copy)

A jutro pora na interwały których nie mogę się doczekać. Lekki strach jest, ale dzisiaj czuję się świetnie i jestem dobrej myśli co do tego jak to jutro pójdzie. Budzik ustawiony, ubranie przygotowane, nic tylko wyskoczyć z rana i po śniadaniu zacząć biec. Pojawiła się myśl by biec 200 metrów, ale potem to przeliczyłem i machnąłem ręką, lepiej dalej trzymać się tych kilometrówek. Nie zakładam że uda mi się pobiec wszystkie osiem w okolicach 4:24-4:28, ale może chociaż trzy po zeszłotygodniowych dwóch. A jak nie to przynajmniej wszystkie osiem poniżej 5:00. Też będę zadowolony.

To nie jest Ich wina

P1110546 (Copy)

Piątek to krok w stronę odpoczynku, bo jutro czekają mnie tylko jedne zajęcia i chociaż każdy piątek jest pełen zajęć to jakoś tak je lubię. Są takie mniej rozciągnięte od śród, które są okropne, strasznie się ciągną, wręcz jak guma jakaś, niekoniecznie do żucia. Piątki są takie skupione i pomimo tego że są to cztery zajęcia to rzadko kiedy one same się ciągną. A to jest bardzo ważne, żeby się nie ciągnęło.

P1110538 (Copy)

Dzisiaj dotarły do mnie dwie rzeczy. Pierwsza to taka że zostało mi jeszcze 9 tygodni do odlotu. 9 tygodni to już praktycznie koniec pobytu w Changchun. Teraz pozostanie mi już odliczanie i może być to jedyny okres który będę chciał podsumować, pomimo tego że wielokrotnie już pisałem jak bardzo nie lubię podsumowań. To chyba jedyny okres w moim życiu który chcę zamknąć i oddzielić kreską od reszty. Może nie tyle okres, co miasto i firmę bo czasem aż szkoda mi słów na to wszystko.

P1110539 (Copy)

Nie miałem dzisiaj wiele czasu by rozmawiać z kimkolwiek, ale rozmawiając z Becky dotarło do mnie że Jej historia jest trochę podobna i zarazem zupełnie inna od mojej. Ona chciała wyjechać studiować do Australii, nawet na pół roku wyjechała do Pekinu by się przygotować do egzaminów wstępnych, ale ostatecznie nie wyjechała bo Jej dziadkowie stanęli okoniem i Jej nie puścili.

P1110540 (Copy)

Ojciec znalazł Jej pracę jako nauczycielka, a Ona sama pomimo tego że nie chciał tego robić, jej specjalizacja to angielski w biznesie, nie miała zbyt wiele do gadania. Ja za to od początku mojej przygody z angielskim nie miałem nic do gadania, za to potem mogłem się już usamodzielnić.

P1110549 (Copy)

Taka drobna różnica, że tradycyjne chińskie rodziny poprowadzą Cię za rączkę od początku do końca.
I tak myśląc o tym dochodzę do wniosku że nie ma sensu się na te leniwe dzieciaki wkurzać, bo i o co skoro to nie Ich wina…

P1110550 (Copy)

Urodzili się w bogatych rodzinach, od początku mieli wszystko, o nic się nigdy nie musieli starać, nawet jak gaokao zawalili to rodzice wyłożyli mnóstwo kasy by mogli gdzieś się uczyć, a potem rodzice załatwią jakąś ciepłą posadkę, więc czym się tu przejmować? Także to nie jest jedynie Ich wina. Winić wypada cały system.

P1110553 (Copy)

A na siłowni robi się trochę luźniej, nie wiem czy to przygotowania do przyszłego długiego weekendu, czy po prostu taki dzień, ale nawet można było poćwiczyć, aż się zdziwiłem.

Czwartkowe bieganie

P1110510 (Copy)

Zerwałem się z samego rana. Taki miałem plan żeby przebiec piętnaście kilometrów więc chciałem wstać trochę wcześniej żeby się ze wszystkim wyrobić na czas. Udało się, więc ruszyłem biegać. I biegło się ciężko. Spodziewałem się że będzie ciężko bo ostatnio te obiady były trochę mniej obfite niż tydzień temu.

P1110504 (Copy)

No i było ciężej. Rany…wolno, ale jeszcze akceptowalnie, ale gdzieś tak w połowie biegu złapała mnie kolka, ale trzymałem się twardo. Uda mnie bolały, ale dla odmiany były to dwugłowe a nie czworogłowe, więc jest to pewna poprawa, widać że ćwiczenia na siłowni się opłaciły i trzeba je kontynuować.

P1110505 (Copy)

Wiele przyjemności z biegu nie miałem, w dodatku w uszach Panowie ze Stuff you should know opowiadali o tatuażach, a potem o elektryczności czyli tematach które mnie średnio kręcą, więc nie odwracali moich myśli od bólu.
Pogoda była przepiękna, cieplutko, niezbyt wietrznie, a ludzi wcale tak dużo nie było, czyli idealne warunki do biegania, tylko co z tego skoro nie mogłem się tym nacieszyć gdy każdy kolejny krok wywoływał we okolicach brzucha ból.

P1110509 (Copy)

Czyli biegłem za szybko. A wcale nie było za szybko, tylko energetycznie nie dałem rady, widać że było za mało paliwa by nogi niosły. Inna sprawa, że podliczyłem zeszłotygodniowy kilometraż i wyszło blisko 60 kilometrów w trzech wyjściach, a to jest jednak trochę za dużo.

P1110514 (Copy)

Gdybym trenował to skróciłbym te dystanse, ale że nie trenuję a jedynie biegam dla przyjemności to się tym nie przejmuję za bardzo, tyle tylko że tyle kilometrów musi się jakoś odbić na organizmie. I może to tez miało jakieś znaczenie w końcu ten ból w dwugłowych nie wziął się z niczego.

P1110516 (Copy)

Piszę ból, ale to bardziej było zmęczenie, także proszę się nie martwić.
Kolka dawała mi coraz bardziej popalić, gdy zostało mi około siedmiuset metrów do mieszkania musiałem się zatrzymać i odetchnąć, bo nie dałbym rady wbiec pod ostatnią górkę.

P1110524 (Copy)

Miałem kilka momentów po drodze kiedy chciałem się już zatrzymać i wrócić truchtem do mieszkania, mówiąc że nie wytrzymam. Nie poddałem się, zacisnąłem zęby i dobiegłem. To kolejna dołożona cegiełka dołożona do budowania podstaw pod przyszłą formą, taka baza.

P1110526 (Copy)

Dzisiaj chciałbym pochwalić pewną dziewczynę. W zeszłym semestrze nie dawała sobie prawie zupełnie rady, nie mówiła po angielsku nic, na testach koleżanka pomagała Jej niesamowicie, ale nie mogłem Jej oblać bo się starała jak mogła i coś tam wydukała, czyli zrobiła znacznie więcej niż studenci z innych grup.

P1110527 (Copy)

Dzisiaj na teście dalej Jej koleżanka pomagała, ale już mniej, nawet już trochę mówiła a nie czytała, czyli postęp zrobiła ogromny. Jestem z Niej bardzo, ale to bardzo dumny i mam nadzieję że jest w tym troszkę mojej zasługi. Znacznie więcej tej koleżanki, to oczywiste, ale jakaś kapka mojej też.

P1110531 (Copy)

A po teście Mao Jin przyszedł odebrać dziewczynę. Wyglądali jakby mieli iść na spacer, no tak jak mówię – słonko świeci, pogoda jest super, komu chce się w budynkach siedzieć, ale jak jutro Go na teście nie zobaczę to się wkurzę! Powiedział że będzie i Mu wierzę, bo do tej pory słowa dotrzymywał. Tak mi się fajnie na Nich patrzy, bo chociaż są inne pary to Oni są tacy weseli i sprawiają wrażenie dobrze dobranych.

P1110533 (Copy)

Chiński kącik kulturowy
Zielona czapka

Noszenie zielonej czapki, czyli戴绿帽子(dailu maozi) to zwrot odpowiadający polskiemu dorabianiu rogów. Podobno powiedzenie to sięga czasów dynastii Yuan kiedy to rodziny prostytutek musiały nosić zielone czapki.
Dlatego też w Chinach nie spotka się mężczyzn noszących zielone czapki.

Środy są zabiegane

P1110487 (Copy)

Chociaż wcale nie są biegowe.
Środy są potworne, bo niby mam tylko 4 zajęcia, ale rozłożone w trakcie całego dnia i chociaż za bardzo mnie nie męczą, to jednak dają mi w kość i sprawiają że w mieszkaniu pojawiam się tuż przed siódmą i mam bardzo niewiele czasu na opisanie wszystkiego.
Może nie tyle na opisanie wszystkiego co na zebranie myśli i opisanie, bo to jest o wiele trudniejsze niż sam proces pisania.
Myślę że po tym półtorej roku codziennego pisania notek nie mam już z tym większego problemu, te kilkaset słów to zawsze wypocę. Kwestia tego żeby to miało jakieś ręce i nogi, a z tym to już trudniej. No i wypada też pisać o czymś.

P1110478 (Copy)

Testy poszły szybko i sprawnie, przychodzi na nie coraz mniej studentów, a ci którzy przychodzą są coraz bardziej bezczelni jeżeli chodzi o ściąganie i coraz gorzej przygotowani. Innymi słowy to już przeradza się w tragikomedię. O ile już się nie przerodziło. Ci najlepsi dalej są najlepsi, Ci słabi dalej są słabi, a Ci po środku ciągle są po środku.

P1110479 (Copy)

Nic się nie zmienia. Chociaż nie…ten chłopak który pokazywał mi jak pokonać jednego z bossów wziął się za siebie i teraz odpowiada na sprawdzianach. Aż mnie duma rozpiera bo uważam że jest w tym sporo mojej zasługi. Jestem naprawdę, ale to naprawdę zadowolony.

P1110484 (Copy)

Nie mam pojęcia ilu studentów pojawi się w przyszłym tygodniu, może niektórzy z Nich są tak zorientowani jak Chloe:
– To w przyszłym tygodniu jest wolne?
– No tak…
– A w jakie dni?
– Od czwartku do soboty, w niedzielę odrabiamy piątek.
– Jesteś pewny?
I może przyjdą w środę…ale przypuszczam że jednak nie przyjdzie Ich zbyt wielu, a w niedzielę to już w ogóle.

P1110490 (Copy)

Słuchałem dzisiaj zazwyczaj ciekawego podcastu The Psych Files, o rodzicach tygrysich. Czyli o rodzicach wychowujących dzieci w tradycyjny chiński sposób w USA. Tradycyjny chiński sposób to między innymi zmuszanie dziecka do ciężkiej pracy poprzez wyrzucanie Mu i wprawianie w poczucie winy. Przykładem była kartka zrobiona dla mamy przez córkę, którą mama odrzuciła mówiąc że córka włożyła w nią za mało pracy i jest po prostu brzydka. Tak to się robi w Chinach, ale tam ma to ogromny związek z kulturą, twarzą i naprawdę poczucie wstydu jest jakimś tam motywatorem, a przynajmniej było.

P1110493 (Copy)

I tak sobie słucham i nie spodobało mi się że Pan redaktor skupiał się na tym że Chińczycy mają lepsze wyniki w matematyce a Amerykanie są za to bardziej kreatywni. Wszystko dzięki różnym podejściom wychowawczym. Chińscy rodzice niby zmuszają dzieci do nauki matematyki, a Amerykańscy rodzice i system edukacji niby wyzwala w ludziach kreatywność. Strasznie mi się to nie spodobało bo jest to olbrzymie uproszczenie.

P1110500 (Copy)

Chińczycy są niesamowicie kreatywni i nie będę tutaj po raz kolejny mówił o maszynie drukarskiej, kompasie, papierze, tuszu czy prochu strzelniczym, ale wspomnę tylko o domowej roboty helikopterze i łodzi podwodnej, oraz milionach podróbek, bo przecież oryginały też trzeba było rozpracować.
Amerykanie także są wybitnymi matematykami i na pewno mają od groma patentów, ale czy więcej jest wybitnych matematyków z Chin i czy więcej jest w Chinach wynalazków?

P1110494 (Copy)

W przypadku wniosków patentowych jest to podobna liczba. Czyli w 2011 roku po około 430k na kraj, trochę więcej dla Chin. O 50k patentów przyznano w USA, ale nie jest to jakaś ogromna liczba. Owszem, robi wrażenie gdy spojrzymy procentowo na liczbę ludności, ale musimy mieć na uwadze że większość Chińczyków to jednak ludzie którym nie wynalazki w głowie, a raczej uprawianie roli i nawet jak coś wynajdą to nie będą się z tym zgłaszać do urzędu.

P1110498 (Copy)

A teraz spójrzmy na liczbę nagrodzonych Medalem Fieldsa, czyli najwyższej nagrody dla matematyków, takiego matematycznego Nobla. 12 obywateli USA i 0 obywateli Chin.
Już zupełnie przemilczę narzekania nauczycieli z USA na to że Ich system pozbawia dzieciaki kreatywności i zmusza do przerabiania coraz większej ilości testów.
Także tego odcinka The Psych Files nie polecam, aczkolwiek reszta jest bardzo ciekawa i w niedzielę postaram się o jednym także wspomnieć bo mnie mocno poruszył.

Piąteczek

P1110360 (Copy)

Z utęsknieniem wyczekiwany przez obie asystentki i większość studentów. Większość bowiem niektórzy mają zajęcia w soboty. Wyobrażacie sobie? Dodatkowe zajęcia w soboty, komu by się chciało jeszcze po pięciu dniach szóstego na zajęcia chodzić? A część z Nich chodzi. Jakiś specjalny program. Tylko jak to powiedział jeden z moich ulubionych studentów: nuda, dzień po dniu to samo, chciałbym wyjechać i robić zdjęcia, a muszę tu siedzieć. Aż się uśmiechnąłem.

P1110362 (Copy)

Bardzo chłopaka lubię, Jego angielski jest kiepski, ale nigdy nie odmówię Mu tego że się stara. Teraz w ogóle dotarło do mnie że gdyby nie Carrots, o której coś napiszę w niedzielę, to ja bym praktycznie nie miał z dziewczynami które uczę kontaktu. Tylko z chłopakami, a tych z którymi mogę pogadać jest raptem dwóch. Innymi słowy niby jestem taki popularny i fajny a jednak nikt ze mną gadać nie chce. Lub nie może, co jest trochę bardziej prawdopodobne. Czyli tak zupełnie inaczej niż w Jiawang. Pisałem już o tym kiedyś, ale się powtórzę – brakuje mi czegoś takiego, takiego szkolnego klimatu, bycia z uczniami, bycia częścią tej szkoły. Tutaj czuję się jak najemnik który przychodzi, robi co ma zrobić i idzie dalej.

P1110363 (Copy)

Ani trochę mi się to nie podoba, chociaż na pewno ma to jakieś zalety. Nie przywiązujesz się za bardzo ani do ludzi ani do otoczenia, więc łatwiej Ci tych ludzi oceniać, oraz łatwiej Ci się ogarnąć, ale mi brakuje takiego zżycia się…a może nie tyle brakuje mi zżycia się co brakuje mi mojego chińskiego domu? Chyba tak, bo coraz częściej czytam zeszłoroczne notki i wspominam jak to było. A przecież minęło dopiero kilka miesięcy odkąd mnie tam nie ma.

P1110357 (Copy)

Dzisiejsze zajęcia to dla mnie punkt zwrotny w karierze. Zacząłem prowadzić zajęcia, napisałem na tablicy zdań kilka, które studenci powinni znać, zapytałem czy rozumieją. Zero odpowiedzi. Zapytałem ponownie czy rozumieją. Zero reakcji. Poczekałem chwilę. Zero reakcji. Wytłumaczyłem te słowa jeszcze raz. Zapytałem czy rozumieją. Po trzecim braku odpowiedzi uznałem że to jest odpowiedź i usiadłem. Następne 90 minut spędziłem rozmawiając z Becky. Nie załamałem się, po prostu uznałem że to nie ma sensu. Jeżeli trzeci tydzień robimy to samo i nikt nie ma notatek, ani pomysłu na to jak to ugryźć to po co ja mam sobie struny głosowe męczyć i się produkować?

P1110367 (Copy)

To punkt zwrotny, chociaż nie zawrócę, znaczy zawrócę o tyle że za dwa tygodnie kupię parę zeszytów i porozdaję uczniom kartki żeby robili zadania. Te ostatnich kilka tygodni Ich pocisnę, ale bardziej pocisnę siebie, bo to ja nie mogę tracić wiary i ducha. I Becky i Chloe mówią mi że u Nich jest tak samo, ale skoro tak mnie chwaliły w poprzednim semestrze a ja i tak nie byłem zadowolony to możecie sobie wyobrazić co dzieje się ze mną teraz gdy stojąc przed salą widzę że słucha mnie jedna osoba. Lub nikt i to jest najgorsze. Przekonałem się na własnej skórze co czują Ci wszyscy nauczyciele piszący o uczniach którzy Ich olewają. Naprawdę nie ma wielu gorszych uczuć od bycia ignorowanym.

P1110369 (Copy)