Teacher!

Już nie wyglądasz jak małpa!

P1070717 (Copy)

Bo ogoliłem brodę. I mała Cindy już się mnie nie boi. Teraz się do mnie uśmiecha i chce ze mną rozmawiać. Co cieszy.

P1070718 (Copy)

June kupiła już bilety na pociąg, także na pewno jedziemy do Changsha, a gdzie dalej, to się okaże. Plany są ambitne, ale na to jeszcze przyjdzie czas.

P1070723 (Copy)

Dzisiaj dowiedziałem się również, że jeżeli wszystko po mojej myśli to uda mi się w czwartek dostać do tych grobowców w Ji’an (JAKICH GROBOWCÓW?!), bo autobusy odjeżdżają teoretycznie co pół godziny, także powinno być dobrze.  Gorzej z powrotem bo niby ostatni autobus znika o 15:20, ale myślę że też będzie dobrze. Jutro spróbuję zakupić te bilety przez internet, co powinno się udać. Powinno, ale czy uda to już inna para kaloszy.

P1070727 (Copy)

Za mną już także pierwsze zajęcia i dzieciaki nie przyniosły tabletów w związku z czym zapytałem czy nie zagrałyby w jakąś grę.
Chris grał z Nimi w literowanie, a konkretniej podzielił na grupy i kazał pisać na tablicy słowo, lub zwrot po angielsku i po chińsku. Co zdało rezultat, ale dzieciaki były głośne, no bo nie oszukujmy się zawsze będą. Wychodząc powiedział tylko:
– Teraz to twój problem.
I się zaśmiał.
Tak…to znam aż za dobrze, chociaż tutaj to był żart. W Polsce usłyszałem to od dyrektora szkoły w której uczyłem na zajęciach poza lekcyjnych. Tutaj szkoła jako placówka wychowawcza faktycznie przestawała działać po godzinach pracy.

P1070732 (Copy)

Na moich zajęciach pojawiła się Beauty czyli córka współwłaścicielki szkoły i Ona mówi po angielsku lepiej niż moi studenci…bez dwóch zdań. Wyczarowała magiczne krzesła, potem fruit basket czyli każdy z uczestników jest owocem i po wymówieniu nazwy owocu musi się zmienić miejscami, oraz crocodile w którym krokodyl staje po środku wymawia kolor i każdy kto ma ten kolor przechodzi na drugą stronę bezpiecznie, a kto nie ma ten musi przechodzić szybko by nie zostać schwytanym.

Czyli tak bardzo sympatycznie i wesoło. Zleciała nam godzina a jutro pora na pierwszą lekcję historii i trochę się tego obawiam, ale w najgorszym wypadku przyjdzie mi opowiedzieć jakiś mit rzymski i zagrać w grę.

Poniedziałek

P1070705 (Copy)

Miałem w planach kupić dzisiaj bilety na pociąg. Niestety okazuje się, że obcokrajowiec może w Chinach kupić bilet kolejowy dla siebie, oraz innych obcokrajowców, jednak nie dla obywateli Chin. A to było bardzo istotne dzisiaj. Także nie udało i się zakup biletów został przesunięty w czasie.

P1070707 (Copy)

Postanowiłem dzisiaj skupić się na obmyślaniu planów zajęć i uzupełnieniu mojej angielskiej strony o kolejne lekcje, a w związku z tym zrezygnowałem ze spaceru. By jednak doświadczyć czegoś nowego, bo w końcu nowe doświadczenia są niezwykle istotne w naszym życiu, postanowiłem się wykosztować na owoc durian.

P1070708 (Copy)

Durian jest znany jako najbardziej śmierdzący owoc świata i faktycznie cuchnie. Trochę jak zgniłe mięso, trochę jak zepsuta cebula. Ogólnie to niezbyt apetycznie.
Smakuje za to niesamowicie, bez dwóch zdań był to najsmaczniejszy owoc jaki w życiu zjadłem. Nigdy go w Polsce nie widziałem i chyba z powodu zapachu nigdy nie zobaczę, także muszę jeść póki jest okazja. Tylko cena za to cudo jest niesamowita. 112 RMB za kilogram to dużo za dużo by kupować go w skorupie.

P1070706 (Copy)

Taka krótka historyjka będzie.
Gdy przyjechałem tutaj Pan z bramy nie wydawał się zbyt przyjazny. Nie uśmiechał się, nie odpowiadał na ni hao, ot po prostu sobie był i patrzył na mnie spode łba. Ja wytrwale się uśmiechałem, witałem się z Nim, machałem Mu i w końcu po kilku miesiącach zaczął mi odpowiadać, nawet się uśmiechając. Tydzień temu zaprosił mnie do swojej kanciapy, wypytał skąd jestem, co ja właściwie robię, gdzie uczę i takie tam inne standardowe chińskie pytania.
A dzisiaj gdy szedł z zupą zawołał mnie żebym ją powąchał.
– Pyszna?
– Bardzo!
To taka bardzo krótka i prosta interakcja z drugim człowiekiem, ale dała mi bardzo dużo radości bo sprawia że to miejsce nie wydaje mi się teraz takie odpychające i nieprzyjemne.
Zwłaszcza że Panie w sklepie także, w końcu, zaczęły się ze mną witać i żegnać.

Chociaż miasto dalej uważam za brzydkie i przy każdej nadarzającej się okazji będę z niego uciekał.

Chiński kącik kulturowy

Xiaohan小寒, to jedna z dwudziestu czterech tradycyjnych pór roku.
Okres od Xiaohan do Dahan to okres wchodzenia w środek zimy. Czasem jednak w czasie Xiaohan temperatury są najniższe.

W najzimniejszej części Chin temperature spade poniżej -40 stopni. Skraplająca się woda zamarza natychmiastowo. W dorzecu Jangcy temperature wynosi około -5 stopni. A na południu Chin oscyuluje w okolicach 0.

Jest to doskonały okres na rozwój pomarańczy, bananów oraz owoców mango.

Niedziela i przegapione #19

P1070672 (Copy)

W KOŃCU!

Biblioteka czynna dwadzieścia cztery godziny na dobę

P1070673 (Copy)

Jeżeli uważnie przyglądaliście się zdjęciom z Shenyang to zauważyliście taki mały niebieski budyneczek z książkami w środku. To nic więcej jak biblioteka publiczna postawiona przed blokiem. Nie, nie jednym, kilkoma.
Działa to tak że podchodzimy albo z kartą biblioteczną, albo dowodem osobistym, skanujemy, wpisujemy numer interesującej nas książki i chwilę później ją dostajemy. Owszem, wybór nie jest mega rewelacyjny, ale pomysł jest świetny. Bardzo, ale to bardzo takie coś mi się podoba.

Czarne cosie

P1070692 (Copy)

Te czarne owoce które widzieliście na zdjęciach z Shenyang to zimowe gruszki, lub jak powiedziała June – zamrożone gruszki. Bardzo soczyste, lepiące się, dobre gdy zamrożone, praktycznie bez smaku gdy rozmrożone. Smakuje troszkę jak gruszka, ale przeszukując wikipedię nie doszukałem się takiej odmiany gruszek.

Rzeźby nad jeziorem

P1070693 (Copy)

Czyli nie tylko Harbin, nie tylko płatne miejsca, ale nawet darmowe jezioro południowe w Changchun. Owszem, to nie ta skala, ale i tak jest dobrze.

Niedziela

P1070694 (Copy)

Pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się żeby dziecko się mnie bało. Nawet w Polsce, gdy moja broda była dłuższa i chyba wyglądałem strasznie nigdy mi się to nie przydarzyło. Dzisiaj, w czasie przerwy zobaczyła mnie dziewczynka i schowała się za swoją mamę. A potem trochę sobie porozmawialiśmy, ale pierwsza rzecz jaką zrobiła to ucieczka.

P1070700 (Copy)
Tom, mój współlokator, pytał się mnie czy kiedykolwiek zdarzyło mi się żeby dzieci płakały na mój widok…także Jego doświadczenia są inne, ale też On ma zajęcia z przedszkolakami.

P1070695 (Copy)

Jak jeszcze nie wiecie, pod koniec stycznia ruszam w kilkutygodniową tułaczkę po południu Chin i dzisiaj był pierwszy dzień kupowania biletów. A konkretniej jednego biletu. Sprzedaż miała ruszyć o 13, a ja o tym zupełnie zapomniałem, zająłem się obiadem i przypomniałem sobie dopiero o 15. Kiedy to bilety zostały już wykupione i zostały jedynie miejsca stojące. 24 godziny na stojąco :-) Tego jeszcze nie przeżyłem, także będzie niezwykle, ale to niezwykle zabawnie i pewnie niewygodnie zarazem. I teraz wiem, żeby kupować bilety od razu, walczyć o nie jak lew! Bo inaczej może skończyć się tak jak tydzień temu gdy kupowałem bilety na czwartek gdy okazało się że już biletów nie ma. A gdzie jadę w czwartek? O tym wkrótce.

P1070698 (Copy)

Pierwszy dzień w pracy

Dzisiaj postanowiłem się zupełnie odmóżdzyć. Żadnej nauki, żadnego chodzenia, nic oprócz telewizji. Dzień kompletnego, ale to kompletnego relaksu, w końcu regeneracja jest równie istotna jak i trening.

No dobrze, nie kompletnego, bo skoro zniknę w okresie Święta Wiosny to muszę jakoś o Was zadbać, więc zabrałem się za tłumaczenie artykułów, które będą się same wrzucały. Takie lekkie oszustwo z mojej strony, ale przynajmniej będziecie mieli co regularnie czytać.

Również z powodu dzisiejszego odmóżdzania nie ma zdjęć. Wiem, wiem, tragedia, ale mam nadzieję że jakoś sobie z tym poradzicie.

Wyczytałem dzisiaj w internecie że na północnymi Chinami przeszła burza śnieżna i wszystkie miasta są teraz zasypane. Czyli przykładowo taki Jilin musi wyglądać cudownie i zastanawiam się czy się tam nie przejechać w jakiś wolny dzień…Czemu nie. Tylko po prawdzie to w Jilin nie ma aż tak wielu rzeczy do zobaczenia, podobno te drzewa z zamarzniętym lodem wyglądają cudownie, ale to też trzeba na nie trafić.

Za to w Changchun, a raczej na obrzeżach, ruszył festiwal śniegu i lodu, w tym festiwal olbrzymich rzeźb lodowych. I po co jechać do Harbinu, skoro pod nosem jest coś podobnego. Z tą różnicą że w Harbinie do ustawiania największych budynków używają dźwigów. Dźwigów…

Oczywiście biegałem dzisiaj na bieżni, zrobiłem takie liche interwały 3’ po 12km/h i 1’ po 14km/h razy trzy z trzyminutowymi przerwami. Dobrze mi się biega w tym tempie 12 km/h, ale fatalnie w tym tempie wyższym. Trudno, to kwestia kilku tygodni i będzie dobrze.

Wczoraj wysłałem studentom propozycje tematów do przerobienia w nadchodzącym semestrze.  Nie wiem jeszcze ile uda nam się zrobić, ale skoro mam te trzy tygodnie względnego luzu to postaram się już za coś zabrać, szkoda marnować tak długiej przerwy, a jest kilka tematów które mi się z miejsca wydały interesujące i chociaż mogą być trochę za trudne dla większości studentów, to jednak ta część najbardziej zainteresowana skorzysta. A czego nie zrobię na zajęciach wrzucę do internetu żeby się czegoś sami nauczyli.
No tak, wrzucę do internetu, a dalej czekam na odpowiedzi do pierwszego zadania jakie dostali…Chociaż mają teraz egzaminy więc kto by się tam przejmował jakimiś zadaniami dodatkowymi z przedmiotu który w gruncie rzeczy nie ma żadnego znaczenia.

Koniec weekendu

P1070636 (Copy)

Wczoraj siedząc w internecie trafiłem na post w którym pewien Amerykanin pytał się jak to właściwie będzie w tej Korei i jak tam przeżyć. Jedna z odpowiedzi zawierała mniej więcej takie zdanie weź autobus, metro, pojedź gdzieś gdzie nigdy nie byłeś, pozwiedzaj chwilę i wróć. Pomysł prosty do zrealizowania, bliski mojemu podejściu i trochę zmotywował mnie by dać Changchun kolejną szansę.

P1070645 (Copy)
Postanowiłem odwiedzić znalezioną kiedyś w internecie świątynię. Dojście do niej jest całkiem proste, wystarczy dojechać do głównego ronda a potem pójść w stronę tej jedynej znanej mi świątyni i iść dalej. Tak też zrobiłem.
Szedłem i szedłem i zauważyłem reklamę świątyni Konfucjusza o której też kiedyś przeczytałem, więc pomyślałem że jak będę wracać to mogę zahaczyć. W końcu zobaczyłem tradycyjną chińską bramę wciśniętą między KTV i jakiś sklep, a do tego trzy bramy…wszystkie zamknięte. Świątynia jest, ale jest zamknięta.

P1070646 (Copy)

No to pora na świątynię Konfucjusza. Po drodze do niej na horyzoncie pojawiła się wieża. Wieża z krzyżem. Kościół. Kościół! Są takie widoki które rozpoznaje się wszędzie i zawsze, niezależnie od położenia geograficznego bo są one zakodowane w nas od lat najmłodszych. Widzimy je praktycznie codziennie, a gdy nagle znikają z naszej codzienności stajemy się na nie wyczuleni. Być może nasze umysły są skonstruowane tak by wyszukiwać pewne znane nam wzorce. Jeżeli tak to jednym z tych wzorców jest dla mnie wieża z krzyżem.

P1070652 (Copy)
Tym razem faktycznie okazał się być to kościół. Oczywiście zamknięty, ale mają co niedzielę msze w języku angielskim. Czyli jednak trochę tej religijności w Changchun jest.

P1070654 (Copy)

Poszedłem kawałek dalej i trafiłem do świątyni Konfucjusza, która…była zamknięta. Ja nie wiem czy te świątynie otwiera się tylko w określone dni, ale nic takiego na nich nie ma napisanego. Fakt ten jednak mnie nurtuje, bo dla mnie jest to nie do pomyślenia żebym nie mógł sobie wejść do świątyni ot tak. O ile rozumiem zamykanie ich powiedzmy wieczorem, tak zamykanie ich na całe dnie jest dla mnie niezrozumiałe.

P1070657 (Copy)

Chiński kącik kulturowy

Prawo to po chińsku fa (法), dawniej zapisywane jako: 灋

Po lewej stronie znajdują krople wody. Po prawej, tuż nad去, znajduje się mityczne stworzenie zhi廌, która odróżnia dobro od zła.

W zapisie tradycyjnym widać zarys kozy , a去to człowiek znajdujący się pomiędzy wodą a kozą.
A o co chodzi?

To zwierzę to jednorogi kozioł ministra Gao Yao.
W czasach panowania cesarza Yao, lub cesarza Shun, ministrem sprawiedliwości był Ga Yun, który w dość ciekawy sposób rozwiązywał sprawy prawne.
Był on właścicielem jednorogiego kozła, którego to róg miał trzy zęby.

Gdy Gao Yao nie potrafił zdecydować czy oskarżony jest winny czy też nie, przyprowadzał do sądu kozła by ten osądził za niego. Gdy kozioł wziął oskarżonego lub oskarżoną na róg to ten lub ta był uznawany za winnego. Rana zadana przez kozła miała wypuszczać złe duchy, w miejsce których pojawiała się sprawiedliwość co mają symbolizować krople wody.

Wolne

P1070605 (Copy)

Innymi słowy czwartek. W końcu spokojny dzień w czasie którego mogłem pójść na zakupy, pierwsze w tym roku. Zmienił się rok, a nic się jeszcze nie zmieniło. Wbrew wszystkim opiniom ludzi na siłowni wcale nie ma więcej, jeżeli są nowe twarze to raczej dla mnie z powodu mojej nieobecności w czwartkowe poranki.  Tłoku dalej nie ma, najgorzej pewnie będzie wieczorami.  Miasto dalej brudne i brzydkie, ludzie trochę bardziej uśmiechnięci.

P1070606 (Copy)
Ach…nie napisałem wczoraj, więc napiszę dzisiaj: dwa miasta poznaję po powietrzu: Katowice bo to miasto poznaje się po ciężkości powietrza, oraz Changchun. Po zapachu i chłodzie. To była pierwsza rzecz jaką poczułem wczoraj wychodząc z pociągu, wziąłem głęboki oddech i w płucach pojawiły mi się szpilki lodu a twarz otulił chłód.

P1070610 (Copy)

O ile w Harbinie było zimno, ale przyjeżdżałem z zimnego Changchun, tak powietrze w Changchun uderzyło mnie jak obuch, było zimne i gęste. Czuć że to nie jest zdrowe…

P1070612 (Copy)

Po zakupach przyszła pora na życie zawodowe czyli ułożenie planów lekcji. Tylko tym razem takich nietypowych bo z historii.

P1070611 (Copy)

Gdy byłem bardzo młodym człowiekiem w głowie mojej kiełkowała myśl o studiowaniu historii. Jakoś tak mi przeszła pod koniec ósmej klasy i wybrałem ogólniak bardziej skupiający się na angielskim (tę historię chyba już kiedyś opowiadałem), ale historia zawsze była dla mnie bardzo istotnym przedmiotem, zwłaszcza po skończeniu ogólniaka w czasie którego całe to moje uczucie do tego przedmiotu było skutecznie tłamszone przez cztery lata.  Jeżeli zastanawiacie się jak ja ten ogólniak przetrzymałem skoro tyle narzekam na nauczycieli nie zastanawiajcie się więcej, dobrych też paru było.

P1070613 (Copy)

Na pierwszych studiach (tej historii chyba nie opisywałem, a wypada) miałem przedmiot zwany Historia Gospodarcza. Przedmiot jak przedmiot, ani to przydatne ani szczególnie interesujące ot taka sobie materiałowa zapchaj dziura.

P1070614 (Copy)

To był okres w którym potrafiłem zasnąć wszędzie, coś jakby narkolepsja ale bardziej skłaniam się ku absurdalnie niskiemu ciśnieniu, braku ruchowi i niesamowicie nudnym zajęciom. Raz zdarzyło mi się zasnąć na wykładzie z Historii Gospodarczej. Pewnie nie raz, ale ten raz pamiętam bo spałem z boku na krzesełku z ławką i Pan Prowadzący uderzył w ławkę zadając pytanie:
– Co to jest merkantylizm?

P1070615 (Copy)
A ja wybudzony ze snu odrzekłem zgodnie ze swoją ówczesną wiedzą:
– Jest to system gospodarczym którego główne założenie można sprowadzić do maksymalizacji eksportu i minimalizacji importu co ma przełożyć się jak największe uniezależnienie się kraju oraz jego bogacenie.
Co rzecz jasna jest odpowiedzią poprawną.

P1070617 (Copy)
Pan Prowadzący patrzył na mnie o pół sekundy dłużej niż powinien gdyby nie był zaskoczony, cała sala patrzyła na mnie o pół minuty dłużej niż powinna w ogóle na mnie patrzeć. Po mojej odpowiedzi PP wrócił do prowadzenia wykładu.

P1070619 (Copy)

Także historia to zawsze był mój konik i miałem od kilku tygodni problem z tym co wybrać. Najbardziej oczywistym rozwiązaniem wydawało mi się wybranie tematu w miarę prostego, który jest szeroko opisany i można go łatwo zilustrować obrazkami czy filmami.

P1070621 (Copy)

Trzy lekcje to trzy tematy…Oczywistym tematem jest Rzym bo można dodać naukę rzymskich liczb a to zawsze jest ciekawe, a skoro Rzym to czemu nie Grecja ze swoimi mitami których w Chinach w ogóle nie znają, no i trzeci temat…padło na Egipt o którym wiem najmniej i sam się chętnie dokształcę.

P1070625 (Copy)

I cieszę się, ale też trochę się boję bo to będą moje pierwsze zajęcia z historii…niby takie fałszywe bo jednak chodzi o język, ale i tak trochę we mnie jest niepokoju.

See you Shenyang

P1070409 (Copy)

Czyli jak spędzić większość dnia chodząc tu i tam właściwie nz celu, ot tak dla samego zwiedzania. Wyruszyłem w stronę zachodniej pagody.

P1070485 (Copy)
A co to?
Pagody są cztery. Wschodnia, zachodnia, północna i południowa. Znajdujące się mniej więcej cztery kilometry we wspomnianych kierunkach od pałacu cesarskiego.

P1070424 (Copy)
Cztery kilometry, dobre sobie. W planie miałem odwiedzić je wszystkie ale dojście do pierwszej zajęło mi dwie godziny.
Po drodze znalazłem dużą świątynię buddyjską utrzymaną w stylu tybetańskim. I to zupełnie za darmo. Ludzi całkiem sporo, widać że postanowili uczcić nowy rok w świątyni.

P1070431 (Copy)

Następną świątynią jaka zauważyłem był kościół chrześcijański w dzielnicy koreańskiej. Oczywiście był zamknięty, ale już sam fakt był niesamowity. Wyczytałem w sieci że należy do niego około trzy tysiące osób, czyli taka malutka parafia.

P1070427 (Copy)
I szedłem dalej przed siebie, a w końcu dotarłem do czwartej świątyni (o tej pominiętej będzie za chwilę). Ta znajdowała się na wokół zachodniej pagody i ponownie była to świątynia buddyjska w stylu tybetańskim.

P1070437 (Copy)

Zatkało mnie z wrażenia bo widziałem w jeden dzień więcej świątyń niż przez cztery miesiące w Changchun…Czyli jednak jakaś religijność, duchowość istnieje na północy. Trzeba tylko poszukać. Teraz będę mieć więcej czasu więc postaram się udać do tych wymienionych na mapie świątyni w Changchun.

P1070459 (Copy)
Ach…ta niewspomniana a odwiedzona świątynia była maluteńka i znajdowała się tuż obok pałacu cesarskiego.

P1070496 (Copy)

Wyczytałem tylko że została zbudowana w siedemnastym wieku i że jest wpisana na listę chińskich zabytków z oznaczeniem AA. Czyli całkiem w porządku.

P1070474 (Copy)
Do stacji kolejowej postanowiłem pójść pieszo, w końcu ani trochę mi się nie śmieszyło. I tak niespiesznie doszedłem do restauracji samoobsługowej przed stacją. Wystarczyło wybrać co się chce a Pan Kucharz przygotowywał to w ogromnym garze po czym przelewał i można było zacząć jeść. Świetne. Takie coś to ja rozumiem.

P1070528 (Copy)
Po dojściu do stacji zdałem sobie sprawę że zostało mi jeszcze mnóstwo czasu i postanowiłem go spędzić na spacerowaniu.

P1070532 (Copy)
Tak dobrze nie włóczyło mi się od wakacji. Fantastyczne miasto, czyste, wysokie, z mnóstwem ścieżek rowerowych, uśmiechniętymi ludźmi. Na takiej północy da się mieszkać. Tym bardziej ciekawi mnie Dalian, podobno najpiękniejsze miasto w Dongbei.

P1070538 (Copy)
Przespacerowałem się i przyszła pora wracać.

P1070557 (Copy)

A te budynki z lat dwudziestych dwudziestego wieku są fantastyczne, budowane na styl zachodni i utrzymane w super stanie, o wiele lepszym niż te faktyczne kulturowe zabytki. Główna stacja kolejowa wygląda tak że jakby zdjąć z niej napis to bym w życiu nie odgadł że to Chiny.

P1070599 (Copy)

Shenyang bejbe dzień drugi

P1060772 (Copy)

Tak jak już pisałem wczoraj, plan na dzisiaj był żenująco prosty: do zobaczenia dwa miejsca. Pierwsze to zhaoling

P1060823 (Copy)

A co to?

Zhaoling,昭陵, to grobowiec drugiego cesarza z dynastii Qing – Huang Taiji. Budowano go osiem lat w połowie siedemnastego wieku. Budynki są zbudowane w stylach reprezentujących zarówno styl Mandżurski jak i Chiński.

P1060828 (Copy)

Grobowiec ten znajduje się w parku Beiling i jest bliźniaczo podobny do grobowca odwiedzonego wczoraj. Z tą różnicą że wstęp był droższy i trzeba było dopłacić za odwiedzenie dwóch dodatkowych pomieszczeń (które można sobie darować).

P1060962 (Copy)

Przyznam się bez bicia że gdybym przyjechał tutaj w środku sezonu turystycznego i miał wysupłać 50 RMB za zwiedzanie to czułbym się rozczarowany. 30 RMB jest ceną odpowiednią.

P1060966 (Copy)

Tylko przyznam uczciwie że mi się serce kraje gdy na te zabytki patrzę. Poniszczone, odrapane, byle jak zabezpieczone, najzwyczajniej w świecie puste, a drzewa bez liści jedynie dopełniają całości. Oba te grobowce są smutne. Proste.

P1070003 (Copy)

Punktem numer dwa na mojej liście były wykopaliska, a konkretniej wioska z przed siedmiu tysięcy lat. Czyli muzeum Xinle

P1070014 (Copy)

A co to?

To muzeum związane z wioską z przed ponad siedmiu tysięcy lat. Znajdują się tam znaleziska archeologiczne (a jednak archeologowie pojawiają się na północy), oraz zrekonstruowana wioska.

P1070021 (Copy)

Taki opis wystarczył by mnie zachęcić…
Wioska…wioska…pięć chatek, a wejść możesz do trzech – wioska. Do tego muzeum z nikłym zbiorem przedmiotów z wykopalisk. Niby część terenu jest zarezerwowana na kolejne wykopaliska, ale…taki jakiś niesmak pozostaje. Nikt o tę północ nie dba, nikt się tym jakoś specjalnie nie interesuje. To chyba najstarsza ze wszystkich znalezionych wiosek na terenie Chin, a mimo to jest to niezwykle nijakie. Chociaż w muzeum jest sporo informacji po angielsku.

P1070051 (Copy)

Przygnębiony trochę faktem nijakości wioski postanowiłem odwiedzić muzeum, bo jest za darmo i podobno ma ciekawe ekspozycje, również związane z tą wioską.

Najpierw jednak poszedłem poszukać jedzenia. Trafiłem do muzułmańskiej części Shenyang gdzie wybór mięs był przerażający, ale fajnie tak sobie pochodzić po targu mięsnym widząc że jednak można sprzedawać coś poza wieprzowiną.

P1070053 (Copy)

Nasycony makaronem i kawałkiem wołowiny ruszyłem do muzeum.

A co to?

Muzeum prowincji Liaoning, czyli jak sama nazwa wskazuje muzeum prowincji Liaoning, eksponaty od ery kamienia łupanego aż do czasów dynastii Qing.

P1070139 (Copy)

Tak…
Trzy piętra, po cztery sale na każdym i oczywiście sześć zamkniętych. No nic, czasem bywa i tak. W każdym razie zdjęcia zrobiłem, porozmyślałem o tym jacy to musieli być zdolni ludzie żeby tak dłubać w tym jadeicie i poszedłem szukać zachodniej pagody.

P1070368 (Copy)

Nie doszedłem do niej więc nie wytłumaczę co to. Znalazłem za to małą taoistyczną świątynię tuż obok Tesco.

P1070374 (Copy)

I tyle na dzisiaj, plan na jutro jest jeszcze prostszy niż na dzisiaj, ale zobaczymy czy uda się go zrealizować z plecakiem na plecach.

P1070398 (Copy)

Spojrzałem na ostatnią notkę z zeszłego roku i dotarło do mnie jak bardzo się zmieniło. Kraj pozostał ten sam, ale miasto jest inne, ludzie są inni, atmosfera jest inna, wszystko diametralnie różni się od siebie. Jak wiecie nie uprawiam żadnych podsumowań, więc i tym razem niczego takiego nie stworzę.

P1070404 (Copy)

Wszystkiego najlepszego w 2014, oby był jeszcze lepszy!

Shenyang bejbe

P1060377 (Copy)

Nazwa miasta oznacza dosłownie na północ od rzeki Shen.
Znaleziska archeologiczne pokazują że osadnictwo rozpoczęło się na tym terenie już około ośmiu tysięcy lat temu. Samo miasto zostało założone koło roku 300 p.n.e i nosiło wtedy nazwę miasto Hou. Z czasem nazwy się zmieniały, a w 1625 gdy Mandżurowie podbili te tereny nazwę zmieniono na Simiiyan hoton ᠰᡳᠮᡳᠶᠠᠨ ᡥ᠋ᠣᡨ᠋ᠣᠨ  Oficjalna nazwa brzmiała Shengjiang w języku chińskim, oraz Mukden w języku Mandżurskim.

P1060379 (Copy)
Po upadku dynastii Ming w 1644 roku Mandżurowie przesunęli się na zachód od Wielkiego Muru i przenieśli stolicę do Pekinu. Zmiany miasta z Mukden na Shenyang trwały aż do połowy dwudziestego wieku.

P1060403 (Copy)

Historia najnowsza

P1060416 (Copy)

Mukden pełnił rolę Radzieckiej twierdzy, a w czasie wojny z Japonią (1904-1905) w jego pobliżu rozegrała się największa bitwa od czasów bitwy pod Lipskiem w 1813 roku. Po zwycięstwie Japonii Mukden na moment stał się przyczółkiem Japonii do ekspansji w głąb Mandżurii.

P1060422 (Copy)

W 1931 miał miejsce tutaj tak zwany Incydent Mukadeński o którym kiedyś już pisałem, a który dał Japończykom pretekst do inwazji na tereny Chińskie.

P1060470 (Copy)

W sierpniu 1945 Shenyang był pod okupacją sił radzieckich, które następnie oddały go oddziałom narodowościowym. W latach 1946-1948 była to twierdza Kuomintang zdobyta przez siły komunistyczne 30-go października 1948.

P1060474 (Copy)

Mimo tych wszystkich zmian Shenyang rozwijał się i jest obecnie ogromnym ośrodkiem przemysłowym.

P1060519 (Copy)

W Shenyang do zobaczenia jest całkiem sporo, ale takie najważniejsze miejsca to: pałac Mukden, czyli dawny pałac cesarski zbudowany na wzór Zakazanego Miasta z widocznymi wpływami tybetańskimi, dwa grobowce z czasów dynastii Qing, w tym grobowiec jej założyciela. To z pewnością będzie udana wycieczka.

P1060537 (Copy)

W Shenyang zameldowałem się o godzinie 10. Od razu ruszyłem do metra, bez problemu zakupiłem bilet i pojechałem o stację za daleko. Wysiadłem, szybkie spojrzenie w google maps i już wiedziałem gdzie jestem. Pałac cesarski znajdował się kawałek ode mnie. A że był pierwszy na mojej liście rzeczy do zrobienia dzisiaj ruszyłem do niego. Ruszyłem, obszedłem, a potem zagubiony podszedłem do kas i dowiedziałem się że otwarty będzie dopiero o 13. Znaczy dla pojedynczych osób które nie zarezerwowały sobie miejsca wcześniej. Wyobrażacie to sobie?

P1060553 (Copy)

A co to?

Pałac Mukden
Znany również jako pałac cesarski w Shenyang, to pałac cesarski w czasach wczesnej dynastii Qing. Został zbudowany w 1625 i zamieszkiwało w nim trzech pierwszych cesarzy z dynastii Qing w latach 1625-1644. Po upadku monarchii w Chinach pałac zamieniono w muzeum.

P1060598 (Copy)

Historia

Budowę rozpoczął w 1625 Nurhaci, a w 1631 cesarz Huang Taiji rozkazał dobudować kolejne budynki. Pałac zbudowano na podobieństwo pekińskiego zakazanego miasta, jednakże widoczne są w nim wpływy mandżurskie i tybetańskie. Po przejęciu władzy przez dynastię Qing, cesarzowie przenieśli się do Pekinu, a Mukden straciło na znaczeniu. Pałac stał się jedynie miejscowym pałacem.
W 1780 cesarz Qianlong nakazał rozbudowanie pałacu. Kolejni cesarzowie z dynastii Qing zazwyczaj spędzali pewną część roku w Mukden.

P1060610 (Copy)

Przyznam się bez bicia – pałac jest taki sobie. Przede wszystkim mały i nie może nawet stanąć koło pekińskiego Zakazanego Miasta. W Chinach słychać głosy, że na północ od muru nie ma kultury ani historii i patrząc na ten pałac ciężko się z tym nie zgodzić. Trzeba jednak wziąć pod uwagę że Mandżurowie to nie byli ludzie którzy lubili osadnictwo, to byli wojownicy ruszający z miejsca na miejsce, także budowanie pałaców jakie były bardziej na południe nie miało dla Nich większego znaczenia.

P1060627 (Copy)

Po obejściu całego pałacu i zameldowaniu się w hotelu ruszyłem w stronę drugiego punktu w planie na dzisiaj, czyli grobowca Fuling

A co to?

福陵, czyli wschodni grobowiec to mauzoleum Nurhaci, założyciela dynastii Qing, oraz jego żony cesarzowej Xiaocigao. TO właśnie tutaj przeprowadzano główne ceremonie w czasach dynastii Qing.

P1060630 (Copy)

Mauzoleum znajduje się w dość sporym parku składającym się z ogromnej czerwonej bramy, świętej drogi, rzeźb zwierząt, stu ośmiu schodów (mających symbolizować równowagę), budynku z płytami, łaźni, spiżarni, pomieszczania do picia herbaty, poczekalni, bramy Long’en, pomieszczenia Long’en, pawilonu palenia jedwabiu, bramy Lingxing, pawilonu Ming, oraz podziemnego miasta.

P1060670 (Copy)

Podziemnego miasta na zdjęciach nie ujrzycie bo go nie ma. Znaczy jest, ale o ile w przypadku pierwszego cesarza Chin wiadomo gdzie jest, tak w tym przypadku nie wiadomo nawet tego. W Chinach archeologowie działają tylko na południu najwidoczniej.

P1060677 (Copy)

Grobowiec ten znajduje się hen hen daleko poza centrum Shenyang i trzeba poświęcić godzinę w autobusie by się do niego dostać. Oczywisty plus jest taki że zwiedzając nie było tam prawie nikogo. Zupełnie jak w Qufu. Oczywisty minus jest taki że ostatni autobus odjeżdżał o siedemnastej…

P1060685 (Copy)

Kolejny raz pustka, owszem ciekawie to wyglądało, widać że to jednak nie jest to samo co na południu, ale…jakiś taki niesmak pozostaje.

P1060699 (Copy)

Jutro mam kolejne dwa miejsca do zobaczenia, co najmniej dwa, a potem zobaczymy :)

Niedziela i przegapione #18

Dzisiaj przyszedł czas na odpoczynek. Czasem trzeba zregenerować baterię i dać sobie wolne. Nie można w końcu ciągle się pobudzać, czasem taka chwila oddechu jest równie ważna. Podobno jeżeli nie masz czasu na regenerację to nie masz się co zabierać za jakikolwiek sport. Z pewnością jest to prawda gdy chodzi o bieganie, bo nie można w końcu biegać bez przerwy, czasem trzeba odpocząć by się tkanki odbudowały. To właściwie nie tyle trening co właśnie okres regeneracji sprawia że stajemy się mocniejsi.

Jutro z samego rana ruszam do Shenyang i postaram się stamtąd coś wrzucić. Do zobaczenia w tej dawnej stolicy Mandżurii jest kilka rzeczy, między innymi dawny pałac cesarski czy grobowce z początków ostatniego rodu cesarskiego. Wracam w środę wieczorem, także Sylwestra spędzę w mieście dla mnie zupełnie nowym i obcym, bez uczniów jak rok temu, a jednak całkiem podobnie, bo też bez żadnej imprezy. Tutaj ten dzień stał się dniem jak co dzień, nic niezwykłego się nie dzieje, ot pewnie poleci parę fajerwerków, ale cudów nie ma się co spodziewać, o wiele większe święto czeka nas za miesiąc gdy rozpocznie się święto wiosny.

Oprócz ostatnich modyfikacji planu wycieczki zmieniłem także rezerwację w hotelu, ale prawdę mówiąc nie jestem pewny czy udało mi się zarezerwować inny…To zawsze jest ryzyko, bo nigdy nie można być w stu procentach pewnym że hotel który wybraliśmy przyjmuje obcokrajowców. Co z tego że wyświetla się na angielskiej stronie i dostajemy z niej potwierdzenie skoro rzeczywistość może okazać się diametralnie inna. Podobno w Shenyang jest jakiś hostel. Podobno…Z tym też jest zawsze ryzyko, bo nigdy nie można być w stu procentach pewnym że konkretny hostel jeszcze istnieje, albo że ma miejsca, albo że taksówkarze wiedzą gdzie on się znajduje. W tym kraju niczego nie można być za bardzo pewnym i zawsze warto mieć jakiś plan awaryjny, lub być na tyle elastycznym żeby dopasować się do nowej sytuacji.

Chris powiedział mi że przejmuje dwa z moich pięciu zajęć w czasie obozu zimowego, mogę jedynie domyślać się że to z powodu małej ilości chętnych bowiem wczoraj widziałem na liście cztery osoby. Cztery osoby plus córka współwłaścicielki to raczej za mało by porządnie zarobić, więc trzeba było plan trochę zmodyfikować. Oczywistym minusem tej sytuacji jest strata łącznie sześciu godzin, a ogromnym plusem są trzy dni wolnego z czego dwa obok siebie, co wiąże się z możliwością ruszenia gdzieś hen przed siebie. I tak też dzisiaj już zarezerwowałem sobie bilety na jednodniowe wycieczki w dwa różne miejsca. Konkretnie do jednego z parków narodowych, oraz do grobowców jednego z trzech dawnych królestw koreańskich. Z tymi grobowcami to będę się musiał trochę nagimnastykować żeby się dostać, ale jestem pozytywnie nastawiony.

Przegapiona jest tylko jedna sprawa: Jaime.
Jaime pojawił się na tym świątecznym spotkaniu z dziewczynami i szefami i zaczął mnie irytować.  Celowo. Najpierw przerwał rozmowę z Anią, a potem podszedł do mnie i zaczął szamotać moje ramię mówiąc że mnie zirytuje. Gdy w końcu odszedł powiedziałem Johnsonowi żeby lepiej trzymał go ode mnie z daleka bo ja Go najzwyczajniej w świecie uderzę.
Potem Johnson powiedział coś o Kerrym, z Anglii, i musiałem Go ostrzec żeby nas obu nie zapraszał razem bo to się dobrze nie skończy. Taki to ze mnie jest nicpoń co go gro ludzi irytuje.