Podobno najlepiej poinformowani są zawsze studenci

Dawno temu, no może nie aż tak dawno, gdy jeszcze byłem studentem jedna z wykładowczyń na nasze pytanie o godziny rektorskie/dziekańskie odpowiedziała że najlepiej poinformowani to zawsze są studenci.
W sumie to nigdy o tym nie myślałem, ale w Chinach sprawdziło się to w Jiawang, chociaż tam to głównie za sprawą Lydii która się ze swoich obowiązków nie wywiązywała, albo nikt Jej niczego nie mówił.

W zeszłym roku był spokój z takimi rzeczami bo chociaż kontakt z tym biurem współpracy z zagranicą był o tyłek rozbić to jednak wszystkie informacje były już wcześniej opublikowane przez rząd chiński (w sensie wszystkie dni wolne były już odgórnie ustalone, a innych dni wolnych nie było). Także tutaj problemów nie było.

W tym roku mamy do opieki bardzo sympatyczną nauczycielkę, która skończyła dwie bardzo dobre szkoły, licencjat zrobiła w na Pekińskim Uniwersytecie dla nauczycieli, w magistra w Hong Kongu, ale poziom Jej ogarnięcia takich spraw organizacyjnych jest…średni.

O dniach sportu dowiedziałem się od studentów, więc minus, ale o tym kiedy się odbywają i że nie mamy zajęć już od Niej więc ogólnie wychodzi na zero. Czyli jak na kogoś kto powinien te sprawy ogarniać –średnio.

Właśnie mi jedna z moich byłych uczennic opowiedziała historię. Jej szkoła wybudowała nowy kampus w 2008 roku i jak to z reguły bywa część terenu zajmowały przedtem budynki mieszkalne, wykupili więc prawie wszystkie budynki. Prawie wszystkie bo ostała się jedna rodzina, która sprzedać domu nie chciała. Że to Chiny to pewnie chcieli, ale za więcej niż szkoła dać chciała, więc nie sprzedali i przez te siedem lat znajdują się na terenie kampusu sprzedając tam różne cosie studentom. Najstarszy syn w tej rodzinie ma problemy psychiczne i dzisiaj wbiegł z nożem do stołówki po czym wszyscy ludzie, głównie dziewczyny, z niej uciekły, ale jedną zranił w rękę. Na szczęście szybko Go złapano, a Jej nic nie będzie, przynajmniej nie powinno.
A sprawa pewnie skończy się tak że rodzina mieszkanie szkole odda, lub sprzeda po obniżonej cenie, dziewczyna dostanie stypendium i pewnie jeszcze zagwarantują jej magisterium w innej, lepszej szkole, ale nikt chłopaka o nic nie pozwie. Chociaż mogę się mylić i jeżeli cokolwiek się zmieni to Was o tym powiadomię.

Dmie

Naprawdę, wyje tutaj strasznie. Podobno ten ostatni tajfun w tym roku uderzy jutro, ale czy tak będzie to się okażę. Wiatr jest okropny na tym dwudziestym piętrze, w dodatku wszystkie pozostałe mieszkania są puste i wszędzie są okna pootwierane, więc wiatr wlatuje, przelatuje a na koniec wylatuje szparą w drzwiach i krąży po korytarzu. Naprawdę nie ma czego zazdrościć. Mam nadzieję że w końcu to wycie się skończy, bo ileż można.

Pewnie na wiosnę będzie jeszcze gorzej, w końcu wiosna to wszędzie gdzie byłem do tej pory okres puszczania latawców, a te zawsze najlepiej latają gdy jest wiatr. Od razu przypomniało mi się Jiawang i te moje nieudolne próby sterowania latawcem z Micky. To było takie zabawne, takie dziecinne, że aż mi tego trochę szkoda. Teraz to pewnie nikt mnie już nie poprosi do puszczania latawca.

Odebrałem dziś paszport i jak nic wbita karta pobytu do 31-go lipca przyszłego roku, aż mi się oczęta ucieszyły. Bardzo długo i bardzo fajnie z tego powodu. Na chwilę obecną wszystko wskazuje na to że zostaniemy tu trochę dłużej, więc pewnie jeszcze przed wylotem do Polski dostanę nową kartę i też będzie dobrze.

W ogóle to dzisiaj się strasznie, ale to strasznie wygłupiłem. Zapomniałem że są jeszcze dwie grupy który nie przerobiły ze mną jednego tematu, więc nie mają w tym tygodniu egzaminów. Także wszedłem do klasy, przedstawiłem punktację, wyjaśniłem co należy zrobić i usiadłem w ławce między studentami. A Oni w pełnej konsternacji co ja robię. A ja w pełnym szoku czego Oni nie robią. Do końca zajęć Ich przepraszałem, ale tak się pomylić…Wszystko przez te święto narodowe, gdyby nie ono te lekcje byłyby normalnie ułożone i nie byłoby takich problemów, ale Chińczycy to lubią życie pokomplikować czasami.

A Pani z plackami dzisiaj znowu nie było. Może pojawia się co drugi dzień? Teraz to będą odbywać się codzienne podchody by określić wzorzec.

Papierkologia

Jak nie wiecie, bo nie powiedziałem, główna siedziba mojego uniwersytetu znajduje się w Quanzhou, czyli mieście oddalonym o godzinę drogi od Xiamen. Tam też znajdują się wydziały mniej ścisłe, a bardziej humanistyczne. W Xiamen rządzą kierunki ścisłe i techniczne, chociaż June mówi mi że budują też budynek dla wydziału tańca (lub sztuki ogólnie).

P1220225
Odzyskany placek smażony na głębokim oleju.

Nauczyciele oczywiście mogą poruszać się między kampusami autobusem uczelnianym. Oczywiście żeby poruszać się autobusem uczelnianym należy mieć specjalną kartę, a raczej aktywowane coś na karcie nauczyciela. Dostaliśmy karty nauczyciela, dodatkowo musieliśmy aktywować możliwość korzystania z biblioteki (bo przecież po co nauczycielom możliwość korzystania z biblioteki, prawda?), Eric (czyli drugi z nowych nauczycieli) połączył swoje konto bankowe z kartą nauczyciela żeby nie wpłacać na nią ciągle pieniędzy (co akurat jest sensowne jeżeli je się na kampusie), a teraz przy próbie aktywowania tych przejazdów okazało się że nasza opiekunka musi udać się do Quanzhou i dostać specjalne pozwolenie dla nas że możemy korzystać z tego autobusu. W końcu bycie zatrudnionym przez uniwersytet nie uprawnia jeszcze do korzystania ze wszystkich jego dobrodziejstw.

P1220227

Strasznie to dziwne, ale w sumie to nie takie rzeczy się działy i dziać będą, więc narzekać na to nie będę.

P1220229

W zeszłym tygodniu w Filipiny uderzył tajfun i odbił w stronę Tajwanu, podobno uderzy w Xiamen w okolicach piątku, a to oznacza dość spore opady deszczu. Na szczęście ma to być ostatni tajfun w tym roku, ale jak to będzie to zobaczymy. Jedno jest pewne. Jesień tutaj jest najmniej Polska ze wszystkich jesieni jakich doświadczyłem w Chinach. W Jiawang padało i były te paskudne wahania temperatury, w Changchun padało i było chłodno, ale już bez tej sinusoidy, w Zhengzhou padało, ale temperatura tylko trochę szalała. A tutaj…no cóż, nie pada, rano jest przyzwoicie, w ciągu dnia jest przyzwoicie, generalnie to gdyby nie ten upał i ta wilgotność parę tygodni temu to byłoby to świetne miejsce pod względem pogody. Bardzo ciekawi mnie jak to będzie wyglądać w zimie i na wiosnę.

P1220231

P1220229

Śniadania utracone

Ani w sobotę, ani w niedzielę, ani też dzisiaj nie było małżeństwa sprzedającego placki. W teorii mogliby przyjść i sprzedawać bułki, ale nawet tego nie zrobili. Zamiast tego stali Ci co mają wszystko już gotowe i jeden facet który coś tam na miejscu przygotowuje. Jestem w 99% pewny że CI którzy zostali oddelegowani z tego miejsca zostali oddelegowani z powodu trwających do czwartku ogólno chińskich zawodów sportowych. Odbywają się w mojej prowincji, a konkretnie w Xiamen mają miejsce zawody w kajakarstwie.

P1220202

Dlatego też tak szybko i sprawnie postawiono chodniki, bramki, płotki, oraz wsadzono drzewa i kwiatki. To nic że te drzewa się nie ukorzenią bo nie ma ziemi, przez kilka miesięcy będą wyglądać fajnie, a potem to się zobaczy byleby nie wiało za mocno.

P1220206

Trochę mi z tego powodu smutno bo jednak poopowiadałem Wam trochę o tych plackach a zdjęć jednak nie zobaczycie, poza tym były one bardzo dobre i fajnie tak sobie po dobrym biegu zjeść coś tłustszego. Ja przynajmniej mam taki głód na olej po biegu. A normalnie to nic z tego bo przecież nie będę smażył tylko zjem owsiankę bo zdrowsza.

P1220207

W sobotę wybiegałem pierwsze osiemnaście kilometrów, nie przez pomyłkę, było to planowane. Obiegłem cały zbiornik wodny i nagle wbiegłem na most, który na mapie prezentował się tak jakby ludzi mogli po nim przechodzić, co rzecz jasna okazało się prawdą tylko do ¾ długości, potem wypada pieszym albo skoczyć do wody, albo fruwać. Lub biec wystarczająco sprawnie by uniknąć bliższego spotkania z samochodami. Generalnie to nie było źle, powiedziałbym nawet że fajnie. Oczywiście biegłem za szybko, ale jeszcze mam czas by zwolnić, w końcu to było dopiero osiemnaście kilometrów.

P1220210

A dzisiaj dobiegłem do wyspy. Zobaczyłem most blisko miejsca do którego dobiegłem i postanowiłem sprawdzić czy ludzie mogą po nim iść. Mogą, jest specjalnie wydzielony chodnik i spokojnie można tamtędy dojść na wyspę, a nawet na rowerze dojechać. Czyli bardzo fajnie. Zwłaszcza że dzisiaj dobiegłem tam trochę wydłużoną trasą, więc nagle trasa trochę mi się przedłużyła, ale też było w porządku. Tylko naprawdę muszę pamiętać o tym by brać chustę na czoło, bo chociaż upał już znacznie zelżał to jednak pot w dalszym ciągu zalewa czoło.

P1220220

P1220215

P1220214

P1220212

Śniadania przywrócone

W sensie sprzedawcy wrócili, ale nie na swoje miejsce bo to by było za dobre, ale pozwolono Im stać za płotem. Także stoją teraz i sprzedają. Tylko małżeństwo sprzedające kawałki ciasta smażonego na głębokim oleju się nie pojawiło. Może pojawią się jutro. Pani z cebulowymi naleśnikami jest i dzisiaj wyszły Jej jeszcze lepsze niż zazwyczaj.

O trzeciej nad ranem, w sumie to jeszcze w nocy, bo dla mnie rano zaczyna się po piątej, dostałem smsa od przewodniczącego grupy piątkowej który stwierdził że dzisiaj muszą, ale to musza pojawić się ci sami studenci co tydzień temu bo Oni mają jakieś tam zajęcia i nie ma innej opcji, no po prostu muszą.
No dobra, niech się pojawią, mi to życia nie zepsuje. To że tamci nie mieli zajęć już dwa tygodnie, a teraz to już w sumie trzy, czyli następne będą dopiero po miesiącu to nie jest jakiś wielki problem, a jedynie mały problemik.

Tylko żeby człowieka zrywać z łóżka o trzeciej w nocy? No wyobrażacie to sobie? Tyle miał przyzwoitości że przynajmniej przeprosił. Właściwie to potem wyjaśniono mi dlaczego tak się stało, po prostu wcześniej nikt Mu o tym nie powiedział i chłopak najzwyczajniej w świecie nie wiedział że ma przyjść inna grupa. Uznał najwidoczniej że przyjście dwa tygodnie pod rząd to nie problem.

Wszystko na szczęście udało się rozwiązać i teraz wszyscy jesteśmy zadowoleni. Nie mogę przecież mieć pretensji do starosty za to że stara się wywiązać ze swoich obowiązków tak dobrze jak tylko potrafi.

Ostatnie pierwszaki bardzo spisały się bardzo dobrze, mnóstwo pytań, w dodatku gro z Nich zgłosiło się do odpowiedzi, a to zawsze mi się podoba. Bo przecież dla tych młodych ludzi to musi być ogromny stres tak wyjść i zacząć opowiadać o sobie po angielsku. Chociaż teraz to w sumie mniejszy niż parę tygodni temu gdy jeszcze się nie znali. Teraz to już mają za sobą kilka tygodni zajęć, więc jest Im trochę łatwiej.

Skończyło się rumakowanie

Pierwszych kilka śniadań zaraz po przyjeździe tutaj zjedliśmy z June na ulicy. Jedzenie ulicznego jedzenia jest jednym z podstawowych elementów chińskiej kultury. Ludzie wstają rano i idą kupić czy to smażone na głębokim oleju placki z cebulą, czy to smażone na głębokim oleju kawałki ciasta, czy też owsiankę tak gęstą że łyżka w niej stoi, tutaj kupują też zupy z jelitami, a gdzie indziej zupy pieprzowe. Uwielbiane są także bułeczki, bardziej przypominające knedle niż nasze bułki, tutaj w dodatku będące podawane na słodko. Generalnie to wybór śniadaniowego jedzenia jest dość spory i każdy znajdzie tutaj coś dla siebie bez większych kłopotów.

Ludzie sprzedający to jedzenie przyjeżdżają codziennie, przygotowują jedzenie, po czym znikają. Niektórzy przyjeżdżają koło piątej, bo widzę Ich gdy zwlekam się z łóżka o piątej dwadzieścia iść biegać. Zwijają się przed dziesiątą i wieczorem większość z Nich nie wraca, czyli pracują wcześnie rano, a potem to kto wie, może jadą w inny rejon i sprzedają coś innego. W końcu sprzedając kawałek smażonego na głębokim oleju ciasta za jednego juana trzeba ich trochę sprzedać żeby na życie zarobić.

Parę tygodni temu przyszła straż/policja i powiedzieli że sprzedawać nie można. Sprzedawcy, wszyscy łącznie z tymi sprzedającymi warzywa, owoce i mięso, wiele sobie z tego nie zrobili i pojawili się ponownie. Potem policja przyszła po raz kolejny i następnego dnia pojawili się tylko Ci robiący jedzenie na miejscu, ale już dwa dni potem byli wszyscy. A wiedzieć musicie że Ci sprzedający warzywa, owoce i mięso tarasują cały chodnik, przejść nie można i jeszcze do tego wszędzie są te zakichane rybie łuski.
W zeszłym tygodniu straż przyszła wieczorem by rozgonić sprzedających wieczorem. Ludzie zaczęli krzyczeć straż bije, straż bije. Straż nikogo nie biła, ale ludzie krzyczeli tak na wszelki wypadek.

Dzisiaj wróciłem z biegu i jak to mam w zwyczaju postanowiłem kupić placek z cebulą, ale go nie było. Nie było małżeństwa które zawsze te placki robiło i sprzedawało. Po chwili dotarło do mnie że jest tylko małżeństwo sprzedające te smażone na głębokim oleju kawałki ciasta. Kupiłem je więc dwa i w drodze do domu zauważyłem Panią z plackami, ale tym razem bez placków, więc placka nie kupiłem. Pani stała za płotem, już nie na ulicy, a przyczajona w innym miejscu razem z innymi sprzedawcami, ale bez okularów nie rozpoznałem kto tam jest.

Nie wiem czy jutro będzie ktokolwiek na ulicy sprzedawał jedzenie. I z jednej strony myślę że to dobrze bo pamiętam z Zhengzhou jaki syf może powstać po obecności takich obwoźnych restauracji, ale z drugiej strony uderza mnie to przecież Oni tak naprawdę nie śmiecili, po Nich nigdy nie pozostawał syf. A jednak muszą się przenieść lub w ogóle zniknąć. Pani od placków sprzedaje także te bułeczki, więc Ona sobie jeszcze poradzi, ale Panów od zup już chyba nie zobaczę w tym miejscu.

Ciekawostka o egzaminach

June przygotowuje się do egzaminów wstępnych na studia magisterskie. Wybrała sobie uniwersytet który mamy pod nosem, w dodatku taki w którym pracuję, więc nie dość że blisko to jeszcze przyjemna kadra pedagogiczna. Nawet sobie kierunek wybrała, zamiast angielskiego wzięła nauczanie języka chińskiego jako języka obcego, czyli kierunek słuszny, przyszłościowy wręcz bym powiedział. Wybrała i tak od paru dni walczy zarówno z książkami, bo jednak kierunek studiów zgoła odmienny od tych z których ma tytuł licencjata więc i przedmioty na egzaminie inne. Oprócz angielskiego i filozofii komunistycznej Marksa, które to dwa przedmioty musi zdawać każdy kandydat na studia magisterskie, June musi przejść jeszcze dwa egzaminy z kultury i języka Chińskiego, oraz nauczania.

Generalnie to dużo nauki, ale do przejścia bo pierwsze egzaminy dopiero za dwa miesiące. Piszę pierwsze bo te pierwsze są wspólne dla wszystkich chętnych chcących udać się na studia magisterskie. Od odgórne egzaminy przeprowadzane w całym kraju. Potem, jakoś w kwietniu, przyjdzie pora na egzaminy przeprowadzane w konkretnej szkole. Czyli tak jak to u nas kiedyś było z maturą. Najpierw ogólnokrajowe, a potem jeszcze uczelniane, co tylko udowodniało że ta matura to aż taka ważna nie była.

Problem June polega na tym że mieszka hen hen daleko od swojego miejsca zameldowania, jakoś tak wyszło że się nie zameldowała, w sumie to nasza wina, ale uznaliśmy że taki meldunek do niczego nie będzie nam potrzebny. W jakim my byliśmy błędzie.

Okazuje się że osoba zameldowana w jednej prowincji nie może wziąć udziału w tym pierwszym egzaminie poza granicami swojej prowincji. Nawet jeżeli w niej nie mieszka. Może to zrobić jedynie pod warunkiem gdy poza nią pracuje. No i tu leży pies pogrzebany bo przecież June teraz nie pracuje.

Rozumiem ten obowiązek meldunkowy, mogę się z nim nie zgadzać, ale go rozumiem. Za to takiego nieżyciowego podejścia nie rozumiem. Tak najzwyczajniej w świecie nie rozumiem dlaczego osoba mieszkająca poza swoją prowincją nie może podejść do tego egzaminu w innym miejscu. A gdyby tak nagle się stało że musi się przenieść to co wtedy? Żadnych wyjątków? Kurczę, nawet głosować poza miejscem meldunku można, w Polsce, ale żeby egzaminu nie móc wziąć bo się nie pracuje w prowincji w której chce się wziąć egzamin?

Nie rozumiem tego.

Przedostatnie pierwszaki

Bardzo jestem zadowolony z tych dzisiejszych pierwszaków bo nikogo nie musiałem z listy wywoływać do odpowiedzi, wszyscy przyszli sami z siebie. Bardzo mi to zaimponowało, zwłaszcza że Oni przecież nigdy nie musieli po angielsku, ba zapewne nigdy po angielsku zbyt wiele nie mówili, więc wyjść na środek i opowiedzieć coś o sobie musiało być dla Nich nie lada wyzwaniem. Niektórzy, w innych grupach, bali się wyjścia na środek do tego stopnia że woleli mówić o sobie siedząc w ławce, że nie wspomnę o tych dziesiątkach ludzi których ja sam musiałem wywoływać, bo nie chcieli.

Z samego rana ruszyłem biegać i poczułem się jak w lato w Polsce. Wilgotność w porządku, temperatura przyzwoita, czyli nie pozostaje nic innego jak tylko biec przed siebie i to też zrobiłem. Po prostu wspaniale, tak dobrze jeszcze mi się tutaj nie biegało. Z jednej strony jesień w pełni więc chłodniej i od razu biega mi się przyjemniej, a z drugiej może też powoli się do tego klimatu przyzwyczajam i jest już coraz lepiej. Zresztą w domu też pocę się już coraz mniej. Czyli same plusy.

No prawie, bo jednak w salach jest tak strasznie zimno że studenci muszą ubierać kurtki, lub swetry bo inaczej to marzną. Ja zresztą też marznę, ale przynajmniej mogę w końcu nosić marynarkę. Generalnie to mi to odpowiada. Grunt to się nie pochorować, zresztą to by było zabawne, w takim klimacie złapać przeziębienie.

Bardziej niż zimy tutaj obawiam się tego lata w przyszłym roku, bo zima to nie problem, mam jeszcze tyle ubrań z czasów mieszkania na dalekiej północy, że aż się w szafie nie mieszczą, ale to lato to będzie zmora. Już ta końcówka sierpnia dała nam z June ostro popalić, a co dopiero gdy zacznie się ocieplać? Chociaż może będzie działo się to stopniowo i nie będzie aż tak uciążliwe. Zobaczymy.

Chłodno

Chłodno jest jednym z takich słów które dla każdego będą oznaczać coś innego. Inaczej zareaguje ktoś kto całe życie spędził na dalekim północnym wschodzie Chin, a inaczej ktoś kto całe życie spędził na krańcu południowym tuż przy zwrotniku. Dla tych dwóch osób chłodno będzie oznaczało coś zupełnie innego, a gdy dodamy do tego jeszcze wszystkie szerokości geograficzne po drodze to nagle robi nam się masa ludzi u których spektrum rozumienia słowa chłodno jest niesamowicie rozciągnięte.

Przykładowo mama mi dzisiaj przesłała zdjęcie z samochodem pokrytym śniegiem i stwierdziła że jest chłodno.
Ja wyszedłem dziś rano biegać w krótkich spodenkach i koszulce z krótkim rękawem i stwierdziłem że jest chłodno.
Eric, nauczyciel z USA, stwierdził że wczorajsza noc była pierwszą w czasie której nie włączył klimatyzatora.

Czyli naprawdę są różne definicje tego słowa, które przecież jest takie proste, a co począć w przypadku prób zdefiniowania słów trudniejszych, czy pojęć wręcz abstrakcyjnych? Czasami jest to doprawdy niemożliwe.

Tak właśnie jest w przypadku związanym z English Corner. Dowiedziałem się pokątną drogą od innego nauczyciela że jest rozpisany plan obecności kiedy kto ma przyjść do tego kącika. Zaraz, jaki plan, przecież tego w kontrakcie nie ma padło moje pytanie. Otóż nikt tego w kontrakcie nie ma, ale tak się składa że trzy razy w miesiącu każdy nauczyciel na te nieobowiązkowe spotkania musi przyjść, chyba że ma akurat zajęcia.
No dobrze, ale jak musi skoro nie ma w kontrakcie? Ano właśnie. Na to pytanie usłyszałem odpowiedź mi powiedziano że nauczyciele powinni wspierać studenckie inicjatywy. Tak, no a potem to dowiedziałem się że w Chinach chociaż czegoś nie ma wpisanego w kontrakt a szef o to prosi to należy to zrobić żeby utrzymać dobre relacje. Tyle że my nie mówimy o prywatnej firmie a o państwowym uniwersytecie, no co to jest za problem wpisać to w kontrakt, rany…Tylko niepotrzebne problemy robią.

Pomieszanie z poplątaniem

Pierwszaki są generalnie słodkie. Takie to nic nie wie, wszędzie chodzi z nosem w komórce patrząc na numery sal i zastanawia się to to czy te numery idą w górę czy w dół. Takie jak dzieci w przedszkolu, bo nie wpadli na to żeby przez miesiąc bytności w szkole zobaczyć gdzie mają zajęcia.

Dzisiaj wyszedłem tym moim pierwszakom naprzeciw i poszedłem do sali którą mają zapisaną na planie, a która została zmieniona bo komputer w niej nie działał. Poszedłem, poczekałem chwilę, ktoś przyszedł i pytam się o to co studiuje, czy ma zajęcia z obcokrajowcem i czy jest na mojej liście (tu wręczam listę) i słyszę blabla, tak, nie. No to podziękowałem i wyszedłem myśląc że ma zajęcia z innym nauczycielem, a moje pierwszaki wiedzą że mają iść do innej sali, bo ktoś w końcu wpadł na pomysł by Ich o tym poinformować.

Na dwie minuty przed dzwonkiem wróciłem do tamtej sali i zauważyłem masę studentów oraz Chinkę rozmawiającą z kimś z gildii informatyków. Okazało się, że Jej zajęcia przenieśli do mojej planowej sali (tej która miała zepsuty komputer), o czym Jej studenci i Ona sama dowiedziała się wczoraj, więc nastąpił problem w postaci obecności dwóch grup. Problem rozwiązał się bardzo szybko gdy wytłumaczyłem że jedna z tych grup jest moja i ma ruszyć ze mną do sali piętro niżej. Grzecznie ruszyli. Oczywiście znowu ponad sześćdziesiąt osób bo nikt Im nie powiedział że są już podzieleni na dwie grupy i powinni się ogarnąć.

A potem sobie gadaliśmy. Strasznie dużo gadam w czasie tych pierwszych zajęć i generalnie to odnoszę wrażenie że studenci dzisiaj próbowali mnie testować, bo na polecenie by rozmawiali ze sobą, zaczęli rozmawiać ze sobą po chińsku. Było to bardzo intrygujące. To pierwszaki więc wiele mogę Im wybaczyć, wręcz muszę. Cierpliwości człowiek uczy się całe życie, a i oczekiwać zbyt wiele nie powinien, nawet po najlepszych studentach.