Xi’an –Chengdu

IMG_0007 (Copy)

12 godzin do odjazdu pociągu to kawał czasu, zwłaszcza gdy okazuje się że obejrzało się już wszystko co było w miarę blisko, bo na dalsze wycieczki nie ma już czasu i gdy żar leje się z nieba.

IMG_0026 (Copy)

Wiem, wiem, powtarzam o tym do znudzenia ale to bardzo często przechodziło m przez głowę.

IMG_0008 (Copy)

Żar…Nie byłem w innych piecach Chin ale Xi’an jest zdecydowanie najbardziej uciążliwym miastem do życia w jakim byłem. Nigdzie indziej nie było tak ciepło i tak duszno. Każdego dnia wypijałem 4-5 litrów wody, w nocy nie potrafiłem zasnąć a rano budziłem się w mokrym od potu łóżku.

IMG_0012 (Copy)

Nie mając żadnego planu ruszyłem przed siebie wiedząc tylko że chcę kupić kawę i coś do jedzenia na podróż. Trafiłem do amerykańskiego walmarta, który był zaopatrzony w chleb…chleb…i wyglądał jak prawdziwy…ale i tak bym go nie zjadł…

IMG_0013 (Copy)

Uzupełniwszy zapasy ruszyłem dalej przed siebie z myślą że może uda mi się dotrzeć do muzeum historii Shaanxi. Nie miałem w kieszeni dobrej mapy, tylko taką dość ogólnikową z hotelu, ale okazała się ona bardzo przydatna gdyż po zapytaniu o drogę jednej z Pań sprzątających ulicę dotarłem do muzeum w kilka minut.

IMG_0038 (Copy)

A co to?

Muzeum historii Shaanxi otwarto w 1991 roku, zajmuje powierzchnię 65 tysięcy metrów kwadratowych i znajduje się w nim ponad 370000 obiektów muzealnych.  Muzeum skupia się oczywiście na dawnej stolicy Chin, która była stolicą dla 13 różnych dynastii. Znajdziemy tam wiele przedmiotów kulturowych, w tym chociażby pieczęć cesarzowej.

IMG_0137 (Copy)

Co ważne wejście do muzeum jest darmowe, trzeba jedynie pokazać dowód toższamości. Dzienna liczba gości jest ograniczona do 4000 (lub 5000, różne źródła różnie mówią), by nie utrudniać zwiedzania. Cóż…zwiedzanie może to i ułatwia, ale robienie zdjęć  i tak jest trudne.

IMG_0174 (Copy)

Chociaż wejść warto bo zabytki są świetne, najstarsze pochodzą z trzeciego tysiąclecia przed naszą erą i są to dość proste przedmioty jak misy czy narzędzia, potem mamy trochę broni z brązu, oraz ogromną kolekcję wszelakiej biżuterii.

IMG_0256 (Copy)

Wszystko opisane po chińsku i angielsku, do tego można obejrzeć film z angielskimi napisami o szlaku jedwabnym, ogółem świetna sprawa i nie żałuję tego blisko dwugodzinnego spaceru.

IMG_0179 (Copy)

Na obiad poszedłem do restauracji naprzeciwko hotelu, ale tym razem zamiast nudli w z upie wziąłem nudle z pomidorem i jajkiem. Smaczne. Cały czas nie mogę wyjść z podziwu nad tymi przygotowywanymi na miejscu nudlami. Hałasują przy tym okropnie, ale w smaku są nie do pobicia.

IMG_0262 (Copy)

I taki najedzony szedłem na dworzec gdy zatrzymał mnie kucharz innej restauracji muzułmańskiej, pokazał że mam usiąść i podał mi chusteczkę bo się nie wytarłem po obiedzie. Zapytał skąd jestem, jak mi się podoba w Chinach i co tu właściwie robię. A widział jak wychodzę z innej restauracji i wiedział że u Niego nic już nie zjem. Chciał najzwyczajniej w świecie porozmawiać. Bardzo to sympatyczne.

IMG_0265 (Copy)

Potem przyszło mi trochę posiedzieć na dworcu i popatrzeć jak ludzie lgną pod mury by schować się w cieniu przed słońcem. Wygląda to trochę komicznie gdy nikogo nie widać w słonecznej części bo wszyscy schowali się w zacienionej. Nagle wszyscy lgną do ciemności dającej schronienie przed światłem. A ja tylko siedziałem i czekałem aż na ekranach przed dworcem pojawi się K879 bo to oznacza że w końcu mogę wejść na teren dworca. Tak…nie możesz wejść wcześniej niż na dwie godziny przed odjazdem. Co ma bardzo dużo sensu gdy weźmiemy pod uwagę morze ludzi które czeka na odjazd. A że na dworcu jest o wiele chłodniej niż na dworze to chętnych nie brakowało.

IMG_0267 (Copy)

W końcu nadeszła moja pora i pierwszy raz przybito mi pieczątkę mówiącą o tym że mogę wejść na dworzec. Problem jest tylko taki że na dworcu nie było ubikacji. Tak…to trochę absurdalne ale prawdziwe, potrzeby trzeba załatwiać w toalecie przed dworcem, bo potem jest już za późno. Zresztą w Qufu, Zhouzheng i Anyang było tak samo. Chlubne wyjątki to Xuzhou (i Xuzhou Zachód), Pekin Południe i Luoyang. Nie za bardzo rozumiem sens czegoś takiego, ale wielu rzeczy nie rozumiem, więc nie wnikam.

IMG_0289 (Copy)

Xi’an dzień drugi

IMG_9490 (Copy)

Zgodnie z planem – mury. Sęk w tym że ¼ murów przeszedłem obok nich bo wszystkie wejścia były zamknięte. Dopiero gdy doszedłem do zachodniej bramy znalazłem coś otwartego.

IMG_9491 (Copy)

Tylko zanim do niej dotarłem trafiłem, zupełnym przypadkiem, na świątynię buddyjską w odmianie (tak to się nazywa?) tybetańskiej.

IMG_9492 (Copy)

A co to?

Zakon Guangren Lama to jedyny zakon buddyjski (tybetański) w prowincji Shaanxi. Zbudowano go w roku 1705, gdy wielki Lama z Północnego Zachodu i Tybetu przejeźdzał przez Shaanxi do Pekinu. To w niej spotkał cesarza Kangxi.

IMG_9510 (Copy)

Sama świątynia została przebudowana w 1952, a w 1983 wpisano ją na listę najważniejszych krajowych zakonów buddyjskich. W 2006 roku przeszła porządną renowację.

Sama świątynia nie jest duża, składa się z bramy górskiej, Sali Devajara. Sali Mahavira, Sali tysiącrękkiego Buddy i Sali z sutrami. Oczwiście po bokach znajdują się inne pomieszczenia i place.

IMG_9529 (Copy)

Oryginalna brama została zniszczona przed renowacją. Nowa ma rzeźbrione przęsła ozdobione malowidałami. Zaraz za wejściem znajduje się ogromna ściana z kaligrafią.

IMG_9539 (Copy)
Na drugim placu znajduje się olbrzymi, nigdy nie gasnący, hmm…powiedzmy że znicz, który może pomieścić 54 litry oleju, świeci się by oświecić ludziom drogę.

IMG_9810 (Copy)

Bardzo fajna ta świątynia. Do biletu dostałem kilka kartek z informacjami, więc mogłem sobie poczytać. Naprawdę fajny pomysł, lepiej było tylko w muzeum armii terakotowej gdzie to wolontariusze opowiadali o wszystkim.  Na samym końcu świątyni stał taki najważniejszy budynek z pozłacanym dachem, to w nim była najcenniejsza figura.  I taka ciekawostka, to w tej świątyniu cesarzowa Cixi ukrywała się i do jednego z drzew przyczepiała sznury z praniem.

IMG_9587 (Copy)

No to wróćmy do zachodniej bramy.
Gdy już się wdrapałem na górę uderzył mnie żar, a przecież jeszcze nie było 10…przez moment zastanawiałem się czy nie wziąć roweru, ale stwierdziłem że wytrzymam w tym słońcu i może znajdę coś ciekawego. I znalazłem muzeum murów miejskich z kawałkami oryginalnego muru. A pisząc kawałkami mam na myśli ogromne kilkumetrowe bryły. Wyglądało to niesamowicie.

IMG_9589 (Copy)

A co to?

To najlepiej zachowane ufortyfikowania miejskie w Chinach. Ich budowa rozpoczęła się w 194 roku przed naszą erą i trwała cztery lata.

IMG_9663 (Copy)

Mury miały wtedy blisko 26 kilometrów długości i grube na 12-16 metrów. Obecne mury zaczęto budować pod koniec czternastego wieku i mają około 14 kilometrów, są wysokie na metrów 12 i grube na 15-18.

IMG_9597 (Copy)

Chodząc po murach przyglądałem się okolicznym dachom, pogoda się poprawiła bo chociaż z nieba lał się żar (dzisiaj, jutro, pojutrze i w poniedziałek w Chengdu ma padać, także oprócz oglądania Pand nie planuję nigdzie wychodzić. NIGDZIE), to jednak wiał przyjemny wiatr i dało się te 3X przeżyć.

IMG_9641 (Copy)

I tak chodząc, zdałem sobie sprawę że powoli dochodzę do wschodniej bramy więc pora zejść i poszukać świątyni ośmiu nieśmiertelnych. Całe szczęście moja mapa jest dość dokładna i pokazała mi gdzie mam iść. Doszedłem tam więc bez najmniejszych problemów.

IMG_9648 (Copy)

Zaszokowała mnie cena, bo symboliczne 3 RMB w porównaniu do tych wszystkich innych świątyń wygląda…no w sumie to świątynie są od tego żeby się w nich modlić, a nie po to żeby zwiedzać, prawda?

A co to?

IMG_9855 (Copy)

Świątynia ośmiu nieśmiertelnych, lub Ba Xian An, zbudowana została w czasach dynastii Song (960-1279) a następnie wielokrotnie przebudowywana i odnawiana. Większość z obecnie widocznych budynków pochodzi z czasów dynastii Qing (1644-1911). Pomijając wieżę dzwonu, bębna, bramę górską, oraz ścianę wejściowo można ją podzielić na trzy sekcje.

IMG_9928 (Copy)
Pierwsza składa się z pięciu budynków ku czci boga obrońcy – Wang Lingguan. Druga sekcja to dwa budynki i białe statuy ośmiu nieśmiertelnych. Sekcja trzecia to główny budynek z napisem Dong Tian Yun Ji napisanym przez cesarzową Cixi (Chińczycy mają podejście do religii podobne do Mongołów czasów Dżyngis-chana – nie wiem który Bóg jest prawdziwy, więc lepiej mieć ich wszystkich po swojej stronie), która w tej świątyni także się ukrywała.

IMG_9961 (Copy)

Bardzo fajna świątynia. Trochę zapuszczona, ale nikt nie każe płacić nie wiadomo jakich pieniędzy za wejście, bardzo fajne były zupełnie nietypowe, bo niepomalowane, drewniane bramy do pomieszczeń.

IMG_9497 (Copy)

Xi’an

IMG_8970 (Copy)

Plan na dzisiaj był bardzo prosty: muzeum armii terakotowej (i koni)  oraz duża pagoda dzikiej gęsi i mała pagoda dzikiej gęsi. Plan prosty jasny i przejrzysty, ale trzeba zacząć od śniadania. Zupa z brązowego ryżu i dwa smażone na głębokim oleju rogale z nudlami ryżowymi i jakąś zieleniną w środku. To ciągle nie jest śniadanie mistrzów, ale jesteśmy już bliżej.

IMG_8979 (Copy)

Dojazd do muzeum armii terakotowej jest bardzo prosty, wystarczy wsiąść w autobus i dojechać. Przejazd kosztuje 7 RMB i jedzie się blisko godzinę bo muzeum znajduje się ponad 30 kilometrów od Xi’an.

IMG_8990 (Copy)

A co to?

To zbiór rzeźb wykonany z terakoty przedstawiających armię pierwszego cesarza Chin – Qin Shi Huang. Wykonano ją i pochowano razem z cesarzem gdzieś w okolicach 210 roku przed naszą erą. Mieli strzec cesarza po śmierci.

IMG_8997 (Copy)

Rzeźby te odkryto w 1974 zupełnym przypadkiem w czasie drążenia studni. Różnią się wzrostem zależnie od rangi, czyli generałowie (których jest trzech) są najwyżsi. Szacuje się że było ich łącznie ponad 8000, do tego 130 powozów, 520 koni i 150 koni kawalerii. Większość dalej jest zakopana (o tym za moment).

IMG_9186 (Copy)

Z cesarzem pochowano nie tylko żołnierzy, ale także urzędników, akrobatów, muzyków i siłaczy. Bo co się ma facet nudzić po śmierci.

IMG_9075 (Copy)

A dlaczego nie wykopano wszystkiego?

Cóż…chyba ktoś zrozumiał że kopanie w ziemi i rozwalanie stojących w niej ponad dwa tysiące lat rzeźb nie jest najlepszym rozwiązaniem, więc czekają…W latach 70-ych tak się pośpieszyli że praktycznie nie ma zachowanej oryginalnej farby na żołnierzach. Tak, oni byli pomarlowani.

IMG_9231 (Copy)

Mauzoleum cesarza znajduje się niedaleko muzeum armii teraktowej, tak blisko że nawet jest na mapie na bilecie…tylko dostać się tam nie można, a przynajmniej ja nie wiedziałem jak…no bo skoro nie ma przejścia, ani strzałek…

IMG_9232 (Copy)

Od 1976 roku wielu badaczy nalega na odkopanie reszty (kurczę…jeżeli to co my widzimy czyli ta najsławniejsza jama znajduje się dobry kilometr od grobu cesarza, to wyobraźcie sobie z jakim rozmachem to zbudowano) uzasadniając to tymi oto głównymi powodami:
– jest to teren narażony na ruchu tektoniczne, więc trzeba wszystko wykopać by zabezpieczyć
– świetny sposób na rozwinięcie turystyki
– by powstrzymać kradzieże

IMG_9278 (Copy)

A smutna prawda jest tak że w Chinach nie ma obecnie technologii pozwalającej na przeprowadzenie akcji na taką skalę. Poza tym nie za bardzo wiadomo jak to z tym pałacem jest, czy jest wypełniony powietrzem, czy też nie no i jak to ugryźć…może za mojego życia się tego doczekam.

IMG_9288 (Copy)

I gdy tam wszedłem opadła mi szczęka. To po prostu niesamowite. Ogrom, historia, to jest po prostu coś pięknego. Stałem tak wmurowany i patrzyłem nie do końca wierząc że to się dzieje naprawdę.

W ogóle to muzeum – coś pięknego…mnóstwo eksponatów, część oczywiście wybyła na wypożyczenia, ale to nic, do tego zapiski odkrywców, gry w których układało się żołnierzy z klocków, albo tworzyło odrys jakiegoś fragmentu zbroi (archeologia to rzadko kiedy coś w stylu Indiany Jonesa), ale ci żołnierze terakotowi…nie mam słów.

Na drugi ogień poszła duża pagoda dzikiej gęsi do której poszedłem, bo co mam jeździć.

IMG_9357 (Copy)

A co to?

Buddyjska pagoda zbudowana w 652, przebudowana w roku 704. W 1556 została uszkodzona w czasie trzęsienia ziemi i zrobiły się trzy piętra mniej, czyli tyle ile jest obecnie. Jedną z jej funkcji było przechowywanie buddyjskich sutr oraz rzeźb Buddy przywiezionych z Chin.

Czyli kolejna buddyjska świątynia. Tym razem z pagodą. Powoli przypomina to zwiedzanie kościołów we Włoszech. Wszystkie zlewają się w jeden.

IMG_9388 (Copy)

Chciałem dokulać się do pagody małej dzikiej gęsi, ale okazało się że wejście jest możliwe tylko do 1730, a bilety sprzedawane do 1630, przyszedłem więc o 69 minut za późno. Trudno, to i tak miał być dodatek. Jutro ruszam na spacer po murach miejskich i zrobię co w mojej mocy by odnaleźć świątynię ośmiu nieśmiertelnych. To dla odmiany będzie świątynia taoistyczna.

IMG_9378 (Copy)

Luoyang – Xi’an

IMG_8726 (Copy)

Na początek poszedłem sobie trochę pochodzić i popróbować tutejszych specjałów porannych. Kawał ciasta i warzywa, do tego sos sojowy i ostra papryka. Może nie jest to śniadanie mistrzów ale całkiem smacznego. W końcu kupiłem jabłka, ale chyba pora przerzucić się na brzoskwinie bo są wszędzie. Wszyscy je sprzedają, podobnie jak arbuzy. Tyle tylko że mnie brzoskwinie tak średnio odpowiadają…

Poszedłem w końcu na dworzec i przysiadła się (mam poważny problem żeby napisać Jej imię po angielsku, bo chcę napisać je Joanne, żeby było w miarę poprawnie a nie tak jak przedstawiła się na qq – Join, więc nazwijmy ją J., teraz pewnie niektórzy będą myśleli że to Will Smith w wersji żeńskiej, ale trudno) J., która jak się okazało także jedzie do Xi’an, a potem także do Chengdu. Potem jeszcze gdzieś i kończy podróż w tybecie w Lhasie. Skończyła studia tydzień temu i postanowiła wykorzystać ten okres by pozwiedzać, bo jeszcze nie chciała iść do pracy.

IMG_8730 (Copy)

Tak się żłożyło że  siedziała w tym samym wagonie co, więc poprosiła kogoś kto miał siedzieć obok mnie o zamianę miejsc i rozmawialiśmy pół drogi, bo drugie pół przespaliśmy. Ja po kolejnej nocy w tropikach a Ona pewnie z rajzyfiber bo wyruszyła dopiero dzisiaj.

IMG_8739 (Copy)

Po chwili włączył się do rozmów starszy chińczyk. Który miał niebieskie oczy. Najpierw policzył po rosyjsku do trzech a potem zaczął opowiadać o miasteczkach jakie mijamy, że powinienem wspiąć się na pięć świętych taoistycznych gór, ‘a w tym mieście Lao Tzu napisał Tao Te Ching’, opowiadał z jakimi krajami granicy Polska, że ambasada jest w Pekinie, a konsulat w Szanghaju a ja zamiast myśleć ‘wow, skąd On to wie’, myślałem ‘ON MA NIEBIESKIE OCZY!’, bo to było dla mnie o wiele bardziej szokujące.

IMG_8761 (Copy)

Gdy już dojechałem do Xi’an J. i Jej znajomy popytali jak mam iść by trafić do hotelu, dostałem Jej numer telefonu i mam dzwonić jakbym miał problemy. Niesamowicie sympatyczna dziewczyna.  Tak jak na Chinkę przystało.

Na pierwszy ogień poszły dwie wieże: dzwonu i bębna, najpierw poszedłem do tej większej, czyli dzwonniczej w której był dzwon, nie tak olbrzymi jak te europejskie, ale całkiem spory.

IMG_8786 (Copy)

A co to?

IMG_8795 (Copy)

Wieża dzwonu w Xi’an została zbudowana w 1384. Związanych z nią jest kilka legend. Ta jest całkiem fajna:

W czasach dynastii Ming kilka trzęsień ziemi poruszyło terenem w Guanzhongo pochłaniając tysiące ofiar. Pojawiła się historia: przez środek Xi’an płynie ogromna rzeka, mieszka w niej smok który zawsze wywołuje kłopoty. W Xi’an podchwycono legendę i rozkazano wszystkim kowalom ukuć ogromnym łańcuch w który planowano zakuć smoka. Następnie rozkazano naprawić wieżę dzwonu by wykorzystać ją do pojmania smoka. Co ciekawe, po odbudowaniu wieży dzwonu trzęsienia ziemi się skończyły.

IMG_8827 (Copy)

A z samej wieży rozciągał się piękny widok na całe wewnętrzne miasto. Także zszedłem i obrałem kurs na inna wieżę. Gdy do niej doszedłem okazało się że nie ma się tam jak dostać trzeba przejść przez rondo pełne samochodów.

IMG_8836 (Copy)

Gdy to zrobiłem okazało się że to nie ta wieża…także zawróciłem i poszedłem do innej…to też nie ta…w końcu się zdenerwowałem złapałem taksówkarza, wytargowałem się do 10 RMB i zawiózł mnie.

IMG_8854 (Copy)

W międzyczasie zapadł już zmrok i wszystkie wieże były pięknie oświetlone. Fantastyczny widok. Chyba w końcu mi jakieś zdjęcia po zmroku wyszły. Wieża bębna, w której było mnóstwo, ale to mnóstwo różnego rodzaju bębenków, bębnów i innych instrumentów muzycznych. Nie miałem pojącie że jest tego aż tyle.

IMG_8876 (Copy)

A co to?

IMG_8884 (Copy)

Wieża bębna w Xi’an została zbudowana w 1380 roku i znajduje się w samym centrum miasta. Jej nazwa pochodzi od ogromnego bębna znajdującego się w jej wnętrzu. Uderzano w niego gdy zachodziło słońce.

IMG_8894 (Copy)

I teraz miałem problem bo zapadł zmrok i straciłem kilka punktów orientacyjnych…nic to, wystarczyło mi wrócić do przejścia podziemnego i wiedziałem już w którą stronę mam iść.

IMG_8956 (Copy)
Problem z poruszaniem się po Xi’an jest taki że często przy chodnikach stoją bardzo wysokie płoty i trzeba korzystać z przejść podziemnych, co jest zrozumiałe biorąc pod uwagę ilość samochodów, ale jest także dość kłopotliwe gdyż te przejścia nie są już tak prosto skonstruowane jak ulice.

Ostatecznie do hotelu dotarłem bez większych problemów, a Xi’an po zmroku robi się o wiele bardziej przyjemny do życia, bo w ciągu dnia słońce praży niemiłosiernie.

IMG_8870 (Copy)

Luoyang

IMG_8197 (Copy)

Dzisiaj czekało mnie bardzo proste połączenie. Wyjść z hotelu, pójść w stronę dworca i wejść w autobus linii 81. Dojechać do końca i oto…

IMG_8203 (Copy)

Jaskinie dziesięciu tysięcy Buddów

Rany…poważnie? Jaskinie dziesięciu tysięcy Buddów? W sumie, po chińsku  brzmi to Groty Smoczej Bramy (Longmen to smocza brama), ale skoro po polsku oficjalnie brzmi to tak jak brzmi, więc niech już będzie. Lepsze to niż Szantung (brrrr…). Dojazd nie był trudny, także ogromny, ogromny plus za to.

IMG_8266 (Copy)

A co to?

W grotach tych znajdują się rzeźby, oraz obrazy Buddów, oraz uczniów. Rzeźb jest około stu tysięcy i niektóre są maciupcie, około 3 centymetrowe, a największa ma metrów siedemnaście. Na terenie znajduje się także blisko 2500 tablic z inskrypcjami (ciekawe gdzie je schowali…) i 60 pagód (takie samo pytanie). Dłubać je zaczęto pod koniec piątego wieku naszej ery.

IMG_8281 (Copy)

W 2000 roku wpisano to miejsce na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

ALE DLACZEGO TAK WIELE JEST ZNISZCZONYCH?!

IMG_8314 (Copy)

No cóż, buddyzm nie zawsze był w Chinach numero uno i czasem, jak chociażby w czasach rewolucji kulturowej niszczono takie miejsca, dlatego wiele rzeźb nie ma twarzy. Wielu rzeźb nie ma bo ukradli je kolekcjonerzy lub żołnierze (na przykład Japońscy)

IMG_8316 (Copy)

Jak przystało na miejsce kultu nie mogło się obejść bez świątyń, sęk w tym że większość z nich została zniszczona, zwiedzać można trzy.

Także ruszyłem zwiedzać i robić zdjęcia i muszę przyznać że jestem pod ogromnym, ale to ogromnym wrażeniem tego miejsca. Nie tyle tych średniej wielkości rzeźb których jest od groma, ale tych malutkich i czegoś czego nie widziałem na zdjęciach: farby w grotach. Nie mam pojęcia czy udało mi się to chwycić, bo słońce cały czas mi przeszkadzało, ale mam nadzieję że tak. Naprawdę byłem tym zaskoczony. No i ten olbrzymi, najsławniejszy pomnik, coś wspaniałego. Wyrzeźbić coś takiego to jest jednak od cholery dłubania

IMG_8392 (Copy)

Zdjęć jest całkiem sporo, więc polecam pooglądać galerię.

Następnie ruszyłem do świątyni białego konia (jak po chińsku tak po polsku), czyli pierwszej oficjalnej świątyni buddyjskiej w Chinach.

IMG_8516 (Copy)

Z ciekawości zapytałem taksówkarza ile by chciał za przewiezienie mnie z JDTB do świątyni i gdy usłyszałem 120 to się uśmiechnąłem i poszedłem. Wystarczy wejść w autobus 81, pojechać na przystanek gdzie staje 56 przejść na drugą stronę i pojechać do końca. Za 3 RMB. Nie jestem aż tak rozrzutny.

IMG_8589 (Copy)

A co to?

Świątynia Białego Konia została zbudowana w 68 roku naszej ery. Jest uznawana za kolebkę chińskiego buddyzmu. Aczkolwiek sama w sobie jest dość niewielka. Obecnie jest w rozbudowie o buddyjską świątynie w stylu Tajlandzki, bo w stylu Indyjskim już istnieje.

IMG_8687 (Copy)

A wszystko zaczęło się gdy cesarz Ming miał sen o Buddzie, wysłał więc dwóch emisariuszy by odszukali pisma buddyjskiej. Spotkali dwóch mnich w Afganistanie i przekonali ich do przybycia do Chin. Przyjechali na dwóch białych koniach. Cesarz zadowolony z takiego obrotu sprawy postawił na ich cześć świątynie i nazwał ją Świątynią Białego Konia (w chińskim liczba mnoga jest dość płynna). Mnisi przetłumaczyli pisma buddyjskie na język chiński, a gdy Bodhidarma, inny mnich przybył do Chin w piątym wieku naszej ery chińska odmiana buddyzmu zaczęła rozprzestrzeniać się do innych krajów: Korei, Wietnamu i Japonii. O chińskiej odmianie buddyzmu planuję kiedyś napisać.

Świątynia

IMG_8699 (Copy)

Naprawdę niewielka, ale bardzo zadbana, z mnóstwem ołtarzy i ogromną ilością posągów. Bardzo fajna była zbudowana w 12 wieku pagoda z dzwoneczkami które pięknie dzwoniły gdy ruszał nimi wiatr. Małe stawy z mnóstwem wygrzewających się w słońcu żółwi. Naprawdę warto było się tam pokulać, chociaż szkoda że tak mało po angielsku.

IMG_8595 (Copy)

Do hotelu wróciłem autobusem i przy okazji kupiłem bilety na pociąg. Dwa pociągi nocne i nie było już ani twardych, ani miękkich łóżek. Czeka mnie najpierw 17 a potem 27 godzin na siedząco. To będzie bardzo, ale to bardzo ciekawe przeżycie.

IMG_8649 (Copy)

Anyang – Luoyang

IMG_8064 (Copy)

Zacznijmy od zupy na ulicy. Gęsta od tofu, ale pyszna za całe 3 RMB. Pochodziłem jeszcze trochę po Anyang, ale czasu było za mało by udać się na jakieś porządniejsze zwiedzenie, dotarłem tylko do parku pełnego ludzi i pora było wracać. Dworzec i w drogę do Luoyang.

IMG_8068 (Copy)

¾ drogi przespałem, a ¼ spędziłem rozmawiając z chłopakiem który jechał pracować do Syczuanu i był z tego bardzo niezadowolony. Wymieniłem się z nim walutą i sprzedałem jedną z czterech dziurkowanych monet jakie kupiłem w Qufu. A myślałem że w Chinach nie jest to jakaś wielka rzadkość, bo nigdy nie widziałem by jakiś chińczyk je kupował. Może kupno od psiookiego przynosi więcej szczęścia? Byłoby w tym więcej śmiechu gdyby nie był pijany i niezwykle natarczywy, ale i tak było wesoło. Okazuje się że ten mój chiński pozwala mi nawet na podstawowe rozmowy z pijanymi robotnikami. No to nie ma tak źle.

IMG_8085 (Copy)

Luoyang to kolejna była stolica Chin jaką odwiedzam i jest tu trochę jak z Qufu. Wszystko co chcę zobaczyć znajduje się dobrych kilka kilometrów od stacji kolejowej, czyli od mojego hotelu. Właśnie hotel! Rezerwacja została uznana, co prawda musiałem Panią skorygować że na dwa dni, ale oprócz tego wszystko super bo już na stronie jest napisane że się zameldowałem. No świetna sprawa po prostu. Zapewne pod koniec moich wojaży będę mieć tyle punktów że będę mógł sobie wziąć szczoteczkę do zębów.

IMG_8112 (Copy)

W każdym razie oto i jestem w Luoyang, gdzie wiem że do hotelu mam sto metrów, ale nie wiem w którym kierunku, więc spytaj policjanta on ci prawdę powie jak to śpiewał Skandal z Dezertera. No i Pan policjant pokazał mi drogę bezbłędnie. Lepsze to niż pytanie taksówkarzy, chociaż nie…tym razem byli w porządku i też pokazywali gdzie mam iść. W końcu jacyś obeznani w terenie.

IMG_8116 (Copy)

Zameldowałem się w hotelu i ruszyłem w drogę. Było już za późno żeby sprawdzić świątynię Baima (białego konia), więc udałem się do świątyni Guan Yu. Często mówi się że Guan Yu to chiński bóg wojny, ale to guzik prawda. Facet był sobie generałem, w dodatku nie z klasy tych najlepszych chińskich, ale do historii przeszedł swoją wiernością. To tak po krótce o co chodzi:

Walczył po stronie Liu Bei (dobry), ale po jednej z przegranych bitew wpadł w ręce Cao Cao (zły), który traktował go z olbrzymim szacunkiem i uczynił swoim generałem, oraz obsypał bogactwami. Guan Yu służył mu wiernie, ale gdy dowiedział się że Liu Bei żyje uciekł do niego gdyż wierzył w jego sprawę i chciał mu pozostać wierny. Cao Cao dowiedział się o tym, ale nie wysłał żołnierzy w pościg pozwalając Guan Yu dotrzymać wierności. Po kilku kolejnych walkach Cao Cao w końcu go zabił, odciął głowę i wzniósł świątynię ku jego czci.

Wyniesiono go do boskości, cześć oddają mu buddyści, taoiści, a nawet wyznawcy konfucjanizmu . A jak go rozpoznać? To ten z ogromną brodą, czerwoną twarzą i halabardą. Uczniowie proszą go o pomoc w nauce, w końcu to kumaty człowiek, a wszyscy inni o pieniądze, bo z jakiegoś powodu stał się kimś w rodzaju boga bogactwa. Może dlatego że Cao Cao tak go obrzucał? Tylko że on z niego zrezygnował…

W każdym razie świątynia. By do niej dotrzeć wybrałem taksówkę i nawet bym o tym nie wspominał gdyby nie fakt że taksówka miała formę motoru. Motorwe taksówki to coś co znane jest mi z filmów o Afryce, oraz o co podejrzewałem inne miasta w Chinach, ale pewności nie miałem. Było…no jak na motorze za kimś kto jest niższy o głowę i wiatr rozwiał tę resztkę włosów jakie mam na głowie.

Świątynia niewielka, spokojna, parę rzeczy po angielsku, ale prawdę mówiąc nic wyjątkowego. No cóż, nie wszystkie mogą być wyjątkowe. Tyle tylko że nawet ta, poświęcona co prawda istotnemu  bóstwu, ale jednak nie najważniejszemu, wygląda lepiej niż świątynia Konfucjusza.

IMG_8171 (Copy)

Świątynia

Pierwsze dwa budynki zawierają posągi generała Guan Yu, w pierwszym znajdują się rysunki opowiadające jego historię, a w drugim jest posąg przedstawiający go jak czyta książkę.

Budynek Chunqiu
Ponieważ Guan Yu spędzał dużo czasu czytając książkę Chunqiu Cao Cao kazał wybudować ten budynek dla niego.

Aleja tablic
Tablice upamiętniają generała.

Z powrotem wróciłem autobusem i jutro ruszam do grot.

Zarezerwowałem już hotele, w tym hotel w Pekinie co było trudniejsze niż myślałem. Czekają mnie drobne problemy z dojazdem do metra, ale coś za coś. Nie da się połączyć dobrego dojścia do metra i niskiej ceny.

IMG_8179 (Copy)

Zhengzhou – Anyang

IMG_7594 (Copy)

Rano ruszyłem na przechadzkę po mieście i muszę przyznać, że się najadłem. Nie, nie strachu (o rety, trzy tygodnie temu to musiało być zabawne), a różnych chińskich pyszności.

IMG_7596 (Copy)

Wydaję na jedzenie zdecydowanie mniej niż planowałem, ale to dlatego że jem na ulicy, lub w tanich restauracjach. Znengzhou leży bardzo blisko prowincji Syczuan (pandy!), która słynie z ostrego jedzenia i gdy zjadłem jeden z placków ulicznych to popłynął ze mnie pot.

IMG_7599 (Copy)

A przecież tej papryczki tam prawie nie było. Oj będzie dobrze gdy dojadę do Chengdu. Bardzo dobrze.

IMG_7607 (Copy)

Wsiadłem w pociąg i dojechałem do Anyang. No i standardowo problem z hotelem. Bo znowu nikt nie zna hotelu o którym przeczytałem w internecie. Pojeździłem po mieście w taksówce, ale zauważyłem hotel z sieci 7daysinn w którym spałem do tej pory i postanowiłem że znowu skorzystam. Budżet na spanie jest na tyle elastyczny że na to mi pozwala, zwłaszcza że ceny w tej sieci są całkiem przyzwoite.

IMG_7641 (Copy)

Po zameldowaniu się w hotelu złapałem taksówkę i ruszyłem do Yinxu, by po chwili wrócić do hotelu po aparat…własnej głowy nie zapomniałem.

IMG_7810 (Copy)

A co to?

Yinxu to miejsce w którym znajduje się starożytna stolica Chin, znane z powodu odkrytych tutaj kości wróżebnych, oraz pisma, co doprowadziło do odkrycia pierwotnego pisma chińskiego.
Yinxu odkryto, lub odkryto ponownie bo nie sposób określić czy nie dokopano się do niego wcześniej, w 1899 roku.

IMG_7832 (Copy)

A coś więcej?

Na początku czternastego wieku przed naszą erą w czasach dynastii Shang  przeniesiono stolicę z obecnego Qufu do Yinxu które podobno istniało już w piątym tysiącleciu przed naszą erą. Miasto to nazwano Yin co miało oznaczać ‘żywe tworzenie muzyki’.
Miasto popadło w ruinę gdy stolicę przeniesiono do Fenghao, czyli Xi’an.

IMG_7914 (Copy)

Kupiłem wejściówkę…i faktycznie tak jak na zdjęciach – tutaj praktycznie nic nie ma. Wieje pustką i to straszną. Zarówno pod kątem zabytków jak i turystów. Porobiłem kilka zdjęć i ruszyłem zwiedzać. Po chwili znalazłem muzeum i od razu aparat poszedł w ruch. Mnóstwo wykopanych przedmiotów, począwszy od kości, poprzez noże z brązu na jadeitowej biżuterii skończywszy. No i piękne, naprawdę piękne skorupy. Zrobiło to na mnie ogromne, ogromne wrażenie. Świetny był pomysł z gadającym trórjwymiarowym modelem jednej z  głów ozdobnych. Gdybym tylko wiedział o czym on mówił. Tylko muszę się przyczepić, chociaż nie jestem jakimś wielkim fanem archeologii, w sensie nie znam się  za dokładnie na tym jak należy odrestaurowywać przedmioty, ale wydaje mi się że mazanie je niezmywalnym pisakiem i uzupełnianie gipsem nie jest najlepszym pomysłem. Tylko tak jak mówię, nie znam się. Może tak to się powinno robić bo widzę to praktycznie w każdym muzeum, ale jakoś mi się to nie podoba.

A potem dalej…kurczę…czuć te trzy tysiące lat historii, te ruiny wyglądają trochę jak Biskupin paręset lat później. Piękne, po prostu piękne.

IMG_8006 (Copy)

No i te kości żółwie z których wróżono i na których powstawały pierwsze chińskie znaki. Naprawdę niesamowita sprawa, w dodatku praktycznie wszystko jest opisane po angielsku, także spokojnie można przyjść i pooglądać i poczytać. Szkoda tylko że w gruncie rzeczy nie ma tego aż tak dużo.

Niesamowite były także te groby ofiarne od których wiało grozą. Szkoda tylko że turyści tego nie szanują. Widać nie tylko dobre rzeczy przechodzą ponad granicami.

I to była niestety jedyna rzecz jaką zobaczyłem w Luoyang, chciałem zobaczyć jeszcze coś, ale widać jeszcze nie teraz. Poza tym nie było to aż tak ważne.

IMG_8021 (Copy)

Drogę powrotną pokonałem już samodzielnie i rozpocząłem walkę ze stroną hotelu. Jeżeli wszystko zrobiłem tek jak powinienem to mam rezerwację na jutro w hotelu w Luoyang po obniżonej cenie. A jeżeli coś poknociłem to mam przynajmniej adres do sprawdzonego hotelu.

Dzisiaj kończy się ten klubing, przeskakiwanie z jednego miasta do drugiego po jednej nocy. Będzie więcej czasu na zwiedzanie.

IMG_8048 (Copy)

Qufu – Zhengzhou – Shaolin

IMG_7326 (Copy)

Wieczorem, gdy okazało się że muszę spędzić kilka godzin na dworcu, dosiadł się do mnie student i zaczęliśmy rozmawiać. Jemu ten angielski szedł średnio, więc radził się albo koleżanek albo translatora, ale dogadaliśmy się. Powiedział mi kilka rzeczy które mnie wręcz zszokowały, na przykład że uważa iż rząd polski jest lepszy od rządu chińskiego. Trawa zawsze jest bardziej zielona po drugiej stronie płotu, prawda? Tylko nikt nie mówi o ilości nawozu jakiej trzeba użyć była tak zielona.

IMG_7331 (Copy)

Noc w pociągu w przedziale sypialnym nie była tak straszna jak można się spodziewać po nazwie ‘twardy sypialny’, ale cudów też nie było. Ot sześć łóżek po trzy na stronę, kołdra, poduszka i termos z gorącą wodą.

IMG_7334 (Copy)

Gdy zameldowałem się w Zhengzhou nie wiedziałem co zrobić najpierw, czy znaleźć coś do jedzenia, czy szukać autobusu. Zdecydowałem się na to pierwsze. A potem ruszyłem szukać autobusu. W internecie wyczytałem że najlepiej będzie znaleźć autobus linii 1, pojechać nim do końca i wsiąść w linię 8. Po kilkunastu minutach szukania odpowiedniego przystanku, bo to jednak nie tak łatwo udać się na południe gdy mapa mówi że przystanek jest na północy, dotarłem do autobusu linii 1 i dojechałem nim do samego końca. Niestety autobus linii 8 z zajezdni nie odjeżdża. Zirytowany wróciłem na dworzec, poszedłem do kasy autobusowej i wykupiłem bilet na podróż do Shaolin. Tylko że nikt mnie nie uprzedził iż w cenie podróży znajduje się też wycieczka. Dowiedziałem się o tym po mniej więcej godzinie jazdy gdy pilot zaczął opowiadać coś o cenach i innych takich.

IMG_7338 (Copy)
Zirytowany tym faktem nie zapłaciłem za wejściówki  i sobie poszedłem, dogonił mnie kierowca autobusu wraz z innym zirytowanym Panem, który powiedział że pojedziemy do Shaolin. I pojechaliśmy. 40 minut później. Po drodze zatrzymując się na lunch. Ale wtedy miałem już to w nosie, bo wiedziałem że jadę do Shaolin  i nikt mnie nie oszuka tak jak poprzednio.

IMG_7342 (Copy)

A co to?

Klasztor Shaolin stoi na górze Shaoshi (stąd Shao w nazwie), w górach Songshan, lin to oczywiście las. Czyli klasztor w lesie na górze Shao.

IMG_7377 (Copy)

Coś więcej?

Klasztor założył Batou (czyli Bartek po japońsku), który przybył z Indii do Chin w 464 by szerzyć buddyzm.
Klasztor zbudowano na północnym zboczu w 495 roku naszej ery.

Był wielokrotnie niszczony I odbudowywany. W połowie czternastego wieku został całkowicie opuszczony aż do momenty gdy odzyskano władzę nad prowincją Henan.
Chyba najbardziej znana informacja o zniszczeniu klasztoru to ta związana z ucieczką pięciu mnichów którzy zaczęli szerzyć sztuki walki w Chinach. Obecnie uznaje się ją za nieprawdziwą, ale zawsze to lepiej wygląda gdy mówi się ‘nasza szkoła wywodzi się z prawdziwego Shaolin

IMG_7437 (Copy)

Klasztor wygląda super, świątynia także. Odmalowany, odrestaurowany, zwrot o 180 stopni w stosunku do tego co było w Qufu. A turystów jeszcze więcej, po prostu masakra…chociaż może to dlatego że dzisiaj była sobota, o czym zupełnie ale to zupełnie zapomniałem.
Oczywiście ćwiczyłem w świątyni Shaolin i tego nikt mi już nie odbierze.

IMG_7458 (Copy)

A potem ruszyłem do lasu pagód i przyznam szczerze że myślałem że będzie bardziej imponujący.

IMG_7473 (Copy)

Nie zrozumcie mnie źle, był imponujący, ale spodziewałem się czegoś monumentalnego. No i nie można już na nich siadać, ani nawet podchodzić za blisko.  Aczkolwiek wrażenie i tak robią niezwykłe.

IMG_7489 (Copy)

Następnie poszedłem w górę, ale mając w głowie świadomość że ostatni autobus odjeżdża o 1730, lub 1630 bo dopóki Chińczycy czegoś nie napiszą nie można być zbyt pewnym, nie zdecydowałem się na przejazd kolejką na szczyt góry.

IMG_7491 (Copy)

Postanowiłem zamiast tego pójść w kierunku jaskini Dharmy. Tylko jakoś nikt mnie uprzedził że znajduje się ona na górze. Stwierdziłem że będę na nią wchodził aż do określonej godziny, a potem z powrotem żeby zdążyć. Wchodziłem, wchodziłem i po drodze spotkałem mnicha który na chwilę oparł się o mnie i razem pokonaliśmy kilkanaście schodów, a potem puścił mnie przodem. Pogoda była wspaniała. Ciepło i lekki deszcz.

IMG_7491 (Copy)

Z powodu mgły nie była idealna do robienia zdjęć, ale to nie jest najważniejsze. Widziałem majaczący gdzieś na szczycie posąg i szedłem twardo w jego kierunku. Szedłem i szedłem robiąc coraz to więcej zdjęć, bo widoki aż mi dech odbierały. Góry wszędzie są piękne, chociaż to była bardziej górka. W końcu dotarłem na szczyt, zrobiłem kilka zdjęć i zacząłem schodzić.  No dobrze, zawsze gdy jestem na jakimś szczycie poświęcam kilka minut by się rozejrzeć, złapać oddech i poczuć jak to jest być na górze. To nieporównywalne z niczym innym uczucie gdy pokonało się górę. Chociaż to górka. Schodzić musiałem ostrożnie bo teraz było ślisko. Kto pojawił się na mojej drodze? Mnich!

IMG_7522 (Copy)

Wyciągnął telefon komórkowy i zrobił mi zdjęcie. Nie pozostałem Mu dłużny, objąłem Go ramieniem i strzeliłem słit focię. A On śmiejąc się do rozpuku zrobił to samo ze swoim telefonem. Ukłoniliśmy się i ruszyliśmy każdy w swoją stronę.

IMG_7536 (Copy)

Wróciłem do Zhengzhou, kupiłem bilety aż do Xian , znalazłem hotel i jutro ruszam do Anyang. Jednej ze starożytnych stolic Chin.

IMG_7555 (Copy)

Qufu

IMG_7129 (Copy)

Zwiedzania ciąg dalszy. Dzisiaj, zgodnie z planem, poszło miejsce  urodzenia Żółtego cesarza (o ile się urodził), miejsce spoczynku syna Żółtego cesarza (o ile syn ów istniał), oraz już poza planem ale jednak nie do końca świątynia upamiętniająca księcia Zhou, czyli Ji Dan.
Mniej więcej wiedziałem jak tam dotrzeć. Co prawda mniej więcej oznacza tyle co: idź do skrzyżowania przed cmentarzem i skręć na wschód, godzinny spacer i potem pokazuj zdjęcie, ale lepsze to od mapy w całości po chińsku. Także ruszyłem do cmentarza, ale po drodze zauważyłem kierunkowskaz w stronę świątyni, więc stwierdziłem ‘czemu by nie pójść’ i poszedłem.

IMG_7137 (Copy)

Po drodze zaczepiła mnie Ellen, lub Hu Gui Gui, której bardzo zależało na tym by rozpocząć ze mną korespondencję po angielsku by się trochę podszlifować. Bo sama jest nauczycielką angielskiego w małej szkole w Qufu. I z jednej strony bardzo mnie to cieszy, a z drugiej zastanawia jak do tego doszło że nauczycielka angielskiego w Qufu, mieście tak sławnym na całym świecie prosi spotkanego na ulicy obcokrajowca o możliwość korespondencji po angielsku. W DWUDZIESTYM PIERWSZYM WIEKU! I teraz zastanawia mnie ilu nauczycieli w Polsce koresponduje z obcokrajowcami by się podszkolić. Także wymieniliśmy się adresami mailowymi i ruszyliśmy w swoją stronę. Ciekawe czy jak dorwę się do internetu to przeczytam maila od Niej. Wiem, że czytacie to z opóźnieniem, ale ledwie przedwczoraj wyjechałem z Jiawang a już średnio orientuję się jaki mamy dzień…nie dość że nie wiem że jest piątek to wiedzę o tym że jest dwudziesty pierwszy dzień czerwca czerpię z komórki.

IMG_7166 (Copy)
Dotarłem do tej świątyni i gdybym się nastawiał na cokolwiek to bym się zawiódł, ale nie nastawiałem się na nic, więc przyjąłem wszystko co było jako coś nowego. Pamiętacie jak narzekałem wczoraj na kiepski stan tych obiektów związanych z Konfucjuszem? Ktoś zauważył że ta świątynia jest w nie lepszym stanie i gdy przyszedłem trwał remont. Restaurowano belki z bramy wejściowej, widać na resztę kompleksu przyjdzie czas później. Było to bardzo urokliwe miejsce, z dala od wszystkich naganiaczy, sklepików, wycinaczy pieczątek, specjalistów od kaligrafii i miliona innych miejsc w których turysta może wydać pieniądze. Cisza i spokój.

A potem zawróciłem i ruszyłem w kierunku który znałem mniej więcej. Po niecałej godzinie zauważyłem wioskę, a to bardzo dobry znak, bo wczoraj na mapie zauważyłem że te miejsca znajdują się w wiosce. Wioska to oczywiście przedmieścia Qufu. Przedmieścia wyglądająca jak każda inna wioska w której do tej pory byłem. Domki blisko siebie, plac ćwiczeń, miliony pól i uśmiechnięci ludzie. To co wyróżniało to miejsce od innych to ogromna tablica którą widać było z odległości kilkudziesięciu metrów.

IMG_7180 (Copy)

To już wywołało uśmiech na mojej twarzy bo wiedziałem że w miejscu w którym narodził się Żólty cesarz (o ile…sami wiecie) znajdują się olbrzymie żółwie z jeszcze większymi tablicami. Także ruszyłem w stronę tablic i po chwili dotarłem. Kilku Panów już grało w chińskie szachy, kilku innych obcinało wierzbowe gałęzie. Spokój. To taka odmiana od tego co działo się wczoraj, od tych fal ludzi i wszelkich maści naganiaczy.  Zbyt wiele osób chyba nie odwiedza chińskiej piramidy czyli grobowca syna Żółtego cesarza (wiadomo…), bo Pani sprzedająca bilety grała z kilkoma innymi osobami w karty i bilet wyjęła z torebki.

IMG_7190 (Copy)

I tutaj też spokój, cisza i wypadałoby to naprawić, ale patrząc na to jak wygląda naprawianie tych wszystkich reliktów myślę że może lepiej tego nie ruszać. W końcu to powinno być coś więcej niż tylko zaklejenie dziury cementem…A piramida chociaż nie była zbyt duża to jednak robi wrażenie. Koncept się jednak w Chinach nie przyjął i więcej ich nie mają (a może mają, a nie wiem?). Ze zwiedzania to by było na tyle. Potem jeszcze obszedłem miejskie mury i ruszyłem w stronę stacji kolejowej.

IMG_7237 (Copy)

Myk z dotarciem na stacje polega na tym, że ostatni autobus dojeżdża do niej o 1820. A pociąg mam o 2251. Nie mając jednak innego wyboru, bo skoro nie muszę to nie korzystam z taksówek, pojechałem na stację gdzie teraz czekam na pociąg i prawdę mówiąc czuję się jak ten wiecznie umorusany chłopak z fistaszków. To jest taki aspekt podróży w pociągu sypialnym który trochę zlekceważyłem, a który czeka mnie jeszcze co najmniej raz w czasie podróży do Pekinu.

IMG_7242 (Copy)

Na szczęście, jutro powinienem zameldować się w Zhenzhou, skąd biorę autobus i jadę do klasztoru Shaolin.  Takiego śmierdzącego chyba mnie nie przyjmą, więc najpierw znajdę sobie spanie, a potem ruszam w podróż. Nie wiem jeszcze ile mi zajmie czasu, ale mam do zobaczenia trzy miejsca blisko siebie Shaolin, czyli Zhenzhou (które tak bardzo mnie nie interesuje) – Anyang (w którym najbardziej interesują mnie ruiny Yinxu), oraz Luoyang, które interesuje mnie najbardziej.

IMG_7289 (Copy)

W weekend się nie wyrobię na pewno. Zastanawiam się czy na samo Shaolin nie poświęcić dwóch dni, bo jest tam bardzo ładny szczyt który przy okazji znajduje się na jednej ze świętych gór Taoizmu.

IMG_7299 (Copy)

Pekin – Qufu

IMG_6639 (Copy)

To, zgodnie z przewidywaniami, długi dzień. Zaczął się o czwartej trzydzieści. Za wcześnie jak się okazało bo metro, a raczej interesujący mnie przystanek był nieczynny. A że droga do niego nagle się urwała postanowiłem skorzystać z pekińskiej taksówki. I tu taka ciekawostka, w pekińskich taksówkach można płacić kartą miejską. Czyli mamy jeden plastik by opłacić metro, autobus (ze zniżką!) i taksówki. Czego chcieć więcej. Słono mnie to kosztowało bo taryfa była jeszcze nocna, ale dzięki temu dostałem się na stację metra bez problemu i mogłem jechać w prawie całkowicie pustym wagonie aż do Beijing Nan. Zostało mi jeszcze godzina, ale że pociąg zaczynał trasę od Beijing Nan to wsiadłem do niego i moim oczom ukazały się cztery łóżka.

IMG_6647 (Copy)

Wyszedłem z wagonu by sprawdzić numer, ale się zgadzał, także wszedłem śmiało i zająłem górną pryczę skazując innych podróżnych na dolne. Aczkolwiek była też druga górna, więc mogli korzystać.

IMG_6674 (Copy)
W pociągu poznałem Liu Ha Bin, inżyniera z prowincji Shandong (umówmy się, od teraz będę zawsze pisał Shandong bo ten Szantung mi się nie podoba, czytajcie to Szandon, znaczy to tyle co Góry na wschodzie), pogadaliśmy trochę i wychodząc ze stacji zaoferował że mnie podwiezie do świątyni Konfucjusza. Jak przystało na osobę której od maleńkości wpajano ‘nie bierz cukierków od obcych’ (co miało taki skutek, że w wieku 12 lat nie jadłem cukierków od nieznajomych nawet gdy obok byli rodzice, byłem bardzo posłusznym dzieckiem),  oraz  ‘nigdy nie wchodź do samochodu z nieznajomymi’ zgodziłem się  i o dziwo ani mnie nie okradli, ani nie sprzedali do Tajlandii, ani nawet nie wyciągnięto ze mnie części zamiennych, najzwyczajniej w świecie Liu podwiózł mnie pod świątynię Konfucjusza i powiedział że mam dzwonić gdybym miał problemy. Nie, nie chciał pieniędzy, nawet gdy mu siłą wcisnąłem monety polskie to się wzbraniał. Zniszczyło mnie to zupełnie.

Hotel znalazłem bez problemu, co prawda zamiast udać się do planowanego hostelu udałem się do nieplanowanego hotelu. Pewnie trochę przepłaciłem i przebywam w tym hotelu nielegalnie bo nikt nie wziął mojego paszportu, ale hej fajnie jest :)

IMG_6873 (Copy)

W Qufu planowałem zobaczyć cztery miejsca: świątynię Konfucjusza, dom rodzinny Konfucjusza, oraz cmentarz (tak zgadliście) Konfucjusza. Czwarte miejsce na liście należy do miejsca narodzin Żółtego Cesarza (który istniał, lub nie istniał, ciężko powiedzieć).

IMG_6932 (Copy)

A co to? – Świątynia

Zaledwie dwa lata po śmierci Konfucjusza zamieniono jego dom w Qufu w świątynię. Pierwszym cesarzem który złożył ofiarę ku pamięci Konfucjusza był cesarz Gao z dynastii Han w 205 roku p.n.e. Łącznie Qufu odwiedziło 12 różnych cesarzy w czasie 20 wizyt. Około 100 wysłało zastępców w czasie 196 oficjalnych wizyt. W 611 roku usunięto oryginalny trzypokojowy dom i przebudowano świątynię.

W jedenastym wieku rozbudowano do tego stopnia że zrobiło się czterysta pokoi, cztery place i trzy oddzielne sekcje. W 1214 świątynia została zniszczona, ale odbudowano ją w 1302. A w 1331 przemodelowano na pałac cesarski. Światynia była niszczona jeszcze trzy razy: w 1499 i 1724 przez pożar, a w 1966 w czasach rewolucji kulturowej zniszczono wiele rzeźb.
Łącznie świątynia zajmuje szesnaście tysięcy metrów kwadratowych i przypomina Zakazane Miasto.

A co to? – Dom

Dom znajduje się we wschodniej części świątyni, z którą jest połączony bramą biletową. Budynek jest zbudowany z zachowanie zasad Konfucjonizmu, czyli najstarszy potomek Konfucjusza zajmuje miejsce centralne w trzech głównych budynkach, najmłodszy brat obejmuje budynek Yi Guan na wschodzie, a zachodni budynek do nauki należał do cesarza Yansheng , wschodni budynek do nauki należał do rodziny i można było tam się uczyć, jeść, oraz zabawiać przyjaciół.

IMG_6935 (Copy)
Chiński mur

Pierwszy dom rodziny Kong powstał w 1038 roku w czasach dynastii Song. W 1377 przeniesiono go zgodnie z rozkazem pierwszego cesarza dynastii Ming. W 1503 rozbudowano do 560 pokoi i dziewięciu placów. W 1838 budynek przeszedł całkowitą renowację a zaledwie 48 lat później został w znacznym stopniu zniszczony przez pożar. Dlaczego? Zaczęło się od pożaru w sekcji dla kobiet do której mężczyzni nie mieli wstępu i nawet w czasie pożaru nie ruszyli na pomoc. Ostatni potomek Konfucjusza przebywa obecnie na Tajwanie gdzie uciekł w czasie chińskiej wojny domowej.

A co to? Cmentarz

IMG_6961 (Copy)

Cmentarz, lub las rodziny Kong znajduje się w Qufu i od 1984 jest na liście kulturowych zabytków UNESCO.
W 1331 rozpoczęto budowę bramy i muru otaczającego cmentarz. Łącznie przeszedł on 13 renowacji i rozbudów. Pod koniec 18 wieku objął obszar ponad trzech i pół kilometrów kwadratowych, jest na nim pochowanych ponad sto tysięcy członków rodziny Konfucjusza. Najstarsze groby pochodzą z czasów dynastii Zhou.

IMG_6967 (Copy)
W czasie rewolucji kulturowej cmentarz został zwandalizowany, a ciało cesarza Yansheng wykopano I powieszono na drzewie przed domem Konfucjusza.

IMG_7047 (Copy)

Trzy pierwsze udało mi się obejrzeć dzisiaj i żal na to było patrzeć. Zestaw dom+świątynia znajdują się na liście dziedzictw kulturowych całego świata i żal na to patrzeć gdy farba odchodzi, deski się rozpadają, że o wyblakłych kolorach i pajęczynach nie wspomnę. Powiedziałbym coś na temat ogromnych kwotach jakie żąda się za wejście, ale chyba muszę do tego przywyknąć. Rozumiem że te wszystkie miejsca muszą same się utrzymać i trzeba ustalić jakąś taką kwotę by ludzie przyszli, ale też by za dużo ludzi nie przyszło bo to rozniosą. Największe wrażenie zrobił na mnie cmentarz.

IMG_6974 (Copy)

To taki las z zającami, ptakami, murem po którym wspinają się ludzie by szybko dostać się do domu  i grobami. Było to też pierwsze miejsce w Chinach w którym przez ponad dziesięć minut nie widziałem innego człowieka. Coś niespotykanego. Ten kult przodków bardzo mi się w kulturze chińskiej podoba. Taki Konfucjusz do boskości wyniesiony nie został, ale oddaje się Mu cześć za to co zrobił.

IMG_7050 (Copy)

Zawsze gdy myślę o Konfucjanizmie przypomina mi się ten obraz –

http://en.wikipedia.org/wiki/File:Vinegar_tasters.jpg
I jak widać Konfucjusz się krzywi bo oto musiał skosztować ocet, który ‘jest taki kwaśny i należy wprowadzić jakieś zasady i reguły by nie dopuścić do tego by wino się psuło i tworzyło ocet’. Ten duch reguł/zasad i innych takich w Chinach trzyma się mocno.

IMG_7094 (Copy)