Gdy drętwieją palce

P1100057 (Copy)

Jakiś czas temu zatytułowałem notkę zimno jest gdy (http://rainreborn.pl/2013/04/zimno-jest-gdy/) i napisałem tam o utracie czucia w palcach.

P1100060 (Copy)

Powiem uczciwie, myślałem że to już za mną, że ten etap w moim życiu został bezpowrotnie zakończony, zamknięty i teraz pozostaje jedynie jako wspomnienie, historia którą się opowiada w ciepłych miejscach jako żart towarzyski haha, a uwierzycie że mi kiedyś było tak zimno w palce że płakałem z bólu gdy wracało mi czucie po kilkunastu minutach, haha, ja sam w to teraz nie dowierzam. Rzeczywistość lubi jednak płatać różne figle i tak też było dzisiaj gdy wyszedłem biegać po zajęciach.

P1100069 (Copy)

Swoją drogą – bieganie z praktycznie pustym żołądkiem może i jest lepsze od biegania z pełnym żołądkiem, ale również nie należy do przyjemnych. Jest takie coś co nazywam przyjemnym pustym żołądkiem, kiedy ciało jest takie lekkie i nogi same niosą, ale dzisiaj był to żołądek zbyt pusty i ciało któremu brakowało energii na rozruch.

P1100078 (Copy)

Także poszedłem biegać, częściowo powtórzyłem trasę ze środy, częściowo ją zmieniłem bo tym razem obiegłem cały park i chyba znalazłem drogę do kolejnego, ale to już droga na jakieś dłuższe wybieganie gdy zrobi się cieplej (może w maju gdy zima się skończy), ogółem wyszło trochę ponad 14 kilometrów i byłem jakiś taki bardziej zmęczony niż we wtorek, ale to w sumie zrozumiałe gdy weźmie się pod uwagę:
– powrót do regularnego biegania który zawsze wywołuje opór
– kompletnie pusty żołądek

P1100079 (Copy)
Także lekko nie było, ale też znowu nie było jakiejś tragedii. Nogi trochę bolą, ale to dobrze, to znaczy że się napracowały. Odwykłem już od takiego rodzaju wysiłku.

P1100086 (Copy)

A przyznać muszę, że teraz w zimie biega mi się o wiele lepiej niż w zeszłym roku. Nie wiem czy powietrze jest czystsze, czy może chodzi o to że zamiast kręcenia się w kółko na bieżni mogę sobie pohasać w parku.  A może to jeszcze bardziej złożone?

P1100066 (Copy)

W każdym razie jak już wróciłem z biegania przyszła pora na obiad i dzisiaj był to ponownie mój wymyślany obiad, ale jutro chyba powrócę do jakiegoś sprawdzonego już przepisu.

P1100099 (Copy)

Po obiedzie przyszła pora na próbę zakupu mięsa, żeby jutro nie kupować, ale próba zakończyła się niepowodzeniem bowiem po południu mięso już wybyło, a o kurczakach na moim nowym targu chyba nie słyszeli. Pozostają mi na szczęście dwa inne w pobliżu siłowni.

Kolacja wyglądała o tak:

P1100101 (Copy)

Czyli kolejne podejście do zup, tym razem to bardzo prosta zupa z pomidorem i jajkiem.

Ogłoszenia parafialne
Internet wrócił i już wgrałem prawie całą galerię z mojego pierwszego półrocza w Chinach.

P1100097 (Copy)

Poszukiwania

P1100024 (Copy)

Wyobraźcie sobie że jesteś w nowym miejscu, takim zupełnie nowym w którym coś co wygląda znajomo w rzeczywistości okazuje się być czymś kompletnie nieznanym. W miejscu w którym znajomo wglądające kwiatki okazują się trujące a paskudne grzyby są całkiem smaczne.

P1100029 (Copy)

To takie miejsce w którym w gruncie rzeczy strach jeść cokolwiek, strach cokolwiek dotknąć, a każde wyjście na dwór jest przygodą. Wyobraźcie sobie teraz że chcecie coś o tym miejscu opowiedzieć i chociaż potraficie już dogadać się w kilku językach to pojawia się problem bo nie każdy to potrafi i musicie wspomagać się pomocą osób/stworzeń które same opanowały swój język i ten drugi jako tako, także dostajecie odpowiedź, ale ona Wam nic nie mówi.

P1100035 (Copy)

Zaczynacie poszukiwania bo może to Wy czegoś nie rozumiecie w swoim drugim języku, lub w tym którymś z kolei którego ciągle się uczycie, ale nie…to nie to, ciągle okazuje się że rozumiecie doskonale i wiecie o co chodzi, ale gdzieś jest problem który sprawia że nie możecie tego przekazać.

P1100035 (Copy)

Gdy studiowałem uwielbiałem takie momenty, te chwile gdy musiałem się zastanawiać nad tym jak oddać coś najlepiej, wybierać jak oddać oryginał. Lubiłem te chwile gdy musiałem się dłużej zastanowić.

Dzisiaj ponownie nadszedł taki moment gdy chciałem napisać o tym co zjadłem na kolację. Było to zadanie pozornie proste, bo to prosta zupa z tofu, olejem sezamowym i…no właśnie…青菜 (qing cai), co dosłownie oznacza zielone warzywo. I nie byłoby w tym nic złego gdyby nie fakt, że na angielskich stronach z przepisami także funkcjonuje to jako green vegetable, czyli zielone warzywo. Oczywiście szukanie green vegetable by znaleźć polską nazwę jest wyzwaniem skazanym na porażkę. Dlatego też trzeba było szukać po chińsku, na szczęście chińska wikipedia przyszła z pomocą i mam: kapusta właściwa chińska. Angielska wersja Wikipedii informuje, że częściej funkcjonuje nazwa 油菜 you cai, czyli olejowe warzywo, ponieważ większość oleju w Chinach pochodzi z nasion tegoż warzywa.

P1100050 (Copy)

A dlaczego zupa?
Bo ostatnio padło pytanie czy zupy też robię. No robię…z reguły to mi się nie chce, ale robię

Historia zupy

Mówi się, że zupę tę spożywał cesarz Qianlong w czasie swoich podróży na południe od Jangcy. Inna legenda głosi, że gdy Su Dongpo został zesłany do Huangzhou to sam przyrządzał tę zupę dla swoich gości.

To była kolacja.

P1100046 (Copy)

Obiad był prostszy i to już żaden konkretny przepis, a tylko kura, warzywa i sosik. Smakowało tak jak wyglądało, czyli świetnie.

Moja TA (asystentka nauczyciela) trafiła do szpitala i przez dwa tygodnie będzie Ją zastępować naprawdę ważna nauczycielka, która nigdy jako TA nie pracowała. To będzie bardzo wesoła przygoda przez te dwa tygodnie. Mam nadzieję, że Becky poskłada się do kupy i będzie znowu spać na zajęciach. U Niej mi to w najmniejszym stopniu nie przeszkadza.

P1100043 (Copy)

Ogłoszenia parafialne

Internet dalej nie działa tak jak powinien, także nowe zdjęcia znajdują się w starej galerii.

Czwarteczek

P1090981 (Copy)

Czyli dzień pisania planów zajęć i uzupełniania listy obecności za ostatnie dwa miesiące. Uzupełniając listy zdałem sobie sprawę, że w całym styczniu i lutym miałem łącznie 11 zajęć. Plus 3 godziny na obozie, czyli tyle co kot napłakał.

P1090983 (Copy)
Gdy już skończyłem rozczulać się nad swoim postanowiłem coś ugotować, a że jestem ciągle w klimatach kuchni syczuańskiej przyszła pora na kurczaka w sosie słodko kwaśnym, ale tym razem z dodatkiem pieprzu syczuańskiego (pieprz chiński, pieprz z Syczuanu, zwał jak zwał).

P1090986 (Copy)

Nazwa jest myląca bo nie jest to pieprz, a łupina jakiejś jagody, w smaku wyczuć nutę cytrusową i jest może nie tyle ostre co wywołuje drętwość i mrowienie na języku i podniebieniu. Powinno się go dodawać do większość dań z tej kuchni.

P1100016 (Copy)

Także dzisiaj na patelni najpierw wylądował olej, a potem łupinki, które sprawiły że obiad był ostry i język mi prawie całkowicie zdrętwiał. Na szczęście miałem cukier, a w pomocy zawsze stoi mleko.

P1090989 (Copy)

Woda na ostre jedzenie nie pomaga tak bardzo jak pomaga właśnie mleko czy też coś słodkiego.

P1100010 (Copy)

I teraz, w końcu, udało mi się spłodzić naprawdę ostry obiad, taki po którym musiałem sięgnąć po chusteczkę by zetrzeć pot z czoła. Czyli jest dobrze.

P1100018 (Copy)

Kolacja to natomiast kapusta na ostro kwaśno i to też jest danie prosto z Syczuanu. O ile jest to proste do przygotowania o ile strasznie to długo trwa, no ale wiadomo – kapusta, z nią to zawsze się trzeba bawić.

P1090991 (Copy)

Tak piszę i piszę o tym jedzeniu że aż zapomniałbym napisać o tym co zapewne widzicie na zdjęciach, a co pojawiło się niespodziewanie.

P1100006 (Copy)

Tak, wrócił śnieg. Wczoraj było +10 stopni, dzisiaj było 0, jutro ma być -10. Witamy w dongbei gdzie zimowych ubrań nie chowa się aż do kwietnia.

P1090992 (Copy)

I mógłbym napisać  na szczęście w ciągu dnia trochę się roztopiło, ale wiadomo co to oznacza: błoto, błoto i jeszcze więcej błota, a gdy jutro przyjdzie mróz to to wszystko zamarznie i jeszcze będzie ślisko.

P1090997 (Copy)

Na szczęście prognozy nastrajają optymistycznie i temperatura ma nie spaść już poniżej -10 stopni, czyli będzie chłodno, ale będzie można iść biegać. Z taką temperaturą powinienem sobie być w stanie poradzić. Chyba że zacznie wiać wiatr, wtedy to może być już różnie…Na szczęście jednak nie stanę się latawcem i nie odfrunę.

P1100001 (Copy)

Ogłoszenia parafialne

Mój oszukany internet się popsuł, więc nie mogę wrzucać niczego na fejsbuka.
Uzupełniam nową galerię o zdjęcia ze starej, żeby wszystko było ładnie w jednym miejscu, trochę to potrwa, ale w długim okresie czasu powinno być to dobre rozwiązanie.

P1100003 (Copy)

Wczorajsza notka była notką numer 500. Ha…

P1100012 (Copy)

Pierwsze bieganie

P1090943 (Copy)

Wgrywając dzisiejszy trening do komputera sprawdziłem kiedy ostatnio biegałem na dworze i aż się zląkłem, bowiem był to dziewiętnasty dzień listopada ubiegłego roku. Nie biegałem na dworze od trzech miesięcy.

P1090948 (Copy)

Tak długiej przerwy nie miałem od czterech lat, czyli od momentu kiedy w ogóle zacząłem biegać. Mogę nad tym się rozczulać i mówić że tragedia, ale rzeczywistość jest taka, że najzwyczajniej w świecie było dla mnie za zimno. Wiedziałem co się działo w Polsce przy minus piętnastu i za żadne skarby świata nie chciałem tego odczuwać ponownie ani sprawdzać jak to jest biegać przy minus dwudziestu kilku.  Moje rozczulanie się nad sobą miałoby w ogóle jakikolwiek sens gdybym faktycznie miał ku niemu powody, rzeczywistość jednak mnie zaskoczyła.

P1090949 (Copy)
Spokojnie pobiegłem w kierunku bieżni, która okazała się nie odśnieżona, w związku z czym postanowiłem udać się w kierunku parku, tylko że wybrałem sobie trochę inną drogę, żeby też coś odkryć. Bo skoro poruszam się ponad dwa razy szybciej niż gdy chodzę to spokojnie mogę odkryć jakąś nową drogę. Pobiegłem więc do parku, pokrążyłem w nim trochę, starałem się żadną ścieżką nie biec dwa razy, co było trudne bo część była jeszcze zaśnieżona, czyli twarda, śliska i nieprzyjemna, więc te drogi odpuszczałem.

P1090955 (Copy)

Park z samego rana jest pełen ludzi którzy ćwiczą, tańczą, chodzą, podbiegają trochę, czyli jest to miejsce bardzo przyjemne, trochę kłopotliwe do biegania, ale jeszcze nie do takiego naprawdę uciążliwego stopnia który sprawiał że w moim polskim parku starałem się nie biegać w niedziele po śniadaniu. Bo ludzi za dużo.

P1090956 (Copy)
Biegło się niesamowicie lekko i przyjemnie, tak bez najmniejszych problemów, owszem większość trasy była z górki, takie przynajmniej miałem wrażenie, na uszach słuchawki, panowie ze stuff you should know i biegło się tak…tak jak się już dawno nie biegło. Bieganie na dworze jest nieporównywalnie przyjemniejsze od biegania na bieżni. Przede wszystkim nie jest nudne, daje możliwość wytchnienia gdy czeka się na przejściu na pieszych, zmiany tempa gdy trzeba wbiec pod górkę, lub z niej zbiec i takie uczucie, że…

P1090959 (Copy)
Tata powiedział mi kiedyś że gdy jeździ samochodem czuje się wolny, bo ma przed sobą tylko drogę. Ja coś podobnego czułem odkrywając w zeszłym roku okolice Jiawang, była przede mną tylko droga. Gdy biegam…to nie zastanawiam się nad tym czy czuję się wolny, czym jest wolność, w ogóle nad niczym się nie zastanawiam. Myśli same płyną, a ja tylko biegnę, nie ma na świecie absolutnie niczego innego oprócz tej konkretnej chwili gdy biegnę. Dlatego właśnie zakochałem się w długich dystansach, bo to dzięki nim mogę tak sobie odpłynąć na dłużej.

P1090963 (Copy)
I tak skończyłem dzisiaj na trzynastu kilometrach i mam tylko nadzieję że pogoda będzie już tak oscylować w okolicy zera do minus pięciu bez silnego wiatru bo wtedy będę mógł biegać te moje wypatrzone dwa razy w tygodniu.

P1090964 (Copy)

A teraz pora oddać każdemu co należne: bieżnia to narzędzie które pozwoliło mi utrzymać, lub nawet poprawić swoją formę, dzięki interwałom na niej pokonałem dzisiejsze trzynaście kilometrów w lepszym tempie i na lepszym samopoczuciu niż mój ostatni bieg w listopadzie.

P1090950 (Copy)

To teraz o jedzeniu. Na obiad usmażyłem bakłażana z tofu w stylu syczuańskim, a jakże, i było to danie nadzwyczaj smaczne i sycące. Odnalazłem również w kuchni talerz, więc koniec ze zdjęciami z patelni.

P1090969 (Copy)

Na kolację brokuły z czosnkiem i ponownie szpinak z papryką, oraz paskudnie wyglądające tofu, ale to już mój własny pomysł, ale wyszło dobrze.

P1090970 (Copy)

Ogłoszenia parafialne

P1090967 (Copy)

Ruszyła druga galeria, link do niej znajduje się w menu bocznym pod hasłem galeria nowa i powinna być wygodniejsza od starej. Dopóki będę mógł to będę wgrywać zdjęcia do obu, ale wkrótce miejsca na tej starej zabraknie i przenosiny będą niezbędne.

Nic

P1090928 (Copy)

Po wszystkim musi przyjść pora na nic, w końcu świat dąży do równowagi i wystrzega się skrajności. Można co prawda uznać, że to ja popadam z jednej skrajności w drugą, ale takie filozoficzne rozważania odłóżmy sobie na bok bo i tak do niczego nie dojdziemy.

P1090929 (Copy)

Po dzisiejszych zakupach, bo trzeba było kupić parę świeżych rzeczy przyszła pora na gotowanie. Tak wiem, ostatnio ciągle piszę o jedzeniu, ale nic na to nie poradzę, tak mnie teraz wzięło na wypróbowywanie przepisów że po prostu nie mogę spróbować co po niektórych, zwłaszcza tych ciekawszych.

P1090931 (Copy)

No bo nie oszukujmy się, o ile mieszkanie na północnym wschodzie ma swoje niepodważalne zalety (ciepłe mieszkania, ale poważnie, to co w Polsce uznawałem za pewnik w Chinach stało się dla mnie czymś wyjątkowym, pamiętam jak przeżywałem to że nie jestem w stanie codziennie brać prysznica w zimie i że muszę spać w rękawiczkach, że o chodzeniu w kurtce w szkole nie wspomnę) to jedzenie w restauracjach jest tutaj bardzo, ale to bardzo podstawowe i takie jakieś mało warzywne, mało owocowe, mało apetyczne jak dla mnie.

P1090935 (Copy)

A że moje gotowanie jest szybkie i proste to przyszła pora na spróbowanie czegoś nowego, w końcu siedzę tutaj, mam szybki, łatwy i przede wszystkim tani dostęp do wszystkich wymaganych składników, do tego mam mnóstwo czasu wolnego (już niedługo, od następnej środy zaczynają się zajęcia w kolegium), więc pora spróbować czegoś nowego. Na to codzienne próbowanie nowych dań wkrótce przyjdzie kres, ale na razie póki mogę to próbuję.

P1090937 (Copy)

Dzisiaj był dzień syczuański, ale nie było tak ostro jak wczoraj. Było wręcz trochę za słabo jak na dania z najostrzejszej kuchni w Chinach.

P1090938 (Copy)

Na obiad辣子鸡丁 (la zi ji ding), czyli kurczak na ostro, nic więcej, tyle że dodałem do niego orzeszki, taka moja wariacja. I wyszło bardzo przyjemne, nie takie ostre jak się spodziewałem, ale to moja wina bo dałem za mało papryki.

P1090941 (Copy)

Kolacja była dwudaniowa: 虎皮尖椒 (hu pi jian jiao), czyli przypalone papryczki (oryginalnie powinny być wielokolorowe, ale mamy zimę na północnym wschodzie i papryka występuję jedynie w kolorze zielonym), oraz蒜泥黄瓜 (suan ni huang gua), czyli ogórek z czosnkiem (niesamowita nazwa na coś tak prostego). Wygląda to o tak i było banalne w przygotowaniu i smaczne.

P1090942 (Copy)

Pogoda jaką zapowiadają na jutro ma sprzyjać bieganiu na świeżym powietrzu, także…jutro pora na pierwsze od kilku miesięcy wyjście z czterech ścian i zaczynamy kręcić kółeczka, albo przeskakiwanie między samochodami.

P1090934 (Copy)

Chiński kącik kulturowy
Chińskie pory roku – yushui
(雨水)

Dosłownie oznacza to deszczowa woda. Jest to druga pora roku, rozpoczyna się gdy słońce osiągnie położenie 330 stopni i kończy gdy dojdzie do 345 stopni. Zazwyczaj rozpoczyna się 18 lutego i kończy 5 marca.

Każdy z tych dwudziestu czterech okresów jest podzielony na 3.

W przypadku yushui, podział wygląda następująco:

獺祭魚, 'Wydry składają ryby w ofierze’. Ponieważ ryby zaczynają płynąć w górą rzeki setki wydr udaje się na łowy, które uznaje się za dar dla niebios.

鴻雁來, 'Pojawiają się dziki gęsi’. Wraz z nadejściem wiosny dzikie gęsi udają się na północ.

草木萌動, 'Drzewa i krzewy wypuszczają pąki’.

Wszystko

P1090894 (Copy)

Taki miałem plan dzisiaj, że po wyjściu z siłowni udam się do starego sklepu z owocami/warzywami i po drodze będę robić zdjęcia wszystkiego. Oczywiście nie robiłem zdjęć wszystkiego bo kto by to potem oglądał, ale napstrykałem ich znacznie więcej niż ostatnimi czasy i uważam że to było dobre.

P1090896 (Copy)

Ostatnio w końcu robię coraz mniej zdjęć, także warto robić ich więcej bo inaczej jak się mam w tym kierunku rozwijać. Im lepsze zdjęcia tym lepiej się je ogląda i tym więcej można z nich myśli wyciągnąć. Bo chociaż te sprzed dwóch lat nie są tragiczne, to jednak różnią się znacząco od tych obecnych. Można mówić że było to dwa aparaty temu, co jest prawdą, ale widać że kompozycje są inne i jakoś tak lepiej się te zdjęcia ogląda, przynajmniej mi.

P1090906 (Copy)

Także chodziłem i pstrykałem, tylko nie zauważyłem już tego tunelu wykopanego przez czerwia z Diuny, może zniknął? Tunel, nie czerw.

P1090903 (Copy)

A do tego konkretnego sklepu wybrałem się z myślą o zakupie czegoś co po angielsku nazywa się bitter melon, a po polsku ma niezwykle egzotyczną nazwę – przepękla ogórkowata. A do tego jeszcze kilka innych rzeczy, w tym czarny ocet (ale się wyłożyłem i kupiłem sos sojowy) i czosnek.

P1090916 (Copy)

No bo skoro już się zabieram do testowania przepisów to trzeba tę kuchnię odpowiednio wyposażyć w warzywa.

P1090917 (Copy)

Skoro dzisiaj na obiad była kura, być musiała po siłowni, to trzeba było spróbować jedną z najbardziej znanych chińskich potraw, o której pisałem tutaj – http://rainreborn.pl/2013/07/chengdu/, czyli kurczaka kung pao.

P1090921 (Copy)

Wyszedł ostry, ostrzejszy niż tam w Chengdu i prawdę mówiąc smaczniejszy. Zrezygnowałem co prawda z kapusty, więc była to taka wariacja na temat kurczaka kung pao, ale kapusta to zaledwie skromny elementy tego przepisu. Czyli obiad mamy z głowy i wyglądało to na patelni tak jak widać na zdjęciu.

P1090923 (Copy)

Kolacja natomiast z założenia składać się z miała przepękli, ale uznałem że sama przepękla to może być za mało, więc zrobiłem jeszcze szpinak z papryką w sezamie, co ma po chińsku fajną nazwę  凉拌菠菜 (liang ban ba cai) i jest banalne do przyrządzenia.

P1090924 (Copy)

Przepękla usmażona nosi nazwę 清炒苦瓜(qing chao ku gua) i także musiałem przepis trochę zmodyfikować bo faktycznie bardziej adekwatna jest nazwa gorzki melon i zamiast białego cukru dodałem cukier brązowy bo jest bardziej słodki.
Smaczne i wiem że do tej przepękli wrócę bo jeszcze mi została.

P1090914 (Copy)

Przepisów nie wrzucam, bo czuję że to tak trochę nie na miejscu…już wystarczy że o jedzeniu piszę i wrzucam zdjęcia. Przepisy to byłoby już o krok za daleko.

P1090911 (Copy)

Ach – http://www.youtube.com/watch?v=jFbTttycUmY – film z lasu w drodze do Laosu.

Niedziela i przegapione #26

Bieganie

P1090863 (Copy)

Wczoraj o tym nie napisałem, więc pora napisać dzisiaj. Założenie było całkiem proste, zacząć wolniej, ale biec szybciej niż poprzednio. Rozkulałem więc bieżnię do 8km/h czyli tempa spacerowego i tak sobie dreptałem przez 15 minut po czym ruszyłem z interwałami. 2 minuty w tempie 10 km/h, 1 minuta 12 km/h, i dwie minuty odpoczynku w tempie spacerowym.

P1090865 (Copy)

Nie wiem ile powtórzeń zrobiłem, ale wytrwałem do 54 minuty w której skończyłem 20 okrążenie i dałem sobie spokój. Osiem kilometrów wystarczy.

P1090866 (Copy)

Niedziela

Zacznę od tego że wróciła Marcy. Marcy to moja ulubienica, chociaż teraz o to miano rywalizuje z Lilly. Marcy to ta oaza spokoju która powstrzymuje mnie od zwariowania w czasie zajęć z Lenem. Lenem, na którego dzisiaj krzyczałem co niespodziewanie przynosiło efekty.

P1090868 (Copy)

To strasznie irytujące gdy rozmowa nie skutkuje a najgorsze i najbardziej niechciane rozwiązanie okazuje się skuteczne. Nie chcę tego stosować i nie będę, ale dobrze wiedzieć że działa. Marcy zawsze po zajęciach pyta czy jestem smutny, bo jestem ewidentnie zmęczony po próbach przekonania Lena do współpracy, a potem bidulka czeka aż ktoś Ją odbierze ze szkoły.

P1090870 (Copy)

Zawsze czekam z Nią parę minut, czy to w sali, czy pod salą, przynajmniej dopóki ktoś nie weźmie Jej albo do środka, albo nie zabierze do domu. A dzisiaj gdy przyszła chwyciła moją dłoń w swoje dwie i patrząc na mnie śmiała się machając łapami na boki. Uroczy dzieciak. Bez Niej to bym już dawno zwariował w te niedziele.

P1090880 (Copy)

Wychodzi na to, że staram się próbować nowych rzeczy, czy to obierać jakieś nowe drogi gdy gdzieś idę, czy to szukać nowych rozwiązań w czasie zajęć, czy też robić inne rzeczy i tak wczoraj postanowiłem że wezmę się porządniej za gotowanie. Bo o ile fajnie jest robić ogromną ilość zup, to równie fajnie będzie nauczyć się gotować coś bardziej skomplikowanego. Nie wiem jeszcze jak to wszystko ogarnę gdy zacznie się semestr, ale na szczęście duży projekt jest już prawie zamknięty, więc będę miał teraz więcej czasu. Przynajmniej w teorii.

P1090876 (Copy)
Dzisiaj zrobiłem spore zakupy,  z których najdroższa była pięciolitrowa butla oleju (to jest niewyobrażalne ile w tych przepisach jest oleju), oraz wok (bo o ile startą patelnię w mieszkaniu mamy, tak woka nie mieliśmy). Reszta to skrobia kukurydziana, pasta z fasoli (papryki tak naprawdę), wino do gotowania, olej sezamowy i ketchup, bo w kuchni znalazłem ogromne ilości sosów sojowych i białego octu (czarny przyjdzie mi kupić jutro) i na pierwszy ogień poszła polędwica w sosie słodko kwaśnym. Wyszło jak wyszło, zrobiłem za mało sosu, za szybko dodałem skrobię i nie chwyciła mi polędwicy, więc tak naprawdę danie mi nie wyszło, ale i tak było smacznie. Fajnie tak spędzić trochę czasu nad czymś takim, a nie tylko wrzucić składniki do garnka, zalać wodą i zostawić.

P1090883 (Copy)

Na kolację przyszła próba z ma po tofu, czyli tofu na ostro. Oryginalnie powinno być z mięsem, ale zdecydowałem się zrobić bez mięsa i wyszło przyzwoicie. Następnym razem muszę dodać więcej skrobi żeby sos trzymał się tofu, ale ogólnie rzecz biorąc to wyszło całkiem przyzwoicie.

P1090885 (Copy)

Tak, tak wiem że powinno być #22, ale to jest 26 tydzień, a nie 22.

Co ludzie wpisują w wyszukiwarkach

jak utworzyc konto na alipay

Bardzo prosto, ale myk jest taki że bez numeru chińskiego dowodu nic więcej oprócz założenia nie zrobimy. Najlepiej użyć translate.google.com i sobie poradzisz bez problemu,

konto na taobao bez alipay

W sumie to nawet nie wiem czy to da radę zrobić…Nie pamiętam. Powinno się dać, ale alipay jest bardzo praktyczne.

jak zaplacic paypal w taobao

Zasadniczo się nie da. Musisz założyć konto na paypal.cn (ciężko) i dogadać się ze sprzedającym zawczasu. Alipay to lepsze rozwiązanie.

Podróż na wschód

 

P1090312 (Copy)

Trzydzieści jeden godzin w pociągu to już nie przelewki, zwłaszcza na twardym siedzeniu. Na szczęście do pomocy mieliśmy przekąski z Laosu, oraz zupki instant z Tajlandii.

P1090331 (Copy)
RADA!
Nie jedźcie nie testowanego wcześniej jedzenia w pociągu.  Wkrótce wyjaśni się dlaczego.

P1090320 (Copy)

Te trzydzieści jeden godzin minęło nam na rozmowach, kolejnych grach, nauce języków oraz podziwianiu widoków bowiem jechaliśmy przez dwie niesamowicie piękne prowincje – Yunnan i Guizhou. Obie będziemy musieli odwiedzić, ale mam wrażenie że niezależnie od tego jak wiele czasu się tam spędzi to i tak będzie jeszcze coś do zobaczenia.

P1090335 (Copy)

Zhengzhou

P1090336 (Copy)

Parę godzin przed świtem dotarliśmy do Zhengzhou. Za wcześnie by złapać autobus do Xinzheng gdzie mieszka i pracuje June. Można oczywiście czekać na autobus do lotniska, lub szukać busa do stacji południowej skąd autobusy do Xinzheng odjeżdżają dość regularnie.

P1090337 (Copy)
June poszła pytać ludzi, ale niektórzy krzyczeli absurdalne ceny za przejazd normalnie kosztujący 10 RMB.

P1090341 (Copy)

I właśnie od jednego z tych ludzi usłyszała coś co jeszcze nie raz w życiu usłyszy i czego nie raz mi nie przetłumaczy, ale co doskonale rozumiem. Wszystko dlatego że jestem biały, a Ona jest Chinką a to będzie się zawsze rzucać w oczy i niektórych będzie kłuć.

P1090345 (Copy)
Może zakrywać się kamienną twarzą, ale gdy na chwilę z Jej twarzy znika uśmiech to wiadomo że coś jest nie tak, a gdy po wskazaniu drogi starszemu mężczyźnie powiedziała że teraz czuje się lepiej to już w ogóle nie mam wątpliwości że Ją to trochę zabolało.

P1090346 (Copy)

Chińczyków określilibyśmy mianem wścibskich, bowiem pytają o wszystko niezależnie od tego jak długo się znacie. Skąd jesteś, ile masz lat, jak dużą masz rodzinę, co robisz, ile zarabiasz, czy masz żonę i to wszystko zaraz po dzień dobry.

P1090404 (Copy)

Taki naród. Przekonuję się o tym każdego dnia, ale że mój chiński jest taki se to z reguły się uśmiecham i wzruszam ramionami. June takiego komfortu nie ma i musi odpowiadać. Czasem trochę nagina prawdę, bo sama uważa że nie ma potrzeby udzielania prawdziwych odpowiedzi ludziom których się nie zna.

P1090408 (Copy)

Tak właśnie było z Panią bileterką w autobusie która chciała wiedzieć wszystko łącznie z tym żebym powiedział coś po polsku. June mnie na szczęście od takich rzeczy broni.

Xinzheng

P1090474 (Copy)

June jest od listopada współwłaścicielką sklepu z rzeczami z Nepalu, Tybetu, Indii, a teraz jeszcze z Tajlandii i Laosu. Buty, ubrania, poduszki, kadzidełka, biżuteria, torebki, portfele, czyli mnóstw rzeczy. Sklep duży nie jest, znajduje się w małej miejscowości i jak na razie nawet na siebie nie zarabia, ale zapału dziewczynom nie można odmówić. Może z czasem będzie z tego coś dobrego.  Na razie wyglądało to tak, że przez trzy dni sprzedała 3 bransoletki, parę butów, torbę, naszyjnik i dwa kadzidełka, a część sprzedała po kosztach bo to znajomi. Serce to ma dobre, ale bizneswoman to z niej kiepska.

P1090334 (Copy)

Pierwszego dnia w Xinzheng wziąłem dwie ostatnie tabletki stoperanu, które były ze mną od początku mojego pobytu w Chinach, czyli od września 2012 roku. Trząsłem się z zimna dzień cały. Drugiego dnia było już trochę lepiej, ale trzeciego było jeszcze gorzej, nic się we mnie nie mogło utrzymać a ja się trząsłem jak nigdy.

P1090608 (Copy)

Nie było mi tak zimno w Changchun przy -25. Czwartego mój organizm w końcu się poskładał do kupy i dotarło do mnie. Nigdy nie jedz nie testowanych rzeczy w pociągu. Nigdy. A stoperan to zło. ZŁO.

P1090476 (Copy)

Przez te cztery dni sprzątaliśmy, robiliśmy zdjęcia, June gotowała, ja trochę gotowałem, żyliśmy w gruncie rzeczy całkiem normalnie. Całkiem, całkiem normalnie. Gdy się trząsłem z zimna gotowała mi wody z imbirem żebym przynajmniej stopy umył.

P1090598 (Copy)

Gdy gotowała ja zmywałem naczynia i myłem maszynę do gotowania ryżu w której przygotowywała najpyszniejszą owsiankę jaką w życiu jadłem. Praktycznie codziennie jedliśmy coś innego, bo pomysłów i wiedzy na temat gotowania June nie brakuje.

P1090505 (Copy)

Teraz pora kończyć, do Szanghaju mam już tylko dziewięć godzin, czyli piszę te notki od godzin pięciu. To jeszcze nie koniec mojej podróży. Czeka mnie jeszcze dwadzieścia kilka godzin w przedziale sypialnym do Changchun, ale to tylko podróż fizyczna. Ta druga podróż będzie trwać dalej.

P1090545 (Copy)

Szanghaj

P1090622 (Copy)

Po trzynastu godzinach na łóżku w wagonie sypialnym przerobionym na wagon siedzący dotarłem do Szanghaju. Od razu uderzyło mnie ciepło. Nie ma to jak wydostać się ze śnieżnego Zhengzhou i zawitać w ciepłe miejsce. W końcu dla mnie to ostatnie bezśnieżne miasto aż do kwietnia (oby kwietnia…).

P1090628 (Copy)
O trzeciej nad ranem Szanghaj jest jak każde inne miasto w Chinach: pełne taksówkarzy, bezgwiezdne, oświetlone lampami, z ludźmi śpiącymi gdzie się da (to cecha miast na południu), oraz z pełnymi ludźmi restauracjami czynnymi dwadzieścia cztery godziny na dobę.

P1090634 (Copy)

Następną godzinę spędziłem szukając otwartej restauracji ponieważ to zawsze jest w Chinach pewny sposób na znalezienie miejsca do spania. Otwarty był tylko jeden McDonald’s w którym pewien Pan właśnie mył stopy i zapach uniemożliwiłby spanie.

P1090634 (Copy)

Po kolejnych trzydziestu minutach krążenia wokół i szukaniu miejsca do złożenia plecaka zrezygnowałem i wróciłem do restauracji ze Śmierdzącym Panem. Wiedziałem że to Smród który ma własną osobowość i wygrać z Nim nie wygram, postanowiłem więc zdjąć czapkę, pochylić głowę i poprosić o spokój.

P1090638 (Copy)

Nie musiałem gdyż Pana ani Smrodu już nie było. Usiadłem więc i starałem się zasnąć chociaż w pobliżu roznosił się dźwięk alarmu.

Spokojnie posiedziałem do otwarcia metra a potem ruszyłem w stronę Nanjing Lu czyli najsławniejszej ulicy handlowej w Chinach. Wyszedłem innym wyjściem i tego całego handlu nie widziałem, ale i tak Szanghaj z rana gdy jest pusto robi niesamowite wrażenie.

P1090642 (Copy)

Krótki spacer i transportowałem się do Decathlonu w dzielnicy Pudong. Szanghajskie metro jest super zorganizowane, ale bez porównania droższe od tego z Pekinu (bo, jak tłumaczy Adam, nie jest finansowane przez państwo).

P1090643 (Copy)

Myślałem, że Decathlon będzie czynny od 8, ale niestety, dopiero od 9 i przyszło mi się trochę po tej dzielnicy pospacerować. A przyjechałem tam bowiem w czasie podróży uświadomiłem sobie że mój plecak jest trochę za mały, więc uwidziałem sobie większy. Mieli. Kupiłem i wtedy zadzwonił znajomy z Chin że już z żoną wstali i zaraz mogą mnie odebrać.

P1090644 (Copy)

Odebrali, odstawili do hotelu i już wspólnie z Adamem ruszyliśmy na krótkie zwiedzanie połączone z lunchem. Potem powrót, częściowo pieszo i kolacja z chińską rodziną Adama i Sandy w barze koreańskim.

P1090646 (Copy)

Jedna taka myśl kołacze mi w głowie: chińskie dziewczyny biją swoich partnerów. Co z tego że potrafię podnieść June ponad głowę skoro mówi że zna chińskie kung fu i mnie pobije bez problemu…;-)

P1090652 (Copy)

Następny dzień to zarazem święto lampionów, czyli ostatni dzień obchodów Święta Wiosny jak i walentynki. Mając w kieszeni kartę miejską postanowiłem z niej skorzystać i udać się w kilka miejsc.

P1090653 (Copy)

P1090656 (Copy)

P1090655 (Copy)

P1090654 (Copy)

Wybrałem takie których normalnie bym nie wybrał bo uznałem że do Szanghaju i tak wrócę żeby to miasto porządnie pozwiedzać a na razie tak tylko liznę chodząc po ulicach i robiąc zdjęcia.

P1090660 (Copy)

Ciężko to miasto obejść bo jest ogromne, ciężko też robić czyste zdjęcia bo ludzi jest tu mnóstwo. W dodatku jest to niesamowicie dużo obcokrajowców. Nie na tyle żeby stanowili większość, ale na tyle żeby były dostrzegalni bez problemu.

P1090669 (Copy)

Wydaje mi się nawet że jest Ich tu więcej niż gdziekolwiek indziej w Chinach, na 95% więcej niż w Pekinie bo tam aż takiego wrażenia nie miałem.

P1090688 (Copy)

Odwiedziłem dawną część miasta będącą pod kontrolą Francji, porobiłem zdjęcia, a potem ruszyłem dalej, znalazłem mały park i uderzyło mnie to jak wiele osób tutaj biega, aż tylu biegaczy nie widziałem już od bardzo dawna.

P1090716 (Copy)

Aż mi się zrobiło smutno bo uświadomiłem sobie że to już 3 tygodnie bez butów do biegania na nogach, forma pewnie jest nijaka, a zima skończy się dopiero za dwa miesiące (oby) i przez ten czas pozostaje mi bieganie na bieżni.

P1090723 (Copy)

Wziąłem się jednak w garść i robiłem kolejne zdjęcia.

P1090745 (Copy)

Adam z Sandy zabrali mnie jeszcze wieczorem na koktajl i niezwykle późną kolację której  biedaczysko nie mógł dokończyć bo Mu żona zabrała bułkę.

P1090750 (Copy)

Podróż na północ

Mengla

P1090067 (Copy)

Zanim wyjechaliśmy z Mohan zrobiliśmy zakupy. Dużo słodyczy, przekąsek, orzechów, ja nawet zastanawiałem się nad kupnem kawy która z powodu swojego kraju pochodzenia (Laos) kosztowała dwa i pół raza mniej niż w Changchun. Ostatecznie jednak zrezygnowałem bowiem plecak by mi tego nie wytrzymał.

P1090077 (Copy)

Plan przy wyjeździe z Mohan był prosty, wsiadamy w busa do Mengla i jedziemy dopóki nie zobaczymy jakiejś fajnej małej wioski, wtedy mówimy stop i wyskakujemy. Jak zaplanowaliśmy tak zrobiliśmy.

P1090080 (Copy)

Wylądowaliśmy w wiosce mniejszości Dai, tylko…cóż było tam dość pusto. Najpierw na obiad zaprosiły nas młode dziewczyny, ale podziękowaliśmy i udaliśmy się dalej. Następnie zaprosiły nas starsze Panie które wytłumaczyły dlaczego wszystkie bramy są pozamykane a na ulicach nikogo nie ma.

P1090082 (Copy)

Okazało się ze jest to dzień zamkniętych drzwi czyli dzień w który kobiety siedzą w domu a mężczyźni wychodzą do pracy zamykając drzwi i bramy. Nie mieliśmy o tym pojęcia więc potraktowano nas ulgowo, ale Panie powiedziały że na obiedzie zostać nie możemy, ja to nawet nie powinienem być w tym domu, a skoro już jestem to mam się nie rozglądać, a jako karę za złamanie zakazu wchodzenia mamy uiścić symboliczną opłatę.

P1090085 (Copy)

Ostatecznie opłata została anulowana, ale musieliśmy swoje plecaki nieść aż do wejścia do wioski. Biorąc pod uwagę że mój plecak był chyba cięższy niż June ze swoim to chyba wolałbym zapłacić.

P1090088 (Copy)

Do Mengla busa nie złapaliśmy, złapaliśmy za to stopa. Pierwszy stop w Chinach. I to przez Pana z Laosu.

P1090099 (Copy)

June musiała rozmawiać całą drogę, ale powiedziała że to nie problem bo ma doświadczenie. Wierzę Jej bo rok temu jechała stopem z Xi’an do Chengdu, a potem do Tybetu.

P1090105 (Copy)

W Mengla najpierw znaleźliśmy restaurację i zjedliśmy pyszny, domowej roboty, obiad, który smakował jakby go zrobiła moja ciotka, co z ust June jest ogromnym komplementem.

P1090106 (Copy)

Następnie ruszyliśmy na poszukiwanie hotelu. Taniego hotelu. Po obejściu kilku drogich, udało na się w końcu znaleźć jeden którego cena nam odpowiadała, ale właścicielka miała jeszcze dwa inne więc podrzuciła nas do innego. Właścicielka należała do mniejszości etnicznej hani, co w sumie nie ma związku z czymkolwiek, ale strasznie mi się ta nazwa podoba.

P1090147 (Copy)

Pierwszy dzień w Mengla zakończyliśmy spacerem na górę z wieżą telewizyjną i schodząc z tej góry dotarliśmy do kolejnej wioski mniejszości Dai, gdzie dowiedzieliśmy że dzień zamkniętych drzwi nie jest dzisiaj.

P1090136 (Copy)

Drugi dzień w Mengla rozpoczęliśmy od śniadania na pobliskiej giełdzie, gdzie posila się gro mieszkańców Mengla. Następnie ruszyliśmy w stronę świątyni o której powiedziano nam dzień wcześniej.

P1090153 (Copy)

Po drodze minęliśmy jezioro przykryte mgłą, w ogóle mgła w tych okolicach to codzienność. Podnosi się powoli każdego poranka a znika dopiero w okolicach południa.

P1090234 (Copy)

Dla June to żadna nowość bo spędziła cztery lata w Zhengzhou gdzie dzieje się coś podobnego, z tą różnicą że w Zhengzhou to nie mgła a smog, a tutaj to chyba najczystsza mgła w Chinach.

P1090166 (Copy)

Gdy w końcu dotarliśmy do świątyni okazało się niestety że jest ona zamknięta i to bynajmniej nie z powodu dnia zamkniętych drzwi, ale zamknięta od pewnego czasu, dobrych kilku tygodni jak na mój gust.

P1090167 (Copy)

Trochę się zawiodłem bo chociaż nie oczekiwałem niczego to jednak z zewnątrz świątynia wyglądała ciekawie, bardziej południowo azjatycko niż chińsko.

P1090179 (2) (Copy)

Po kolejnych kilku minutach trafiliśmy do kolejnej wioski mniejszości Dai, tym razem wyglądającej jakby została wyjęta z innego kraju.

P1090188 (2) (Copy)

Taka była kolorowa. June udało się załapać na zdjęcia ze starszyzną, mi udało się załapać na bycie fotografem.

P1090185 (Copy)

Po kolację udaliśmy się na giełdę gdzie zażyczyłem sobie mięsa z warzywami podanego na liście bananowca bo poprzednie dwa dania na zimno mnie nie nasyciły.

P1090256 (Copy)

 

P1090259 (Copy)

Nie nasyciły także June, która nie mogła się od mięsa oderwać chociaż normalnie fanką dań mięsnych nie je.

P1090261 (Copy)

Jinghong

P1090267 (Copy)

Zanim dotarliśmy do Jinghong zjedliśmy przepyszne śniadanie w postaci owsianki, a następnie ruszyliśmy do stacji autobusowej.

P1090269 (Copy)

W Jinghong jeszcze przed lunchem udaliśmy się na stację autobusową kupić bilety i okazało się że była to dobra decyzja bowiem ostały się jedynie dwa miejsc w interesującym nas autobusie.

P1090272 (Copy)

Następnie odwiedziliśmy tę samą restaurację w której ugościła nas kilka dni wcześniej RR, bowiem June niezwykle do gustu przypadł deser, a że nie skosztowaliśmy jeszcze wielu rzeczy z menu to czemu nie spróbować.

P1090275 (Copy)

Tym razem na obsługę się naczekaliśmy, ale też przyjechaliśmy tam w porze lunchu, więc nie ma się co dziwić temu że trochę czekaliśmy. Trzeba ludzi w tym ciepłym klimacie zrozumieć.

P1090277 (Copy)

Ruszając w stronę stacji autobusowej postanowiliśmy skosztować jedzenia z ulicy. A chwilę potem June zorientowała się że nie ma portfela. To już nie było zmartwienie w Jej oczach, to było przerażenia, bo straciłaby nie tylko dokumenty i swoje pieniądze, ale także nasze wspólne pieniądze.

P1090278 (Copy)

Parę kroków później ktoś podrzucił portfel. Pozbawiony czterech setek i jednej pięćdziesiątki, ale na szczęście, niepozbawiony dokumentów ani biletów do Kunming. Przerażenie zamieniło się w smutek, ale w końcu June zaakceptowała, że lepiej stracić pieniądze niż wszystko łącznie z biletami.

P1090283 (Copy)

Po tym wszystkim nie mieliśmy już sił by chodzić więcej po Jinghong i dwie godziny do odjazdu spędziliśmy na dworcu.

Kunming

P1090109 (Copy)

W Kunming najpierw udaliśmy się do nowego starego miasta, czyli terenu zbudowanego na wzór starych miast z myślą o turystach. I zaraz po wejściu mój plecak uznał że jest za ciężki i się rozszyło ramiączko.

P1090127 (Copy)

Zawsze gdy go mam, mam przy sobie igłę i nici więc poszyłem i się trzyma.  Poszukiwanie jedzenia w tej części Kunming było trochę utrudnione, bowiem wiadomo jakie podejście ma większość restauracji, czy to dużych, czy małych,  w miejscach pełnych turystów którzy pojawią się tam tylko raz.

P1090292 (Copy)

Mimo wszystko udało nam się znaleźć całkiem przyzwoite nudle, oraz spróbować lokalnej specjalności , która spraszała mnóstwo ludzi do pewnego miejsca. Niestety żadne z Nas nie zrozumiała dlaczego ta specjalność jest specjalnością i srogo się na niej zawiedliśmy.

P1090294 (Copy)

Udało Nam się także odwiedzić świątynię Shaolin, nie, nie tę prawdziwą, taką inną, ale także nazywającą się Shaolin. W ogóle to to nowe stare miasto w Kunming jest siedzibą bodajże pięciu świątyń, więc jest to miejsce także dla sfery duchowej.

P1090295 (Copy)

Zmęczeni tyloma dniami w podróży, zmianą pogody, oraz ciężkimi plecakami ruszyliśmy w stronę dworca by odebrać bilety. Dla mnie trzy, dla June jeden. O ile odbiór tego jednego dla June jest prosty, bo wymaga zaledwie zeskanowania dowodu osobistego, o tyle odbiór tych trzech dla mnie jest niezwykle skomplikowany, bowiem wymaga odczekania kilkunastu minut w kolejce i podania numeru rezerwacji, oraz uiszczeniu opłaty.

P1090288 (Copy)

Teraz wyobraźcie sobie w Polsce że rezerwujecie i opłacacie bilet przez internet a potem podchodzicie do automatu na stacji kolejowej, skanujecie dowód osobisty i po paru sekundach otrzymujecie swój bilet. Bajka.

P1090299 (Copy)

Po odczekaniu i odebraniu trzech biletów, jednego do Zhengzhou, jednego do Szanghaju i jednego do Changchun, ruszyliśmy poszukać jadłodajni o której słyszeliśmy w czasie naszego pierwszego pobytu w Kunming. Okazało się, że tym razem jest otwarta i faktycznie wygląda jak jadłodajnia. Setki małych knajpek pełnych naganiaczy i przyzwoitego jedzenia. Zdecydowaliśmy się na gotowane warzywa w sosie na ostro.

P1090308 (Copy)

Teraz przyszła kolej na pociąg. Kunming jest pierwszym miastem w Chinach w którym byłem i które nie ma w pobliżu dworca żadnego fast foodu czynnego dwadzieścia cztery godziny na dobę. Także by skryć się przed skwarem musieliśmy się trochę naszukać. A po June było widać już coraz większe zmęczenie. Niezależnie od tego jak długo nosiłem Jej plecak. Zmęczenie zmęczeniem, ale czekał nas najdłuższy element podróży, który może dałoby się trochę urozmaicić gdyby nie druga właścicielka sklepu która chciała otworzyć go już 8 lutego. Ostatecznie udało się wytargować 9 dzień lutego, ale i tak oznaczało to trzydzieści jeden godzin w pociągu. Dla mnie miała być to najdłuższa podróż pociągiem w życiu. Dla June absolutnie nie bowiem już w tym roku wracała z Lhasy do Zhengzhou przez godzin czterdzieści.

Podróż na południe

Kunming

P1080532 (Copy)

Udało nam się chwilę pospać w pociągu, ale gdy wyszliśmy na ulice Kunming przywitał nas mrok, mnóstwo handlarzy, ciepło, oraz kompletny brak jakichkolwiek fast foodów. Fast foody w Chinach są o tyle istotne że pełnią one funkcje darmowych toalet oraz hoteli na godziny, o ile nie przeszkadza Ci spanie na krzesłach. Nikt Cię z nich nie wyrzuci, nawet jeżeli nic nie kupiłeś. Zresztą tak jest w każdym chińskim sklepie, podobno chińska IKEA to jedyny oddział który pozwala odwiedzającym na spanie na ekspozycjach.

P1080529 (Copy)
Tym razem do hostelu dotarliśmy bez pomocy taksówki. Wystarczył autobus, ale to co rzucało się w oczy w czasie podróży to fakt że to miasto jakoś nie pasuje do pięknej prowincji Yunnan. Jest jakieś takie trochę jak Changchun, szare i brzydkie. Trzymając się za ręce ruszyliśmy szukać śniadania, ale widać było że coraz więcej ludzi jest już myślami przy Święcie Wiosny i coraz więcej sklepów jest zamkniętych. W końcu udało nam się znaleźć małą jadłodajnię w pobliżu hostelu, ale chociaż było w niej bardzo dużo ludzi to jedzenie było takie sobie, a obsługa chyba miała zły dzień, bo June powiedziała że wszyscy byli traktowani bardzo nieuprzejmie.

P1080591 (Copy)

Po chwili na toaletę i zostawieniu rzeczy w hostelu, tym razem w pokoju mieszanym z ośmioma innymi osobami, ruszyliśmy w stronę ogromnego jeziora. Jeziora na południu naprawdę nie zamarzają…

P1080588 (Copy)

Mewy, mewy i jeszcze raz mewy. To chyba największe atrakcje jeziora, bowiem gdzie nie kopnąć ktoś sprzedawał jedzenie dla nich, a ludzie albo robili zdjęcia albo wystawiali ręce i karmili nadlatujące ptaki.

P1080596 (Copy)

June najpierw wystawiała rękę do karmienia, a potem gdy spróbowała zrobić zdjęcie telefon wleciał Jej do jeziora. Chyba na północy zakończyłoby się to lepiej bo tylko lekkim obiciem, a nie kompletnym zanurzeniem po którym narrator był zmuszony chodzić w mokrych butach. Telefon został jednak uratowany.

P1080599 (Copy)

Spacer w pobliżu jeziora był dość krótki i dosłownie jednostronny, bo nie było drugiego wyjścia. Znaczy było, ale z powodu budowy drogi było zamknięte. Także doszliśmy do niego i wróciliśmy z powrotem.

P1080606 (Copy)

Że mieliśmy jeszcze mnóstwo czasu udaliśmy się do fałszywej wioski mniejszości etnicznych. Jak wiecie, jest ich w Chinach dość sporo, bodajże 56, z czego ponad 20 znajduje się w prowincji Yunnan. Szacuje się że co trzeci mieszkaniec tej prowincji należy do jakiejś mniejszości. Wioska okazała się płatna, więc z niej zrezygnowaliśmy uznając że sami poszukamy prawdziwych wiosek mniejszości etnicznych.

P1080637 (Copy)

Przed powrotem do hostelu udaliśmy się poszukać jedzenia, ale było to zadanie niemalże karkołomne i praktycznie zakończone klęską. To co udało nam się znaleźć nie zadowoliło żadnego z Naszych zmysłów, a już w żadnym wypadku nie nasyciło.

P1080638 (Copy)

Z hostelu wymeldowaliśmy się wcześnie ruszając na poszukiwanie jedzenia. Chłopak z hostelu powiedział jedynie że z powodu Święta Wiosny wszystko praktycznie jest zamknięte i nie polecił nam absolutnie żadnego miejsca. Ludzie na ulicy również mieli problemy ze wskazaniem jakiegokolwiek dobrego miejsca, dopiero Pani niosąca dwie siatki z jedzeniem wskazała nam małą knajpkę która, Jej zdaniem, serwuje dobre żarcie. Nie kłamała i podtrzymało to moją opinię że komu jak komu ale kobietom z jedzeniem w siatkach można ufać jeżeli chodzi o wybór restauracji.

P1080641 (Copy)

Następnie ruszyliśmy w stronę dworca autobusowego by kupić bilety na autobus nocny do Jinghong. Po udanych zakupach kontynuowaliśmy podróż tym razem w poszukiwaniu starego magazynu z rzeczami z drugiej ręki. Szukaliśmy go kilka godzin, ale ponieśliśmy sromotną klęskę, nikt bowiem nie wiedział gdzie on jest. Osobiście w dalszym ciągu uważam że szukaliśmy w złym miejscu, ale nie będę się o to wykłócał, bowiem dodatkowych kilogramów w postaci namiotu i tak nie potrzebowałem.

P1080642 (Copy)

Udało nam się za to znaleźć ulicę z jedzeniem i to jedzeniem całkiem przyzwoitym w postaci frytek, świeżego soku z trzciny cukrowej, oraz tofu na ostro. Następne dwie godziny spędziliśmy siedząc na ławce jedząc i wymyślając historie na temat zauważonych na ulicy ludzi.

P1080656 (Copy)

W drodze powrotnej skorzystaliśmy z toalety w szpitalu gdzie próbował nas szpiegować młody chłopak, ale jak to bywa w takich sytuacjach szpiegował nas z marnym skutkiem, uciekając za każdym razem gdy go zauważyłem.

P1080655 (Copy)

Kolejna toaleta była szczególna dla June bowiem spotkała ludzi ze swojej prowincji, którzy zaprosili nas na kolację, ale że nie mogliśmy zostać to poczęstowali nas przepysznym ciastem domowej roboty. June nie mogła pozbierać się z radości że usłyszała swój dialekt.

P1080653 (Copy)

Po tych kilku godzinach raz jeszcze udaliśmy się na stację autobusową tym razem w zupełnie pustym metrze naziemnym i zmęczeni przeczekaliśmy dwie godziny na dworcu.

P1080648 (Copy)

Po wejściu to autobusu ujrzałem 36 łózek na dwóch poziomach, na szczęście nasze były koło siebie i June mogła spać trzymając mnie za dłoń.

Jinghong

P1080659 (Copy)

O Jinghong nigdy wcześniej nie słyszałem bo niby dlaczego miałbym słyszeć…Yunnan mnie aż tak bardzo nie interesował, jest gdzieś tam w planach na przyszłość, ale z pewnością nie był planowany na teraz.
I teraz tak, nigdy wcześniej nie słyszałem, nigdy wcześniej nie widziałem, dzień wcześniej byłem w mieście po którym musiałem chodzić w polarze, a w Jinghong wychodząc na ulicę nie da się nie zauważyć rosnących na ulicach palm kokosowych. Tak, dobrze przeczytaliście, palm kokosowych na ulicach. I to takich dających owoce. Po czterech miesiącach zimy dotarłem do miasta w którym ludzi nigdy nie widzieli śniegu na żywo.

P1080663 (Copy)

Spanie w Jinghong miało początkowo wyglądać tak:
– Będziemy spać w restauracji, Ty u kelnerów w pokoju wspólnym, może na kanapie, ja u kelnerek w pokoju wspólnym. Jeżeli nam się nie spodoba to możemy się przenieść do pokoju w hotelu który dostaniemy po zniżce.
Podróż z June to ciągła jedna wielka improwizacja. Ciągła i nieustanna. Bo to Chinka, więc plany planami, a rzeczywistość sobie. Czyli uśmiechnięte uosobienie tego kraju.

P1080670 (Copy)

Ostatecznie pierwsze spanie w Jinghong udało nam się załatwić w małym hoteliku, rezerwując dwa pokoje, jeden dla nas, drugi dla znajomej dziewczyny znajomego, która chociaż pracuje w tym kraju pochodzi z Birmy i nie ma ani paszportu ani chińskiego dowodu (czyli wiadomo jak pracuje), która ostatecznie ze swojego pokoju zrezygnowała bo bała się w środku nocy przyjdzie kontrola i Ją wyrzuci.

P1080671 (Copy)

Po zostawieniu tobołów poznaliśmy Rei Rei, czyli dziewczynę znajomego. Rei Rei jeździ na skuterze i stwierdziła że nie mogę siedzieć z tyłu. Cóż, ja postanowiłem skuterem kierować ale dziewczyny uznały że wolą żyć i zostałem wygoniony na tył.

P1080672 (Copy)
RR zabrała nas do restauracji gdzie skosztowaliśmy typowych miejscowych dań i jeszcze za nas zapłaciła, bo jak tłumaczy June jak się w Chinach kogoś odwiedza to On za wszystko płaci, to taka nasza gościnność. Oczywiście June nieśmiało próbowała zapłacić, ale jak Jej często powtarzam z chińczykami nie ma się co kłócić o to kto płaci.

P1080673 (Copy)

Po obiedzie ruszyliśmy na małą przejażdżkę po Jinghong odwiedzając ogromną świątynię buddyjską, oraz sklep z herbatami w którym pracowała znajoma RR.

P1080674 (Copy)
A że była to Wigilia Chińskiego Nowego Roku i odbywała się olbrzymia rodzinna kolacja ruszyliśmy na małe zakupy żywieniowe. Zawieźliśmy to wszystko do rodziny RR, która przyjęła nas jak swoich, dostaliśmy po czerwonej kopercie z pieniędzmi i po chwili ruszyliśmy na podwieczorek na ulicy, z kwaśnym i ostrym jedzeniem.

P1080694 (Copy)

Ostrym w zupełnie inny sposób, czyli trochę się napociłem. W drodze powrotnej najpierw nie umieliśmy złapać taksówki, a gdy już w końcu złapaliśmy wpadła ona w studzienkę kanalizacyjną i nie chciała ruszyć dalej.
Kolejna taksówka i już byliśmy na miejscu. Znowu dostaliśmy po kopercie i już było mi naprawdę głupio, bo nie dość że tych ludzi nie znam to jeszcze dają mi jeść i pieniądze.

P1080702 (Copy)

RR należy do mniejszości etnicznej Dai, więc wigilia Chińskiego Nowego roku w Jej domu zapewne różni się od tych w rodzinach tradycyjnych. Było tam naprawdę sporo ludzi, około trzydziestu, większość siedziała podzielona na trzy stoły, część stała przy czwartym w okolicy telewizora pilnując dzieci.

P1080722 (Copy)

A jedzenie było wyborne. Bardzo różnorodne, kolorowe i przepyszne. Wzniesiono jeden toast, nic więcej, żadnych życzeń, także trochę to dziwne, ale widać taka tradycja.

Szybko się pożegnaliśmy i ruszyliśmy z powrotem do hostelu. Wyszliśmy jeszcze na miasto, usiedliśmy przy fontannie która nie chciała zadziałać i gdy tak wtuleni w siebie patrzyliśmy na jezioro podszedł do nas Azjata, który okazał się Koreańczykiem, i zapytał o drogę do hostelu. Nie wiedzieliśmy jak Mu pomóc, wiec zaproponowaliśmy oddanie pokoju z którego zrezygnowała znajoma RR. Koreańczyk był wniebowzięty. Okazało się że przypłynął z Korei do Qingdao (ZAPAMIĘTAĆ) a potem ruszył w podróż. Z przewodnikiem z listą hosteli sprzed lat pięciu, angielskim takim że June miała problem się z Nim porozumieć, ale mnóstwem zapału i pasji.

P1080752 (Copy)

Najedzeni, bogatsi o de facto drugi fundusz na podróż i wymyci poszliśmy oglądać fajerwerki na dachu hotelu.

P1080757 (Copy)

Dzień następny rozpoczęliśmy od zjedzenia nudli ponad mostem, czyli typowego lokalnego dania. Dostaje się wrzący rosół i po kolei wrzuca do niego najpierw jajka i mięso a potem warzywa by na końcu wrzucić nudle. Wszystko oczywiście robi się samemu.

P1080758 (Copy)

Następnie przyszła pora na poszukiwanie butelki. Butelki która towarzyszyła Juna w czasie dwóch podróży do Tybetu i Nepalu, a która musiała wypaść Jej gdy taksówka wpadła w studzienkę kanalizacyjną. Nie udało się Jej znaleźć więc ruszyliśmy do sklepu.

P1080797 (Copy)

Po pasek dla mnie, bo spodnie ze mnie zaczęły spadać, oraz po butelkę dla Niej, bo jak tu żyć w Chinach bez butelki z wodą.  Obie rzeczy udało się znaleźć. Kwestia tego że butelka była wybrana z braku innej lepszej i chociaż swoją funkcję spełnia to jednak radości nie daje.

P1080795 (Copy)

Problemem w tym dniu miało okazać się spanie. Pierwsze cztery dni chińskiego nowego roku to okres cen absurdalnych. W hostelu którym nocowaliśmy ceny wzrosły pięciokrotnie, trzykrotnie przekraczając nasz dopuszczalny budżet na pokój. Ponownie uratowała nas RR.

P1080760 (Copy)

Najpierw zostawiliśmy rzeczy o Jej dziadków, którzy uraczyli nas powyższym obiadem, a potem ruszyliśmy zwiedzać sami. W czasie tej wędrówki pojawił się plany by zamiast do Birmy (gdzie chcieliśmy jechać od początku ) pojechać do Laosu. A jeżeli nie uda się nam dostać do Laosu to chociaż posiedzieć gdzieś w okolicy szukając jakichś mniejszości etnicznych które by nas przygarnęły na kilka dni.

P1080798 (Copy)

Plan o tyle spontaniczny co błyskawiczny i trochę szalony bo nie byliśmy absolutnie do tego przygotowani. Wróciliśmy do dziadków RR i zaczęliśmy szybko szukać informacji o tym jak dostać się na granicę, ja zacząłem zapisywać listy zwrotów w języku lao, oraz robić listę hosteli w miejscowościach które powinno nam się udać odwiedzić.

P1080808 (Copy)

Gdy już uznaliśmy że jesteśmy przygotowani poszliśmy spać. June na dół, a ja na górę. W rodzinach Dai mężczyźni nie tylko nie śpią w jednym pokoju z kobietami, nie śpią z Nimi nawet w jednym domu. A tradycje trzeba szanować.

P1080767 (Copy)

Mohan

P1080833 (Copy)

Z samego rana pożegnaliśmy się z dziadkiem RR i ruszyliśmy na autobus do miejscowości Mengla wymienianej jako pierwsze miasto po chińskiej stronie granicy. Nieprawda. Pierwszym miastem, czyli miastem w którym znajduje się przejście graniczne jest Mohan.

P1080834 (Copy)

Do Mohan dotarliśmy bez problemu, po drodze kilkoro chińczyków utwierdzało June w przekonaniu że dostanie wizę na granicy, ja o siebie byłem spokojny bo sprawdzałem wcześniej.

P1080846 (Copy)

W końcu dotarliśmy do Mohan i ruszyliśmy na poszukiwanie obiadu. Nikt jednak nie chciał się kłopotać marnymi dwoma duszami skoro przygotowywali obiady na kilkanaście osób. W sumie to nie ma Im się co dziwić.

P1080858 (Copy)

Udało nam się znaleźć knajpkę która posiadała przepyszne nudle do których można było zagryźć limonkę i tak najedzeni ruszyliśmy w stronę granicy. Najpierw w końcu warto się rozeznać co i jak a potem można w ostateczności szukać hotelu.

P1080864 (Copy)

Na granicy okazało się coś czego się nie spodziewaliśmy. June wizy do Laosu na wejściu nie dostanie. Ma dwie opcje, albo wróci do Kunming do ambasady, albo znajdzie kogoś kto mieszka w Laosie i ją ze sobą weźmie.

P1080893 (Copy)

Powrót do Kunming nie wchodzi w rachubę bo to miasto nas oboje odrzuciło, a znalezienie kogoś…właściwie to nie mogliśmy się od tych ktosiów opędzić. Zaporowa okazała się za to cena. 850 RMB, czyli praktycznie wszystko co każde z nas dostało od rodziny RR. Dużo za dużo. Nie tylko hotele windują ceny w okresie Święta Wiosny.

P1080887 (Copy)

Trochę zasmuceni odeszliśmy od granicy i ruszyliśmy w poszukiwaniu hotelu. Ponownie udało nam się znaleźć przyzwoity w niezwykle okazyjnej cenie, którą June jeszcze obniżyła negocjacjami  poprawiając sobie humor, i po zostawieniu rzeczy ruszyliśmy przed siebie w poszukiwaniu przygody. Weszliśmy na jedną górkę i w oddali majaczył nam Laos. Gdybyśmy z niej zeszli przekroczylibyśmy dziką granicę.

P1080914 (Copy)

Las który widzicie na zdjęciach wyglądał niesamowicie, pełen tropik. Palmy, papaje, mangowce…cudowne, cudowne przeżycie.

P1080939 (Copy)

A wracając znaleźliśmy uliczne jedzenie z nudlami na zimno, które było przepyszne.

P1080948 (Copy)

Dzień drugi rozpoczęliśmy późno pomijając śniadanie i ruszyliśmy od razu na kolejną górkę, tym razem z drugiej strony miasta i tym razem oddaliliśmy się od granicy z Laosem, ale las był jeszcze bardziej niesamowity.

P1080960 (Copy)

Szliśmy po takich drużkach że głowa mała, ale widać było że ktoś tam często chodzi. Tak samo jak dnia poprzedniego okazało się ze wejście jest trudniejsze od zejścia, ale widoki to wynagradzają.

P1080990 (Copy)

Nie spodziewałem się że zobaczę takie cuda w Chinach, myślałem że może gdy kiedyś wyjadę do ameryki południowej to je zobaczę, ale jeszcze nie teraz, a tu takie sympatyczne zaskoczenie.

P1080995 (Copy)

I tylko jedna myśl nie przestawała kołatać w mojej głowie ‘kiedy Ona sobie te buty rozwali’. Na szczęście nie rozwaliła i co jeszcze dziwniejsze ani razu się nie przewróciła.

P1090023 (Copy)

Na kolacje udało nam się dostać do restauracji która odrzuciła nas wczoraj, a spróbowaliśmy ponownie bo June słyszała wiele dobrego o pewnym daniu w którym bakłażana nadziewa się mięsem i podaje w sosie pomidorowym.

P1090012 (Copy)

A że June to pomidorowy potwór to wybaczyła restauracji i podeszliśmy po raz drugi. Warto było wybaczyć bo danie było niesamowite, jedno z najpyszniejszych jakie jadłem.

P1090066 (Copy)

P1090065 (Copy)

P1090063 (Copy)

P1090058 (Copy)