Na południe

P1150961 (Copy)

Lijiang zawiodło nas mocno, o wiele lepiej prezentowało się Shuhe, ale i tak postanowiliśmy się zwinąć po dwóch nocach i ruszyć do kolejnego celu naszej podróży czyli Dali.

P1150967 (Copy)

A co to?

Dali, to kolejna ze znanych mniejszych miejscowości słynąca ze starego miasta. W dodatku położona między malowniczymi górami a ogromnym jeziorem.
Historia Dali sięga daleko, w 738 roku wybrano je na stolicę królestwa Nanzhao rozciągającego się od południowo wschodnich Chin aż do północnej Birmy. Królestwo to przetrwało blisko dwa stulecia, by w końcu ustąpić miejsca królestwo Dali w 937. Ono z kolei zostało podbite przez Mongołów w dwunastym wieku.
Obecne stare miasto zostało przebudowane na początku piętnastego wieku i jego wygląd został, mniej więcej, zachowany.

P1150972 (Copy)

Do Dali dotarliśmy wieczorem i pierwsze co rzuca się w oczy to mnóstwo autobusów odjeżdżających z dworca kolejowego w stronę starego miasta. A przyznać trzeba że znajduje się ono o dobrą godzinę drogi od miasta nowego.

P1150987 (Copy)

 

P1150986 (Copy)

P1150978 (Copy)

Lijiang

P1150610 (Copy)

Na początek ruszyliśmy tam gdzie mieliśmy najbliżej czyli do starego miasta w Shuhe. Bardziej starego ponieważ w znacznej mierze jest odnowione, przebudowane i pełne nowych budynków, które jedynie imitują te oryginalne.
To jednak absolutnie nie zmienia faktu że wyglądało cudownie, zwłaszcza wczesnym porankiem gdy nie było tam praktycznie nikogo i można było robić zdjęcia bez tysięcy turystów w tle, lub na pierwszym planie.

P1150620 (Copy)

Żeby lepiej zrozumieć to miasto weszliśmy na pobliską górkę by spojrzeć na nie z wysokości i wyglądało to niesamowicie, zwłaszcza te dachy w połączeniu z gęstą zabudową. Sprawia to wrażenie jakby całe miasto było jednym wielkim domem w którym jedynie pokoje różnią się poziomem.

P1150628 (Copy)
Makaron na ostro

Przez Shuhe płynie rzeka, lub dwie, a wszystkie, ale to absolutnie wszystkie otwarte budynki to albo hotele, hostele, restauracje, lub sklepy dla turystów. Tylko co ciekawe, dla mnie, nie znalazłem tam ani jednego sklepu z telefonami komórkowymi, co jest niespotykane jak na Chiny.

P1150689 (Copy)

Następnie ruszyliśmy do starego miasta Lijiang. Bardziej rozbudowanego, odnowionego i wypełnionego po brzegi sklepami. Wszystko dla turystów.

P1150713 (Copy)

Za to dachy w Lijiang wyglądają jeszcze lepiej.

P1150770 (Copy)

Ulice są wąskie, tak że cztery osoby mogą przejść, ale piąta musi się przeciskać, w dodatku zakrętów, zawijasów jest tyle że można chodzić, chodzić i nie powtórzyć trasy przez dobrych kilkadziesiąt minut.

P1150758 (Copy) P1150757 (Copy)(lewa)Coś słodkiego (prawa) Makaron z wołowiną

Tyle, że Lijiang jest bardziej znane więc wypełnione turystami o każdej porze, więc ciężko o zdjęcia bez ludzi.

P1150791 (Copy)

Zmęczeni tym tłokiem postanowiliśmy wrócić do Shuhe, ale zanim wróciliśmy nie mogłem sobie odmówić lokalnego specjału czyli baba. Ot chlebowy placek, który w miejscu pełnym turystów urósł do miana specjału. Podobnie jak sfermentowane mleko jaka, które podaje się tu na modłę chińską, czyli dosłodzone do stopnia w którym w ogóle nie smakuje jakby kiedyś było w nim coś naturalnego.

P1150798 (Copy)

Wieczorem Shuhe wygląda zupełnie inaczej. Wszędzie ludzie, gwar, mnóstwo zapachów, ale przede wszystkim gwar i…ciężko wrócić do hostelu. Za dnia można się jeszcze kierować na znaną górę, ale wieczorem nie widać już niczego.

P1150806 (Copy)

Tylko po co się spieszyć skoro na głównym rynku rozpalone zostaje ognisko wokół którego ludzie zaczynają tańczyć i można się do nich dołączyć?

P1150948 (Copy)

 

P1150934 (Copy)

 

P1150871 (Copy)

P1150815 (Copy)

Na północ

P1150549 (Copy)

Koniec końców udało nam się tę drogę pokonać i rano zameldowaliśmy się w Kunming, gdzie zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy w dalszą pociągową podróż do miejscowości Lijiang.

A co to?

Lijiang to jedno z najsławniejszych miasteczek w Chinach. Jego historia sięga ponad tysiąca lat, gdy było częścią drogi herbacianej ciągnącej się od Yunnanu do Tybetu. A na dodatek jest niezwykle urokliwe.
Tradycyjnie Lijiang było zamieszkiwane przez ludzi z różnych mniejszości, głównie mniejszości Nakhi.

No dobrze, może nie tyle Lijiang jest sławne co jego stare miasto z cudownie zachowaną architekturą z dynastii Qing (bliżej początku, niż końca jej panowania).

P1150554 (Copy)

W pobliżu znajdują się jeszcze dwa stare miasta, rzadziej odwiedzane, ale nie mniej urokliwe – Shuhe i Baisha.

W dodatku nad wszystkim czuwa pasmo górskie i był to jedyny śnieg jaki zobaczyłem aż do powrotu z domu June do Zhengzhou.

Pierwsze spotkanie z Lijiang przywodzi na myśl dramat. Dworzec oddalony od centrum o dobrych kilka kilometrów, w dodatku połączony z nim trzema autobusami przyjeżdzającymi co 20 minut, a raczej jednym przyjeżdzającym co 20 minut, bo pozostałe dwa nie pojawiły się przez godzinę czekania. Czekaliśmy i czekaliśmy, bo nasz hostel znajdował się w starym mieście w Shuhe. W końcu skapitulowaliśmy i korzystając z trzech połączeń autobusowych dotarliśmy do końca drogi, gdzie czekał już właściciel hostelu, w którym oprócz nas nie było absolutnie nikogo.

P1150578 (Copy)

Znudzeni brakiem porządnego jedzenia, w końcu ileż można jeść baozi, gdy przygotowane zawczasu mięso i makaron z tofu skończyły się dwa dni wcześniej, udaliśmy się do jedynej otwartej jeszcze restauracji gdzie dorwaliśmy ziemniaka z papryką i coś czemu zdjęcia nie zrobiłem więc nie pamiętam. Zapewne jakieś zielone warzywo z czosnkiem. Te dwa dania będą nam towarzyszyć jeszcze przez kilka dni.

P1150582 (Copy)

Zanim przyjechałem do Chin wyczytałem że w każdej restauracji do zamówionego jedzenia podają herbatę i wielokrotnie byłem bardzo zawiedziony gdy herbata okazywała się wodą. W końcu przestałem na to zwracać uwagę, aż do tego dnia, gdy podano nam dzban herbaty. Było nie było to Yunnan słynie z herbaty, a Lijiang było miastem targowym na wspomnianej już trasie herbacianej, więc herbatę tutaj serwują w każdej restauracji za darmo.
Tego będzie mi brakować, bo chociaż wszędzie w Chinach można poprosić o gorącą wodę do picia, to prośba o herbatę, nawet w dużych restauracjach, może wywołać meiyou z ust kelnera.

P1150606 (Copy)

Na zachód

Zanim wyruszyliśmy w podróż planowaliśmy zakup dolarów amerykańskich. I okazało się że lekko nie będzie ponieważ dolarów amerykańskich albo już nie ma w bankach (czterech, okazuje się obcą walutę najlepiej rezerwować, albo przychodzić wcześnie rano), albo w ogóle nie ma. Ostatecznie postanowiliśmy pieniądze wymienić później.

Rok temu ruszyliśmy z Zhengzhou do miejscowości Changsha z której to następnie udaliśmy się do Kunming. Tym razem podjęliśmy wyzwanie pokonania trasy z Zhengzhou do Kunming bezpośrednio. Było to wyzwanie ponieważ podróż pociągiem trwała 34 godziny, co samo w sobie nie jest problemem, są nim natomiast dwie noce spędzone w pociągu.

Właściwie to one także nie byłyby problemem gdyby nie fakt że mieliśmy miejsca siedzące, więc spać nie było gdzie. Skończyło się tak że June drugą noc spędziła na karimacie rozłożonej na podłodze.

Historia herbaty w Chinach

Zgodnie z legendą herbatę odkrył legendarny chiński cesarz i jednocześnie zielarz Shennong (神农) w 2737 roku przed naszą erą.
Legenda głosi że lubił on pić przegotowaną wodę by ją oczyścić, co też czynili jego służący. Jednego dnia w czasie podróży do odległego miejsca przyszedł czas na postój. W czasie gdy służący gotował wodę wpadł do niej suchy liść z krzewu herbacianego. Woda zmieniła kolor na brązowy, ale zmiana ta przeszła niezauważona i wodę podano cesarzowi. Cesarz wypił ją i uznał za bardzo orzeźwiającą i docierającą do każdej części ciała.

To właśnie Shennong nazwał herbatę tu co oznacza sprawdzać. Użyto do tego celu stosowany także obecnie symbol荼, który przedstawia człowieka stojącego nad drzewem, ale pod trawą. Ma to oznaczać równowagę między ludźmi a naturą. Wymowa cha pochodzi z czasów dynastii Han (206 p.n.e. do 220).

Najwcześniejsze, spisane, informacje o spożywaniu jakiegoś naparu pochodzą ze słownika z trzeciego wieku przed naszą erą, czyli z czasów dynastii Zhou (1046-256 p.n.e.)

Wiemy na pewno, że w czasach dynastii Han herbata była stosowana jako lekarstwo. Jej rola zmieniła się najpewniej w czasach dynastii Tang (618-907). Stała się wtedy naparem dostępnym dla wszystkich i przekroczyła granice Chin docierając między innymi do Japonii.

Lao Tzu, filozof, określił herbatę mianem pianą płynnego jadeitu i stwierdził że jest niezbędnym składnikiem eliksiru życia. Legenda głosi że pod koniec życia był tak zasmucony upadkiem obyczajów że wyruszył na zachód do niezamieszkanych, przez Chińczyków, terytoriów. Przechodząc przez granicę został poczęstowany herbatą przez celnika Yin Hsi, który zachęcił go do spisania swoich nauk tak by inni mogli korzystać z jego wiedzy. Tak podobno powstało Dao De Jing.

Dzięki Lu Yu, twórcy pierwszej książki o herbacie – Cha Jing茶經 wiemy że już w 760 roku herbata była spożywana powszechnie.

W tamtych czasach herbata wyglądała i była przygotowywana zupełnie inaczej, przypominała to jak obecnie sprzedaję się herbatę pu-erh. Herbaciane liście sprasowywano w ogromne ciasta, a następnie suszono. Ciasta te, nazywane herbacianymi cegłami były miażdżone w kamiennych moździerzach. Następnie dodawano do nich wody, lub podgrzewano w dzbankach by wypić.

Białą herbatę zaczęto produkować w czasach dynastii Tang. Zbierano ją wczesną wiosną gdy krzewy trawiaste rozwijały się najbardziej, a nowe odnogi przypominały srebrne igły. Te pierwsze zerwane igły były wykorzystywane do tworzenia sprasowanej herbaty.

Sproszkowana herbata stała się niezwykle popularna w czasach dynastii Song (960-1279), wtedy przypominał współczesną matcha, czyli była sproszkowana a następnie ubijana.

Zwyczaj ten praktycznie zniknął w czasach dynastii Yuan (1279-1368), która to starała się zmienić wiele aspektów kulturowych.

To właśnie w czasach dynastii Yuan zaczęto wrzucać suszone liście herbaty i pić ją w ten sposób.

Najważniejsze daty w historii herbaty

  • Od czasów prehistorycznych do końca okresu Wiosen i Jesieni (221 p.n.e.) tu była składana w ofierze
  • Pierwsze uprawy herbaty powstały na terenach południowo zachodnich Chin, współczesnych prowincji Junnan i Seczuan
  • Od końca okresu Wiosen i Jesieni do czasów wczesnej dynastii Zachodnich Han 206 p.n.e. 24 n.e. tu była podawana jako warzywo
  • W okresie Trzech Walczących Królestw premier Chi (547 p.n.e. – 490 p.n.e.) spożywał herbatę z jajkiem.
  • Aż do Epoki Trzech Królestw (220-280) herbata była spożywana jedynie na dworze cesarskim
  • Między 265 a 618 herbata zaczęła być spożywana przez większość Chin.
  • Od czasów dynastii Tang (618-907) herbata jest jednym z niezbędnych rzeczy życia codziennego
  • W czasach dynastii Song (960-1279) herbata stała się jednym z głównych produktów eksportowych

 

Koniec semestru pierwszego

To zapewne będzie ostatnia notka aż do końca lutego, czyli baaaaardzo długo. Znaczy…jakieś notki wrzucę, ale będzie to tak jak rok temu – kącik kulturalny. Tym razem będę Wam opowiadał o herbacie. Parę notek jest już przygotowanych, parę jeszcze muszę napisać.

Jak zapewne pamiętacie jedziemy z June do Laosu, ale najpierw zahaczamy o północną część Junnanu i dopiero z niej spokojnie przemieszczamy się na południe. Jak wyjedziemy 20 stycznia tak wrócimy 17-go lutego, ale tylko na jeden dzień, bo już następnego jedziemy do rodziców June z którymi spędzimy pięć dni w czasie Święta Wiosny. Dla mnie będzie to pierwsze Święto Wiosny spędzone w tradycyjny sposób, bo dwa lata temu wróciłem do Polski, a rok temu z June też byliśmy w Junnanie.

No dobra, tyle o planach, a co to się ostatnio wydarzyło?

Udało mi się dzisiaj oddać wszystkie papierki i dostać pieczątkę od dziekana że jestem wolnym człowiekiem. Spodziewałem się większych problemów, ale wystarczyło jedynie oddać dzienniczki i kartki z wynikami by dostać pieczątkę z jednego biura, a potem pójść do dziekana by dostać drugą pieczątkę. Podobno jestem szczęściarzem że udało mi się to zrobić tak szybko. No tak, może i jestem, a może po prostu nikt inny nie wpadł na pomysł czekania pod biurem od ósmej rano?

Oczywiście studenci dalej się upominali o podwyższenie ocen. Jeden przysłał mi zwolnienie z zajęć sprzed 3 tygodni i chciał żeby Mu to usprawiedliwiło cały semestr…Nie mam słów.
Inny mówił że nie przychodził na zajęcia bo nie miał czasu, musiał się zajmować stowarzyszeniem studentów, ale od następnego semestru będzie już na zajęcia chodził.

Nie mam siły do takich ludzi.

Na szczęście są też studenci którzy są fenomenalni i od takiego jednego dostałem dzisiaj smsa. Napisał do mnie żebym się nie denerwował, że to po prostu różnica kulturowa i studenci w Chinach myślą że mnie urobią.
Nie urobią.

Dzień dziesiąty

P1150509 (Copy)

W którym występuje drama

Zacznijmy od płaczków.
Znowu kilku studentów nie zaliczyło z powodu nieobecności. I znowu kilku, sami faceci, przyszli żebrać o kolejną szansę, podniesienie oceny, czy w ogóle o cokolwiek. I ponownie mówiłem Im żeby sobie dali spokój bo nie będę sajiao tolerował.

P1150514 (Copy)

Płaczek#1
– A ile Ty masz lat w ogóle?
– 22.
– 22 lata i przychodzisz żebrać o ocenę? Student trzeciego roku!
– Ale ja byłem na zajęciach…
– Dobra, dawaj numer telefonu, prześlę Ci zdjęcie z dziennika.

P1150510 (Copy)

Przesłałem i wymiana smsów:
– Byłem na pierwszych zajęciach ale mi nawet obecności nie wpisałeś.
– Bo zaznaczam zadania domowe.
– Ale ja byłem na zajęciach i nawet odpowiedziałem na Twoje pytanie.
– Ale nie było zadania domowego na pierwszych zajęciach.

Płaczek#2

– Ale ja byłem na czterech zajęciach!
– A na ilu miałeś zadanie domowe?
– …
– No, na ilu?
– Na jednych…
– To o czym chcesz dyskutować?

P1150511 (Copy)

A teraz punkt kulminacyjny.
(Wchodzi wysoki student w okularach)
– Dobry, to są pytania.
– To są odpowiedzi.
– Okej, numer poproszę.
– 35.
– I popatrz, nie chodziłeś na zajęcia, ale tak ładnie zaliczyłeś poprzedni egzamin i ten też bardzo ładnie. Chodziłbyś na zajęcia i wszystko byłoby w porządku.
– No tak.
(student wychodzi)
(mijają zajęcia)
(wchodzi średniego wzrostu Student bez okularów i Studentka)
Studentka: To mój kolega, chciałby się dowiedzieć dlaczego nie zdał.
Bart: A jakiż to jest Jego numer?
Student: 35.
B: Co?
S: 35.
Ska: Mówi że jest bardzo zajęty, bo jest przewodniczącym związku studentów i nie miał czasu przychodzić na zajęcia.
B: To nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Uważasz że powinienem traktować GO inaczej bo jest przewodniczącym związku studentów?
Ska: Absolutnie.
B: No widzisz.
S: Tydzień temu nie przyszedłem bo pojechałem do Szanghaju odebrać paszport.
B: Zaaaaraz…Twój numer to 35?
S: Tak.
B: Chcesz mnie oszukać. Przysłałeś tu kolegę który odpowiadał za Ciebie.
(Studentka robi wielkie oczy)
S: Ja nic nie wiedziałam!
(Studentka rozmawia ze Studentem po chińsku, Student spuszcza trochę głowę)
S: Tydzień temu nie przyszedłem, bo pojechałem…
B: Oszukałeś mnie, powinienem pójść z tym do administracji szkoły. Chcesz żebym to zrobił?
S :…
B: Czy mam pójść do Chińskich nauczycieli i powiedzieć co zrobiłeś?
S: Nie…

(kurtyna)

P1150513 (Copy)

Nie ogarniam jak można wysłać kogoś zupełnie niepodobnego do siebie i jeszcze płakać że coś poszło nie tak. Chłopak powinien się cieszyć że nikomu o tym nie powiem bo nawet Jego pozycja by Go nie ochroniła.

Dzień dziewiąty

W którym wszyscy przychodzą.

P1150495 (Copy)

Jednak zanim o dniu dziewiątym, chciałbym napisać coś co mnie strasznie, ale to strasznie rozbawiło wczoraj w English corner, a o czym nie napisałem wczoraj.

– Twój akcent jest trochę inny niż innych nauczycieli.
– No jest, nie da się zaprzeczyć.
– To taka różnica jak między dialektem Henan, a mandaryńskim.
– No niech będzie.
– Bo wiesz, że w każdej prowincji mają inny dialekt, w Henan mówimy inaczej, w Pekinie mówią inaczej, a mandaryński jest jeszcze inny.
– Zasadniczo to za akcent pekiński jest najbliższy standardowemu, może jedynie z tą różnicą, że w nim bardziej akcentują r.
– Nie! Akcent pekiński jest zupełnie inny!
– …No nie. Rząd Chiński wybrał go za standardowy.
(koleżanka tłumaczy po cichu)
– Ach…no tak…masz rację…

P1150501 (Copy)

Żebym uczył Chińczyków jaki to jest Ich język…

Zresztą we wtorek miałam inną sytuację.
(Wszystko po mandaryńsku)

– BlalalaCO?!
– Nie mów po henansku, bo nie rozumiem!
– Nie mówię po henansku.
– CO powiedziałaś po henansku.

I wszyscy w śmiech.

P1150504 (Copy)

A dzisiaj wszyscy się pojawili z czego bardzo, ale to bardzo się ucieszyłem, co więcej udało mi się wszystkich przepytać, co cieszy mnie jeszcze bardziej i nastawia mega, ale to mega optymistycznie na jutrzejszą walkę z największą grupą – 37 studentów. Łatwo nie będzie, zwłaszcza że część nie ma prawa zdać, ale może przynajmniej nie będą mi teraz sajiao że Oni się postarają w następnym semestrze.

P1150507 (Copy)

Ach…dowiedziałem się także że istnieje spora szansa na to że zmienią mi wszystkie grupy, czyli znowu dwa tygodnie witam, nazywam się Bart, pochodzę z Polski, a teraz porozmawiajmy o zasadach…
Zapewne znowu dostanę non-English majors, czyli tych którzy w angielskim się nie specjalizują. Z jednej strony to średnio, bo jednak fajnie byłoby w końcu popatrzeć jaki ten poziom jest naprawdę, a z drugiej…no cóż, przynajmniej pisanie planów zajęć znowu zajmie mi pewnie jeden weekend.

P1150508 (Copy)

Dzień ósmy

W którym przyszli nieobecni z zeszłego tygodnia.

Piszę to jeszcze przed zajęciami i ciągle zastanawiam się co zrobić. Naprawdę nie chcę tych ludzi oblewać, bo tak skończy się wpisanie Im nieobecności, ale…to nie są dzieci które nie rozumieją konsekwencji tego co robią i nie zdają sobie sprawy z tego że za to co się robi należy wziąć na siebie odpowiedzialność.

Z jednej strony rozumiem doskonale dlaczego nie przyszli, w końcu chcieli być jak najdłużej z rodziną, a przynajmniej jak najdłużej odpocząć, ciężko jest dostać bilety na konkretną godzinę, ale też…umawialiśmy się na konkretny dzień i Oni się z tej umowy nie wywiązali.
Uderza to nie tylko we mnie jako prowadzącego zajęcia, który się do tego egzaminu przygotował i teraz zamiast pytać 23 osób, będzie musiał pytać osób 33, ale przede wszystkim uderza w innych studentów, zarówno tych którzy przyszli, jak i tych którzy przyjdą dzisiaj. Ci którzy nie przyszli dostali dodatkowy tydzień na przygotowanie.

Ja tego nie odpuszczę.

W drodze na zajęcia spotkałem małżeństwo które pracuje w tym koledżu już lat co najmniej sześć i mówię Im o mojej sytuacji, a Oni pozostają tym niewzruszeni, rozumieją że dla studentów ten oral English nie jest aż tak istotny. W końcu próbuję Ich wyczuć mówiąc no przecież Ich nie obleję, a Oni zaczynają się śmiać no jasne że nie.

Wtedy dotarło do mnie że oblewanie Ich nie ma najmniejszego sensu. Dla Nich ten przedmiot jest mało ważny, inni nauczyciele po prostu chcą mieć spokój i robić swoje, a koniec końców Ci studenci przyjdą dzisiaj.

No przyszli. Dlaczego nie przyszedłeś/przyszłaś tydzień temu?
– Nagły wypadek
– Chciałem/am do domu
– Nie było mnie sześć dni w szkole
– Byłam chora
– Mama miała urodziny
– Pytałem się nauczyciela i mi pozwolił

Powiedziałem Im, że powinienem Ich oblać na miejscu, powinni dostać zero punktów bo nie przyszli. A w końcu powiedziałem że obniżę Im oceny, ale oblać bez powodu nie obleję. Wszyscy zarobili po szóstce, na dziesięć, co niektórych nie zadowoliło, ale nikt nie dyskutował.

Przepraszali mnie wszyscy którzy się nie pojawili tydzień temu, a nawet kilka osób z grupy dzisiejszej.
A ja tym nieobecnym, tydzień temu, powiedziałem że myślałem że są dorośli, ale srogo mnie zawiedli i tak naprawdę to są dziećmi.

Dzień siódmy (jeden mi uciekł)

P1150488 (Copy)

Mam naprawdę niesamowitych studentów.
Pisałem o tym już nie raz, ale Oni nie przestają mnie pozytywnie zaskakiwać.

Z racji tego że wszystkie oceny przerzuciłem do ładnego pliku w excelu mogę sobie robić grafiki, tabele i co tylko dusza zapragnie, ale przede wszystkim mogę wyciągać średnie ocen.

P1150489 (Copy)

I bez tego wiadomo że średnia ocen grup w których średnia ocen z obecności jest niska będzie niska, a tak w której ta pierwsza jest wysoka będzie wysoka. Nie wiedziałem za to która grupa ma najwyższą średnią ocen i…trochę się zaskoczyłem gdy okazało się że nie jest to ta fajna grupa z ZZL (Zarządzania Zasobami Ludzkimi) a jest to grupa z marketingu.

Zaskoczyło mnie to, ale potem pomyślałem i doszedłem do wniosku że faktycznie tak będzie, bo o ile w ZZL są świetne jednostki, to jednak w M też jest parę jednostek świetnych i co najważniejsze Ci najsłabsi nie odstają aż tak bardzo.

P1150490 (Copy)

Dzisiaj z jednym ze studentów rozmawiałem w czasie egzaminu o wojnie na Ukrainie. Stwierdził że bardzo interesuje Go sytuacja na świecie i czy nie obawiam się że Polska zostanie zaatakowana przez Rosję.

Nie zaskoczyło mnie tyle to że o to zapytał, bo jednak parę osób się już kiedyś o coś podobnego pytało, niektórzy Chińczycy są faktycznie mocno zainteresowani polityką i tym co się dzieje na świecie. Zaskoczyło mnie za to to jak dobrze posługiwał się angielskim. Wiedziałem że jest dobry, ale nie wiedziałem że aż tak.

P1150492 (Copy)

A reszta studentów też na poziomie, w dodatku pytali się czy będę Ich dręczyć w kolejnym semestrze bo bardzo by chcieli. Ja mogłem tylko się uśmiechać i mówić to zawsze mówię w połowie roku nie wiem. W Chinach to już taki standard, że nigdy się niczego nie wie. Niestety.
Podobno nauczyciele od angielskiego mówionego są przenoszeni co semestr do innych grup, co ma bardzo dużo sensu bo jest nas na tyle że można poprzenosić, studenci nie przyzwyczajają się do jednego akcentu i jednego trybu zajęć, jak komuś student podpadł to nie będzie problemów po raz drugi, czyli z punktu widzenia zarządzających są same plusy.
Dla prowadzących to w sumie też nie jest aż taka zła sytuacja bo można poznać więcej osób, zacząć od nowa, spróbować kilka nowych sztuczek związanych z rozpoczynaniem zajęć, tyle tylko że traci się tych studentów z którymi jakąś się tam wieź nawiązało i znowu trzeba przechodzić przez dwa tygodnie Witam, nazywam się…a teraz porozmawiajmy o zasadach zachowania.

P1150493 (Copy)