Zimno

P1050590 (Copy)

Lubię zimę. Prawdę mówiąc to z zimą radzę sobie całkiem nieźle. Wkurza mnie roztopiona śnieg w postaci ciapy, irytuje mnie lód na którym można się wyrżnąć i połamać, do szału doprowadza mnie śnieg sypiący prosto w twarz, ale to bardziej z powodu wiatru. Gdyby wykluczyć z zimy roztopiony śnieg i paskudny lód to mógłbym ten wiatr przeżyć. Czyli zostaje nam kraina wiecznego śniegu i powiedzmy nieśliskiego lodu.  Ach tak…zapomniałbym o jeszcze jednym aspekcie – zimno.

Zimno…zimno to stan umysłu. Z zimnem można sobie poradzić, można się wytrenować, powiedzieć że zimno jest wtedy gdy…coś i trzymać się tego punktu. Ja na przykład za ten punkt uznaję zamarzające wąsy w czasie zimowego spaceru. Pod samym nosem zamarzają dość szybko, ale na bokach już rzadko. Zimno jest gdy…muszę podskakiwać żeby się rozgrzać, albo gdy nos mi zamarza.

P1050591 (Copy)

W Changchun do tej pory nie było mi zimno. Parę razy chłodno, w środę trochę w czasie lekcji (takie smutne wspomnienie Jiawang), ale ogólnie rzecz biorąc to temperatury są tutaj w porządku. Do dzisiaj.
Dzisiaj zamarzł mi nos, a rozmawiając wieczorem z Bryanem musiałem podskakiwać bo było zimno. Gdy słońce już zajdzie -15 stopni to prawdziwe -15.

P1050592 (Copy)

Lubię zimę także dlatego że jak się człowiek gdzieś rusza to nie musi bać się deszczu, jak spadnie śnieg to trudno, ale nie jest on aż tak uciążliwy jak te powodziowe deszcze na południu Chin. Owszem, utrudnia życie, ale przedzieranie się przez niego w ciepłych spodniach jest nieporównywalnie przyjemniejsze niż skakanie po kałużach. Nie trzeba więc patrzeć na prognozę pogody i wydawać kasy na wodę, trzeba jedynie ciepło się ubrać i można się szlajać.
Teraz tak piszę a jak przyjdzie do mojego podróżowania w styczniu to mi pewnie mina zrzednie.

P1050596 (Copy)

Tak mnie naszło dzisiaj na pisanie o zimnie nie z powodu tych zamarzających wąsów, czy skakania przed Bryanem, ale ponieważ…zgubiłem rękawiczkę. Ta myśl napełniała mnie grozą od samego początku noszenia ich w kieszeni. Bałem się że w końcu jedna  z nich wypadnie i będzie chciała gdzieś zostać. Bałem się, a mimo to nic nie zrobiłem by temu zapobiec…W końcu stało się. Rano sprawdziłem czy są obie i nie…brakowało lewej. A przecież nie pójdę tylko w prawej. Z szafy wyciągnąłem parę zapasową i poszedłem do kolegium. W myślach kołatało mi tylko co zrobiłem wczoraj i gdzie ona mogła upaść, a potem gdzie kupić następną tak ciepłą. Tyle myśli tłukło się ze sobą w głowie, złość na siebie, niepewność związana z rozmiarem i nutka nadziei…
Nadzieja nie okazała się płonna, zabicie kury nie nadszarpnęło widać mojej karmy za bardzo bo rękawiczka leżała na drugim piętrze na parapecie. Ktoś ją znalazł i zostawił. Dziękuję.

Chiński kącik historyczny

Masakra w Nankinie,南京大屠杀, to określenie czynów dokonanych przez Cesarską armię Japonii w latach 30-ych.

Japończycy zdobyli Nanjing (Nankin, bleh) 13 grudnia 1937 roku po uprzednim zdobyciu Szanghaju, Suzhou, oraz Hangzhou.

Kolejnych sześć tygodni to jedne z najbardziej krwawych i haniebnych akcji w poprzednim stuleciu.
Zamordowano setki tysięcy (jak podają chińskie źródła – Bart) chińczyków w tym żołnierzy pozbawionych broni i cywilów, w tym kobiety i dzieci.

Morderstwa były niezwykle brutalne. Masowo dźgano ludzi bagnetami, rozstrzeliwano, zakopywano żywcem czy podpalono benzyną.

Chińskie źródła mówią także o konkursie w zabijaniu polegającym na zabiciu jak największej ilości osób bez przerwy. Mówi się tu o wynikach rzędu 105-160 osób.

Ulice wypełniła krew, doszło do ponad dwudziesty tysięcy gwałtów, a wiele kobiet zostało następnie zabitych.

Jak podają dane Międzynarodowego Daleko Wschodniego Sądu Wojskowego wciągu sześciu tygodni zabito sto dziewięćdziesiąt tysięcy osób, a kolejnych sto pięćdziesiąt tysięcy zabito w kolejnych tygodniach.

Gdzie teoria spotyka się z praktyką

P1050560 (Copy)

Odpuściłem dziś siłownię z myślą że uda mi się kupić piersi z kury.
I udało! Naprawdę się udało! Co prawda wszedłem na targ i nie było wyłożonych, ale Pani rozpoznała mój błądzący wzrok i zaczęła szukać w zamrażalce i wyciągnęła jedną paczkę i zapytała czy o to mi chodzi? Nieśmiało zapytałem dwie? I znalazły się dwie paczki, a potem już zupełnie z niedowierzaniem zapytałem trzy? I oto pojawiła się trzecia paczka. Także trzy kilo piersi z kury wylądowały w mojej zamrażalce! Serce me wypełnia radość.

P1050561 (Copy)

Następnie udałem się kupić bilet na autobus do Baihe, pomimo ostrzeżeń Ani że bilet można kupić dopiero 24 godziny przed odjazdem. Kto wie, może i jest to prawda w Baihe, ale nie w Changchun. Poza tym to Chiny i nie zawsze wszystko działa dokładnie tak samo. To trochę jak w tym żarcie gdy teoria jest wtedy kiedy wszystko wiemy i nic nie działa, a praktyka gdy nic nie wiemy ale wszystko działa.

P1050577 (Copy)

W Chinach łączą się teoria z praktyką i nic nie działa i nikt nie wie dlaczego. Także bilet udało mi się kupić bez problemu, przerażają mnie tylko ceny biletów autobusowych w tym kraju, wcale nie jest to wygodniejsze od pociągów, wolniejsze, w zimę jeszcze mniej bezpieczne, a cenowo kilkakrotnie droższe.

P1050563 (Copy)

Na sczęście kupowanie biletów autobusowych nie różni się wiele od kupowania biletów kolejowych dlatego też spokojnie mogę wybierać teraz także trasy autobusowe. Nie ma ich wiele, to prawda, ale jest kilka miejsc do których kolej nie dojeżdża, a które są warte zwiedzania. Czy uda mi się tam dojechać w czasie dwumięcznej przerwy międzysemestralnej to nie wiem, ale z pewnością będę mieć takie miejsca na uwadze.

P1050564 (Copy)

A potem wsiadłem w autobus powrotny…Po czym z niego wyszedłem i postanowiłem iść pieszo, a następnie znowu wszedłem i jechałem dalej…czasem jestem jak kot który z domu wychodzi, wraca, wychodzi i znowu wraca…Następnych 60 minut spędziłem stojąc na schodach w autobusie rozmawiając co kilka minut z Wendy która informowała mnie że Tom czeka na mnie z paczką i wypłatą pod kolegium. Mieliśmy spotkać się dopiero dwie godziny później, ale kto by się takimi rzeczami przejmował, prawda? Nie będę narzekać, jest paczka z Polski i jest wypłata, wpłacona już na konto w banku, także wszystko w porządku.

P1050577 (Copy)

Środa

P1050544 (Copy)

Na początek chciałbym Was przeprosić bo dzisiaj apdejtu z Harbinu nie będzie. Na to przyjdzie Wam poczekać, mam nadzieję że niezbyt długo, ale najzwyczajniej w świecie nie wiem jak długo. Może uda się już dzisiaj zacząć pisać, może dopiero jutro. Jedno jest pewne, zrobię wszystko co w mojej mocy byście dostali te notki z trzech dni jeszcze przed moim wyjazdem do Baihe, bo jak przyjdzie mi nadrabiać i ten wyjazd i tamten to sobie najzwyczajniej w świecie nie poradzę.

P1050547 (Copy)

Także środa. Środa jak to środa, prawie jak poniedziałek, ale nie do końca. Zajęcia spokojnie lecą i mijają, a śnieg za oknem prószy. Studenci smutni i źli bo dzisiaj jest zimno. I to już tak naprawdę zimno, tak zimno jak gdy w Polsce jest zimno. TO już nie to samo co parę dni temu, dzisiaj nawet gdy słońce wyszło zza chmur to było zimno. To wszystko zapewne z powodu wczorajszych opadów śniegu, bo jak wszyscy wiedzą, zawsze po deszczu jest chłodniej.

P1050549 (Copy)

By opisać jak jest zimno niech wystarczy za komentarz to, że nawet ja ubrałem polar na moment w czasie zajęć, a normalnie mam na sobie tylko pierwszą warstwę i podkoszulek. Z drugiej strony, w Jiawang zdarzały się dni gdy uczyłem mając na sobie kurtkę. Tak…to jest różnica między południem a północą, tutaj zimy są na dworze irytująco zimne, a na południu zimy w pomieszczeniach są irytujące zimne. Nie do pomyślenia jak dla mnie.

P1050553 (Copy)

Już chyba wiem gdzie się podziały wszystkie kurczaki w Chinach – są nimi karmione tygrysy w Harbinie, bo to przecież niemożliwe żeby nigdzie nie można było dostać piersi z kury…

P1050555 (Copy)

EDIT
A jednak Was nie przepraszam bo udało mi się tę notkę napisać i znajduje się poniżej. Miłego czytania

Niedziela i przegapione #15

Spróbuję ten wpis podzielić na trzy części, bo mniej więcej tyle dni w Harbinie spędziłem.

Niedziela

P1040720 (Copy)

To właściwie pół dnia, bo gdy dojechaliśmy było już ciemno. W pociągu poznaliśmy, często będę używać liczby mnogiej bo w końcu jechałem z Bryanem, Kimi czyli studentkę anglistyki, a w przyszłości nauczycielkę tegoż języka. O tyle nieśmiałą, że nie podeszła do mnie tylko do Bryana zapytać się czy może ze mną porozmawiać.

P1040730 (Copy)

To zdumiewające że ludzie tutaj potrafią podejść do zupełnie nieznanej osoby która wygląda podobnie do Nich i zapytać o coś takiego, a nie potrafią podejść do zupełnie nieznanej osoby która nie wygląda podobnie do Nich. Okazało się że Kimi studiuje z Harbinu, ale pochodzi z miasteczka pod rosyjską granicą, gdzie jest jeszcze zimniej niż w Harbinie. Nie dziwota.

P1040744 (Copy)

Naszego zarezerwowanego hotelu nie znaleźliśmy bo był w jakimś dziwnym miejscu, a ja znalazłem inny adres niż ten który miał Bryan zapisany, także skończyło się na hotelu innej sieci, ale także porządnym.

P1040755 (Copy)

Wieczorem ruszyliśmy w stronę głównej ulicy, zamienionej obecnie w deptak. Wbrew zapowiedziom nie była pełna ludzi. Wokół mnóstwo urokliwych kamieniczek i już na pierwszy rzut oka widać było że to nie jest chińska architektura, można było poczuć się przez moment jak w Europie. Z tą drobną różnicą że bruk nie był wydeptany ani wyjeżdżony więc chodzenie po nim było okropnie niewygodne.

P1040760 (Copy)

Ludzie przechadzali się w te i we w te zajadając się lodami, oraz kiełbasami zrobionymi na modłę europejską, a w rzeczywistości nie mającymi w smaku z europejskimi kiełbasami wiele wspólnego.

P1040792 (Copy)

Tylko kto by tam tak naprawdę poczuł różnicę. Na kolację poszliśmy do małej knajpki niedaleko hotelu, a w niej uprzejmy kucharz nie zadawał zbyt wiele pytań, Bryan sobie z Nim trochę pogadał, pośmiali się, a ja się tylko przysłuchiwałem.

P1040819 (Copy)

Poniedziałek

To był naprawdę długi dzień. Spędziliśmy około 10 godzin na chodzeniu, ale było warto. Naszym pierwszym i głównym celem była katedra Świętej Zofii.

P1040845 (Copy)

Wybudowaną ją w 1907 roku z drewna jako duchowy symbol nowego miasta. W 1921 w liczącym trzysta tysięcy mieszkańców Harbinie zamieszkiwało sto tysięcy Rosjan.

P1040876 (Copy)

Od 1923 do 1925 trwały prace rekonstrukcyjne których efektem jest obecny wygląd katedry.

P1050152 (Copy)
Rzecz jasna w czasach Wielkiego Kroku Naprzód (1957-1961), oraz Rewolucji Kulturowej (1966-1976) katedra była zamknięta.
W 1996 uznano ją za pomnik architektury i wydano dwanaście milionów juanów na jej odnowę.

P1040877 (Copy)

Z zewnątrz wygląda fenomenalnie, tak jak można się tego spodziewać, bez dwóch zdań jest to symbol miasta, pojawia sią na większości pocztówek i bez najmniejszych wątpliwości jest punktem obowiązkowym dla każdego odwiedzającego Harbin.

P1040881 (Copy)

W środku za to jest to kompletna ruina. Wchodzić zupełnie nie warto, chyba że kogoś interesuje 100+ zdjęć z Harbinu z początków dwudziestego wieku. Odrapane ściany, stare kandelabry, naprawdę nic wartego uwagi. Dokładnie tak jak ostrzegała nas Kimi.

P1040951 (Copy)

Punktem następnym była nowa żydowska synagoga. Najpierw udaliśmy się nad rzekę. Rzekę czarnego smoka od której pochodzi nazwa prowincji której stolicą jest Harbin – Heilongjiang­, czyli dosłownie rzeka czarnego smoka.

P1050123 (Copy)

Oddziela ona od siebie dwie części Harbinu i była całkiem zamarznięta, także można sobie przejść z jednej strony na drugą.

P1040959 (Copy)
Synagogi szukaliśmy z dobrą godzinę, a gdy ją w końcu znaleźliśmy okazało się że jest ona kolejnym muzeum. Po zawodzie jaki sprawiła mi Święta Zofia postanowiłem to odpuścić, bo po co się męczyć na siłę.

P1040961 (Copy)

Ruszyliśmy więc przed siebie zwiedzając starą część miasta. Część budynków była zapuszczana, ale patrząc na nie od razu przypominała mi się architektura w Polsce. Tak daleko, a prawie jak w domu.

P1040989 (Copy)

Ponownie ruszyliśmy przez ulicę centralną, tym razem w środku dnia i też było przyjemnie.

P1050084 (Copy)

Na kolację poszliśmy do rosyjskiej restauracji, która zaskoczyła nas przyjemną atmosferą, oraz do innej rosyjskiej restauracji z której przyszło nam się ewakuować bo atmosfera nas przyjemnie nie zaskoczyła.

P1050098 (Copy)

A na koniec niezdecydowany Bryan spędził półtorej godziny kupując wszelkiej maści prezenty.

P1050110 (Copy)

Poniedziałek

P1050235 (Copy)

Plan na poniedziałek był niesamowicie prosty: park tygrysów syberyjskich i świątynia konfucjanizmu, największa w całych północno wschodnich Chinach.

P1050244 (Copy)

W internecie znajdują się różne drogi opisujące dojazd do parku tygrysów i wszystkie są bardzo skomplikowane. Życie jednak jest o wiele prostsze, wystarczyło bowiem wejść w jeden autobus i dojechać nim do końca linii, czyli praktycznie na drugi koniec Harbinu, a potem przejść się paręset metrów. Żadnych kłopotów.

Wykupiliśmy bilety łącznie z przejazdem w autobusie i…

Kurczę, było warto.

Dla takich widoków:

P1050248 (Copy)

Albo takich:

P1050297 (Copy)

Czy takich:

P1050304 (Copy)

Jeźdżimy sobie samochodem a tutaj po drodze pałętają się, lub grzeją tygrysy, lwy. Czasem z drogi nie chcą zejść, czasem podchodzą do samochodu, niesamowite przeżycie. Porównywalne do tego z Chengdu gdy z bliska zobaczyłem pandy.

P1050323 (Copy)

A potem można sobie pochodzić wokół wybiegów i wygląda to tak jak na tym filmie:

http://youtu.be/Re8wyiiGbrk

Od początku byłem nastawiony że kupię kurę i rzucę ją tygrysom na pożarcie. Bryan był tym niezwykle podekscytowany. Przy pierwszej i jedynej okazji kupiliśmy kurę, którą chwyciłem za skrzydła i niosłem na żer.

P1050449 (Copy)

Skłamałbym mówiąc że nic się we mnie nie ruszyło. Mógłbym napisać że byłem podekscytowany jak dziecko, ale prawdę mówiąc ściskało mnie gdy patrzyłem na tę kurę. Ona sama chyba też wiedziała że to będzie Jej koniec. Ściskało mnie w dołku bo nigdy nie skazałem żadnego stworzenia na pewną śmierć. Odwlekałem ten moment jak tylko mogłem, nawet zrobiłem Jej zdjęcie:

P1050356 (Copy)

A z dołu patrzyło na mnie to:

P1050355 (Copy)

I wrzuciłem Ją do rury…A Ona jeszcze próbowała się skrzydłami zatrzymać, to był najgorszy moment dla mnie.

P1050393 (Copy)

Chwilę potem tygrys chwycił kurę i zaczął uciekać, pozostałe go goniły, ale w końcu się poddały, a on zaczął ją dzielnie obdzierać z piór.

P1050394 (Copy)

P1050530 (Copy)

Masa zdjęć, super przeżycie, tylko jakoś tak już inaczej niż przedtem…

P1050413 (Copy)

Do świątyni dojść się nam nie udało, Bryan był zmęczony i ewidentnie nie chciał tam iść, cóż, ja tam jeszcze wrócę więc to nie był problem.

P1050430 (Copy)

Poszliśmy szukać księgarni, ale polegliśmy i pokonani wróciliśmy do Changchun.

P1050540 (Copy)

Sobota

P1040676 (Copy)

I znowu nie było piersi z kur…
Były natomiast mieszkania z balkonami na sąsiedniej ulicy, nie mogłem więc odpuścić sobie okazji by tam wejść i zrobić kilka zdjęć z góry:

P1040692 (Copy)

Wygląda to tak jak wygląda, czyli nie za ciekawie. W gruncie rzeczy to nie spotkałem jeszcze nikogo kto przyjechał z innej części Chin i powiedział że to miasto jest ładne.

P1040682 (Copy)

Obojętnie czy pytam uczniów którzy przyjechali z drugiego końca kraju, czy też ludzi na siłowni z tej samej prowincji, ale innego miasta. Nikomu się Changchun nie podoba.

P1040679 (Copy)
Ja sam spodziewałem się czegoś zupełnie innego. W zamyśle ta droga prowadząca przez całe miasto to super pomysł, ale w praktyce średnio się to sprawdza jak dla mnie.

P1040689 (Copy)

Zwłaszcza w godzinach szczytu. Owszem, na wiosnę gdy wyciągnę meridkę to będzie super bo nie będzie przede mną żadnych zakrętów, ale na razie jest to dość kłopotliwe. Fajne są te ronda rozchodzące się na kilka innych ulic, dzięki czemu orientowanie się w tym mieście nie jest zbyt trudne, czuć jednak że coś jest inaczej niż w innych miastach.

P1040684 (Copy)

Nie jest to miasto budowane na wzór prostokąta jak te stare miasta na południu, lub nowe budowane na wzór starych. Changchun to miasto zbudowane na modłę japońską. Z ‘dużą’ ilością parków i zieleni. ‘Dużą’ bo dla mnie są to ilości znikome. Mam tylko nadzieję że gdy semestr się skończy będę mieć okazję ruszyć gdzieś w głąb miasta i trochę je lepiej poznać.

P1040697 (Copy)

Owszem, nie traktuję je jako domu, a zaledwie jako mieszkanie, ale gdy mam przed oczami Bryana, który pracuje tu trzeci semestr a nie wie nawet gdzie jest dworzec to trochę mi mina rzednie. Nie powinienem Go krytykować bo w sumie po tych kilkunastu miesiącach mój chiński jest w dalszym ciągu żenujący, ale w tym semestrze naprawdę, ale to naprawdę się poprawił, głównie dzięki moim studentom którzy ciągle próbują do mnie mówić po chińsku. A Bryan dowie się jutro gdzie jest dworzec.

P1040700 (Copy)

Jutro ruszamy z Bryanem do Harbinu i będzie to pierwsza z kilku nadchodzących krótkich podróży. Mam taki plan malutki by cały styczeń spędzić wyjeżdżając gdzieś do okolicznych miast i miasteczek. Styczeń to dość kiepski pomysł na zwiedzanie północno wschodnich Chin, ale skoro nie mam zajęć to co zrobić w tym zimnym i bezśniegowym mieście?

Sprawdziany #3

P1040670 (Copy)

Taki obrazek, bo mi się udało po chińsku pogadać chwilę w czasie ostatnich zajęć. Nakreślę tylko sytuację: Mao Jin, czyli jeden z moich ulubionych studentów zawsze przychodzi na zajęcia, choćby nawet miał się spóźnić 40 minut załatwiając coś innego to przyjdzie. To są już ostatnie zajęcia w piątek więc przymykam na to oko, bo zdarzyło się do tej pory raptem raz. Z reguły przychodzi ze swoim kumplem, który też czasem na siłownię wpadnie, a dzisiaj wpadł do klasy, ale już bez swojego druha.
– Mao Jin zai naer? (Gdzie jest Mao Jin?)
– Home (w domu)
– Zhendema? (Naprawdę?)
– Zhende! (Naprawdę!)
No to siadaj. Szło tej klasie dzisiaj jak po grudzie, niektórzy naprawdę całkowicie olali te tematy i mają to wszystko kompletnie w nosie, ale pojawił się za to jeden student…

P1040671 (Copy)
Nie mogłem w to uwierzyć, siedział z tyłu, w samym kącie, taki typowy odpieprz się pan panie, dostał trzy kartki z pytaniami i prawie nic nie potrafił powiedzieć, ale gdy zaczął czytać pytania…szczęka mi opadła…chłopak czytał z najczystszym akcentem jaki słyszałem u nie urodzonego w jakimś kraju anglojęzycznym osobnika. To było niebywałe, aż mi się głupio zrobiło bo sam wiem doskonale jak mówi i wiem że swojego wschodnio europejskiego akcentu się już nigdy nie pozbędę, zwłaszcza w Chinach, a On z takim akcentem, tym najtrudniejszym, dla mnie, elementem radzi sobie doskonale. Tylko co z tego skoro zdania składa jakby dopiero co zaczął się uczyć.
Oczywiście musiałem zwrócić na to uwagę Chloe, która powiedziała że przeżyła taki sam szok parę dni wcześniej gdy dała mu kilka zdań do przeczytania w czasie swoich zajęć. Okazało się, że Jego rodzice wynajmowali nauczycieli by Go nauczyli, ale wszyscy ponieśli klęskę. Czegoś jednak chłopaka nauczyli – akcentu. To chyba najłatwiejsza rzecz dla chińczyków, biorąc pod uwagę że Ich struny głosowe są ukształtowane w zupełnie inny sposób to takie naśladowanie akcentów nie powinno być dla nich żadnym wyzwaniem. W jakimkolwiek języku.

P1040672 (Copy)

Dzisiaj zakończyłem sprawdziany i z radością wyrzuciłem karteczki z pytaniami, to była męka. Nie mogłem wszystkich pomęczyć tak jak chciałem i już wiem że w czasie egzaminu też nie będę tego mógł zrobić. Trudno, zrobię to najlepiej jak potrafię.

Wiem, znowu bez zdjęć, ale jutro już się poprawię.

Sprawdziany #2

Nie wiem jak to będzie za dwa tygodnie gdy przyjdzie pora na najważniejszy egzamin semestru. Nie mam najmniejszego pojęcia. Dzisiaj, tak jak i wczoraj muszę się spieszyć z rozmowami, a chciałbym niektórych bardziej przycisnąć, dłużej pogadać, zobaczyć co jeszcze potrafią, a nie mogę. Wszystko muszę robić po łebkach byle tylko zdążyć. Zastanawiam się nawet czy nie podzielić tego na dwa tygodnie, ale Oni na pewno też chcieliby się spokojnie pouczyć przed swoimi egzaminami które mają w pierwszym tygodniu stycznia.

P1040650 (Copy)

Jutro porozmawiam o tym z Chloe, zapytam co Ona o tym myśli i zobaczymy, może coś się Nam nasunie wspólnie.  Osobiście uważam że najlepszym rozwiązaniem byłoby rozbicie tego na dwa tygodnie bo miałem kilku uczniów gdzieś na samym dnie i chciałbym Im trochę pomóc, żeby się czegoś nauczyli przynajmniej. Chociaż tego zakichanego how are you toda; Fine, thank you and you?

I to nie jest tak że Oni są głupi, są leniwi, strasznie leniwi, skoro na sprawdzian z 32 uczniów melduje się 22 (klasa liczy 36 osób, ale 4 były chore), już mogę zrozumieć olewanie lekcji, ale sprawdzianów? To już lekka przesada. No cóż, teraz mam nazwiska i oceny, więc jakiś to wpływ na ostateczną ocenę mieć będzie. Nie powinno mnie to ruszać, ale rusza, bo o ile do braku zdolności językowych się nie przyczepię, tak lenistwo mnie wkurza.

Dobrze, nie wkurza. Smuci. Tak samo jak patrzenie na 30 osób z których 15 śpi, 8 ogląda filmy (pomimo ciągłych uwag), a 7 patrzy ale nic nie rozumie. I to niezależnie od modulacji głosu, zwrotów akcji, mówienia szeptem, krzyku, prób przeprowadzania gier, rozmów jeden na jeden, czasem najzwyczajniej w świecie nic nie działa. I to jest smutne. Ponownie, nie powinno mnie to ruszać, ale rusza, bo nie wiem jak sobie z tym poradzić. Asystentka śpi, studenci śpią, a część bidaków patrzy się na mnie chociaż nic nie rozumie i mi się smutno robi bo gdzieś podświadomie czuję że Ich to wcale nie interesuje, ale nie są tacy jak dziewczyny i nie śpią. Trzymają się dzielnie.

Sprawdziany #1

P1040642 (Copy)

Środy są pełne akcji, pisałem o tym już wielokrotnie, bo nie jest to akcja znana z Jiawang gdzie z dzieciakami przebywałem cały dzień, rozmawiałem i jeszcze miałem czas na jakieś przemyślenia. Tutaj środą są pełne akcji w inny sposób. Akcja tutaj oznacza zajęcia, autentyczną próbę nauczenia czegoś. Nie zawsze takie próby kończą się sukcesem, ale przynajmniej próbuję.

Dzisiaj nawet tych prób nie było bo były sprawdziany.  Sprawdzian o tyle inne, że ustne i trwające pełne 90 minut, a za każdym razem obawiałem się że nie zdążymy. Walka z czasem będzie nie lada wyzwaniem w tym tygodniu. Zwłaszcza gdy patrzę na ilość zadań które przyjdzie mi sprawdzić przed wyjazdem do Harbinu. Będzie ciężko się z tym wszystkim zmieścić do soboty, ale spróbuję i powinno być dobrze.

P1040643 (Copy)

Studenci dostali zadania które lubię czyli musieli napisać coś o swoim marzeniu, ale jeszcze nie miałem nawet okazji by się temu przyjrzeć. Jeżeli tylko znajdę tam coś ciekawego, a znajdę na pewno bo to fascynujący młodzi ludzie to się z Wami podzielę. Dzisiaj, na szczęście, nie ściągali chamsko, ale sobie ładnie pomagali, gdy widziałem co się dzieje to uwagę zwracałem, ale wszystkiego nie zobaczę. Nie mam też pretensji, bo w końcu ten przedmiot nie jest dla Nich ultra ważny. Co prawda to że nie jest ważny nie znaczy że nie powinien być traktowany jako istotny, ale widać mentalność studentów udziela się mentalności wykładowców, albo wszystko zaczyna się jeszcze od dyrekcji . Dość powiedzieć że zdjęć z konkursu na przemowę dalej niema na stronie, która jest aktualizowana kilka razy na tydzień.

P1040640 (Copy)

Kilkoro studentów zaskoczyło mnie dzisiaj ogromnie, kilkoro zaskoczyło mnie trochę, ale wszyscy zaskoczyli mnie na plus. Poradzili sobie z najprostszymi pytaniami i teraz wiem że przynajmniej zapytani o imię i samopoczucie sobie poradzą. Wiele więcej mi nie potrzeba. Owszem, nie pogniewałbym się gdyby się nauczyli jeszcze czegoś czego Ich uczyłem, ale w gruncie rzeczy nie oczekuję zbyt wiele. Grunt że uczą się czegokolwiek i jakieś tam postępy, w moich oczach, robią.

Oczekiwania

P1040630 (Copy)

Możliwe że jednym ze sposobów na dotarcie do oświecenia jest porzucenia wszystkich pragnień. W jednym ze świętyc pism buddyjskich znajduje się mniej więcej takie zdanie:

Lepiej żyć samotnie niż mieć głupca za towarzysza; kroczyć samotnie, bez grzechu, bez pragnień, jak słoń w lesie.

Możliwe że to pragnienia, oczekiwania, czy jakkolwiek je nazwiemy nas ograniczają, nawet mamy w Polsce przysłowie z tym związane z tym poniekąd: lepiej się słodko zaskoczyć niż gorzko zawieść. W gruncie rzeczy sprowadza się ono do tego żeby nie oczekiwać, nie spodziewać się czegokolwiek, nie robić sobie żadnych nadziei. A teraz to samo zdanie z wydźwiękiem pozytywnym: uczy nas by brać życie takim jakim jest, nie wymagać więcej niż nam potrzeba, uczyć się żyć z tym co mamy i cieszyć się z tego co się pojawia, a nie oczekiwać ciągle więcej i więcej.

P1040618 (Copy)

Wiele jest w tym prawdy, ale w dzisiejszym świecie ciężko jest się pragnień wyzbyć. Prawdopodobnie nigdy nie było to łatwe inaczej nie byłoby nie pożądaj żony bliźniego swego ani żadnej rzeczy która jest jego, ani nie nauczaliby o tym w taoizmie czy buddyzmie. Możemy mówić, że teraz jak nigdy mamy mnóstwo rzeczy które pragniemy, ale zapewne zawsze tak było i jednie rzeczy się zmieniły. Może kiedyś była to nowa motyka, a teraz nowy telefon, ale to ciągle rzecz.

P1040623 (Copy)

Podobnie sprawa ma się z uczuciami, są uczucia których też ciągle pragniemy i gdy to pragnienie nie zostanie spełnione pojawiają się problemy i to już trochę poważniejsze niż te związane z rzeczami. Niemożliwość uzyskania spełniania w przypadku uczuć jest bardziej szkodliwa dla naszego zdrowia niż w przypadku rzeczy. A w przypadku spełnienia nie zawsze daje tyle satysfakcji. Podobno.

Ciężko to wszystko objąć w jakieś naukowe ramy, na pewno każdy z nas ma doświadczenia w których na coś czekał, spodziewał się czegoś, a to coś się nie wydarzyło, albo gdy chcieliśmy czegoś czego zdobyć nie mogliśmy. Z rzeczami jest o tyle łatwiej że można, w pewnym wieku, pójść do pracy, zaoszczędzić i w końcu to coś kupić, co prawda wtedy zapewne to coś będzie już przestarzałe i będziemy chcieli nowe coś, ale kto by się tym przejmował na początku drogi.

P1040606 (Copy)

Dzisiaj, po raz kolejny, przekonałem się jak wiele jest prawdy w tym że lepiej się słodko zaskoczyć niż gorzko zawieść, ponieważ smog zasłonił dzisiejszy zachód słońca i zamiast widoków znanych z dwóch poprzednich dni niebo wyglądało o tak:

P1040614 (Copy)

Harbin podobno wygląda niewiele lepiej, mam tylko nadzieję że w niedzielę będzie tam w miarę w porządku bo  chciałbym tam coś kurczę oprócz smogu zobaczyć.

Pierwszy dzień wolny

P1040534 (Copy)

Plan na dzisiaj był całkiem prosty: zrobić to co robię zawsze w poniedziałek, czyli siłownia, zakupy, a do tego spróbować kupić słuchawki.

P1040540 (Copy)
Prawdę mówiąc to wstrzymałbym się jeszcze z zakupem słuchawek gdyby nie to zamarznięte jezioro z wczoraj. Napełniło mnie taką energię że postanowiłem ponownie przez nie przejść by dojść do ronda na którym znajduje się Carrefour. Dokulałem się do sklepu z myślą że może znajdę tam coś w miarę normalnego, bo nigdy nie wiadomo co się kryje w chińskich odpowiednikach zachodnich sklepów.

P1040558 (Copy)
W Carrefourze, którego chińska nazwa oznacza dosłownie skrzyżowanie, były pustki. Parę proszków do prania, ale ogólnie to sklep wyglądał jakby był przygotowywany do zamknięcie, oczywiście te same zielone kasy jak w Polsce i zapewne wszędzie indziej na świecie, ale te pustki mnie przeraziły, zresztą cała galeria była opustoszała. Przy wejściu widniała tablica z trzema najlepszymi sklepami z których żaden już nie był otwarty…Tragiedia.

P1040560 (Copy)

A skoro Carrefour mnie zaskoczył, postanowiłem chwycić autobus i podjechać na dworzec by poszukać czegoś w okolicy. Jak postanowiłem tak uczyniłem, na dworzec nie dojechałem bo dotarłem do miejsca gdzie znajduje się kilka sklepów elektronicznych, takich chińskich media marketów tylko że na kilku piętrach i postanowiłem się porozglądać za słuchawkami.

P1040562 (Copy)

Znalazłem idealne, z niechińskiej firmy (chociaż to bez znaczenia bo i tak robione w Chinach) zakładane za uszy. Reszta mnie nie obchodzi. Nie jest dla mnie to jaką mają moc, jak sobie radzą z dźwiękiem, dla mnie liczy się tylko długość kabla i to jak się je zakłada.

P1040588 (Copy)

Cenowo były super, znacznie poniżej budżetu, także chciałem je wziąć, ale jak to bywa w sklepach tego typu w Chinach, trzeba podejść do Pani, Pani da karteczkę z która trzeba iść do kasy, w kasie trzeba zapłacić i dopiero z kwitkiem można odebrać przedmiocik. Przesympatyczna Pani Chinka sama podeszła do mnie i poszliśmy do kasy.

P1040582 (Copy)

Tam okazało się że cena jest inna, dużo wyższa niż zakładana. Postanowiłem więc wrócić na dół i wziąć inne. Z dłuższym kablem, ale nauszne. Całkiem nauszne, olbrzymie. Nie wiem jak w tym będę biegał jutro, ale hej, wszystko przede mną.

P1040570 (Copy)

Z powrotem postanowiłem wrócić autobusem, ale pech chciał że idąc poruszałem się szybciej niż one jadąc, stwierdziłem więc że przejdę się wieczorem po jeziorze. W końcu mi się spodobało, w końcu odnalazłem w tym mieście coś co mnie nie odrzuca całkowicie i nie sprawia że jest dla mnie szare w szarym.

P1040579 (Copy)