Piątek

P1140385 (Copy)

I koniec. Pierwszy raz od roku piątek jest dla mnie początkiem dwudniowego weekendu. Jest to uczucie dawno zapomniane i prawdę mówiąc niezwykle mi z tego powodu wszystko jedno. Pisałem już wielokrotnie że weekend jest tworem sztucznym i każde dwa dni wolnego mogą być weekendem. Tak sobie przynajmniej mówię. Nie ma co ukrywać że fajnie mieć wolne te same dni co inni ludzie.

P1140386 (Copy)

Tyle z tego piątku. W sumie to nic ciekawego się nie dzieje, ogólnie rzecz biorąc to życie w wiosce toczy się powoli. To jest bez dwóch zdań najmniejsza miejscowość w jakiej przyszło mi mieszkać w Chinach. Mamy ulicę i dwa sklepy. Toż nawet Jiawang przy tym to metropolia. Do tego dochodzi fakt że obcokrajowców jest tutaj blisko dwadzieścioro, więc ani nie przykuwasz za bardzo uwagi, ani studenci do ciebie nie lgną. Bo mogą lgnąć do innych, wszystko jest takie rozproszone.
Czyli mamy wioskę z wszystkimi jej wadami, ale i z kilkoma zaletami dużego miasta i dużego ośrodka szkoleniowego. Ogólnie to nie ma tragedii.

P1140387 (Copy)

Dzisiaj lawina maili już się skończyła, ale co ciekawe padły same bardzo intrygujące propozycje, więc dużo kontaktów zostało zapisanych. No dobrze, nie same. Jedna mnie rozbawiła do łez. Pewien Pan napisał mi że 7000 RMB w Changchun ma taką samą siłę nabywczą jak 7000 USD w USA. Czasem po prostu nie mam sił do ludzi.

P1140388 (Copy)

Na szczęście mam dużo sił do studentów, z Nimi to nie ma problemów. Zresztą robimy takie proste rzeczy że radzą sobie ze wszystkim błyskawicznie. Nic tylko podziwiać że idzie Im to tak dobrze. Człowiek tylko przychodzi, mówi, a Oni wszystko robią bezbłędnie. To znaczy że materiał jest za prosty. O wiele za prosty. Tak to przynajmniej wygląda na chwilę obecną, a jak to będzie dalej to się okaże już za dwa tygodnie gdy zaczną się sprawdziany. Oby wtedy nie było płaczu i zgrzytania zębów.

P1140393 (Copy)

Poranne interwały

P1140359 (Copy)

Najgorsze co może się przydarzyć przy realizacji planu treningowego to brak planu. Ja się tym na szczęście nie muszę za bardzo przejmować, mam rozpisane w dzienniczku 3×10 i jedno LSD (long slow distance czyli długo i powoli) i tego się trzymam.

P1140365 (Copy)

W tym miesiącu postanowiłem trochę jednak to sobie urozmaicić i zrobiłem 2×10, LSD i speed (czyli jednak sesja szybka, albo interwały albo bieganie w drugim zakresie). Tak na razie wychodzi że ta sesja speed to obecnie interwały. Zaczynałem od piramidki 1’-2’-3’4’-3’-2’-1’, tydzeń temu było 1’-2’-3’-2’-1’-2’-3’-2’-1’, wszystko z przerwami równymi wysiłkowi.

P1140371 (Copy)

W tym tygodniu nie miałem za bardzo pomysłu. Chciałem się już przerzucić na kilometrówki, ale chcę ten trening zamykać w godzinę, a z kilometrówkami przekroczyłbym godzinę. Chociaż to zależy ile bym tych kilometrówek robił, więc może od następnego tygodnia spróbuję, bo dzisiaj było 1’-2’-3’-4’-5’-1’-1’-1’ i ta piątka wyszła całkiem przyzwoicie. Zobaczymy co to będzie dalej.

P1140361 (Copy)

Wczoraj aktualizując swój profil na jednym z popularnych serwisów dla nauczycieli poszukujących pracy w Chinach przypadkiem zmieniłem swój status z zatrudnionego na poszukującego i od samego rana dostaję wiadomości z propozycjami…to zdumiewające jak wiele szkół szuka w październiku kogoś do pracy.

P1140372 (Copy)

I to wszystko od zaraz, teraz, już! Popyt znacznie przewyższa podaż i dlatego też sprowadzają tabuny nieprzygotowanych nauczycieli. Firmy rekrutujące oszukują szkoły wmawiając im że mają świetnych kandydatów, szkoły nie mając innych ofert zgadzają się na takie rozwiązanie bo muszą chronić twarz i chcą zatrudnić kogoś z zagranicy by uczył. Interes się kręci. Tylko edukacją się nikt za bardzo nie przejmuje. Grunt żeby kasa się zgadzała.

P1140363 (Copy)

I to mnie tak trochę tutaj dołuje. Znaczy kurczę…fajnie że mam tyle czasu wolnego, że tylko jeden weekend w semestrze poświęciłem na plany zajęć i teraz wszystko mam w zeszycie, ale są takie chwile kiedy czuję że chciałbym robić coś ambitniejszego.

P1140378 (Copy)

Że chciałbym pracować gdzieś gdzie moje umiejętności będą lepiej wykorzystywane. Może za rok :-)

P1140379 (Copy)

Środy

Zaczynam pisać to jeszcze przed English corner.
Biegając dzisiaj dotarło do mnie że mnóstwo, ale to mnóstwo notek zaczyna się powtarzać. Co w sumie jest zrozumiałe, w końcu od września 2012 roku piszę codziennie, owszem parę dni mi uciekło, ale z reguły były potem nadrabiane. Nawet nie chce mi się tego liczyć, pewnie i tak się nie doliczę, jest tego dużo. Tyle wystarczy.
Pojawiła się, zresztą nie po raz pierwszy, myśl by pisać przestać, pójść w jakość a nie ilość, ale…to złudne. Doskonale wiem że pozwalając sobie na więcej luzu dobrze się to nie skończy, będę pisał mniej i rzadziej, a z czasem pewnie w ogóle przestanę. A tego nie chcę, wolę żeby te wpisy mi się powtarzały, żeby tematy były wtórne, ale pisać, niż szukać jakichś szczególnych, wyjątkowych tematów i pisać rzadziej, lub nie pisać wcale.

Tak sobie mówię, że to tylko rok, a potem będzie inaczej. I to jest prawda, bo raczej tutaj na przyszły rok nie zostaniemy. Gdzie nas los poniesie to się jeszcze okaże, planów jest kilka. Haha…to nawet zabawne że ledwo się tu sprowadziliśmy już chcemy się wyprowadzać, ale taka jest rzeczywistość. Ciągle jesteśmy w drodze, ciągle w poszukiwaniu takiego miejsca które będzie nam pasować. Zobaczymy jak to się wszystko rozwinie, powinno być dobrze.

Znowu pokręciłem się wokół kampusu, nie to że chciałem, ale przyznam uczciwie że zaczynam się do tej trasy przyzwyczajać i staje się coraz krótsza, kilometry mam już odliczone i nogi aż same mnie niosą. Teraz nie ma już problemów, nic się nie ciągnie, po prostu noga za nogą i kilometry znikają. To naprawdę niesamowite uczucie, zwłaszcza gdy przypominam sobie jak czasami ciężko było, i dalej jest, biegać.
Właśnie spojrzałem w dzienniczek i wychodzi na to że przebiegłem już ponad dwanaście tysięcy kilometrów, a jutro, lub w sobotę powinno mi stuknąć tysiąc dwieście godzin biegania. Tysiąc dwieście godzin to już 50 dni. Innymi słowy, blisko 50 dni swojego życia spędziłem biegając. Niesamowite.

Pełne wtorki

P1140337 (Copy)

Nie jestem fanem co drugich wtorków. Znaczy…tych w tygodniach parzystych, bo te w tygodniach nieparzystych są w porządku, w końcu to tylko dwa zajęcia, w dodatku od dziesiątej, więc nie ma większych problemów. Za to te w tygodniach nieparzystych to koszmar.

P1140341 (Copy)

Trzeba się zwlec szybko, rozciągnąć się, rozgrzać, poćwiczyć, zjeść śniadanie, a potem jeszcze trzy zajęcia. Tylko Bogu dziękować że dwie z tych trzech grup są mega ogarnięte i czas z Nimi leci błyskawicznie. Ich właściwie nie trzeba uczyć tego co jest w książce. Aż szkoda tracić na coś takiego czas…

P1140342 (Copy)

Niestety to nie ja tworzę program, ja go tylko realizuję. Nie chcę, na razie, za bardzo wychodzić przed szereg i robić jakieś cuda, lepiej trzymać się tej książki, ale myślę że w kilku grupach to się zmieni w następnym semestrze. W kilku nie zmieni się absolutnie nic bo książki będą musieli się trzymać. Jeżeli nie robią zadań domowych które wystarczyłoby przepisać z książki zmieniając parę słów to nie można od Nich oczekiwać że zrobią jeszcze coś więcej.

P1140346 (Copy)

Gdzieś tak po drugich zajęciach dostałem wiadomość od Becky z Changchun dzisiaj jest pierwszy dzień zajęć, wrócił Jaime i umieram z nudów ;(. Aż mi się Jej żal zrobiło bo tyle co Ona przszła z Jamiem dwa lata temu to nikomu nie życzę. Żal mi też studentów którzy będą musieli przechodzić to samo co Ich starsi koledzy i koleżanki.

P1140350 (Copy)

I chyba właśnie tych studentów żal mi najbardziej. Bo płacąc taką furę kasy powinni dostać kogoś kto naprawdę zna się na rzeczy, kogoś wartościowego kto potrafi i lubi uczyć, a nie kogoś kto uczy z przypadku. Wiele razy wyrzucałem tutaj z siebie jak bardzo drażni mnie to że w Chinach znaczna część nauczycieli angielskiego to ludzie z przypadku, nie tylko bez doświadczenia, ale też bez podstaw teoretycznych. I to już nawet nie chodzi o to żeby mieć jakąś tam wiedzę o języku, ale jakieś podstawowe informacje o tym jak należy uczyć. I to mnie właśnie przeraża, że naprawdę niewiele miejsc traktuje angielski poważnie…

P1140356 (Copy)

Poniedziałki

P1140310 (Copy)

Są zaskakujące z powodu tych dwóch klas w jednej. Znowu dałem się na to złapać i znowu nie wziąłem drugiego dziennika. Jest to trochę wkurzające, ale jest to w pełni moja wina.

P1140327 (Copy)

Tylko nie dociera do mnie dlaczego nikt nie uznał tego za dość istotne by mnie powiadomić, dlaczego uznano że jakoś tam sobie poradzą i nikt mi nic nie powiedział? Bo to Chiny Barcie więc nie oczekuj że ktoś Ci powie cokolwiek przydatnego.

P1140312 (Copy)

Po tej sympatycznej komedii omyłek poszedłem biegać. Lubię sobie wyjść pobiegać gdy pogoda dopisuje. Gdy pogoda nie dopisuje, też wychodzę. Nie wychodzę z powodu pogody, ale pomimo niepogody. W każdym razie było dzisiaj zimno.

P1140322 (Copy)

Co nawet nie jest zaskakujące w końcu mamy już jesień i znowu temperatura zaczyna wariować, czyli rano jest chłodno, w południe gorąco i wieczorem znowu chłodno. Do tego stopnia chłodno że o dziesiątej rano biegając w bluzie z długim rękawem było mi akurat. Nie za ciepło, nie za zimno. A powinienem się w tym prażyć. No cóż…to naprawdę jesień.

P1140313 (Copy)

Zacząłem spokojnie, nie chciałem biec za szybko bo czułem że jest chłodno, a jak jest chłodno to nie lubię biegać za szybko. Jakoś wtedy nieprzyjemnie mi się robi w gardle, a potem gdy wracam do mieszkania to czuję się średnio. Także nie lubię biegać za szybko. I to jest taka mentalna blokada która nie pozwala mi się rozpędzić, ruszyć niczym rączy jeleń i szaleć.

P1140320 (Copy)

Dlatego też nie lubię robić interwałów na jesień i wczesną wiosną. Dlatego w każdym planie jaki zrealizowałem nie było interwałów w czasie wczesnej wiosny. Hmm…no tak, tylko teraz nie biegam według planu a dla siebie, więc może te interwały…albo chociaż bieganie w drugim zakresie…będę uskuteczniał w okresie chłodniejszym.

P1140314 (Copy)

Dzisiaj ta blokada nie zadziałała i o ile początek był powolny tak z każdym kolejnym kilometrem coraz bardziej się rozkręcałem, nawet nie chciałem się powstrzymywać bo biegło mi się tak dobrze. Czyli te sobotnie wolne wybieganie zdało egzamin, bo właśnie dlatego się je robi – by się zrelaksować.

P1140317 (Copy)

Spokój

Czyli niedziela. W końcu, haha, można odpocząć. Haha bo zachowuję się jakbym pracował bez przerwy od kilku tygodni, a przecież ledwo co miałem tygodniową przerwę. Tyle tylko że to są Chiny i tutaj nie będzie ani przerwy na Święto Zmarłych, ani dnia wolnego z okazji Święta Niepodległości, ani nawet na Boże Narodzenie nie dostaniemy wolnego. Po prostu po tym złotym tygodniu przychodzi okres bezustannej pracy aż do pierwszego stycznia. Podobno od nowego roku dostaniemy trzy dni wolnego z okazji nowego roku. Czyli od pierwszego do trzeciego stycznia będzie wolne. Podobno…podobno od tego roku miał być w grudniu dodatkowy dzień wolny upamiętniający masakrę Nankińską (paskudnie to brzmi).

Innymi słowy coś się zaczyna zmieniać, jakby docierało do kogoś że trzy miesiące bez dodatkowego dnia wolnego to trochę za dużo. Tyle tylko że to wszystko jest podobno.

Jedną z rzeczy które każdy przyjeżdzający do Chin musi sobie wbić do głowy w miarę szybko jest fakt iż tutaj nie można robić żadnych planów. Należy być jak płynąca rzeka i dostosowywać się do koryta, być giętkim, elastycznym i nie walczyć z niczym, nie planować niczego, nie tylko na parę dni na przód, ale na parę godzin. Tutaj wszystko się zmienia jak w kalejdoskopie.

O ile jeszcze jakiś czas temu myślałem że to tylko ja tak mam i że jest to spowodowane moją słabą znajomością języka, kultury czy też miliona innych rzeczy tak teraz widzę że dotyczy to wszystkich. Niezależnie od tego jak dobrze władasz chińskim, czy przyjechałeś z zagranicy, czy też się tu urodziłeś, jesteś de facto skazany na bycie elastycznym i nie planowanie zbyt wielu rzeczy naprzód.

W Jiawang nawalała komunikacja na linii szkoła-Lydia i dlatego też o dniach wolnych i zmianach planu częściej dowiadywałem się od moich uczniów niż od asystentki.

W Changchun wszystko było w miarę poukładane. Głównie dlatego że w college’u wielu rzeczy nie zmieniali, a w szkole u Chrisa wszystko było zaplanowane ze znacznym wyprzedzeniem. Raz tylko przydarzyła się wpadka że przyjechałem a zajęć nie było, ale to tam można przeżyć bo byłem na rowerze.

W Longhu (swoją drogą to też fajna nazwa bo to dosłownie smocza rzeka) to chyba college, a raczej biuro kontaktu z zagranicą kuleje. Trzy przykłady z tego tygodnia:
– June nie może dostać swojego konta z dostępem do internetu, bo nie
– Tabitha (która postanowiła zorganizować przyjęcie powitalne) dowiaduje się w środę że ma ono odbyć się w sobotę, a wszyscy dowiadują się w piątek że jutro jest spotkanie powitalne
– W poniedziałek mają odbyć się zawody w badmintona, ping ponga i coś tam jeszcze, zapisać można się do 16 w czwartek, a informacja pojawia się o 8 w czwartek

To nie kraj jest developing to ludzka mentalność jest developing.

Oszukana sobota

Z samego rana poszedłem biegać. W planach było spokojnie i w miarę długo, bo osiemnaście kilometrów. Plan został wykonany.
Tyle tylko że to nie było miłe i przyjemne bieganie. Było to osiemnaście przebiegnięte w przyzwoitym tempie. To było osiemnaście poparte walką. Walką z kolką, której nie odczuwałem od czasów biegania w Changchun i która to zakończyłaby się sromotną porażką gdyby nie to że się zatrzymałem parę razy, zwolniłem i w końcu minęła. Inaczej pewnie bym wrócił w miarę szybko do mieszkania.
Kolka to tylko jeden z elementów dokuczających, drugim był ból w ramieniu. Nie wiem skąd się wziął, ale nigdy takiego nie miałem. Nie to żeby nigdy mnie ramiona w czasie biegu nie bolały bo bolały od czasu do czasu, ale to był taki nowy, kłujący ból. W końcu i on minął. W końcu i te osiemnaście minęło.

Trasa była ciekawa, trochę po kampusie, trochę po innym kampusie, raz wpadłem do nowopowstałego strumyka, a potem to wokół kampusu, znowu powrót i tym razem musiał mi student pomagać wspiąć się przez płot. Nie musiał, ale chciał i pomógł.

Czyli jest dobrze, wyszło spokojnie, powoli i w miarę długo, a co najważniejsze to udało mi się wrócić, umyć i wysuszyć przed zajęciami. Od przyszłego tygodnia planuję biegać już po 20 kilometrów. Ha, taki będę.

Po całym dniu męczenia studentów, lub bycia męczonym przez studentów bo to prawie to samo, wylądowaliśmy z June na kolacji. Kolacja w stylu mocno chińskim, czyli huo guo. Ja się tym najeść nie potrafię, ale June jak na Chinkę przystało uwielbia. Pogadaliśmy, pośmialiśmy się, pojedliśmy. Dwie godziny później znów jestem głodny, ale to dobrze bo to kolacja, więc nie dobrze byłoby się najeść.

Jutro jeden jedyny dzień odpoczynku i wkraczamy w ciąg normalnych zajęć. Od teraz żadnych przerw, żadnych oszukańczych weekendów, zostaje tylko edukacja. Może to i dobrze, przynajmniej nie będzie tych ciągłych odciągaczy.

Oszukany piątek

P1140254 (Copy)

Pisałem o tym jak bardzo oszukańczy jest to piątek wczoraj więc się nie będę powtarzał. Napiszę za to o niezwykle inteligentnych studentach.

P1140273 (Copy)

Jak już wspominałem wielokrotnie czuję że to strasznie niesprawiedliwe iż część grup ma więcej niż inne i to wkrótce wyjdzie na kolokwium. Nikt oczywiście sobie z tego nic nie robi, a ja nie chcę studentom mieszać w planie bo równie dobrze mogą mieć inne zajęcia i trzeba by wszystko korygować. Także narzekam sobie pod nosem, ale robię dobrą minę do złej gry i udaję że wszystko jest w porządku. Ot, takie dzwonienie dzwoneczkiem w czasach gdy nad Ankh Morpork latał smok.

P1140279 (Copy)

I tak mi minęła środa, czwartek, pierwsze zajęcia w piątek i pora na drugie.
Pojawia się garstka, naprawdę garstka bo raptem dziesięć z dwudziestu pięciu, osób i zaczynam od powiadomienia Ich że robimy lekcję taką i zadanie domowe było takie. A Oni…nie…no to…takie…nie…
Zaraz, no to jakie? Takie. Czyli miałem z Nimi tylko jedne zajęcia. Czyli to była grupa z którą zajęcia miałbym dopiero za tydzień.

P1140292 (Copy)

Oni postanowili oszukać system i zamienili się z grupy parzystej w grupę nieparzystą. Jedna, jedyna grupa która pomyślała że straci zajęcia i ich już nie nadrobi. Wszyscy o tym wiedzieli, ale nikt nie wpadł na pomysł by cokolwiek z tym zrobić. Wielki, ale to naprawdę wielki szacunek dla Nich.

P1140294 (Copy)

W drodze na zajęcia ustawiono stragany. Kilka z ubraniami, kilka z jedzeniem, jeden z Wii by zareklamować nowe KTV, oraz zrekrutować ludzi do pracy. Rany…jak Oni wszyscy kiepsko grali, to jest aż niewyobrażalne. Zero wyczucia momentu, fatalne ruchy całym ramieniem zamiast samym nadgarstkiem i brakowało jeszcze tenisowych wydechów. Ale zabawę mieli przednią. Można zapytać co to takie Wii teraz? Tylko trzeba mieć świadomość że konsole były w Chinach przez wiele lat zakazane i chociaż Nintendo było obecne w Chinach pod inną marką to nigdy nie przebiło się do mainstreamu. Poza tym…no cóż, zbyt wiele konsoli w tych internetowych kawiarenkach nie było więc to i następne pokolenie będą dopiero poznawać ten świat.

P1140299 (Copy)

Czwartek raz jeszcze

P1140197 (Copy)

Dotarło do mnie że te grupy z tygodni nieparzystych, a konkretniej z dni środa-piątek będą miały przerobione trzy lekcje przed sprawdzianem, a te z tygodni parzystych dwie. Trochę to takie niesprawiedliwe, ale generalnie mało jest rzeczy sprawiedliwych na świecie. Tak mnie to dzisiaj dotknęło bo przerobiłem z jedną z grup moją ulubioną lekcję o kierunkach i położeniu miejsc. Ulubioną bo w Changchun uskuteczniałem ją bite dwa tygodnie. Dłużej męczyliśmy się chyba tylko z…a nie, to właśnie położenia i kierunki robiliśmy trzy tygodnie. W każdej jednej grupie, trzy tygodnie. Myślałem wtedy że zwariuję. Nie zwariowałem, dałem radę. W tej grupie wszystko zrobiliśmy w tydzień. I jeszcze sprawdziliśmy zadania domowe. Wszyscy mieli.

P1140198 (Copy)

Tak właśnie mija kolejny dzień tutaj a do mnie dociera że to jest najmniejsza mieścina w jakiej mieszkałem i wcale mi się to nie podoba. Ta wioseczka tętni życiem tylko przy pomocy studentów. Gdy Ich tu nie ma, nie ma tu niczego. Znaczy są sklepy, ale one służą jakiejś garstce (relatywnie) ludzi. Za to gdy są studenci to czasem nie można sobie pospacerować bo wszędzie są ludzie. To jest coś co widać na zdjęciach i można spróbować to sobie wyobrazić, ale tak naprawdę to ten tłok trzeba poczuć. Trzeba go doświadczyć by w pełni zrozumieć. Tu naprawdę jest dużo ludzi i na usta wręcz ciśnie się za dużo. Ta wioska nie została zaprojektowana dla takiej ilości ludzi.

P1140199 (Copy)

A studenci pytają się jak długo planuję tu zostać…i co ja mam Im powiedzieć po tych paru tygodniach? Że wiem że tu nie zostanę na kolejny rok, czyli prawdę? Przecież to może Ich urazić. Także lawiruję jak mogę i mówię że na razie za rok, a potem to zobaczymy bo życie jest nieprzewidywalne. No bo jest, nie ukrywajmy.  Na pewno praca w koledżu/na uniwersytecie ma swoje poważne profity w postaci czasu wolnego, ale praca w high school ma profity jeszcze większe bo czasu wolnego jest jeszcze więcej. Marzy mi się powrót do takiego ogólniaka jak w Jiawang. Oczywiście takich dzieciaków już nie spotkam, ale to mi się marzy…żeby znowu być częścią takiej społeczności i być kimś więcej niż nauczycielem. Jak to będzie to się okaże.

P1140202 (Copy)

W kaaażdym razie jutro już piątek, chociaż to kłamstwo. Prawda jest taka że po piątku będzie wtorek, a po wtorku niedziela. Tak należy na to patrzeć bo inaczej można się nieźle zirytować. A po co się irytować?

P1140211 (Copy)

P1140209 (Copy)

I po przerwie

P1140188 (Copy)

To może zacznę od tego że poszedłem dzisiaj biegać i było super. Naprawdę szybko i dobrze mi się biegło, a jutro pewnie powtórki nie będzie bo zawsze ten pierwszy dzień po przerwie jest super a potem jest dramat. Zobaczymy już jutro. W planie dalej interwały, podobnie jak i tydzień temu, jak to wyjdzie w praniu to się okaże.

P1140189 (Copy)

Duży Smutek spotkał mnie dzisiaj na zajęciach. Przyszedł, stanął sobie w kącie i patrzył się mnie całe zajęcia odkąd zorientowałem się że nikt nie odrobił zadania domowego. Naprawdę nikt. I tak sobie stałem na środku, piłem obrzydliwie gorzką wodę z chińskimi daktylami i patrzyłem na Duży Smutek. On patrzył na mnie i tak patrząc na siebie trochę mi się udzielił. Pojawił się we mnie mały smutek i zrobiło mi się przykro. A potem usłyszałem od jednej ze studentek przepraszam  i dotarło do mnie że nie powinno mi być przykro. Że te prace domowe przecież nie są dla mnie a dla Nich. Bo taka jest prawda, to jest dla Nich i to Oni powinni ćwiczyć, a skoro nie chcą, to widać nie chcą. Zamiast tego porozmawialiśmy sobie o tym jak spędziliśmy wolne.

P1140190 (Copy)

A potem na English Corner i…rany jaka nuda. Ja to znienawidzę, naprawdę znienawidzę. Chociaż tyle dobrego że angielski tych studentów jest w miarę przyzwoity i idzie sobie pogadać, ale i tak generalnie nuda. Oni się wkurzają że po studiach zarobki niskie i ciężko o pracę. No…przerażająco trudno bo bezrobocie wynosi 4 procent. Problem jest taki że Ci młodzi ludzie myślą tak jak myślą młodzi ludzie wszędzie czyli jeżeli skończę te studia to muszę robić to i to w życiu, a prawda jest taka że większość z nas nie pracuje w zawodzie wyuczonym. Chociaż może ja nie jestem tego najlepszym przykładem.

P1140187 (Copy)

Z takich rzeczy przegapionych: June dostała pracę jako księgowa, a potem z niej zrezygnowała bo szef sprawiał wrażenie niechętnego do wypłacania wypłat. Do tego stopnia niechętnego że poprzednia księgowa nie dostała dwóch poprzednich wypłat i musiała ciągle coś poprawiać. A jeden z błędów był taki że syn szefa zabrał pieniądze i zapomniał o tym powiedzieć. Oczywiście prawda zawsze ma dwie strony i nie dowiemy się jak było naprawdę ale skoro June miała obawy to trzeba to uszanować.  Dzień później miała już pracę jako przedszkolanka i w poniedziałek rusza do boju. Ach i weekendy wolne. Praca jest, tylko kwestia elastyczności.

P1140191 (Copy)

Co tam jeszcze…nakrzyczałem na faceta który chciał wyłudzić ode mnie pieniądze bo zahaczyłem jego nadkole pedałem. Konkretniej to tę część nadkola która bardziej pełni funkcję błotnika. Nakrzyczałem i sobie poszedłem. To okropne jak bardzo ludzie chcą Cię naciągnąć bo jesteś obcokrajowcem.

P1140192 (Copy)