Nowy semestr

Ledwo się stary skońcyzł, a już można powiedzieć że nowy się zaczął. Właśnie odebrałem książkę na nowy semestr. Sam się zdziwiłem bo neispodziewałem się zupełnie zę dostane nową książkę. Prawdę mówiąc gdy wczoraj dowiedziałem się że mam iść odebrać książki to się przeraziłęm że czeka mnie pisanie nowych planów lekcji. Nie to że nie lubię, bo lubię, ale wrzucanie ich do powerpointa to jest coś czego nie znoszę.

Jednakże dostałem tylko jedną książkę z dodatkowymi słuchowiskami, więc nie ma tak źle. Można jej użyć, nie trzeba.

Dostałem też plan zajęć i chociaż nie jest idealnie bo trzy razy w tygodniu mam na ósmą (już kombinuję jak treningi ustawić) i łącznie mam 16 godzin, zamiast kontraktowych 14, to jednak nie ma źle, mogłoby być gorzej. Skoro teraz mam 16 godzin to pewnie w drugim semestrze będzie mniej, bo w innym wypadku ktoś musiałby płacić za nadgodziny, a raczej nikomu się do tego nie śpieszy.

Chociaż tak po prawdzie to na razie pewnych mam 10 godzin, pozostałych 6 to godziny zależne od ilości pierwszaków którzy zostaną zakwalifikowany na ten poziom. Zobaczymy jak to będzie.

Dzisiaj też opublikowano oceny z egzaminu więc studenci już walą drzwiami i oknami prosząc o wyższą ocenę. No tak, ale skoro oceny są już opublikowane, to jak ja mam niby je podnieść? No i z jakiej racji miałbym je podnosić? Najzabawniejsi są studenci którzy cały rok siedzieli cicho, w ogóle się nie odzywali, a nagle po wystawieniu ocen przypomnieli sobie że mają mnie wśród znajomych i warto byłoby poprosić o wyższą ocenę.

Powoli, powolutku zbliża się do nas tajfun, najpierw uderzy w Tajwan, a potem zapewne spowoduje zalanie wielu ulic w okolicy. Co to oznacza? Mniej więcej tyle że zamiast sobotniego biegu długiego, czeka mnie piątkowy bieg długi. Zalety są takie że powinno być chłodniej, ale wady są takie że nogi są nie do końca wypoczęte i może być ciężko. Aczkolwiek ultramaraton to bieg dość długi więc dobrze przynajmniej raz zrobić taki długi bieg na niepełnym wypoczynku.

O płci dziecka

Jedna z nauczycielek na uczelni jest w ciąży, a jako że jest też odpowiedzialna za pracę z nauczycielami z zagranicy (bo nikt inny nie chce z nami rozmawiać) to czasem rozmawiamy i ostatnio zapytałem się o płeć dziecka.

Niektórzy rodzice chcą wiedzieć zawczasu, inni wolą mieć niespodziankę, no ale zapytałem bardziej żeby zapytać o coś niż z ciekawości.

No i dowiedziałem się, a raczej przypomniano mi, że w Chinach nie można, legalnie, sprawdzać płci dziecka.

No tak, bo przez lata płeć sprawdzano i często jeżeli była to dziewczynka to ciążę usuwano, zostawiano jedynie chłopców. Stąd już teraz jest taka olbrzymia dysproporcja między ilością mężczyzn a kobiet (co najmniej 30 milionów kawalerów na chwilę obecną), a będzie jeszcze ciekawiej.

Można oczywiście pojechać do Hong Kongu, gdzie za cztery tysiące juanów można sprawdzić czy to chłopczyk czy dziewczynka.

Ale ciekawi mnie to, bo przecież są sonografy i widać na nich czy to chłopczyk, czy dziewczynka, więc co za problem…no chyba że sale z sonografami są tak skonstruowane żeby rodzice ani nikt z rodziny/znajomych nie mógł zobaczyć ekranu. Nie wiem.

To jest tym ciekawsze że aborcje są legalne, chociaż biorąc pod uwagę obecną pro-rodzinną politykę partii może się to wkrótce zmienić, i szpitale wręcz reklamują się tym że je wykonują.

No wykonują bo większość tych młodych ludzi jest zupełnie nieuświadomiona, oni nie mają zajęć z wychowania seksualnego, czy innej wersji przygotowania do życia w rodzinie, nawet na biologii ich nie uczą o tym jak dochodzi do zapłodnienia u ludzi. To co się dziwić że szpitale zarabiają krocie na aborcjach skoro partia unika tematu seksu jak ognia.

Aczkolwiek…ostatnio w sieci pojawiło się zdjęcie z jednego z urzędów w Jiangsu, było to ogłoszenie mówiące że każda kobieta przed czterdziestym rokiem życia musi urodzić dwójkę dzieci kadry wyższego stopnia muszę wykonać plan w stu procentach, a niższego w dziewięćdziesięciu pięciu. Nie wiem jak można wykonać dziecko w dziewięćdziesięciu pięciu procentach, nawet nie wiem czy to oficjalne stanowisko urzędu, czy jakaś pomyłka, ale jest to dowód na to że do ludzi na szczycie dotarło że dali ciała z polityką jednego dziecka i starają się teraz coś z tym zrobić.

Krótka historia

Z zeszłego tygodnia, bo jakoś nie było okazji żeby ją wrzucić, w końcu tyle się działo z tymi gpsami (swoją drogą, teraz wydaje się być wszystko w porządku, w sobotę wytrzymał, więc to się liczy najbardziej), że chociaż chciałem o tym napisać to ostatecznie nie napisałem.

Wracałem z biegu i od kilku miesięcy wracam przejściem podziemnym. Przejście podziemne znacie bo parę razy było na filmach, często jest na zdjęciach, ludzie tamtędy przechodzą na drugą stronę ulicy by udać się do szkoły/pracy/na przystanek autobusowy. Rozstawiają się tam ludzie sprzedający milion różnych rzeczy, czyli taki Chiński standard.

By dostać się do przejścia trzeba zejść po schodach, to też standard. Co typowe dla Chin, po środku schodów znajduje się równy podjazd dla rowerów, wózków, walizek. Co równie typowe dla Chin korzystają z niego motory, skutery i rowery elektryczne, co więcej ludzie z niech nie zsiadają tylko wjeżdżają.

Także wracałem z biegu i zbiegałem po tym środkowym pasie, na kilka schodów przed końcem zeskoczyłem bo była tam dziewczyna z walizką. Lewa stopa wylądowała na dole i widzę że nadjeżdża motor, wylądowała prawa i w tym momencie odbiłem w lewo, kierowca motoru odbił w prawo i jednocześnie zahamował, minąłem go, ale kątem oka zauważyłem że się przewrócił razem z motorem.

I pierwsza myśl była zatrzymaj się i mu pomóż, a druga biegnij dalej, jeżeli się zatrzymasz będą chcieli wyciągnąć od ciebie pieniądze.
Nie zatrzymałem się. W Polsce bym się zatrzymał, ale Chiny to kraj w którym oszustwa tego typu są na porządku dziennym. Tutaj ludzie celowo wpadają pod samochody byleby wyciągnąć od kogoś pieniądze. Firmy oferują specjalne ubezpieczenia dobry samarytanin, na wypadek gdy komuś pomożesz a ten ktoś zacznie krzyczeć że to Ty jesteś winny temu co się stało.
Oczywiście mogłem się zatrzymać i pomóc z tym motorem bo wokół było mnóstwo osób które widziały co się stało, ale…cóż, to sami Chińczycy, więc wystarczy że ten kierowca zacząłby krzyczeć że coś mu zrobiłem to po chwili wszyscy by się na mnie rzucili, zapominając że ten facet jechał motorem w przejściu podziemnym łamiąc przy tym prawo.

Chiny to strasznie specyficzny kraj i widzę że te cztery lata tutaj bardzo zmieniły moje nastawienie. Bardzo.

GPS #3

Podejście trzecie i ostatnie.

Odpaliłem zegarek z samego rana i na dzień dobry okazało się że jest północ, czyli się zresetował, co już niczego dobrego nie wróżyło, ale stwierdziłem że nie ma co się poddawać przed startem, więc ruszyłem i zrobiłem osiem cholernych interwałów.

Wracając do domu po skończonych interwałach zegarek się po prostu wyłączył. Sam z siebie. Ja jestem z natury człowiekiem cierpliwym ale co za dużo to niezdrowo. Pierwszy raz – zwiecha, drugi raz – dystans z kosmosu, trzeci raz – wyłączył się sam z siebie.

Spróbuję go dzisiaj wymienić, nawet mogę dopłacić by wziąć nieprzeceniony, bo jeżeli mam przez najbliższe dwa tygodnie myśleć o tym czy mi się zegarek zawiesi i czy policzy mi dystans to zwariuję. Zwłaszcza w czasie długich wybiegań.  Gdyby nie one to pewnie bym na to machnął ręką, ale nie chcę po przebiegnięciu kilkudziesięciu kilometrów uświadomić sobie że zegarek zliczył mi tylko pięć.

Także już za parę godzin czeka mnie kolejna wycieczka do decathlonu, na moje szczęście nie powinno to trwać zbyt długo.

W Polsce czeka już na mnie inny zegarek, więc za bardzo nie wiem co z tym zrobię. Może zostawię sobie na zapas, w końcu trzy zegarki to jeszcze nie za dużo…

Oczywiście o ile będzie działać, bo jeżeli znowu będą takie problemy to przyjdzie mi go wymienić na coś zupełnie, ale to zupełnie innego.

Także, jak tylko wrócę ze sklepu to uaktualnię notkę i dam znać co i jak.

No i wymienili od ręki nie robiąc problemów. Tym razem wziąłem jednak czarny bo on jednak w poniedziałek był w pudełku i na pewno nie był otwierany, a ten drugi, niebieski, może był otwierany, może nie był, ale po co mam ryzykować i znowu się wkurzać?
Także dopłaciłem i zobaczymy co to będzie.

Z miejsca zegarek został rozpoznany przez komputer, zaczął się ładować i teraz czekam aż się naładuje żeby zacząć się nim bawić. Oby tylko jutro nie zawiódł. Zostały dwa tygodnie i mama nadzieję że jakoś sobie przez te dwa tygodnie poradzę.

Już po aktualizacjach i wygląda na to że wszystko jest w porządku, ładował się półtorej godziny, a nie tak jak ten poprzedni pół godziny (bo stwierdził że dobił do 100%), został zaktualizowany i wszystko powinno być w porządku.

Moje szczęście polega na tym że ja nie trenuję, nie nastawiam się na jakiś konkretny wynik/czas/bieg, więc to że nie widzę czasu moich interwałów aż tak bardzo mnie nie boli.  Chociaż jest strasznie irytujące.

GPS#2

Próba druga.

Tym razem się nie zawiesił co jest dużym plusem. Było kilka momentów kiedy myślałem że się zawiesił, skłamałbym mówiąc że nie spoglądałem nerwowo na zmieniające się numerki, a po przekroczeniu bariery jednej godziny moje serce zamarło bo dotarło do mnie że teraz aktualizacje będą co dziesięć metrów i co minutę, nie szybciej. Wtedy zacząłem nerwowo szukać czegoś migającego, ale nic w zegarku nie migało, więc pozostało mi jedynie biegać i liczyć że się nie zawiesi, chociaż teraz patrząc na to z perspektywy kilku godzin dociera do mnie że powinien włączyć lampkę i sprawdzać czy lampka się świeci, bo przecież gdy wisi to lampka się świecić nie będzie.

Teraz pora na negatyw.
Po powrocie do domu i zgraniu biegu na komputer okazało się że gps złapał sygnał z zupełnie innego punktu, ale zarówno zegarek jak i oprogramowanie ten sygnał zignorowało. Taki sam sygnał złapał gps w komórce (bo stwierdziłem że skoro istnieje ryzyko że zegarek mi się wysypie to chociaż dystans mi komórka zapisze, a czas jakoś tam sobie wykalkuluję).
Wgrałem bieg do zasłużonego programu sporttracks i nagle okazuje się że zamiast 14 kilometrów przebiegłem 24 z czego 10 łącznie w mniej niż minutę. Oczywiście do korekty.
Wgrałem bieg do endomondo i tutaj okazało się że przebiegłem ponad 330 kilometrów. Oczywiście bieg usunięty i wpisany ręcznie.

Ogólnie to tragedii nie ma. Owszem, jest źle bo nie oszukujmy się normalnego treningu w ten sposób nie da się poprowadzić, ale na moje szczęście ja tylko biegam i chociaż jest to strasznie frustrujące to jednak na razie sobie radzę. Oczywiście nowy zegarek już mam upatrzony i tylko czekam aż wrócę do Polski, ale włosów z głowy sobie nie wyrywam.

Oczywiście jeżeli w sobotę w czasie długiego wybiegania zegarek mi się wysypie to będę pisał w zupełnie innym tonie, ale miejmy nadzieję że do tego nie dojdzie.

GPS

Wyzionął mi ducha.

Znaczy nie tyle cały gps co po prostu skorodowały się wtyki do ładowania. Przemycie alkoholem nie pomogło, a że jakoś musiałem go ładować (bo zgrywać bieg mogłem przez komórkę) to nie było innego wyjścia trzeba go było wymienić.

No to pora udać się do decathlonu. Zegarek wymieniony od ręki, co prawda kasjer rozmawiał z June po chińsku a widząc mnie zaczął rozmawiać ze mną po angielsku i poprosił o dopłatę, ale już mniejsza o to. Oczywiście niczego nie dopłacałem, wziąłem zegarek i wróciliśmy do domu.

Zaktualizowałem go, co prawda z małymi problemami bo oryginalny kabel z decathlonu nie chciał działać tak jak powinien, ale tych kabli mamy w domu od cholery więc nie było problemu znaleźć inny, działający.

Dzisiaj z rana ruszyłem na pierwszy bieg i wszystko było super, znaczy gdzieś na moment zegarek mnie zgubił i doliczył mi czterysta metrów, ale to się zdarzało nawet przy garminie i przy tym pierwszym zegarku, ale z czasem było coraz lepiej.

Doszło do tego że przestałem na zegarek spoglądać i gdy spojrzałem na niego w trakcie trzeciego podbiegu zdałem sobie sprawę że zostałem oszukany o półtorej kilometra, ale do dołu. Zatrzymałem się, spojrzałem jeszcze raz na zegarek, a on się zwyczajnie w świecie zawiesił.

To mi się raz zdarzyło na tym poprzednim, ale nie w trakcie biegania, więc zgłupiałem całkowicie.

Machnąłem na to ręką, zbiegłem trochę w dół, potem zrobiłem cztery kolejne podbiegi i wróciłem stałą trasą do domu.

Czyli zrobiłem taką trasę jak dwa i trzy tygodnie temu, trochę dłuższą nawet, ale stwierdziłem że nie będę się upominał o paręset metrów i po prostu skopiowałem sobie dane sprzed dwóch tygodni. A to czy biegłem wolniej, czy szybciej to nie ma dla mnie żadnego znaczenia.

Mam nadzieję że jutro się to nie powtórzy, ale już i tak przeglądam internet w poszukiwaniu nowego zegarka. Tak na wszelki wypadek.

 

 

Wolno

Naprawdę wolno. Powiem uczciwie, tak wolno nie biegałem od…no nie pamiętam kiedy. Porównywalne prędkości osiągałem we wrześniu i październiku gdy tu się przeprowadziliśmy.

Nie biegam jednak tak wolno dlatego że nie mogę szybciej. Wręcz przeciwnie mogę szybciej, kwestia tego że absolutnie nie chcę. Mogę biegać szybciej ale czuję że to by się mogło źle skończyć. Już teraz wracając do domu zalewam całą podłogę potem.

Są dni kiedy myślę że już się przyzwyczaiłem i żyje mi się tutaj trochę lepiej, ale potem są takie dni po których nie chce mi się kolejnego dnia wychodzić biegać.

Do każdego biegu trzeba doliczyć minimum dwadzieścia minut odpoczynku/przerw na picie. Nie jest to jednak jakieś straszne, bałem się jak to będzie w czasie maratonu, ale tam nie zatrzymałem się ani razu, biegłem od początku do końca, więc chociaż przerwy w czasie codziennego biegania robię to jednak mi nie przeszkadzają w treningu.

Za to w codziennym bieganiu bardzo mi pomagają. Tak się zatrzymać i napić się wody to świetna sprawa. Ja sobie sam nie zdawałem z tego sprawy. Teraz rozumiem dlaczego rok temu w maju i czerwcu tak strasznie cierpiałem w czasie biegów. Wszystko z powodu odwodnienia.

Także woda, przerwy i bieganie powoli. Ale prawda jest taka że każdy bieg to ogromny dla mnie wysiłek psychiczny. Jeszcze parę tygodni temu biegało się super, na długie sobotnie wybiegania czekałem z utęsknieniem przemyślając już od środy trasy i miejsca które zobaczę. A teraz trasy mam opanowane i staram się to wszystko zautomatyzować tak żeby jak najmniej było w tym wszystkim myślenia, żeby jak najmniej mnie rozpraszało.

Odliczam już tylko biegi długi które muszę zrobić przed przylotem do Polski, a raczej które powinienem, bo nie wiem, naprawdę nie wiem czy dam radę w takim upale. Dzisiaj rano było w okolicach 27 stopni i było bardzo przyjemnie, ale już po godzinie zrobiło się stopni 30 i lało się ze mnie ciurkiem.

‘Niektórzy mówią że życie studenckie jest nudne…’

‘…ale mi ono bardzo odpowiada. Gdy skończę studia pierwszego stopnia to pewnie będę dalej studiować bo gdy idzie się do pracy to trzeba myśleć o tylu rzeczach. O tym gdzie pójść na obiad, gdzie na kolację, trzeba mieszkanie znaleźć. A jak się jest studentem to wszystko jest na miejscu, nie trzeba się o nic martwić, niczym przejmować.’

W Polsce często mówi się o tym że nasze szkoły nie przygotowują do życia, są odcięte od rzeczywistości. W takim razie co powiedzieć o szkołach w Chinach? Tutaj zamyka się nastolatków na trzy lata w ogólniaku, stawia przed nimi jeden cel – dostań się na studia. Jeżeli się dostaną to spędzają kolejne cztery lata w miejscu odizolowanym od reszty świata, jeżeli się nie dostaną to najczęściej spędzają kolejny rok w szkole ucząc się by spróbować za rok.

Jak tacy młodzi ludzie mają być przygotowani do życia w społeczeństwie? Od Nich nie oczekuje się niczego innego poza edukacją. A potem przychodzi moment w którym szkoła się kończy i co dalej? No właściwie to potem przychodzi praca. Praca trwa pięć, sześć dni w tygodniu od 8 do 18, bo przecież trzeba zrobić dwugodzinną przerwę na lunch, wolnego nie dostanie się więcej niż parę dni w roku z wyjątkiem dni wolnych wyznaczonych przez rząd, a i wtedy mało kto może liczyć na to że dostanie wszystkie siedem dni wolnego, czy wszystkie trzy dni.

Także najpierw szkoła, potem praca i właściwie to tyle.

Strasznie mnie Ci studenci zniechęcają w tym roku. Rok temu jacyś tacy bardziej ludzcy byli, mieli jakieś marzenia, pasje, a teraz…No z innej strony to jest dopiero Ich pierwszy rok i część z Nich ma pasje, ale większość to takie trochę roboty zaprogramowane do nauki. I nie mówię że to coś złego, absolutnie, ale w życiu jest chyba też coś poza szkołą i pracą. Tak tylko myślę.