Podróż na północ

Mengla

P1090067 (Copy)

Zanim wyjechaliśmy z Mohan zrobiliśmy zakupy. Dużo słodyczy, przekąsek, orzechów, ja nawet zastanawiałem się nad kupnem kawy która z powodu swojego kraju pochodzenia (Laos) kosztowała dwa i pół raza mniej niż w Changchun. Ostatecznie jednak zrezygnowałem bowiem plecak by mi tego nie wytrzymał.

P1090077 (Copy)

Plan przy wyjeździe z Mohan był prosty, wsiadamy w busa do Mengla i jedziemy dopóki nie zobaczymy jakiejś fajnej małej wioski, wtedy mówimy stop i wyskakujemy. Jak zaplanowaliśmy tak zrobiliśmy.

P1090080 (Copy)

Wylądowaliśmy w wiosce mniejszości Dai, tylko…cóż było tam dość pusto. Najpierw na obiad zaprosiły nas młode dziewczyny, ale podziękowaliśmy i udaliśmy się dalej. Następnie zaprosiły nas starsze Panie które wytłumaczyły dlaczego wszystkie bramy są pozamykane a na ulicach nikogo nie ma.

P1090082 (Copy)

Okazało się ze jest to dzień zamkniętych drzwi czyli dzień w który kobiety siedzą w domu a mężczyźni wychodzą do pracy zamykając drzwi i bramy. Nie mieliśmy o tym pojęcia więc potraktowano nas ulgowo, ale Panie powiedziały że na obiedzie zostać nie możemy, ja to nawet nie powinienem być w tym domu, a skoro już jestem to mam się nie rozglądać, a jako karę za złamanie zakazu wchodzenia mamy uiścić symboliczną opłatę.

P1090085 (Copy)

Ostatecznie opłata została anulowana, ale musieliśmy swoje plecaki nieść aż do wejścia do wioski. Biorąc pod uwagę że mój plecak był chyba cięższy niż June ze swoim to chyba wolałbym zapłacić.

P1090088 (Copy)

Do Mengla busa nie złapaliśmy, złapaliśmy za to stopa. Pierwszy stop w Chinach. I to przez Pana z Laosu.

P1090099 (Copy)

June musiała rozmawiać całą drogę, ale powiedziała że to nie problem bo ma doświadczenie. Wierzę Jej bo rok temu jechała stopem z Xi’an do Chengdu, a potem do Tybetu.

P1090105 (Copy)

W Mengla najpierw znaleźliśmy restaurację i zjedliśmy pyszny, domowej roboty, obiad, który smakował jakby go zrobiła moja ciotka, co z ust June jest ogromnym komplementem.

P1090106 (Copy)

Następnie ruszyliśmy na poszukiwanie hotelu. Taniego hotelu. Po obejściu kilku drogich, udało na się w końcu znaleźć jeden którego cena nam odpowiadała, ale właścicielka miała jeszcze dwa inne więc podrzuciła nas do innego. Właścicielka należała do mniejszości etnicznej hani, co w sumie nie ma związku z czymkolwiek, ale strasznie mi się ta nazwa podoba.

P1090147 (Copy)

Pierwszy dzień w Mengla zakończyliśmy spacerem na górę z wieżą telewizyjną i schodząc z tej góry dotarliśmy do kolejnej wioski mniejszości Dai, gdzie dowiedzieliśmy że dzień zamkniętych drzwi nie jest dzisiaj.

P1090136 (Copy)

Drugi dzień w Mengla rozpoczęliśmy od śniadania na pobliskiej giełdzie, gdzie posila się gro mieszkańców Mengla. Następnie ruszyliśmy w stronę świątyni o której powiedziano nam dzień wcześniej.

P1090153 (Copy)

Po drodze minęliśmy jezioro przykryte mgłą, w ogóle mgła w tych okolicach to codzienność. Podnosi się powoli każdego poranka a znika dopiero w okolicach południa.

P1090234 (Copy)

Dla June to żadna nowość bo spędziła cztery lata w Zhengzhou gdzie dzieje się coś podobnego, z tą różnicą że w Zhengzhou to nie mgła a smog, a tutaj to chyba najczystsza mgła w Chinach.

P1090166 (Copy)

Gdy w końcu dotarliśmy do świątyni okazało się niestety że jest ona zamknięta i to bynajmniej nie z powodu dnia zamkniętych drzwi, ale zamknięta od pewnego czasu, dobrych kilku tygodni jak na mój gust.

P1090167 (Copy)

Trochę się zawiodłem bo chociaż nie oczekiwałem niczego to jednak z zewnątrz świątynia wyglądała ciekawie, bardziej południowo azjatycko niż chińsko.

P1090179 (2) (Copy)

Po kolejnych kilku minutach trafiliśmy do kolejnej wioski mniejszości Dai, tym razem wyglądającej jakby została wyjęta z innego kraju.

P1090188 (2) (Copy)

Taka była kolorowa. June udało się załapać na zdjęcia ze starszyzną, mi udało się załapać na bycie fotografem.

P1090185 (Copy)

Po kolację udaliśmy się na giełdę gdzie zażyczyłem sobie mięsa z warzywami podanego na liście bananowca bo poprzednie dwa dania na zimno mnie nie nasyciły.

P1090256 (Copy)

 

P1090259 (Copy)

Nie nasyciły także June, która nie mogła się od mięsa oderwać chociaż normalnie fanką dań mięsnych nie je.

P1090261 (Copy)

Jinghong

P1090267 (Copy)

Zanim dotarliśmy do Jinghong zjedliśmy przepyszne śniadanie w postaci owsianki, a następnie ruszyliśmy do stacji autobusowej.

P1090269 (Copy)

W Jinghong jeszcze przed lunchem udaliśmy się na stację autobusową kupić bilety i okazało się że była to dobra decyzja bowiem ostały się jedynie dwa miejsc w interesującym nas autobusie.

P1090272 (Copy)

Następnie odwiedziliśmy tę samą restaurację w której ugościła nas kilka dni wcześniej RR, bowiem June niezwykle do gustu przypadł deser, a że nie skosztowaliśmy jeszcze wielu rzeczy z menu to czemu nie spróbować.

P1090275 (Copy)

Tym razem na obsługę się naczekaliśmy, ale też przyjechaliśmy tam w porze lunchu, więc nie ma się co dziwić temu że trochę czekaliśmy. Trzeba ludzi w tym ciepłym klimacie zrozumieć.

P1090277 (Copy)

Ruszając w stronę stacji autobusowej postanowiliśmy skosztować jedzenia z ulicy. A chwilę potem June zorientowała się że nie ma portfela. To już nie było zmartwienie w Jej oczach, to było przerażenia, bo straciłaby nie tylko dokumenty i swoje pieniądze, ale także nasze wspólne pieniądze.

P1090278 (Copy)

Parę kroków później ktoś podrzucił portfel. Pozbawiony czterech setek i jednej pięćdziesiątki, ale na szczęście, niepozbawiony dokumentów ani biletów do Kunming. Przerażenie zamieniło się w smutek, ale w końcu June zaakceptowała, że lepiej stracić pieniądze niż wszystko łącznie z biletami.

P1090283 (Copy)

Po tym wszystkim nie mieliśmy już sił by chodzić więcej po Jinghong i dwie godziny do odjazdu spędziliśmy na dworcu.

Kunming

P1090109 (Copy)

W Kunming najpierw udaliśmy się do nowego starego miasta, czyli terenu zbudowanego na wzór starych miast z myślą o turystach. I zaraz po wejściu mój plecak uznał że jest za ciężki i się rozszyło ramiączko.

P1090127 (Copy)

Zawsze gdy go mam, mam przy sobie igłę i nici więc poszyłem i się trzyma.  Poszukiwanie jedzenia w tej części Kunming było trochę utrudnione, bowiem wiadomo jakie podejście ma większość restauracji, czy to dużych, czy małych,  w miejscach pełnych turystów którzy pojawią się tam tylko raz.

P1090292 (Copy)

Mimo wszystko udało nam się znaleźć całkiem przyzwoite nudle, oraz spróbować lokalnej specjalności , która spraszała mnóstwo ludzi do pewnego miejsca. Niestety żadne z Nas nie zrozumiała dlaczego ta specjalność jest specjalnością i srogo się na niej zawiedliśmy.

P1090294 (Copy)

Udało Nam się także odwiedzić świątynię Shaolin, nie, nie tę prawdziwą, taką inną, ale także nazywającą się Shaolin. W ogóle to to nowe stare miasto w Kunming jest siedzibą bodajże pięciu świątyń, więc jest to miejsce także dla sfery duchowej.

P1090295 (Copy)

Zmęczeni tyloma dniami w podróży, zmianą pogody, oraz ciężkimi plecakami ruszyliśmy w stronę dworca by odebrać bilety. Dla mnie trzy, dla June jeden. O ile odbiór tego jednego dla June jest prosty, bo wymaga zaledwie zeskanowania dowodu osobistego, o tyle odbiór tych trzech dla mnie jest niezwykle skomplikowany, bowiem wymaga odczekania kilkunastu minut w kolejce i podania numeru rezerwacji, oraz uiszczeniu opłaty.

P1090288 (Copy)

Teraz wyobraźcie sobie w Polsce że rezerwujecie i opłacacie bilet przez internet a potem podchodzicie do automatu na stacji kolejowej, skanujecie dowód osobisty i po paru sekundach otrzymujecie swój bilet. Bajka.

P1090299 (Copy)

Po odczekaniu i odebraniu trzech biletów, jednego do Zhengzhou, jednego do Szanghaju i jednego do Changchun, ruszyliśmy poszukać jadłodajni o której słyszeliśmy w czasie naszego pierwszego pobytu w Kunming. Okazało się, że tym razem jest otwarta i faktycznie wygląda jak jadłodajnia. Setki małych knajpek pełnych naganiaczy i przyzwoitego jedzenia. Zdecydowaliśmy się na gotowane warzywa w sosie na ostro.

P1090308 (Copy)

Teraz przyszła kolej na pociąg. Kunming jest pierwszym miastem w Chinach w którym byłem i które nie ma w pobliżu dworca żadnego fast foodu czynnego dwadzieścia cztery godziny na dobę. Także by skryć się przed skwarem musieliśmy się trochę naszukać. A po June było widać już coraz większe zmęczenie. Niezależnie od tego jak długo nosiłem Jej plecak. Zmęczenie zmęczeniem, ale czekał nas najdłuższy element podróży, który może dałoby się trochę urozmaicić gdyby nie druga właścicielka sklepu która chciała otworzyć go już 8 lutego. Ostatecznie udało się wytargować 9 dzień lutego, ale i tak oznaczało to trzydzieści jeden godzin w pociągu. Dla mnie miała być to najdłuższa podróż pociągiem w życiu. Dla June absolutnie nie bowiem już w tym roku wracała z Lhasy do Zhengzhou przez godzin czterdzieści.

Podróż na południe

Kunming

P1080532 (Copy)

Udało nam się chwilę pospać w pociągu, ale gdy wyszliśmy na ulice Kunming przywitał nas mrok, mnóstwo handlarzy, ciepło, oraz kompletny brak jakichkolwiek fast foodów. Fast foody w Chinach są o tyle istotne że pełnią one funkcje darmowych toalet oraz hoteli na godziny, o ile nie przeszkadza Ci spanie na krzesłach. Nikt Cię z nich nie wyrzuci, nawet jeżeli nic nie kupiłeś. Zresztą tak jest w każdym chińskim sklepie, podobno chińska IKEA to jedyny oddział który pozwala odwiedzającym na spanie na ekspozycjach.

P1080529 (Copy)
Tym razem do hostelu dotarliśmy bez pomocy taksówki. Wystarczył autobus, ale to co rzucało się w oczy w czasie podróży to fakt że to miasto jakoś nie pasuje do pięknej prowincji Yunnan. Jest jakieś takie trochę jak Changchun, szare i brzydkie. Trzymając się za ręce ruszyliśmy szukać śniadania, ale widać było że coraz więcej ludzi jest już myślami przy Święcie Wiosny i coraz więcej sklepów jest zamkniętych. W końcu udało nam się znaleźć małą jadłodajnię w pobliżu hostelu, ale chociaż było w niej bardzo dużo ludzi to jedzenie było takie sobie, a obsługa chyba miała zły dzień, bo June powiedziała że wszyscy byli traktowani bardzo nieuprzejmie.

P1080591 (Copy)

Po chwili na toaletę i zostawieniu rzeczy w hostelu, tym razem w pokoju mieszanym z ośmioma innymi osobami, ruszyliśmy w stronę ogromnego jeziora. Jeziora na południu naprawdę nie zamarzają…

P1080588 (Copy)

Mewy, mewy i jeszcze raz mewy. To chyba największe atrakcje jeziora, bowiem gdzie nie kopnąć ktoś sprzedawał jedzenie dla nich, a ludzie albo robili zdjęcia albo wystawiali ręce i karmili nadlatujące ptaki.

P1080596 (Copy)

June najpierw wystawiała rękę do karmienia, a potem gdy spróbowała zrobić zdjęcie telefon wleciał Jej do jeziora. Chyba na północy zakończyłoby się to lepiej bo tylko lekkim obiciem, a nie kompletnym zanurzeniem po którym narrator był zmuszony chodzić w mokrych butach. Telefon został jednak uratowany.

P1080599 (Copy)

Spacer w pobliżu jeziora był dość krótki i dosłownie jednostronny, bo nie było drugiego wyjścia. Znaczy było, ale z powodu budowy drogi było zamknięte. Także doszliśmy do niego i wróciliśmy z powrotem.

P1080606 (Copy)

Że mieliśmy jeszcze mnóstwo czasu udaliśmy się do fałszywej wioski mniejszości etnicznych. Jak wiecie, jest ich w Chinach dość sporo, bodajże 56, z czego ponad 20 znajduje się w prowincji Yunnan. Szacuje się że co trzeci mieszkaniec tej prowincji należy do jakiejś mniejszości. Wioska okazała się płatna, więc z niej zrezygnowaliśmy uznając że sami poszukamy prawdziwych wiosek mniejszości etnicznych.

P1080637 (Copy)

Przed powrotem do hostelu udaliśmy się poszukać jedzenia, ale było to zadanie niemalże karkołomne i praktycznie zakończone klęską. To co udało nam się znaleźć nie zadowoliło żadnego z Naszych zmysłów, a już w żadnym wypadku nie nasyciło.

P1080638 (Copy)

Z hostelu wymeldowaliśmy się wcześnie ruszając na poszukiwanie jedzenia. Chłopak z hostelu powiedział jedynie że z powodu Święta Wiosny wszystko praktycznie jest zamknięte i nie polecił nam absolutnie żadnego miejsca. Ludzie na ulicy również mieli problemy ze wskazaniem jakiegokolwiek dobrego miejsca, dopiero Pani niosąca dwie siatki z jedzeniem wskazała nam małą knajpkę która, Jej zdaniem, serwuje dobre żarcie. Nie kłamała i podtrzymało to moją opinię że komu jak komu ale kobietom z jedzeniem w siatkach można ufać jeżeli chodzi o wybór restauracji.

P1080641 (Copy)

Następnie ruszyliśmy w stronę dworca autobusowego by kupić bilety na autobus nocny do Jinghong. Po udanych zakupach kontynuowaliśmy podróż tym razem w poszukiwaniu starego magazynu z rzeczami z drugiej ręki. Szukaliśmy go kilka godzin, ale ponieśliśmy sromotną klęskę, nikt bowiem nie wiedział gdzie on jest. Osobiście w dalszym ciągu uważam że szukaliśmy w złym miejscu, ale nie będę się o to wykłócał, bowiem dodatkowych kilogramów w postaci namiotu i tak nie potrzebowałem.

P1080642 (Copy)

Udało nam się za to znaleźć ulicę z jedzeniem i to jedzeniem całkiem przyzwoitym w postaci frytek, świeżego soku z trzciny cukrowej, oraz tofu na ostro. Następne dwie godziny spędziliśmy siedząc na ławce jedząc i wymyślając historie na temat zauważonych na ulicy ludzi.

P1080656 (Copy)

W drodze powrotnej skorzystaliśmy z toalety w szpitalu gdzie próbował nas szpiegować młody chłopak, ale jak to bywa w takich sytuacjach szpiegował nas z marnym skutkiem, uciekając za każdym razem gdy go zauważyłem.

P1080655 (Copy)

Kolejna toaleta była szczególna dla June bowiem spotkała ludzi ze swojej prowincji, którzy zaprosili nas na kolację, ale że nie mogliśmy zostać to poczęstowali nas przepysznym ciastem domowej roboty. June nie mogła pozbierać się z radości że usłyszała swój dialekt.

P1080653 (Copy)

Po tych kilku godzinach raz jeszcze udaliśmy się na stację autobusową tym razem w zupełnie pustym metrze naziemnym i zmęczeni przeczekaliśmy dwie godziny na dworcu.

P1080648 (Copy)

Po wejściu to autobusu ujrzałem 36 łózek na dwóch poziomach, na szczęście nasze były koło siebie i June mogła spać trzymając mnie za dłoń.

Jinghong

P1080659 (Copy)

O Jinghong nigdy wcześniej nie słyszałem bo niby dlaczego miałbym słyszeć…Yunnan mnie aż tak bardzo nie interesował, jest gdzieś tam w planach na przyszłość, ale z pewnością nie był planowany na teraz.
I teraz tak, nigdy wcześniej nie słyszałem, nigdy wcześniej nie widziałem, dzień wcześniej byłem w mieście po którym musiałem chodzić w polarze, a w Jinghong wychodząc na ulicę nie da się nie zauważyć rosnących na ulicach palm kokosowych. Tak, dobrze przeczytaliście, palm kokosowych na ulicach. I to takich dających owoce. Po czterech miesiącach zimy dotarłem do miasta w którym ludzi nigdy nie widzieli śniegu na żywo.

P1080663 (Copy)

Spanie w Jinghong miało początkowo wyglądać tak:
– Będziemy spać w restauracji, Ty u kelnerów w pokoju wspólnym, może na kanapie, ja u kelnerek w pokoju wspólnym. Jeżeli nam się nie spodoba to możemy się przenieść do pokoju w hotelu który dostaniemy po zniżce.
Podróż z June to ciągła jedna wielka improwizacja. Ciągła i nieustanna. Bo to Chinka, więc plany planami, a rzeczywistość sobie. Czyli uśmiechnięte uosobienie tego kraju.

P1080670 (Copy)

Ostatecznie pierwsze spanie w Jinghong udało nam się załatwić w małym hoteliku, rezerwując dwa pokoje, jeden dla nas, drugi dla znajomej dziewczyny znajomego, która chociaż pracuje w tym kraju pochodzi z Birmy i nie ma ani paszportu ani chińskiego dowodu (czyli wiadomo jak pracuje), która ostatecznie ze swojego pokoju zrezygnowała bo bała się w środku nocy przyjdzie kontrola i Ją wyrzuci.

P1080671 (Copy)

Po zostawieniu tobołów poznaliśmy Rei Rei, czyli dziewczynę znajomego. Rei Rei jeździ na skuterze i stwierdziła że nie mogę siedzieć z tyłu. Cóż, ja postanowiłem skuterem kierować ale dziewczyny uznały że wolą żyć i zostałem wygoniony na tył.

P1080672 (Copy)
RR zabrała nas do restauracji gdzie skosztowaliśmy typowych miejscowych dań i jeszcze za nas zapłaciła, bo jak tłumaczy June jak się w Chinach kogoś odwiedza to On za wszystko płaci, to taka nasza gościnność. Oczywiście June nieśmiało próbowała zapłacić, ale jak Jej często powtarzam z chińczykami nie ma się co kłócić o to kto płaci.

P1080673 (Copy)

Po obiedzie ruszyliśmy na małą przejażdżkę po Jinghong odwiedzając ogromną świątynię buddyjską, oraz sklep z herbatami w którym pracowała znajoma RR.

P1080674 (Copy)
A że była to Wigilia Chińskiego Nowego Roku i odbywała się olbrzymia rodzinna kolacja ruszyliśmy na małe zakupy żywieniowe. Zawieźliśmy to wszystko do rodziny RR, która przyjęła nas jak swoich, dostaliśmy po czerwonej kopercie z pieniędzmi i po chwili ruszyliśmy na podwieczorek na ulicy, z kwaśnym i ostrym jedzeniem.

P1080694 (Copy)

Ostrym w zupełnie inny sposób, czyli trochę się napociłem. W drodze powrotnej najpierw nie umieliśmy złapać taksówki, a gdy już w końcu złapaliśmy wpadła ona w studzienkę kanalizacyjną i nie chciała ruszyć dalej.
Kolejna taksówka i już byliśmy na miejscu. Znowu dostaliśmy po kopercie i już było mi naprawdę głupio, bo nie dość że tych ludzi nie znam to jeszcze dają mi jeść i pieniądze.

P1080702 (Copy)

RR należy do mniejszości etnicznej Dai, więc wigilia Chińskiego Nowego roku w Jej domu zapewne różni się od tych w rodzinach tradycyjnych. Było tam naprawdę sporo ludzi, około trzydziestu, większość siedziała podzielona na trzy stoły, część stała przy czwartym w okolicy telewizora pilnując dzieci.

P1080722 (Copy)

A jedzenie było wyborne. Bardzo różnorodne, kolorowe i przepyszne. Wzniesiono jeden toast, nic więcej, żadnych życzeń, także trochę to dziwne, ale widać taka tradycja.

Szybko się pożegnaliśmy i ruszyliśmy z powrotem do hostelu. Wyszliśmy jeszcze na miasto, usiedliśmy przy fontannie która nie chciała zadziałać i gdy tak wtuleni w siebie patrzyliśmy na jezioro podszedł do nas Azjata, który okazał się Koreańczykiem, i zapytał o drogę do hostelu. Nie wiedzieliśmy jak Mu pomóc, wiec zaproponowaliśmy oddanie pokoju z którego zrezygnowała znajoma RR. Koreańczyk był wniebowzięty. Okazało się że przypłynął z Korei do Qingdao (ZAPAMIĘTAĆ) a potem ruszył w podróż. Z przewodnikiem z listą hosteli sprzed lat pięciu, angielskim takim że June miała problem się z Nim porozumieć, ale mnóstwem zapału i pasji.

P1080752 (Copy)

Najedzeni, bogatsi o de facto drugi fundusz na podróż i wymyci poszliśmy oglądać fajerwerki na dachu hotelu.

P1080757 (Copy)

Dzień następny rozpoczęliśmy od zjedzenia nudli ponad mostem, czyli typowego lokalnego dania. Dostaje się wrzący rosół i po kolei wrzuca do niego najpierw jajka i mięso a potem warzywa by na końcu wrzucić nudle. Wszystko oczywiście robi się samemu.

P1080758 (Copy)

Następnie przyszła pora na poszukiwanie butelki. Butelki która towarzyszyła Juna w czasie dwóch podróży do Tybetu i Nepalu, a która musiała wypaść Jej gdy taksówka wpadła w studzienkę kanalizacyjną. Nie udało się Jej znaleźć więc ruszyliśmy do sklepu.

P1080797 (Copy)

Po pasek dla mnie, bo spodnie ze mnie zaczęły spadać, oraz po butelkę dla Niej, bo jak tu żyć w Chinach bez butelki z wodą.  Obie rzeczy udało się znaleźć. Kwestia tego że butelka była wybrana z braku innej lepszej i chociaż swoją funkcję spełnia to jednak radości nie daje.

P1080795 (Copy)

Problemem w tym dniu miało okazać się spanie. Pierwsze cztery dni chińskiego nowego roku to okres cen absurdalnych. W hostelu którym nocowaliśmy ceny wzrosły pięciokrotnie, trzykrotnie przekraczając nasz dopuszczalny budżet na pokój. Ponownie uratowała nas RR.

P1080760 (Copy)

Najpierw zostawiliśmy rzeczy o Jej dziadków, którzy uraczyli nas powyższym obiadem, a potem ruszyliśmy zwiedzać sami. W czasie tej wędrówki pojawił się plany by zamiast do Birmy (gdzie chcieliśmy jechać od początku ) pojechać do Laosu. A jeżeli nie uda się nam dostać do Laosu to chociaż posiedzieć gdzieś w okolicy szukając jakichś mniejszości etnicznych które by nas przygarnęły na kilka dni.

P1080798 (Copy)

Plan o tyle spontaniczny co błyskawiczny i trochę szalony bo nie byliśmy absolutnie do tego przygotowani. Wróciliśmy do dziadków RR i zaczęliśmy szybko szukać informacji o tym jak dostać się na granicę, ja zacząłem zapisywać listy zwrotów w języku lao, oraz robić listę hosteli w miejscowościach które powinno nam się udać odwiedzić.

P1080808 (Copy)

Gdy już uznaliśmy że jesteśmy przygotowani poszliśmy spać. June na dół, a ja na górę. W rodzinach Dai mężczyźni nie tylko nie śpią w jednym pokoju z kobietami, nie śpią z Nimi nawet w jednym domu. A tradycje trzeba szanować.

P1080767 (Copy)

Mohan

P1080833 (Copy)

Z samego rana pożegnaliśmy się z dziadkiem RR i ruszyliśmy na autobus do miejscowości Mengla wymienianej jako pierwsze miasto po chińskiej stronie granicy. Nieprawda. Pierwszym miastem, czyli miastem w którym znajduje się przejście graniczne jest Mohan.

P1080834 (Copy)

Do Mohan dotarliśmy bez problemu, po drodze kilkoro chińczyków utwierdzało June w przekonaniu że dostanie wizę na granicy, ja o siebie byłem spokojny bo sprawdzałem wcześniej.

P1080846 (Copy)

W końcu dotarliśmy do Mohan i ruszyliśmy na poszukiwanie obiadu. Nikt jednak nie chciał się kłopotać marnymi dwoma duszami skoro przygotowywali obiady na kilkanaście osób. W sumie to nie ma Im się co dziwić.

P1080858 (Copy)

Udało nam się znaleźć knajpkę która posiadała przepyszne nudle do których można było zagryźć limonkę i tak najedzeni ruszyliśmy w stronę granicy. Najpierw w końcu warto się rozeznać co i jak a potem można w ostateczności szukać hotelu.

P1080864 (Copy)

Na granicy okazało się coś czego się nie spodziewaliśmy. June wizy do Laosu na wejściu nie dostanie. Ma dwie opcje, albo wróci do Kunming do ambasady, albo znajdzie kogoś kto mieszka w Laosie i ją ze sobą weźmie.

P1080893 (Copy)

Powrót do Kunming nie wchodzi w rachubę bo to miasto nas oboje odrzuciło, a znalezienie kogoś…właściwie to nie mogliśmy się od tych ktosiów opędzić. Zaporowa okazała się za to cena. 850 RMB, czyli praktycznie wszystko co każde z nas dostało od rodziny RR. Dużo za dużo. Nie tylko hotele windują ceny w okresie Święta Wiosny.

P1080887 (Copy)

Trochę zasmuceni odeszliśmy od granicy i ruszyliśmy w poszukiwaniu hotelu. Ponownie udało nam się znaleźć przyzwoity w niezwykle okazyjnej cenie, którą June jeszcze obniżyła negocjacjami  poprawiając sobie humor, i po zostawieniu rzeczy ruszyliśmy przed siebie w poszukiwaniu przygody. Weszliśmy na jedną górkę i w oddali majaczył nam Laos. Gdybyśmy z niej zeszli przekroczylibyśmy dziką granicę.

P1080914 (Copy)

Las który widzicie na zdjęciach wyglądał niesamowicie, pełen tropik. Palmy, papaje, mangowce…cudowne, cudowne przeżycie.

P1080939 (Copy)

A wracając znaleźliśmy uliczne jedzenie z nudlami na zimno, które było przepyszne.

P1080948 (Copy)

Dzień drugi rozpoczęliśmy późno pomijając śniadanie i ruszyliśmy od razu na kolejną górkę, tym razem z drugiej strony miasta i tym razem oddaliliśmy się od granicy z Laosem, ale las był jeszcze bardziej niesamowity.

P1080960 (Copy)

Szliśmy po takich drużkach że głowa mała, ale widać było że ktoś tam często chodzi. Tak samo jak dnia poprzedniego okazało się ze wejście jest trudniejsze od zejścia, ale widoki to wynagradzają.

P1080990 (Copy)

Nie spodziewałem się że zobaczę takie cuda w Chinach, myślałem że może gdy kiedyś wyjadę do ameryki południowej to je zobaczę, ale jeszcze nie teraz, a tu takie sympatyczne zaskoczenie.

P1080995 (Copy)

I tylko jedna myśl nie przestawała kołatać w mojej głowie ‘kiedy Ona sobie te buty rozwali’. Na szczęście nie rozwaliła i co jeszcze dziwniejsze ani razu się nie przewróciła.

P1090023 (Copy)

Na kolacje udało nam się dostać do restauracji która odrzuciła nas wczoraj, a spróbowaliśmy ponownie bo June słyszała wiele dobrego o pewnym daniu w którym bakłażana nadziewa się mięsem i podaje w sosie pomidorowym.

P1090012 (Copy)

A że June to pomidorowy potwór to wybaczyła restauracji i podeszliśmy po raz drugi. Warto było wybaczyć bo danie było niesamowite, jedno z najpyszniejszych jakie jadłem.

P1090066 (Copy)

P1090065 (Copy)

P1090063 (Copy)

P1090058 (Copy)

Podróż na zachód

Piszę tę notkę siedząc w pociągu w drodze do Szanghaju gdzie odwiedzam znajomego z czasów licealnych, to tylko część historii. Drugiej części powiedziałem do zobaczenia w Zhengzhou. Druga część to June, której macie pełne prawo nie pamiętać bo pojawiła się pół roku tomu na stacji w Luoyang jako Join. Przez kilka najbliższych notek poznacie ją bliżej bo niemożliwe jest rozdzielenie Jej od tego co się wydarzyło. Siedzi teraz we mnie smutek, bo się pożegnaliśmy, radość że się mogę smucić i lekki niepokój bo nie mam numeru do znajomego w Szanghaju, ale nie wydaje mi się żeby to był wielki problem.
Myślę że po tym wstępie możemy zaczynać.

Zhengzhou.

P1080468 (Copy)


Czekałem na wietrznym placu przed dworcem na dziewczynę szpiega. Szpiega, bo obiecała że mnie zaskoczy. Czekałem, czekałem i w końcu poczułem klepnięcie w ramię i tak jak się obracałem tak June kryła się za moimi plecami nie dając się zobaczyć. W końcu jednak wyszła z ukrycia uśmiechnięta i poszliśmy szukać restauracji na lunch. O ile ze znalezieniem nie był problemu o tyle z jedzeniem problem pewien był bowiem ta konkretna restauracja miała mieć w swojej ofercie pewne wyjątkowo ostre nudle, których nie miała co trochę zawiodło moją przewodniczkę.

P1080483 (Copy)


Następnie ruszyliśmy na skwer Erqi (dwóch siódemek), na którym znajdują się dwie czternastopiętrowe wieże. Jest to podobno najbardziej rozpoznawalny turystyczny punkt w Zhengzhou.

P1080475 (Copy)
Po tym wszystkim przyszła kolej na podróż pociągiem do Changsha.

P1080484 (Copy)

W gruncie rzeczy tylko po to by spędzić tam półtorej nocy, skosztować najbardziej znanego czarnego śmierdzącego tofu i ruszyć dalej. Niestety, pomimo wcześniejszych planów, nie ustaliliśmy żadnej wersji odnośnie tego kim jesteśmy i gdy ludzie zadawali pytania w pociągu June odpowiadała prawdę.

P1080488 (Copy)

A mieliśmy kilka o wiele ciekawszych wersji przygotowanych. Na szczęście trafiliśmy na tylko jedną ciekawską parę którą zaciekawiliśmy i której June, jak na współwłaścicielkę sklepu przystało, udało się skutecznie zaprezentować część asortymentu swojego sklepu.

P1080490 (Copy)

Changsha
Changsha przywitała nas nocą i niechętnie, bo niechęć do taksówek na dworcu to cecha łącząca ludzi wszystkich nacji, skorzystaliśmy z pomocy taksówkarza.

Niechęć okazała się być nie tylko bezpodstawna, ale także błędna. Nasz kierowca nie dość że zawiózł nas na miejsce to poświęcił dobrych kilka minut na jego zlokalizowanie i jeszcze zaniżył kwotę z taksometru. W dodatku polecił nam gdzie udać się po najlepsze w mieście śmierdzące tofu oraz polecił skosztowanie innego lokalnego smakołyku.
W hostelu udało nam się dostać pokój, trwało to co prawda trochę czasu, ale przynajmniej mogliśmy się w spokoju i wygodzie wyspać. A różnica w temperaturze między Zhengzhou a Changsha była odczuwalna do tego stopnie, że w Changsha spokojnie można było spać w krótkim rękawku.
Jeszcze o samym hostelu którego znalezienie było niezwykle trudne, Pan Taksówkarz musiał kilka razy dzwonić do rozdzielni i prosić o pomoc bo wydawało się że ktoś wcisnął ten hostel między dwa różne światy i trzeba było prosić o specjalne pozwolenie by się do niego dostać.

P1080502 (Copy)

Rano, a raczej bliżej południa ruszyliśmy na spacer po Changsha. Śniadanie odpuściliśmy, co jest w pełni zrozumiałe gdy się weżmie pod uwagę że June z reguły wstaje dość późno. Ruszyliśmy przed siebie do parku w którym na górce znajdowało się malutkie muzeum poświęcone pamięci ludzi z prowincji Hunan walczących przeciwko Japończykom.
Sam park miejscami sprawiał wrażenie opuszczonego, szczególnie w pobliżu tych opuszczonych i zaniedbanych budynków którymi chyba nikt się nie opiekował od chwili ich postawienia. Wyglądało to trochę jak z filmów grozy, ale oczywiście jak na takie opustoszałe miejsca przystało i w nich znalazło się posłanie i parę ubrań. Zawsze się znajdują w miejscach w których nikt nie mieszka.

P1080506 (Copy)
Do tego rzecz jasna dochodzi olbrzymie jezioro i ogromny most stojący nad nim. Jezioro na południu praktycznie nigdy nie bywają skute lodem. Warto o tym pamiętać gdy przyjeżdża się z mroźnej północy.

P1080508 (Copy)

Pogoda w tym dniu nas nie rozpieszczała, no może nie tyle nas, co mnie, bo wychodząc rano uznałem że sam polar wystarczy. Udało mi się przetrwać poszukiwania śmierdzącego tofu, które wcale nie śmierdzi tak bardzo jak się mówi (durian ma o wiele bardziej intensywny zapach) i jest całkiem smaczne, oraz skosztować miejscowych słodkości które były jak guma do żucia i niezbyt smaczne.

P1080510 (Copy)

W końcu jednak by ocalić moje zdrowie musieliśmy więc wrócić się do hostelu i już chwilę potem ruszyliśmy z powrotem. Kolejny krótki spacer tym razem w stronę dworca by zobaczyć jak to jutro będzie wyglądać i odebrać mój bilet został zwieńczony wizytą w supermarkecie bo trzeba było zaopatrzyć się w zupki błyskawiczne na podróż do Kunming (około 18 godzin).

P1080513 (Copy)

Następnego dnia ruszyliśmy na stację kolejową, ale najpierw zjedliśmy na śniadanie nudle ryżowe w małej knajpce przy hostelu. Cudowne, smakowały jakby były domowej roboty, bo pewnie były. Następnie czekaliśmy na autobus, który nie nadjechał, więc ruszyliśmy na kolejny przystanek przy okazji odwiedzając aptekę bo June nie czuła się najlepiej.

P1080518 (Copy)

Autobus wlókł się niemożliwie i pierwszy raz zauważyłem zmartwienie w Jej oczach. Do tej pory była w nich tylko radość, ale korek sprawił że naprawdę się zmartwiła o to czy nam się uda. Oczywiście się udało, ledwo ledwo bo pociąg już stał i czekał, ale się udało. Po raz kolejny musieliśmy prosić ludzi by się zamienili z Nami miejscami, bo chcieliśmy siedzieć koło siebie. Na szczęście nikt nie robił Nam żadnych problemów.

P1080519 (Copy)

Przez następnych osiemnaście godzin nikt się Nas o nic nie pytał, więc rozmawialiśmy tylko że sobą przygotowując kolejne wersje tego kim jesteśmy w przypadku pytań w innych pociągach. I tak siedząc patrząc w Jej uśmiechnięte brązowe oczy musiałem się w końcu zapytać:
– June, wiesz że jesteś moją dziewczyną?
– Naprawdę?
– Tak.
– Teraz już wiem.

P1080527 (Copy)

Chwilę potem pojawił się Pan Policjant który przypominał wszystkim by pilnowali gdzie mają swoje telefony komórkowe, portfele, oraz dokumenty. A potem zwrócił się do mnie, ale że Go nie zrozumiałem to spytał June czy jest ze mną i po usłyszeniu odpowiedzi twierdzącej powiedział Jej że ma się mną opiekować. Oczywiście pokiwała w spokoju głową, ale gdy mi to przetłumaczyła nie mogła przestać się śmiać, a gwiazdki w Jej oczach świeciły się jeszcze bardziej.

Zhengzhou

P1080447 (Copy)

Hmm…mam nie mały problem.  Jak wiecie nie jestem fanem podsumowań, ale myślę że zacznę prowadzić ranking najgorszej podróży. Z pewnością najdłuższą i najbardziej uciążliwą z tego powodu był zeszłoroczny lot do Pekinu przez Doha, ale to jest poza klasyfikacją jak dla mnie. Bez dwóch zdań ciężka była pierwsza dwudziestoczterogodzinna podróż pociągiem, czyli Xi’an – Chengdu, ale to przede wszystkim z powodu długości trasy. Dwadzieścia dziewięć godzin spędzonych na trasie Chengdu – Pekin były z jednej strony uciążliwe bo siedzenie było twarde a Pan siedzący naprzeciwko uważał że toaleta jest dla słabych i równie dobrze może sikać do butelki, ale widoki za oknem były cudowne.

P1080449 (Copy)

Ta podróż z Changchun do Zhengzhou trwa niby jedyne dwadzieścia cztery godziny ale była to moja pierwsza podróż bez wykupionego miejsca. Wygląda to w ten sposób że normalnie na bilecie mamy przypisane miejsce, a jeżeli nie mamy to siadamy lub stoimy gdzie popadnie. Owszem, możemy usiąść na fotelu dopóki ktoś nas nie wygoni, owszem możemy stać lub siedzieć w przejściu dopóki ktoś nie będzie chciał przejść, możemy również stać w przejściu między wagonami (z wyjątkiem przejścia między wagonami ostatnim i przedostatnim) tyle tylko że tam się pali. Dlatego też najbardziej okupowane są miejsca w okolicy toalet. Zaletą jest duża ilość miejsca (jak się uda to więcej niż na miejscu siedzącym), oraz blisko do toalety, wadą jest…no właśnie blisko do toalety, czyli mokro i brudno.

P1080453 (Copy)
Po tym jak po czterech godzinach pociąg nagle zaczął się wypełniać postanowiłem się ewakuować do wagonu trzeciego gdzie jeszcze nikt miejsca przy toalecie nie zajął. Rozłożyłem sobie krzesełko i siedziałem w spokoju słuchając o tym jak upadało imperium rzymskie. W końcu ludzie zaczęli się schodzić, miejsca coraz to bardziej ubywało ale udało mi się noc przetrzymać. Owszem, było zimno, było ciasno i śmierdziało papierosami, ale się wyspałem. Mniej więcej. Po kilku godzinach obudziłem się nie czując stopy. Nie mogłem ruszać palcami, ot była przypięta do ciała, ale nie działała. Czasem zdarzało mi się że nie mogłem ręką ruszać, ale po czucie wracało, stopa to coś nowego. Na szczęście wystarczyło rozwiązać but i chwilę pomasować by wszystko wróciło do normy, ktoś mi musiał się na niej położyć, bo sznurówki nie były tak mocno zasznurowane. Znowu zasnąłem, a parę godzin później krzesło zakupione na stacji w Changchun się rozjechało i ostatnich kilka godzin spędziłem siedząc na kawałku plastiku i ręczniczku, który przezornie zabrałem ze sobą.

P1080456 (Copy)

Zhengzhou przywitało mnie jak na jedno z najbardziej zanieczyszczonych miast w Chinach przystało – mgłą. Wyszedłem inną stroną niż w czerwcu i się zgubiłem. Blisko godzinę krążyłem w różne strony szukając drogi do hotelu, w końcu stwierdziłem że to nie ma sensu, znalazłem restaurację i zjadłem obiad, po czym ruszyłem szukać dalej. Znalazłem adres, ale hotelu znaleźć nie potrafiłem. Popytałem strażników, a ci mnie poprowadzili i zajechałem na szóste piętro, gdzie…było biuro. Biuro, a za zasłoną łóżka i już mnie chwyciło przerażenie że przyjdzie mi spać w tym biurze. Na szczęście jednak nic z tego. Pani wypisała co chciała i zabrała mnie na piętro dwudzieste ósme gdzie dostałem pokój.

P1080462 (Copy)

Pokój to mało powiedziane, to całe mieszkanie. Może nie duże, ale wygląda lepiej od tego w którym mieszkam w Changchun.

Święto Wiosny: Chunyun

Chunyun, czyl wiosenna podróż. Okres ten zaczyna się zazwyczaj około piętnastu dni przed nadejściem nowego roku i trwa dni około czterdzieści. W tym okresie liczba pasażero podróży przekroczyła już liczbę mieszkańców Chin osiągając w 2006 roku liczbę ponad dwóch miliardów. Okres ten jest największą coroczną migracją ludzi.

Początki

Przyczyny takiego wzrostu liczby pasażerów są trojakie:

Po pierwsze, spotykanie z rodziną odgrywa ogromną role w chińskiej kulturze. Ludzie wracają do domów z pracy lub ze szkoły by uczestniczyć w rodzinnej kolacji w przededniu nowego roku. Od końca lat 70-ych kiedy to zapoczątkowo reformy gospodarcze ludzie zaczęli opuszczać swoje rodzinne strony i szukają pracy daleko od domu. Szacuje się że ich liczba wynosi obecnie około 260 milionów.

Po drugie, reformy edukacyjne zwiększyły liczbę studentów którzy często studiują daleko od domu. W okresie Święta Wiosny mają oni przerwę od zajęć i wykorzystują ją by wrócić do domu.

I po trzecie, Święto Wiosny to okres siedmiu dni wolnych od pracy, który wielu ludzi wykorzystuje na podróże.

Wpływ na komunikację publiczną

Liczba osób chcących kupić bilety jest tak duża, że często dochodzi o konflikty o miejsce w kolejce.

By sprostać zapotrzebowaniu otwiera się nowe tymczasowe linie, oraz wypuszcza na trasy setki tysięcy tymczasowych autobusów, a kasy biletowe otwarte są dłużej niż normalnie.
Przykładowo, w Shenzen w 2005 roku stacja kolejowa miała otwartych dziesięć linii telefonicznych a i tak dostawała kilka milionów połączeń każdej godziny. W Guangzhou (Kantonie) liczba ta sięgała blisko dwudziestu milionów.

Oczywiście pojawiają się ludzie którzy chcą sobie zarobić na sprzedaży biletów. Wykupują bilety krótko po tym gdy pojawią się w sprzedaży, a następnie sprzedają je stojąc pod stacjami kolejowymi.

Rzecz jasna zwiększa się także ryzyko kradzieży, oszustw czy innych przestępstw. Większy nacisk przykłada się do kontroli pasażerów, oraz bagaży.
Pociągi są bardziej obładowane ludźmi, kierowcy autobusów pracują dłużej i mniej regularnie.

Przed Świętem Wiosny ludzie z reguły wyruszają z dużych miast w stronę wsi, a po Święcie Wiosny w drugą stronę.

Imienne bilety

Od 2012 roku na biletach znajdują się kody QR z informacjami o pasażerze, przez co każdy bilet jest powiązany z pasażerem.
Oznacza to, że pracownicy kolei sprawdzają zarówno bilet jak i dokument tożsamości osoby która go przedstawia .

I na koniec ciekawostka: w tym okresie zniesione są całkowicie opłaty za przejazd autostradami.

Ji’an

P1070750 (Copy)

Dawno temu Korea była podzielona na trzy królestwa. Goguryeo, Baekje i Silla.

P1070754 (Copy)

To pierwsze wywodziło się z Mandżurii. Istniało sobie sześć stuleci aż zostało rozbite przez Chiny na początku wieku siódmego.

P1070759 (Copy)

Jedną ze stolic kraju był znajdujący się obecnie na terenie ChRL Ji’an. Miasteczko obecnie malutkie na granicy z Korea Północną. Dostać się to nie jest łatwo. Dostać się do wpisanych n listach kulturowych zabytków UNESCO grobowców z okresu tego królestwa jest jeszcze trudniej. O opisach w internecie możecie zapomnieć, o mapach na miejscu nie marzcie, nie myślicie nawet o autobusach które zawiozą Was na miejsce. Pozostają taksówki. Przynajmniej w zimie. Może w lato wygląda to inaczej, ale w zimie to…cóż, tak to wyglądało dzisiaj.

P1070778 (Copy)

Po wyjściu z pociągu uderzyło mnie zimno. Najpierw zamarzły mi palce u stóp, potem straciłem czucie w dłoniach, chwilę potem szczęka zaczęła mi skakać i zacząłem w duszy przeklinać samego siebie że nie wziąłem grubej kurtki i w głowie już miałem myśl by uciekać pierwszym pociągiem do Changchun i wrócić w lato…gdy w końcu wyszedłem ze stacji zrobiło się tylko gorzej. Wskoczyłem na moment do stacji biletowej gdzie ogrzałem palce i ubrałem drugą parę rękawiczek. Wyszedłem szukać stacji autobusowej. W jedną stronę nic, w drugą stronę nic, wróciłem do stacji by się ogrzać.

P1070788 (Copy)

Wbrew temu co sarkastycznie śpiewał Dezerter policjanci faktycznie mówią prawdę a nawet wychodzą na ulicę by pokazać gdzie iść. Dołożyłem kilkaset metrów i znalazłem stacje. Chciałem bilet na godzinę ósmą, ale udało mi się dostać bilet na siódmą, czyli odjazd już za dziesięć minut.

P1070791 (Copy)

Jazda z Tonghua do Ji’an trwała trochę ponad dwie godziny. W Ji’an nie miałem pojęcia co zrobić. Wymyśliłem sobie że przejdę się kawałek i znajdę taksówkę która zabierze mnie do pierwszego miejsca a stamtąd jakoś sobie poradzę. Taksówkarz sam mnie znalazł i zawiózł na kompletne przedmieścia przypominające obrzeża Jiawang.

P1070799 (Copy)

Wokół nie było niczego. Żadnych przystanków, innych taksówek, innych ludzi, nawet ludzi w kasie nie było…Pan Taksówkarz poszedł ze mną, powiedział jaki bilet kupić i nawet zawołał kasjerkę. Widząc że sobie nie poradzę w taką pogodę bez mapy zgodziłem się by mnie zawiózł do wszystkich czterech miejsc. Wyszło mnie to drożej niż planowałem, ale inaczej bym tego nie ogarnął. Dość powiedzieć że w dwóch kolejnych miejscach PT musiał wołać ludzi by mi bilet skasowali, oraz poszli ze mną. Zastanawiałem się dlaczego, ale w krótce zrozumiałem.

P1070800 (Copy)

Zakaz robienia zdjęć. Najpierw nie mogłem robić zdjęć menhirowi sprzed tysiąca czterystu lat. O jego wieku dowiedziałem się od historyków sprawdzających czy się przesunął. Nie przesunął. Zaproponowali mi transport, ale niestety taksówkarz już był opłacony. I teraz straszenie sobie pluję w zgoloną brodę ze nie wziąłem do Nich kontaktu, bo o tych grobowcach prawie nic w internecie nie ma.

P1070801 (Copy)

Trzecie miejsce do grobowce do których można wejść i ponownie nie można robić zdjęć więc trzeba iść ze strażnikiem. Który wziął mi telefon gdy próbowałem przez niego patrzeć bo mi okulary zaparowały. A było na co popatrzeć bo ten grobowiec był cudownie pomalowany. Fantastyczne kolory.

P1070813 (Copy)

Aż mnie zastanawia dlaczego do innych nie można wejść. Może kiedyś i na nie przyjdzie pora bo domyślam się że koszty otwarcia takiego grobowca są olbrzymie.

P1070815 (Copy)

Ostatnim miejscem w które się udaliśmy był zbiór grobowców z okolic piątego i szóstego wieku. Kilkanaście piramidalnych grobowców zbudowanych dla bogatszej ludności dawnego Goguryeo.

P1070823 (Copy)

Tutaj nie było już nikogo nawet w kasie. Zamknięta na cztery spusty. Tyle lat historii i tylko ja wokół. Niesamowite przeżycie. Gdyby tylko gdzieś jeszcze były przedmioty wydobyte z tych grobowców, albo chociaż zdjęcia. Z drugiej strony, należy założyć że niewiele udało się uratować, inaczej gdzieś by zostało to pokazane.

P1070846 (Copy)

A na koniec PT odstawił mnie na rzekę Yalu, czyli rzekę wyznaczającą granicę pomiędzy Koreą Północną a Chinami. Taka niepozorna rzeka  pięknymi górami po drugiej stronie. Nic dziwnego że miejsce to wybrano na stolicę. Otoczone rzeką i górami musiało być ciężkie do zdobycia między pierwszym a piątym wiekiem.

P1070847 (Copy)

Wzdłuż rzeki Yalu pospacerowałem ponad godzinę. Znalazłem fabrykę i widziałem Koreańczyków z północy. Fantastycznie.

P1070854 (Copy)

A potem przyszło mi wracać, nie za bardzo wiedziałem w którą stronę się udać, ale ruszyłem w stronę miasta i idąc przed siebie licząc że w ostateczności zawołam taksówkę.

P1070897 (Copy)

W końcu znalazłem taksówkę, ale pan taksówkarz pomachał ręką sugerując ze to za blisko. No to super. Szedłem w dobrym kierunku i już byłemu blisko.

P1070916 (Copy)

Nie było już więcej do zobaczenia w Ji’an, może jeszcze most graniczny, ale nie mam pojęcia czy on w ogóle jest w Ji’an bo nigdzie na mapie nie widziałem.

P1070920 (Copy)

Godzinę później wszedłem do autobusu do Tonghua i dwie godziny później zameldowałem się w okolicy dworca. A gdy to piszę zostały mi jeszcze trzy godziny czekania.

P1070943 (Copy)

Ogółem był to udany wyjazd, ale nie polecam wykonywać go w zimę. W lato może udałoby się załatwić transport trochę taniej. No i można zobaczyć trochę więcej grobowców a nie ograniczać się do tych z listy UNESCO.

A teraz pora na…

P1070866 (Copy)

A co to?

Miastu Wunu było pierwszą stolicą Goguryeo. Jest tylko częściowo odkryte. Dodatkowe stolice do Wandu i Guonei, które pełniło rolę dodatkowej stolicy po przeniesieniu głównej do Pjongjang.

P1070895 (Copy)

Te trzy stolice są doskonałym przykładem wykorzystania terenu do budowania miast. Sposób w jaki zostały zbudowane był naśladowany przez sąsiednie państwa.

P1070887 (Copy)

W całej okolicy Ji’an znajduje się około czterdziestu grobowców, a kolejne znajdują się w Korei Północnej. Grobowce są zaprojektowane tak by utrzymać ciężar znajdujący się na nich bez używanie kolumn czy też innych wsporników. Znajdujące się w środku malowidła są pełne kolorów i można się na nich doszukać wpływów innych kultur.

See you Shenyang

P1070409 (Copy)

Czyli jak spędzić większość dnia chodząc tu i tam właściwie nz celu, ot tak dla samego zwiedzania. Wyruszyłem w stronę zachodniej pagody.

P1070485 (Copy)
A co to?
Pagody są cztery. Wschodnia, zachodnia, północna i południowa. Znajdujące się mniej więcej cztery kilometry we wspomnianych kierunkach od pałacu cesarskiego.

P1070424 (Copy)
Cztery kilometry, dobre sobie. W planie miałem odwiedzić je wszystkie ale dojście do pierwszej zajęło mi dwie godziny.
Po drodze znalazłem dużą świątynię buddyjską utrzymaną w stylu tybetańskim. I to zupełnie za darmo. Ludzi całkiem sporo, widać że postanowili uczcić nowy rok w świątyni.

P1070431 (Copy)

Następną świątynią jaka zauważyłem był kościół chrześcijański w dzielnicy koreańskiej. Oczywiście był zamknięty, ale już sam fakt był niesamowity. Wyczytałem w sieci że należy do niego około trzy tysiące osób, czyli taka malutka parafia.

P1070427 (Copy)
I szedłem dalej przed siebie, a w końcu dotarłem do czwartej świątyni (o tej pominiętej będzie za chwilę). Ta znajdowała się na wokół zachodniej pagody i ponownie była to świątynia buddyjska w stylu tybetańskim.

P1070437 (Copy)

Zatkało mnie z wrażenia bo widziałem w jeden dzień więcej świątyń niż przez cztery miesiące w Changchun…Czyli jednak jakaś religijność, duchowość istnieje na północy. Trzeba tylko poszukać. Teraz będę mieć więcej czasu więc postaram się udać do tych wymienionych na mapie świątyni w Changchun.

P1070459 (Copy)
Ach…ta niewspomniana a odwiedzona świątynia była maluteńka i znajdowała się tuż obok pałacu cesarskiego.

P1070496 (Copy)

Wyczytałem tylko że została zbudowana w siedemnastym wieku i że jest wpisana na listę chińskich zabytków z oznaczeniem AA. Czyli całkiem w porządku.

P1070474 (Copy)
Do stacji kolejowej postanowiłem pójść pieszo, w końcu ani trochę mi się nie śmieszyło. I tak niespiesznie doszedłem do restauracji samoobsługowej przed stacją. Wystarczyło wybrać co się chce a Pan Kucharz przygotowywał to w ogromnym garze po czym przelewał i można było zacząć jeść. Świetne. Takie coś to ja rozumiem.

P1070528 (Copy)
Po dojściu do stacji zdałem sobie sprawę że zostało mi jeszcze mnóstwo czasu i postanowiłem go spędzić na spacerowaniu.

P1070532 (Copy)
Tak dobrze nie włóczyło mi się od wakacji. Fantastyczne miasto, czyste, wysokie, z mnóstwem ścieżek rowerowych, uśmiechniętymi ludźmi. Na takiej północy da się mieszkać. Tym bardziej ciekawi mnie Dalian, podobno najpiękniejsze miasto w Dongbei.

P1070538 (Copy)
Przespacerowałem się i przyszła pora wracać.

P1070557 (Copy)

A te budynki z lat dwudziestych dwudziestego wieku są fantastyczne, budowane na styl zachodni i utrzymane w super stanie, o wiele lepszym niż te faktyczne kulturowe zabytki. Główna stacja kolejowa wygląda tak że jakby zdjąć z niej napis to bym w życiu nie odgadł że to Chiny.

P1070599 (Copy)

Shenyang bejbe dzień drugi

P1060772 (Copy)

Tak jak już pisałem wczoraj, plan na dzisiaj był żenująco prosty: do zobaczenia dwa miejsca. Pierwsze to zhaoling

P1060823 (Copy)

A co to?

Zhaoling,昭陵, to grobowiec drugiego cesarza z dynastii Qing – Huang Taiji. Budowano go osiem lat w połowie siedemnastego wieku. Budynki są zbudowane w stylach reprezentujących zarówno styl Mandżurski jak i Chiński.

P1060828 (Copy)

Grobowiec ten znajduje się w parku Beiling i jest bliźniaczo podobny do grobowca odwiedzonego wczoraj. Z tą różnicą że wstęp był droższy i trzeba było dopłacić za odwiedzenie dwóch dodatkowych pomieszczeń (które można sobie darować).

P1060962 (Copy)

Przyznam się bez bicia że gdybym przyjechał tutaj w środku sezonu turystycznego i miał wysupłać 50 RMB za zwiedzanie to czułbym się rozczarowany. 30 RMB jest ceną odpowiednią.

P1060966 (Copy)

Tylko przyznam uczciwie że mi się serce kraje gdy na te zabytki patrzę. Poniszczone, odrapane, byle jak zabezpieczone, najzwyczajniej w świecie puste, a drzewa bez liści jedynie dopełniają całości. Oba te grobowce są smutne. Proste.

P1070003 (Copy)

Punktem numer dwa na mojej liście były wykopaliska, a konkretniej wioska z przed siedmiu tysięcy lat. Czyli muzeum Xinle

P1070014 (Copy)

A co to?

To muzeum związane z wioską z przed ponad siedmiu tysięcy lat. Znajdują się tam znaleziska archeologiczne (a jednak archeologowie pojawiają się na północy), oraz zrekonstruowana wioska.

P1070021 (Copy)

Taki opis wystarczył by mnie zachęcić…
Wioska…wioska…pięć chatek, a wejść możesz do trzech – wioska. Do tego muzeum z nikłym zbiorem przedmiotów z wykopalisk. Niby część terenu jest zarezerwowana na kolejne wykopaliska, ale…taki jakiś niesmak pozostaje. Nikt o tę północ nie dba, nikt się tym jakoś specjalnie nie interesuje. To chyba najstarsza ze wszystkich znalezionych wiosek na terenie Chin, a mimo to jest to niezwykle nijakie. Chociaż w muzeum jest sporo informacji po angielsku.

P1070051 (Copy)

Przygnębiony trochę faktem nijakości wioski postanowiłem odwiedzić muzeum, bo jest za darmo i podobno ma ciekawe ekspozycje, również związane z tą wioską.

Najpierw jednak poszedłem poszukać jedzenia. Trafiłem do muzułmańskiej części Shenyang gdzie wybór mięs był przerażający, ale fajnie tak sobie pochodzić po targu mięsnym widząc że jednak można sprzedawać coś poza wieprzowiną.

P1070053 (Copy)

Nasycony makaronem i kawałkiem wołowiny ruszyłem do muzeum.

A co to?

Muzeum prowincji Liaoning, czyli jak sama nazwa wskazuje muzeum prowincji Liaoning, eksponaty od ery kamienia łupanego aż do czasów dynastii Qing.

P1070139 (Copy)

Tak…
Trzy piętra, po cztery sale na każdym i oczywiście sześć zamkniętych. No nic, czasem bywa i tak. W każdym razie zdjęcia zrobiłem, porozmyślałem o tym jacy to musieli być zdolni ludzie żeby tak dłubać w tym jadeicie i poszedłem szukać zachodniej pagody.

P1070368 (Copy)

Nie doszedłem do niej więc nie wytłumaczę co to. Znalazłem za to małą taoistyczną świątynię tuż obok Tesco.

P1070374 (Copy)

I tyle na dzisiaj, plan na jutro jest jeszcze prostszy niż na dzisiaj, ale zobaczymy czy uda się go zrealizować z plecakiem na plecach.

P1070398 (Copy)

Spojrzałem na ostatnią notkę z zeszłego roku i dotarło do mnie jak bardzo się zmieniło. Kraj pozostał ten sam, ale miasto jest inne, ludzie są inni, atmosfera jest inna, wszystko diametralnie różni się od siebie. Jak wiecie nie uprawiam żadnych podsumowań, więc i tym razem niczego takiego nie stworzę.

P1070404 (Copy)

Wszystkiego najlepszego w 2014, oby był jeszcze lepszy!

Shenyang bejbe

P1060377 (Copy)

Nazwa miasta oznacza dosłownie na północ od rzeki Shen.
Znaleziska archeologiczne pokazują że osadnictwo rozpoczęło się na tym terenie już około ośmiu tysięcy lat temu. Samo miasto zostało założone koło roku 300 p.n.e i nosiło wtedy nazwę miasto Hou. Z czasem nazwy się zmieniały, a w 1625 gdy Mandżurowie podbili te tereny nazwę zmieniono na Simiiyan hoton ᠰᡳᠮᡳᠶᠠᠨ ᡥ᠋ᠣᡨ᠋ᠣᠨ  Oficjalna nazwa brzmiała Shengjiang w języku chińskim, oraz Mukden w języku Mandżurskim.

P1060379 (Copy)
Po upadku dynastii Ming w 1644 roku Mandżurowie przesunęli się na zachód od Wielkiego Muru i przenieśli stolicę do Pekinu. Zmiany miasta z Mukden na Shenyang trwały aż do połowy dwudziestego wieku.

P1060403 (Copy)

Historia najnowsza

P1060416 (Copy)

Mukden pełnił rolę Radzieckiej twierdzy, a w czasie wojny z Japonią (1904-1905) w jego pobliżu rozegrała się największa bitwa od czasów bitwy pod Lipskiem w 1813 roku. Po zwycięstwie Japonii Mukden na moment stał się przyczółkiem Japonii do ekspansji w głąb Mandżurii.

P1060422 (Copy)

W 1931 miał miejsce tutaj tak zwany Incydent Mukadeński o którym kiedyś już pisałem, a który dał Japończykom pretekst do inwazji na tereny Chińskie.

P1060470 (Copy)

W sierpniu 1945 Shenyang był pod okupacją sił radzieckich, które następnie oddały go oddziałom narodowościowym. W latach 1946-1948 była to twierdza Kuomintang zdobyta przez siły komunistyczne 30-go października 1948.

P1060474 (Copy)

Mimo tych wszystkich zmian Shenyang rozwijał się i jest obecnie ogromnym ośrodkiem przemysłowym.

P1060519 (Copy)

W Shenyang do zobaczenia jest całkiem sporo, ale takie najważniejsze miejsca to: pałac Mukden, czyli dawny pałac cesarski zbudowany na wzór Zakazanego Miasta z widocznymi wpływami tybetańskimi, dwa grobowce z czasów dynastii Qing, w tym grobowiec jej założyciela. To z pewnością będzie udana wycieczka.

P1060537 (Copy)

W Shenyang zameldowałem się o godzinie 10. Od razu ruszyłem do metra, bez problemu zakupiłem bilet i pojechałem o stację za daleko. Wysiadłem, szybkie spojrzenie w google maps i już wiedziałem gdzie jestem. Pałac cesarski znajdował się kawałek ode mnie. A że był pierwszy na mojej liście rzeczy do zrobienia dzisiaj ruszyłem do niego. Ruszyłem, obszedłem, a potem zagubiony podszedłem do kas i dowiedziałem się że otwarty będzie dopiero o 13. Znaczy dla pojedynczych osób które nie zarezerwowały sobie miejsca wcześniej. Wyobrażacie to sobie?

P1060553 (Copy)

A co to?

Pałac Mukden
Znany również jako pałac cesarski w Shenyang, to pałac cesarski w czasach wczesnej dynastii Qing. Został zbudowany w 1625 i zamieszkiwało w nim trzech pierwszych cesarzy z dynastii Qing w latach 1625-1644. Po upadku monarchii w Chinach pałac zamieniono w muzeum.

P1060598 (Copy)

Historia

Budowę rozpoczął w 1625 Nurhaci, a w 1631 cesarz Huang Taiji rozkazał dobudować kolejne budynki. Pałac zbudowano na podobieństwo pekińskiego zakazanego miasta, jednakże widoczne są w nim wpływy mandżurskie i tybetańskie. Po przejęciu władzy przez dynastię Qing, cesarzowie przenieśli się do Pekinu, a Mukden straciło na znaczeniu. Pałac stał się jedynie miejscowym pałacem.
W 1780 cesarz Qianlong nakazał rozbudowanie pałacu. Kolejni cesarzowie z dynastii Qing zazwyczaj spędzali pewną część roku w Mukden.

P1060610 (Copy)

Przyznam się bez bicia – pałac jest taki sobie. Przede wszystkim mały i nie może nawet stanąć koło pekińskiego Zakazanego Miasta. W Chinach słychać głosy, że na północ od muru nie ma kultury ani historii i patrząc na ten pałac ciężko się z tym nie zgodzić. Trzeba jednak wziąć pod uwagę że Mandżurowie to nie byli ludzie którzy lubili osadnictwo, to byli wojownicy ruszający z miejsca na miejsce, także budowanie pałaców jakie były bardziej na południe nie miało dla Nich większego znaczenia.

P1060627 (Copy)

Po obejściu całego pałacu i zameldowaniu się w hotelu ruszyłem w stronę drugiego punktu w planie na dzisiaj, czyli grobowca Fuling

A co to?

福陵, czyli wschodni grobowiec to mauzoleum Nurhaci, założyciela dynastii Qing, oraz jego żony cesarzowej Xiaocigao. TO właśnie tutaj przeprowadzano główne ceremonie w czasach dynastii Qing.

P1060630 (Copy)

Mauzoleum znajduje się w dość sporym parku składającym się z ogromnej czerwonej bramy, świętej drogi, rzeźb zwierząt, stu ośmiu schodów (mających symbolizować równowagę), budynku z płytami, łaźni, spiżarni, pomieszczania do picia herbaty, poczekalni, bramy Long’en, pomieszczenia Long’en, pawilonu palenia jedwabiu, bramy Lingxing, pawilonu Ming, oraz podziemnego miasta.

P1060670 (Copy)

Podziemnego miasta na zdjęciach nie ujrzycie bo go nie ma. Znaczy jest, ale o ile w przypadku pierwszego cesarza Chin wiadomo gdzie jest, tak w tym przypadku nie wiadomo nawet tego. W Chinach archeologowie działają tylko na południu najwidoczniej.

P1060677 (Copy)

Grobowiec ten znajduje się hen hen daleko poza centrum Shenyang i trzeba poświęcić godzinę w autobusie by się do niego dostać. Oczywisty plus jest taki że zwiedzając nie było tam prawie nikogo. Zupełnie jak w Qufu. Oczywisty minus jest taki że ostatni autobus odjeżdżał o siedemnastej…

P1060685 (Copy)

Kolejny raz pustka, owszem ciekawie to wyglądało, widać że to jednak nie jest to samo co na południu, ale…jakiś taki niesmak pozostaje.

P1060699 (Copy)

Jutro mam kolejne dwa miejsca do zobaczenia, co najmniej dwa, a potem zobaczymy :)

Baihe i przegapione z tygodnia #16

P1050733 (Copy)

Baihe, raz jeszcze. Czyli podróż na pogranicze Chińsko-północnokoreańskie. Podróż…prawdziwa podróż z przygodami. O ile do Baihe można dojechać w 6 godzin, tak po południu trzeba dodać godzinę żeby przebyć się przez miasto będące od 16 do 18 w permanentnym korku nie tylko blokującym całkowicie główną ulicę, ale także wszystkie uliczne odchodzące od dworca.

P1050741 (Copy)

I tak można sobie siedzieć w autobusie i jechać spokojnie te kilkaset kilometrów. Gdzieś w połowie drogi pojawia się przystanek na obowiązkową kolację i toaletę.

P1050738 (Copy)

A potem nagle autobus się zatrzymuje. W okolicy ciemno, widać tylko śnieg, drzwi otwarte na oścież…W myślach kołacze jeden cytat ‘w przypadku podróży autobusem zabierajcie cieplejsze rzeczy na wypadek wypadku, w zimie to być lub nie być’.

P1050728 (Copy)

Zegar w autobusie pokazuje datę, godzinę, a po chwili temperaturę, która coraz bardziej spada. Spada i spada…wieje już po nogach, także zimno…miła odmiana od potu na plecach, to prawda, ale widoki na przyszłość są raczej nieciekawe. Pozostaje jedynie się uśmiechnąć i trzymać kciuki za to że jednak rozejdzie się po kościach.
Rozeszło się.

P1050731 (Copy)

Do Baihe dojechałem z pół godzinnym opóźnieniem, czyli tyle co nic. Potem taksówka i już jestem u Ani i Sabiny.

P1050747 (Copy)

Niedziela

Krótki spacer po przysypanym śniegiem Baihe uświadamia mi jak bardzo to miasteczko przypomina moje Jiawang pomimo tego że znajduje się kilka tysięcy kilometrów na północ i jest całkiem białe w zimie. I tu i tu ludzie są mili, uśmiechnięci, czuć taką rodzinną atmosferę. Wspaniale.

P1050748 (Copy)
Ania zadbała o wszystko, o jedzenie, spanie i pewnie wysprzątała mieszkanie jeszcze lepiej niż zwykle, nie to co Tom który nawet śmieci przez ostatnie 3 dni nie wyniósł.

P1050759 (Copy)

Poniedziałek

To kolejny dzień długich rozmów z Anią i nabijanie się Sabiny z naszych śmiechów. Oraz krytykowanie oglądania moich zdjęć, co po części rozumiem, ale w dalszym ciągu uwielbiam fotografowanie chińskich kibli (tylko mojego głównego rozmówcy o nich już nie ma), oraz śmieci i rowerów.

P1050766 (Copy)

W każdym razie dziewczyny ugościły mnie super jak zawsze zresztą. W przyszłym tygodni postara się Im odwdzięczyć gościną, ale łatwo mieć nie będę, to pewne.

Wtorek

P1050773 (Copy)

To był ostatni dzień Bryana w Changchun.

P1050775 (Copy)
Być może ostatni w Jego życiu. W czwartek, kilkanaście godzin po przylocie czeka Go rozmowa w sprawie objęcia szkoły, a gdy przejmie nad nią kontrolę skończy się możliwość przyjazdu do Changchun na wymianę między uniwersytetami.

P1050776 (Copy)

To zdecydowanie nie był wesoły dzień, pomimo przepięknych widoków na drodze z Baihe. Czasem nawet najpiękniejsze widoki nie wypełnią dziury w sercu.