Na południe!

P1160475 (Copy)

Wczesna pobudka w południowym Yunnanie jest dość kłopotliwa. Słońce wstało, pogoda dopisuje, ludzi wokół nie ma, więc jest to idealna pora na spacer i z tym kłopotów nie ma. Kłopoty zaczynają się gdy człowiek postanowi coś zjeść przed ósmą. Tak, dobrze przeczytaliście, do ósmej rano to ciągle wcześnie. Sam tego nie potrafiłem zaakceptować, ale to prawda.
Znalezienie czegoś do jedzenia o tej porze jest niezwykle trudne. W żadnym wypadku nie niemożliwe, ale najzwyczajniej w świecie trudne. Po dwudziestu minutach szukania (DWUDZIESTU MINUTACH! To mi się jeszcze w Chinach nie przytrafiło) znaleźliśmy małą restaurację z nudlami.

P1160477 (Copy)

P1160479 (Copy)

Było to o tyle ciekawe że serwowali w niej jedynie nudle z wywarem, opcjonalnie mięso, a wszystko inne dopierało się już samodzielnie. Czyli można było doprawić sobie po swojemu dodając tyle papryki ile dusza zapragnie. Dla mnie to po prostu bomba, bo uwielbiam ostro przyprawione potrawy a tutaj miałem kilka ich rodzajów do wyboru.

P1160480 (Copy)

Po śniadaniu spotkaliśmy się z Rei Rei u której zostawiliśmy ciepłe ubrania (no naprawdę, przecież nie będziemy się po Laosie przechadzać w kurtkach zimowych), zjedliśmy obiad i ruszyliśmy prosto na granicę.

P1160485 (Copy)

Błyskawiczna przesiadka w Mengla do Mohan i już po kilku godzinach zameldowaliśmy się w tym samym hotelu co rok temu, nawet w tym samym pokoju.

P1160481 (Copy)

Oczywiście nie mogliśmy sobie odmówić zamówienia tych samych potraw co rok temu, ale tym razem makaron na zimno smakował jakoś inaczej…

P1160495 (Copy)

Ostatnie dwa dni w Dali i na południe

P1160432 (Copy)

P1160434 (Copy)

P1160435 (Copy)

Na ostatnią noc musieliśmy zmienić hostel. Zrobiliśmy mały upgrade, czyli z hostelu udaliśmy się do hotelu. Nasze szczęście że były w praktycznie tej samej cenie, aż się człowiekowi żal robi na myśl że mógł cały tydzień spędzić w takich warunkach.

P1160446 (Copy)

W ogóle to właściciele tego drugiego hotelu ładnie to sobie wymyślili. Przyjechali z Harbinu, czyli dalekiej północy, i wynajęli sobie ten hotel by wynajmować go dalej.

P1160447 (Copy)

Po śniadaniu ruszyliśmy kupić bilety autobusowe. Tak na wszelki wypadek, bo z tym to nigdy nie wiadomo. Po raz pierwszy kupiliśmy bilety na przejazd za dnia. Autobus miał, co prawda, być dalej sypialny, ale w Jinghong miał zameldować się około czwartej nad ranem.

P1160449 (Copy)

Biletu udało dostać się bez problemu, widać niewiele osób kieruje się z Dali do Jinghong. Po powrocie postanowiliśmy spędzić nasz ostatni dzień w Dali spacerując i udając się do restauracji odwiedzonej dnia pierwszego i zamawiając znane nam już dania.

P1160456 (Copy)

Dali, i Lijiang, pełne są hosteli i hoteli umieszczonych w domach przypominających te budowane przez mniejszość Bai (w końcu ten region to autonomiczny region mniejszości Bai), więc wyglądają bardzo, ale to bardzo ciekawie. Jednak najciekawszy hostel jaki widziałem w Dali miał okno zamiast ściany, które wychodziło na ulicę.

P1160457 (Copy)

Droga do Jinghong minęła mi spokojnie, June już trochę mniej bo strasznie ją odchorowała, co zresztą będzie motywem przewodnim wszystkich naszych podróży autobusowych w Laosie.

P1160420 (Copy)

Razem z nami jechał inny przybysz z zagranicy, nauczyciel z Hiszpanii pracujący na uniwersytecie w malowniczym Guilin, który będzie kiedyś naszym celem.

P1160431 (Copy)

Do celu dotarliśmy w środku nocy, o wiele za wcześnie niż mieliśmy. O wiele za późno by prosić Rei Rei, czyli znajomą którą poznaliśmy rok temu, o nocleg, oraz o wiele za wcześnie by spędzić kilka godzin włócząc się po ulicach. Dlatego też wylądowaliśmy w hotelu. Drugim, bo pierwszy oczywiście nie przyjmował obcokrajowców. I tak nam się poszczęściło bo bałem się że skończy się na jakimś pseudo trzygwiazdkowym turystycznym cudzie.

P1160460 (Copy)t

P1160470 (Copy)

P1160469 (Copy)

P1160464 (Copy)

P1160460 (Copy)

Erhai i Xizhou

P1160298 (Copy)

Xuzhou, Suzhou i jeszcze Xizhou. Człowiekowi te nazwy naprawdę mogą się pomylić. Można spróbować to zapamiętać o tak: Xuzhou to węgiel, Suzhou to piękne ogrody a Xizhou to oryginalna architektura z czasów dynastii Ming.
Innymi słowy Xizhou to Dali zanim Dali zostało wypełnione turystami.

P1160299 (Copy)

Jak już wspominał Dali, a w szczególności stare miasto, znajduje się w fenomenalnym miejscu u podnóża gór i tuż nad brzegiem olbrzymiego jeziora Erhai (blisko 250 kilometrów kwadratowych), czyli widoki są niesamowite.

P1160309 (Copy)

A skoro są niesamowite to postanowiliśmy z June wynająć skuter i pojechać do Xizhou, czyli jednego z ostatnich miast które mogliby chińscy turyści zniszczyć, a jeszcze tego nie zrobili.

P1160312 (Copy)

Wokół jeziora można wybrać się na dwa sposoby: drogą płatną, lub bezpłatną, ale publiczną. Wybraliśmy tę drugą i ruszyliśmy przed siebie odwiedzając mnóstwo pobliskich miast i miasteczek. Oczywiście nie sposób objechać całego jeziora w jeden dzień, więc skupiliśmy się na dojeździe do Xizhou.

P1160410 (Copy)

Po drodze zjedliśmy makaron na zimno i podładowaliśmy trochę akumulator w skuterze.

P1160335 (Copy)

P1160336 (Copy)

Jezioro ciągnie się niemiłosiernie, podobnie jak korek w którym nagle utknęliśmy bo ktoś postanowił zawrócić, a ktoś inny uznał że nie odpuści i się nie cofnie.

P1160345 (Copy)

W końcu jednak dotarliśmy do Xizhou, które było ogromnym, ale to ogromnym zaskoczeniem. Owszem, czytałem o nim, ale absolutnie nie byłem na nie przygotowany. To naprawdę jedno z ostatnich autentycznych miast w tym rejonie. Dali i Lijiang były i są przebudowywane, za to wioski wokół jeziora Erhai, z Xizhou na czele, pozostają autentyczne.

P1160360 (Copy)

Przynajmniej na razie bowiem i tutaj da się zauważyć wszechobecną pogoń do odnawiania, przebudowywania, zmieniania, czyli dostosowywania do standardów oczekiwanych przez chińskiego turystę masowego.

P1160366 (Copy)

Wkrótce zniknie błoto z ulic, stare budynki zostaną odmalowane, dachy przebudowane, całe ulice zostaną wymienione na nowe, oryginalne sklepy zostaną zastąpione sklepami sprzedającymi to co wszędzie, a wokół wyrośnie olbrzymia baza hotelowa.

P1160370 (Copy)

Pozostaje jedynie cieszyć się ze udało nam się to zobaczyć zanim do tego doszło.

P1160371 (Copy)

Wracając skuter zaczął zwalniać i zwalniać, aż w końcu prawie się zatrzymał więc zrobiliśmy sobie, i jemu, godzinną przerwę na podładowanie akumulatorów, po której ruszyliśmy przed siebie.

P1160389 (Copy)

Rezygnując z wąskich uliczek jechaliśmy już normalną drogą, jedynie od czasu do czasu, w przypadku wzniesień schodząc ze skutera i wlokąc go ze sobą. Godzina ładowania to jednak za mało. Do Dali dojechaliśmy z zawrotną prędkością 9km/h, ale dojechaliśmy.

P1160408 (Copy)

Taka prędkość była jedyną możliwością by June usiadła w końcu za sterami tegoż poskramiacza dróg.

P1160415 (Copy)

Dali

P1160271 (Copy)

Pierwsze co rzuca się w oczy w starym mieście Dali to mnogość uliczek, podobnie jak w Lijiang. Różnica jest jednak taka że w Dali te ulice są o wiele szersze co pozwala na rozwój prywatnej sieci motorowych taksówek.

P1160055 (Copy)

Podobnie jak w Lijiang, przez miasto płynie strumyk, lub pewnie ze dwa.

To był dzień, który June spędziła na próbach zakupów, próbach bo odzew wśród znajomych był znikomy, więc i zakupy były praktycznie nieistniejące, a ja spędziłem na przyglądaniu się ludziom na ulicach.

P1160131 (Copy)

To normalne że w Chinach jest mnóstwo ludzi, ale w miejscowościach typowo turystycznych to nagromadzenie jest jeszcze większe, więc zawsze można wypatrzeć kogoś interesującego.

P1160194 (Copy)

P1160189 (Copy)

P1160243 (Copy)

Samo stare miasto okazuje się być o wiele bardziej nowoczesne od starego miasta w Lijiang, zapewne z powodu znacznej odległości od nowego miasta i to właśnie w Dali udaje się nam bezproblemowo kupić dolary.
Bezproblemowo bo próbowaliśmy też kupić w Lijiang, ale June nie wzięła dowodu osobistego, a obcokrajowcom nie sprzedamy.

P1160006 (Copy)

Co bardzo, ale to bardzo przypadło mi do gustu to wkomponowanie siedzib banków w stare budynki, tak że na pierwszy rzut oka nie są widoczne i nie przeszkadzają w odbieraniu miasta.

P1160078 (Copy)

Jednym z chyba najciekawszych budynków jest kościół katolicki umieszczony w starym budynku z czasów dynastii Ming. Z zewnątrz wyróżnia go jedynie krzyż na dachu, a gdyby nie on nie można by odgadnąć że to katolicka świątynia.
Oczywiście kościół podupadł wiele lat temu, ale podjęto próby radowania zarówno budynku jak i katolików którzy zaczęli przyjmować wiarę. Obecnie w okolicach ma ich być około trzydzieści tysięcy, czyli całkiem przyzwoicie.
Sama świątynia jest dokładnie w takim samym stanie z zewnątrz jak na zdjęciach z roku 1999, w dodatku obok niej stoją te same rusztowania, tylko że teraz ściana przy nich wygląda o wiele gorzej.

P1160230 (Copy)

Dali słynie w całych Chinach nie tylko ze starego miasta, ale także z wytwarzania materiału zwanego batik, oraz marmuru, nazywanego wręcz kamieniem z Dali.

P1160043 (Copy)

P1160116 (Copy)

P1160025 (Copy)

P1160261 (Copy)

Na południe

P1150961 (Copy)

Lijiang zawiodło nas mocno, o wiele lepiej prezentowało się Shuhe, ale i tak postanowiliśmy się zwinąć po dwóch nocach i ruszyć do kolejnego celu naszej podróży czyli Dali.

P1150967 (Copy)

A co to?

Dali, to kolejna ze znanych mniejszych miejscowości słynąca ze starego miasta. W dodatku położona między malowniczymi górami a ogromnym jeziorem.
Historia Dali sięga daleko, w 738 roku wybrano je na stolicę królestwa Nanzhao rozciągającego się od południowo wschodnich Chin aż do północnej Birmy. Królestwo to przetrwało blisko dwa stulecia, by w końcu ustąpić miejsca królestwo Dali w 937. Ono z kolei zostało podbite przez Mongołów w dwunastym wieku.
Obecne stare miasto zostało przebudowane na początku piętnastego wieku i jego wygląd został, mniej więcej, zachowany.

P1150972 (Copy)

Do Dali dotarliśmy wieczorem i pierwsze co rzuca się w oczy to mnóstwo autobusów odjeżdżających z dworca kolejowego w stronę starego miasta. A przyznać trzeba że znajduje się ono o dobrą godzinę drogi od miasta nowego.

P1150987 (Copy)

 

P1150986 (Copy)

P1150978 (Copy)

Lijiang

P1150610 (Copy)

Na początek ruszyliśmy tam gdzie mieliśmy najbliżej czyli do starego miasta w Shuhe. Bardziej starego ponieważ w znacznej mierze jest odnowione, przebudowane i pełne nowych budynków, które jedynie imitują te oryginalne.
To jednak absolutnie nie zmienia faktu że wyglądało cudownie, zwłaszcza wczesnym porankiem gdy nie było tam praktycznie nikogo i można było robić zdjęcia bez tysięcy turystów w tle, lub na pierwszym planie.

P1150620 (Copy)

Żeby lepiej zrozumieć to miasto weszliśmy na pobliską górkę by spojrzeć na nie z wysokości i wyglądało to niesamowicie, zwłaszcza te dachy w połączeniu z gęstą zabudową. Sprawia to wrażenie jakby całe miasto było jednym wielkim domem w którym jedynie pokoje różnią się poziomem.

P1150628 (Copy)
Makaron na ostro

Przez Shuhe płynie rzeka, lub dwie, a wszystkie, ale to absolutnie wszystkie otwarte budynki to albo hotele, hostele, restauracje, lub sklepy dla turystów. Tylko co ciekawe, dla mnie, nie znalazłem tam ani jednego sklepu z telefonami komórkowymi, co jest niespotykane jak na Chiny.

P1150689 (Copy)

Następnie ruszyliśmy do starego miasta Lijiang. Bardziej rozbudowanego, odnowionego i wypełnionego po brzegi sklepami. Wszystko dla turystów.

P1150713 (Copy)

Za to dachy w Lijiang wyglądają jeszcze lepiej.

P1150770 (Copy)

Ulice są wąskie, tak że cztery osoby mogą przejść, ale piąta musi się przeciskać, w dodatku zakrętów, zawijasów jest tyle że można chodzić, chodzić i nie powtórzyć trasy przez dobrych kilkadziesiąt minut.

P1150758 (Copy) P1150757 (Copy)(lewa)Coś słodkiego (prawa) Makaron z wołowiną

Tyle, że Lijiang jest bardziej znane więc wypełnione turystami o każdej porze, więc ciężko o zdjęcia bez ludzi.

P1150791 (Copy)

Zmęczeni tym tłokiem postanowiliśmy wrócić do Shuhe, ale zanim wróciliśmy nie mogłem sobie odmówić lokalnego specjału czyli baba. Ot chlebowy placek, który w miejscu pełnym turystów urósł do miana specjału. Podobnie jak sfermentowane mleko jaka, które podaje się tu na modłę chińską, czyli dosłodzone do stopnia w którym w ogóle nie smakuje jakby kiedyś było w nim coś naturalnego.

P1150798 (Copy)

Wieczorem Shuhe wygląda zupełnie inaczej. Wszędzie ludzie, gwar, mnóstwo zapachów, ale przede wszystkim gwar i…ciężko wrócić do hostelu. Za dnia można się jeszcze kierować na znaną górę, ale wieczorem nie widać już niczego.

P1150806 (Copy)

Tylko po co się spieszyć skoro na głównym rynku rozpalone zostaje ognisko wokół którego ludzie zaczynają tańczyć i można się do nich dołączyć?

P1150948 (Copy)

 

P1150934 (Copy)

 

P1150871 (Copy)

P1150815 (Copy)

Na północ

P1150549 (Copy)

Koniec końców udało nam się tę drogę pokonać i rano zameldowaliśmy się w Kunming, gdzie zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy w dalszą pociągową podróż do miejscowości Lijiang.

A co to?

Lijiang to jedno z najsławniejszych miasteczek w Chinach. Jego historia sięga ponad tysiąca lat, gdy było częścią drogi herbacianej ciągnącej się od Yunnanu do Tybetu. A na dodatek jest niezwykle urokliwe.
Tradycyjnie Lijiang było zamieszkiwane przez ludzi z różnych mniejszości, głównie mniejszości Nakhi.

No dobrze, może nie tyle Lijiang jest sławne co jego stare miasto z cudownie zachowaną architekturą z dynastii Qing (bliżej początku, niż końca jej panowania).

P1150554 (Copy)

W pobliżu znajdują się jeszcze dwa stare miasta, rzadziej odwiedzane, ale nie mniej urokliwe – Shuhe i Baisha.

W dodatku nad wszystkim czuwa pasmo górskie i był to jedyny śnieg jaki zobaczyłem aż do powrotu z domu June do Zhengzhou.

Pierwsze spotkanie z Lijiang przywodzi na myśl dramat. Dworzec oddalony od centrum o dobrych kilka kilometrów, w dodatku połączony z nim trzema autobusami przyjeżdzającymi co 20 minut, a raczej jednym przyjeżdzającym co 20 minut, bo pozostałe dwa nie pojawiły się przez godzinę czekania. Czekaliśmy i czekaliśmy, bo nasz hostel znajdował się w starym mieście w Shuhe. W końcu skapitulowaliśmy i korzystając z trzech połączeń autobusowych dotarliśmy do końca drogi, gdzie czekał już właściciel hostelu, w którym oprócz nas nie było absolutnie nikogo.

P1150578 (Copy)

Znudzeni brakiem porządnego jedzenia, w końcu ileż można jeść baozi, gdy przygotowane zawczasu mięso i makaron z tofu skończyły się dwa dni wcześniej, udaliśmy się do jedynej otwartej jeszcze restauracji gdzie dorwaliśmy ziemniaka z papryką i coś czemu zdjęcia nie zrobiłem więc nie pamiętam. Zapewne jakieś zielone warzywo z czosnkiem. Te dwa dania będą nam towarzyszyć jeszcze przez kilka dni.

P1150582 (Copy)

Zanim przyjechałem do Chin wyczytałem że w każdej restauracji do zamówionego jedzenia podają herbatę i wielokrotnie byłem bardzo zawiedziony gdy herbata okazywała się wodą. W końcu przestałem na to zwracać uwagę, aż do tego dnia, gdy podano nam dzban herbaty. Było nie było to Yunnan słynie z herbaty, a Lijiang było miastem targowym na wspomnianej już trasie herbacianej, więc herbatę tutaj serwują w każdej restauracji za darmo.
Tego będzie mi brakować, bo chociaż wszędzie w Chinach można poprosić o gorącą wodę do picia, to prośba o herbatę, nawet w dużych restauracjach, może wywołać meiyou z ust kelnera.

P1150606 (Copy)

Na zachód

Zanim wyruszyliśmy w podróż planowaliśmy zakup dolarów amerykańskich. I okazało się że lekko nie będzie ponieważ dolarów amerykańskich albo już nie ma w bankach (czterech, okazuje się obcą walutę najlepiej rezerwować, albo przychodzić wcześnie rano), albo w ogóle nie ma. Ostatecznie postanowiliśmy pieniądze wymienić później.

Rok temu ruszyliśmy z Zhengzhou do miejscowości Changsha z której to następnie udaliśmy się do Kunming. Tym razem podjęliśmy wyzwanie pokonania trasy z Zhengzhou do Kunming bezpośrednio. Było to wyzwanie ponieważ podróż pociągiem trwała 34 godziny, co samo w sobie nie jest problemem, są nim natomiast dwie noce spędzone w pociągu.

Właściwie to one także nie byłyby problemem gdyby nie fakt że mieliśmy miejsca siedzące, więc spać nie było gdzie. Skończyło się tak że June drugą noc spędziła na karimacie rozłożonej na podłodze.

Podróż na północ

P1090758 (Copy)

Teraz dochodzi dziewiętnasta w sobotę, stoimy na stacji w moim małym Chińskim domu, wystarczy wyjść, wsiąść w 25 i za godzinę będę w Jiawang, jednak pozostaje mi czekać i za około 21 godzin zamelduję się w Changchun. Ta podróż zamknie się w 25 dniach, z których pi razy drzwi tydzień spędziłem w pociągach i autobusach. Cieszę się że moja obecna praca pozwala mi na takie luźne podejście do czasu. Inaczej musiałbym się wykosztowywać na samoloty ;-)

P1090759 (Copy)

W pociągu, jak to w pociągu: hałas, trochę ciszy, ale w sypialnym można się przynajmniej spokojnie wyspać, nie to co w normalnym. Także tyle dobrego.

P1090760 (Copy)

Internetu brakuje, jakieś dzieci próbują ze mną rozmawiać, inne próbuje przejść mi pod nogami, a w końcu któreś uświadamia Mu że to nie ojciec i wypada przeprosić a w konsekwencji przez 5 minut na cały przedział słychać SORRY. Czyli jest wesoło.

P1090761 (Copy)

W końcu Pani zbierająca bilety rozmawia ze mną łamanym angielskim, a ja odpowiadam łamanym chińskim i taki wyrywek:
– A dziewczyny w Europie są piękne?
– Moja dziewczyna jest Chinką.
– Bo Chinki są bardzo piękne!

P1090756 (Copy)

Changchun…tak bardzo jak nie chcę się do tego miejsca przywiązywać tak zawsze gdy widzę zabudowania to je rozpoznaję. Xuzhou nie rozpoznam tak łatwo jak tego mojego północnego miejsca zamieszkania. W końcu z Xuzhou tak często nie wyjeżdżałem.  A stąd uciekam przy każdej możliwej okazji. Może to źle, może to dobrze. Z pewnością inaczej.

P1090769 (Copy)

Tym razem powrót do codzienności był prosty: od razu pora na zakupy bo lodówka pusta, ale przynajmniej sprzątać nie muszę bo Tom wiele nie gotuje. Prawdę mówiąc to mieszkanie wygląda tak jakby Tom nic nie jadł a jedynie piwo pił. Puszki są wszędzie. Naprawdę, naprawdę wszędzie. Jak to mi kiedyś znajomy tłumaczył:
Jeżeli po pracy masz kiepski nastrój wypij dwa piwa. Jeżeli nie pomaga to pij dalej aż znajdziesz się w świecie bajek. P1090771 (Copy)

Podróż na wschód

 

P1090312 (Copy)

Trzydzieści jeden godzin w pociągu to już nie przelewki, zwłaszcza na twardym siedzeniu. Na szczęście do pomocy mieliśmy przekąski z Laosu, oraz zupki instant z Tajlandii.

P1090331 (Copy)
RADA!
Nie jedźcie nie testowanego wcześniej jedzenia w pociągu.  Wkrótce wyjaśni się dlaczego.

P1090320 (Copy)

Te trzydzieści jeden godzin minęło nam na rozmowach, kolejnych grach, nauce języków oraz podziwianiu widoków bowiem jechaliśmy przez dwie niesamowicie piękne prowincje – Yunnan i Guizhou. Obie będziemy musieli odwiedzić, ale mam wrażenie że niezależnie od tego jak wiele czasu się tam spędzi to i tak będzie jeszcze coś do zobaczenia.

P1090335 (Copy)

Zhengzhou

P1090336 (Copy)

Parę godzin przed świtem dotarliśmy do Zhengzhou. Za wcześnie by złapać autobus do Xinzheng gdzie mieszka i pracuje June. Można oczywiście czekać na autobus do lotniska, lub szukać busa do stacji południowej skąd autobusy do Xinzheng odjeżdżają dość regularnie.

P1090337 (Copy)
June poszła pytać ludzi, ale niektórzy krzyczeli absurdalne ceny za przejazd normalnie kosztujący 10 RMB.

P1090341 (Copy)

I właśnie od jednego z tych ludzi usłyszała coś co jeszcze nie raz w życiu usłyszy i czego nie raz mi nie przetłumaczy, ale co doskonale rozumiem. Wszystko dlatego że jestem biały, a Ona jest Chinką a to będzie się zawsze rzucać w oczy i niektórych będzie kłuć.

P1090345 (Copy)
Może zakrywać się kamienną twarzą, ale gdy na chwilę z Jej twarzy znika uśmiech to wiadomo że coś jest nie tak, a gdy po wskazaniu drogi starszemu mężczyźnie powiedziała że teraz czuje się lepiej to już w ogóle nie mam wątpliwości że Ją to trochę zabolało.

P1090346 (Copy)

Chińczyków określilibyśmy mianem wścibskich, bowiem pytają o wszystko niezależnie od tego jak długo się znacie. Skąd jesteś, ile masz lat, jak dużą masz rodzinę, co robisz, ile zarabiasz, czy masz żonę i to wszystko zaraz po dzień dobry.

P1090404 (Copy)

Taki naród. Przekonuję się o tym każdego dnia, ale że mój chiński jest taki se to z reguły się uśmiecham i wzruszam ramionami. June takiego komfortu nie ma i musi odpowiadać. Czasem trochę nagina prawdę, bo sama uważa że nie ma potrzeby udzielania prawdziwych odpowiedzi ludziom których się nie zna.

P1090408 (Copy)

Tak właśnie było z Panią bileterką w autobusie która chciała wiedzieć wszystko łącznie z tym żebym powiedział coś po polsku. June mnie na szczęście od takich rzeczy broni.

Xinzheng

P1090474 (Copy)

June jest od listopada współwłaścicielką sklepu z rzeczami z Nepalu, Tybetu, Indii, a teraz jeszcze z Tajlandii i Laosu. Buty, ubrania, poduszki, kadzidełka, biżuteria, torebki, portfele, czyli mnóstw rzeczy. Sklep duży nie jest, znajduje się w małej miejscowości i jak na razie nawet na siebie nie zarabia, ale zapału dziewczynom nie można odmówić. Może z czasem będzie z tego coś dobrego.  Na razie wyglądało to tak, że przez trzy dni sprzedała 3 bransoletki, parę butów, torbę, naszyjnik i dwa kadzidełka, a część sprzedała po kosztach bo to znajomi. Serce to ma dobre, ale bizneswoman to z niej kiepska.

P1090334 (Copy)

Pierwszego dnia w Xinzheng wziąłem dwie ostatnie tabletki stoperanu, które były ze mną od początku mojego pobytu w Chinach, czyli od września 2012 roku. Trząsłem się z zimna dzień cały. Drugiego dnia było już trochę lepiej, ale trzeciego było jeszcze gorzej, nic się we mnie nie mogło utrzymać a ja się trząsłem jak nigdy.

P1090608 (Copy)

Nie było mi tak zimno w Changchun przy -25. Czwartego mój organizm w końcu się poskładał do kupy i dotarło do mnie. Nigdy nie jedz nie testowanych rzeczy w pociągu. Nigdy. A stoperan to zło. ZŁO.

P1090476 (Copy)

Przez te cztery dni sprzątaliśmy, robiliśmy zdjęcia, June gotowała, ja trochę gotowałem, żyliśmy w gruncie rzeczy całkiem normalnie. Całkiem, całkiem normalnie. Gdy się trząsłem z zimna gotowała mi wody z imbirem żebym przynajmniej stopy umył.

P1090598 (Copy)

Gdy gotowała ja zmywałem naczynia i myłem maszynę do gotowania ryżu w której przygotowywała najpyszniejszą owsiankę jaką w życiu jadłem. Praktycznie codziennie jedliśmy coś innego, bo pomysłów i wiedzy na temat gotowania June nie brakuje.

P1090505 (Copy)

Teraz pora kończyć, do Szanghaju mam już tylko dziewięć godzin, czyli piszę te notki od godzin pięciu. To jeszcze nie koniec mojej podróży. Czeka mnie jeszcze dwadzieścia kilka godzin w przedziale sypialnym do Changchun, ale to tylko podróż fizyczna. Ta druga podróż będzie trwać dalej.

P1090545 (Copy)

Szanghaj

P1090622 (Copy)

Po trzynastu godzinach na łóżku w wagonie sypialnym przerobionym na wagon siedzący dotarłem do Szanghaju. Od razu uderzyło mnie ciepło. Nie ma to jak wydostać się ze śnieżnego Zhengzhou i zawitać w ciepłe miejsce. W końcu dla mnie to ostatnie bezśnieżne miasto aż do kwietnia (oby kwietnia…).

P1090628 (Copy)
O trzeciej nad ranem Szanghaj jest jak każde inne miasto w Chinach: pełne taksówkarzy, bezgwiezdne, oświetlone lampami, z ludźmi śpiącymi gdzie się da (to cecha miast na południu), oraz z pełnymi ludźmi restauracjami czynnymi dwadzieścia cztery godziny na dobę.

P1090634 (Copy)

Następną godzinę spędziłem szukając otwartej restauracji ponieważ to zawsze jest w Chinach pewny sposób na znalezienie miejsca do spania. Otwarty był tylko jeden McDonald’s w którym pewien Pan właśnie mył stopy i zapach uniemożliwiłby spanie.

P1090634 (Copy)

Po kolejnych trzydziestu minutach krążenia wokół i szukaniu miejsca do złożenia plecaka zrezygnowałem i wróciłem do restauracji ze Śmierdzącym Panem. Wiedziałem że to Smród który ma własną osobowość i wygrać z Nim nie wygram, postanowiłem więc zdjąć czapkę, pochylić głowę i poprosić o spokój.

P1090638 (Copy)

Nie musiałem gdyż Pana ani Smrodu już nie było. Usiadłem więc i starałem się zasnąć chociaż w pobliżu roznosił się dźwięk alarmu.

Spokojnie posiedziałem do otwarcia metra a potem ruszyłem w stronę Nanjing Lu czyli najsławniejszej ulicy handlowej w Chinach. Wyszedłem innym wyjściem i tego całego handlu nie widziałem, ale i tak Szanghaj z rana gdy jest pusto robi niesamowite wrażenie.

P1090642 (Copy)

Krótki spacer i transportowałem się do Decathlonu w dzielnicy Pudong. Szanghajskie metro jest super zorganizowane, ale bez porównania droższe od tego z Pekinu (bo, jak tłumaczy Adam, nie jest finansowane przez państwo).

P1090643 (Copy)

Myślałem, że Decathlon będzie czynny od 8, ale niestety, dopiero od 9 i przyszło mi się trochę po tej dzielnicy pospacerować. A przyjechałem tam bowiem w czasie podróży uświadomiłem sobie że mój plecak jest trochę za mały, więc uwidziałem sobie większy. Mieli. Kupiłem i wtedy zadzwonił znajomy z Chin że już z żoną wstali i zaraz mogą mnie odebrać.

P1090644 (Copy)

Odebrali, odstawili do hotelu i już wspólnie z Adamem ruszyliśmy na krótkie zwiedzanie połączone z lunchem. Potem powrót, częściowo pieszo i kolacja z chińską rodziną Adama i Sandy w barze koreańskim.

P1090646 (Copy)

Jedna taka myśl kołacze mi w głowie: chińskie dziewczyny biją swoich partnerów. Co z tego że potrafię podnieść June ponad głowę skoro mówi że zna chińskie kung fu i mnie pobije bez problemu…;-)

P1090652 (Copy)

Następny dzień to zarazem święto lampionów, czyli ostatni dzień obchodów Święta Wiosny jak i walentynki. Mając w kieszeni kartę miejską postanowiłem z niej skorzystać i udać się w kilka miejsc.

P1090653 (Copy)

P1090656 (Copy)

P1090655 (Copy)

P1090654 (Copy)

Wybrałem takie których normalnie bym nie wybrał bo uznałem że do Szanghaju i tak wrócę żeby to miasto porządnie pozwiedzać a na razie tak tylko liznę chodząc po ulicach i robiąc zdjęcia.

P1090660 (Copy)

Ciężko to miasto obejść bo jest ogromne, ciężko też robić czyste zdjęcia bo ludzi jest tu mnóstwo. W dodatku jest to niesamowicie dużo obcokrajowców. Nie na tyle żeby stanowili większość, ale na tyle żeby były dostrzegalni bez problemu.

P1090669 (Copy)

Wydaje mi się nawet że jest Ich tu więcej niż gdziekolwiek indziej w Chinach, na 95% więcej niż w Pekinie bo tam aż takiego wrażenia nie miałem.

P1090688 (Copy)

Odwiedziłem dawną część miasta będącą pod kontrolą Francji, porobiłem zdjęcia, a potem ruszyłem dalej, znalazłem mały park i uderzyło mnie to jak wiele osób tutaj biega, aż tylu biegaczy nie widziałem już od bardzo dawna.

P1090716 (Copy)

Aż mi się zrobiło smutno bo uświadomiłem sobie że to już 3 tygodnie bez butów do biegania na nogach, forma pewnie jest nijaka, a zima skończy się dopiero za dwa miesiące (oby) i przez ten czas pozostaje mi bieganie na bieżni.

P1090723 (Copy)

Wziąłem się jednak w garść i robiłem kolejne zdjęcia.

P1090745 (Copy)

Adam z Sandy zabrali mnie jeszcze wieczorem na koktajl i niezwykle późną kolację której  biedaczysko nie mógł dokończyć bo Mu żona zabrała bułkę.

P1090750 (Copy)