Poranne bieganie

P1110150 (Copy)

Czwartek więc pora biegać. Zacząłem od dwóch kółek na bieżni, a potem poleciałem standardową trasą. Skłamałbym pisząc że czułem się lekko, bo się nie czułem. Wręcz przeciwnie, czułem się ciężko. Nie ma się co dziwić po tygodniu przerwy, ale muszę przyznać że jakoś tak po tygodniu przerwy biega mi się znacznie przyjemniej niż w Polsce po tygodniu przerwy.

P1110145 (Copy)

Nie wiem dlaczego, może to naładowane baterie? A może naładowana glikogenem wątroba? W każdym razie jest coś co sprawia że biega mi się przyjemniej, chociaż nie lekko.  No nie biega się lekko bo na pewno gdzieś te nudle z Tianjin (gdzieś sobie o tym poczytacie) się znajdują. Kilometrów zrobiłem trzynaście z haczykiem, w bardzo przyzwoitym tempie, także jest dobrze, forma jest w porządku, nie ma co narzekać.

P1110146 (Copy)

Pogoda coraz bardziej dopisuje, więc w parku jest coraz więcej ludzi. Jezioro jest już oczywiście rozmrożone od paru tygodni i teraz ludzie przychodzą robić zdjęcia rozmrożonemu jezioru.
W sumie to taki bieg bez problemów, bo ani kolka, ani nic innego, tyle tylko że zasłuchałem się w podcaście i przywaliłem w krawężnik w konsekwencji się przewracając.

P1110148 (Copy)

Mam już taki odruch nabyty żeby obracać się przy upadku i zamiast na dłoniach lądować na plecy. Teraz jednak się nie udało i najpierw poszły lewe kolano, prawa dłoń i dopiero potem obrót. Skóra na kolanie zdarta, leginsy pękły co mnie zaskoczyło bo przecież one wytrzymały zderzenie z samochodem, ale co tam. Pierwszy kilometr trochę bolało, potem to się już tylko krew sączyła i zakrwawiła całe leginsy.

P1110154 (Copy)

Oczywiście są już wyprane i zacerowane, więc gotowe do biegu w sobotę. O ile jeszcze będą potrzebne bo zapowiada się już pogoda na krótkie. Co trochę mnie też martwi bo mam już wizję przeciskania się przez te hordy ludzi którzy postanowili wyjść na spacer, ale nie powinno być źle, w ostateczności zmienię trasę.

P1110155 (Copy)

College, jak to college. Trochę źle, trochę lepiej. Smuci mnie trochę to że uczniowie tak mnie olewają, ale carrots pisze mi żebym się nie przejmował bo oni nikogo nie szanują, więc powinno mi być lepiej. Nie jest mi ani trochę lepiej, bo to że nikogo nie szanują nie znaczy że ja sobie mam pozwolić na coś takiego. Także od przyszłego tygodnia kolejna zmiana podejścia, tym razem się wykosztuję na papier i będziemy jechać z zadaniami. Taki trochę niesmak pozostaje, ale kurde…no nie odpuszczę. Może nie będę przez to zdrowszy, może wręcz przeciwnie, ale spróbuję. Bo co mam robić? Siedzieć w ławce i rozmawiać z nauczycielkami? To się nie godzi przecież.

P1110157 (Copy)

Po zajęciach poszedłem na zakupy, udało mi się kupić nowy rodzaj mojej ulubionej pasty z bobu na ostro, którą kupiłem kiedyś w Jiawang ale wtedy nie wiedziałem jak jej używać i jestem bardzo dobrej myśli co do niej. Na zdjęciach tego nie widać, ale pasta sprawdza się doskonale bo jest ostra i faktycznie smakuje bobem.

P1110159 (Copy)

Dostałem także smsa o treści biuro jutro wieczór wypłata proszę. Ja nie żartuję, takiej treści wiadomość przyszła. Mam się w biurze stawić po szóstej, także stawię się po siłowni i zobaczymy ile będę czekać. Biuro jutro wieczór wypłata proszę.

A teraz coś mi się przypomniało oni nie są leniwi, oni robią coś innego i od razu mi się uśmiech pojawił na twarzy.  I tak patrzę na to zdjęcie:

P1110149 (Copy)

No robią co innego ;-)

P1110161 (Copy)

Tianjin #1

P1100886 (Copy)

O Tianjin będę pisał w punktach, bo tak jakoś mi wygodniej. Trochę mi się tego uzbierało prawdę mówiąc, więcej niż się spodziewałem i muszę to jakoś nadgonić, a tak będzie mi najwygodniej.

P1100887 (Copy)

Zimno.
Zimno się nigdy nie zmienia. Jedynie nabiera na mocy. Najgorszą odmianą zimna, jest dla mnie zimny wiatr. Na niego nigdy nie ma rady. Nic Ci nie pomoże, nic Cię nie uchroni. Możesz jedynie zmniejszyć uczucie chłodu, ale nigdy przenigdy go nie pokonasz. Pisałem już o tym parokrotnie przy okazji opisów biegania.

P1100889 (Copy)

Nie pisałem natomiast jak to jest w mieszkaniach z przeciągiem. A lepiej nie jest, jest wręcz gorzej. Na szczęście nigdy nie miałem nieprzyjemności mieszkać w mieszkaniu z przeciągiem. Miałem za to nieprzyjemność jechania w pociągu z przeciągiem. I nawet by mnie to nie wkurzało, ba nawet bym nie zwrócił uwagi gdybym nie próbował zasnąć gdy ciągle mi wiało po nogach.

P1100893 (Copy)

Nawet udało mi się zasnąć ale po kilku godzinach obudził mnie chłód od stóp, bo tylko w stopy było mi zimno i postanowiłem coś z tym zrobić Zamknąłem drzwi między przedziałami czym wzbudziłem sympatię towarzyszy podróży, którzy sami postanowili następnie ruszać się i te drzwi zamykać, przez co było nam ciepło i przyjemnie. Doszło do tego że w pewnym punkcie wystarczyło jedno krzywe spojrzenie na kogoś kto drzwi nie zamknął by zaraz je zamknął.

Stacja kolejowa
W Chinach wyjścia ze stacji są zamykane po tym jak pociąg odjedzie. Nie ma wyjścia, nie ma wyjścia, nie ma chodzenia po peronie.

Metro
Zazwyczaj w metrze stosowane są karty i jest to całkiem fajne rozwiązanie. Tianjin natomiast postanowił się wyróżniać i stosuje plastykowe monety. Rozwiązanie o tyle ciekawe że inne, ale monety mają to do siebie że łatwiej jest zgubić niż większy kawałek plastiku. Są za to chyba bardziej wytrzymałe.

Porcelana

P1100896 (Copy)

Jest w Tianjin taki dom obudowany porcelaną. Na szczycie znajduje się napis CHINA i jest w tym domie pełno dzieł sztuki ze zbitej porcelany. Jedna z atrakcji turystycznych, ale podobno w środku wygląda to jak wąż i sobie darowaliśmy.

P1100899 (Copy)

Targ małżeński
To jest coś o czym słyszałem, ale czego nigdy nie widziałem.

P1100907 (Copy)

Jest sobie taki skwerek na którym stoją ludzie z ogłoszeniami typu: mężczyzna 170, 27 lat, mieszkanie 90m2, szuka kobiety 155-165, 22-26 o stałej pracy. Czyli zwykłe ogłoszenia matrymonialne, tylko że zamiast w gazecie to na żywca.

P1100916 (Copy)

W dodatku czasem chodzą ludzie z takimi karteczkami przypiętymi do ubrań i można sobie podejść i poczytać.
Nas zaczepiła Pani pytając czy mamy znajomą z Rosji lub Ukrainy bo szuka dla syna. Niestety nie mamy.

P1100908 (Copy)

Budynki

P1100913 (Copy)

Jak widać architektura zachwyca. Chińczyków, bo dla nas to w gruncie rzeczy Europa.

P1100917 (Copy)

Czyli popatrzeć można, porobić zdjęcia też, ale zachwycać nie ma się nad czym bo w domu lepsze. Ano lepsze, tyle że tutaj stanowią kompletną inność i przez to są niesamowite na swój własny sposób.

P1100922 (Copy)

Fajnie tak sobie pochodzić między tymi europejskimi budynkami. Trochę jak Szanghaj prawdę mówiąc i bardzo mi się to podobało.

Targ z przekąskami
W Chinach wszystko kręci się wokół jedzenia. A jeżeli nie wszystko to 95% wszystkiego. Jedzenie jest zawsze i wszędzie i nie ma innej opcji. Nie ma jedzenia – nie ma ludzi (o tym wkrótce), to takie proste. Podobnie jak – jest złe jedzenie – nie ma ludzi. Targ z przekąskami w Tianjin znajduje się na głównym deptaku, trochę w bok i jest tam mnóstwo budek które oferują dokładnie to samo: szaszłyki wieprzowe, owoce morza smażone na głębokim oleju, śmierdzące tofu i coś słodkiego. A ludzi tyle że nie można się przepchać.

Nowe stare miasto

P1100929 (Copy)

To w sumie taki standard wszędzie w Chinach by budować nowe stare miasta. Czyli nowe budynki mające wyglądać jak stare. Wychodzi to zawsze z miernym skutkiem, ale ulice takie są wabikiem dla turystów i można tam zawsze znaleźć mnóstwo typowego turystycznego szmelcu, który można kupić w każdej turystycznej miejscowości w Chinach.

P1100933 (Copy)

Jeżeli gdzieś przeczytacie że Qufu słynie z ręcznie robionych pieczątek, to prawda – słynie, ale nie znaczy że nikt takiej nie zrobi w Shenyang na przykład.

Gliniane cuda

P1100948 (Copy)

W nowym starym mieście znajdował się dom z rzeźbami z gliny w cenach absurdalnych. Naprawdę, ale to naprawdę absurdalnych. I chociaż ładne to jednak…tyle kasy…

P1100944 (Copy)

Pies

P1100981 (Copy)

Spoglądał sobie z dachu na ludzi. I nie szczekał.

Nudle na zimno

P1100982 (Copy)
To coś co odkryliśmy dnia pierwszego i zajadaliśmy się przez pozostałe dwa dni. Niby takie proste, ale June stwierdziła że sekret kryje się w sosie. No tak, to łatwo wygląda gdy Pani rzuca chochlę tego, tego i jeszcze tego, ale Ona już wie jak to powinno wyglądać.

Śmierdzące tofu

P1100985 (Copy)

W Changsha nie było zdjęcia, to macie teraz. Smakowało gorzej niż w Changsha, ale tragedii nie było.

P1100976 (Copy)

P1100980 (Copy)

P1100955 (Copy)

P1100972 (Copy)

P1100975 (Copy)

P1100940 (Copy)

P1100928 (Copy)

P1100913 (Copy)

 

Środy są…

P1110119 (Copy)

Ciekawe.
Najważniejsze co się dzisiaj wydarzyło to rozmowa z szefową, która powiedziała mi że nie będzie mi robić żadnych problemów i nawet możemy rozwiązać umowę jak się skończy semestr w college’u. To rozwiązanie pasuje mi średnio, a prawdę mówiąc w ogóle, ale skoro nie będzie robić problemów to możemy umowy nie rozwiązywać tylko wypełnią parę druczków, umowa się wypełni, a mój certyfikat eksperta zostanie przepisany na nową szkołę.

P1110124 (Copy)

Na tym właśnie myk ma polegać, że albo szkoła stara się o nowy certyfikat eksperta (no bez sensu), albo przepisują ten stary na mnie (co ma więcej sensu, ale nie wiem jak się na to moja obecna firma zapatruje). Strasznie się o to bałem, że będą robić jakieś problemy, ale może nie będzie tak źle. Zobaczymy jeszcze jak to wyjdzie w praniu, ale po dzisiejszej rozmowie jestem dobrej myśli. Nie dostałem co prawda wolnego, więc nie będę mógł wyjechać do Zhengzhou zrobić badań lekarskich przed sierpniem, ale to już będzie zadanie dla ludzi z nowego college’u.

P1110127 (Copy)

Dlaczego dla Nich? Bo policja w Zhengzhou oczekuje że w ciągu 10 dni załatwisz wszystko, czyli: badania lekarskie, wyniki, ubezpieczenie, rejestracja miejsca zamieszkania, założenie konta bankowego i tak dalej. Czyli w sumie dużo rzeczy. Dlatego też dla mojego college’u ważne jest wiedzieć kiedy dokładnie pojawię się w Zhengzhou. I pewnie będą chcieli wiedzieć jeszcze milion innych rzeczy. A dlaczego nie mogę zrobić badań w innym mieście? Bo policja w Zhengzhou i tak chce kolejnych badań zrobionych w Zhengzhou. Chiny moi drodzy, Chiny.

P1110128 (Copy)

Zajęcia minęły tak jakoś spokojnie, tylko na jednych zjechałem całą klasę. Zjechałem bo mnie olewali zupełnie, wchodzili jak chcieli, kiedy chcieli bo musieli coś wypełnić i nikt nie zwracał uwagi na moje zajęcia. No dobrze, trójka uczniów zwracała.  I to by było na tyle. Za dwa tygodnie będzie zaskoczenie dlaczego to test taki trudny, ano trudny bo nie uważacie. Jedną z zasad jakie wpaja się nauczycielom przy pracy z trudnymi uczniami jest – nie bierz tego osobiście. I ja to w pełni rozumiem. Nie jesteśmy dla uczniów ludźmi, jesteśmy obiektami i to jasne.

P1110130 (Copy)

Reprezentujemy coś czego Oni robić nie chcą i tyle. Nauczyciel to ten najbardziej znienawidzony element treningu. Nie chcesz go, nie lubisz go i najchętniej żyłbyś bez niego, ale jednak gdzieś tam w planie jest więc trzeba się z nim użerać. I ja to rozumiem, ale nie potrafię się od tego odciąć. Może potrzeba do tego więcej doświadczenia, może potrzebny jest mi jeszcze większy dystans do siebie, a może ten moment nigdy nie nadejdzie.

P1110133 (Copy)

Może obawiam się że gdy przestanę to traktować osobiście przestanę traktować osobiście to co robię i przestanie być to dla mnie ważne. Na razie nie potrafię powiedzieć sobie w trakcie zajęć – nie przejmuj się, to nie jest wymierzone w Ciebie, to jest wymierzone w cały system.  Nie potrafię się odciąć, bo jestem częścią tego systemu. Owszem, jego częścią szczególną, inną i wyjątkową, ale jednak jego częścią. I tylko George mi poprawiał humor mówiąc że mam się nie przejmować.

P1110134 (Copy)

W drodze do mojej małej szkoły wstąpiłem do sklepu kupić parę rzeczy i wywiązała się taka dyskusja.
– A mówisz po chińsku?
– Trochę rozumiem, ale słabo mówię.
– A jak długo mieszkasz w Chinach.
– Dwa lata.
– Blabla
– Nie rozumiem
-(przechodzi na łamany angielski) To ci nauka wolno idzie. Musisz ciężej pracować.
– Najwidoczniej.
I tak mnie to trochę przygnębiło. Nie dlatego że ten mój chiński jest jakiś wyjątkowy, bo nie jest, ale uważam że jak na taką naukę jak moja, czyli w pełni samodzielną to nie jest aż tak źle. Owszem, jestem znacznie za ludźmi którzy tutaj studiują, albo za ludźmi którzy ten język studiowali, ale ogarniać ogarniam. Coraz rzadziej staję jak wryty i patrzę się tempo w przestrzeń gdy ludzie do mnie mówią. Nie będę pewnie nigdy tak mówił jak mówię po angielsku, ale też nie ma jakiejś tragedii. Do toalety trafię, o drogę spytam, o ceny także. Jak czegoś nie usłyszę to poproszę by napisali i sobie przeczytam i jakoś, lepiej lub gorzej, sobie poradzę. Rozumiem że w Chinach jest takie stare podejście związane z twarzą by ludzi zawstydzać a przez to motywować, ale osobiście uważam że pozytywna motywacja jest nieporównywalnie bardziej skuteczna.

P1110136 (Copy)

A śnieg podobno padał jeszcze przedwczoraj. Kapitalnie.

P1110138 (Copy)

Powrót

P1100871 (Copy)

Tylko się przywitam i napiszę że wróciłem. Z czasem postaram się napisać relację z kilku ostatnich dni. Dzisiaj jedynie wspomnę że Changchun, standardowo, przywitał mnie powietrzem zimnym i chłodem na stacji kolejowej. To już norma od której nie szukam ucieczki bo też i jej nie znajdę. To fakt i nic poza nim.
Droga powrotna minęła mi na spaniu, czytaniu i spaniu, oraz przebijaniu się przez tłum ludzi w drodze do toalety. W chińskich pociągach to norma, albo kibelek jest blisko i ciągle ktoś przechodzi a do tego jest mokro, albo kibelek jest daleko i trzeba się przepychać.
I to naprawdę przepychać. Ucząc się chińskiego z podcastów usłyszałem nie byłeś w Chinach dopóki nie byłeś w zatłoczonym autobusie w Szanghaju. Może i tak, ale zatłoczone autobusy są takie same wszędzie. Dwupiętrowe zawsze są za niskie, siedzenia przy oknie zawsze za wąskie, ludzie nigdy nie przesuwają się do okien bo przecież zaraz wychodzę i żeby dostać się do wyjścia trzeba rozpocząć podróż dwa przystanki wcześniej. Za to zatłoczone pociągi w Chinach to coś czego chyba dokładnie nie opisywałem, a zdjęć na pewno nie robiłem zbyt wiele. Także pora to nadrobić.

P1100874 (Copy)

Zaczyna się od wejścia. Najpierw wchodzimy na stację i pokazujemy bilet. Bilet czasem zostaje ostemplowany, czasem nie. Bagaż zostaje przeskanowany rentgenem a my przechodzimy przez bramkę do wykrywania metali. Następnie odbieramy bagaż i zostajemy obmacani, ale to tak bardziej pro forma. Następnie szukamy swojej poczekalni. Oczywiście jest już tam masa ludzi i jeszcze więcej toreb, które również zajmują miejsca bo przecież na podłodze nie będą leżeć. Ludzie śpią na siedzeniach powyginani, bo każde siedzenie ma podłokietniki by ludzie na nich nie spali. Część ludzi śpi na torbach na podłodze, część siedzi. Dużo ludzi coś je, im bliżej pór jedzeniowych tym jedzących jest więcej. Nadjeżdża pociąg.
Pierwsze wchodzą rodziny z małymi dziećmi, ale to nie jest reguła. A potem to już naprawdę rzeka ludzi, tylko się stoi i czeka. Można też siedzieć i czekać, ale wtedy na sto procent nie będzie się miało miejsca na położenie bagażu ponad głową. Oczywiście kolejka powstała ponieważ bilety sprawdzane są po raz drugi. Tym razem przed wejściem do pociągu.

P1100878 (Copy)

Ach…bilety są sprawdzane pomimo obecności na praktycznie wszystkich stacjach kolejowych automatów biletowych które powinny bilety sprawdzać automatycznie.
Po przejściu tych automatów idziemy na peron, w tym momencie ludzie już biegną, albo przynajmniej ruszają się szybko. Główne powody są dwa:
– wyżej wspomniany, czyli położenie czegoś nad głową (to się tyczy wszystkich pociągów poza G i D, w których można spokojnie postawić torby w przejściu)
– znalezienie dobrego miejsca dla posiadaczy biletów stojących (to się tyczy wszystkich pociągów poza G i D, w których sobie nie postoisz)
Zakładamy że mamy miejscówkę wykupioną i mały plecak, który trzymamy przy sobie, więc się nam nie śpieszy. Najpierw musimy znaleźć wagon, przed którym Pan/i kolejarz sprawdzą nasz bilet po raz trzeci i zaproszą do środka. W środku, jeżeli mamy szczęście, uda nam się dojść bez problemu na miejsce, a jeżeli nie mamy szczęścia rozpoczyna się przygoda.
Przygoda czyli przepychanie się między ludźmi którzy palą, chociaż to zabronione, siedzą na tobołkach między wagonami, siedzą na taboretach w przejściu, siedzą na taboretach w przejściu i jedzą, siedzą w przejściu, lub stoją w przejściu czekając, lub nie czekając na wejście do ubikacji (które są zamykane w czasie postoju). A jeszcze nie weszliśmy do wagonu.

P1110113 (Copy)

Przecisnęliśmy się, mijając po drodze ubikację i zbiornik gorącej wody, oraz umywalki na których ktoś już rozstawił tobołki i nie będzie można ich użyć ani razu. Teraz czeka nas droga na miejsce, oczywiście wszystkie półki ponad głową są już zajęte, również przez małe podręczne walizki które spokojnie zmieściłyby się pod siedzeniem, ale przecież nie będą na ziemi leżeć. Sześć miejsc siedzących z jednej strony, cztery z drugiej a po środku kilkanaście osób siedzi, stoi, je, lub przysypia. Część szczęśliwych posiadaczy miejscówek gra w karty, część w majonga, część je, ktoś ogląda film bez słuchawek, gdzieś tam dziecko płacze. Komuś dopisało szczęście i się położył spać na siedzeniu, oczywiście ściągając buty. Rodzice przebierają dziecko nie kryjąc się z tym w sposób najmniejszy. Ogółem, jest wesoło, głośno, pachnie nudlami. Co chwilę ktoś się przeciska albo do toalety, albo do źródła gorącej wody.
Gorąca woda to w ogóle materiał na osobną historię, bo jej rola w Chinach jest olbrzymia i nie do przecenienia.
No i tak nam spokojnie podróż mija, dodajmy do tego sprzedawców z wózkami pełnymi jedzenia, alkoholi i jedzenia przekąskowego (kurze łapki, suszone ryby, jajka gotowane i takie tam), oraz sprzedawców bez wózków sprzedających ładowarki, smakołyki, pamiątki, zabawki i wszystko inne co można sprzedać.
Oczywiście w czasie podróży pojawiają się kontrolerzy biletów, czasem pojawi się policja, po każdej większej stacji kontrolerzy poprawiają bagaż ułożone nad głowami by nic nie zwisało. A każde nasze odejście z miejsca wywołuje atak ludzi bez miejscówek. Dlatego lepiej zawsze mieć bilet przy sobie.

P1110114 (Copy)

Załóżmy że nasza podróż odbywała się w dzień i była dość krótka, więc nie spaliśmy na naszym twardym siedzeniu, także wychodzimy z pociągu, potem z dworca i…pora na kolejne sprawdzanie biletu. Lub zabranie go. Można rzecz jasna poprosić o jego oddanie i zawsze go dostawałem, ale fakt faktem, bilet można utracić, co jest ciosem dla wszystkich zbieraczy biletów.

I to by było na tyle jeżeli chodzi o pociągi. Przypomniało mi się że nie powinienem narzekać na pogodę przy powrocie, bowiem Changchun żegnał się ze mną śniegiem.

P1100879 (Copy)

Wycieczka

Nadchodzi święto Qinming (i znowu odsyłam – http://rainreborn.pl/2013/04/interwaly-3/) więc postanowiliśmy z June ruszyć się i spotkać gdzieś po środku, czyli w Tianjin. O samym mieście za chwilę. Dzisiaj będzie krótko i bez zdjęć, ale za to z jajem. Także siadajcie bo mam dwie scenki.

Scenka #1

Siedzę  sobie przed ostatnimi zajęciami i zajadam jabłko gdy podchodzi do mnie jakaś dziewczyna i pyta:
– Ni hui shuo zhongwen ma? (czy mówisz po chińsku?)
– Wo ting yi dian dian, danshi wo shou de bu hao. (trochę rozumiem, ale mówię słabo)
– Tian hao la. (bardzo dobrze)
– Are you from Malaysia? (czy jesteś z Malezji?)
– No, I’m from Poland (nie, jestem z Polski)
– Poland?
– Bolan.
– Aaa Bolan.
Półtorej roku w Chinach i już mogę uchodzić za rodowitego mieszkańca Malezji. Nie przytoczę co Bryan powiedział bo było to dość niecenzuralne.

Scenka #2

Mamy przerwę w trakcie zajęć i podchodzę pogadać z uczniami.
– Smutno mi.
– Dlaczego?
– Bo nie mam chłopaka.
– Haha…
– Phi…bo nie ma mi kto kupować pysznego jedzenia.
Nie mogłem się powstrzymać i wybuchnąłem śmiechem. To takie chińskie, kwintesencja tego kraju w którym wszystko kręci się wokół jedzenia i wszystko można załatwić. Jedzenie moi drodzy, o to o co w tym kraju chodzi, ale nie takie jakieś byle jakie jedzenie – pyszne jedzenie!

Tianjin

Tianjin,天津, to metropolia w północnych Chinach, obecnie jedno z pięciu najważniejszych miast w Chinach. Jest jednym z czterech zarządzanych bezpośrednio miast w Chinach. Znajduje się w pobliżu zatoki Bohai.

Jest to czwarte największe miasto w Chinach, za Szanghajem, Pekinem i Guangzhou. Tianjin jest podzielone na dwie części: miejską usytuowaną wzdłuż rzeki Hai, która łączy rzeki Jangcy i Żółtą, oraz Binhai, będącą nowym terenem miejskim znajdującym się w pobliżu morza Bohai.

Historia

Nie ma pewności co do pochodzenia nazwy miasta, wiadomo natomiast że oznacza ono dosłownie miejsce promu dla cesarza.

Dynastia Qing

W czasie panowania dynastii Qing (1644-1911) Tianjin zostało wyniesione do rangi prefektury, a następnie wyższego okręgu administracyjnego. Z czasem został nazwany Fu, czyli prefekturą miejską.

Port traktatowy

W 1856 chińscy żołnierze przejęli kontrolę nad statkiem z Hong Kongu pływającym pod banderą brytyjską, który był podejrzewany o przemyt i handel opium. Natychmiastowa reakcja Wielkiej Brytanii zaowocowała wysłaniem statków i zdobyciem fortów Taku w pobliżu Tianjin w maju 1858. W czerwcu tego samego roku po zakończeniu drugiej wojny opiumowej Wielka Brytania i Francja wymogła na Chinach otwarcie Tianjin. Z czasem powstały w tym mieście koncesje: Brytyjskie, Francuskie, Austro-Węgierskie, Włoskie, oraz Belgijskie.

Druga wojna sino-japońska

30 lipca 1937 roku Tianjin przeszedł w ręce Japonii, jednak nie była to całkowita okupacja gdyż Japończycy aż do 1941 respektowali zagraniczne koncesje. W 1941 Japończycy uzyskali władzę nad wszystkimi koncesjami oprócz Włoskich i Francuskich, które pozostały, w większości, nienaruszone.

Czwartkowe bieganie

P1100846 (Copy)

Lubię tak rano wstać i iść pobiec. Sprawia mi to ogromną radość i daje takie uczucie spełnienia. Z jednej stron już coś tego dnia zrobiłem i teraz mam całe mnóstwo innych możliwości, a z drugiej strony poszedłem biegać, więc może być tylko dobrze. Wczoraj tak stojąc nad tymi pięcioma studentami powiedziałem sobie a mógłbym teraz biegać i nie byłem wtedy z siebie dumny. W myślach szybko się skarciłem, bo jak to tak wybierać przyjemność ponad powołanie. Tak, myślę że to moje powołanie, a nie praca. A mimo to wczoraj chciałem być gdzieś daleko. Także wczorajszy dzień to była tragedia. Zresztą w Jiawang też miałem taki jeden dzień kiedy miałem już tego wszystkiego dość. Potem jednak zaświeciło słońce i poszło z płatka. Tutaj słońce zaświeci już w sobotę.

P1100847 (Copy)

Także poszedłem biegać i biegałem z taką radością. Biegło mi się leciutko, bez problemów, bez kolki, tylko trochę chłodno, ale to nie jest wielki problem. Trzeba tylko biec szybciej. A biegłem takim przyzwoitym tempem. Naprawdę czułem że jest dobrze i było dobrze. Po tym wczorajszym dołku energetycznym dzisiaj nie było już ani śladu. To z pewnością zasługa obfitej kolacji. Czyli dokładnie tak jak mówiłem – trzeba jeść więcej. Trochę mnie ten fakt zaskoczył bo przecież mało nie jem, ale widać było tego za mało jak na taki wysiłek energetyczny jaki miałem w ciągu ostatnich kilku dni. Oczywiście jest też drugie rozwiązanie, ale jego to nawet pod uwagę nie biorę – mniej biegać. No to skoro sobie pożartowałem pora pójść dalej.
Dostałem takiego kopa na cały dzień, mocnego energetycznego kopa i tak poczułem, że codziennie powinienem biegać takie dwanaście-trzynaście kilometrów z rana bo czuję się po tym doskonale i mam mnóstwo energii. No i mogę potem ugotować jeszcze większy obiad by przetrzymać te popołudniowe dwa zajęcia.

P1100852 (Copy)

Tak jak w zeszłym semestrze walczyłem ze studentami, podchodziłem do Nich ambitnie, zwracałem uwagę gdy gadali, oglądali filmy i słuchali muzyki, tak w tym tygodniu postanowiłem tego nie robić. Skoro wczoraj tego nie robiłem to dzisiaj postanowiłem to kontynuować i dotarło do mnie że słucha mnie tylko 3-5 uczniów w każdej klasie. Wychodzi na to że przedtem samego siebie okłamywałem i walczyłem, a teraz machnąłem na to ręką. Machnę ręką jeszcze jutro, ale planuję od przyszłego tygodnia wrócić do walki, chociaż czuję że będzie to walka nierówna.

P1100861 (Copy)

Dzisiaj podjąłem rękawicę na jednych zajęciach i żartując sobie ze studentów (podobno najlepszą metodą na poradzenie sobie z chińczykami jest ta ich nieszczęsna twarz i jej utrata), ale to nie pomogło na dłużej niż 10 minut. Dzisiaj czułem jakbym musiał chodzić od studenta do studenta co 5-10 minut i ciągle zwracać uwagę. Ciężko. Przede wszystkim szkoda mi czasu. Coraz częściej myślę że najlepiej skupić się na tych którzy chcą się uczyć, a resztę tylko uciszać. Rany…nie chcę być takim nauczycielem, z całego serca chcę być takim który dociera do wszystkich, ale nie wiem czy tutaj to jest możliwe…próbuję, próbuję, ale może jest jakaś inna droga. Może faktycznie te zadania są za trudne? Bo sporo studentów tak mówi. Może następne pójdą lepiej bo będą prostsze? Oby.

P1100855 (Copy)

I tylko kilka słów od Becky podtrzymują mnie na duchu:
– Jesteś chyba najbardziej cierpliwym nauczycielem jakiego Oni mieli i mają. Inni to by już na Nich krzyczeli i byli źli.
Złość jeszcze nikomu w klasie nie pomogła. Na pewno nie pomogła mi gdy zaczynałem uczyć. Rany…jak ja nie lubię wracać do tych chwil, ale czasem muszę by przypomnieć sobie jaki ja wtedy byłem sfrustrowany i jak bardzo nie chciałem tego robić. Pamiętam że miałem uczniów którzy do tego stopnia psuli mi zajęcia, że cieszyłem się gdy się nie pojawiali. To było strasznie, ale to strasznie smutne patrząc na to z perspektywy czasu.

P1100860 (Copy)

Zdjęcia tego nie oddadzą, ale z dzisiejszej kolacji jestem bardzo dumny. Do tego stopnia mi się udała, że o niej wspominam. To był w pełni mój przepis, ale wystarczyło dodać syczuańskiej papryki a smak zmienił się całkowicie, najważniejsze okazało się nie dodawanie jej na początku, kiedy to może się spalić na oleju (a jak to często sugeruje się w przepisach) a później by ukryła się gdzieś w tle i atakowała z nienacka. I tak zaatakowała że teraz mam jeszcze język delikatnie nieczuły.

P1100865 (Copy)

To nie był dobry dzień

P1100819 (Copy)

Do tego stopnia że nie chce mi się o tym pisać.
Napiszę jednak bo muszę to z siebie wyrzucić.
Frustracja.

P1100821 (Copy)

Tak, to dobre słowo. Gdy na zajęcia przychodzi pięć osób, potem robi się jedenaście, ale nikt nie uważa, nikt się nie przejmuje. Nikt nie potrafi utworzyć pytania mając podany wzór, a może nie tyle nikt nie potrafi, co nikt nie chce. Wychodzą z założenia że zadawanie pytań w sklepie nie ma żadnego znaczenia i jest niepotrzebne.

P1100827 (Copy)

A Ty tam stoisz i się produkujesz. Robisz człowieku tę stronę internetową z dodatkowymi materiałami, szukasz ciekawych tematów, a tym się i tak nikt nie przejmuje.

P1100829 (Copy)

Chloe gra w gry na komórce, słów nie tłumaczy, tyle dobrego że jak jest za głośno to coś mruknie. Zmieniło się to Jej podejście diametralnie i nie wiem czy to Ona wywiera większy wpływ na uczniów czy uczniowie na nią.

P1100832 (Copy)

I ja rozumiem że deszcz, ale…jak dzisiaj wszedłem do tej klasy i widziałem te Ich miny to mi się już też ode chciało. Spokojnie zrobiłem co miałem zrobić, ale już czułem że to nie będzie dobry dzień, już czułem że gdzieś tam czegoś mi dzisiaj brakuje i coś pójdzie nie tak.
Drugie zajęcia to masakra na poziomie pierwszych. Sala pełna, ale trójka uczniów uważa, reszta nie ogarnia zupełnie. A to przecież moja najlepsza klasa…

P1100834 (Copy)

Tyle że po zajęciach przyszedł do mnie jeden ze studentów i mówi:
– Jakiś taki niewesoły na zajęciach byłeś.
– No bo nie uważacie, gracie, gadacie.
– No…dla mnie mówisz trochę za szybko, ale to moja wina.
– Mogę mówić wolniej przecież.
– Nie, to moja wina. W Chinach uczymy się tylko od egzaminu do egzaminu, sam wiesz. Nie martw się, to nie Twoja wina.
Tak, wiem…i trochę mi humor poprawił, ale…

P1100835 (Copy)

Zajęcia trzecie to był już pogrom totalny. Znowu trzy osoby robiły cokolwiek związanego z lekcją, reszta w coś tam sobie grała, a ja już nie miałem nawet siły by Im zwracać uwagę. I nie wiem czy to ta pogoda, czy jakiś dziwny brak kalorii (bo czuję się fizycznie zmęczony tak jak się czułem gdy zrzucałem masę dawno temu), czy może niewyspanie, a może jeszcze coś innego, ale w trakcie zajęć zasnąłem.
– Teacher, teacher, teacher…
Obudziło mnie, ale chyba nikt nie zauważył.
Już w poprzednią środę byłem zmęczony, ale nie do tego stopnia. W jeszcze poprzednią też, ale dzisiaj…
Drugi raz przysnąłem na zajęciach popołudniu, to już prawdziwa masakra. Taki wypluty nie byłem już dawno…

P1100837 (Copy)

Może właśnie z powodu tego wyplucia widzę to w takich ciemnych barwach, ale fakty są niezaprzeczalne – większość studentów ma w nosie to co robię na zajęciach. Całkowicie, całkowicie w nosie. Fajnie powiedzieć że mnie to nie rusza, ale rusza mnie to bardzo, bo ja się do tych zajęć przygotowuję, robię plany, mam jakieś przemyślenia i swoje ambicje, a tak…przecież ja chciałem zrealizować z 8 tematów w tym semestrze, a zrobię z 4-5 jak dobrze pójdzie.

P1100838 (Copy)

No dobrze, żeby nie kończyć negatywnie – pozytywny obrazek.
Wracając z zajęć zauważyłem ogromny korek i autobus linii 240, który podrzuca mnie pod dobry przystanek. Autobus tej linii jednak nie zatrzymuje się na żadnym przystanku po drodze między szkołą a przystankiem na który normalni idę, tylko przez tę ulicę przejeżdża. Czasem do takiego autubusu podchodzę i kierowca otwiera drzwi, a czasem macha głową na boki i nie otwiera. Dzisiaj otworzył i dostałem się szybciej do mieszkania.

P1100841 (Copy)

Ach, zapomniałbym – June mnie wczoraj uświadomiła że www.pandora.com nie działa nigdzie poza USA, Australią i Nową Zelandią. Także przepraszam bardzo wszystkich niekorzystających z VPN. Musicie poczekać aż te niezwykle istotne umowy o dziele autorskim zostaną uregulowane.

Wolne

P1100798 (Copy)

Wtorek został moim jedynym dniem wolnym. Nie ma w tym właściwie nic złego, przynajmniej na razie. Prawdę mówiąc myślę że zajęci mi większej części poniedziałku tylko pomoże mi zabić czas do lipca. Jak to powiedział Chris ani się obejrzysz a będzie sierpień. No niech będzie że będzie lipiec. W sumie to jeszcze tylko trzy miesiące.

P1100799 (Copy)

A skoro to jedyny dzień wolny to można spokojnie puść na siłownię z nadzieją że rano nie będzie nikogo dziwnego…Nadzieją…
Najpierw jeden ze znajomych mówi mi żebym uważał gdy się przebieram bo tuż obok jest menadżer siłowni, początkowo nie zrozumiałem o co Mu chodzi, ale widząc moje zaskoczenie dodał to kobieta.

P1100803 (Copy)

Zastanawiam się do teraz o co chodziło. O wiele bardziej przerażające jest dla mnie rozmawianie ze sobą gdy ludzie są zupełnie nadzy. Jakoś tak…niekomfortowo się czuję gdy rozmawia ze mną ktoś zupełnie nagi, a wokół kręci się mnóstwo innych nagich facetów.

P1100805 (Copy)

Druga sytuacja…zacząłem rozgrzewkę, czyli przysiady i zauważyłem jak człowiek zaczął rozmawiać przez telefon i usiadł na ławce do wyciskania sztangi. Usiadł, niech siedzi. Skończyłem rozgrzewkę i podchodzę do ławeczki bo widzę że człowiek się podniósł ale dalej rozmawia. Człowiek zaczął gestykulować że on z tej ławeczki korzysta właśnie, po czym znowu usiadł i dalej rozmawiał. Postałem tak z minutę, ale w końcu poszedłem męczyć się z innym ćwiczeniem. Człowiek zrobił trzy serie po czym znowu gestykulując pokazał mi że ławeczka jest wolna.
Wkurza mnie to niemiłosiernie. Bo skoro nic nie robisz i gadasz przez komórkę to się kurna cofnij i daj innym ćwiczyć. Im dłużej chodzę na tę siłownię tym irytacja we mnie bardziej narasta.

P1100807 (Copy)

Wolne oznacza także zakupy. Parę tygodni temu skończyła mi się ostra pasta z bobu. Pasta z bobu jest podstawą kuchni syczuańskiej. Tyle tylko że musi być ostra. Problem z tym polega na tym, że trzeba się za nią nachodzić. Bo o ile zwykłą pastę z bobu można kupić nawet w osiedlowym sklepiku, tak o ostrą jest trochę trudniej. Sam widziałem ją tylko w dwóch mniejszych sklepach, a nie będę przecież to jakiegoś walmartu jeździł. Także jestem mega zadowolony i pasta od razu poszła do dzisiejszego obiadu.

P1100809 (Copy)

A jutro już środa i początek nowych zajęć, tym razem będziemy się uczyć jak robić zakupy i zwracać towar. Znowu będziemy sobie tłuc do głowy I would like to (chciałby/chciałabym), tym razem z końcówką zwrócić to.

P1100810 (Copy)

To jeszcze podrzucę taką fajną stroną, którą podrzucili mi z tego genialnego podcastu o ekonomii – www.pandora.com, takie cudo ktoś skonstruował że wpisujemy artystę którego lubimy i tworzy nam się lista utworów które mogą nam się podobać. Każdej piosence możemy dać kciuk w górę lub kciuk w dół i na tej podstawie będą wybierać nam inne piosenki które mogą nam się podobać, a z czasem wspólnymi siłami stworzymy bibliotekę piosenek które lubimy. Rzecz jasna możemy stworzyć kilka bibliotek tak by piosenki były odtwarzane zależnie od nastroju, bo to przecież też trzeba brać pod uwagę. Przydałoby się coś takiego do podcastów ;-)

P1100800 (Copy)

Weee…

P1100781 (Copy)

A jednak nie weekend, więc…poniedziałkowe bieganie.

Założenie było proste – biec powoli. Częściowo się udało, bo biegłem relatywnie powoli. Wolniej niż w poprzednim tygodniu, ale nie dość wolno. Ciągle coś mnie wyrywa i gna do przodu, nie mam zaciągniętego hamulca i nie wiem czy to dobrze czy źle…po prostu tak jest i już. Przebiegłem kilometrów dziewiętnaście, może nie w jakimś super czasie, ale dałem radę. Raz czy dwa musiałem dać sobie odetchnąć bo łapała mnie kolka, czyli biegłem za szybko i miejscami czułem że biegnę za szybko, więc próbowałem się hamować. Na wykresie z endo widzę że udawało mi się to średnio.

P1100786 (Copy)

Najważniejsze że przebiegłem te dziewiętnaście kilometrów. Za każdym razem gdy o tym piszę palce wstukują udało się, ale cofam to i kasuję, bo nie było w tym niczego z kategorii udało się, to był dobry bieg i to jest najważniejsze. Owszem, momentami było ciężko, nogi po wczorajszej siłowni były ciężkie, ale hej…takie będą przez kilka najbliższych miesięcy więc nie ma się co tym przejmować. Trzeba to zaakceptować, zacisnąć zęby i biec przed siebie.

P1100787 (Copy)

Jest jeszcze w tym parku kilka miejsc do odkrycia, kilka tras do sprawdzenia, więc powinien być to jakiś sposób na zabicie nudy. W końcu warto postawić na różnorodność.
Miłe jest to że ludzie tutaj odpowiadają na pozdrowienia, a niektórzy nie biegający także mnie pozdrawiają. W Polsce też pozdrawiali. Pamiętam jak jednej zimy jakiś Pan uniósł kciuki do góry i powiedział że jestem prawdziwym bohaterem. A ja przecież nic takiego nie robiłem, ot zwykłe krosy w parku, czyli coś co wielu biegaczy z GOPu robi.

P1100790 (Copy)

Dla Niego byłem jednak bohaterem i to mnie bardzo podniosło na duchu. Czasem jednak spotykałem ludzi którzy nie byli tak przychylnie nastawieni, jak tego jednego Pana, który się mnie zapytał a po co tak biegasz to i tak nic nie da. I tak mi się wtedy smutno zrobiło, nie dlatego że ten Pan coś sugerował, ale dlatego że ten Pan nie dostrzegał już że można coś zmienić. Nawet jeżeli nie na całym świecie to w sobie. Jest taka historia, która przeczytałem jakiś czas temu i myślałem że wrzuciłem ją do szuflady, ale nie wrzuciłem, także teraz napiszę ją tutaj, a potem wrzucę tam gdzie jej miejsce.

P1100789 (Copy)

Pewnego dnia szedłem po plaży. Był to poranek po strasznym sztormie i jak to po sztormie na plaży znajdowała się cała chmara rozgwiazd. Rozciągały się aż po horyzont, a nie jest to nigdy widok przyjemny bowiem rozgwiazdy nie potrafię żyć poza wodą. Część z nich zostanie pochłonięta przez fale i wróci do morza, ale większość jest już skazana na śmierć. Skazana z nie swojej winy, bo przecież niczemu ani nikomu nie zawiniły.
Po kilkunastu minutach spaceru gdzieś w oddali zauważyłem coś. Coś się ruszało i stopniowo zbliżaliśmy się do siebie. Moje oczy nie są już najlepsze, ale zauważyłem że coś to osoba, która co parę kroków się zatrzymuje. Im byliśmy bardziej bliżej tym dostrzegałem więcej szczegółów. Osoba okazała się być chłopakiem, młodym, niezbyt wysokim, który zatrzymywał się co kilka kroków, kucał, podnosił rozgwiazdę, po czym wstawał i wrzucał ją do morza.  Robił to pomimo młodego wieku i mając z pewnością lepsze zajęcie niż wrzucanie rozgwiazd do morza. Nie potrafił Go zrozumieć, przecież to takie bezsensowne. Te stworzenia są już skazane na śmierć. On i tak nic nie zmieni. Dlatego też gdy w końcu zbliżyliśmy się do siebie zapytałem go:
– Dlaczego wrzucasz te rozgwiazdy do morza?
– Bo mogę je uratować.
– Ale nie uratujesz wszystkich, to co robisz nie ma żadnego znaczenia.
Chłopak spojrzał na mnie, po czym kucnął, podniósł jedną z rozgwiazd, wstał i wrzucił ją do morza.
– Dla niej miało to ogromne znaczenie.

P1100791 (Copy)

Mam wrażenie że już to pisałem…trudno, ten tekst warty jest przypominania co jakiś czas (sprawdziłem, wrzuciłem ją w listopadzie).
W każdym razie, ten Pan był taką rozgwiazdą nad którą ktoś stanął i nie podniósł twierdząc że to już nie ma znaczenia. A to zawsz ma znaczenie.

P1100792 (Copy)

No dobrze, idziemy dalej.
Zajęcia z dzieciakami minęły jak z bicza strzelił. Te 90 minut to faktycznie króciutko, zwłaszcza jak się dzieciakom da kredki. To jest świetny pomysł zamiast przerwy – kredki. Wróciła dwójka moich podopiecznych z innych grup i widać, że odizolowani od Lena są całkiem znośni.
A dzieciaki z gimnazjum uczyły się dzisiaj robić fiszki. Ja mam Ich uczyć, przykładowo, wysublimowany, a Oni nie wiedzą co to znaczy pędzić. To będą ciekawe trzy miesiące.

Niedziela i przegapione #31

P1100761 (Copy)

Patelnia

-Odstawiłem  czajnik – powiedział mój współlokator.
W wolnym tłumaczeniu oznacza to mniej więcej tyle co stopiłem coś. Tym razem stopił się plastykowy element z urządzenia do gotowania ryżu. Na szczęście nie mamy takiego urządzenia, a jedynie taki plastykowy element. A stopił się bo współlokator gotował na parze pierogi.

P1100766 (Copy)

Banan

Wracając w środę z zajęć wieczorem zauważyła mnie jedyna z moich studentek która akurat wychodziła ze sklepu z owocami. Zauważyła się i z uśmiechem na twarzy pobiegła do mnie by wręczyć mi banana.

P1100769 (Copy)

Harry Potter

To moja nowa ksywka w małej szkole u Chrisa. Wszystko z powodu okularów, dłuższych włosów, oraz blizny na czole. W sumie…

P1100771 (Copy)

Piękne oczy

Siadam przed uczennicą w czasie sprawdzianu. Rozmawiamy, rozmawiamy, a tu nagle Jej koleżanka siedząca obok mówi:
– Jakie Ty masz piękne oczy.
To chyba odwrotny sposób na zaliczenie na piękne oczy. Tyle tylko że nieskuteczne.

P1100775 (Copy)

Bojler

Z relacji współlokatora Toma:
Przyszedł Tom z robotnikiem, popatrzyli, zobaczyli że nie da się naprawić, zniknęli. Wrócili z innym bojlerem, zdjęli, wywiercili dziury, założyli nowy i działa.
Jak wyszedłem o 740 i wróciłem o 11 to już było po wszystkim. Rzeczywiście, nie szło tego zrobić ani w czwartek, ani w piątek. Trzeba było poczekać na sobotę kiedy mnie nie było w mieszkaniu.

P1100776 (Copy)

Niedziela

Moje potwory są strasznie rozbrykane i czasem jeden z nich – Len obraża się gdy Mu nie pozwalam się bawić, albo każę sprzątać. Bierze wtedy kurtkę i się nią zakrywa ostentacyjnie nie biorąc udziału w lekcji. A mi się tylko śmiać chce i zawsze Mu mówię – nie chcesz, to nie słuchaj. Po paru minutach Mu przechodzi i wraca do słuchania. To w końcu próba zwrócenia na siebie uwagi, a gdy okazuje się nieskuteczna nie ma co dalej próbować.
Drugie zajęcia sprawiły że szczęka mi opadła. To dzieciaki z drugiej klasy gimnazjum chińskiego, ale poziomem gniotą moich studentów. Przygotowują się do amerykańskiego ogólniaka, a moim zadaniem jest Im w tym pomóc. Dzisiaj zrobiliśmy dwa teksty, które okazały się za trudne, także jutro spróbujemy czegoś innego. W tym teście do którego się przygotowujemy jest sekcja z synonimami i analogiami,  czyli na przykład:
Silnik jest dla samochodu tak jak:
Drzewo dla trawy
Łóżko dla Barta
Żagiel dla żaglowca
Czyli nie dość że muszą znać słówka to jeszcze jakoś to logicznie powiązać. Czytanki, przynajmniej te z dzisiaj, były średnie bo także skupiały się na słownikowej znajomości wyrazów, a nie na tym co najważniejsze, czyli o co w tym tekście chodzi. Jutro będziemy się męczyć z wyrazami, bo widzę że to będzie podstawa w tym egzaminie.
Po siłowni poszedłem odebrać bilety na zbliżający się wyjazd, ale zamknięto mi bramę przed nosem i muszę czekać do jutra.

P1100780 (Copy)

Jutro też pora na bieganie :-) Plan mam taki żeby zacząć spokojnie i biec tak przed siebie kręcąc kółeczka w parku. Nie wiem ile tych kółeczek wykręcę, nie nastawiam się na nic, bo w planie jest przede wszystkim biec spokojnie. To jest coś co próbowałem zrealizować cały poprzedni tydzień, ale nie udało mi się ani razu. Widać chwilowo te spokojne biegi nie są czymś co mój organizm chce realizować.
Jutro też jest pora na nowych uczniów, ale prawdę mówiąc sam nie wiem czego się spodziewać bo to będą malutkie dzieciaki, więc pewnie będzie mnóstwo zabaw i kolorowania, a mało nauki. W dodatku to tylko 90 minut! Jak ja się z tym wszystkim wyrobię w 90 minut skoro do tej pory mam minut aż 120? Sam nie wiem, ale będę musiał coś wykombinować.