Alarm! Alarm!

Widoczność nie przekracza pięciuset metrów! Żółty alarm mgielny!

P1220833

Między siódmą a dziewiątą trzydzieści rano zanotowano ponad siedemdziesiąt wypadków drogowych. Mgła pewnie miała jakiś z tym związek. Nie ma się jednak co oszukiwać, mgła od paru tygodni jest tutaj niemalże taką codziennością jak deszcz, więc wypada poruszać się troszkę ostrożniej. Zresztą widzicie na zdjęciach że nie ma tutaj lekko.

P1220839

Parę lat temu po jednym z biegów w Opolu przeczytałem mnóstwo komentarzy na temat tego że pogoda nie dopisała bo było ciepło i duszno. Pamiętam że bardzo mnie to wtedy zaskoczyło bo nic takiego nie czułem, znaczy było ciepło, ale żeby było jakoś przeraźliwie duszno to nie. A nie jestem jakoś bardzo niewrażliwy na te rzeczy bo przecież tutaj to co się działo na początku to masakra.

Dzisiaj wyszedłem na balkon około siódmej i po otwarciu drzwi odbiłem się od ściany. Chciałbym żartować, ale naprawdę powietrze we mnie uderzyło. Ciężko było oddychać, wilgotność pewnie z kategorii tych abstrakcyjnych typu 95% i zero deszczu.

P1220838

Deszcz jednak się pojawił. Po dziesiątej. Gdy wychodziłem ze sklepu z rękami pełnymi zakupów. A nie, przepraszam, to nie był deszcz. To była ulewa.

A potem przyszła burza. Z piorunami. I już zastanawiałem się czy jest sens w ogóle się przebierać i iść na zajęcia bo przecież kto mi przyjdzie w piątkowe popołudnie w taką pogodę w dodatku. Niby przed 14 przestało padać, ale wątpliwości mi to nie rozwiało. W końcu poszedłem. Wszyscy przyszli.

P1220834

Mam nadzieję że jutro rano tak duszno nie będzie. Prawdę mówiąc wolę deszcz niż taką duchotę. Wiem że tej duchoty i tak nie ominę, nie ucieknę przed nią, ale wolę z nią walczyć gdy będzie ciepło i będę mieć chociaż możliwość podjęcia rękawicy. Bo jeżeli będę, tak jak teraz, biegał w dwóch długich warstwach i ciepłych leginsach to nie dam rady, po prostu nie dam rady.

Zachód słońca

Słońce tutaj zachodzi za szybko.
Naprawdę. Nie mam tutaj na myśli tylko godziny, która jest absurdalna bo już o 17 jest praktycznie ciemno, ale także to jak szybko słońce tutaj znika za horyzontem.

Mógłbym nakręcić film i to pokazać, ale przedstawię Wam sytuację, która powinna pomóc Wam to sobie wyobrazić.

Siedzę w pokoju i patrzę wprost na balkon. Nie dlatego że rozciąga się stąd jakiś zapierający dech w piersiach widok, wręcz przeciwnie, jedyne co widzę w tej pozycji to inne bloki i schnące ubrania. Gdy podniosę głowę widzę też buty i proszki do prania, ale rzadko podnoszę głowę, głównie siedzę trochę zgarbiony. Jeżeli to się nie zmieni to w ciągu następnych kilkunastu lat sprawię sobie garb na plecach. Będzie mi pasował do tej mojej nieszczęsnej blizny na czole.

Około 1625 wstaję od stołu i idę do kuchni. To jedna z tych rzeczy które robię każdego dnia już od jakiegoś czasu dlatego pamiętam dokładną godzinę. Tak naprawdę nie ma znaczenia czy jest to 1624 czy 1626, czy może 1627, ale lubię 1625 bo daje mi złudzenie pełności. 1624 wydaje się zbyt wczesna a 1626 zbyt późna.

W kuchni przygotowuję kolację. Wlewam wodę do czajnika, mniej więcej do połowy i zostawiam do gotowania, płuczę ziarniaki kukurydzy dopóki woda nie jest czysta, co w tym tygodniu nie zajmuje zbyt wiele czasu bo udało mi się kupić naprawdę czyste ziarniaki, wyjmuję ze szklanki cztery chińskie daktyle i trochę jagód goi. A gdy woda się zagotuje wlewam ją do miski z ziarniakami kukurydzy po czym przelewam do maszyny do gotowania ryżu gdzie leżą już chińskie daktyle i jagody goi. Zostawiam do gotowania i wychodzę.

A w pokoju już ciemno. Słońce zaszło.
Kolejny zachód słońca przegapiony z powodu kolacji. Ne rozpaczam jednak, bo nie potrafię sobie przypomnieć kiedy ostatni raz widziałem błękitne niebo. Od dwóch tygodni, co najmniej, codziennie jest pochmurnie. I tylko zastanawiam się czy tych kilka dni lata gdy biegałem w krótkich spodenkach były żartem ze mnie, czy może mi się przyśniły.

Nie, nie mogły mi się przyśnić, dzisiaj chowałem krótkie spodenki…

 

Dzisiaj celowo bez zdjęć.

Wrażenia z wtorku

P1220822

Znalezienie sali to kłopot. Normalnie mam zajęcia tylko w jednej Sali i nigdzie się z niej nie muszę ruszać. Prawdę mówiąc to mam wrażenie że jestem jedynym nauczycielem korzystającym z Sali B308. Chociaż nie, nie jestem bo co czwartek widzę moją płytę wyciągniętą z czytnika płyt. Nie wiem czy ktoś wyciąga ją jeszcze we wtorek po południu, czy kiedyś w środę. W czwartek na pewno nie, bo nikt nie wychodzi z klasy gdy ja się w niej pojawiam na drugich zajęciach.
W poprzednim semestrze płyta siedziała w czytniku przez blisko trzy miesiące, a teraz co tydzień ktoś ją wyjmuje. Wyjmuje bo ja ją uparcie wkładam. A raczej wkładałem bo uznałem że ta walka na odległość nie ma większego sensu.
Zastanawiałem się kim jest ten osobnik wyjmujący płytę z czytnika. Nie wiem, nie mam pojęcia kto to być może. Pewnie jakiś inny nauczyciel który korzysta z innej płyty, a potem zapomina ją włożyć? To brzmi logicznie, ale logika to po chińsku 逻辑 luoji czyli słowo zapożyczone. Czasem mam wrażenie że koncept też jest pożyczony i w chińskiej naturze go nie ma. Jak w poniedziałek gdy po deszczu gdy ulice zlane były jeszcze wodą wypuszczono samochody myjące drogi wodą. A może to wyższa logika bo ta woda deszczowa jest brudna a ta z węża czystsza i pomaga skierować wodę do studzienek?

P1220824

No i znalazłem C2-202. Od razu jedna ze studentek pomogła mi otworzyć sprzęt. Do niesamowite że wystarczy podnieść słuchawkę, zadzwonić i podać numer sali by otworzyli szafkę z komputerem. Co prawda ta sama szafka jest z drugiej strony otwarta i wszystko można z niej wyciągnąć, ale z komputera skorzystać się nie da.

W sali 12 osób. Jest mniejsza od mojej normalnej sali, bardziej przyjazna, stworzona dla mniejszych grup i zajęć ćwiczeniowych. Tylko że nie ma słuchawek dla 60+ osób. 12 osób to nie tak źle, może te zajęcia anulują. Potem pojawia się więcej.
Gdy zaczynam zajęcia mam już 18 studentów, czyli dużo. Niby dalej poniżej tego wymyślnego limitu 20, ale kto wie jak to będzie. Zaczynam mówić o wymaganiach, nikt nie ucieka, wszyscy kiwają głowami ze zrozumieniem. Nikt nie rozumie że to nie będą ultra łatwe zajęcia? Wszyscy są gotowi na rozmowy po angielsku?

P1220828

Powoli dociera do mnie że Oni, może z wyjątkiem tych dwóch typków bawiących się telefonem, faktycznie chcą się czegoś tutaj dowiedzieć. Może nie nauczyć, ale przynajmniej dowiedzieć i o tym porozmawiać.

Dwóch typków wychodzi po godzinie, pewnie już tu nie wrócą.

Kończymy zajęcia po seansie, 10 minut później niż planowałem ale także 10 wcześniej niż powinniśmy bo wszyscy zgodzili się na brak przerw. Dalej tych zajęć nie chcę, ale już jakoś mniej. Jakoś tak przyjemniej na duszy.

P1220830

Nadzieja i wstyd

P1220816

Piszę to z pewnym wstydem, ale jednak piszę.
Wstydzę się tego, bo nie wypada nie tylko się tak przyznawać do tego co myślę, ale wręcz tak myśleć. Może na początek kilka słów wyjaśnień.

Mam prowadzić te zajęcia dodatkowe. Sam sobie wybrałem zajęcia mające na celu pokazanie kultury krajów zachodnich poprzez filmy. Jest mi to mniej więcej tak potrzebne jak piąte koło u wozu, ale uznano że muszę takie zajęcia prowadzić, no to prowadzić będę.
W zeszłym tygodniu dowiedziałem się że te zajęcia mają odbywać się od godziny 1910 do godziny 2230. To już w ogóle napełniło mnie niechęcią, bo 2230 to godzina dla mnie bardzo abstrakcyjna. Coś na zasadzie wiem że istnieje, ale się nie spotkałem.

P1220818

A dzisiaj z rana dowiedziałem się od drugiego nauczyciela, który miał takie zajęcia dodatkowe, w dodatku wybrał takie same jak ja, że pojawiło się u Niego 10 studentów, a pod koniec seansu ostało się raptem 3. Co jest strasznie demotywujące, ale co było do przypuszczenia gdy się wzięło pod uwagę godzinę, treść zajęć niezbyt interesującą dla studentów (to jest kampus typowo techniczny praktycznie sami inżynierowie, trochę architektów i wydział tańca i malarstwa), oraz to że zajęcia będą prowadzone po angielsku (dużo nauczycieli z zagranicy narzeka na jakość swoich studentów i ich obycie z językiem angielskim).

No dobrze, to gdzie pojawia się ten wstyd?
Dowiedziałem się również że jeżeli do piątego tygodnia nie będzie zapisanych co najmniej 20 studentów to zajęcia zostaną odwołane. No i jak nie chciałem robić trudnych zajęć, tak teraz chcę Ich trochę nastraszyć że to nie będą zajęcia super łatwe.
Wstyd mi trochę że tych zajęć nie chcę. Trochę usprawiedliwiam się tym że nikt mi o nich przed podpisaniem umowy nie mówił, że pojawiły się niezapowiedzianie i że są o takiej nieludzkiej godzinie. I to wszystko jest prawdą, ale jednak pewne poczucie wstydu w związku z tą moją nadzieją że jednak tych zajęć nie będzie jest obecne.

P1220819

Mokro

Cały weekend padało. To trochę jak w Polsce. Do tego było zimno, więc już zupełnie czułem się jak w domu.

P1220804

W tym semestrze, po raz pierwszy od kilku lat, po najdłuższym biegu w tygodniu następują dwa kolejne dni biegowe. Sobota jest świetna, bo długie wybiegania bardzo lubię, ale niedziela to droga przez mękę bo nogi się jeszcze nie zregenerowały i nawet po takich dwudziestu dwóch kilometrach mają ciężko.
Podobno taki trening jest bardzo dobry jako przygotowanie do biegów ultra, bo tam w końcu większość czasu biega się będąc zmęczonym. No tak, ale ja to chcę jakieś 50 z małym plusem zrobić, więc znowu bez przesady, nie wiadomo ile mi to nie zajmie.

P1220805

W każdym razie niedziele są trudne. Ta poprzednia była jeszcze trudniejsza bo lało. A ja znowu nie wziąłem kurtki. Brak kurtki to nawet nie problem bo z jakiegoś powodu moje ubrania aż tak bardzo nie przemakają. A może po prostu nie robi mi to większej różnicy bo i tak jestem już mokry, więc tych dodatkowych parę kropel nie pogarsza mojego samopoczucia.

P1220810

O wiele gorzej jest w przypadku spodni. Uwielbiam te moje getry, kupiłem je jakoś na początku 2012 roku. W ogóle to żeby je kupić musiałem strasznie walczyć ze sprzedawcą bo wysłać ich przez bite dwa tygodnie nie potrafił. W każdym razie gdy już dotarły to nie mogłem się nadziwić jakie one są lekkie i jak dobrze leżą. Przeżyły ze mną wypadek i nawet się nie rozdarły. Gdzieś pod koniec roku pojawiła się w nich dziura, ale już zostało to zażegnane. I nigdy nie miałem z nimi żadnych problemów, dalej bym nie miał gdyby nie to że tutaj jak pada to leje. Przesiąkają bardzo szybko i trzymają tę wodę a przez to spadają.
Jak ja mam biegać gdy mi spodnie co chwilę z tyłka zjeżdżają? Całe szczęście że teraz biegam z pasem więc mogłem je sobie podciągnąć i mocniej pas przypiąć. Takie narzekanie człowieka który nie ma zbyt wielu powodów do narzekań.

P1220812

Zimno

P1220786

Znaczy nie tak naprawdę zimno, studenci mówią że zimno.
No dobrze, trochę jest zimno.
Przynajmniej nie ma duszno.

W czwartek przebiegłem pierwszy raz od powrotu z Luoyang 13 kilometrów bez zatrzymywania się. Do tej pory mój rekord wynosił 8 kilometrów. A tak to z reguły co 2-3 kilometry robię przerwy. Krótkie, takie żeby płyny uzupełnić czy chwilę odetchnąć.
Robię tak momentu gdy przyjechałem tutaj we wrześniu. Początkowo bardzo mnie irytowało, w końcu stały za tym upały i ta paskudna wilgotność, a wpojono mi że w czasie biegu nie wolno się zatrzymywać, należy biegać przez jakiś tam czas bez przerwy.

P1220787

Z czasem dotarło do mnie że ja takie przerwy robię odkąd przyjechałem do Chin. W Polsce miałem pod nosem WPKiW i tylko dwa razy musiałem przechodzić przez ulicę więc nie było problemów. W Chinach takie paronastosekundowe przystanki musiałem robić od momentu przyjazdu do Jiawang. Przecież tutaj co chwilę albo są jakieś światła, albo jakiś samochód przejeżdża a kierowca nie przejmuje się pieszymi. Niby w Changchun miałem pod nosem park, ale żeby się do niego dostać przechodziłem przez ulicę pięciokrotnie, a wracając do mieszkania trzykrotnie. W Zhengzhou było trochę lepiej bo tam ulicę spotykałem jedynie w czasie długich wybiegań, czyli nie tak często, a i wtedy mijałem zaledwie dwa przejścia dla pieszych.
Tutaj co chwilę są jakieś przejścia, światła i w ogóle inne cuda. Niby jest ten park w którym można biegać, ale on ma się nijak do WPKiW, bo wieje nudą.

P1220795

Wróćmy do tego czwartku.
Padało wtedy, ale nie jakoś strasznie więc nawet nie miałem ze sobą kurtki przeciwdeszczowej. Zapewne dzięki deszczowi biegło mi się tak lekko, ale pojawił się też pewien problem, otóż pod koniec biegu zaczęły mi spadać spodnie.
Widok biegnącego obcokrajowca podciągającego opadające getry i jednocześnie wciskającego do nich koszulę musiał wyglądać komicznie. No nic, i tak się na mnie gapią, więc wczoraj przynajmniej mieli powód.

P1220792

Wtorkowe zajęcia dodatkowe

P1220781

Dowiedziałem się wczoraj że moje zajęcia dodatkowe będą miały miejsce we wtorek od 1910 do 2230.

O 2230 to ja już śpię. Od godziny.

Tylko co zrobię? No nic nie zrobię. Prosiłem o zajęcia po południu, dostałem zajęcia wieczorem. Nie wiem w ogóle jak to wyjdzie, dość powiedzieć że do zajęć filmowych nie czuję się merytorycznie przygotowany i bardziej wyjdzie z tego zapchaj dziura niż coś sensownego.

Znaczy przez pierwszą godzinę wyjdzie zapchaj dziura bo przez dwie kolejne to wyjdzie raczej walka ze snem.

P1220783

Rozumiem że na dalekim południu gdzie słońce grzeje dwadzieścia cztery godziny na dobę tak późne zajęcia nie są aż tak absurdalnym pomysłem, ale dla mnie to będzie męka. Po prostu męka, ja się do takich godzin nie nadaję po prostu.

Wstać o piątej nad ranem, myśleć od piątej – nie ma najmniejszego problemu, ale wieczorem? Nie, to nie dla mnie.

Także nie jestem z tej informacji zadowolony, by określić to delikatnie, ale tak jak napisałem – nic z tym nie zrobię, muszę jakoś te dwanaście tygodni przetrzymać. I to mnie trochę smuci bo zawsze do zajęć podchodzę poważnie, przygotowuję się do nich, planuję co zrobimy, kiedy zrobimy, co studenci mają z zajęć wynieść, a te zajęcia to będzie właśnie takie przetrzymanie. Nie jestem z tego zadowolony.

P1220784

Moje niezadowolenia pogłębia niedziałający, lub działający jak mu się chce, internet. Od zeszłego tygodnia kiedy to rozpoczęło się (uwaga, uwaga) Ogólnochińskie Zgromadzenie Przedstawicieli Ludowych. Odbywa się co roku i co roku są w jego trakcie problemy z internetem. Problemy te nie dotyczą przeciętnego mieszkańca Chin, który nadal może płacić w sklepie bez używania gotówki, ale dotyczą ludzi którzy chcą się wydostać poza Wielki Chiński Mur Ogniowy jak to się ładnie tłumaczy. OZPL potrwa jeszcze 6 dni (lub 4, zależy komu wierzyć) i potem wszystko powinno wrócić do normy. Słowem klucz jest powinno bo kto wie czy wróci. Na razie wszyscy zalecają cierpliwość. Na całe szczęście część programów umożliwiających dostęp do świata poza tym wielkim murem jeszcze działa, więc tragedii nie ma, jest tylko spora uciążliwość.

Mgła

DCIM100MEDIA

Tak jak wczoraj rano świat wydawał się pomarańczowo czerwony, tak dzisiaj był zdecydowanie biały. Nie ma w tym nic złego, tylko taka nagła zmiana sprawia że trzeba zmieniać plany.

I tak zamiast biegu w jedną stronę musiałem wybrać bieg w drugą stronę, w końcu przy takiej mgle nie ma co ryzykować biegania po ulicy.

DCIM100MEDIA

Z samego rana nie padało, ale wolałbym zęby padało bo i tak byłem mokry od potu. Wilgotność tutaj nikogo nie oszczędza. June straszą znajomi z pracy mówiąc że w lipcu to nie praktycznie wszyscy będą chodzić z parasolami by chronić się przed słońcem. A jak będzie to się okaże, na razie nie ma co sobie tym głowy zaprzątać.

DCIM100MEDIA

Między Bogiem a prawdą to to był bardziej smog, bo wskaźnik PM2.5 sięgał 170 o szóstej rano. 170 to jeszcze nie jest tak źle. To tylko niezdrowo. Dla porównania na północnym zachodzie Chin wskaźniki wykroczyły dzisiaj poza skalę. A że skala kończy się na trzech dziewiątkach…
A w rodzinnych Katowicach wskaźnik PM2.5 sięgał wczoraj wieczorem 185. W Krakowie było to 167, ale o ile w Xiamen te skoki są chwilowe, o tyle w Krakowie jest to zjawisko dość częste. Czyli wcale to powietrze tutaj nie jest aż takie złe. To jedna z wielu zalet mieszkania na południu.

DCIM100MEDIA

Teraz, po 14, ten smog został rozdmuchany na cztery strony świata. Wiatr jest naszym sprzymierzeńcem w walce ze smogiem, ale jak czasem zadmie to można się nieźle przestraszyć. Budynkiem co prawda nie rusza, ale pranie z balkonu spada.

P1220774

A właśnie, bo chyba zapomniałem o tym napisać. Dzień przed wyjazdem do teściów było trzęsienie ziemi na Tajwanie. Na tyle mocne że i my je poczuliśmy. Znaczy June poczuła i się obudziła. Ja jedynie słyszałem uderzające o siebie medale.
Na szczęście w niecałe dwie minuty po tym jak wstałem medale przestały uderzać o siebie i mogłem wrócić do spania. June nie mogła zasnąć jeszcze przez jakiś czas, ale Ona większości życia nie spędziła mieszkając na terenach kopalnianych gdzie takie tąpnięcia to nic nadzwyczajnego.

P1220776

Pogoda

Chiny ogłosiły niebieski alarm z powodu zimna.
Tak, te same Chiny w których mieszkam. Co więcej, ogłoszono go na terenie całego kraju. Tak, całego kraju.

Na dalekiej północy pada śnieg, ale nie oszukujmy się śnieg pada też w Polsce. Na południowym wschodzie pada deszcz, ma padać przez najbliższy tydzień, ale temperatura przekracza dwadzieścia stopni. W poniedziałek biegałem w krótkich spodenkach i było mi ze wszech miar komfortowo. Podobno w czwartek temperatura opadnie do stopni 13, ale kto tam wie, zobaczymy w czwartek.

P1220768

To co jest najbardziej irytujące w takiej pogodzie to zachmurzenie. Bo normalnie z balkonu widzę całkiem sporo, co zresztą widać na zdjęciach, ale gdy nadejdą chmury to widoczność się pogarsza i to znacznie.

Taka pogoda oczywiście oznacza nici z rowerowania w tym tygodniu. Niestety.

Za to do biegania jest idealnie. W poniedziałek tylko ta wilgotność przerażała bo sięgało to 90% i ani milimetra deszczu, ale od dzisiaj powinno być dobrze. Czyli w miarę ciepło, ale przy okazji deszcz więc bez tej duchoty.

P1220769

I napisawszy te słowa przypomniało mi się że rok temu to się zemściło. Bo tutaj może być i wilgotno i duszno, takie połączenie do którego nie jestem przyzwyczajony i przez które najzwyczajniej w świecie cierpię.

 

Zobaczymy jak to będzie. Trzeba się będzie do tego przyzwyczaić bo tutaj ten okres deszczowy rozpoczyna się w kwietniu i trwa do października, mam nadzieję że uda mi się do tego zaadaptować bo inaczej to nie będzie przyjemności z biegania. Zresztą, teraz pewnie ten brak przyjemności wyolbrzymiony jest tą noworoczną przerwą i za parę tygodni wszystko powinno być w porządku. Przecież po przyjeździe tutaj we wrześniu też miałem straszne problemy, a potem wszystko się jakoś ułożyło. Także jestem dobrej myśli i pozostaje mi jedynie iść i biegać, w końcu bez tego nie przygotuję się do żadnego ultramaratonu. A czas najwyższy jakiś ultramaraton już przebiec, w końcu ileż można te 42 kilometry uważać za metę?P1220772

Nie mam pieniędzy

Od zeszłego tygodnia Chiny oszalały na punkcie dnia kobiet. O ile o wielkim dniu zakupów 11.11 mówiłem nie raz, o tyle o drugim wielkim dniu zakupów 12.12 wspomniałem dopiero rok temu, a ten kolejny wielki szał zakupowy 3.8 zapanował dopiero w tym.

Gospodarkę trzeba jakoś napędzać, więc nie można sobie pozwolić na przerwę od nowego roku do kolejnego święta (czyli święta majowego, bo święto Qingming omijamy ze względu na duchowy aspekt), w końcu to blisko dwa miesiące. Jaki dzień jest mniej więcej po środku? Dzień kobiet! I tak oto korzystając z miłej dla oka daty 3.8 (zapisane w stylu chińskim) możemy zasugerować że tego dnia ceny osiągną pułap 38% ceny oryginalnej.

To w ogóle jest ciekawa sprawa, w Chinach gdy widzicie 9,5 w sklepie, oznacza to że obniżka wynosi 5%, a jeżeli widzicie 9 to znaczy że obniżka wynosi 10%, jeżeli widzicie 5 to obniżka wynosi…oczywiście 50%. Na początku może wydawać się to mylące i kłopotliwe w końcu my jesteśmy przyzwyczajeni do napisów głoszących o ile procent obniżono cenę, ale po jakimś czasie człowiek zaczyna rozumieć że w Chinach piszą do ilu procent cenę obniżoną.

Także od blisko tygodnia każda kobieta na taobao to albo bogini albo księżniczka, wszystko po to by wydobyć jeszcze więcej pieniędzy. Oczywiście obniżki serwują nam nie tylko sklepy z ubraniami czy kosmetykami, ale także restauracje i tak nawet McDonald’s oferuje 3.8 RMB zniżki za każde wydane 10. No żyć i nie umierać w tym raju promocji.

A teraz do tytułu. Pojechaliśmy z June do kwiaciarni kupić kwiatek do domu. Wybór padł na różową lilię i June skierowała się do kasy zapłacić gotówką.
Pani w kasie posprawdzała w pudełko z pieniędzmi (kasy to są w Chinach w supermarketach), potem w portfelu, po czym powiedziała nie mam gotówki, ale dodaj mnie do znajomych na wechacie (chiński whatsapp, czyli komunikator) a Ci wyślę pieniądze.
Witamy w dwudziestym pierwszym wieku, gdzie brak gotówki nie jest już żadną wymówką chroniącą sprzedawców przed wydaniem reszty.