Tydzień dwudziesty trzeci

Chyba przesadziłem w piątek z tempem, bo w poniedziałek jeszcze te uda nie są na sto procent. Co to oznacza? Niewiele. Spowolnienie we wtorek i środę. Takie jest założenie. Do tego trochę więcej kalorii i powinno grać.
Jest też inna opcja – że to jakaś infekcja, ale leki wzięte, więc tu też się zabezpieczam.
Ogólnie rzecz biorąc to ten poniedziałkowy bieg był dwubiegunowy. Z jednej strony tempo było super, i w ogóle, ale to w ogóle go nie czułem, zwłaszcza gdy pod koniec robiłem Fartleka, a z drugiej strony złapała mnie kolka. A to jeszcze nie jest najgorsze, najgorsze było to że zapomniałem co się robi, gdy kolka złapie. W każdym razie, zatrzymałem się, porozciągałem, ponaciskałem i ruszyłem do biegu. Była to w stu procentach moja wina, bo postanowiłem zacząć wzmacniać przeponę i robić ćwiczenia oddechowe, a chyba mocny trening nie jest najlepszym momentem by te ćwiczenia wprowadzać.

Wtorek przyniósł ożywienie. Po tych obolałych mięśniach nie było już prawie śladu i biegło się, oj biegło…prawdę mówiąc to za szybko, więc bardzo niezgodnie z planem, tylko cóż…skoro zostało przebiegnięte to nie ma teraz co nad tym się rozpisywać. Grunt, że samopoczucie jest dobre, nogi się chyba w końcu pozbierały.

W środę pobiegłem najszybsze WB1 w życiu. Aż musiałem sprawdzić czy kiedyś biegłem taki dystans tak szybko i wyszło mi na to, że nie. Wiele rzeczy w ten dzień zagrały, bo i pogoda była dobra i paliwo dobre. Cieszyło zwłaszcza to, że byłem w stanie zmusić się do Fartleka pod koniec. Co też jest częściowo odpowiedzialne za takie a nie inne tempo. Zupełnie inną sprawą jest to, że ja te wycieczki biegam zdecydowanie, ale to zdecydowanie za szybko. Jednak jest tak już od kilku lat i w ogóle nie staram się tego zmienić, a to chyba najlepsze dla stanu moich nóg nie jest.

Bieg środowy:

 

Piątek to w końcu było udane BNP. No dobrze, może nie do końca udane, bo o ile pierwsze 9 kilometrów wyszło tak jak powinno, tak kolejnych 8 wyszło za wolno. Fajnie jest zwalić winę na pogodę, bo po raz pierwszy od kilku tygodni odmrażało mi palce a ust to już prawie nie czułem, ale…nastawienie psychiczne nie jest już takie dobre jak tydzień temu. Tak naprawdę to powinno być, bo zrobiłem BNP w trudnych warunkach i chociaż łączne tempo na tych osiemnastu kilometrach było słabsze niż tydzień temu, bo raptem 4:14 min/km, ale…to o niebo lepiej niż pierwsze BNP na początku miesiąca i poprzednie WB2. Prawdę mówiąc był to mój trzeci najszybszy trening w życiu, w dodatku na najniższym tętnie, wykonany w najgorszych warunkach. Cóż, apetyt rośnie w miarę jedzenia i widać październikowe bieganie mnie rozpieściło, bo wtedy tempo rosło z tygodnia na tydzień.

Bieg piątkowy.

[iframe src=’https://www.strava.com/activities/1455421784/embed/8b510dc649d02a5173d672bf30e4dd006ce4ce92′]

Sobota to typowy bieg na zaliczenie. Ot został zaliczony i z głowy, nie ma się tu nad czym rozpisywać.

Podsumowanie tygodnia:
Łączny dystans biegów 103 kilometry
Łączny czas biegów 7:56
Średnie tempo 4:36
Czas ćwiczeń dodatkowych to 4:30

Co było dobre w tym tygodniu?
Podbiegi wyszły super.
Udało się BNP.
Co jest do poprawy?
Strona mentalna.

Obawy?
Pogoda.

Ciekawostka z tego tygodnia
William L. Shirer w Powstaniu i upadku Trzeciej Rzeszy wygłasza tezę jakoby Polacy mieli w sobie chęć do samozagłady.

Tydzień dwudziesty drugi

Poniedziałek to powtórka podbiegów sprzed dwóch tygodni, czyli sześć krótkich podbiegów. To będzie taki powtarzający się motyw bo te podbiegi są niesamowite. Pisałem już o tym jak to na początku nie byłem w stanie trzech zrobić bez przerwy, a teraz to wbiegam na tę górkę i sześć razy. Chciałem instynktownie napisać ‘bez problemu’, ale nie będę kłamać, oczywiście że wbiegam z problemami, tętno skacze, uda pieką, tchu brakuje, ale co zrobić, trzeba zacisnąć pięści i napierać. Te sześć podbiegów to zależnie od strony między 220 a 340 metrów podbiegów łącznie, czyli niby niewiele, ale jest są tam dwa momenty ze srogim nachyleniem i trzeba trochę rękami popracować. Nogami w sumie też.
Z tego poniedziałkowego treningu byłem bardzo zadowolony, ale kosztował mnie bardzo wiele. We wtorek wlokłem się (hahaha…) do tego stopnia że ten bieg był wolniejszy od tych podbiegów. Na podbiegach są też zbiegi, ale Rekordy z górki się nie liczą, więc zapominam o tym.
Środa to było bardzo szybkie WB1, widać ciało się zregenerowało po mocnym poniedziałku. Było to najszybsze WB1 jakie zrobiłem w życiu, więc było zapewne za szybkie, ale trudno – bywa. Szukałem nowej trasy, no i znalazłem, tyle tylko że nowa trasa okazała się być trasą wybieganą w czasie Silesii, więc wcale nie była taka nowa. Zresztą, bez znaczenia i tak fajnie było się zgubić. Celowo zrobiłem krótsze WB1, bo trochę obawiałem się piątku, czyli mocnego treningu. W przyszłym tygodniu już się tak szczypać nie mam zamiaru i pobiegnę wolniej i dłużej.
Piątek był niesamowity. Ruszyłem dość normalnie bez żadnych specjalnych odczuć, ot zrobić to BNP w 4:20-4:10-W TRUPA, rozgrzewka zrobiona i pora ruszać. Ruszyłem i tak biegnę, biegnę, przebiegłem pierwszy kilometr w 4:08, drugi w 4:11, trzeci w 4:10 i nie czułem w ogóle tego tempa. Wtedy też postanowiłem, że zamiast BNP pobiegnę w tym tempie do końca. Założyłem sobie, że nie będzie wolniej niż 4:10 i tak sobie biegłem. Chociaż nie, nie biegłem tak sobie bo jednak czasem zwalniałem, ale za każdym razem gdy widziałem że zwalniam kopałem się mentalnie w tyłek i cisnąłem mocniej. Im było bliżej końca tych osiemnastu kilometrów tym tętno było słabsze, ale tempo dalej było mocne. W końcu przyszedł czas na ostatni kilometr i pobiegłem najszybszy kilometr w życiu a potem w bólach wymęczyłem 3M. Ogólnie tempo tych osiemnastu kilometrów to 4:06, połówka padła w 1:27:48, czyli 27 sekund wolniej niż życiówka z września. Czyli progres jest, ale…pisząc to w piątek nie wiem, jak to będzie wyglądać w sobotę rano. Pewnie będzie boleć. No cóż, czasem musi.
W sobotę wlokłem się jeszcze bardziej niż we wtorek. Najwolniej od miesiąca. Doszło do tego, że sam się zastanawiałem czy ja w ogóle biegłem w tym roku wolniej. Jak to się szybko zapomina o tych potwornych wybieganiach na śniegu. Na koniec zmusiłem się do Fartleka do pięćdziesięciu szybkich kroków i z powrotem. Trochę mnie odmuliło, ale co najważniejsze – nogi nie bolały tak bardzo jak tego się obawiałem.

Zapis z piątkowego treningu na stravie:

[iframe src=’https://www.strava.com/activities/1443442218/embed/d3b71b199487943772b2e77548afccf581cd60da’]
Podsumowanie tygodnia:
Łączny dystans biegów 96 kilometrów
Łączny czas biegów 7:26
Średnie tempo 4:38
Czas ćwiczeń dodatkowych to 4:32

 

Co było dobre w tym tygodniu?
Podbiegi wyszły świetnie.
Piątkowe oszukane WB2 wyszło lepiej niż się spodziewałem.
Strona mentalna jest przyzwoita.

Co jest do poprawy?
Regeneracja mogłaby być lepsza. Więcej luzu po tych ciężkich treningach.

Obawy?
Strach, że coś się w aparacie biegowym zacznie dziać i złapie mnie jakaś kontuzja.

Ciekawostka z tego tygodnia
W czasie rozmów z kanclerzem Austrii, przed anszlusem Hitler blefował, że ma żołnierzy przygotowanych do wymarszu. A tuż przed plebiscytem już nie blefował.

Tydzień dwudziesty drugi

Poniedziałek to powtórka podbiegów sprzed dwóch tygodni, czyli cztery długie, blisko dwukilometrowe, ale tym razem GPS uznał, że górka przy drugim i trzecim podbiegu była niższa, więc zaliczyło mniej metrów.
To był pierwszy dzień od lat kiedy wyszedłem biegać przy tak niskiej temperaturze. Na całe szczęście nie było aż tak strasznie i nawet bym tej temperatury nie odczuł, gdyby nie to że już po dwudziestu minutach zamarzła mi woda i nie mogłem się napić, a niemożność napicia się to dla mnie zawsze spory problem. Na szczęście zakrętki można odkręcać, więc dałem radę.
Wtorek już był wolniejszy i było to czuć w nogach. Tylko tutaj pojawia się problem, bo czułem się jakbym biegł powyżej 5/km a było o 10 sekund szybciej, czyli bardzo porządnie. Po części była to wina śniegu, a po części…no cóż minus dwanaście to jednak nie jest najodpowiedniejsza temperatura dla mnie.
Środa była z jednej strony tragiczna, bo przypomniała mi dlaczego tak ciężko biega się w takich mrozach, a z drugiej była w porządku bo dwadzieścia sześć kilometrów weszło bez problemu. A ciężko jest, gdyż na rzęsach pojawia się lód, który owe rzęsy skleja i pojawiają się nieprzeciętne problemy z widzeniem.
Piątek był…no piątek to był pierwszy od lat bieg z narastającą prędkością, ale od początku nie chciało mi się biec szybko i od początku nie byłem w stanie się zmotywować, w efekcie czego pierwszych dwanaście kilometrów przebiegłem w żenującym tempie 4:28, następne 3 w niewiele lepszym 4:18, a ostatni w 4:03, czyli wszystko, ale to wszystko za wolno. Kluczowy dla samopoczucia mentalnego będzie przyszły tydzień, w którym pogoda powinna być już na plusie, a śniegu ani lodu nie powinno już być na parkowych alejkach.
Sobota została zaliczona i był to najtrudniejszy dzień od kilku tygodni. Takiego spadku energii to już dawno nie odczuwałem. Zwalam winę na pogodę.

Podsumowanie tygodnia:
Łączny dystans biegów 99 kilometrów
Łączny czas biegów 7:49
Średnie tempo 4:44
Czas ćwiczeń dodatkowych to 4:21

Co było dobre w tym tygodniu?
Podbiegi bardzo mnie cieszą.
To że przemęczyłem ten BNP podbijając tempo o 10 sekund.

Co jest do poprawy?
Prędkość, co do tego nie mam wątpliwości.

Obawy?
Że w piątek nie pójdzie mi tak dobrze jak tego się spodziewam i motywacja padnie.

Ciekawostka z tego tygodnia
Adolf Hitler mieszkał kiedyś w Leonding.
https://www.scrapbookpages.com/Leonding/Leonding03.html

Podsumowanie lutego

Ilość treningów biegowych – 20
Łącznie przebiegłem około 389 kilometrów
Łączny czas biegu to 30:50
Ilość treningów nie biegowych – 32
Łączny czas ćwiczeń dodatkowych to 17:25

Średnie tempo – 4:45 min/km
Największy objętościowo luty w życiu

Tydzień dwudziesty

To był kolejny bardzo dobry tydzień. Znowu nie było śniegu i znowu nogi niosły.
W poniedziałek wszedł bardzo fajny kros, sześć podbiegów pod planetarium to mój nowy rekord, pamiętam jak dwa lata temu w lipcu musiałem robić przerwy, bo nie dawałem rady, a kiedy nie robiłem przerw to praktycznie wchodziłem, a teraz bez problemu.
Wtorek to była próba sprawdzenia czy niedziela z tygodnia dziewiętnastego to był wypadek, no i chyba był, bo wyszło 6 sekund na kilometr wolniej. Tylko że ciągle mówimy o tempie 4:41/km co jest niebywałe jak dla mnie.
Środa to krótki bieg długi, krótszy, bo co czwarty tydzień daję sobie odpocząć.
Piątek to długie WB2, chyba treningowo najdłuższe w życiu. Tempo takie samo jak tydzień temu, czyli za wolne, ale w ogóle mnie to nie rusza, bo chociaż zostało już tylko osiem tygodni to czuję że jest dobrze.
Sobota to spokojny relaks w tempie jak we wtorek, ale na niższym tętnie.

Podsumowanie tygodnia:
Łączny dystans biegów 96 kilometrów
Łączny czas biegów 7:33
Średnie tempo 4:41
Czas ćwiczeń dodatkowych to 4:37

 

Co było dobre w tym tygodniu?
Samopoczucie.

Co jest do poprawy?
Szybkość, bo jej nie ma zupełnie

Obawy?
Śnieg.

Ciekawostka z tego tygodnia
Komunistyczna Partia Chin chce usunąć limit kadencji prezydenta ChRL.

Tydzień dziewiętnasty

To był zaskakująco dobry tydzień. Zaskakująco, bo nie spodziewałem się takiego tempa w krosie, gdzie takiego oznacza 4:42 przy łącznie 200 metrach przewyższenia. I owszem, te 200 metrów to jest niewiele, ale w Xiamen miałem około 100-120 metrów biegając więcej powtórzeń pod górkę i jeszcze dłuższy dystans. Można tych przewyższeń zrobić jeszcze więcej i taki jest plan na nadchodzący tydzień, ale jestem z tego naprawdę zadowolony.
Zaskakująco, bo zaraz po tym szybkim krosie zrobiłem szybkie OWB1, które jeszcze poprawiłem w sobotę, kiedy to biegłem w tempie 4:35 przez 16 kilometrów. Owszem, tętno jeszcze nie było takie jak być powinno, ale doświadczenie mówi mi, że tętno w pewnym punkcie dopasuje się do tempa. Ciągle miałem do siebie wyrzuty, że JUŻ powinienem być w formie i biegać jak w listopadzie. Tylko dopiero niedawno dotarło do mnie, że biegowo straciłem pół listopada, parę dni w grudniu i powiedzmy dwa tygodnie na przełomie roku, więc nie ma opcji – nie może wszystko grać już teraz skoro regularnego biegania mam za sobą dopiero kilka tygodni.
W piątek poszło najszybsze WB2 w tym roku i chociaż nie było ani bardzo szybko, ani bardzo dobrze, to było bez porównania lepiej niż tydzień i dwa tygodnie temu, a przecież było to 16 kilometrów. No i znowu – nie była to jeszcze prędkość docelowa, ale…spojrzałem sobie na to jak biegałem WB2 w sierpniu i dotarło do mnie, że było jeszcze wolniej, więc myśli są coraz bardziej optymistyczne.
Staram się o tej trójce w Krakowie nie myśleć, ale z tyłu głowy siedzi i kusi.

Podsumowanie tygodnia:
Łączny dystans biegów 101 kilometrów
Łączny czas biegów 7:56
Średnie tempo 4:43
Czas ćwiczeń dodatkowych to 3:56 (najmniej w tym roku)

 

Co było dobre w tym tygodniu?
WB2 znacznie lepiej.
OWB1 w sobotę było niesamowicie szybkie.
Niski poziom zmęczenia.

Co jest do poprawy?
Wyczucie tempa, bo zupełnie tych 13km/h w sobotę nie czułem, a powinienem.

Obawy?
Śnieg.
Niby temperatury mają spaść dość mocno, ale zimno mnie nie martwi.

Ciekawostka z tego tygodnia
PepsiCo planuje wypuszczenie nowego rodzaju przekąsek które nie zostawiają tłustych śladów na palcach.

Tydzień osiemnasty

Czyli, ach ten zakichany śnieg.

Nie wiem czy to samospełniająca się przepowiednia czy też norma, ale WB2 na śniegu to nie jest nic dobrego. Tempo było za niskie, nie potrafiłem się zmotywować, żeby przyśpieszyć, a na koniec jeszcze mnie chwycił ból w stawie biodrowym, więc nie dość, że złość to jeszcze smutek i strach.
Na szczęście wszystko wskazuje na to, że był to jeden z ostatnich, o ile nie ostatni, bieg w drugim zakresie po śniegu.
W sobotę za to znalazłem trasę już w większości odśnieżoną i pognałem w naprawdę fajnym tempie. Tętno jeszcze nie jest przy tym tempie takie jak być powinno, ale to jest kwestia kilku tygodni. Na pewno jest lepiej niż rok temu o tej porze i na pewno jest gorzej niż w październiku, ale pogoda się polepsza, a to oznacza, że warunki do biegania będą też coraz lepsze, czyli tętno też zacznie opadać.

Jest źle, ale będzie lepiej.

Podsumowanie tygodnia:
Łączny dystans biegów 96 kilometrów
Łączny czas biegów 7:49
Średnie tempo 4:52
Czas ćwiczeń dodatkowych to 4:27

 

Co było dobre w tym tygodniu?
WB1 wyszło bardzo szybko.
OWB w sobotę wyszło super.

 

Co jest do poprawy?
Motywacja przy WB2 wykonywanym na śniegu.
Obawy?
Śnieg. Z każdym kolejnym biegiem moja nienawiść do śniegu rośnie.

 

Ciekawostka z tego tygodnia
Jack Johnson był pierwszym czarnoskórym mistrzem świata wagi ciężkiej w boksie.

Tydzień siedemnasty

Czyli, WB2!

W piątek wyszło mi WB2. Pierwsze celowo, planowo wykonane WB2 od połowy listopada. Oczywiście szału nie ma bo tempo na tych dwunastu kilometrach to raptem 4:21, ale było to w końcu WB2 i te 4:21 to jest coś z czym mogę pracować.
Szlag mnie trafił gdy zobaczyłem prognozę pogody na nadchodzący tydzień, a gdy w niedzielę wstałem rano to już w ogóle mi się ode chciało wszystkiego, ale im dłużej się nie zastanawiam nad pogodą tym nabieram większego przekonania że jestem w stanie te WB2 już biegać.
Nie nastawiam się na to że będą szybkie, bo nie będą, ale będę je robić regularnie czy pogoda dopisuje czy nie, tylko jak będzie śnieg to muszę inne buty zakładać i tyle.
To WB2 napełniło mnie taką radością, że nawet wróciła myśl o łamaniu trójki w Krakowie. Ot, co jeden bieg potrafi zrobić z człowiekiem. Oczywiście nadziei sobie wielkich nie robię, ale będę regularnie napierał i zobaczymy jak to się rozwinie w końcu baza solidna jest, a reszta to tylko kwestia treningu.
Bardzo szybko wyszła mi też wycieczka biegowa i sobotni bieg rekreacyjny, ale to są szybkości jakich się w nadchodzącym tygodniu nie spodziewam bo najzwyczajniej w świecie nie będzie do tego warunków pogodowych i pewnie trochę mi motywacja zniknie, ale nie będę sobie teraz tym głowy zawracał.

Podsumowanie tygodnia:
Łączny dystans biegów 94 kilometry
Łączny czas biegów 7:40
Średnie tempo 4:51
Czas ćwiczeń dodatkowych to 4:21

Co było dobre w tym tygodniu?
WB2! Co prawda wolne, bez szybkiej końcówki, ale było to w końcu planowe WB2!

Co jest do poprawy?
Plan trzeba zmodyfikować, zmniejszyć dystans przy krosie, bardziej skupić się na WB2, ale raczej będzie to jedno jeden trening w tygodniu, a nie dwa.

Obawy?
Że śnieg nie pozwoli mi się rozpędzić tak jak tego bym chciał.

Ciekawostka z tego tygodnia
Whitey Smith był Duńczykiem, który spopularyzował Jazz w Chinach. Jego orkiestra wplatała w swoje utwory tradycyjną muzykę Chin.

Podsumowanie stycznia

Ilość treningów biegowych – 21
Łącznie przebiegłem około 362 kilometrów
Łączny czas biegu to 30:39
Ilość treningów nie biegowych – 31
Łączny czas ćwiczeń dodatkowych to 19:23

Średnie tempo – 5:04 min/km
Pierwszy pełny miesiąc od października
Największy objętościowo styczeń w życiu

Tydzień szesnasty

Czyli, śnieg, lód, a potem rakieta

Czyli pierwszy raz od daaawna dwadzieścia dwa kilometry pokonane. Pierwszy raz od listopada bieg w tempie 13km/h. Czyli wspaniale, wspaniale i jeszcze raz wspaniale, oby jeszcze tylko pogoda się utrzymywała.

Podsumowanie tygodnia:
Łączny dystans biegów 90 kilometrów
Łączny czas biegów 7:37
Średnie tempo 5:03
Czas ćwiczeń dodatkowych to 4:07

Co było dobre w tym tygodniu?
Trzeci wybiegany tydzień w pełni.

Co jest do poprawy?
Zmotywowanie się do WB2

Obawy?
Że pogoda dalej będzie krzyżować mi plany.

Ciekawostka z tego tygodnia
W języku chińskim istnieje takie powiedzenie 孟母三遷 które znaczy Matka Mencjusza Trzy Przeprowadzki i opowiada historię matki chińskiego filozofa Mencujsza.
Była to biedna rodzina i mieszkali przy cmentarzu, jednak gdy mały Mencujsz zaczął naśladować kapłanów matka zwinęła tobołki i przeprowadzili się w okolice targu. Tam mały Mencujsz zaczął naśladować handlarzy, co matce też nie odpowiadało i przeprowadzili się w okolice szkoły. Od tego czasu Mencujsz zaczął naśladować nauczycieli.
Ta opowieść jest symbolem matki poświęcającej wszystko dla przyszłości swojego syna.