Trzęsienie ziemi

To może żeby nie trzymać Was w niepewności, zacznę od razu od tytułu. W jakiejś miejscowości Qianan, oddalonej około 200 kilometrów od Changchun, miało miejsce trzęsienie ziemi. Dość mocne bo około 5.5, nie wiem jakie zniszczenia ze sobą przyniosło bo nigdzie w angielskojęzycznych mediach o Chinach nie znalazłem jeszcze informacji, ale w moim kolegium było czuć wstrząs.
Godzina 1120, zbliża się koniec zajęć a ja ciągle tłumaczę jak po angielsku prawi się komplementy. Nagle dziewczyny zaczynają krzyczeć, więc patrzę się na Nie i mówię ‘Spokojnie, wiem że to ekscytujące, ale spokojnie’, tyle tylko że nie przestały, więc podchodzę do Nich gdy podbiega do mnie Becky i mówi:
– Bart, czułeś to trzęsienie ziemi?
– Jakie trzęsienie ziemi?
– Przed chwilą cały budynek się zatrząsnął.
– Nie ma tu w okolic kopalń węgla?
– Nie.
– Bo u mnie w mieście są i to się zdarza bardzo często.
Po czym wybiega z telefonem w ręku z sali.
Cała klasa oczywiście panikuje, a ja spokojnie mówię żeby zabrali się za ćwiczenia. Ktoś próbuje coś robić, ktoś mówi żebym zaśpiewał Im piosenkę…tak…piosenkę.
Nagle do klasy wraca Becky i mówi że uczniowie mają opuścić budynek. Z powodu wstrząsu…no na Boga kochanego…jeszcze Im zadanie domowe zdążyłem podyktować, a i tak dostali mniej niż inne grupy bo przez tę panikę nie zdążyliśmy zrobić wszystkiego co chciałem.
Z powodu wstrząsu, którego nawet nie poczułem, kończyć o 10 minut wcześniej zajęcia i jeszcze dać usprawiedliwienie żeby nie było pracy domowej. To jest dopiero nieodpowiedzialność.

Część druga testów i wiem dwie rzeczy:
– testy pisemne to porażka bo ściągają perfidnie i zabierałem kartki tym których złapałem
– podawanie pytań przed testem nie zdało egzaminu bo zamiast się przygotować spisywali w czasie sprawdzianu i to perfidnie
Nie mam problemów ze ściąganiem, ale jeżeli już muszą ściągać niech robią to sprytnie, a nie perfidnie pod moim nosem. Następne testy będą już na 100% ustne i na 90% podeślę Im najpierw pytania żeby się przygotowali. Trzeba próbować w końcu rok jest długi więc w końcu na pewno znajdę rozwiązanie.

Na siłowni poszło dzisiaj super sprawnie, to początek ósmego tygodnia i tym samym próba bicia rekordów. Tylko strasznie mi się dzisiaj nie podobało bo od groma ludzi i znowu prawie nikt nóg nie ćwiczył. Znaczy to że nikt nie ćwiczy nóg to mnie nie rusza, rusza mnie to że jednak ktoś ćwiczył i musiałem czekać aż skończy. Chociaż rozumiem doskonale dlaczego jest tylko jedna klatka do ćwiczenia przysiadów. Po prostu nie ma sensu inwestować w kolejne skoro prawie nikt z tego nie korzysta.

W środy nie mam pomysłów do tytułów

P1030868 (Copy)

Także ich nie wrzucam. Cały problem ze środami polega na tym że niby mam sporo czaus, a jednak go nie mam. Wracam do mieszkania i jest już siódma, także pozostaje bardzo mało czasu na ogarnięcie wszystkiego i napisanie notki. W dodatku dzisiaj do sprawdzenia przybyło mi 80 sprawdzianów (mniej więcej) i 40 prac domowych.

P1030871 (Copy)
W ogóle te sprawdziany to fajna sprawa. Dałem studentom pytania z nadzieją że albo się przygotują albo sobie przynajmniej gotowce napiszą, a niektórzy okropnie w kulki lecą. Nawet nie mam pretensji że ściągają, bo hej kto  nie ściągał, ale jeżeli już oszukujesz to rób to kurna z głową, a nie pod nosem nauczyciela. A jak ściągali paskudnie przekazując sobie kartki gdy stoję 10 centymetrów od nich to zabierałem kartki i pisali jeszcze raz.
Bryan podrzucił mi kilka pomysłów które dzisiaj wykorzystałem. Jeden to podskoki gdy się spóźnią i śmiechu było przy tym co niemiara, mam nadzieję że zadziała bo faktycznie śmiali się wszyscy, łącznie z asystentkami.
A drugi polega na dawaniu dwóch ostrzeżeń za gadanie. Za trzecim razem nie ma już ostrzeżenia, tylko od razu lądujesz za drzwiami. I działało. Nie spodziewałem się, a faktycznie działało. Kurczę super.

P1030878 (Copy)

Właśnie, asystentki…Becky jak mnie zobaczyła zaczęła się śmiać niekontrolowanie, ale Ona w ogóle jest super. Jak Jej pokazałem że córka po chińsku składa się z znaczków oznaczających kobietę i syna to się nie przestała śmiać przez trzy minuty. Chloe natomiast powiedziała że to trochę bez sensu bo zima idzie, a jak Jej powiedziałem że zaczęło padać śniegiem dzień po tym jak się obciąłem to też się śmiała. Chloe jest o wiele poważniejsza od Becky, ale obie są świetnymi asystentkami.
Tłumaczą studentom, wyjaśniają, jak są już za głośno a ja dalej cierpliwie czekam, to Ich uspokajają bo, jak same mówią, jestem najspokojniejszym nauczycielem z jakim pracowały. I co ważne uważają ze to jest bardzo dobre i mówią że tak samo uważają studenci. Strasznie mnie to cieszy, bo właśnie tak chcę uczyć. Przede wszystkim cierpliwie. Nie wszystkim takie podejście pasuje i rozumiem że nie zawsze jest skuteczne, ale tak właśnie chcę uczyć i tego będę się trzymać.

P1030882 (Copy)

Dobrze, kończę bo mam mnóstwo testów do sprawdzenia i zadań domowych do odfajkowania. I wiecie co? Bardzo mi z tym dobrze, naprawdę. Owszem, mam dużo do roboty, ale cieszę się bo dzięki temu widzę że ta praca ma sens, że ci studenci coś tam jednak robią i chociaż mają problem to się starają, a to cenię najbardziej.

P1030887 (Copy)

Fryzjer

P1030843 (Copy)

To nie Jiawang, tutaj nie ma tańszego traktowania obcokrajowców…trzeba było tych włosów nie ścinać, zostawić jak były, niech rosną, obciąć na wiosnę i byłby spokój…No tak, tylko skubane rosły już od czerwca, czyli cztery miesiące, do rekordu jeszcze sporo brakowało, ale już mnie irytowały. No bo kurczę, suszarka potrzebna po siłowni, po myciu w domu, w dodatku rozczesywać, czesać, za dużo zabawy z tym wszystkim. Także uchlastali, wyprofilowali, a mi pozostało teraz pewnie kupić tonę żelu…z deszczu kurna pod rynnę. Jeszcze mi je skubany fryzjer lakierem usztywniał. Lakierem! Mało brakowało a by mi je wybrokatował. Kto to widział w ogóle…

P1030847 (Copy)

Odnośnie wczorajszego wykładu – nie udało się. Znaczy udało się dotrzeć bez większych problemów, nawet znaleźliśmy odpowiedni budynek, ale polegliśmy albo w szukaniu sali albo w czekaniu, bo o 1730 jeszcze nikogo nie było, więc uznaliśmy że wykład musi być dzisiaj. No, a jednak nie, na plakacie jest data na niedzielę, więc…spędziliśmy trzy godziny chodząc po Changchun, odwiedzając ulice których normalnie bym nie odwiedził i dochodzę do wniosku że są miejsca gdzie to miasto żyje, a nie zamiera jak moja okolica. To całkiem dobrze, nie bardzo dobrze, ale całkiem dobrze.

P1030853 (Copy)

Dzisiaj za to idziemy na czytanie Biblii…A zresztą zobaczymy, może nie pójdziemy.

Noc zapada już coraz szybciej, miasto staje się szare w szarym prędzej niż jakiekolwiek inne które znam. Myślałem że to w Jiawang było źle, ale w porównaniu z Changchun wypada przyzwoicie.

Czyli dość pracowity dzień, na szczęście zajęcia udało mi się szybko rozpisać. Jutro za to wychodzę tylko na poranny bieg, w poklejonych butach, i nic mnie już z mieszkania nie wyciągnie. Potrzebuję jeden dzień całkowitego spokoju by naładować baterie, inaczej znowu będę cały tydzień narzekał. A i tak pewnie będę narzekać na te włosy…W co ja się kurczę wpakowałem…

A właśnie, jakiś czas temu zauważyłem na gogle maps że obok mojego bloku znajduje się coś w rodzaju lotniska, albo przynajmniej coś co wygląda jak hangary dla samolotów. Dzisiaj patrząc z okna ujrzałem coś takiego:

P1030856 (Copy)

Wejść tam się nie da, bo wejścia pilnuje strażnik/czka, ale zdecydowanie widać samoloty. Ciekawe w gruncie rzeczy co to, bo nigdy startujących samolotów nie słyszałem, a i miejsce jest trochę abstrakcyjne jak na lotnisko.

P1030860 (Copy)

Niedziela i przegapione #9

O czym myślisz po biegu

Shawn się mnie o to zapytał gdy Go odwiedziłem i…hmm…to ciężko powiedzieć. Murakami napisał całą książkę o tym o czym myśli gdy mówi o bieganiu, ja muszę tylko sprecyzować co myślę po biegu. To niby jest proste pytanie, ale…
Jesteś zmęczony?
To zależy po jakim biegu. Nie zawsze, czasem jestem bardziej wypoczęty niż przed, czasem mam więcej energii, a czasem mniej, chcę jedynie się umyć i pójść dalej. Czasem chcę biec dalej, a czasem już tylko odliczam kilometry…są dni gdy walczę z nogami na ostatnich metrach, a są dni gdy nagle znajduję się tuż pod mieszkaniem i jest koniec.
Ciężko odpowiedzieć jednoznacznie…
To może szczęśliwy?
Czasem tak, czasem nie. Są chwile gdy wracam z uśmiechem na twarzy, jeszcze z radością się rozciągam, są dni gdy rzucam mięsem na lewo i prawo i są też takie gdy nic nie mówię. Nastrój mi się nie zmienia, pozostaje taki sobie.
Bogatszy wewnętrznie?
Też nie zawsze. Zdarzają się biegi które są po prostu odfajkowane, nie ma w nich ani grama historii, są zaliczone i z głowy. Są takie które mnie wzbogacają, bo wywołują przemyślenia prowadzące do jakichś konkretnych wniosków. Takie które pozwalają mi coś odkryć, zauważyć, ale też i takie które są i nic więcej.
To o czym myślisz?
O kurczę…Na to nawet nie spróbuję odpowiedzieć.
Mam takie zdjęcie z biegu opolskiego w 2012 roku. Konkretniej z mety:

IMG_4797a

Ono, moim zdaniem, doskonale pokazuję co myślę i co czuję po ciężkim (dla mnie) biegu. Bo w oczach widać dokładnie to co wtedy czułem – pustkę. Nie było we mnie absolutnie niczego, absolutnie żadnej myśli, pragnienia, uczucia. Nic.

Niedziela

Istnieje duże prawdopodobieństwo że jeżeli czytacie tę notkę w niedzielę to właśnie z Bryanem usiłujemy znaleźć miejsce na uniwersytecie Jilin w którym odbywa się wykład o Niemczech. I tylko mam nadzieję że wykład będzie w jakimś zrozumiałym dla mnie języku, bo jeżeli będzie po chińsku to się ewakuuję. Ma być zabawnie bo kampus uniwersytetu jest podobno olbrzymi, a żaden z nas nie ma pojęcia gdzie dokładnie odbywa się wykład. Planujemy chodzić i pytać ludzi o drogę.
Rozrywka nauczycieli angielskiego – pytanie ludzi o drogę, po angielsku, na wykład o Niemczech. W sumie to nie ważne co się robi, ale z kim.

Z rzeczy ciekawych – Chris powiedział żebym zostawił Mu mój plan zajęć bo chce coś tam dla mnie wykombinować z zajęciami dodatkowymi. A chyba Go ciśnie bo jak przez pierwszych kilka tygodni nie widziałem Go w ogóle tak teraz widuję tydzień w tydzień. Mam nadzieję że zrobimy to jakoś sensownie, tak żeby wszystkie strony były zadowolone.

Sobota

P1030817 (Copy)

Soboty to takie spokojne dni w czasie których nie muszę się specjalnie spieszyć na siłownię, bo komu tam chce się ćwiczyć klatkę…to właściwie ciekawe ale zawsze gdy jest w siłowni największy ruch to tylko 1-2 osoby ćwiczą klatkę, nóg to w sumie nikt nie robi niezależnie od tego czy jest ruch czy go nie ma. Gdy teraz tak nad tym myślę to dochodzę do wniosku że z jakiegoś powodu Chińczycy mają strasznego fioła na punkcie ćwiczenia tricepsu, bo co nie spojrzę to ćwiczą…ciekawe dlaczego.

P1030818 (Copy)
Także w soboty śpieszyć się nie muszę, ale śpieszyć się nie muszę nie tylko na siłowni a także na zajęciach, owszem na zajęcia muszę się śpieszyć bo nikogo tam przede mną nie ma, ale już na zajęciach mogę sobie spokojnie pracować. I tak dzisiaj zeszła nam z dzieciakami godzina na ćwiczeniu miesięcy, wyrażeń częstotliwości i pogody. Posłusznie wszystko pisały, bo nikt nie zdobył kompletu punktów przy okazji pisania miesięcy. No to trzeba nad tym popracować i też pracowaliśmy. Potem zagraliśmy w grę (…) i tylko muszę skombinować rurki po papierze toaletowym i folie aluminiową bo obiecałem…w co też ja się wplątałem.

P1030819 (Copy)
Śpieszyć się nie muszę także po tofu, bo w soboty zawsze jest. Zawsze. Także spokojnym krokiem pokulałem się po tofu. Kolejna ulica rozkopana, to chyba taki okres przed zimą gdy rozkopuje się tutaj wszystko co się da. Moja Pani od tofu nie miała jednego rodzaju, ale wzięła od Pani obok, więc super :) A nowy Pan sprzedawca zapytał skąd jestem, po czym myślał, myślał i wymyślił – Warszawa. Kurczę…Aż mnie zatkało.
Taka powolna sobota ma też to do siebie że mogę sobie spokojnie, bez żadnego pośpiechu posprawdzać te wszystkie prace domowe i sprawdziany. A muszę przyznać że było co sprawdzać. Na moje szczęście, lub nieszczęście, część błędów się powtarzała. Kolejne testy będę starał się robić ustnie o czym zresztą pisałem wczoraj, nie z powodu lenistwa, ale dlatego że to są w końcu zajęcia z angielskiego mówionego.

P1030820 (Copy)

I mimo całej tej powolności i spokoju to był ciężki dzień, ale ciężki dlatego że umyłem podłogę w kuchni. Tak czysta nie byłą odkąd się tu wprowadziłem, nie wiem jak długo tak czysta pozostanie, mam nadzieję że długo, wkrótce powinniśmy dostać porządny sprzęt sprzątający i wtedy będzie łatwiej. O wiele łatwiej.

Chociaż gdy sąsiadka za ścianą śpiewa to i tak jest trochę łatwiej bo ma ładny głos.

Nagły piątek

P1030808 (Copy)

Mógłbym z siebie jeszcze więcej wyrzucić po tej wczorajszej rozmowie z Kyriem, ale nie, nie wyrzucę. Wyrzuciłem już i wystarczy, nie ma sensu się pastwić. Koniec końców zdecydowałem się z tą osobą już nie rozmawiać bo wywołuje u mnie mnóstwo negatywnych emocji, a tego mi w ogóle nie potrzeba. Nie tutaj.

A skoro nie będę się pastwić to pora o czymś napisać.
Oprócz jakiegoś dziwnego zamroczenia na trzecich zajęciach wszystko poszło super sprawnie. Zamroczyło mnie, ale nie tak dosłownie nie bójcie się, a tak w sensie
– Nie będzie pracy domowej
– Jupi
– A nie, jednak będzie bo mieliście dzisiaj sprawdzian.
-…
I teraz najlepsze – dostali pytania tydzień temu, ale nagle okazuje się że osobnik odpowiedzialny za qq nie włączył go przez cały tydzień i grupa pytań nie dostała…Podobnie było wczoraj gdzie też mi powiedzieli że dostali wiadomość dopiero po teście.
Terefere…dostaliście pytania, mogliście nawet gotowca przygotować. No kurczę…lenistwo aż boli. Następne sprawdziany będą już ustne. Nie wiem jeszcze jak to logistycznie rozwiązać, ale poprosiłem już Bryana (jednak ya) o pomoc i się do niej zobowiązał, więc powinno być dobrze.

P1030810 (Copy)

W ogóle to bardzo dobrze dzisiaj te zajęcia poszły, przerobiliśmy w końcu te nieszczęsne rozmowy telefoniczne, chyba w końcu zapamiętali że należy się przywitać, przedstawić, podać powód dla którego się dzwoni a na końcu pożegnać. Oczywiście wszystko na przykładach tak że sami musieli kombinować co się robi. No i wykombinowali, potem musieli te puzzle sami układać i czytać dialogi. A wymęczyłem dzisiaj wszystkich, absolutnie wszystkich. Budziłem nawet tych którzy spali. Są po prostu takie rzeczy które trzeba zrobić i to była jedna z nich.
Taki mały sukcesik z klasą piątkową czwartą, otóż Chloe się zapytała: A zauważyłeś że dzisiaj praktycznie nie muszę mówić Im co mają robić? Wszystko rozumieją.

P1030813 (Copy)

 

Rozumieją bo to są inteligentni młodzi ludzie, leniwi bo leniwi, ale inteligentni. Kwestia tego żeby do Nich jakoś dotrzeć. O ile do niektórych można jakoś dotrzeć, męczyć i męczyć aż w końcu się wymęczy, o tyle do niektórych pewnie się nie dotrze, bo jak to zrobić z chłopakiem który po angielsku gada w miarę w porządku, tłumaczy swoim rówieśnikom co mają robić, ale oprócz tego nic więcej nie robi bo Przyszedł tu po to by cieszyć się życiem. To się aż smutno robi gdy widać jak niektórzy z Nich się marnują. Nic nie poradzisz, nie ma tutaj możliwości by się rozczulać nad jednostkami.

To tylko praca

Tak mi dzisiaj Kyrie powiedział…
– No mam przed sobą teraz ze 100 sprawdzianów i prac domowych.
– Średnio sprawdzenie jednej zajmuje ci koło 5 minut, co?
– Powiedzmy.
– Powiedzmy 10 w godzinę.
– To masz 10 godzin. 1000 RMB których nigdy nie dostaniesz. To tylko praca, nie ma sensu robić czegoś za co ci nie zapłacą.

I właściwie to mógłbym przytaknąć. Powiedzieć że tak to tylko praca, nic więcej, po co się obciążać, przejmować skoro za rok mnie tu nie będzie, po co w ogóle się tym martwić i robić w czasie wolnym coś więcej niż pisać plany zajęć.
Niby tak, ale…jakoś tak…no to nie jest w porządku…Jak mogę iść do przodu z materiałem skoro to co dotychczas robiliśmy nie zostało przez moich uczniów opanowane? Przecież to nie w porządku…Mam Im zaufać, że wiedzą i rozumieją? To bardzo naiwne z mojej strony.
Mogę Im nie zadawać zadań domowych, albo kazać Im sprawdzać to na miejscu…ale…skąd będą mieć pewność co zrobić w przypadku sytuacji trudnych? Albo, gdy mają wątpliwości? A skąd miałbym wiedzieć czy nie powtarzają jakiegoś błędu, który trzeba Im wyjaśnić? Skąd mam pewność, że wszystko zrozumieli?
Mógłbym to olać, zostawić Ich samych sobie, nie sprawdzać tych setek zadań, setek sprawdzianów, mógłbym…no kurczę mógłbym. Opowiadać Im o pierdołach, głupstwach i się nie przejmować…To tylko praca, prawda?

Kurczę…przez większość swojego życia wzbraniałem się jak tylko mogłem przed uczeniem. Powtarzałem sobie, że może nie wiem co chcę w życiu robić ale wiem czego robić nie chcę – nie chcę uczyć. A w końcu jestem nauczycielem. W kiepskim chińskim kolegium, w którym praktycznie nikomu nie zależy na angielskim, gdzie jest on traktowany jak piąte koło u wozu, kula u nogi i baba na wozie razem. A jednak…

To byłoby nie w porządku wobec moich uczniów gdybym Ich nie traktował poważnie. Owszem, może Oni mnie nie traktują poważnie, może nie traktują poważnie mojego przedmiotu, ale…ja go traktuję poważnie. A skoro traktuję go poważnie to znaczy że muszę brać ze sobą część pracy do domu. Owszem, jest to okropne, zajmuje strasznie dużo czasu i  nikt mi za to nie płaci, ale to jest część mojej pracy podobnie jak pisanie planów, prowadzenie zajęć czy miliony innych małych rzeczy…

W dalszym ciągu nie wiem czy nauczanie jest moim powołaniem, wiem natomiast że daje mi więcej radości i satysfakcji niż się tego spodziewałem i tylko żal mi serce ściska że ludzie tak do tego zawodu podchodzą.

P1030804 (Copy)

Mgła

P1030739 (Copy)

Mgła…o ile deszcz jest w Changchun innym żywiołem, o czym już zresztą pisałem, o tyle mgła nie ma tutaj w sobie za grosz tajemnicy. Nie może się w najmniejszym stopniu równać ani do tej z Silent Hill, ani do tej z Jiawang, która zakrywała całe miasto i sprawiała że na dwór lepiej było nie wychodzić lub nawet w ciągu dnia brać ze sobą latarkę a i tak można było obawiać się o to co z mgły wyjdzie. Bo to w końcu tak jest, że najbardziej boimy się nie tego co widzimy, czyli samej mgły, bo co jest w niej takiego strasznego, co tego czego nie widzimy, czyli tego co z mgły wyjść może. To jest już strach całkiem racjonalny i w pełni uzasadniony.

P1030742 (Copy)
A wyjaśnienie tej sytuacji jest banalnie proste. Tutaj jest mnóstwo ludzi, samochodów i innych pojazdów, więc ciągle trzeba na coś uważać, ciągle coś się rusza, a przez to mgła nie jest ani trochę mroczna, bo wszystko jest w ciągłym ruchu i czego tu się tak naprawdę obawiać? Co tu może być niespodziewanego? Samochód? Samochody są codziennie niespotykane na Chińskich drogach bo nigdy tak naprawdę nie wiadomo co zrobi kierowca. Nie wiem czy deszcz z mgłą się równoważą siłą, ale lubię myśleć że tak, myślę że to dobrze, bo deszcz uwielbiam, a mgłę tylko lubię.

P1030743 (Copy)

Dawno temu, na studiach, usłyszałem że miasto w którym studiujemy jest szare. Teraz gdy patrzę na Changchun słyszę blue within blue czyli kolor oczu Fremenów (z Diuny) i zamieniam to na grey within grey czyli szare w szarym. I te neony mogą się świecić, te budynki mogą udawać że są stalowe, ale co z tego skoro gdy nadejdzie ten smog nazywany przez mnie mgłą wszystko staje się szare w szarym? A nawet bez smogu wszystko tutaj jest szare, ludzie w dalszym ciągu są sympatyczni bo to Chiny, ale…no właśnie…ale. Pan z bramy do osiedla nie odpowiada ani na moje skinienia głowy, ani na moje powitania, śmieci muszę wystawiać albo na korytarz albo pod blok, bo nie ma koszy na nie…Nie jest to miejsce gościnne, ale to wiedziałem, byłem na to gotowy. Tylko bycie gotowym mentalnie to jedno, a radzenie sobie z tym to drugie. Nie mogę udawać, że jest inaczej niż jest naprawdę, więc nie udaję, może te notki są zupełnie inne od tych z Jiawang, ale też to miejsce jest inne i ja jestem inny, a pisanie o tym pomaga mi sobie z tym poradzić.
Narzekam strasznie, od czego odwykłem, ale to się powinno skończyć gdy nadejdzie wiosna. Do której już tęsknie chociaż zima się jeszcze nie zaczęła.

P1030745 (Copy)

Właśnie, zima. Doszedłem do tego jak odróżnić rdzennych  mieszkańców Changchun od przyjezdnych (Nie umiecie rozróżnić przyjezdnych od tutejszych?), otóż przyjezdni przy temperaturze w okolicach 5 stopni mają na sobie kurtki zimowe, a tutejsi tylko grubsze ubrania. Tak przypuszczam przynamniej. Ciekawe jak te mrozy będą znosić ci wszyscy studenci z cieplejszych regionów. Próbuję wyobrazić sobie co czuje coś kto opuścił miasto w którym nigdy nie widział śniegu i pojechał do Changchun gdzie w styczniu może przypierdzielić minus trzydzieści. Już im współczuję.

P1030756 (Copy)

Jutro

Bo dzisiaj chyba nie dam rady. Chociaż spróbuję.

Są takie dni kiedy czujemy że coś pójdzie nie tak. Takie które już od samego poranka zapowiadają pewnego rodzaju klęskę. Dzisiaj nic tego nie zapowiadało.

Wyjąłem tofu, zrobiłem śniadanie, wyjąłem tofu na obiad i poszedłem do kolegium. Gdzieś tak po piętnastu minutach dzwoni Tom, Chiński Tom, ale nie odbieram bo prowadzę zajęcia. Po kolejnych piętnastu dzwoni Johnson, tym razem odbieram bo akurat mam przerwę. Mówi że Tom czeka pod drzwiami, na co odpowiadam że prowadzę zajęcia i nie mogę otworzyć. Koniec końców jakoś Tom drzwi otwiera i wyciąga drugiego Toma. Idziemy dalej. Godzina jedenasta. Dzwoni Johnson, spotykamy się na parkingu i…zabiera mi klucze…do budynku…bo muszą dorobić dla amerykańskiego Toma. I jak ja mam pójść na obiad…
Na szczęście moje zagubienie zauważała Chloe która mnie poratowała i zaprosiła do stołówki studenckiej. Rany, gdyby nie Chloe to bym chyba głodował, albo musiał się ratować kukurydzą.

Pierwsze dwie grupy nie odrobiły zadań domowych, a że druga grupa jest w miarę sensowna to za tydzień czeka Ich sprawdzian. Odrobili by zadanie to mieliby tak jak grupa trzecia, czyli dopiero za dwa tygodnie. Na grupę pierwszą nie liczyłem, więc Im nie zrobię.

A potem spędziłem godzinę w towarzystwie mojego dosłownego white’s man burden, czyli Rose, która towarzyszy mi zawsze gdy tylko może przez co Jamie i Brian się ze mnie nabijają. Hyh…w każdym razie…Rose zasypywała mi głowę informacjami o Justinie Timberlake’u a ja sprawdzałem zadania domowe. Nawet nie poszło tak źle. Dużo uczniów przepisywało odpowiedzi, kilka pisało odpowiedzi jednym zdaniem, ale jedna czy dwie osoby napisały naprawdę ale to naprawdę zacne odpowiedzi i jestem z Nich mega dumny.

Następnie Johnson zabrał mnie na kolację, zresztą nie tylko mnie, ale że tam nie działo się już zupełnie nic ciekawego, to nie będę się o tym rozpisywał. Dostałem klucze i to jest najważniejsze.

Poniedziałek i przegapione #6

P1030450 (Copy)

Tata Shawna
Pracuje w prowincji Shanxi, a szerszenie (chociaż Chińskie media piszą o osach) grasują w Shaanxi (albo na odwrót, te prowincje w ogóle są po sąsiedzku bo życie byłoby za proste), codziennie dzwoni do domu, rozmawia z rodziną za pmocą kamery internetowej. To wszystko brzmi bardzo znajomo.

P1030457 (Copy)
Jest coś co nie brzmi znajomo, jest to Jego marzenie. Chce przejść na emeryturę gdy Shawn pójdzie na studia bo chce Mu przygotowywać jedzenie do szkoły.

P1030461 (Copy)

A najbardziej to chciałby otworzyć restaurację pod uczelnią by codziennie karmić syna. Mama Shawna zbywa to śmiechem bo nie smakuje Jej jedzenie męża. Shawn nie ma na ten temat zdani, ale chyba chciałby się wyrwać z rodzinnego gniazdka.

P1030469 (Copy)

Baihe

P1030480 (Copy)


Czyli miasteczko do którego jechałem w sobotę. Jechałem a niepokój narastał. Maiłem jechać pięć godzin o co zapytałem w autobusie. Pięć godzin minęło  a ja dalej jechałem. Z każdą minutą narastał niepokój, bo to zawsze może być inny autobus. W końcu minęła szósta godzina.

P1030491 (Copy)

W ogóle to musi być niezłe przeżycie. Do Pekinu, z Pekinu do Changchun, a potem jeszcze 6 godzin w autobusie pod granicę z Koreą. Myślę że przebija to podróże do Jiawang. Nie ma to jak wioski na końcu świata. Tylko ta wioska ma kilka autobusów i dworzec kolejowy…W sumie po Jiawang też kilka autobusów jeździ, ale tylko 25 uznaję za miejski, 24 z Jiawang wyjeżdża, a 26 przejeżdża.

P1030492 (Copy)

Były to bardzo sympatyczne dwa dni i więcej nie napiszę.

P1030495 (Copy)

Powrót

P1030516 (Copy)

Tym razem na stałe. Powrót do Changchun – pięć godzin. Powrót do mieszkania – dwie i pół godziny, z czego te trzydzieści minut spędziłem na dworcu szukając miejsca z którego będę odbierał meridkę gdy do mnie zadzwonią…O ile zadzwonią, przecież ile można rower wysyłać do Changchun, muszą jakieś pociągi towarowe krążyć częściej niż raz na tydzień, prawda?

P1030519 (Copy)

Patrząc na prognozę pogody rośnie we mnie niepokój co do tego jak długo meridka będzie w użyciu, bo przecież to już praktycznie jesień…Jutro będzie już pora na bieganie w getrach…

P1030521 (Copy)

I tyle na dzisiaj, to był dziki tydzień a w konsekwencji wypadłem zupełnie z rytmu, ale nie bójcie się jutro już wrócę.

P1030531 (Copy)