Pierwsze koty za płoty

P1010562 (Copy)

Okolica jest mocno średnia, ale takie już moje szczęście, co do hoteli w Chinach. Mam nadzieję, że nie zostanę tu tak długo by poznać ją lepiej niż ta ulica z jedzeniem pod oknem i ta bieżnia koło uniwersytetu. Zresztą czy trzeba więcej…
No dobrze, skoro pierwsze koty za płoty to znaczy, że pierwszy bieg w Changchun zaliczony. Walczyłem ze sobą czy zrobić dziesięć minutówek czy piramidkę jeden-dwa-trzy-pięć i wygrała opcja druga, chociaż przyznam się szczerze, że było ciężko. Zacząłem o wiele za szybko i szybko się to zemściło. Wiedziałem, że biegnę za szybko a mimo to nie chciałem przestać. Może nie tyle nie chciałem, co nie mogłem. Chciałem biec jak najszybciej i tak się rozpędziłem na tej minutówce, że wiedziałem, że takiego tempa nie utrzymam. W tę ostatnią piątkę przebiegłem kilometr, więc jeszcze w granicach przyzwoitości i ogólnie to nie było tak źle, byłoby jeszcze lepiej gdyby nie ta kolka, ale to w pełni moja wina i biorę za to całkowitą odpowiedzialność. Następnym razem muszę zacząć wolniej, bo jeszcze nie jestem w stanie odciąć się od zmęczenia jak to trzeba przy interwałach. Ten przełącznik w głowie szybko mi znika i potrzeba kilku solidnych treningów by się znowu wytworzył, ale gdy tylko wróci będę mógł w spokoju szaleć…pytanie tylko czy jest sens nad tym pracować skoro już w październiku mają włączyć kaloryfery. To są właśnie takie pytania, które pojawiają się w mojej głowie, gdy padam a przede mną jeszcze trzy ciężki powtórzenia. Chociaż nie…wtedy pojawiają się inne słowa, mniej odpowiednie do tego miejsca.

Dzisiaj też pierwsze zajęcia, przygotowałem już plan, całkiem prosty, ale rozpisałem go sobie dokładnie na dwie strony żeby o niczym nie zapomnieć. To chyba najdłuższy plan zajęć jaki przygotowałem.

P1010563 (Copy)

Lunch…lunch razem z dziekanem, Sunny (która mnie zrekrutowała) i koleżanką Sunny – Jeanie, a raczej Ja Nin. Wywiało nas do koreańskiej restauracji i nagle uświadomiłem sobie że faktycznie jest tutaj dość sporo koreańskich znaczków, więc i mniejszość koreańska musi być liczna. Oczywiście mniejszość z Korei północnej, wszędzie flagi DRPK a w kalendarzu zaznaczone ważne daty dla kraju.
– Jesz psie mięso?
– Nie. W Jiangsu ludzie bardzo często jedzą psy.
– Właściwie to wszędzie w Chinach, a już w szczególności w koreańskich restauracjach.
Powtarzałem sobie, że przyjeżdżając tutaj uniknąłem ryzyka zjedzenia psa, a teraz wychodzi na to samo…oj średnio mi się to podoba, średnio. Zwłaszcza, że to koreańskie żarcie było bardziej niż przyzwoite, szczególnie ośmiorniczki.

P1010564 (Copy)

Czyli mamy dwa pierwsze koty, teraz pora na trzeciego: zajęcia. Jedziemy z Sunny autobusem, lądujemy o 1600 w szkole, o 1610 zaczynam rozmawiać z dyrektorem i dowiaduję się, że o 1630 mam pierwsze zajęcia, potrwają do 1830 to książka, to druga, a ta jest dla nauczyciela. O ile lubię improwizację, ba uznaję się za wyznawcę chaosu, nieładu, anarchii, tak są sytuacje, w których wolę mieć plan. Nie, dlatego że plan mnie ochroni, ale pomaga mi to przemyśleć konkretne sytuacje i jakoś się na nie, przynajmniej mentalnie, przygotować. Lubię mieć plan biegowy rozpisany na kilka miesięcy do przodu, bo dzięki temu unikam improwizacji i widzę przed sobą konkretne cele. Podobnie jest w przypadku zajęć…jaki zajęcia mają mieć cel skoro dowiaduję się o nich 10 minut przed rozpoczęciem i okazuje się że mam zorganizować dwie godziny ośmiolatkom. Tak jak pisałem wcześniej, plan przygotowany miałem, ale on był zdecydowanie dla uczniów z okolic gimnazjum, a nie dla takich, którzy dopiero rozpoczęli edukację w szkole podstawowej. Chińskiej szkole podstawowej dodajmy. Następne zajęcia w piątek popołudniu, na szczęście dostałem już książki, łącznie z tymi dla nauczyciela, więc powinno być dobrze, zwłaszcza, że są tam rozpisane aktywności wraz z czasem trwania. Życie właśnie stało się o wiele prostsze. Dobra wiadomość jest taka, że do tej szkoły nie ma daleko od hotelu/uniwersytetu, więc jeżeli połapią mi mieszkanie w okolicy uniwerku to będę mieć blisko na wszystkie zajęcia i jeszcze na bieżnię.

Czyli trzy pierwsze razy, ale dzień i tak uznaję za średni, bo zrobiłem chyba tylko trzy zdjęcia. Jet lag to cholerstwo, a gdy tu spada deszcz to wszystko płynie.

Jak powstał świat?

Mity o stworzeniu świata obecne są w każdej kulturze i Chiny nie są tutaj wyjątkiem. Opowieści na ten temat można znaleźć w wielu wczesnych chińskich tekstach, ale to sobie zostawmy i przejdźmy do mitów.

Jeden z najpopularniejszych mówi że Pangu盤古 (pierwsze żywe stworzenie, ale o nim jeszcze przyjdzie mi się rozpisać) rozdziela Hundun 混沌 „pierwotny chaos ” na Niebo i Ziemię. Żaden ze starożytnych, klasycznych, tekstów nie mówi o Pangu, o którym wspomina dopiero się w trzecim wieku naszej ery. I mówi mniej więcej tak:

Niebo i ziemia były ze sobą nierozerwalnie związane jak kurze jajko, w którym narodził się Pangu. Po 18000 lat ta prymitywna masa się rozdzieliła, to co było jasne i lekkie stworzyło Niebo, a co ciemne i ciężkie Ziemię. Przez kolejnych 18000 lat Niebo i Ziemia powiększały się o 10 stóp a Pangu, stojący pomiędzy nimi, rósł również o 10 stóp. Tak oto rozdzieliły się Niebo i Ziemia na 9 milionów li (mniej więcej 46 tysięcy kilometrów.

Kosmogonia

Pochodzące z czwartego wieku naszej ery Tao te ching sugeruje mniej mityczny początek świata.  Mniej więcej tak:
‘Było coś bezkształtnego, a zarazem kompletnego, narodzonego przed Niebem i Ziemią. Cichego, niokreślnego, stało samotnie i niezmiennie. Możemy uważać je za matkę Nieba i Ziemi. Nie znając jego nazwy nazwę je ‘Drogą’.
‘Droga’ dała początek Jedności, a ona z kolei Dualności, z niej narodziła się Troistość z której wywodzą się niezliczone stworzenia. To one noszą na plecach yin a w brzuchach mają yang. To one neutralizują opary i tworzą w ten sposób harmonię.’

W przyszłości Taoiści zaczęli interpretować to jako powstanie Wuji, Taji oraz ying i yang.

W pierwszym wieku naszej ery Zhang Heng tak oto opisuje początki Nieba i Ziemi:

Przed Wielką Podstawą (Taisu 太素) istniała ciemna klarowność oraz tajemniczy bezruch, ciemny i czarny. Nie było żadnych obrazów. Wewnątrz była pustka, a na zewnątrz nie było nic. Stan ten utrzymywał się przez wiele wieków. Nazywano to mrokiem (mingxing 溟涬).  Był to początek Dao. Gdy powstał pień Dao uformowały się stworzenia oraz kształty. Wtedy właśni qi (wkrótce) się rozdzieliło, podobnie twarde i miękkie, oraz czyste i zanieczyszczone. Niebo utworzyło się na zewnątrz a ziemia przyjęła pozycję w środku. Niebo przyjęło kształt Yang, było więc okrągłe oraz pozostawało w ruchu. Ziemia przyjęła kształt Yun była więc płaska i nieruchoma. Poprzez ruch powstała akcja, poprzez spokój powstało połączenie i przemiana. Poprzez łączenie powstało naworzenie  i wszystko się narodziło. Nazywa się to Wielkim Początkiem (Taiyuan 太元). Było owocem Dao.

Dlaczego właściwie Chiny?

Odpowiedź prosta – od dynastii Qin, pierwszej dynastii z cesarzem, która rządziła w Chinach bardzo krótko w drugim wieku przed naszą erą.

Chińczycy mówią jednak na swój kraj trochę inaczej – ‘Środkowe Królestwo’, chociaż równie dobrze można to przetłumaczyć jako ‘Państwo Środka’, a po chińsku Zhoungguo. Zhong (中) to ‘środek’, a guo (国)to ‘kraj/królestwo’. W czasach starożytnych określano tak kraje ze środka terenu obecnych Chin. A czasy starożytne to okres przed panowanie dynastii Qin. Rozróżniano w ten sposób pomiędzy krajami skupionymi wokół Żółtej rzeki a ludnością na innych terenach.

Uważa się że samk stojący za terminem ‘zhongguo’ wywodzi się z czasów dynastii Zhou(1029-771 p.n.e.), która uważała że jej kraj jest ‘środkiem świata’, lub ‘środkiem cywilizacji’, a pozostałe grupy ludzi nazywają się wschodni Yi, południowi Man, zachodni Rong i północni Di.
I tu moglibyśmy zakończyć, ale termin ‘zhongguo’ oznaczał wiele różnych rzeczy. Równie dobrze mógł sięodnosić do stolicy (guo) cesarza, by odróżnić ją od stolic wasali, jak miało to miejsce w czasach dynastii Zhou. Równie dobrze mógł oznaczać kraje w środkowej części Chin by odróżnić je od rejonów bardziej oddalonych.
W czasach dynastii Han (206 p.n.e. – 220) można wyróżnić już trzy popularne zastosowania pojęcia ‘zhongguo’:
– stolica
– środek cywilizacji
– kraje w środku Chin

W okresie między ósmym a piętnastym wiekiem zaczęto stosować określenie ‘zhongguo’ jako nazwę miejsca, oraz jako kulturę. Zaczęto używać je by przeciwstawić się polityce ekspansjonizmu innych krajów i wcielania ‘obcych’ do cesarstwa. Dotyczy to rzecz jasna krajów które ‘podbijały’ Chiny. Te władze nie podejmowały tematu ‘zhongguo’ ale starały się tak ustalać prawa by odnosiły się zarówno do ludności ich kraju jak i ludności Han.

Nazwa ‘Zhoungguo’ pojawia się w oficjalnym dokumencie po raz pierwszy w traktacie nerczyńskim z 1689. Wtedy już pozwalano na większą dowolność w stosowaniu tego pojęcia. Dynastia Qing (1644–1911) powiększyła Chiny o nowe terytoria i termin ten zaczął być używany by odróżnić je od tych ‘starych’.

Pod koniec wieku dziewiętnastego Liang Qichao wygłosił słynne słowa ‘Największym wstydem naszego kraju jest to że nie ma on nazwy. Nazwy o których ludzie zazwyczaj myślą to Xia, Han czy Tang, a one pochodzą od dynastii które już odeszły. Mówił że wszystkie kraje ‘posiadają własne nazwy, jak Anglia czy Francja, a jedynym wyjątkiem jest Kraj Środka’. Jedną z propozycji było japońskie określenie ‘Shina’ pozbawione zachodniego zabarwienia jakie miało ‘China’. Liang i inni rewolucjoniści którzy spędzili wiele czasu w Japonii zaczęli używać tego określenia, a ono samo weszło do języka poszedniego.

Po Ruchu Czwartego Maja (DATA) wykształcone osoby zaczęły popularyzację koncepcji Zhonghua (中华/中華), która reprezentuje ludzi, w tym członków 56 mniejszości narodowych i ‘wciela’ ich do pojęcia ‘chińczyk’. Zarówno Republika Chin jak i Chińska Republika Ludowa używały określenia Zhonghua jako oficjalnej nazwy. Dlatego też Zhongguo stało się popularną nazwą obu rządów.

W końcu w Changchun

P1010518 (Copy)

Jak położyłem się spać o 23 tak wstałem o 10. No dobrze…nie wstałem a zostałem wyrwany ze snu pukaniem do drzwi, to Johnson – mój nowy szef. Prawdziwy chiński wielkolud – 190 centymetrów wzrostu.

P1010535 (Copy)
Przechodzenie ze stanu sen do stanu gotowy do dnia przychodzi mi dość łatwo. Nie muszę pochłaniać ani ogromnej ilości kawy, ani promieni słonecznych, ani niczego innego. Kawa pomaga, ale woda również się nadaje. Uświadomiłem to sobie rok temu gdy leżąc w szpitalu czytałem Urodzonych biegaczy i autor opisywał że Indianie wstają rano i od razu zaczynają biec.

P1010530 (Copy)

Gdy przez następne trzy miesiące zrywałem się o 4-5 rano w niedzielę by zrobić jakieś dłuższe wybieganie uśmiechałem się do siebie z myślą że wstawanie mam opanowane, teraz pozostała mi jeszcze wytrzymałość i szybkość. Nie wiem czy kiedyś będę biegać jak oni, istnieje duże prawdopodobieństwo, że nie, ale to wstawanie zawsze będziemy mieć ze sobą wspólne.

P1010520 (Copy)
Do podpisania dostałem kontrakt i dowiedziałem się że pierwsze trzy tygodnie września będę dręczyć dzieci w jakiejś szkole, czyli pewnie chińskich gimnazjalistów, po 8-10 godzin tygodniowo, a potem dostanę jeszcze chińskich studentów do dręczenia. Pewnie na transferowanie się z miejsca na miejsce będę tracił mnóstwo czasu, ale spodziewałem się takiego obrotu sprawy. W końcu nie wszędzie może być jak w Jiawang gdzie mogłem sobie spacerkiem podejść do szkoły.
Najbliższych kilka dnia mam spędzić w hotelu, z tymi gustownymi lustrami na sufitach, bo w tym czasie będziemy szukać mieszkania. Tego się nie spodziewałem, ale nic nie poradzę.

P1010549 (Copy)

Prawdę mówiąc kilka rzeczy mi się w tym kontrakcie nie podoba, nadgodziny są śmiesznie nisko płatne, jeżeli nie wyrobię odpowiedniej liczby godzin to mam płacone od godziny, kasa za odwołane zajęcia to śmiech na sali, ale mam to co jest najważniejsze czyli wizę pracowniczą. Trzeba, więc zacisnąć zęby i przetrzymać ten rok, a potem można się przenieść w jakiejś inne miejsce. Lub zostać na lepszych warunkach. Wszystko wyjdzie w praniu.

P1010551 (Copy)

Następny przystanek to fotograf, który zrobił zdjęcia dla policji. Bo tam też trzeba będzie się jeszcze pokulać. Zapewne jutro. Jutro też czeka mnie pierwsza wizyta w szkole, mam tylko nadzieję, że nie będę musiał jeszcze prowadzić prawdziwych zajęć, chociaż i na taką ewentualność lepiej się przygotować. Ciekawe czy dostanę jakiś kompletny gotowy materiał z którego będę uczyć czy też ponownie – wielka improwizacja.

P1010553 (Copy)

Tak bardzo jak lubię improwizować i prowadzić zajęcia według swoich planów tak jednak wolałbym mieć jakąś książkową podkładkę. Po trzech latach mniej więcej wiem co się sprawdza a co nie, ale ciągle nie czuję się na tyle pewnie by samemu układać program nauczania. Coś takiego spotkało mnie na moim pierwszym poważnym kursie w pewnej państwowej placówce. Tam też musiałem napisać program i jeszcze się go musiałem trzymać…No nie dość że sam napiszesz to potem jeszcze musisz sam siebie kontrolować. To też była niemała przygoda. Zwłaszcza te wtorkowe podróże dwoma autobusami do Pyrzowic. A wszystko to w zimę która zaprowadziła mnie do życiówki w maratonie. Dobra, dość. Zaraz idę spisać jakiś plan na jutro a potem pójdę pooglądać okolicę.

 

Czekanie

Tak można podsumować ostatnie dwa dni.
Samolot w Warszawie czekał na mnie, pierwszy raz wzywano mnie na pokład bo włożenie całej elektroniki do plecaka zawsze trochę trwa.

P1010462 (Copy)
Dwanaście godzin na lotnisku w Katarze. Przesiadka w Moskwie kosztowałaby mnie godzin trzydzieści sześć.
Siedem godzin na lotnisku w Pekinie. Bo wyjśce w pekińską noc nie brzmiało zachęcająco dla mojego zmęczonego ciała.

P1010472 (Copy)
Na dokładkę – trzy godziny na dworcu w Pekinie. Na dworcu na którym już byłem ale nie potrafię przypomnieć sobie kiedy i jestem w 100% pewny że gdy spojrzę na wszystkie bilety kolejowe jakie mam nie zobaczę tam stacji Beijing.

P1010482 (Copy)

Rok temu myślałem że jestem na końcu świata i jeszcze godzinę drogi na północ, teraz to już sam nie wiem co myśleć. Bez dwóch zdań jest to najdłuższa podróż transportowa w moim życiu. Rozbijmy to sobie.
Trzy godziny do Warszawy.
Pięć godzin do Doha.
Osiem godzin do Pekinu. No dobrze, dziewięć bo samolot miał jakieś poważne opóźnienie.
Sześć godzin do Changchun.
Godzina do hotelu.

P1010489 (Copy)
Czterdzieści sześć godzin w sumie. Dwadzieścia trzy na czekanie i dwadzieścia trzy podróży. Mam za sobą już dłuższą podróż transportową, ale takie kombo czekania i podróży to dla mnie nowość. Ciało wariuje, jeszcze się nie przestawiło do Chin, na szczęście podróże na wschód są o tyle łatwiejsze że przesuwamy się czasowo do przodu. Powroty do Polski są pod tym względem o wiele gorsze bo czasowo cofniemy się.

P1010492 (Copy)

Kierunek Changchun

Changchun. To miasto będzie przewijać się wielokrotnie na tym blogu przez następny rok, a pewnie i dłużej. Właśnie do niego przeprowadzam się na najbliższy rok szkolny. A w związku z tym wypadałoby trochę je Wam przybliżyć.

Changchun, jest stolicą prowincji Jilin, jednej z bodajże czterech zwanych dongbei czyli północny wschód, bo znajdują się na północnym wschodzie Chin i słyną z zim. Bynajmniej nie dlatego że są krótkie i ciepłe.

Nazwa Changchun oznacza długa wiosna i wywodzi się z języka Dżurdżenów (o nich też przyjdzie mi napisać), samo miasto jest średniej wielkości, zamieszkuje w nim ponad 3 miliony ludzi.

Historia

Wioskę założono na przełomie osiemnastego i dziewiętnastego wieku. Dokładnie w roku 1889 nadano jej prawa miejskie.

W 1898 zbudowano pierwszą stację kolejową na drodze z Harbinu do Lushun. Dzięki temu Changchun stało się drugi najbardziej zaludnionym miastem w prowincji Jilin. Tereny te należały wtedy jeszcze do Rosji.

W wyniku wojny rosyjsko japońskiej w latach 1904-1905 stacja kolejowa w Changchun była ostatnią stacją na tym terenie która została pod kontrolą Rosji. Kilka kilometrów na południe Japończycy wybudowali nową stację kolejową która była pierwsza stacją na nowej linii.

Tak oto Changchun stało się poważnym węzłem komunikacyjnym między rosyjską koleją wschodnio chińską I japońską koleją południowo mandżurską.  Dzięki temu miasto rozwijało się szybciej niż inne miasta w okolicy.

W 1932 roku stolica Mandżuko, marionetkowego państwa pozostającego pod kontrolą Japonii została przeniesiona z Jilin do Changchun.  Zbudowano tam, będący obecnie muzeum, pałac cesarski. Okres ten nie był zbyt dobry dla mieszkańców tego terenu, źródła mówią o przymusowym poborze do armii japońskiej, obozach pracy, czy brutalnym traktowaniu cywili. Pomimo tego miasto dalej się rozwijało, w całości zostało zaplanowane przez Japończyków.

Miasto zostało zdobyte przez armię czerwoną w 1945 roku, gdzie obozowała do roku 1946. Oddziały KMT rozpoczęło okupację miasta w 1946 i utrzymywało je do 1948 kiedy to po pięciu miesiącach oblężenia zostało zdobyte przez Chińską Armię Wyzwoleńczą. Oblężenie to kosztowało śmierć między stu a trzystu tysięcy ludzi. Informacje o tym okresie w dalszym ciągu nie zostały ujawnione.

Klimat

Wyróżnia się cztery pory roku. Zimy są długie (od listopada do marca) zimne i wietrzne, aczkolwiek suche. Wiosna i jesień są relatywnie krótkie z lekkimi opadami, aczkolwiek najczęściej suche i wietrzne. Lata są długie i ciepłe, rzecz jasna wietrzne. Temperatury ekstremalne wahają się między -33 a 35.

Kuchnia

Żeń-szeń, uznawany za jeden ze skarbów Północno-wschodnich Chin jest często stosowanym dodatkiem. Sławną potrawą jest kurczak w środku którego umieszczony jest żeń-szeń. Kuchnia łączy wpływy koreańskie, z powodu sporej mniejszości koreańskiej, z tradycyjną kuchnią chińską.
Popularne są także jelenie ogony uznawane za afrodyzjak i podawane na wielu weselach.
A z powodu bliskości rzeki Songhua bez problemu można dostać potrawy z rybami.

Święto Środka Jesieni

Święto Środka Jesieni, czyli中秋节, to jedno z ważniejszych świąt w Chińskiej Republice Ludowej oraz Wietnamie. Powiązany jest ze żniwami i obchodzi się go piętnastego dnia ósmego miesiąca księżycowego (najczęściej we wrześniu lub październiku).

Alternatywne nazwy

Święto księżyca, ponieważ jest powiązany z pełnią księżyca oraz oddawaniem czci księżycowi.

Święto ciasteczek księżycowych, ponieważ w jego trakcie je się ciasteczka księżycowe.

Święto Zhongqui.

Święto latarni, jak określa się je w Singapurze i Malezji.

Święto  spotkań, ponieważ w dawnych czasach kobiety wykorzystywały czas wolny w trakcie tego święta by odwiedzić swoich rodziców.

Święto dzieci, w Wietnamie, ponieważ to właśnie dzieci odgrywają nim największą role.

Znaczenie święta

Święto to składa się z trzech bardzo blisko powiązanych ze sobą czynności:

Spotkań, czy to z rodziną czy z przyjaciółmi

Dziękczynienia by podziękować za udane zbiory i/lub spotkania

Modlitwy o coś dobrego dla dzieci, męża, żony lub o piękno, zdrowie czy szczęście

Pochodzenie

Chińczycy obchodzą to święto od czasów dynastii Shang (XVI-X wiek p.n.e.), przypuszcza się świeto to zostało zapoczątkowane oddawaniem czci bogom gór po udanych zbiorach. Święto to zaczęło nabierać na znaczeniu w czasach dynastii Tang (618-907). Jedna z legend mówi że cesarz Xuanzong z dynastii Tang zapoczątkował oficjalne obchody w swoim pałacu. Sam termin środek jesieni pojawił się po raz pierwszy w Zhou Li, jednym z klasycznych tekstów konfucjańskich, spisanych w czasach Zachodniej dynastii Zhou (1046-771 p.n.e.)

Oddawanie czci księżycowi

Istotnym elementem tego święta jest oddawanie czci księżycowi. Starożytni Chińczycy wierzyli że odrodzenie jest powiązane z księżycem i wodą. Ludność Zhuang ma legendę w której księżyc i słońce są parą a gwiazdy ich dziećmi i gdy księżyc zajdzie w ciążę staje się okrągła a po porodzie przyjmuje kształt sierpa. Poglądy te sprawiły że kobiety często oddają część księżycowi. Na niektórych terenach Chin w dalszym ciągu wyznaje się poglądy iż ‘mężczyźni nie oddają czci księżycowi a kobiety nie składają ofiar kuchennym bogom.’

Dary składa się Chang’e, znanej jako Księżycowa Bogini Nieśmiertelności. O tej historii pisałem już tutaj – http://rainreborn.pl/2013/05/niedziela-i-przegapione12/ więc sam się zacytuję:

Chang’e i jej mąż Houyi byli nieśmiertelnymi mieszkającymi w niebie. Pewnego dnia Nefrytowy Cesarz zamienił swoich dziesięciu synów w dziesięć słońc które spaliły ziemię. Nie udało mu się ich powstrzymać więc przywołał na pomoc Houyi który był znanym łucznikiem. Udało mu się zestrzelić dziewięciu, ale ostatniego postanowił ocalić. Cesarzowi nie spodobała się (bardzo delikatnie mówiąc) śmierć dziewięciu synów więc odebrał Houyi i Chang’e nieśmiertelność i zesłał ich na ziemię.
Chang’e cierpiała okrutnie z tego powodu, Houyi więc jak na kochającego męża przystało ruszył na długą podróż której celem było zdobycie pigułki nieśmiertelności.  W jej trakcie spotkał  Xi Wangmu (Królową Matkę Zachodu) która zgodziła się dać mu pigułkę, ale ostrzegła że muszą się nią podzielić po połowie.
Houyi schował pigułkę do szkatułki i ostrzegł Chang’e żeby jej nie otwierała. Żona jednak była zbyt ciekawa i znalazła pigułkę. Gdy zauważyła że mąż wraca wystraszyła się że dowie się o jej niecierpliwości i połknęła cała pigułkę. Zaczęła się unosić do nieba, a Hooyi chciał ją zestrzelić by nie leciała wyżej, ale nie mógł zmusić się do wycelowania we własną żonę. Chang’e unosiła się aż dotarła na księżyc.
Doskwierała jej samotność, ale spotkała nefrytowego królika który tworzył eliksiry. Drugą osobą która dotrzymuje jej towarzystwa to drwal Wu Gang, który został zesłany na księżyc gdyż obraził bogów próbą zdobycia nieśmiertelności. Dano mu jednak nadzieję na powrót. Miał ściąć drzewo na księżycu. Okazało się to niemożliwe bo po każdym uderzeniu odrastało na nowo.

Lampiony

Istotną częścią obchodzenia tego święta jest noszenie jasno święcących latarni, zapalanie lampionów na wieżach czy puszczanie latarni w niebo. Jedna z tradycji polega na pisaniu zagadek dla innych osób.

Ciężko jest doszukać się początków tradycji z lampionami, jednak jest pewne że nie miały one miejsca przed dynastią Tang. Tradycyjnie latarnie były traktowane jako symbole płodności i służyły głównie jako zabawki i dekoracje. Obecnie jednak lampiony stały się symbolem święta.

Wraz z transformacją chińskiego społeczeństwa tradycje z innych festiwali zaczęły pojawiać się w święcie Środka Jesieni, w tym umieszczanie lampionów na wodzie by wskazać kierunek duszom topielców, co początkowo było częścią Święta Duchów,  obchodzonego miesiąc wcześniej.

Ciasteczka księżycowe

Pieczenie i dzielenie się ciasteczkami księżycowymi jest jedną z najważniejszych tradycji. Tradycyjnie okrągłe kształty symbolizują kompletność i jedność, dlatego też dzielenie się okrągłymi ciasteczkami symbolizuje kompletność i jedność rodziny. W niektórych częściach Chin jedną z tradycji jest pieczenie ciasteczek w nocy święta. Najstarsza osoba w domostwie tną ciasteczka i rozdziela je pomiędzy pozostałych członków rodziny co ma symbolizować spotkanie rodziny. Obecnie jednak coraz rzadziej piecze się ciasteczka w domu a darowuje się ciasteczka kupione.

Zgodnie z tradycją biznesmen Turpan zaoferował ciasteczka cesarzowi Taizong z dynastii Tang piętnastego dnia ósmego miesiąca. Cesarz przyjął ciasteczko, wskazał na księżyc i powiedział ‘Chciałbym zaprosić ropuchę by skosztował te ciasteczka’. Cesarz następnie podzielił się z wszystkimi swoimi ministrami czym zapoczątkował zwyczaj dzielenia się ciasteczkami. Z czasem stały się one znane jako ciasteczka księżycowe.

Inna legenda mówi o tym że w czasach okupacji mongolskiej pod koniec czasów dynastii Yuan (1280-1368) Chińczycy Han przekazywali ukryte wiadomości o rozpoczęciu rebelii w czasie Święta Środka Jesieni w ciasteczkach księżycowych.

Inne jedzenie

Cesarz spożywał także korzenie lotosu, co ma symbolizować pokój, oraz arbuz pocięty w kształt płatów lotosu, co ma symbolizować powrót.
Rodziny spotykały się by pić herbatę i rozmawiać czekając aż księżyc odbije się w herbacie.

Ofiary w postaci jedzenia umieszczano na ołtarzach a były to jabłka, gruszki, brzoskwinie, winogrona, melony, pomarańcza i pompela. Jadeitowemu królikowi składano ofiary w postaci fasoli i grzebionatki.

Zaloty i swatanie

Święto to jest także tradycyjnym okresem na świętowanie małżeństw. Dziewczyny modliły się do Chang’e o to by spełniła ich miłosne marzenia.

Na niektórych terenach Chin odbywają się tańce dla osób w stanie wolnym. Młode kobiety zachęca się do rzucania chusteczek w stronę młodych mężczyzn a ten który je złapie ma szansę na udany romans.

Gry i inne

Jedna z aktywności nosi nazwę Wniebowzięcie i polega na tym że jedna z młodych kobiet wybranych spośród innych zostaje wzięta do rzeczywistości ludzkiej w otoczeniu dymu z kadzideł. Jednocześnie opowiada o wszystkich kształtach i dźwiękach które widzi i słyszy.

Inna aktywność nosi nazwę wejście do ogrodu i biorą w niej udział młodsze dziewczyny, każda z nich opisuje swoją wizytę w niebiańskich ogrodach. Według legendy liściaste drzewo przedstawia ją a ilość i kolory kwiatków mówi o płci i liczbie dzieci jakie urodzi.

Mężczyźni grali w grę wstąpienie do ośmiu nieśmiertelnych w czasie której jeden z ośmiu nieśmiertelnych przejmował kontrolę nad graczem który potem przyjmował rolę  mędrca lub wojownika.

Dzieci grały w grę otoczenie ropuchę w czasie której grupa otaczałaby jedno z dzieci wybrane do bycia królem ropuchą i śpiewała piosenkę zmieniającą dziecko w ropuchę. Jego zadaniem było skakać dopóki nie polano go wodą.

Święto duchów

Święto duchów znane także jako święto głodnych duchów to jedno z tradycyjnych chińskich świąt. Obchodzi się go piętnastej nocy (czternastej na południu Chin) siódmego miesiąca.

Święto to różni się od święta Qingming  (Święto obchodzone 15 dni po równonocy wiosennej. Najprościej byłoby przyrównać je do dnia Wszystkich Świętych bo przypomina je pod tym względem że w jego trakcie odwiedza się groby przodków.
Nazywane jest również dniem czyszczenia grobów bo właśnie wtedy czyści się groby, ofiaruje się zmarłym jedzenie, herbatę, wino, pali papier przypominający pieniądze. A niektórzy ludzie noszą ze sobą gałążki wierzbowe, lub umieszczają je nad drzwiami/bramami by odgonić złe duchy. To właśnie w ten dzień rozpoczyna się wiosenne oranie, odbywają się różne imprezy, puszcza się latawce, czy odpala petard. Jest również istotne z powodu zbiorów herbaty. Herbata zebrana przed tym świętem jest droższa od tej zebranej po (ale czy w gruncie rzeczy każda nie jest zebrana po i wszystkie prócz jednej będą zebrane przed?-
http://rainreborn.pl/2013/04/interwaly-3), oraz od święta Chung Yeung (o nim jeszcze będzie) tym iż uznaje się iż w jego trakcie zmarli odwiedzają żywych.

Tego dnia Niebo, Piekło i świat żywych otwierają się i zarówno Taoiści jak i Buddyści wykonują rytuały przemieniające i rozgrzeszające zmarłych. Siódmy miesiąc księżycowy jest miesiącem duchów i typowym dla niego jest oddawanie czci przodkom. Do rytuałów należą także ofiary w postaci jedzenia, palenie kadzideł, oraz palenie specjalnego papieru i innych rzeczy. W czasie serwowania wyszukanych obiadów zostawia się miejsca wolne dla zmarłych.

Zarówno wyznawcy chińskiego buddyzmu jak i taoizmu uznają że święto duchów wywodzi się z pism buddyjskich, jednakże wiele z ceremonii wywodzi się z chińskich religii ludowych lub chińskiej tradycji.

Ulambana

Dla wyznawców buddyzmu Mahayana ósmy miesiąc księżycowy jest miesiącem radości. Często piętnasty dzień ósmego miesiąca jest dniem radości dla mnichów buddyjskich. Ma to nawiązywać do radosnego dnia Buddy: gdy żył jego uczniowie medytowali w lesie w czasie pory deszczowej. Trzy miesiące później, piętnastego dnia siódmego miesiąca wyszli z lasu by uczcić zakończenie medytacji i zdać raport Buddy.
Buddyjskie pochodzenie święta sięga historii, która przybyła z Indii a następnie została zaadaptowana do warunków chińskich.

Mnich buddyjski Maudgalyayana zaczął myśleć o swoich rodziców i zastanawiał się co się z nimi stało. Użył swoich zdolności by dowiedzieć się że narodzili się na nowo, jego ojciec narodził się w rzeczywistości bogów, jednakże jego mama odrodziła się w piekle Avici, czyli rzeczywistości głodnych duchów i przyjęła postać głodnego ducha który nie mógł jeść z powodu bardzo chudego przełyku. Została tym duchem ponieważ pożądała pieniędzy i nie udzielała pomocy mnichom buddyjskim którzy ją odwiedzali.

Budda nakazał Maudgalyayanie umieścić jedzenie na czystym talerzu wyrecytować mantrę siedem razy by je pobłogosławić po czym pstryknąć palcami by przywołać ducha i wskazać palcem na czystą glebę. Dzięki temu mama Maudgalyayany narodziła się, jako pies.
Następnym krokiem było ofiarowanie jedzenia i ubrań pięciuset potrzebującym w konsekwencji czego mama narodziła ponownie jako człowiek.

Obrządki religijne

Wyznawcy buddyzmu i taoizmu odprawiają ceremonie mające wyzwolić duchy od cierpień, budowane są ołtarze a księża i mnisi odprawiają odpowiednie rytuały: rzucają ryż i inne pokarmy by rozdzielić je między zmarłych.

W domach pali się kadzidło, a niektóre sklepy zostają zamknięte by uczynić drogi otwarte dla duchów.

Czternaście dni po święcie ludzie puszczają lampiony na wodzie by odprowadzić dusze do odpowiedniego miejsca. Lampiony te stawia się na papierowych łódkach.

JIN CHAN

Jin Chan
Jin Chan, czyli 金蟾, dosłownie złota ropucha, nazwę też można przetłumaczyć jako ropucha pieniężna lub żaba pieniężna.
TO mityczne zwierzę pojawiać miało się tylko w czasie pełni księżyca blisko domostw lub firm zwiastując rychłe przybycie dobrych wieści.
Jedna z chińskich legend mówi o tym że Jin Chan była zachłanną żoną jednego z ośmiu nieśmiertelnych i została zamieniona w ropuchę jako kara za kradzież brzoskwiń nieśmiertelności.
Jin Chu zazwyczaj przedstawia się jako ropuchę z czerwonymi oczami, rozszerzonymi nozdrzami i tylko jedną tylną łapą, powinna siedzieć na kupce tradycyjnych chińskich pieniędzy a w pysku powinna trzymać pieniądz. Ropusze często towarzyszy Liu Hai, żyjący w dziesiątym wieku chiński alchemik który poznał sekret nieśmiertelności.
Według wierzeń Feng Shui Jin Chan przyciąga i chroni bogactwo oraz chroni przed niepowodzeniem. Według tych wierzeń posążek Jin Chan nigdy nie powinien być skierowany w stronę głównych drzwi (na zewnątrz), oraz nigdy nie powinien być w łazience, sypialni, jadalni lub kuchni.

Katar

Pierwsze zderzenie z Katarem to faktycznie zderzenie bo
uderzyła mnie prosto w twarza fala ciepła. Pierwsze co pomyślałem że
to od samolotu boprzecież tu nie może być aż tak ciepło, a jednak
jest. 34 stopnie to nie zawszete same 34 stropnie.
Lotnisko w Doha jakie jest to widać na zdjęciach, to co ciśnie się na
usta jko najlepszy opis to centrum handlowe bo o ile gdzies indziej te
bezcłówki są przynajmniej schowane w czymś co ma przypominać sklepy
tak tutaj stoją zupełnie otwarcie.
Czasem cięzko jest zabić 12 godzin, zwłaszcza gdy trzeba to zrobić w
nocy. Pozornie wydawałoby się że nie ma w tym nic trudnego, ale tylko
pozornie. Cięzko spać gdy oczy nie chca się zamknąć, z boku ciągle
ktoś mówi next passenger please, a po godzinie każą Ci się przenieść
bo zamykają bramę. Takie przymusowe przesiedlenia nigdy nie kończą się
dobrze, czasem towarzyszy im jakaś ideaologia, a czasem jedynie
niechęć władzy do konkretnej ludności (co w sumie tez się często
podpina pod ideologię). W moim przypadku było o tyle dobrze że z
miejsca gdzie klimatyzację ktoś podkręcił do okolic 14-16 stopni (lub
jakiegoś odpowiednika by była tak właśnie odczuwalna) przeniosłem się
do miejsca w którym było trochę cieplej i udało złapać mi się kilka
godzin snu.
Oczywiście musi być o toaletach – tak przepłnionych ludźmi toalet nie
widziałem na żadnym lotnisku, widziałem na kilku dworcach w Chinach
ale to dlatego że tam, jeżeli w ogóle jest toaleta, to jest tylko
jedna. W Pekinie jest pod tym względem lepiej i rozpieszczają kilkoma
kibelkami na dworcach. A ilosc kibelkow na lotnisku w Pekinie moze
wywolac zawroty glowy.
Za 2 godziny odlatuje samolot do Pekinu i chciałbym napisać że to
ostatnia część podróży, ale potem czeka mnie jeszcze pociąg do
Changchun. Docelowo mam tam być około 21, a jak będzie to się okaże.