Deszcz

P1030572 (Copy)

Deszcz w Changchun to inny żywioł. Nie tylko zalewa ulice, nie tylko wypełnia studzienki kanalizacyjne, ale też przegania tych ludzi stojących z karteczkami elektryk, hydraulik, przegania stojących sprzedawców wszystkiego, przegania nawet ulotkarzy.
Po kilkugodzinnej ulewie ulice zamieniają się w rzekę, studzienki nie wyrabiają, auta rozbryzgują wodę we wszystkich możliwych kierunkach, a błoto osadza się wszędzie, począwszy od butów na ulicach skończywszy.

P1030573 (Copy)

Zawsze gdy pada deszcz tego typu mówię It’s raining. Is he crying? Robię tak dlatego że The Boss zmieniła moje życie, oraz dlatego że w gruncie rzeczy warto się zastanowić czy faktycznie ktoś teraz te nie płacze, a jeżeli płacze to dlaczego.

Lubię deszcz, nietrudno zresztą się tego domyślić wystarczy spojrzeć na ilość notek otagowanych jako deszcz, czy nawet spojrzeć w nazwę bloga i już wiadomo że deszcz jest mi szalenie bliski. Nawet na południu, gdy przychodziły wiosenne ulewy deszcz nie miał takiej mocy jak tutaj…nawet jeżeli czyścił ulice to dosłownie je czyścił, spłukiwał cały brud do przepełnionych studzienek i nawet jeżeli pozostawał w postaci kałuż przez kilka dni to był typowym deszczem oczyszczającym.

P1030577 (Copy)

Deszcz w Changchun jest inny. Jest taki jak wyobrażam sobie deszcz w Hong Kongu. Jest ciemny, ponury, zły i w żadnym wypadku nie przynosi oczyszczenia, przynosi jedynie więcej brudu. Tutaj woda nie staje się wybawieniem, tutaj woda jest czymś czego powinniśmy się wystrzegać, dręczy, przeszkadza, utrudnia…

Pierwszy raz jednak poczułem się jak w Ghost in the shell gdy idąc ulicą padał na mnie deszcz, a ja ukryty pod płaszczem przyglądałem się migającym chińskim neonom. Rzecz jasna zdjęcia nie zrobiłem, to są takie chwile które lepiej w pamięci upiększać niż oglądać i patrzeć że coś nie wyszło.

P1030580 (Copy)

W całych Chinach deszcz przynosi chłód. Każdy kolejny deszcz oznacza obniżenie temperatury. W końcu dojdzie do tego że zamiast deszczu zacznie padać śnieg. Strasznie szybko mija ta jesień. A może ona się zaczęła gdy już przyjechałem? Zaraz skończą się deszcze, skończą się piękne żółte drzewa i przyjdzie pora na mróz. Za wcześnie jednak by napisać to co napisać trzeba w przypadku zimy.

P1030581 (Copy)

A w klubie zamiast się skupić na studentach gadałem z Bryanem z Malezji. Heh…Mógłbym powiedzieć że to wina deszczu, że jest tak dziwny że mną owładnął, ale byłaby to kiepska wymówka, więc jej nie zastosuję. Deszcz tutaj jest inny. Pachnie inaczej…zupełnie inaczej…

Środy

P1030556 (Copy)

Dalej są nijakie. No poważnie. Można pomyśleć że skoro najpierw mam trzy zajęcia kolegium a potem jeszcze dwie godziny z dzieciakami to nie będzie nijako. A jednak kurczę, a jednak. Jedyne co z tej nijakości wyciąga ten dzień to Smile która się śmieje, dzwoni i ciągle tylko mówi że chce mi opowiedzieć co się działo na tym kursie językowym w Harbinie, za który zapłaciła mnóstwo kasy i który, moim zdaniem, jest bezwartościowy jeżeli chodzi o naukę języka angielskiego. Aczkolwiek jeżeli dziewczyna dzięki temu ma poczuć się pewniej i w dodatku czuje się pewniej to nie jest to kasa wyrzucona w błoto, wręcz przeciwnie.

P1030564 (Copy)

Jestem zupełnie wybity z rytmu. Na pierwszych zajęciach w kolegium miałem dość i chciałem kilku studentów wyrzucić za gadanie. No za gadanie…jak tak można, na szczęście pogadałem z Nimi i się uspokoili trochę. Potem poszło już trochę lepiej, ale nie było dzisiaj tej wybitnej dziewczyny z Shandong (Szantung ble), może dała się przekonać że to faktycznie nie Jej poziom i zrezygnowała? Albo jest chora?

P1030559 (Copy)

Właśnie – chora. Rozpoczął się sezon chorobowy, ludzie kichają, kaszlą i ogólnie rzecz biorąc nie robią najlepszego wrażenia. W sumie to co się dziwić, hanlu się zaczęło, więc na północnym wschodzie – zima.

Owoców coraz mniej, nawet gruszki są niewyraźne, tylko patrzeć jak ceny skoczą i trzeba będzie się żywić bananami bo nic innego już nie będzie dostępnego w rozsądnej cenie.

P1030560 (Copy)

Docierają do mnie głosy (to bardzo eufemistyczny zwrot) jakobym po macoszemu potraktował pobyt w Baihe, skoro Panie się domagają, to Panie dostaną, ale dopiero w weekend. To będzie bardzo pracowity weekend bez wątpliwości, a jeżeli pogoda dopisze to już w ogóle będzie super.

P1030561 (Copy)

Chiński Kącik Kulturowy

Mieszkania przy szkołach学区房) czyli mieszkania znajdujące się w pobliżu najlepszych szkół.

Obecnie wiele Chińskich rodzin robi wszystko by wynająć lub kupić mieszkanie w pobliżu najlepszych szkół by dzieci miały do nich jak najlepszy dostęp, dlatego też ich ceny rosną w zastraszającym tempie.

W maju 2013 roku sprzedano w Pekińskiej dzielnicy Wudaokou mieszkanie w cenie 100000 RMB za metr kwadratowy, czyli dwa razy więcej niż wynosi średnia w okolicy. Wszystko dlatego że wokół znajduje się kilka świetnych szkół oraz uniwersytetów.

Zgodnie z zarządzeniami władz Pekinu uczniowie nie są zobowiązani do podchodzenia do jakichkolwiek egzaminów w trakcie ich obowiązkowej edukacji. Mogą udać się do szkoły znajdującej się najbliżej ich domu. Ponieważ jednak poziom edukacji różni się od szkoły rodzice są w stanie wydać ogromne ilości pieniędzy byle ich dziecko miało dostęp do dobrej szkoły. Dotyczy to wszystkich mieszkań, niezależnie od wieku czy stanu.

Guess who’s back!

P1030539 (Copy)

To miał być dzień jak każdy inny dzień biegowy. Pobiegałem chwilę na bieżni przy kolegium, ale po 25 minutach musiałem się zbierać bo zaczęły się lekcje. Co ciekawe przed ósmą jest już zimno i wypadałoby biegać w rękawiczkach…25 minut to trochę za mło pobiegłem więc w stronę innej bieżni i tam pobiegałem już spokojnie dobijając do dziesiątki. Biegło mi się zadziwiająco lekko, o wiele przyjemniej niż w poprzednim tygodniu, to chyba kwestia tak długiego wypoczynku od wszystkich innych bodźców treningowych.
Wróciłem do mieszkania i zląkłem się gdy drzwi się nie chciały otworzyć. Zląkłem się tym bardziej że nigdzie nie miałem zapisanych numerów telefonów do kogokolwiek z firmy. Na szczęście gdy się uspokoiłem przypomniałem sobie że zamek kręci się w drugą stronę…aż się za czoło złapałem bo sam się sobie nadziwić nie mogłem.
Powrót z wyprawy po tofu nie przyniósł już takich niespodzianek, także nie pozostało nic innego jak tylko tofu pociachać i zamrozić. Teraz mam jedną szufladę pełną tofu a drugą piersi z kurczaka.

P1030540 (Copy)

Po obiedzie poszliśmy z Margaret na ulicę handlową, ale po drodze nie mogłem nie zapytać:
– A właściwie to dlaczego jesteś w tym kolegium?
– Dlaczego jestem w kolegium?
– Tak, słabo Ci szło w szkole?
– Nie. Przez pierwsze dwa lata pracowałam bardzo ciężko i miałam bardzo dobre oceny, ale w trzeciej, najważniejszej, klasie był ogromny stres i nie potrafiłam się skupić na nauce. Większość moich znajomych jest na uniwersytetach, a ja w kolegium.

Może są tu jednak jakieś fajne historie o ludziach, którzy chcieli się tu dostać? Bo na razie to wszystko jest strasznie przygnębiające, takie miejsce dla odrzuconych.

P1030542 (Copy)

Gdy się już z Margaret pożegnaliśmy pojechałem na dworzec. Wiedziałem już gdzie się udać, więc skierowałem się w kierunku odpowiedniego okienka, wyjąłem papierek i bez nadziei, bo nikt do mnie nie dzwonił, podałem go Pani w okienku. Pani przepisała numerek, powiedziała siedem juanów i dała karteczkę…Zdziwiony i ciągle lekko powątpiewający zapytałem gdzie? I poszedłem.
Hala zastawiona milionami paczek była cichutka, pracownicy akurat mieli przerwę a ja sobie w miarę możliwości porozmawiałem z Chińczykami czekającymi przy wejściu. Byli na tyle sympatyczni, że wepchnęli moją kartkę w rękę z jednego pracowników wracających z przerwy. Poczekałem dziesięć minut i…meridka…meridka…przyjechała. Podniosłem siodełko, pożegnałem się i pojechałem do mieszkania. Po drodze wyprzedziłem dwa autobusy stojące w korkach i dojechałem…W sobotę, lub niedzielę, trzeba będzie ją umyć i znaleźć lekarza, który ją wyleczy. Najważniejsze jednak, że już jest na miejscu.

P1030552 (Copy)

Chiński Kącik Kulturowy

Hanlu (寒露), czyli dosłownie zimna rosa, to jeden z 24 tradycyjnych chińskich nazw dzielących pory roku. Wypada w okolicy ósmego października i oznacza pierwsze chłody.

Temperatura na południu spade poniżej 20 stopni, w dorzecu Jangcy utrzymuje się w okolicach 10 stopni, a na północy spade poniżej 10 i oznacza nadejście zimy.

W tym okresie opady wynoszą w okolicach 20 mm na południu, pomiędzy 30 a 40 mm na wschodzie a na północy pojawia się śnieg.

Zgodnie z tradycyjnymi Chińskimi wierzeniami ludzie używają energię na wiosnę i lato a zbierają ją w czasie jesieni i zimy. TO w tym okresie powinno jeść się więcej produktów takich jak sezam, ryż, miód, czy mleko, oraz jeść więcej mięsa. Ostre jedzenie, oraz czosnek czy imbir nie są wskazane.

To także okres w którym kwitną chryzantemy. A że Hanlu zaczyna się w okolicach święta dwóch dziewiątek to ludzie lubią sobie pooglądać kwitnące chryzantemy, oraz napić się chryzantemowego wina, czy też powiesić chryzantemy na drzwiach lub oknach by odgonić złe moce.

Poniedziałek i przegapione #6

P1030450 (Copy)

Tata Shawna
Pracuje w prowincji Shanxi, a szerszenie (chociaż Chińskie media piszą o osach) grasują w Shaanxi (albo na odwrót, te prowincje w ogóle są po sąsiedzku bo życie byłoby za proste), codziennie dzwoni do domu, rozmawia z rodziną za pmocą kamery internetowej. To wszystko brzmi bardzo znajomo.

P1030457 (Copy)
Jest coś co nie brzmi znajomo, jest to Jego marzenie. Chce przejść na emeryturę gdy Shawn pójdzie na studia bo chce Mu przygotowywać jedzenie do szkoły.

P1030461 (Copy)

A najbardziej to chciałby otworzyć restaurację pod uczelnią by codziennie karmić syna. Mama Shawna zbywa to śmiechem bo nie smakuje Jej jedzenie męża. Shawn nie ma na ten temat zdani, ale chyba chciałby się wyrwać z rodzinnego gniazdka.

P1030469 (Copy)

Baihe

P1030480 (Copy)


Czyli miasteczko do którego jechałem w sobotę. Jechałem a niepokój narastał. Maiłem jechać pięć godzin o co zapytałem w autobusie. Pięć godzin minęło  a ja dalej jechałem. Z każdą minutą narastał niepokój, bo to zawsze może być inny autobus. W końcu minęła szósta godzina.

P1030491 (Copy)

W ogóle to musi być niezłe przeżycie. Do Pekinu, z Pekinu do Changchun, a potem jeszcze 6 godzin w autobusie pod granicę z Koreą. Myślę że przebija to podróże do Jiawang. Nie ma to jak wioski na końcu świata. Tylko ta wioska ma kilka autobusów i dworzec kolejowy…W sumie po Jiawang też kilka autobusów jeździ, ale tylko 25 uznaję za miejski, 24 z Jiawang wyjeżdża, a 26 przejeżdża.

P1030492 (Copy)

Były to bardzo sympatyczne dwa dni i więcej nie napiszę.

P1030495 (Copy)

Powrót

P1030516 (Copy)

Tym razem na stałe. Powrót do Changchun – pięć godzin. Powrót do mieszkania – dwie i pół godziny, z czego te trzydzieści minut spędziłem na dworcu szukając miejsca z którego będę odbierał meridkę gdy do mnie zadzwonią…O ile zadzwonią, przecież ile można rower wysyłać do Changchun, muszą jakieś pociągi towarowe krążyć częściej niż raz na tydzień, prawda?

P1030519 (Copy)

Patrząc na prognozę pogody rośnie we mnie niepokój co do tego jak długo meridka będzie w użyciu, bo przecież to już praktycznie jesień…Jutro będzie już pora na bieganie w getrach…

P1030521 (Copy)

I tyle na dzisiaj, to był dziki tydzień a w konsekwencji wypadłem zupełnie z rytmu, ale nie bójcie się jutro już wrócę.

P1030531 (Copy)

Święto Narodowe

Święto Narodowe Chińskiej Republiki Ludowej, czyli  国庆节, obchodzone jest pierwsze października i upamiętnia dzień utworzenia Chińskiej Republiki Ludowej.
Została ona utworzona pierwszego października 1949 roku w czasie ceremonii na placu Tiananmen.

Sam dzień daje początek jednemu z dwóch, tak zwanych, Złotych Tygodni, czyli siedmiu dni świętowania.

P1030315 (Copy)

Na północy noce zimne, na południu wprost przeciwnie

Zaczęło się tak jak można się tego było spodziewać, czyli od, prawie, katastrofalnej wpadki pociągowej i konieczności skorzystania z taksówki. To chyba tradycja że pierwszy samodzielny wyjazd z miejsca zamieszkania wiąże się z koniecznością korzystania z taksówki. Okej, nie ma problemu. Teraz już wiem że Changchun ma dwa dworce opisane jako Changchun. Nie wiem czy cokolwiek lepiej pasuje do takich samych nazw przystanków oddalonych od siebie o kilka kilometrów.

P1030322 (Copy)
Dwie minuty spóźnienia – trzeba odnotować.

17 godzin w pociągu to powinna być betka, ale chyba wyszedłem z wprawy bo katusze przechodziłem okropne. Ani nie potrafiłem się ułożyć, ani termometrowe 25 stopnie nie zdawało się oddawać prawdy temu upałowi. Brakowało jeszcze tylko płaczących dzieci…a nie…one też były. Ścisk był taki że do kibelka szedłem dłużej niż w nim byłem, ale czego innego można się spodziewać po siedmiu dniach wolnego. Kogo wtedy wywiewa z miasta…no tak, wszystkich.

P1030323 (Copy)

W końcu dojechałem do Xuzhou i śmiałem się tak, że Chińczycy przyglądali mi się z większym niż normalnie zaciekawieniem. Właściwie było to moje pierwsze wyjście z dworca w Xuzhou gdy słońce jeszcze było na niebie. Do tej pory wychodziłem albo na Xuzhou Wschód, lub w nocy…gdy ostatni autobus do Jiawang odjechał. Ach ten powrót z Kaifeng w deszczową niedzielę. W Xuzhou zmieniły się tylko billboardy, reszta została taka jaką ją zostawiłem.

P1030328 (Copy)

Dwie pierwsze dwudziestki piątki były, jak zawsze, przepełnione i wszedłem dopiero do trzeciej. Gdy tak stałem i czekałem podeszła do mnie młoda Chinka pociągnęła delikatnie za rękę i pokazała mi gestem żebym się odwrócił…odwróciłem się, spojrzałem gdzieś, a gdy się odwróciłem już jej nie było. Odruchowo poklepałem się po kieszeniach, ale wszystko było na miejsca. Może na ten moment miałem odwrócić wzrok i czegoś nie zobaczyć?

P1030339 (Copy)

W końcu wszedłem do trzeciej dwudziestki piątki, zapłaciłem niezmienne od roku cztery RMB i pojechałem do Jiawang, mojego małego chińskiego domu. Wysiadłem i od razu pomaszerowałem w stronę mieszkania.

P1030341 (Copy)

Pan strażnik przywitał mnie z uśmiechem, który odwzajemniłem po czym udałem się do piwnicy. Krzyknąłem, klasnąłem i dla pewności z przytupem wszedłem w oświetloną jedną żarówką piwnicę. Stało w niej kilka rowerów, ale jeden wyróżniał się kolorem. Leżała tam biała meridka.

P1030345 (Copy)

Cała, calutka, zakurzona. Było  w niej wszystko co w niej zostawiłem. Rękawiczki, smar, licznik, łatki, a buty dalej leżały w worku. Aż żałowałem że nie zostawiłem kasku i pompki, ale nie można mieć wszystkiego. Odpiąłem ją, trochę odkurzyłem i wyszliśmy na światło. Uszło z niej powietrze, ale to normalne. Resztą będziemy przejmować się w Changchun, to tam będzie teraz nasze miejsce i tam będę o nią dbał, tam będzie nowy Pan rowerowy. Może nie tak uśmiechnięty jak ten stojący pod drzewem w Jiawang, ale też chętny do pomocy.

P1030346 (Copy) P1030347 (Copy)

A potem spotkałem się z Shawnem. Nic się nie zmienił, dalej jest wielkim chodzącym uśmiechem. Poszliśmy do Jego domu na obiad i poczułem się okropnie bo Jego mama niepewna swoich umiejętności kulinarnych kupiła obiad w restauracji. Tylko kłopotu…a jak się jeszcze dowiedziałem że załatwili i opłacili mi pokój w hotelu to…no nie ukrywam z jednej strony poczułem ogromną ulgę, ale z drugiej ogromne zażenowanie bo nie dość że kłopot to jeszcze kasa. A ulga bo…teoretycznie nie powinienem ruszać tyłka z Changchun bo mój paszport znajduje się na posterunku policji. Mam świstek z policji i kopie paszportu, ale w hotelach może być różnie.

P1030356 (Copy)

Potem jeszcze sobie pochodziliśmy i kupiłem gruszki. Gruszki wielkości dłoni. Boże drogi, czemu na północy ich nie ma.

A że nie ma to ciało zareagowało tak jak zareagowało i musiałem szybko wracać na czwarte piętro z drugiego bo czasem jedzenie trawi się niezwykle szybko.

Starszy Brat

P1030363 (Copy)

Gdy już wyszedłem z hotelu ruszyłem kupić pompkę i zrobić trochę zdjęć. Nowy aparat nie leży tak dobrze w ręce jak poprzedni, ale ja po trzech miesiącach przerwy nie leżę tak dobrze na meridce, więc to będzie kwestia przyzwyczajenia. Śniadanie pochłonąłem na ulicach Jiawang, rozmawiając swoją łamaną chińszczyzną. Kupiłem pięć dużych bozi na drogę i zadzwoniłem do Shawna. Pojechaliśmy ponaprawiać rower, od jednego do drugiego, do trzeciego…trzeci w końcu poratował mnie o tyle że meridka nie jęczy gdy jeździ, ale część przełożeń nie działa…tym to już się będę przejmować w Changchun.

P1030377 (Copy)

Po tym wszystkim pojechaliśmy do siódemki  w której zmienił się dach oraz sąsiedzi się trochę rozbudowali. Strażnicy przywitali mnie, rzecz jasna, z uśmiechem, a mi nie pozostało nic innego jak go odwzajemnić. Shawn powiedział że chciałby zobaczyć nową szkołę, więc pojechaliśmy.

P1030369 (Copy)

Z daleka pomachał nam mój starszy brat, więc podszedłem do Niego, porozmawialiśmy trochę sami, trochę przy pomocy Shawna. Zrobił sobie zdjęcie ze mną i wziął numer teleonu. Shawn pytał się czy możemy wejść, okazało się że na ten sam pomysł wpadł prezydent Xuzhou. Na nasze szczęście wyjeżdżał gdy my przyjechaliśmy. Mimo wszystko musiałem wyciągnąć certyfikat eksperta i dopiero po spisaniu danych mogliśmy wejść. Cały czas towarzyszył nam wicedyrektor i starszy brat. Trzy tysiące uczniów, szkoła z zajęciami po angielsku, kilkunastu obcokrajowców i to wszystko w takim malutkim Jiawang. Nie wiem czy to się uda, ale z całego serca życzę powodzenia.
Widziałem zdjęcia klas i jestem pod wrażeniem bo są inne, prostokątne, są biurka, ławki dwuosobowe i wszystko wygląda na wygodne.

P1030391 (Copy)

Pożegnałem się ze starszym bratem i pojechaliśmy na odgrzewany obiad, czyli wczorajszą kolację.

Autobus

Jiawang to mój chiński heimat, gdzie znam większość budynków, sklepów, drogi mogę przemierzać z zamkniętymi oczami i czuję się tu wspaniale. Jednak wszędzie są ludzie dobrzy i ludzie niezbyt dobrzy. Rolę tych drugich przyjęli kierowcy autobusów którzy nie chcieli wziąć meridki zasłaniając się przepisami. Shawn próbował z nimi rozmawiać, ja próbowałem rozmawiać, ale pozostawali niewzruszeni. Gdy po dwudziestu minutach zrezygnowani ruszyliśmy szukać taksówki albo prywatnego autobusu, Shawn zapytał kierowcę z nadjeżdżającej dwudziestki piątki, który spojrzał, ocenił i powiedział że trzeba będzie dopłacić dziesięć RMB. Wszystko legalnie, meridka dostała bilety, my dostaliśmy bilety i dojechaliśmy do Xuzhou chociaż kierowca nie miał zbyt zadowolonej miny gdy wysiadaliśmy. A mimo to, zabrał nas.

Xuzhou

P1030415 (Copy)

Najpierw musiałem Shawna przekonać żebyśmy oddali rower na stację. Zajęło mi to parę minut, ale w końcu skapitulował i oddaliśmy rower. Wypełniony jeden papierek, jedna nalepka i już. Meridka jedzie pociągiem na drugi koniec Chin. Co prawda jako odbiorca wpisane jest moje chińskie imię którego nie używam w ogóle, ale mam papier, więc powinno być dobrze. Wysyłka kosztowała co prawda 60 RMB, ale to mały wydatek. Zadzwonią do mnie gdy w końcu dotrze do Changchun, bo nie każdy pociąg ma wagon towarowy. Gdy w końcu dotrze to trzeba będzie się nią zająć. Byleby tylko nie zrobiło się od razu zimno.

A potem ruszyliśmy z Shawnem do księgarni gdzie doradzałem Mu jakie książki kupić. Nie zabrakło książek Orwerlla co uznałem że fantastyczne bo chociaż państwo internet kontroluje to książek nie pali. A żeby jakoś Mu wynagrodzić te autobusowe męczarnie podarowałem Shawnowi Małego księcia. Niech wie że dorośli są wyjątkowo dziwni i nie ma się co spieszyć by być jednym z nich.

I się pożegnaliśmy. Strasznie to dla mnie smutne, ale o wiele mniej niż trzy miesiące temu, może dlatego że teraz to tylko dwa tysiące kilometrów a nie osiem i Shawn obiecał że po gao kao przyjedzie do Changchun mnie odwiedzić. Mam nadzieję że faktycznie przyjedzie i będę mógł się chociaż odrobinę zrewanżować, bo na sto procent Jego ciotka musiała się nakombinować z tą policją (ciotka pracuje w hotelu).

Czekając na pociąg zadzwonił starszy brat i zaprosił na obiad, a potem wysłał smsa żebym zadzwonił gdy będę w Jiawang. Taki mój mały heimat pełen fajnych ludzi

A jutro ruszam dalej. Tym razem w miejsce nieznane dla mnie wiec przeczytacie o nim we wtorek.

Gaokao

Czyli narodowy egzamin wstępny do edukacji wyższej to w ogromnym uproszczeniu chiński odpowiednik polskiej matury.
Historia
Wszystko zaczęło się gdy w Chinach wprowadzono ‘współczesną’ edukację trzeciego stopnia, czyli w 1952. Od 1958 egzamin ten był modyfikowany przez ‘Wielki Skok Naprzód’. Bardzo szybko zastąpiona zunifikowaną rekrutację rekrutacją wewnętrzną przez ośrodki edukacyjne, dodajmy do tego coraz większą kontrolę uczniów i cenzurę a mamy prosty środek na wzrost niepokoju społecznego. Od 1962 zaczęły oburzać się, krzywdzone w procesie rekrutacji, klasy robotnicze. W lipcu 1962 egzamin został oficjalnie anulowany i zastąpiony polityką promowania robotników, rolników i żołnierzy.


Rodzice czekający na dzieciaki.
Na początku lat 70-ych Mao Zedong zrozumiał że walka o władzę w kraju odbija się zarówno na nim, jak i na kraju więc postanowił kontynuować reformowanie uniwersytetów. Tym razem zaczęto wybierać studentów w oparciu o koneksje polityczne i pochodzenie, a nie na podstawie wyników w szkole. Trwało to aż do końca śmierci Mao w 1976 roku. Pod koniec roku 1977 Deng Xiaoping wznowił działanie egzaminu i od tej daty możemy mówić o gao kao.
Ten pierwszy egzamin znosił ograniczenia wiekowe oraz jakiekolwiek oficjalne wymagania co do dotychczasowej edukacji. Jak nietrudno się domyślić wywołało to prawdziwą lawinę zgłoszeń. Najmłodsi mieli lat kilkanaście, a najstarsi dobiegali czterdziestki. Łącznie do egzaminu przystąpiło 5,7 miliona ludzi. Chociaż ministerstwo edukacji kazało przyjąć dodatkowo 63 tysiące studentów to 272971 studentów było najniższą, procentowo, ilością przyjętych w historii Chińskiej Republiki Ludowej.
Na tym można by poprzestać, ale reformom nie było końca, wiele prowincji przygotowuje sobie egzamin samodzielnie, podobnie jak Szanghaj czy Pekin.


Tutaj egzaminów nie przewożą kurierzy a wojsko.

I chociaż przyjmuje się teraz więcej niż 5% podchodzących do egzaminu, bo aż 40%, to i tak ilość miejsc jest nieporównywalnie mniejsza od ilości chętnych dlatego też egzamin ten jest obarczony ogromną presją.
Ciekawostka
W 1970 roku mniej niż 1% chińczyków miało wyższe wykształcenie, a na studia przyjmowano mniej niż 0,1% populacji. W latach 70-ych około 70% studentów dostało się na uniwersytet dzięki wsparciu politycznemu.


Koniec nauki – koniec książek. Tutaj się ich nie odspzedaje.

Jak to wygląda?
Zacznijmy od tego że egzamin nie jest jednolity (wyobrażacie to sobie? W takim małym czterdziestomilionowym kraju jest olbrzymi burdel przy maturach, a co dopiero tutaj…), jest oceniany różnie w różnych prowincjach, a nawet w nich wiele zależy od miejsca. Przeprowadza się go najczęściej pod koniec drugiego semestru i trwa trzy dni.
Czasami uczniowie tworzą listę uniwersytetów które ich interesują tuż przed egzaminem, czasem po egzaminie, a czasem dopiero po poznaniu wyników (to się nazywa konkretna informacja). Mogą sobie podzielić unwiersytety według preferencji: first minute, najważniejsze, zwykłe , techiczne i masa innych, i wybrać sobie 4-6 kierunków. Przykładowo w Szanghaju uczniowie podawali listę preferowanych uniwersytetów w kategoriach: first minute, najważniejsze i zwykłe przed egzaminem, ale resztę dopiero po poznaniu wyników.
Obowiązkowe przedmioty to:
– Chiński
– Matematyka
– Język obcy (najczęściej angielski, ale zdarza się też japoński, rosyjski i francuski)
Dodatkowo można zdawać:
– Fizykę
– Chemię
– Biologię
– Historię
– Geografię
– Nauki polityczne
Kandydaci wybierają przedmioty dodatkowe w zależności od preferowanego kierunku.
Każda prowincja ma swoje zasady, jednak istnieje kilka zasad ogólnokrajowych:
– Przestrzegać konstytucji oraz praw Chińskiej Republiki Ludowej
– Mieć dyplom ukończenia szkoły średniej, lub odpowednik
– Być dobrego zdrowia
– Przeczytać i przestrzegać zasad podchodzenia do egzaminu oraz studiowania
– W przypadku akademii wojskowych i policyjnych w przypadku specjalności języki obce nie można mieć więcej niż lat 20 i trzeba być stanu wolnego, w przypadku akademii policyjnych podobnie ale można mieć lat 22.
– W przypadku uczniów z Shao Nian Ban (największych chińskich bystrzaków) szkoła musi ich wybrać, wysłać certyfikaty do akceptacji, poinformować o wymaganiach i przedstawić sytuację komisji, która rozpatruję wszystkie sprawy indywidualnie. Uczniowie z Shao Nian Ban muszą stanowić bardzo mały procent wszystkich podchodzących do egzaminu. Muszą mieć bardzo wysokie IQ, świetne oceny, oraz musieli być w trzeciej klasie szkoły średniej gdy mieli mniej niż 15 lat lub mniej.

A tym z kolei mówimy ‘zai jian’:
– obecni studenci
– uczniowie którzy nie mają ukończyć szkoły średniej w tym roku podszywający się pod kogoś kto ma ukończyć
– uczniowie nie posiadający kompletu dokumentów
– więźniowie, lub osoby które złamały prawo karne Chińskiej Republiki ludowej


To traktujmy w ramach anegdoty. Bo o ile to drugie zadanie jest prawdziwe tak pierwsze może być wyjęte z kontekstu.

Szkoły artystyczne, policyjne, wojskowe i sportowe mają dodatkowe egzaminy.
Gaokao jest jedynym egzaminem dającym możliwość studiowania. Słaby wynik gwarantuje brak studiów w tym roku.
Systemy
3+X – czyli 3 podstawowe plus kilka wybranych z dodatkowych. Łącznie uzyskujemy 750 punktów 150 z każdego obowiązkowego i po 100 z dodatkowych.
3+2 – czyli 3 podstawowe plus dwa dodatkowe
4+X – czyli 4 obowiązkowe . 3 wiadomo jakie plus egzamin z przedmiotów ścisłych dla chcących studiować kierunki ścisłe lub coś artystycznego dla ‘artystów. Plus coś dodatkowego. Egzamin ten działał w prowincji Guangdong ale już się od niego odchodzi.
3+1+X – czyli 3 obowiązkowe za 150 każdy + 1 z listy dodatkowych także za 150, ale wynik ten nie jest brany pod uwagę w przypadku szkół zawodowych i technicznych. I X dodatkowych.
3+2+X – czyli 3 obowiązkowe + 2 z listy dodatkowych, ale oceniane są po ‘amerykańsku’ czyli A+,A itd., oraz X czyli ogólny egzamin z przedmiotów ścisłych lub humanistycznych zależnie od tego co chce się studiować. Stosowany w Jiangsu, czyli ‘u mnie’.
3+X+1 – czyli 3 obowiązkowe plus X, czyli jeden z dwóch egzaminów ogólnych z przedmiotów ścisłych lub humanistycznych i 1 czyli egzamin z umiejętności potrzebnych w życiu codziennym. Stosowany w Shandong od 2007 roku.
Ale to jest ble!
Korpucja
Zdarza się że egzamin wycieknie, że się kogoś przekupi, więc ble.
Égalité!
Nie oszukujmy się, nie ma równości w społeczeństwie, niektóre regiony są rozwinięte bardziej, inne mniej, niektórzy ludzie są bogatsi niż inni. Dlatego też rządy każdej z prowincji muszą zwiększać nakłady na edukację by zmniejszyć niechęć do egzaminu.
Ale o co chodzi?
Uniwersytety ustalają liczbę uczniów których mogą przyjąć z danej prowincji. Wiadomo że najwięcej przyjmą z tej w której się znajdują. A że niektóre prowincje są bogatsze i mają lepsze uniwersytety to ludzie się oburzają. Jest też coś innego. Taka prowincja Henan ma mniejszą liczbę dostępnych miejsc na uniwersytetach niż Pekin. Dlatego też uczeń w prowincji Henan musi pracować ciężej niż ten w Pekinie by dostać się w ogóle gdziekolwiek, nie wspominając o dobrym uniwersytecie.
Przykład: uniwersytet Pekiński chce przyjąć 1800 uczniów na kierunki ścisłe z Pekinu (o miejsca stara się 80000), a 38 z prowincji Shandong (o co stara się 660000 uczniów). Jednakże wygląda to trochę inaczej w przypadku gorzej rozwiniętych prowincji jak Tybet czy Xinjiang z których uczniowie traktowani są preferencyjnie.
Czyli ble!


A tych potraktujemy inaczej!
Czyli kto ma łatwiejszą drogę. Uczniowie pochodzący z mniejszości narodowych, osoby z zagranicy, osoby z Tajwanu, dzieci ofiar wojny. Dodatkowe punkty dostają także osoby osiągające dobre wyniki na olimpiadach naukowych i innych konkursach, a także wyróżniające się ‘politycznie lub moralnie’.
No i rzecz jasna niektóre rodziny to wykorzystują. Emigrują do innych krajów, przekupują oficjeli by zostali wpisani na listę mniejszości, podrabiają nagrody i tak dalej.
TO JEST PRESJA!
Do egzaminu można podejść tylko raz do roku. Cała nauka sprowadza się do wkuwania ogromnych ilości materiału i niekończących się egzaminach, oraz pisaniu tak by wpasować się w klucz.
Mówi się że to najbardziej stresogenny egzamin na świecie. Może i tak, więc kilka anegdotek:
– lekarze przepisują dziewczynom tabletki antykoncepcyjne by przypadkiem im okres nie przeszkadzał w egzaminie
– w niektórych miejscach wprowadza się ciszę nocną by uczniowie mogli się w spokoju wyspać przed egzaminem
– jeden dzień z życia kogoś takiego:
co wieczór o 10:15 mama czeka niecierpliwie przy drzwiach, córka nerwowo naciska klakson i obojętnie jak szybko mama otworzy drzwi córka jest niezadowolona bo straciła kilka sekund. W domu czeka na nią miska z gorącą wodą i jest to jedynych kilka minut odpoczynku od nauki, bo zaraz potem mama wręcza jej książkę i każe iść do łóżka. A kiedy idzie spać? Różnie, czasem po północy, częściej około 2-3. Pobudka o 6:30, poranna nauka, śniadanie i do szkoły
– jesteś chory i chcesz się uczyć? Spoko, szkoła podrzuci Ci do klasy kroplówkę dożylną, tak jak tutaj


– przykład z życia siódmego ogólniaka w Xuzhou – dla 60 uczniów podchodzących do gaokao w roku 2013 pozostałych 2500 uczniów musi wybyć ze szkoły zupełnie. Na 3 dni.