Miesiąc: listopad 2014
Opowiedz coś o sobie
To że jestem taką dużą małpką do zabawiania to wiecie. Wiecie również że ta rola średnio mi tu pasuje, ponieważ zatrudniłem się tu by pracować, a nie by zabawiać. Tak naprawdę to zatrudniłem się tu bo chciałem mieć blisko do June, a ambicja zawodowa była gdzieś z boku, ale cii…o tym wiemy tylko my.
Znaczy, jest lepiej niż było w Changchun, ale dla mnie to ciągle za mało, ja chcę poważnej szkoły o poważnym podejściu. Wiem ze o coś takiego jest trudno, ale się nie poddam. A jeżeli zdecyduję się na bycie zabawiaczem to będzie to mój własny wybór. Na razie wybrałem bycie poważnym nauczycielem, chociaż bardziej poważnym, ale o tym przy innej okazji.
Pytam dzisiaj studentów, już po raz ostatni z okazji egzaminu śród semestralnego, a jedno z pytań dotyczy hobby i taki oto dialog się wywiązał:
– Ee…lubię grać w gry, ale już to mówiłem dwa tygodnie temu.
– No tak, ale to jest test, więc wszystko sprawdzamy.
– (…)
– Ale wiesz co, ja w ogóle to angielskiego nie lubię. Mógłbyś nam coś w czasie zajęć opowiedzieć o sobie.
– No mógłbym, ale nie jestem tu po to by opowiadać o sobie, a po to by Was uczyć.
– Ale ja angielskiego nie lubię.
– Ale sam w tej grupie nie jesteś.
Nie lubię takich zajęć skupionych na nauczycielu. Z mojego doświadczenia wynika że tylko niewielu nauczycieli/wykładowców potrafi udźwignąć ciężar zainteresowania większości grupy. Reszta po prostu prowadziła nudne zajęcia.
Jako przybysz z innego kraju mam zadanie bardzo ułatwione bo cokolwiek będę mówić będzie ciekawe. Rzecz polega na tym, że jeżeli będę mówić cokolwiek to zrozumie mnie może 5% grupy i nie przyczynię się w żaden sposób do realizacji planu jaki sobie założyłem na ten semestr.
Trzymając się książki zrealizuję plan, nauczę paręnaście osób kilku przydatnych rzeczy i będę miał lepsze samopoczucie.
English corner
Ostatnie dwa tygodnie dały mi trochę do myślenia. Dotarło do mnie że chociaż ten English corner jest mi strasznie nie na rękę, to moja niechęć do uczęszczania tam jest bardziej związana z jakimś takim śród tygodniowym zmęczeniem, a nie niechęcią do studentów.
Chociaż, co bardziej prawdopodobne, przez ostatnie dwa tygodnie miałem naprawdę fajne towarzystwo pytające nie tylko pierdółkowate sprawy o które pytają wszyscy, ale też o rzeczy ciekawe, które zmusiły mnie do myślenia, lub o których chciałem mówić i może właśnie dlatego mam teraz takie pozytywne konotacje ze środowym wieczorem.
Tydzień temu usłyszałem takie pytanie, podobno standardowo zadawane chłopakowi w pewnym punkcie, przez dziewczynę:
– Twoja mama i ja topimy się. Którą z nas uratujesz?
Nie dość że musisz mieć mieszkanie, dobrą pracę, najlepiej jeszcze samochód, to jeszcze musisz takie testy przechodzić. Nie zazdroszczę chłopakom z Chin. Ani trochę.
Za to w tym tygodniu usłyszałem kilka, w tym jedno takie które mnie zaskoczyło:
– Jesteś taki szczęśliwy, co robisz by być szczęśliwym?
I to mnie tak trochę zbiło z tropu, bo nie zastanawiałem się nad tym. W sensie nad tym czy jestem szczęśliwy, ale widać jestem.
Wydaje mi się że każdy ma jakiś inny sposób na bycie szczęśliwym człowiekiem. Dla niektórych będzie to poświęcenie się swojej pasji.
Mam teraz w głowie takie dwa stwierdzenia o pasji, które usłyszałem niedawno.
Nie każdy ma na tyle szczęścia w życiu by znaleźć swoją pasję w życiu, taką której może się poświęcić, ale może dla Nich kluczem nie jest jej znalezienie, a ciągłe szukanie, rozwijanie się.
Ludzie nie mają już żadnej pasji, są zbyt zajęci patrzeniem w swoje telefony.
To drugie odnosiło się do fanów pewnego angielskiego klubu piłkarskiego którzy nie byli dość głośni w czasie meczu. Trochę prawdy w tym jest, ale…świat zawsze był pełen rzeczy przykuwających uwagę i zawsze ciężko było znaleźć kogoś z prawdziwą pasją.
Perspektywa
Idąc na zajęcia trafiłem na jednego z nauczycieli pracującego tu już kilka dobrych lat. Kilka dobrych lat oznacza bodajże pięć, z roczną przerwę na pracę w Guandong w jednym z lepszych uniwersytetów w Chinach. Innymi słowy doświadczeniem bije mnie na głowę, a że dodatkowo mówi sensownie (a to jednak nie jest zbyt często spotykane) to lubię z Nim sobie porozmawiać.
A że mamy okres egzaminów śródsemestralnych (po których zostaje jeszcze sześć tygodni i pora na egzaminy semestralne) to oczywiście rozmawialiśmy o studentach.
– Mam dla Ciebie jedną radę, rób wszystko by nie prowadzić zajęć z pisania. Nie dość że nie masz takiej więzi jak ze studentami w czasie zajęć z oral English to jeszcze Oni ściągają na potęgę.
Sprawdzając wypracowania z zeszłego tygodnia zauważyłem że połowa z Nich ściągała, a w czasie sprawdzianu myślałem że mam Ich wszystkich pod kontrolą.
– No cóż, studenci zawsze będą przynajmniej o pół kroku przed nami. Nawet przede mną, a przecież ja sam ledwo parę lat temu skończyłem studia!
Wtedy właśnie przypomniało mi się coś czym postanowiłem się podzielić.
– Wyobraź sobie, że Oni potrafią do mnie przyjść na sprawdzian z notatkami i szukać w nich odpowiedzi. Że nie wspomnę o tym że robią to samo z książką. Siedzę nie więcej niż metr od Nich, a Oni otwarcie czytają prosto z notatek, lub książki. A to nawet nie jest najgorsze, czasem czytają coś co w ogóle nie ma związku z pytaniem jakie zadałem!
– Hahaha, próbują Cię sprawdzić, zobaczyć co mogą zrobić a czego nie mogą.
– No tak, wiem, ale z notatek gdy ja to wszystko widzę? Przecież to nawet nie jest podstawówka.
– Wiesz, przynajmniej mają notatki.
I tutaj najpierw się zaśmiałem, bo to prawda przynajmniej mają notatki, co w żaden sposób nie niweluje tego że ściągają, ale…no właśnie…przygotowali się i mają notatki.
W Changchun by to w zupełności wystarczyło, tam dostawali pytania zawczasu i mieli możliwość się do nich przygotować.
Tyle że to już nie jest Changchun, tutaj angielski jest ociupinkę ważniejszy.
Chociaż i tak jest we mnie trochę dumy bo mają notatki.
Dlaczego tylko siedem?!
Czasem studenci są niezadowoleni ze swoich ocen.
Zasadniczo nie ma różnicy między Polską a Chinami jeżeli chodzi o to kto obarczany jest winą za nie dość dobre oceny. I tu i tu większość studentów uważa że to Oni się nie przyłożyli wystarczająco do nauki co zaowocowało taką a nie inną oceną.
Jest jednak pewna mniejszość która za skarby świata nie potrafi zrozumieć dlaczego to właśnie Oni dostali taką niską ocenę! W Chinach są to w większości dziewczyny.
Z reguły także te które najpierw powiedzą you’re so handsome!
Dzisiaj po zakończeniu sprawdzianów w jednej z klas usłyszałem pytanie od jednej ze studentek:
– Dlaczego tylko siedem?
Spojrzałem na Nią z niedowierzaniem. Takim prawdziwym, przenikającym kultury, takim który każdy zrozumie. Gdybym miał trochę gorszą kontrolę nad sobą pacnąłbym się w czoło i spojrzał w stylu no coś Ty kobieto powiedziała, weź się opamiętaj. (Nie)stety jestem nauczycielem od tylu lat że w sali biorą górę inne nawyki.
– Poradziłaś sobie bardzo dobrze z dwoma pierwszymi zadaniami. Bardzo ładnie przeczytałaś zdania, przedstawiłaś się, opowiedziałaś o sobie i jestem z tego bardzo zadowolony bo pokazałaś że tę część masz opanowaną. Natomiast gdy poprosiłem o podanie lokalizacji budynku pomyliłaś strukturę zdania. Zamiast powiedzieć A is next to B, powiedziałaś A B next to, czyli skopiowałaś strukturę z chińskiego, więc tej części nie opanowałaś. I tak dałem Ci za to część punktów bo znałaś słowo next to. Zadanie czwarte zrobiła za Ciebie ta oto koleżanka, która teraz Ci to wszystko tłumaczy, a która nawet nie jest studentką tej grupy i której nie powinienem tu wpuścić. Mimo to i tak dostałaś za to część punktów bo może jednak coś z tego zapamiętasz.
A z ust studentki słychać było tylko 什么意思? Czyli o co chodzi?
– No i między innymi za to nie powinnaś dostać tych siedmiu punktów, ale jestem bardzo miły dzisiaj i wierzę że się podciągniesz.
Po czym odeszła naburmuszona.
Jestem wyrozumiały, nawet bardzo, ale do tego stopnia na głowę wejść sobie nie dam. Nie tutaj.
Przy okazji, jestem bardzo zadowolony z tego jak Jej odpowiedziałem bo zrobiłem to wręcz książkowo. Najpierw wytłumaczyłem z czym sobie poradziła i pochwaliłem Ją za to, a potem powiedziałem co zrobiła źle i mogłaby poprawić. Gdyby była na innym poziomie mógłbym podsunąć Jej poprawną odpowiedź zadając pytanie z nią, ale tuta obawiałem się że tego nie zrozumie.
Zero
W porcji dzisiejszych słówek było lingxia czyli poniżej zera. Wygląda to o tak零下. Pierwszy znak oznacza zero, a drugi poniżej. Tak oto mamy mniej niż zero. Oczywiście stosuje się to by powiedzieć jaka jest temperatura na dworze.
Pisałem to zero i dotarło do mnie że chyba nigdy na to nie zwróciłem Waszej uwagi, a moją uwagę zwróciło to wielokrotnie, dlatego też zdecydowałem się podzielić.
Na świecie mamy kilka systemów zapisu liczb. Ten stosowany przez nas, popularnie nazywany arabskim chociaż poprawnie to indyjski, jest najbardziej popularny i akceptowany na całym świecie. To w ogóle zdumiewające że zgodziliśmy się stosować ten sam system zapisu, a języków ciągle mamy na pęczki. Dobrze że z tymi numerkami nie jest jak z systemem metrycznym, bo dopiero mielibyśmy problemy.
Jedną z cyfr jest powszechnie znane i lubiane zero, wygląda ono o tak 0. Każdy z nas widział zero wielokrotnie, każdy z nas je akceptuje i nie ma problemu z odczytaniem.
Chiński system liczbowy wygląda o tak: 一二 三西五六七八九 十 百千万亿, czyli 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 100 1000 10000 100000000.
11 to 十一, czyli 10 i 1.
2222 zapisane jako rok to 二二二二, jako numer to 二千二百二十二.
Czyli nic skomplikowanego, sami przyznacie.
Ciekawostka, jak dla mnie, zaczyna się gdy pojawia się zero. A pojawia się, bo z jakiegoś powodu Chińczycy lubują się w stawianiu tablic pamiątkowych na mostach. To jakaś mania by stawiać kamień z datą oddania mostu do użytku.
I tak możemy mieć przykładowo 一九九九, czyli 1999. I nie ma problemu. Wszystko zapisane tak że trzeba znać chiński zapis cyfr.
A teraz spójrzmy na to jak zapisuje się rok 2012: 二〇一二.
Skąd ta zmiana? Dlaczego zero zapisuje się w systemie arabskim podczas gdy wszystkie inne cyfry zapisuje się w systemie chińskim?
Z prostej przyczyny. By napisać zero, trzeba zrobić trzynaście pociągnięć pędzlem. Trzynaście!
Drugie w kolejności ilości pociągnięć, czyli trudności, jest sto, do napisania którego potrzeba aż sześciu pociągnięć.
Dlatego też nie ma nic dziwnego w tym że nikomu nie chce się tych trzynastu pociągnięć robić, skoro można zrobić jedno które w dodatku wyjdzie taniej. Ot praktyczne podejście.
Wielkie litery
O tym że podczas mojego pierwszego roku tutaj zaskoczyło mnie wiele rzeczy nie muszę nikomu przypominać. Właściwie to możemy te rzeczy podzielić na trzy kategorie: te które mnie już nie zaskakują, te które mnie nie przestają zaskakiwać i te które wydawały się być szczególne dla Jiawang.
Do tej ostatniej kategorii należał smażony na głębokim oleju bób. Należą do nich dalej restauracje bez menu tuż pod blokiem, bo tutaj takich nie uświadczyłem. Ba, nie tylko tutaj, ale nigdzie w Chinach tego nie widziałem, a przecież trochę już w tym kraju jestem i jakiś tam jego kawałek odwiedziłem.
Jedną z takich rzeczy o których zapomniałem jest to że chińscy uczniowie mają okropne problemy z odczytywaniem wielkich liter. Powiedziała mi o tym kiedyś Lydia. Powiedziała bo moje pismo dwa lata temu było paskudne i wszystko starałem się pisać wielkimi literami. A uczniowie nie potrafili tego odczytać.
Potem Wang Qie napisała mi dwa listy, jeden z wielkich liter, a drugi normalnie.
A ja postanowiłem wyjść uczniom naprzeciw i zacząłem pisać normalnie. Zmieniłem też sposób pisania jedynki (musiałem zrezygnować z daszka), czwórki (od teraz ma dziurę na głowie) i siódemki (już nie jest przekreślona). Wszystko po to by było Im łatwiej.
Piszę o tym, bo ostatnie kilka dni przypomniały mi o tym fakcie. O ile mogłem zrozumieć problemy piętnastolatków, tak w przypadku studentów roku trzeciego jest to już dziwne, ale skoro problem istnieje to należy być wyrozumiałym.
Problem nie wyniknął z mojej winy, a z winy książki z której korzystamy. Po raz pierwszy zauważyłem że studenci przepisują sobie nazwy napisane wielkimi literami. Robią pod nimi adnotacje zapisując wszystko małymi.
Trafiłem kiedyś na artykuł mówiący że teksty pisane jedynie przy użyciu wielkich liter czyta się znacznie wolniej. Nie mam pojęcia, sam tego nie odczuwam, ale widzę że moi uczniowie i studenci naprawdę mają z tym problem. Nawet nie chodzi o szybkość, ale o fakt że idzie Im to jak po grudzie. A wydawałoby się że to przecież tylko wielkie litery…
Feedback
Niestety nie mam w Polsce ładnie brzmiącego odpowiednika do słowa feedback¸a moim zdaniem komentarz nie oddaje tego co chcę powiedzieć. Komentarz jest za prosty jak dla mnie. Feedback to owszem komentarz związany z tym co ktoś powiedział, coś zrobił, taka odpowiedź na to, udzielenie informacji na temat wypowiedzi. Coś co kryje się pod pytaniem co o tym myślisz?
Jest to coś co każdy nauczyciel powinien mieć obcykane. Każdy uczeń powinien być na bieżąco informowany o swoich postępach, powinien wiedzieć co robi dobrze, a co powinien jeszcze poprawić. Feedback to coś znacznie więcej niż rozpisanie ile punktów zdobyłeś na sprawdzanie i ich podliczenie, to wyjaśnienie dlaczego dostałeś tyle, co zrobiłeś dobrze a czego powinieneś się jeszcze douczyć.
Tyle teorii bo w praktyce kto ma na to czas? Na pewno nie ludzie sprawdzający kilkadziesiąt prac pisemnych. Poza tym…no bądźmy szczerzy, po co uczniowi wiedza o tym że musi się douczyć jeszcze czegoś z przedmiotu który jest dla niego kompletnie nieprzydatny, jest typową zapchaj dziurą i uczył się tylko po to by zaliczyć sprawdzian?
Moim zdaniem takie właśnie myślenie sprawia że wielu nauczycieli zapomina o udzieleniu uczniom komentarzy na temat Ich pracy. Jestem pierwszy do przyznania się że w Changchun nie udzielałem ich nikomu kto o nie nie prosił. Nie czułem takiej potrzeby.
Nie potrafię przypomnieć sobie by ktoś udzielał mi wskazówek w czasie mojej edukacji odnośnie tego co powinienem jeszcze doczytać, a co już opanowałem i przyznam uczciwie że gdyby ktoś poświęcił temu trochę więcej czasu to może byłbym lepszym uczniem. Tyle że tak jak mówię, kto ma czas na to wszystko?
Ja mam, przynajmniej teraz. Dlatego też staram się studentom udzielać informacji na temat tego co już potrafią, a nad czym jeszcze muszą popracować. Może i czasem mnie nie rozumieją, ale uważam że te kilka dodatkowych minut spędzonych z nauczycielem pokazuje Im że nie są jedynie numerkami w dzienniku, że oceny nie biorą się z kosmosu i to Oni są za nie odpowiedzialni, oraz przede wszystkim że mi na Nich zależy.
Ja też nad jednym muszę popracować. Najpierw powiedzieć wszystkim że zdali i podać oceny, a potem dopiero opowiadać, bo dzisiaj dotarło do mnie że to jest ważniejsze od feedbacku.
Sprzątanie
Podobno mój obecny koledż, jest jedynym w Chinach (to na pewno gruuuba przesada bo mówią mi tak studenci, a Oni mają tendencję do przesadzania, zwłaszcza gdy mówią o czymś za czym nie przepadają i chcą pokazać jak bardzo cierpią, ale my mamy tyyyyyyyle do nauki) w którym to studenci sprzątają zarówno kampus jak i klasy.
To rozwiązuje zagadkę dręczącą większość z Was pod tytułem dlaczego w tych klasach jest tak brudno? No jest brudno bo od tego roku studenci nie mają już swoich klas, więc to studenci a nie nauczyciele muszą chodzić do klas. Z tego też powodu nikt nie poczuwa się do odpowiedzialności za sprzątanie.
W każdym budynku jest co najmniej dwóch panów zajmujących się…nie mam pojęcia czymś, z tego co wywnioskowałem zajmują się krzyczeniem na studentów gdy chcą korzystać z windy, chodzeniem po korytarzu i oglądaniem klas, oraz siedzeniem w kanciapie i patrzeniem w telewizor w którym widać obraz z kamer znajdujących się w każdej klasie.
W poniedziałek jeden z tych Panów przyszedł i nakrzyczał na studentów że jest w sali brudno i mają posprzątać. No tak jest brudno, ale nie posprzątali. Dość powiedzieć że tam nikt nie sprząta, ławki zawalone są chusteczkami, stoliki są zakurzone co doskonale widać pod światło, a tablice nigdy nie są ścierane, chyba że ktoś ma tam zajęcia i je zetrze.
W zeszłym tygodniu studenci poszli do administracji by zwrócić uwagę na brud w innej sali, ale nikt nie poczuł się do odpowiedzialności by coś z tym zrobić. Jak była brudna tak jest brudna.
Kampus jest czyszczony codziennie. Każdego poranka po ceremonii wciągnięcia flagi pierwszoroczniaki chodzą z miotłami, koszami i szufelkami. Zbierają liście, śmieci, przerzucają ziemię z jednej strony na drugą i strasznie mi przeszkadzają w bieganiu, ale trudno, jest to coś z czym muszę się pogodzić. Wolę przemykać między sprzątającymi pierwszoroczniakami niż przeciskać się przez rzesze studentów udających się na zajęcia, lub przeskakiwać przez kupki śmieci za akademikami.
Chyba rozumiem już dlaczego praktycznie wszędzie są postawione jakieś blokady w oknach uniemożliwiające otworzenie ich całkowicie. Bo tam gdzie tak nie jest aż roi się od syfu wyrzucanego przez okna. Począwszy od pustych kubków jednorazowych, poprzez resztki jedzenia, opakowania po jedzeniu, na butach skończywszy.
Testy
Największą zaletą testów ustnych jest dla mnie bezpośredni kontakt z uczniem. Pozwala mi on zadać jakieś dodatkowe pytania, tak na wypadek gdybym był niepewny co do Jego/Jej obecnego stanu wiedzy. Sprawdziany pisemne nie dają mi tego luksusu. O ile z pytań otwartych jeszcze coś można wywnioskować, o tyle z pytań zamkniętych nie da się już nic wyczarować.
Dlatego lubię testy ustne. Oczywiście nie sprawdzę nimi wszystkiego, do sprawdzania znajomości trudnych zagadnień gramatycznych nie nadają się w ogóle. Są również kiepskim rozwiązaniem w przypadku sprawdzania rozumienia tekstu słuchanego czy czytanego i generalnie to średnio można nimi sprawdzić dokładność językową, czyli to na czym zależy nam na wyższym poziomie biegłości.
Za to świetnie sprawdzają się w przypadku sprawdzania płynności, czy tego czy potrafimy przekazać wiadomość. Nawet jeżeli pomylimy wymowę, jeżeli pokićkają się nam struktury gramatyczne, to zawsze może nas uratować słownictwo. A nawet jeżeli nie znamy dokładnych słów to możemy sobie poradzić używając prostszych odpowiedników.
I to jest coś na co kładę największy nacisk. Owszem, dręczę czasem moich studentów wymową, ale osobiście czuję że z moimi brakami nie jestem najlepszą osobą do tego zadania, czasem zwrócę Im uwagę na jakieś błędy gramatyczne (raczej w przypadku tych prostszych, w przypadku których wiem że mnie zrozumieją, bo tłumaczenie tych trudniejszych jest bezcelowe z chociażby jednego powodu – użyją ją może ze dwa razy w życiu, a nawet z błędem zostaną zrozumiani), ale przede wszystkim chcę by znali jak najwięcej słów.
Wychodzę z założenia że na takim poziomie na jakim najważniejsze jest dla Nich słownictwo. Bo Oni wszyscy mówią tak samo i każdy nauczyciel z zagranicy może jak z rękawa sypać zdaniami które chińscy nauczyciele uwielbiają i wbijają tym ludziom od pierwszego dnia nauki. Dlatego każdą lekcję zaczynam od sprawdzenia zadania domowego , a potem od wprowadzenia nowego słownictwa.
A potem to słownictwo sprawdzam w czasie testów. I tutaj wychodzą już różne kwiatki. Czasem okazuje się że w stresie czegoś zapomnieli, zdarza się, że coś się Im pomyliło, podobnie, a czasem niestety że się nie nauczyli. Na razie jednak jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Do tej pory tylko jeden student zebrał mniej niż 60%, czyli jesteśmy na dobrej drodze do tego by wszyscy zaliczyli.






















































