PKND

Pierwsza zasada poruszania się po drodze – Patrz KURWA Na Drogę. Raz udało mi się ominąć dziewczynę która nagle się zatrzymała by napisać coś na komórce, ale gdy wracając do mieszkania koło zaczęło trzeć o krawężnik pozostało mi jedynie zeskoczyć z Meridki i w miarę dostojnie przekoziołkować przez prawy bark. Co należy zrobić niezwłocznie po koziołkowaniu? Wyłączyć Garmina, potem można się zastanawiać czy wszystko w porządku. Tym razem można było zadzwonić dzwoneczkiem  i powiedzieć że wszystko gra. Chociaż pierwsza połowa dzisiejszego rowerowania to jakaś tragedia, no ale czego oczekiwać skoro pojechałem z pełnym brzuchem. Dopiero po jakiejś godzinie się rozruszałem  W ogóle to miałem inne plany na dzisiaj, chciałem jechać dalej ale taka pogoda że cieszę się że w ogóle poszedłem.

No dobrze, mamy sobotę wielkanocną więc wypadałoby przynajmniej jakieś jajko zjeść. A że pod ręką miałem akurat te stuletnie w błocie i łupinami ryżu to postanowiłem się do niego dobrać. Trwało to dobrych kilka minut, ale w końcu usunąłem całą warstwę błota. I teraz wykażę się swoją ignorancją. Szukałem w internecie informacji o tym co mam zrobić z tym jajkiem gdy w końcu pobędę się błotnej skorupy, ale nigdzie nie potrafiłem doszukać się choćby wzmianki o tym. Także postanowiłem jajkiem zakręcić by sprawdzić czy jest ugotowane. Logicznie rzecz biorąc powinno być, ale w Chinach lepiej logikę wyłączyć i wszystko sprawdzać. Także zakręciłem i jajko kręciło się niczym płyta winylowa. Także mogłem zabrać się do otwieranie. Trzeba było trochę popukać, ale w końcu skorupka uległa. Obieranie trochę trwało, a potem trzeba było jeszcze usunąć tę białą część i już można było jeść. Wszyscy mówią żeby tym grzybopodobnym nalotem się nie przejmować, także się nim nie przejmowałem. Mam tylko jedną radę – jeżeli chcecie naprawdę docenić smak tego jajka starajcie się go nie wąchać. W przeciwnym wypadku może Was odrzucić, nawet jeżeli macie silny żołądek. Bo smaczne jest i spróbować warto, w dodatku wcale nie jest jakieś absurdalnie drogie.

 IMG_1882

IMG_1883

IMG_1884

IMG_1885

IMG_1886

IMG_1887

IMG_1888

IMG_1889

IMG_1890

CoTamSłychaćwChinach
Już ponad 28 godzin trwają poszukiwania górników kopalni złota która została zasypana przez osuwisko w Tybecie. Kopalnia znajduję się na poziomie 4600 metrów nad poziomem morza i część ekipy ratowniczej cierpi na chorobę wysokościową, w dodatku ziemia dalej się osuwa. Mówi się o 83 zasypanych górnikach.

Cztery lata temu w Chinach, 74-letni emerytowany nauczyciel rozpoczął swoją prywatną vendettę polegającą na rzucaniu cegłami w samochody przejeżdzające przez skrzyżowanie, niedaleko jego osiedla, na czerwonym świetle. Zmotywowała go do tego śmierć jego sąsiadki która została potrącona przez samochód rok temu. Panu ‘udało’ się uszkodzić 30 samochodów po czym policja go  powstrzymała, jednak nie został o nic oskarżony.

IMG_1905
Piwo z browaru Harbin, założonego przez rosjanina pochodzącego z Warszawy.

Piątek, piątek, weekendu początek

Dzisiejsza owsianka zasłużyła na zdjęcie bo została wzbogacona o miód! Smaku nie zmieniło, ale co tam, jest miód to trzeba korzystać.

Takie dziwne stworzenie przywitało mnie w szkole, a jako gratis dorzucam zdjęcia stołów do ping-ponga. Zajęcia poszły szybko i sprawnie :)

To pora ruszać biegać, jeszcze przed wyjściem zobaczyłem, że dziwactwa budowlane i ‘w dupie mam bhp’ to nie tylko Polskie podejście.

Dwa kilometry dalej poczułem się jak w domu. Węgiel :) Nie mój, Śląski, ale czarne złoto wszędzie świeci tak samo. A parę metrów dalej poczułem się znowu jak w domu i zrobiło mi się miękko. Bo oto owczarek niemiecki. Aki na niego nawet by nie zwróciła uwagi bo taki jakiś wychudzony, ale też skory do zabawy.

Kukurydziany sezon jest w pełni bo rozsypują kukurydzę wszędzie, na drodze, na placach zabaw, na chodnikach, ciężko jest się przemieszczać. Czuć, po prostu czuć, że to od zawsze był teren rolniczy i dopiero od kilkunastu/dziesięciu lat to wszystko się zmienia. .

Po lewej stronie skrzyżowania – pustostany. Po prawej stronie – w większości pustostany.

Teraz patrząc na zdjęcia z satelity widzę, że są one bardzo stare i jak wiele się tutaj zmieniło przez te kilka lat. Tyle pól zniszczonych, tyle budynków postawionych. Wszystko w imię rozwoju Jiawang. Ciekawe jak tu będzie za lat kilkanaście. Bo pieniądze jakie tu są pompowane małe nie są. I dobrze, bo jak widać, tereny są przepiękne, a ludzie bardzo sympatyczni.

Co było widać chociażby w porze lunchu, gdy pojawiłem się jako jeden z pierwszych i Pani w stołówce po nałożeniu mi dwóch rzeczy chciała mi już podać tackę a ja twardo walczyłem o jeszcze i jeszcze! I wywalczyłem sobie paski czegoś co smakuje ziemniakowato, tofu, sałatę, paprykę, kiełki i coś co nie było mięsem. No i bułeczka. Standardowa cena w jedynce – 4 RMB. Wszyscy się patrzyli jak jadłem, nawet kucharz przyszedł, więc go pochwaliłem. Bo było za co. Niby stołówkowe żarcie, niby uczniowie narzekają, że drogo i niesmacznie, ale mi smakuje.

A jeszcze przed lunchem podszedł do mnie jeden z nauczycieli i zapytał się dlaczego na jednym z budynków jest napis ‘Let’s get ready to rumble’ i co on oznacza. To mu wyjaśniłem, że to hasło które jest wygłaszane przede wszystkim przed walkami różnej maści i w gruncie rzeczy oznacza, że należy się do tej jatki przygotować. To się zapytał dlaczego to jest w szkole, odrzekłem, że nie wiem, zaczął się śmiać, że kto ma wiedzieć skoro nie ja. A potem powiedział, że skoro to mówią przed walkami to tego być nie powinno.  Na tym dyskusja się zakończyła i ruszyliśmy każdy w swoją stronę. Vicki powiedziała mi, że o to samo pytał się ją wczoraj.

Po lunchu, dorzuciłem sobie jeszcze dwie bułki z tą zieleniną, podjechałem pod budynek pod blokiem, przed którym ludzie tańczą co rano, bo widziałem że coś tam się dzisiaj dzieje. Nie myliłem się, trafiłem na jakąś wystawę/konkurs bonsai/kamieni/korzeni, no każdy mógł znaleźć tam coś dla siebie, zwłaszcza że niektóre przedmioty/drzewa były świetne. Niektóre drzewka były mocno średnie, ale to pewnie tylko lokalny konkurs, więc poziom nie mógł być bardzo wysoki. Jedna z sędzin zaczęła ze mną rozmawiać po angielsku, pytała skąd jestem, a nawet skąd konkretnie w Polsce…oczywiście Katowice nic nikomu nie powiedziały, w każdym razie wyjaśniłem, że jestem nauczycielem angielskiego i jako jedyny biały w okolicy zostałem poproszony do udzielenia wywiadu. Telewizji. Tak, mamy w Jiawang własną telewizję. Wywiadu w sieci jeszcze nie ma, ale Xu (reporterka) obiecała że mi powie jak będzie. Jakby ktoś był niecierpliwy może sobie klikać F5 na stronie – http://www.cnjww.com/ i może w końcu trafi na wywiad ze mną.

Standardowo zostałem poproszony o pozowanie do zdjęć. Strasznie dużo chińczyków ma iPhone’y. Naprawdę strasznie dużo.

A potem zrobiłem zdjęcia rybkom pływającym pod budynkiem. I ponownie trafiłem na rudzielca pod blokiem. Koty w Chinach też reagują na kici kici i także są niemile widziane w stołówkach.

Jak pokazuje trzystapiątka do domu mam niecałe 7700 kilometrów, więc dobiec nie dobiegnę, ale może na rowerze…;)

W akademikach na balkonach wiszą ubrania.

A w stołówce na kolację: ziemniak, tofu, coś co smakuje jak ziemniak, mięso z czymś co przypomina wodorosty, oraz…owsianka z fasolą! Pyycha! Ponownie jedynka i tym razem 5 RMB, bo wziąłem owsiankę.

Na koniec zasłużone piwo. Piwo…2,5% więc w Polsce – bezalkoholowe.

Dzisiejsza trasa biegowa wyglądała o tak:

http://www.endomondo.com/workouts/rVkdgJcSG9A

I chociaż biegłem rano to tętno było paskudne. Średnie tempo niby nie jest wysokie, ale trzystapiątka rzadko kiedy pokazywała mniej niż 150. Za to prędkość przyzwoita i co najważniejsze – czułem się bardzo dobrze.