Piątek, piątek, weekendu początek

Dzisiejsza owsianka zasłużyła na zdjęcie bo została wzbogacona o miód! Smaku nie zmieniło, ale co tam, jest miód to trzeba korzystać.

Takie dziwne stworzenie przywitało mnie w szkole, a jako gratis dorzucam zdjęcia stołów do ping-ponga. Zajęcia poszły szybko i sprawnie :)

To pora ruszać biegać, jeszcze przed wyjściem zobaczyłem, że dziwactwa budowlane i ‘w dupie mam bhp’ to nie tylko Polskie podejście.

Dwa kilometry dalej poczułem się jak w domu. Węgiel :) Nie mój, Śląski, ale czarne złoto wszędzie świeci tak samo. A parę metrów dalej poczułem się znowu jak w domu i zrobiło mi się miękko. Bo oto owczarek niemiecki. Aki na niego nawet by nie zwróciła uwagi bo taki jakiś wychudzony, ale też skory do zabawy.

Kukurydziany sezon jest w pełni bo rozsypują kukurydzę wszędzie, na drodze, na placach zabaw, na chodnikach, ciężko jest się przemieszczać. Czuć, po prostu czuć, że to od zawsze był teren rolniczy i dopiero od kilkunastu/dziesięciu lat to wszystko się zmienia. .

Po lewej stronie skrzyżowania – pustostany. Po prawej stronie – w większości pustostany.

Teraz patrząc na zdjęcia z satelity widzę, że są one bardzo stare i jak wiele się tutaj zmieniło przez te kilka lat. Tyle pól zniszczonych, tyle budynków postawionych. Wszystko w imię rozwoju Jiawang. Ciekawe jak tu będzie za lat kilkanaście. Bo pieniądze jakie tu są pompowane małe nie są. I dobrze, bo jak widać, tereny są przepiękne, a ludzie bardzo sympatyczni.

Co było widać chociażby w porze lunchu, gdy pojawiłem się jako jeden z pierwszych i Pani w stołówce po nałożeniu mi dwóch rzeczy chciała mi już podać tackę a ja twardo walczyłem o jeszcze i jeszcze! I wywalczyłem sobie paski czegoś co smakuje ziemniakowato, tofu, sałatę, paprykę, kiełki i coś co nie było mięsem. No i bułeczka. Standardowa cena w jedynce – 4 RMB. Wszyscy się patrzyli jak jadłem, nawet kucharz przyszedł, więc go pochwaliłem. Bo było za co. Niby stołówkowe żarcie, niby uczniowie narzekają, że drogo i niesmacznie, ale mi smakuje.

A jeszcze przed lunchem podszedł do mnie jeden z nauczycieli i zapytał się dlaczego na jednym z budynków jest napis ‘Let’s get ready to rumble’ i co on oznacza. To mu wyjaśniłem, że to hasło które jest wygłaszane przede wszystkim przed walkami różnej maści i w gruncie rzeczy oznacza, że należy się do tej jatki przygotować. To się zapytał dlaczego to jest w szkole, odrzekłem, że nie wiem, zaczął się śmiać, że kto ma wiedzieć skoro nie ja. A potem powiedział, że skoro to mówią przed walkami to tego być nie powinno.  Na tym dyskusja się zakończyła i ruszyliśmy każdy w swoją stronę. Vicki powiedziała mi, że o to samo pytał się ją wczoraj.

Po lunchu, dorzuciłem sobie jeszcze dwie bułki z tą zieleniną, podjechałem pod budynek pod blokiem, przed którym ludzie tańczą co rano, bo widziałem że coś tam się dzisiaj dzieje. Nie myliłem się, trafiłem na jakąś wystawę/konkurs bonsai/kamieni/korzeni, no każdy mógł znaleźć tam coś dla siebie, zwłaszcza że niektóre przedmioty/drzewa były świetne. Niektóre drzewka były mocno średnie, ale to pewnie tylko lokalny konkurs, więc poziom nie mógł być bardzo wysoki. Jedna z sędzin zaczęła ze mną rozmawiać po angielsku, pytała skąd jestem, a nawet skąd konkretnie w Polsce…oczywiście Katowice nic nikomu nie powiedziały, w każdym razie wyjaśniłem, że jestem nauczycielem angielskiego i jako jedyny biały w okolicy zostałem poproszony do udzielenia wywiadu. Telewizji. Tak, mamy w Jiawang własną telewizję. Wywiadu w sieci jeszcze nie ma, ale Xu (reporterka) obiecała że mi powie jak będzie. Jakby ktoś był niecierpliwy może sobie klikać F5 na stronie – http://www.cnjww.com/ i może w końcu trafi na wywiad ze mną.

Standardowo zostałem poproszony o pozowanie do zdjęć. Strasznie dużo chińczyków ma iPhone’y. Naprawdę strasznie dużo.

A potem zrobiłem zdjęcia rybkom pływającym pod budynkiem. I ponownie trafiłem na rudzielca pod blokiem. Koty w Chinach też reagują na kici kici i także są niemile widziane w stołówkach.

Jak pokazuje trzystapiątka do domu mam niecałe 7700 kilometrów, więc dobiec nie dobiegnę, ale może na rowerze…;)

W akademikach na balkonach wiszą ubrania.

A w stołówce na kolację: ziemniak, tofu, coś co smakuje jak ziemniak, mięso z czymś co przypomina wodorosty, oraz…owsianka z fasolą! Pyycha! Ponownie jedynka i tym razem 5 RMB, bo wziąłem owsiankę.

Na koniec zasłużone piwo. Piwo…2,5% więc w Polsce – bezalkoholowe.

Dzisiejsza trasa biegowa wyglądała o tak:

http://www.endomondo.com/workouts/rVkdgJcSG9A

I chociaż biegłem rano to tętno było paskudne. Średnie tempo niby nie jest wysokie, ale trzystapiątka rzadko kiedy pokazywała mniej niż 150. Za to prędkość przyzwoita i co najważniejsze – czułem się bardzo dobrze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.