W Xuzhou po raz kolejny

Tym razem w planach było dojście do jeziora (co ja mam z tymi jeziorami), ale na miejscu dałem sobie spokój bo a) poszedłem kupić pamiątki i się spłukałem, b) cały dzień jestem zmęczony. Zrobiłem więc mały spacer i wróciłem.

Za to wykosztowałem się na najdroższy lunch do tej pory…28 RMB w fast foodzie chińskim. Strasznie drogo, chociaż smacznie.

Pochodziłem trochę wokół dworca, pokupowałem różnych specjałów i znowu spotkałem faceta, który chciał sprzedać iPhone’a. Nie wiem czy to ten sam facet i ten sam iPhone, ale stał w tym samym miejscu, więc podejrzewam, że tak.

Następnie, jak na białego przystało, odwiedziłem carrefoura i zakupiłem importowane masło orzechowe, żelki (ja nie mogę kupować żelków), fasolę (na wagę), słonecznik, kubek dla Wendy i sfermentowane mango (nigdy więcej).

O nowym nauczycielu wiem tyle, że nazywa się Miguel, pochodzi z francuskiej części Kanady i przykulał się tu z Kantonu. Teraz następuje pytanie, co oni mu powiedzieli, że przeniósł się do Jiawang. Zapytał się mnie ilu ludzi z zachodu jest w Jiawang :) Odpowiedź go nie zadowoliła.

Ach, zapomniałbym, ruszyłem wysyłać pocztówki. Pierwsza odwiedzona poczta nie miała, ale druga taka naprawdę duża miała i to nawet kilka. Zakupiłem dwie, dowiedziałem się,  że muszę dokupić znaczek i poszedłem do drugiego okienka. Tam sobie czekałem, czekałem, aż w końcu Pan kasjer powiedział że idzie do domu i mam sobie usiąść. Przyszedł drugi Pan kasjer i rozpoczęła się kłótnia bo chciał, żebym zapłacił, a ja przecież już zapłaciłem. Co się okazało po 10 minutach dyskusji i małego przestawienia? Wysyłka pocztą lotniczą jest droższa niż się spodziewała Pani od pocztówki. Droższa niż ja się spodziewałem Za wysłanie dwóch pocztówek miałbym 3 obiady w szkole…I teraz nie wiem, czy to jedzenie jest takie tanie czy poczta taka droga…

Dorwałem też kubek dla Wendy, ale na zdjęcia będziecie musieli poczekać.

Jutro zabawię się w przewodnika. Lidia wraca wieczorem i pewnie spotka Miguela dopiero w pracy.

Aaa…kolacja! Prawie, że Polska. Olej, kiełbasa i trochę fasoli. Wyszło bardzo swojsko, tylko brakowało cebuli :)

A dzisiejsza trasa wyglądała o tak:

http://www.endomondo.com/workouts/jgfLpEMFHVk

PS. Specjalnie dla Adama, toaleta publiczna po Chińsku. Ciekawostka: dziury mają zamykane drzwi, toaleta siedząca nie ma drzwi w ogóle.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.