Ludzie i inne stworzenia

dsc06293-copy

Nie wiem co jest takiego w koszykówce że Chińczyków niezależnie od wieku, ale coś jest.

dsc06296-copy

Poranny targ coraz skromniejszy – znak że nadchodzi zima.

dsc06302-copy

Chodzi jakby rządził na dzielni.

dsc06305-1-copy

Sprzątenie ulic to praca bez końca.

dsc06314-copy

Różowy plecak na brzuchu, dziecko na rowerze, telefon przy uchu, ulica za plecami.

Ludzie pracy i bez pracy

dsc06243-copy

Zima się zbliża więc pora ściąć uschnięte liście.

dsc06258-copy

Jest też pora by porozmawiać z sąsiadami.

dsc06262-copy

Czasem trzeba odpocząć.

dsc06264-copy

Lub zapozować do zdjęcia.

dsc06266-copy

A siedzieć można wszędzie.

W tym tygodniu ma odbyć się kontrola okolicy, więc dzisiaj nie było żadnych sprzedawców ulicznych, sklepy z wypiekami schowały stoły żeby chodnik powiększyć, odmalowano klatki schodowe, wymieniono kubły na śmieci, a do tego zakazano parkowania na chodnikach. Teraz dopiero widać jak tu wszystko by wyglądało gdyby ludzie przestrzegali wszystkich zasad.

Tydzień piętnasty

Dzisiaj przed Wami ściana tekstu, ale mam nadzieję że sobie poradzicie i nie będziecie mieli mi tego za złe.

Od przyszłego tygodnia zaczynają się egzaminy i to jest właściwie najważniejsze. Już się nie mogę tego doczekać bo chociaż może dla studentów nie jest to najprzyjemniejszy okres, ale za to dla mnie bez wątpienia tak.

Z pięcioma grupami będę musiał się pożegnać, właściwie to już się z nimi pożegnałem. Dwie z nich uczyłem przez rok, trzy przez pełne trzy semestry, ale w ogóle tego nie czuję. Chociaż fajnie jest pracować na takim uniwersytecie stojącym trochę wyżej w hierarchii to jednak czuć że jest się w nim gdzieś tak trochę z boku.

Jakoś w tych ‘gorszych’ szkołach miałem lepszy kontakt ze studentami, a tutaj nawet gdy chodziłem na ten English corner nie było czuć żadnej zażyłości. Nic.

Prawdę mówiąc to może jest w tym trochę mojej winy bo jednak te zajęcia tutaj prowadzę zupełnie inaczej, no ale co się będziemy oszukiwać 80% studentów tutaj chce te zajęcia odbębnić, zdać krajowy egzamin znajomości języka (do którego przygotowują ich chińscy nauczyciele) i mieć ten angielski z głowy.

Czytając poprzedni paragraf pewnie zastanawiacie się co to jest krajowy egzamin znajomości języka. Chińczycy wymyślili sobie dwa różne egzaminy na dwóch różnych poziomach zależnie od kierunku studiów i znajomości języka. Jest to o tyle ciekawe że nawet w ogłoszeniach o pracę zdanie któregoś z tych egzaminów jest często w wymaganiach. Z jednej strony jest to bzdurne bo ten egzamin jest tylko w formie pisemnej, obcokrajowcy spoglądający na pytania często sami nie rozumieją o co chodzi (no poważnie…wyobrażacie sobie native speakera który uczy angielskiego, ale nie potrafi odpowiedzieć studentowi na pytanie z sekcji czytanie ze zrozumieniem? A to nie jest rzadki widok, bo te egzaminy są przygotowywane przez chińczyków i dla chińczyków), no i nigdzie poza Chinami się nie przyda. A z drugiej strony na rozmowie kwalifikacyjnej wystarczy poprosić o papier, nie trzeba sprawdzać czy kandydat faktycznie włada angielskim w takim stopniu jaki sobie wpisał w CV.

Także jest o wiele mniej rozmów, a o wiele więcej słuchania. Może za parę lat to się zmieni bo te egzaminy mają mieć wprowadzoną też część ustną, ale kto to tak naprawdę wie. Po tym jak wycofano z części obowiązkowej egzaminu kończącego ogólniak język angielski można przypuszczać że nic z tego nie będzie.

Skoro już zacząłem o tych testach ‘tylko dla chińczyków’ to pociągnę to dalej. June dostała ostatnio pod swoje skrzydła ośmiolatka, który wyjechał z rodzicami do Singapuru. Tam chodzi do szkoły, ale że rodzice wrócili na parę tygodni do Chin to poszukiwali dla niego kogoś kto podszkoli go z kilku przedmiotów. Padło na June, która teraz pomaga młodzieńcowi przy okazji ucząc się słówek bo jak to sama powiedziała ‘nas w Chinach nie uczą takiego słownictwa’. No nie, nie uczą. Uczą wielu rzeczy a potem efekt jest taki że ludzie nie potrafią rozróżnić przymiotnika od rzeczownika, zamiast liczby mnogiej stosują pojedynczą (lub odwrotnie), a słowa dobierają losowo.

Ostatnio w czasie sprawdzania esejów obniżyłem ocenę z powodu literówek (nie ogarniam jak można przez internet dostarczyć komuś tekst z literówkami, no nie ogarniam) i ten ktoś odesłał mi esej z pytaniem ‘Normalnie nie zwracam uwagi na literówki, czyli jeżeli nie będę ich robić to dostanę wyższą ocenę?’. Tego to ja już w ogóle nie rozumiem. To chyba świadczy o kulturze językowej. June próbowała tłumaczyć że z Chińskim dzieje się podobnie i ludzie coraz częściej bawią się językiem używając błędnych form. To jest jednak inna kwestia, bo każdy język się rozwija na swój sposób, a ustandaryzowane egzaminy przeprowadza się po to by sprawdzić na jakim poziomie zaawansowania językowego się znajdujemy. Lub czy osiągnęliśmy jakiś tam konkretny poziom, zależnie od egzaminu.

A skoro mowa o egzaminach językowych to dostałem potwierdzenie o uczestnictwie w egzaminie w poniedziałek, kartkę ładnie drukarka wydrukowała i w niedzielę poszedłem się egzaminować. Bez problemu dostałem się do budynku  pod numer 600 w którym to miał odbyć się egzamin. Jednak okazało się, bez zaskoczenia, że to nie ten budynek, Pani strażnik powiedziała że to z tyłu, z tyłu wszystkie budynki były zamknięte, więc byłem już mocno wzburzony, do tego stopnia że zacząłem dzwonić do ludzi odpowiedzialnych za egzamin, pierwsza osoba nie odpowiedziała, druga już tak i porada brzmiała poproś o pomoc studenta. Tak, dobrze. Na moje szczęście o drogę pytał już inny obcokrajowiec, więc razem dostaliśmy się do sali egzaminacyjnej. Na nasza szczęście nikt się za bardzo nie przejął tym że na pół godziny przed egzaminem wszyscy mieli być już w sali i weszliśmy tam dopiero na dwadzieścia minut przed egzaminem.

Do mojego komputera zapomniano zamontować słuchawki, ale pomocny Pan szybko je zamontował, potem szybki login, sprawdzenie danych, ustawienie głośności, parę minut na skupienie i punkt dziewiąta egzamin się rozpoczął. Pół godziny na część pierwszą czyli słuchanie (nic nie można było przewinąć) i dwadzieścia minut na drugą, czyli czytanie (tutaj skończyłem grubo przed czasem, do tego stopnia że program powiedział mi że nie mogę tak szybko oddać egzaminu, więc musiałem poczekać aż zleci połowa czasu i dopiero wtedy egzamin oddałem).

Wyniki mają pojawić się za miesiąc, chociaż możliwe że dostanę swój już za dwa tygodnie, bo podobno szybciej idzie z tymi internetowymi (tak po prawdzie to oni już te wyniki mają), ale jak to będzie to się okaże. Zakładam że zdam bo 3 odpowiedzi nie byłem pewny, a reszta poszła bez większych problemów.

Do końca roku zostało już tylko 27 dni, a do czterech tysięcy kilometrów już tylko trochę ponad 200. Aż sam jestem zaskoczony jak to sprawnie idzie. Owszem, trzeba było trochę ten plan zmodyfikować, ale przyznam że dzięki słuchaniu zegarka widać efekty. Nie jestem już tak zmęczony bieganiem jak byłem i znowu chce mi się biegać. Tyle tylko że to wstawanie o czwartej rano co sobotę jest trochę irytujące, głównie z powodu temperatury, bo jednak aż tak przyjemnie o tej godzinie nie jest. To byłby świetny okras żeby się porządnie przygotować do biegów gdyby nie to że do mojego głównego startu w przyszłym roku zostało siedem miesięcy więc to wszystko co robię teraz jest jedynie budowaniem solidnej bazy, tych niezbędnych fundamentów w których będę później rzeźbić, jest to też dla mnie okres poznawania swojego ciała. Bo chociaż biegam już parę lat i trochę swoje ciało znam, to jednak widzę że mogłem do pewnych rzeczy podejść lepiej i więcej czasu zainwestować w regenerację bo za bardzo to sobie lekceważyłem. Cóż, są takie rzeczy których każdy musi się nauczyć sam, w moim przypadku jest tego dość sporo, pomimo masy lektur, filmów, podcastów i innych źródeł.

Trzeba biegać dopóki pogoda na to pozwala, bo na razie jeszcze nie jest tak niesamowicie wilgotno, to się dopiero zacznie w lutym/marcu i potrwa do kwietnia kiedy to płynnie przejdzie w wilgotno i ciepło czyli – duszno. Wtedy to nie będzie ucieczki przed wstawaniem o czwartej nad ranem. A może i trzeciej jak to bywało w tym roku. Nie wiem jednak czy w tym roku poświęcę się do tego stopnia. Mam wrażenie że, przynajmniej ostatnio, lepiej radzę sobie z bieganiem bez przerwy, bo jednak rok temu musiałem się zatrzymywać nawet w czasie biegów trwających godzinę, a teraz płynnie biegam i dwie. Mam nadzieję że to się nie zmieni w przyszłym roku, bo chociaż o czwartej wstawać nie lubię to jest to akceptowalne, ale wstawanie o trzeciej tylko po to by biegać trzy godziny i czterdzieści minut odpoczywać to nie jest coś co chciałbym powtórzyć.

Siedzimy

dsc05740-copy

W wózku.

dsc05752-copy

Na krześle.

dsc05761-copy

Trzymając dziecko i bawiąc się komórką.

dsc05763-copy

Na kamieniu.

dsc05765-copy

Odrabiając zadanie domowe.

dsc05771-copy

Na platformie.

Tydzień czternasty

Pogoda

a-copy

Jak poprzednio zaczynam od pogody. Robi się coraz chłodniej. W sensie temperatura spadła poniżej 20 stopni w ciągu dnia. Jest to o tyle kłopotliwe że dochodzą do tego deszcze więc ta, znana sprzed roku, wilgoć i w efekcie jest po prostu zimno.

b-copy

Oczywiście nie jest to jakiś przeraźliwy chłód, a jedynie przechodzące prosto do kości zimno. Do tego stopnia upierdliwe że nawet biegając w dwóch warstwach czułem się średnio komfortowo. Wszystko wskazuje na to że będę musiał wyciągnąć z szafy rękawiczki bo dłonie to dość mocno odczuwają.

c-copy

Oczywiście pogoda jest tu zupełnie nieprzewidywalna i o ile w jeden dzień było mi chłodno, tak w drugi dzień gdy ubrałem się odpowiednio do zapowiadanej pogody okazało się być wręcz trochę za ciepło. A potem słońce zaczęło wschodzić i przestało być tak przyjemnie, zaczęło się robić chłodniej. Tak, tak wiem, nie ma w tym żadnej logiki ale naprawdę tak było. Im więcej słońca tym było chłodniej.

clipboard01-copy

I te deszcze. Teraz przez kilka miesięcy będzie lać i padać i siąpić i będzie to okres niezwykle, ale to niezwykle upierdliwy. Tylko że nic z tym nie zrobię, muszę zacisnąć zęby i się trzymać.

d-copy

Prezent

Minął trzynasty tydzień semestru, także ostatnie zajęcia przed egzaminem z częścią studentów i dostałem od jednego prezent. Cztery zdjęcia jakie zrobił.

e-copy

To była jedna z najfajniejszych chwil na tym uniwersytecie.

Niekumatość

Tak jak tydzień temu nie wylewałem swoich żalów tak w tym tygodniu już wyleję bo nie mam słów do moich studentów. Po prostu, najzwyczajniej w świecie nie mam.

f-copy

Dostali dwanaście tygodni, trzy miesiące, na przygotowanie prac grupowych. Niektórzy, znaczna część, już je zaprezentowała, ale w dalszym ciągu są ludzie którzy temat olali. Powinienem machnąć na to ręką, w końcu to uniwersytet, ale jakoś nie potrafię. Jest mi tych młodych ludzi, tak po ludzku szkoda, więc staram się im pomóc. Nie chcę żeby ten kurs powtarzali za rok, czy za dwa.

h-copy

To że ja nie chcę nie znaczy że oni nie chcą. Trzy historie.

i-copy

Pierwsza.
Pytam czy ktoś ma prezentacje. Nikt nie ma, więc ruszam ze sprawdzaniem obecności. Okazuje się że są na sali ludzie którzy prezentacji jeszcze nie zrobili, więc pytam co z tym fantem planują zrobić.
Nie rozumieją.
Pytam jeszcze raz.
Nic.
Ktoś im tłumaczy pytanie.
Oni nic.
Mówię że porozmawiamy na przerwie.
Wołam inną osobę, chłopak się pyta czy chodzi o niego, mówię że nie. Dziewczyna podnosi rękę, zaczynam do niej mówić a ona wzrokiem wraca do komórki.
Przerwa.
Nikt nie podchodzi.
Koniec zajęć.
Podchodzi chłopak który usłyszał złe imię zapytać czy chciałem coś od niego.
Kurtyna.

j-copy

Sytuacja druga.
Piątek, moja ulubiona grupa. Ponad 40 osób z 60 w całej grupie nie ma ocen za prezentację. W piątek nikt ich nie przygotował. Dlaczego myśleliśmy że zrobimy je w czasie egzaminu.
Rozwiązanie? Zróbcie je za tydzień, z drugą grupą.
Pod koniec zajęć przychodzi student i pyta czy może zrobić prezentację teraz. No dobra, rób. Dwóch studentów rozmawia ze sobą przez dwie minuty. Co do prezentacji był jeden wymóg – co najmniej pięć minut długości. Dostaje jakąś tam ocenę i od razu pytanie a dlaczego tylko tyle? Co mam zrobić, żeby dostać więcej? Przygotować coś co potrwa pięć minut oznacza dla niego mniej więcej tyle co olać temat i nie drążyć. Obaj woleli dostać niższą ocenę niż przychodzić w kolejny piątek.

k-copy

Sytuacja trzecia.
Niedziela wieczór. Dziewczyna pyta się czy może zrobić prezentacje kiedyś indziej bo będzie wolontariuszką gdzieś tam. No nie ma problemu, są inne klasy, możesz przyjść. Tylko że będzie wolontariuszką cały tydzień. Acha. A czemu nie zrobiłaś tej prezentacji wcześniej? Przepraszam, proszę.
Bardzo niepedagogicznie zgodziłem się na to by zrobili tę prezentację przed egzaminami.

m-copy

Nie mam słów, bo to już nawet nie chodzi o podejście do studiów, ale do życia jako takiego. Ci młodzi ludzie będą mieli srogie problemy gdy przyjdzie im radzić sobie w prawdziwym świecie.

n-copy

Ten Chiński model edukacji zamykający studentów w akademikach może i miał sens kiedyś, ale w chwili obecnej kreuje masę młodych ludzi którzy są odcięci od rzeczywistości.

r-copy

Ot, taka ciekawostka.
Student w każdym kraju jest biedny, nie ma od tego ucieczki. Niektórzy łapią fuchy, niektórzy dostają stypendium, a niektórzy w Chinach pożyczają pieniądze pod zastaw swoich nagich zdjęć. Głównie robią to dziewczyny.
I ja naprawdę chciałbym żartować, ale stało się to dość popularne ostatnio, dziewczyna wysyła swoje nagie zdjęcia a w zamian dostaje pieniądze. Następnie pieniądze oddaje, a pożyczający zdjęcia usuwa.

o-copy

Usuwa. Jasne.

Od groma studentów sprzedaje, a raczej reklamuje, jakieś pierdoły na social media, kosmetyki z Korei, ubrania i tak dalej. Dlaczego? Ludzie nie mają tutaj zaufania do sklepów, mają za to zaufanie do ludzi, więc jeżeli mają coś kupić to wolą kupić od kogoś kogo znają. A to że ten ktoś kogo znają tak naprawdę tego nie posiada i jest jedynie słupem kogoś innego kto jednocześnie prowadzi sklep z którego nie chcieli kupić to inna historia.

Oczywiście można też pójść do pracy. Tylko po co?

HSK2

Po czterech latach w Chinach uznałem że mój chiński jest na poziomie kogoś kto uczył się go regularnie przez rok (dobry Boże, a w ogólniaku uchodziłem za talent językowych…) więc zapisałem się na egzamin.
Oczywiście jak to w Chinach coś się popsuło, nie ma kontaktu ze szkołą w której mam zdawać egzamin i trzeba będzie się tam udać z żoną by parę rzeczy sobie wyjaśnić, ale to mnie jakoś nie denerwuje.

W ogóle ten egzamin mnie nie denerwuje jakoś mocno. No dobrze, nie denerwował mocno aż do dzisiaj gdy w książce znalazłem słowo 大夫 oznaczające lekarza, ale będące kolokwializmem, którego nie znałem. Dlaczego odkrycie nowego słowa jest stresujące? Wszystkie testy HSK powstają w oparciu o pewien zasób znaków. HSK1 ogranicza nas do 150 znaków, HSK2 to 300, HSK3 do 600 i tak dalej aż do HSK6 gdzie mamy 5000+ bo komu by się to chciało liczyć. A jeżeli mamy ograniczony zasób znaków to mamy w konsekwencji ograniczony zasób słownictwa. Także każde nowe słówko wzbudza niepokój, bo 大夫 powinno by zastąpione 医生 , też lekarz ale już oficjalnie i na poziomie HSK2.

W każdym razie, trzymajcie za mnie kciuki w niedzielę, oby tych zaskoczeń nie było.