Tydzień piętnasty

Dzisiaj przed Wami ściana tekstu, ale mam nadzieję że sobie poradzicie i nie będziecie mieli mi tego za złe.

Od przyszłego tygodnia zaczynają się egzaminy i to jest właściwie najważniejsze. Już się nie mogę tego doczekać bo chociaż może dla studentów nie jest to najprzyjemniejszy okres, ale za to dla mnie bez wątpienia tak.

Z pięcioma grupami będę musiał się pożegnać, właściwie to już się z nimi pożegnałem. Dwie z nich uczyłem przez rok, trzy przez pełne trzy semestry, ale w ogóle tego nie czuję. Chociaż fajnie jest pracować na takim uniwersytecie stojącym trochę wyżej w hierarchii to jednak czuć że jest się w nim gdzieś tak trochę z boku.

Jakoś w tych ‘gorszych’ szkołach miałem lepszy kontakt ze studentami, a tutaj nawet gdy chodziłem na ten English corner nie było czuć żadnej zażyłości. Nic.

Prawdę mówiąc to może jest w tym trochę mojej winy bo jednak te zajęcia tutaj prowadzę zupełnie inaczej, no ale co się będziemy oszukiwać 80% studentów tutaj chce te zajęcia odbębnić, zdać krajowy egzamin znajomości języka (do którego przygotowują ich chińscy nauczyciele) i mieć ten angielski z głowy.

Czytając poprzedni paragraf pewnie zastanawiacie się co to jest krajowy egzamin znajomości języka. Chińczycy wymyślili sobie dwa różne egzaminy na dwóch różnych poziomach zależnie od kierunku studiów i znajomości języka. Jest to o tyle ciekawe że nawet w ogłoszeniach o pracę zdanie któregoś z tych egzaminów jest często w wymaganiach. Z jednej strony jest to bzdurne bo ten egzamin jest tylko w formie pisemnej, obcokrajowcy spoglądający na pytania często sami nie rozumieją o co chodzi (no poważnie…wyobrażacie sobie native speakera który uczy angielskiego, ale nie potrafi odpowiedzieć studentowi na pytanie z sekcji czytanie ze zrozumieniem? A to nie jest rzadki widok, bo te egzaminy są przygotowywane przez chińczyków i dla chińczyków), no i nigdzie poza Chinami się nie przyda. A z drugiej strony na rozmowie kwalifikacyjnej wystarczy poprosić o papier, nie trzeba sprawdzać czy kandydat faktycznie włada angielskim w takim stopniu jaki sobie wpisał w CV.

Także jest o wiele mniej rozmów, a o wiele więcej słuchania. Może za parę lat to się zmieni bo te egzaminy mają mieć wprowadzoną też część ustną, ale kto to tak naprawdę wie. Po tym jak wycofano z części obowiązkowej egzaminu kończącego ogólniak język angielski można przypuszczać że nic z tego nie będzie.

Skoro już zacząłem o tych testach ‘tylko dla chińczyków’ to pociągnę to dalej. June dostała ostatnio pod swoje skrzydła ośmiolatka, który wyjechał z rodzicami do Singapuru. Tam chodzi do szkoły, ale że rodzice wrócili na parę tygodni do Chin to poszukiwali dla niego kogoś kto podszkoli go z kilku przedmiotów. Padło na June, która teraz pomaga młodzieńcowi przy okazji ucząc się słówek bo jak to sama powiedziała ‘nas w Chinach nie uczą takiego słownictwa’. No nie, nie uczą. Uczą wielu rzeczy a potem efekt jest taki że ludzie nie potrafią rozróżnić przymiotnika od rzeczownika, zamiast liczby mnogiej stosują pojedynczą (lub odwrotnie), a słowa dobierają losowo.

Ostatnio w czasie sprawdzania esejów obniżyłem ocenę z powodu literówek (nie ogarniam jak można przez internet dostarczyć komuś tekst z literówkami, no nie ogarniam) i ten ktoś odesłał mi esej z pytaniem ‘Normalnie nie zwracam uwagi na literówki, czyli jeżeli nie będę ich robić to dostanę wyższą ocenę?’. Tego to ja już w ogóle nie rozumiem. To chyba świadczy o kulturze językowej. June próbowała tłumaczyć że z Chińskim dzieje się podobnie i ludzie coraz częściej bawią się językiem używając błędnych form. To jest jednak inna kwestia, bo każdy język się rozwija na swój sposób, a ustandaryzowane egzaminy przeprowadza się po to by sprawdzić na jakim poziomie zaawansowania językowego się znajdujemy. Lub czy osiągnęliśmy jakiś tam konkretny poziom, zależnie od egzaminu.

A skoro mowa o egzaminach językowych to dostałem potwierdzenie o uczestnictwie w egzaminie w poniedziałek, kartkę ładnie drukarka wydrukowała i w niedzielę poszedłem się egzaminować. Bez problemu dostałem się do budynku  pod numer 600 w którym to miał odbyć się egzamin. Jednak okazało się, bez zaskoczenia, że to nie ten budynek, Pani strażnik powiedziała że to z tyłu, z tyłu wszystkie budynki były zamknięte, więc byłem już mocno wzburzony, do tego stopnia że zacząłem dzwonić do ludzi odpowiedzialnych za egzamin, pierwsza osoba nie odpowiedziała, druga już tak i porada brzmiała poproś o pomoc studenta. Tak, dobrze. Na moje szczęście o drogę pytał już inny obcokrajowiec, więc razem dostaliśmy się do sali egzaminacyjnej. Na nasza szczęście nikt się za bardzo nie przejął tym że na pół godziny przed egzaminem wszyscy mieli być już w sali i weszliśmy tam dopiero na dwadzieścia minut przed egzaminem.

Do mojego komputera zapomniano zamontować słuchawki, ale pomocny Pan szybko je zamontował, potem szybki login, sprawdzenie danych, ustawienie głośności, parę minut na skupienie i punkt dziewiąta egzamin się rozpoczął. Pół godziny na część pierwszą czyli słuchanie (nic nie można było przewinąć) i dwadzieścia minut na drugą, czyli czytanie (tutaj skończyłem grubo przed czasem, do tego stopnia że program powiedział mi że nie mogę tak szybko oddać egzaminu, więc musiałem poczekać aż zleci połowa czasu i dopiero wtedy egzamin oddałem).

Wyniki mają pojawić się za miesiąc, chociaż możliwe że dostanę swój już za dwa tygodnie, bo podobno szybciej idzie z tymi internetowymi (tak po prawdzie to oni już te wyniki mają), ale jak to będzie to się okaże. Zakładam że zdam bo 3 odpowiedzi nie byłem pewny, a reszta poszła bez większych problemów.

Do końca roku zostało już tylko 27 dni, a do czterech tysięcy kilometrów już tylko trochę ponad 200. Aż sam jestem zaskoczony jak to sprawnie idzie. Owszem, trzeba było trochę ten plan zmodyfikować, ale przyznam że dzięki słuchaniu zegarka widać efekty. Nie jestem już tak zmęczony bieganiem jak byłem i znowu chce mi się biegać. Tyle tylko że to wstawanie o czwartej rano co sobotę jest trochę irytujące, głównie z powodu temperatury, bo jednak aż tak przyjemnie o tej godzinie nie jest. To byłby świetny okras żeby się porządnie przygotować do biegów gdyby nie to że do mojego głównego startu w przyszłym roku zostało siedem miesięcy więc to wszystko co robię teraz jest jedynie budowaniem solidnej bazy, tych niezbędnych fundamentów w których będę później rzeźbić, jest to też dla mnie okres poznawania swojego ciała. Bo chociaż biegam już parę lat i trochę swoje ciało znam, to jednak widzę że mogłem do pewnych rzeczy podejść lepiej i więcej czasu zainwestować w regenerację bo za bardzo to sobie lekceważyłem. Cóż, są takie rzeczy których każdy musi się nauczyć sam, w moim przypadku jest tego dość sporo, pomimo masy lektur, filmów, podcastów i innych źródeł.

Trzeba biegać dopóki pogoda na to pozwala, bo na razie jeszcze nie jest tak niesamowicie wilgotno, to się dopiero zacznie w lutym/marcu i potrwa do kwietnia kiedy to płynnie przejdzie w wilgotno i ciepło czyli – duszno. Wtedy to nie będzie ucieczki przed wstawaniem o czwartej nad ranem. A może i trzeciej jak to bywało w tym roku. Nie wiem jednak czy w tym roku poświęcę się do tego stopnia. Mam wrażenie że, przynajmniej ostatnio, lepiej radzę sobie z bieganiem bez przerwy, bo jednak rok temu musiałem się zatrzymywać nawet w czasie biegów trwających godzinę, a teraz płynnie biegam i dwie. Mam nadzieję że to się nie zmieni w przyszłym roku, bo chociaż o czwartej wstawać nie lubię to jest to akceptowalne, ale wstawanie o trzeciej tylko po to by biegać trzy godziny i czterdzieści minut odpoczywać to nie jest coś co chciałbym powtórzyć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.