Ramki

dsc05355-copy

A papierosy to palę na siedząco.

dsc05359-copy

Ramka numer jeden.

dsc05366-copy

Ramka numer dwa.

dsc05368-copy

Ramka numer trzy.

dsc05381-copy

Tu można sobie usiąść i patrzeć jak kwitnie papaja.

Nie ma laci, nie ma problemu

dsc05301-copy

Zawsze można zdeptać zapiętki.

dsc05311-copy

Rób co chcesz, p*erdol resztę. Uczcie się jezyków ludzie, uczcie.

dsc05335-copy

Lista wezwań do zapłaty za wodę.

dsc05345-copy

Kult jednostki wiecznie żywy, tylko jednostki się zmieniają. Ten konkretnie to Tan Keh Kee, filantrop rodem z Xiamen.

dsc05348-copy

Pozostawiona butelka na wodę.

Będę spać na siedząco

dsc05236-copy

Z chmur wyłania się miasto.

dsc05248-copy

To naprawdę ładny głaz, tak dobrze ukryty.

dsc05279-copy

Niebieski jednozębny diabeł. U nas by zakazali bo nie ma majtek.

dsc05286-copy

Sprzeciwiamy się stawianiu tego słupa!
Kto go postawi niech umrze!

dsc05288-copy

Na siedząco, tak jak on.

Tydzień trzynasty

Pogoda

No kurczę, chyba widzicie na zdjęciach co to się porobiło w tym tygodniu.  Sobota była trzecim dniem oznaczonym jako niezdrowe w kategorii jakości powietrza.
Ludzie mogą myśleć że to mgła, ale to nie jest mgła. Jeżeli wychodzę biegać i po godzinie wracam z bólem głowy który nie opuszcza mnie przez kilka godzin to nie mówimy tutaj o mgle, a powietrzu niezdatnym do oddychania. A biegałem z maską na twarzy, bo widziałem co się tam dzieje.

a-copy

Nie to żebym się skarżył bo jednak jakość powietrza jest tu znacznie lepsza od tej w Jiawang, Changchun czy Zhengzhou, ale daleko jest do ideału.

Powoli kończy się jesień i przechodzimy w zimę, czyli będzie coraz wilgotniej i zapanuje ten najbardziej irytujący rodzaj chłodu czyli ten który przechodzi prosto do kości omijając skórę i tłuszcz. W tym roku jesteśmy już trochę bardziej doświadczeni, więc może nam aż tyle rzeczy nie spleśnieje, ale pewności nigdy się nie ma.

c-copy

Było też parę dni ciepły, wręcz bardzo ciepłych. Znowu nikogo nie było w kurtkach a na stopach zapanowały japonki. Nie no poważnie, mam studentów chodzących w japonkach. Chociaż to jeszcze nie jest złe. Najciekawsze są klapki na plaże. Poważnie. Oni tak potrafią cały dzień w plażowych klapkach chodzić. Ja czasem nie rozumiem o co chodzi. Zresztą skoro studenci przychodzą na zajęciach w koszulkach bez rękawów, albo siedzą w 30 stopniowym upale w sali mając na głowie czapkę, to klapki rzucają się chyba najmniej w oczy.

d-copy

Eseje

Dwa miesiące temu udało mi się załapać na dodatkową fuchę. Sprawdzam eseje uczniów przygotowujących się do egzaminów IELTS i TOEFL.
Tak jak zaczynałem z kompletnym brakiem wiedzy na temat obu tych egzaminów tak teraz czuję że mogę już napisać małą broszurę o tym jak te eseje mają wyglądać. Prawdę mówiąc to powoli już coś takiego tworzę. Bardziej z lenistwa, bo większość ludzi robi dokładnie te same błędy, a nie ma sensu pisać po trzy razy dokładnie tego samego.

f-copy

Najgorsi są jednak ci którzy ciągle, ale to ciągle robią dokładnie te same błędy pomimo ciągłego zwracania im uwagi. No nie rozumiem, po prostu nie rozumiem ile razy można mówić ludziom żeby w jednym paragrafie przedstawiali jeden pomysł, a nie trzy.

Między Bogiem a prawdą to przypuszczam że większość z tych uczniów mnie nie rozumie, albo rozumie jedynie po części. W końcu jeżeli oni ledwo potrafią sklecić zdanie po angielsku, to jak mają zrozumieć kogoś kto próbuje ich po angielsku poprawić? No właśnie…

Nie zrozumcie mnie źle, nie narzekam, bo bardzo mi się to podoba. Mam mnóstwo frajdy z czytania tych wypocin. Często są tam naprawdę fajne pomysły, parę razy zdarzyło mi się w ogóle nie zgadzać z opiniami, ale to jest właśnie fajne, bo można sobie poczytać o tym jak oni ten swój punkt widzenia uzasadniają.

h-copy

Tylko pochłaniacz czasu jest to potworny, to jeden z powodów dla których ta notka pojawia się w niedzielę a nie w sobotę. Jednak nad takim esejem trzeba chwilę posiedzieć, zaznaczyć błędy, pomóc uczniowi znaleźć sparafrazować parę rzeczy, wrzucić jakiś przykład. To zresztą był mój najbardziej pracowity tydzień, bo w ciągu ostatnich siedmiu, a właściwie to ostatnich czterech, dni poprawiłem więcej esejów niż przez poprzednie dwa miesiące.

j-copy

Jest tam też jakiś aspekt finansowy, ale mówiąc szczerze, po półtorej roku puszczania tych zakichanych listeningów cieszę się że w końcu mogę ludzi czegoś nauczyć, a i sam trochę się rozwijam, bo chociaż te testy znałem to jednak bardziej ze słyszenia niż z doświadczenia. Także jestem z tego, jak na razie, zadowolony. Zobaczymy jak to się rozwinie.

Gdzieś tam w głowie siedzą dwie przeciwne sobie obawy. Jedna że zostanę nowymi esejami zasypany tak jak to było w tym tygodniu i zamiast uczyć się czegoś innego to będę siedział z głową w monitorze i poprawiał. A druga, że nie dostanę już żadnego do poprawy. Czyli się wyrównuje.

l-copy

Ponarzekałbym sobie

Naprawdę ponarzekałbym na niesprawiedliwe traktowanie, ale powoli mi przechodzi, więc się zamknę, napiszę tylko tyle i może mi przejdzie.

Bieganie

No czymże byłaby notka gdybym nie wspomniał o bieganiu. Zwłaszcza że tydzień temu nic nie pisałem, a jest się czym pochwalić. Chociaż do końca roku pozostało jeszcze półtorej miesiące to już mogę, z dumą, powiedzieć że nigdy dotąd nie przebiegłem tylu kilometrów w ciągu jednego roku. Jak na razie licznik wskazuje 3637 kilometrów, czyli o 1 więcej niż w roku 2011, który to był rokiem dość pracowitym pod kątem biegania.
Zostało jeszcze półtorej miesiąca i jestem na najlepszej drodze do przekroczenia 4000 kilometrów. Można powiedzieć no tak, ale w tym roku biegłeś ultramaraton, no tak nawet ukończyłem, ale sierpień, czyli miesiąc w którym pokonałem i ultramaraton i maraton wcale nie był moim największym, objętościowo, miesiącem. Był nim lipiec, który zamknąłem w liczbie 487 kilometrów. Aż sam temu nie dowierzam, ale żaden z biegów długich nie był wtedy krótszy niż 34 kilometry i zrobiłem ich aż pięć. Do tego podbiegi które zawsze przekraczały 18 kilometrów i standardowy bieg relaksacyjny w okolicach 15 kilometrów. Wszystko jasne.
Zarówno lipiec jak i czerwiec, bo to drugi miesiąc w czasie którego pokonałem ponad 400 kilometrów, pomogły mi podbić średnią po słabiutkim styczniu i lutym.

m-copy

Najważniejsza jest jednak, potwierdza się to po raz kolejny, systematyczna praca, bo od marca nie przebiegłem mniej niż 300 kilometrów. Najbliżej było w październiku, ale to z powodu wyjazdu do Mjanmaru , w tym miesiącu też będzie niewiele ponad 300, ale to jest spowodowane zmianą nastawienia. Już po sezonie, do kolejnego startu daleko bo jeszcze osiem miesięcy, nie ma więc sensu się męczyć. Trzeba spokojnie biegać.

n-copy

Właśnie, spokojnie. Nie mogę, ale to naprawdę nie mogę brać niczego co ma w sobie kofeinę przed biegiem. Owszem, pobudza to, ale serce mi przez to pędzi i chociaż ja też pędzę to jednak wydłuża mi się przez to regeneracja, a tego muszę unikać. W końcu powiedziałem ostatnio że chcę się słuchać zegarka.

Na całe szczęście, w Polsce moje tętno powinno wrócić do normy i nie powinno być tak źle z tą regeneracją.

Okolice

Widać je na zdjęciach w galerii.
To zdumiewająca koło ilu miejsc człowiek przechodzi i nawet sobie nie zdaje sprawy że za nimi coś jest.

s-copy

Dam Wam taki prosty przykład. Przez rok przebiegałem w pobliżu jednej ulicy, przebiegałem, przebiegałem i dopiero gdy uderzył tajfun zobaczyłem że za drzewami krył się kościół. Nie jakiś piękny, jeszcze go nawet nie obfotografowałem (właściwie to ja tam nigdy nie bywam, chyba że biegnę w okolicy), ale on tam był cały czas. A ja nie miałem o nim żadnego pojęcia bo jakoś się nie złożyło żebym biegł bliżej niego.

u-1-copy

Chiny to budynki przy ulicach i to często Wam pokazywałem, ale za tymi budynkami przy ulicach kryją się kolejne budynki, często będące tak gęsto zabudowane że przejścia między nimi są szerokie raptem na 2-3 osoby. Dużo takich zdjęć pokazałem dwa tygodnie temu i pokażę w przyszłym tygodniu.

Xiamen bardzo przypomina mi to co słyszałem o Hong Kongu, o tym jak gęsto jest zabudowany i jak ludzie potrafią żyć wewnątrz budynków nigdy z nich nie wychodząc. W Changchun to do mnie nie docierało, tam żyłem jednak trochę na obrzeżach i chociaż trochę się nachodziłem to jednak teraz widzę że jest to miasto zupełnie różne od Xiamen.
Jiawang było wioską która przekształcała się w miasto, więc praktycznie budowano ją od nowa i tam po prostu budowano inaczej.
A Zhengzhou, no cóż w Zhengzhou mieszkałem w części tak odległej od Zhengzhou że była pusta gdy wyjeżdżali z niej studenci.

w-copy

Jeżeli pogoda dopisze to w przyszłym tygodniu ruszę w końcu na wyspę i porobię tam zdjęcia. Istnieje jednak duże prawdopodobieństwo że nie dopisze bo mają zacząć się deszcze, a to nigdy nie wróży niczego dobrego.

Na ulicy fajnie jest

dsc04997-copy

Fryzjer jest.

dsc05062-copy

W kosza można pograć.

dsc05113-copy

Nalepki przylepić na stary samochód też można.

dsc05004-copy

Nawet położyć się spać można. Tylko pamiętajcie by zdjąć buty.

dsc05032-copy

Pranie też wysuszyć można.

Jak rośnie papaja

dsc04924-copy

Nie masz gdzie powiesić drugiego śniadania? Od czego są drzewa.

dsc04926-copy

Drzewa pomiędzy budynkami. Bo tak.

dsc04939-copy

Nikt z nas nie jest pac-manem więc wydeptujemy ściezki wszędzie.

dsc04942-copy

A tyłek wystawiam tak.

dsc04946-copy

Jak kurz wszędzie to wszędzie.

dsc04948-copy

I tytułowa papaja.

Wypuść mnie!

dsc04888-copy

Alkohol z trzech penisów. Nie no poważnie. Trzech różnych zwierząt.

dsc04893-copy

Szefie!
Poproszę placek żony.
Ale bez placka.
(czyli samą żonę, taki chiński dowcip)

dsc04919-copy

My mamy Praktikera, Castoramę, Leroy Merlin, IKEĘ. Przeciętny Chińczyk ma Pana w takim samochodzie.

dsc04922-copy

Podobno tylko milenialsi chodzą zapatrzeni w komórki ;-)

dsc04920-copy

WYPUŚĆ MNIE!

Niebo odmówiło posłuszeństwa

dsc04860-copy

Buty trzeba od czasu do czasu umyć. A potem wysuszyć.

dsc04863-copy

Tata zawsze powtarzał że po pracy trzeba posprzątać. W Chinach takich ojców nie mają.

dsc04872-copy

Mają za to paczki fajek w okienkach. Puste paczki.

dsc04874-copy

Kobiety są na czerwono. Żeby były szczęśliwsze na pewno, bo czerwony to kolor szczęścia.

dsc04875-copy

Będzie padać, zakryję lepiej siedzenie. I bagażnik. I kierownicę. I koszyk.