Milion kilokalorii

P1150207 (Copy)

Jak wiecie nie lubię wpisów podsumowujących. Widzę je jako coś oddzielającego okresy od siebie. A nie za bardzo rozumiem sensowność czegoś takiego bo przecież obojętnie jak bardzo chcemy się od czegoś odciąć tak to coś zawsze w nas będzie. Chociażby przez to że się odcinamy.

P1150212 (Copy)

Po skończeniu podstawówki cieszyłem się że już nigdy nie będę musiał się uczyć niemieckiego i stwierdziłem że ten rozdział mojego życia został zamknięty. Drugim językiem w ogólniaku był niemiecki.
Po skończeniu ogólniaka cieszyłem się że już nigdy nie będę musiał uczyć się matematyki i stwierdziłem że ten rozdział mojego życia został zamknięty. Nie dostałem się na filologię angielską, za pierwszym razem, i czekał mnie rok z matematyką na poziomie którego nigdy nie opanowałem.
Po skończeniu studiów stwierdziłem że już nigdy nie będę musiał uczyć się niemieckiego. A teraz sam z siebie słucham podcastów po niemiecku by języka nie zapomnieć.

P1150214 (Copy)

Za każdym razem gdy chciałem się od czegoś odciąć i podsumować wychodziło na opak.

Lubię statystyki. Statystyki nie kłamią. Można je interpretować na wiele różnych sposobów, ale liczby to liczby, rzadko można z nimi dyskutować. Ze słowami można się kłócić, ale liczby Cię nie okłamią.

P1150222 (Copy)

Chyba że im na to pozwolisz.

Od paru tygodni spoglądałem w statystykę podsumowującą moich pięć lat biegania i czym dłużej się przyglądałem tym bardziej docierało do mnie że dawno temu przekroczyłem już 10.000 wybieganych kilometrów, zbliżam się powoli do 1200 godzin (czyli 50 dni w biegu) i w tym miesiącu powinno mi wyskoczyć milion spalonych kilokalorii.

P1150224 (Copy)

Przyglądałem się temu dzisiaj z rana i stwierdziłem że sprawdzę ile wybiegałem w Changchun w ciągu mojego rocznego pobytu. Dodając miejscowość dotarło do mnie że w przypadku kilku biegów nie dodałem kategorii, czyli statystyki tego nie uwzględniały.

Po dodaniu ich nagle okazało się że milion kalorii pękł w zeszłym miesiącu, dziesięć tysięcy kilometrów było dwa i pół tysiąca kilometrów temu, a tysiąc dwieście godzin powinien pęknąć w sobotę bo została tylko godzina i czterdzieści sześć minut.

P1150226 (Copy)

Oczywiście ten milion kilokalorii to oszustwo bo nie uwzględnia pierwszych trzech miesięcy mojego biegania w 2009 roku gdyż najzwyczajniej w świecie się wtedy nie ważyłem i nie mogę liczyć ile kalorii spaliłem.

Mogę to jakoś podsumować napisać, ale prawdę mówiąc nie chcę. Nie widzi mi się to ani trochę, bo nie chcę stawiać żadnej kreski. Chcę dalej biegać.

P1150228 (Copy)

Chociaż, tak prawdę mówiąc, zrobię małe podsumowanie pod koniec roku, bo jednak ten rok był dla mnie rokiem szczególnym i myślę że z takiego sportowego punktu widzenia warto o tym napisać.

Psy w Chinach – spojrzenie historyczne

Myślałem o tym wczoraj i tak mnie naszło, że może psie mięso jest tak popularne w Chinach ponieważ psy nie zostały udomowione jak w Europie, nie były wykorzystywane do opieki nad innymi zwierzętami, w celach obronnych, czy jako zwierzęta pomocne przy polowaniach i nigdy nie wytworzyła się więź między ludźmi a psami.
Postanowiłem więc o tym poczytać i okazuje się że chociaż jest w tym trochę prawdy, to jednak nie jest to cała prawda. A skoro nie jest to całą prawda to postanowiłem się trochę tą moją nowo zdobytą wiedzą podzielić.

Udomowienie

Część badaczy sugeruje że do pierwszego udomowienia wilka doszło w okolicach 100.000 lat p.n.e., aczkolwiek zespół badawczy składający się ze Szwedów i Chińczyków sugeruje że doszło do tego 13.000 lat p.n.e.. Innymi słowy, psy zostały udomowione najwcześniej we wschodniej części Azji.

Psy i świnie były pierwszymi zwierzętami udomowionymi w Chinach. Odnaleziono ich szczątki w osadach pochodzących z czasów Neolitycznych zarówno kultur Yangshao (około 4.000 lat p.n.e.), oraz Hemudu (5.000 lat p.n.e.). W północnych Chinach odnaleziono szczątki zwierząt przypominających dingo.

Psy jako zwierzęta ofiarne

Badacz Bruno Schindler sugeruje że początki poświęcania psów sięgają czasów kultu boga roślinności przypominającego psa. Kult ten stał się z czasem połączony z kultem Shang Di.

Wykopaliska w okolicach Anyang odkryły ogromne ilości ofiar składanych z ludzi i zwierząt. Praktycznie w każdym grobowcu znajdowały się kości psie.
Psy były zazwyczaj owijane w trzcinowe maty, a czasem składane w trumnach. Znaleziono również dzwoneczki przyczepione do szyi psów i koni. Sam fakt pochówku psów i koni świadczy o tym jak istotną rolę odgrywały te zwierzęta w tym społeczeństwie.

Kości wróżebne z czasów Shang zawierają pytania o to gdzie znajdują się zagubione psy.

Mówią także o obrządku rozdzielania psów na cztery części by oddać cześć czterem kierunkom. Rytuał ten był przeprowadzany w czasach Zhou.

Psy były także poświęcane by przegonić zarazy; zakopywano je przed bramami do miast.

Były także wykorzystywane do rytuału przeganiania zła w czasie to którego pies o konkretnym kolorze, bez żadnych skaz, był miażdżony przez rydwan.

Psia krew była także wykorzystywana do potwierdzania umów między szlachcicami.

Z czasem zaczęto wykorzystywać słomiane psy zamiast prawdziwych.

Zwyczaj pochówku psu nie zaginął, trwał przez cały okres panowania dynastii Han.

Psy jako pożywienie

Podobno psie mięso, na równi z wieprzowiną, było głównym źródłem białka w starożytnych Chinach. Byli rzeźnicy specjalizujący się w zabijaniu psów, jednak nie był to zawód poważany.

Starożytne słowo na psie mięso to ran肰 i wszystko wskazuje na to że mięso to było tak popularne że znak oznaczający psie mięso znajduje się nad ogniem w słowie piec然.

Istniał podział na trzy rodzaje psów:
tianquan (田犬) czyli psy stróżujące
feiquan (吠犬) psy szczekające
shi-quan (食犬) psy jadalne

Feudalni władcy uwielbiali wywar z psiego mięsa. W czasie lata smażona ryba w psim tłuszczu miała mieć właściwości chłodzące.
Psie mięso, gdy miało być wykorzystane w celach ofiarnych, było marynowane w occie i pieprzu.
Zjadano każdą część psa, z wyjątkiem wątroby.

Psy łowcze

Od najwcześniejszych czasów psy były wykorzystywane w Chinach do polowań. Ślady tego można odnaleźć w chińskich znakach, przykładowo lie 獵 polować, shou 狩, zimowe łowy, huo 獲, polowanie na ptaki. Jak widzicie zawsze pierwszy klucz oznacza psa.

Postrzeganie kulturowe

Psy były także szanowane. W jednej ze swych ksiąg Konfucjusz nakazał swoim uczniom by urządzili jego psu odpowiedni pochówek:

Słyszałem że najlepiej jest nie wyrzucać starych i zużytych firan z karety ponieważ można ich użyć do pochowania koni, najlepiej nie wyrzucać starych i zużytych firan z karety by pochować psy. Jestem biedny i nie mam firan z karocy. Użyjcie więc moich mat by pochować mojego psa. Upewnijcie się, że jego głowa nie utknie w błocie.

Mimo tego inny klasycy zazwyczaj stosowali następujący podział psów:
hui – zdradzieckie
jiao – sprytne
si – niespokojne

Quanrong, dosłownie nomadzkie psie plemię było wrogiem wszystkich grup osadniczych od czasów dynastii Zhou.

O psach w legendach jeszcze przyjdzie pora coś napisać.

 

Psie mięso

P1150192 (Copy)

Gdy przyjechałem do China dwa i pół roku temu spodziewałem się że zobaczę i zasmakuję jedzenia jakiego w Polsce nie dość że nie widziałem to nigdy bym nawet do ust nie wziął. I to się sprawdziło.
Jadłem zupełnie bezsmakowe bułki gotowane na parze, zasmakowałem w bułeczkach z mięsem lub warzywami gotowanymi na parze, pokochałem pieprz syczuański we wszystkich jego odmianach, zjadłem i gołębia i wróbla, w lato pożerałem ogromne ilości lodów o smaku grochu i fasoli. Spróbowałem kurzego mózgu, kaczych szyi, wątróbek i jelit, że o świńskiej skórze nie wspomnę bo nie zrobi już na nikim wrażenia.

P1150194 (Copy)

Widziałem w Jiawang rzeczy dziwne, w Xuzhou też. Było to takie przebłyski mówiące mi że tutaj coś jest inaczej, ale nie zwracałem na to większej uwagi, nie rzucało się w żaden sposób w oczy, więc po co miałem się przejmować?

P1150198 (Copy)

W Changchun było już inaczej. Gdy w czasie pierwszej wizyty w restauracji zażartowałem że nie chcę psa moją prośbę potraktowano na poważnie. Bo w Changchun, jak i w całych północnych Chinach jedzenie psiego mięsa nie jest niczym nadzwyczajnym.

Dwie restauracje w promieniu 100 metrów od mojego mieszkania miały w nazwie gou rou, czyli psie mięso. Jedna z nich to typowa restauracja będąca taką dziurą w ścianie, a druga była o wiele większa, piętrowa z mnóstwem stołów.

P1150199 (Copy)

A piszę o tym ponieważ od wczoraj mam nową lekcję, tym razem jest to coś niezwykle popularnego w Chinach, zresztą nie tylko w Chinach, a mianowicie jedzenie w restauracji. A że lubię lekcję zacząć od ćwiczeń rozgrzewających to tę zaczynamy od zrobienia ogromnej listy z różnymi rodzajami jedzenia, konkretniej w czterech kategoriach mięso, warzywa, owoce, dania.

P1150202 (Copy)

O ile to ostatnie jest problematyczne, bo cała masa dań po Chińsku nie ma odpowiednika po angielsku, o tyle pierwsze trzy są super proste. Studenci mogą się wykazać, przestawić na angielski i generalnie się rozruszać.

Nie wziąłem tylko jednej rzeczy pod uwagę. Że co kilka zajęć będę słyszał psie mięso.

P1150204 (Copy)

Na północy Chin wierzą że jedzenie psiego mięsa jest bardzo dobre w okresie późno jesiennym, gdyż dostarcza ciału mnóstwo niezbędnych do przetrwania zimy składników. Nie mam pojęcia ile w tym prawdy i nie chcę wiedzieć.

Nie mam do Nich absolutnie pretensji bo to są różnice kulturowe, ale…psiny tam nie wpiszę. Nie ma opcji.

P1150206 (Copy)

Czołem doktorku

P1150187 (Copy)

Są takie chwile kiedy uwielbiam moich studentów. Bardziej w sensie uwielbiam uczyć niż uwielbiam tych konkretnych studentów. Ten zawód daje mi to mnóstwo, ale to naprawdę mnóstwo radości i tutaj, w Longhu, tej małej wiosce gdzieś na krańcu świata momentami czuję że to wszystko ma sens, odzyskuję wiarę w sens tej pracy tutaj. Owszem, czasem ten sens znika z tego samego powodu. Czasem mam ochotę przyznać rację jednemu z moich wykładowców na uniwersytecie i powiedzieć że faktycznie uniwersytet byłby o wiele lepszym miejscem gdyby nie studenci.

Tyle że nie dzisiaj. Dzisiaj jestem mocno podbudowany.

Ostatnie zajęcia w te parzyste tygodnie mam z taką średnią grupą. Średnią. Może z trzy osoby rozumieją większość tego co do Nich mówię. Parę nie ogarnia w ogóle.

Czyli średnio, ale jeszcze nie najgorzej. Nawet na kilometr nie zbliżają się do tego co było w Changchun.

To w tej grupie jest ten jeden student który pamiętał by odrobić zadanie domowe dwa tygodnie temu. W tym tygodniu zawiódł mnie solidnie bo się nie przygotował. Za to cała reszta grupy już tak.

I to był pierwszy ogromny plus.

Drugim ogromnym plusem było to jak zadanie domowe zaprezentował jeden ze studentów:
– Czołem doktorku, boli mnie brzuch.
– Oj stary, a co jadłeś?

I się uśmiałem. Reszta była utrzymana w podobnym tonie więc tylko zwróciłem uwagę że to dość nietypowe, ale jak najbardziej poprawne.
– O ile są znajomymi.
– Oczywiście, w tej sytuacji są dobrymi znajomymi.

I to jest taka drobnostka powiecie, bo co to niby trudnego powiedzieć doktorku i stary? Niby nic, ale rozróżnianie stylu formalnego i nieformalnego daleko wykracza poza to co się robi w Chińskich szkołach. To świadczy o zaangażowaniu poza normalnymi zajęciami.

Zawsze gdy widzę kogoś tak zaangażowanego serce mi rośnie. Chłopak pewnie ogląda mnóstwo filmów i stąd ma tę wiedzę, co jest fantastycznym dowodem na to że filmy w oryginale z napisami w odpowiednim języku dają naprawdę pozytywne rezultaty.

P1150188 (Copy)

Leki

P1150135 (Copy)

Nie wiem czy pamiętacie, a pewnie nie pamiętacie bo niektórzy z Was tego nawet nie czytali, ale w czasie mojego pierwszego półrocza byłem ciągle chory. W pewnym punkcie doszło do tego że brałem leki a one mi i tak nie pomagały. Przynajmniej tak czułem, więc pewnie tak było.

W ogóle pierwsze zetknięcie z Chińskimi lekami było dla mnie niezwykle trudne, musiałem wszystkiego szukać w internecie, potem zapisywać nazwy w pinyin i modlić się o to by trafić na kogoś na tyle kompetentnego w aptece by pinyin odczytał, a to nie zawsze się zdarzało.

P1150159 (Copy)

Koniec końców wróciłem zasmarkany do Polski gdzie się wykurowałem i do Jiawang wróciłem zaopatrzony w Polskie leki. Na szczęście nie były mi one już potrzebne, zima się skończyła.

Do Changchun pojechałem zaopatrzony w informacje zdobyte w internecie, czyli zdjęcia pewnego konkretnego leku na grypę. Takiego jednego, który kiedyś był dostępny w Polsce, ale potem został wycofany.

P1150163 (Copy)

Do tego oczywiście miałem małe wiaderko leków przeciwbólowych, przeciwzapalnych i na grypę. Ogólnie byłem bardzo dobrze przygotowany i w Changchun się nie pochorowałem.

Teraz przyjechałem uzbrojony w masę środków przeciwbólowych, ale gdzieś tam się leki zwalczające grypę zapodziały…

A że okres przeziębień w pełni trzeba sobie jakoś radzić. Najprostsza metoda to sprawdzanie składnika aktywnego w polskim leku i szukanie odpowiednika w Chinach. Oczywiście na taobao. I tutaj okazuje się że często nie tylko główny składnik jest taki sam, ale także te pomocnicze i de facto mamy taki sam lek, tylko że w wydaniu chińskim.

P1150164 (Copy)

Udało mi się znaleźć moje ukochane tabletki na ból gardła, do tego mnóstwo leków które są ogólnodostępne w Polsce, ale pod inną nazwą. Czyli jest bardzo dobrze.

Tylko jak nie było tego wycofanego z Polski leku, tak nie było.

Aż do dzisiaj kiedy to poszedłem do pobliskiej apteki by kupić paracetamol (i tutaj, podobnie jak w Polsce, możesz go kupić w kilku odmianach, z czego najtańsza kosztuje grosze, ale to za chwile) i zauważyłem ten lek. Pięć tabletek na pięć nocy, dziesięć tabletek na pięć dni i przeziębienie z głowy.

P1150165 (Copy)

Ale paracetmaolu nie było. Poszedłem więc do innej apteki, połączonej z jakimś tam lekarzem i poprosiłem o te cholerne tabletki.  Panie nie znały ceny, ale napakowały z dużego opakowania do małego, po czym coś mnie tknęło i mówię że chcę zobaczyć. No tak 0,3, i mówię że chcę 0,5, Pani wysypała dziesięć, wzięła inne pudełko, nasypała dziesięć 0,5, zapytała jakiegoś tam lekarza o cenę.
I zapłaciłem tego jednego juana. Pięćdziesiąt groszy. Tutaj to można leki kupować.

Bieganie we mgle

P1150112 (Copy)

W poniedziałek pisałem o tym szarym niebie i smogu, a dzisiaj przyszło mi w smogu biegać.

Strasznie mi skoczył poziom motywacji po tych wczorajszych zapisach. Co prawda wypadnie mi kilka, sześć chyba, tygodni w styczniu i lutym, ale do biegania wracam od ostatniego tygodnia lutego. To oczywiście sprawia że nie mogę nastawiać się na żaden sukces sportowy, pokroju pobicia rekordu życiowego, ale przynajmniej będę w stanie ten maraton przebiec w miarę bezboleśnie.

P1150114 (Copy)

Z samym przebiegnięciem nie powinno być problemów, ostatni maraton pokonałem po trzech tygodniach treningu poprzedzonych czterema tygodniami przerwy poprzedzonymi dziewięcioma tygodniami biegania raz-dwa razy w tygodniu. Czyli de facto bez porządnego treningu.

Czwarty pokonałem po dwóch tygodniach od wyjścia ze szpitala.

P1150117 (Copy)

Generalnie samo przebiegnięcie maratonu to nie problem, nawet przygotowanie się do niego to nie problem. Przynajmniej nie tutaj. Chociaż rano jest chłodno to pogoda ciągle dopisuje, nie ma deszczów, strasznego wiatru, jedynie jest trochę chłodno. Oby było tak jak najdłużej.

P1150121 (Copy)

Zastanawiałem się czy nie zacząć biegać tylko trzy razy na tydzień bo jednak te poranne temperatury mogą okazać się nienajlepszym rozwiązaniem pod kątem zdrowotnym, ale to się jeszcze okaże. Na razie, póki pogoda dopisuje, zamierzam z niej korzystać.

P1150122 (Copy)

Jeżeli chodzi o te temperatury to panuje to taka typowa północno chińska sinusoida. Rano jest strasznie zimno, w południ robi się ciepło, stopniowo temperatura spada i nad ranem znowu jest najzimniej. Czyli dokładnie to samo co było w Jiawang, a czego praktycznie nie było w Changchun.

P1150129 (Copy)

Gdyby nie ten nieszczęsny English corner te środy byłyby całkiem przyjemne, a tak człowiek musi się spieszyć po ostatnich zajęciach odebrać paczki (dzisiaj tylko jedna, ale nie mam pojęcia co w niej jest), coś zjeść, przebrać się i drałować na to szóste piętro wydziału języków obcych. I tylko po to by posiedzieć dwie godziny z kilkoma studentkami które są w miarę rozgarnięte. Lub kilkunastoma które są zupełnie nierozgarnięte i znowu odpowiadać na te same pytania co w każdą środę patrząc tylko na zegarek i wyczekując aż w końcu wybije dziewiętnasta i można już wracać.

P1150130 (Copy)

To jest chyba najsmutniejsze co mogę powiedzieć, gdy siedzę i wypatruję końca. Miałem jedną taką dwuosobową grupę w Polsce która zmuszała mnie do ciągłego patrzenia na zegar, bo inaczej nie wytrzymywałem zajęć z Nimi.

Gdy sam wypatrujesz końca swoich zajęć nie możesz oczekiwać że studenci będą zmotywowani do pracy.

P1150111 (Copy)

Pełny wtorek

Nie lubię co drugich wtorków. Są dla mnie zbyt długie.

Powoli kończy się jesień. Znaczy według Chińczyków już się skończyła i teraz panuje zima. Tyle tylko że jeszcze nie ma zimowej pogody, nie ma przymrozków, nie wszystkie liście zleciały z drzew, szronu nie widać nigdzie i dzisiaj dopiero zobaczyłem rano swój oddech, czyli wcale nie ma tak źle.

Studentom nie przeszkadza to jednak w ubieraniu zimowych kurtek i siedzeniu w nich w klasach.

Ogrzewanych klasach co ciekawsze.

Po raz pierwszy zwróciłem na to uwagę w Changchun, a prawdę mówiąc zwróciła mi na to uwagę June. Chińczycy po wejściu do pomieszczenia nie ściągają kurtki. W Jiawang nawet się nad tym nie zastanawiałem bo tam przecież nie było nic ogrzewanego, wszędzie był mróz i nawet ja w kurtce pracowałem.

W Changchun początkowo też jakoś nie przeszło mi przez myśl że tutaj coś jest nie tak. Dopiero June zwróciła mi uwagę w lutym Bart, Ty zawsze zdejmujesz kurtkę jak wchodzimy do pomieszczenia. No tak, zdejmuję bo w pomieszczeniach zawsze jest cieplej. Tyle tylko że to są Chiny i tutaj nasze zawsze nie przekłada się na chińskie zawsze.

Potem zacząłem na to zwracać uwagę i prawdę mówiąc zacząłem się jeszcze bardziej dziwić. Bo jak to tak, czemu w Changchun w trakcie sezonu zimowego gdy kaloryfery jeszcze grzeją Chińczycy siedzą w kurtkach.

Siedzą bo taką mają mentalność. W pomieszczeniu nie jest cieplej niż na dworze. Chociaż jest.

Tutaj widać dobitnie potwierdzenie tezy że zimno to tylko stan umysłu.

Zapisałem się dzisiaj na maraton ZhengKai prowadzący z Zhengzhou do Kaifeng. Zapowiada się na najnudniejszy maraton w życiu. 42 kilometry po autostradzie. Ruch ma być częściowo, lub całkowicie, wstrzymany, ale jak to będzie to się dopiero okaże. Nie mam pojęcia jak to będzie z powrotem, czy będzie jakiś autobus odwożący uczestników do Zhengzhou, czy będzie jakiś autobus przewożący ubrania na zmianę do Kaifeng…nic nie wiem. Wiem tylko że 29-go maja pobiegnę. Będzie to mój pierwszy maraton w Chinach. Teraz pozostaje tylko biegać i jakoś się tam do niego mentalnie przygotować.

Niebo

Chociaż minął od tego dnia już ponad rok do dzisiaj go pamiętam i pewnie zapamiętam do końca życia.

Przyjechałem do Zhengzhou pociągiem nocnym z Qufu. Była to moja pierwsza, i jedyna w czasie pierwszej samodzielnej podróży, podróż w przedziale sypialnym. Jakoś tak się składało że albo nie jechałem w nocy, a może powinienem, albo nie było biletów, dzięki czemu zaoszczędziłem trochę pieniędzy i zrozumiałem dlaczego te bilety tak szybko znikają. Sam pociąg nie był wyjątkowy, przedział sypialny jak wszystkie inne sypialne. Nic nadzwyczajnego.

W Zhengzhou znalazłem się wcześnie rano. Słońce co prawda już wzeszło, ale dopiero zaczynało przebijać się przez chmury. Takie przynajmniej miałem wtedy wrażenie. Dwadzieścia osiem lat spędzonych w Polsce nauczyło mnie że skoro słońca nie widać to zasłaniają je chmury.

Wracając ze świątyni Shaolin dotarło do mnie że to słońce dalej jest za chmurami i wtedy zrozumiałem że to nie były chmury.

To był smog.

Gęsty jak zupa. Ta mgła z Jiawang? To też smog.

Może dlatego nie ma w tym nic magicznego. To po prostu zwykły smog. Coś czego w Polsce nie doświadczyłem.

Obiecałem sobie wtedy że więcej do Zhengzhou nie wrócę. W życiu jednak różnie wychodzi i stało się tak jak się stało z czego jestem zadowolony, ale jakość powietrza to kiepski żart.

Wiele mówi się o tym że w Pekinie powietrze jest paskudne, mgła i w ogóle tragedia. Wskaźnik PM2.5, czyli najbardziej szkodliwych dla zdrowia pyłów zawieszonych, wynosi dzisiaj w Pekinie około 100. W Zhengzhou 280.

Wszystko do 50 uznawane jest za dobre. Do 100 za akceptowalne. Do 150 zaleca się ludziom starszym i dzieciom nie wychodzić z domów. Powyżej 200? To już tylko niezdrowe.

Zhengzhou słynie z tego że jest najbardziej zanieczyszczonym, lub jednym z najbardziej, miastem w Chinach. Pekin się przy mojej miejscowości może schować.

A piszę o tym bo June uczyła ostatnio dzieci kolorów. I zapytała:
– Jaki kolor ma niebo?
– SZARY!

Oto proszę Państwa świat, w którym niebo nie jest niebieskie, a szare.