Huaqiao University

url

Uniwersytet Huaqiao, czyli dosłownie uniwesytet dla Chińczyków zza morza, jest uniwersytetem poziomu narodowego (są jeszcze na poziomie prowincji, miasta, prywatne, oraz bezpośrednio zarządzane przez konkretne ministerstwo) mający swoją siedzibę w Quanzhou, oraz Xiamen w prowincji Fujian.

Uniwersytet został założony w 1960 przy poparciu ówczesnego premiera Zhou Enlai, miał na celu pozwolić Chińczykom pochodząc z rodzin emigrantów powrócić do kraju rodziców i tam studiować.

Ogólnie

Od momentu utworzenia mury uniwersytetu opuściło ponad 76000 studentów, z których 36000 pochodziło zza granicy. Obecnie studiuje na nim 24000 studentów z których ponad 3000 pochodzi z zagranicy.

Infrastruktura

Kampus w Quanzhou, czyli główny zajmuje powierzchnię ponad 740000 metrów kwadratowych z czego ponad 550000 to przestrzeń zabudowana.

Kampus w Xiamen zajmuje powierzchnię 1320000 metrów kwadratowych.

Wyższa szkoła języka i kultury chińskiej także podlega uniwersytetowi Huaqiao. Jest to szkoła skierowana dla studentów zza granicy by pomóc Im zgłębić tajniki kultury i języka Chińskiego. Ukończyło ja już ponad 32000 studentów z ponad 30 krajów.

Pracownicy

Uniwersytet zatrudnia ponad 1700 nauczycieli. Ponad 900 pracuje na pełny etat, ponad 400 nosi tytuł wykładowcy lub starszego wykładowcy, ponad 141 ma tytuł doktora a 38 prowadzi badania opłacane przez rząd.

Wydziały

Uniwersytet składa się z 19 kolegiów /wydziałów. Tytuł doktora można uzyskać na 9 kierunkach, magistra na 64, magistra inżyniera na 6, a licencjata na 52.

1407240944adb303f317551866(1)

 

Zdjęć mało bo jeszcze na miejscu nie jestem. Powinienem dotrzeć w czwartek po południu. Do tego czasu zachęcam do obejrzenia prezentacji.

Jeszcze nie Chiny

Od kilku lat nie opisałem żadnego biegu. Jestem prawie pewny że nie opisałem dokładnie tego jak zamarzłem na trasie pierwszego Chudego Wawrzyńca, chociaż kilka razy pewnie wspominałem o tych przesympatycznych ludziach którzy mnie prowadzili przez parę kilometrów do punktu kontrolnego.

Na 100% nie opisałem maratonu w Rybniku dwa lata temu, zresztą i tak nie ma o czym pisać. 14 kółek, hica i w uszach opis Drugiej Wojny Światowej.

W tym roku, a raczej w te wakacje, pobiegłem w dwóch zawodach: znowu w maratonie w Rybniku (bo tak jakoś ładnie wypada), oraz w biegu Powstań Śląskich, czyli dziesiątce w Parku (bo rozgrzewką jest już dobiegnięcie do biura zawodów).

11896468_721414444637389_9030547106718252834_o

Maraton został zaliczony z czymś co można uznać za przyzwoity czas biorąc pod uwagę że jedyne biegi dłuższe niż 20km robiłem już w Polsce i przez dłuższe niż 20km rozumiem dwie dwudziestki i jeden pół maraton. Czyli wytrzymałościowe przygotowanie było żadne i to wyszło na dziesiątym kółku od którego zacząłem bieg przeplatać z chodem. Skończyło się na 4:15 czyli pół godziny szybciej niż dwa lata temu i z jednej strony jestem zadowolony bo to było nie było mój drugi najszybszy maraton, a z drugiej jest pewien niedosyt bo gdybym trochę więcej tych biegów długich zrobił to czas byłby lepszy i byłbym mniej zmęczony, ale skoro nie zrobiłem to swoje odcierpiałem, w końcu jak to mówią nie sztuką jest maraton przebiec, sztuką jest się do niego przygotować.
Oczywiście ludzie narzekają na pogodę, że za ciepło, ale prawdę mówiąc gorąc przestał być dla mnie problemem jeszcze zanim wyjechałem do Chin, a po trzech latach zrozumiałem że to jak się pocę i męczę w Chinach jest nie do porównania z tym jak się męczę w Polsce. Tutaj czuję się jakby ktoś zdjął ze mnie kilkukilogramową kamizelkę, ale mi to nie przeszkadza ani trochę.
Mam nadzieję że za rok znowu uda mi się tam pobiec i znowu wykręcić te 14 kółek, bo chociaż brzmi to strasznie nudno to jednak w pewnym momencie one się zlewają i człowiek już o tym najzwyczajniej w świecie nie myśli. W końcu to tylko czternaście kółek.

PP1210119

Ten drugi bieg odbył się sześć dni po pierwszym, czyli generalnie powinno być kiepsko, ale była to moja trzecia najszybsza dziesiątka, tylko minimalnie wolniejsza od drugiej, a czułem się w jej trakcie nieporównywalnie lepiej co może zobrazuję taką scenką z ostatniego kilometra.
Na około półtorej kilometra przed metą zaczynał się dość długi bieg i tam minąłem ostatniego będącego w miarę blisko biegacza, a do następnego zostało mi jakieś 300 metrów, czyli daleko. Daleko, ale powiedziałem sobie że czuję się dobrze i może uda mi się Go dogonić, w końcu nic nie motywuje do biegania tak bardzo jak rywalizacja, głównie z samym sobą, ale czasem potrzeba takiego kogoś bardziej namacalnego. I tak biegłem za tym Panem przez następnych kilkaset metrów, aż w końcu Go złapałem. Biegłem chwilę za Nim, ale postanowiłem wyprzedzać, wtedy On też ruszył, więc postanowiłem trochę zwolnić, chwilę później znowu ruszyłem i gdy Go minąłem usłyszałem że znowu przyśpiesza, więc znowu się zatrzymałem, powtórzyliśmy to jeszcze raz, ten trzeci raz był wystarczający by zbliżyć się do kolejnego biegacza i wtedy właśnie postanowiłem ruszyć do przodu. A gdy przestałem słyszeć że mój cień mnie goni ruszyłem jeszcze mocniej i przekroczyłem linię mety na parę sekund przed czterdziestą czwartą minutą. Czyli trzeci najlepszy czas na zawodach. Nie spodziewałem się tego, zwłaszcza że jeszcze parę dni temu nogi w ogóle nie niosły. Widać jednak nie jest ze mną aż tak źle.

Kolejny maraton już w styczniu, mam nadzieję że tym razem będzie dojazd lepiej zorganizowany ;-)

 

Xiamen

Xiamen

Xiamen, znane także jako Amoy, jest jednym z większych miast w południowo wschodnich Chinach. Należy do prowincji Fujian i zajmuje powierzchnię bliską 1700 kilometrów kwadratowych. Miasto to zamieszkiwało w 2010 roku ponad trzy i pół miliona osób. Ścisłe centrum miasta to dwie dzielnice (Huli i Siming) znajdujące się na wyspie Xiamen.

To właśnie z południowej części prowincji Fujian, a więc i z Xiamen, pochodziły pierwsze fale emigracji do krajów południowo wschodniej Azji. Xiamen było jednym z portów traktatowych w dziewiętnastym wieku, a następnie znalazło się w jednej z czterech specjalnych stref gospodarczych otwartych dla handlu z zagranicą gdy Chiny otworzyły się na świat w latach 80-ych.
Według rankingów jest to jedno z najlepszych miast do życia w Chinach.

xiamen

Nazwa

Tereny obecnie zajmowane przez miasto były znane jako Tong’an w czasach dynastii Han, jednakże nie były przez tę dynastię zasiedlone. Wyspia Xiamen była znana jako Jiahe Yu 嘉禾屿 aż do czasów dynastii Ming kiedy to generał Zhou Dexing rozkazał wybudować Zamek Xiamen by bronić te tereny przed japońskimi piratami.

Początkowo nazwę Xiamen zapisywano w języku Hokkien jako ε̄-mûi 下門 co dosłownie oznaczało niższą bramę. Mogło być to odniesieniem do umiejscowienia wyspy na końcu rzeki dziewięciu smoków. Na podstawie dialektu Zhangzhou można wywnioskować pochodzenie nazwy Amoy gdyż jest ona pochodną od nazwy ε̄-mûi.
Z czasem władze uznały że zapis下門 jest zbyt prostacki i zmieniono nazwę na 廈門, której wymowa jest taka sama ale oznacza bramę do posiadłości.

xiamen-and-gulangyu-island-china

Historia

W czasach dynastii Jin obecne tereny zajmowane przez Xiamen należały do okręgu Tong’an. W czasach dynastii Song (960-1279) w mieście powstał port otwarty na handel z zagranicą.

W 1387, za czasów panowania dynastii Ming, w Xiamen powstał fort mający na celu obronę tych terenów przed piratami. Gdy dynastia Qing obaliła dynastię Ming w 1644 Xiamen było jednym z ostatnich bastionów z których wyruszały kontrataki przeciwko Mandżuirom. W 1656 zmieniono nawet nazwę wyspy Xiamen na Siming, czyli Pamiętając o Ming. Ostatecznie w 1661 lojaliści uciekli na Tajwan. Powrócono do nazwy Xiamen, która obowiązywała aż do 1912 kiedy to obalono dynastię Qing i powrócono do nazwy Siming, z której ostatecznie zrezygnowano, ale w zamian nazwano tak jedną z dzielnic.

W 1541 roku handlarze z Europy, przede wszystkim z Portugalii, po raz pierwszy zawitali do Xiamen i to właśnie z tego portu pochodziła większość towarów importowanych i eksportowanych z Chin. W rezultacie wiele słów z dialektu Hokkien przeszło do innych języków w tym angielskiego. Na przykład herbata w dialekcie Hokkien to te, skąd wzięło się angielskie tea, czy też jitpun czyli Japan.

W czasie pierwszej wojny opiumowej Brytyjczycy przechwycili miasto 26. sierpnia 1841 w skutek czego było to jedno z pięciu miast traktatowych zapisanych w traktacie z Nankinu podpisanym po zakończeniu wojny. Doprowadziło to do osiedlania się Europejczyków na wyspece Gulangyu, która obecnie znana jest z kolonialnej architektury.

Wiele osób pochodzących z Xiamen, oraz południowej części Fujian emigrowano do krajów połodniowo wschodniej Azji, oraz na Tajwan rozprzestrzeniając język, oraz kulturę Hokkien. Szacuje się że około 220 tysięcy mieszkańców Xiamen to Chińczycy, lub potomkowie Chińczyków którzy kiedyś emigrowali. Około 350 tysięcy Chińczyków mieszkających za granicą uważa że pochodzi z Xiamen.

xiamen-china

Od maja 1938 do września 1945 Xiamen było okupowane przez Japończyków. W czasie Chińskiej wojny domowej wyspy Xiamen oraz Gulangyu były okupowane przez Komunistów, jednakże atak na wyspę Jinmen (oddaloną od wyspy Xiamen o 10 kilometrów i obecnie należącą do Tajwanu) został odparty przez nacjonalistów.
W 1955 i 1958 Chiny odpaliły działa artyleryjskie w stronę Jinmen oraz innych wysp zajętych przez Tajwan. W odpowiedzi nacjonaliści wzmocnili obronę na wyspie Jinmen oraz odpowiedzieli atakiem artyleryjskim na wyspę Xiamen. Z powodu napięć politycznych wschodnia część wyspy Xiamen, oraz część wybrzeża w prowincji Fujian były nierozwijane w latach 60-ych i 70-ych.

W 1980 roku Xiamen zostało wybrane na jedno z pierwszych miast ze specjalną strefą gospodarczą co miało przyciągnąć inwestycje z zagranicy. Za teorią poszła praktyka i miasto zaczęło się rozwijać.
W 2001 roku między wyspami należącymi do Tajwanu a Chinami zaczęły kursować promy, a także nawiązano stosunki handlowe i pocztowe. Już w 2010 roku wykonano ponad milion trzysta tysięcy połączeń wodnych między Xiamen a Jinmen.

Pogoda

Xiamen charakteryzuje się klimatem monsunowym, wilgotnym, podzwrotnikowym, czyli długimi, gorącymi i wilgotnymi latami, oraz krótkimi, lekkimi i suchymi zimami. Najcieplejszym miesiącem jest lipiec ze średnią dwudziestoczterogodzinną temperaturą wynoszącą 27,8 stopni Celsjusza, a najzumniejszym luty ze średnią dwudziestoczterogodzinną temperaturą wynoszącą 12,4 stopni Celsjusza.
Wiosny są dość wilgotne, ale pora monsunowa przypadająca na koniec lata i początek jesieni sprawia że ten okres jest wilgotniejszy. Roczna suma opadów to 1350 milimetrów.

xiamen_island

xiamen1

 

 

Zostawione z telefonu

Plan był taki żeby te zdjęcie szły na instagrama, ale miesiąc po powrocie do Chin instagram został dopisany do listy stron zablokowanych, także oto i one, zdjęcia z komórki:

DSC_0001 (Copy)

DSC_0001_2 (Copy)

DSC_0004 (Copy)

DSC_0006_1 (Copy)

DSC_0007_2 (Copy)

DSC_0009_2 (Copy)

DSC_0011_1 (Copy)

DSC_0012_2 (Copy)

DSC_0013_2 (Copy)

DSC_0015_3 (Copy)

DSC_0017_1 (Copy)

DSC_0017_2 (Copy)

DSC_0020_1 (Copy)

DSC_0021_2 (Copy)

DSC_0025_2 (Copy)

DSC_0033 (Copy)

DSC_0035 (Copy)

DSC_0036_1 (Copy)

DSC_0037 (Copy)

DSC_0037_1 (Copy)

DSC_0038_1 (Copy)

DSC_0039 (Copy)

DSC_0039_1 (Copy)

DSC_0042 (Copy)

DSC_0051 (Copy)

DSC_5042 (Copy)

DSC_5043 (Copy)

DSC_5044 (Copy)

DSC_5058 (Copy)

DSC_5059 (Copy)

DSC_5060 (Copy)

 

Wyniki ankiety

Wydałem 50 ankiet, dostałem 49 z powrotem, nie wszyscy odpowiedzieli na wszystkie pytania. Skala to od 1 do 5 gdzie 1 to najgorsza ocena a 5 najlepsza.

Zaczynamy od oceny prowadzącego:

Friendliness, czyli powiedzmy że życzliwość, przyjazne nastawienie – 4,85
Helpfulness, czyli powiedzmy bycie pomocnym – 4,65

I tyle, teraz oceny zajęć:

Boring/Interesting, czyli nudne/intersujące – 4,26
Useless/Useful
, czyli bezużyteczne/przydatne – 4,32
Te dwa powinny być na podobnym poziomie bo skoro są przydatne to są interesujące (teoretycznie).
Noisy/Quiet
, czyli głośne/ciche – 4,1
Było tak jak być powinno, głośno po angielsku kiedy mieli rozmawiać i cicho kiedy nie mieli rozmawiać. Nikt nikomu nie przeszkadzał, nikt nie psuł zajęć, czyli dla mnie dobrze.
Organization
, czyli źle/dobrze zorganizowane – 4,4
I to było miło słyszeć. Nad strukturą zajęć muszę jeszcze popracować, ale dobrze wiedzieć że ogólnie organizacja jest dobrze oceniona.
Easiness to understand
, czyli czy łatwo zrozumieć prowadzącego – 4,1
Jest dobrze, może być lepiej. To pytanie będę musiał w przyszłości doprecyzować czy chodzi o akcent, czy o sam fakt prowadzenia zajęć po angielsku
Level of formality
, czyli zajęcia formalne/nieformalne – 2,5
Kiełkowała mi myśl o zapytaniu się June o to jak to przetłumaczyła, ale potem dotarło do mnie że studenci dostawali zadania domowe, które były sprawdzane do tego mieli egzaminy i rozmowy głównie na temat zajęć, także jak najbardziej zajęcia formalne.

To teraz egzamin

Trudny/łatwy – 3,6
Biorąc pod uwagę że dostali pytania na dwa tygodnie do przodu i że były to pytanie na które już raz odpowiadali w zadaniach domowych to się nie zgadzam. Ten egzamin był ekstremalnie łatwy.
Confusing/Easy to undersand, czyli skomplikowany/łatwy do zrozumienia – 3,74
W takim razie jest tutaj duże pole do popisu, chociaż uważam że i tak dokładnie wyjaśniłem co będzie na egzaminie, oraz w jaki sposób będzie on przeprowadzany. Za rok spróbuję to zrobić inaczej.

Teraz kilka pytań Tak/Nie:

Czy wybieranie tematów zajęć przez studentów to dobry pomysł?
48 odpowiedziało tak, 1 odpowiedział nie.
Dlaczego nie? Bo tematy były za proste.
Dlaczego tak? Bo pokazuje to szacunek do studentów, jest pomocne, daje im kontrole nad tym czego chcą się uczyć. Czyli dobry ruch, zostaje na kolejny rok.

Czy pamiętasz cel jaki sobie wyznaczyłeś na początku roku (to było pierwsze zadanie domowe, wyznaczyć sobie cel na te zajęcia)?
43 odpowiedziało tak, 5 odpowiedziało nie.
Dlaczego nie? Bo nie było to wykorzystane w zajęciach. Po części się z tym zgodzę bo ciężko pomóc ludziom którzy za cel obrali sobie zdanie egzaminu w którym nie ma części mówionej. W przyszłym roku muszę jaśniej wyjaśnić na czym polega wybieranie celu.
Dlaczego tak? Bo to ulubione zajęcia, bo cel został osiągnięty, bo udało się poprawić umiejętność mówienia po angielsku, bo było to przydatne.

Czy czujesz że mówisz teraz lepiej po angielsku?
45 odpowiedziało tak, 3 odpowiedziało nie.
Dlaczego nie? Nie wiem, nie uzasadnili.
Dlaczego tak? Dobry nauczyciel, bo w końcu mówię po angielsku.
I to że dwóch studentów napisało mi że w końcu zaczęli mówić po angielsku jest dla mnie miarą sukcesu.

Czy uważasz że słuchanie odpowiedzi wszystkich studentów to dobry pomysł?
48 odpowiedziało tak, nikt nie odpowiedział nie.
Dlaczego tak? Bo w końcu mogę mówić po angielsku!
Czyli pomysł zostaje

I teraz co dodać do zajęć za rok, tutaj studenci mieli do wyboru:

– Więcej zajeć o kulutrze innych krajów, co wybrało 19 osób. Co ciekawe wszystkie grupy miały możliwość wybrania tych zadań, ale tylko jedna go wybrała. Z pewnością jest to coś co chcę wprowadzić w przyszłym roku, ale muszę jeszcze przemyśleć jak to zrobić by z ćwiczeń nie zrobić wykładu.
– Zajęcia poza klasą, co wybrało 17 osób. Do przemyślenia na nowym kampusie.
– Nauczyciel powinien mówić więcej, co wybrało 29 osób. Bardzo ciężko pracowałem nad zmniejszeniem czasu w którym ja mówię i zwiększeniem czasu w którym uczniowie mówią. Nie chcę prowadzić wykładów, ale widać powinienem jednak mówić więcej.
– Mniej zadań domowych, czego nikt nie wybrał.
– Gry, co wybrało 17 osób. To jest zdecydowanie coś co chcę poprawić w przyszłym roku, bo praktycznie w żadne gry w tym roku nie graliśmy. Sam się trochę zawiodłem.
– Śpiewanie piosenek, co wybrało 8 osób. Może nie będziemy śpiewać, ale jeżeli wyposażenie pozwoli będziemy robić listening comprehension z piosnek i może karaoke. Chociaż to zależy od wielkości grupy.
– Oglądanie filmów, co wybrało 15 osób. Myślę że jak wyposażenie pozwoli to będziemy mogli jakieś filmowe listening comprehension zrobić. Bo oglądanie dla samego oglądanie to strata czasu
– Inne, co wybrała jedna osoba, która poprosiła o zajęcia poświęcone kulturze innych krajów.

Na koniec uwagi.

Co się podobało najbardziej:
Lubię gdy nauczyciel mnie chwali, nauczyciel jest zabawny, podoba mi się atmosfera, to że cała klasa mówi, czarujący uśmiech (tutaj June się śmiała), lubię mówić po angielsku, zabawny (kilka razy), nie mówi za szybko, nie ma presji, możemy mówić swobodnie, zadania domowe, styl nauczania (to się pojawia wielokrotnie), poważny nauczyciel, że możemy wybierać tematy, głos, ciekawe pytania, gdy nauczyciel mówi po chińsku, gdy możemy rozmawiać ze sobą, że nabrałam pewności siebie, przystojny nauczyciel ale mógłby więcej mówić.
Pomimo tego że zajęcia były bardziej formalne były też zabawne, jak widać, a ich styl był dużym plusem. Także formalne zajęcia są dobre.

Co można poprawić: (bo w Chinach to nigdy nie powiedzą że coś jest złe, może być nie najlepsze):
Zadania domowe można robić na zajęciach, za mało do nauki, za cicho, rozmowy w grupach, więcej zajęć o kulturze, nauczyciel słabo mówi po chińsku, zajęcia odbywały się za rzadko, nauczyciel mówił za szybko, za dużo zadań domowych.
Czyli Ci nie najlepsi studenci chcą żeby mówił lepiej po chińsku, wolniej po angielsku i dawał mniej zadań domowych, a Ci lepsi chcą żebym dawał więcej do nauki. Większość studentów napisał tutaj NIC. Czasem mówię za szybko i to muszę poprawić. Na pewno nie zacznę więcej mówić po chińsku bo nie o to chodzi. Zapewne od przyszłego roku będę chciał jednak uczyć moich nowych studentów trochę więcej, mam nadzieję że nie będą się buntować.

 

 

 

Piątek

Ostatni dzień egzaminów. W teorii jeszcze w przyszłym tygodniu powinienem mieć zajęcia, ale skoro wszystkich przeegzaminowałem to raczej nikt mi się na zajęciach nie pojawi. Ja pewnie się pojawię chociaż na moment popatrzeć czy ktoś przyszedł.

O cornerze nie ma co pisać bo studentów było mało, bardzo mało. Wszyscy przygotowują się już do egzaminów a więc nie ma większego sensu pojawiać się na zajęciach nieobowiązkowych, w końcu kogo one interesują?

Także studentów malutko, w dodatku nikt nic ciekawego nie mówił, pozostało mi jedynie opowiadać o moich zajęciach, które już się skończyły!

W ogóle to w ten weekend wypadaj święto smoczych łodzi czyli czas objadania się słodkimi ryżowymi pierogami w kształcie piramid. I tutaj tak bardzo brakuje mi Jiawang gdzie dostałem od Lucy tyyyyyyle pierogów że zostały jeszcze w zamrażalce po moim powrocie do Polski.

Ach właśnie, moi dawni uczniowie pokończyli już ogólniak, skończyli pisać gaokao i teraz czekają na wyniki, czy dostaną się do wymarzonych szkół, czy też nie. Mam nadzieję że dostaną się tam gdzie chcą, w końcu tak ciężko na to pracowali te trzy lata.
Teraz, moim zdaniem, przed nimi jeszcze trudniejsze cztery lata. Jedyne cztery lata w Ich życiu w których będą mieli mnóstwo czasu wolnego, zapewne po raz pierwszy od przedszkola, lub jeszcze zanim poszli do przedszkola, aż do emerytury.
Oby tego czasu nie zmarnowali i nie zaczęli odpowiadać na pytanie what is your hobby? Sleeping! Bo to będzie najzwyczajniej w świecie smutne.

Przede mną jeszcze dwa ostatnie egzaminy, a potem wypełnienie jeszcze kart z ocenami, oddanie Ich do studium języków obcych i zebranie odpowiednich podpisów. A potem jeszcze dwa tygodnie i w końcu powrót do kraju.

Prawdopodobnie nie zostawimy tu rzeczy tylko wyślemy je do znajomego June. Dlaczego? Nikt, z pracowników, jakoś szczególnie nie chce nam pomóc, każda osoba odsyła do innej osoby, a nauczyciele wrócą dużo po nas, więc Ich o pomoc nie możemy prosić.
Generalnie niechęć do pomocy ludziom którzy już nie będą tu pracować jest dość standardowa. Inny z nauczycieli dostał dwa dokumenty do nowej pracy z dwoma różnymi datami zakończenia umowy, czego oczywiście nie mógł przyjąć, a czego Pani z biura nie poprawi bo nie.

Zuile.

Czwartek

Dzisiaj też nie. Najzwyczajniej w świecie te środy/czwartki są dla mnie jak dodatkowy weekend z tym że jednak mam zajęcia pod koniec, więc generalnie to sobie siedzę i czekam. Jeżeli mam coś do zrobienia to robię, ale jeżeli nie mam, to no cóż, nie robię.
Także dzisiaj też bez lania wody. Trzymajcie kciuki żeby coś na cornerze wydarzyło bo inaczej również w piątek notki nie będzie.

Wtorek

Niektóre klasy miałem w tym roku takie średnie. Konkretniej były to klasy które najpierw przeszły przez trzyletni junior college, czyli takie cudo w którym uczyłem w Changchun, a potem poszli się doszkalać na czymś co nazwę licencjackimi studiami uzupełniającymi.

Jak więc nietrudno się domyślić z jednej strony nie są to studenci wybitni bo było nie było zawalili gaokao i poszli do tego junior college’u, a z drugiej strony są bardziej zmotywowani bo są na tych studiach uzupełniających. W dodatku widać że pochodzą z rodzin z ponad przeciętnymi dochodami.

W każdym razie obie klasy były super gdy robiliśmy proste rzeczy, za to gdy zaczęliśmy robić trudniejsze to było już dla Nich trochę za trudno, ale dalej się starali. Czyli generalnie byłem z Nich zadowolony. Po Changchun to jestem zadowolony gdy studenci w ogóle przychodzą na zajęcia. W ogóle to zrobię taką samoanalizę tego co zrobiłem dobrze, co źle, co muszę poprawić, a co uważam za bardzo dobre punkty, nie podsumowanie, i zapewne wrzucę razem z wynikami ankiet.

Piszę o tej klasie bo dzisiaj usłyszałem od jednej ze studentek że jestem excellent teacher i chociaż przyjąłem już Chiński sposób obrony przed komplementami i mówię no, no, just okay, to była nieustępliwa mówiąc że wszyscy tak uważają.
I takie coś jest bardzo budujące bo niby się czuje, ale też taki pozytyw jest potrzebny, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę kontekst.

Zawsze chciałem zostać nauczycielką. W zeszłym tygodniu miałam pierwsze trzy zajęcia w szkole językowej i to była tragedia. Moi uczniowie nic nie rozumieli. Nic nie potrafiłam przekazać, patrzyli się na mnie, próbowali coś zrobić, ale widziałam ze Oni mnie nie rozumieją, a ja nie wiedziałam co zrobić. Teraz nie wiem czy chcę zostać nauczycielką.

A teraz jeszcze brat zaprosił mnie do Australii gdzie mieszka i pracuje, ale ja nie chcę jechać bo mój angielski jest taki słaby, jak ja się z ludźmi porozumiem, przecież mnie nikt nie zrozumie, a On nie może się mną zajmować.

Czyli taki malutki kryzys wywołany trzema kiepskimi zajęciami. W dodatku pierwszymi. W Chinach, zresztą nie tylko w Chinach, panuje takie przekonanie że każdy może być nauczycielem, że nie ma nic trudnego w rozmawianiu z ludźmi, przekazywaniu Im wiedzy, rozwijaniu Ich jako ludzi i jako uczniów. I stąd takie kryzysy.

Nauczyciel obecnie, niezależnie od poziomu nauczania, to znacznie więcej niż wykładowca. Dlatego też odpowiedź padła taka:

Pierwszy…hmm…rok(haha) jest zawsze trudny. Nikt nie rodzi się doskonałym nauczycielem, spróbuj mówić do Nich tak jak mówiłaś do siebie gdy się tego uczyłaś po raz pierwszy. Pamiętaj że Oni nie wiedzą tego co Ty wiesz, więc staraj się wszystko upraszczać, zejdź dwa poziomy niżej i pokaż Im że potrafią, a potem stopniowo ruszaj w górę.

A do Australii powinnaś pojechać, ja Cię rozumiem, więc ludzie tam też Cię zrozumieją. Zrób zdjęcie domu i adresu brata i pokazuj je ludziom pytając o drogę. Nie przejmuj się tym że czegoś nie rozumiesz, lub Oni czegoś nie rozumieją. To zupełnie normalne.

I powiedziała że spróbuje ze szkołą w kolejnym tygodniu. I dobrze, bo nie powinno się tak szybko rezygnować z czegokolwiek, a zwłaszcza z pracy którą chciało się wykonywać od zawsze.