Wtorek

Niektóre klasy miałem w tym roku takie średnie. Konkretniej były to klasy które najpierw przeszły przez trzyletni junior college, czyli takie cudo w którym uczyłem w Changchun, a potem poszli się doszkalać na czymś co nazwę licencjackimi studiami uzupełniającymi.

Jak więc nietrudno się domyślić z jednej strony nie są to studenci wybitni bo było nie było zawalili gaokao i poszli do tego junior college’u, a z drugiej strony są bardziej zmotywowani bo są na tych studiach uzupełniających. W dodatku widać że pochodzą z rodzin z ponad przeciętnymi dochodami.

W każdym razie obie klasy były super gdy robiliśmy proste rzeczy, za to gdy zaczęliśmy robić trudniejsze to było już dla Nich trochę za trudno, ale dalej się starali. Czyli generalnie byłem z Nich zadowolony. Po Changchun to jestem zadowolony gdy studenci w ogóle przychodzą na zajęcia. W ogóle to zrobię taką samoanalizę tego co zrobiłem dobrze, co źle, co muszę poprawić, a co uważam za bardzo dobre punkty, nie podsumowanie, i zapewne wrzucę razem z wynikami ankiet.

Piszę o tej klasie bo dzisiaj usłyszałem od jednej ze studentek że jestem excellent teacher i chociaż przyjąłem już Chiński sposób obrony przed komplementami i mówię no, no, just okay, to była nieustępliwa mówiąc że wszyscy tak uważają.
I takie coś jest bardzo budujące bo niby się czuje, ale też taki pozytyw jest potrzebny, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę kontekst.

Zawsze chciałem zostać nauczycielką. W zeszłym tygodniu miałam pierwsze trzy zajęcia w szkole językowej i to była tragedia. Moi uczniowie nic nie rozumieli. Nic nie potrafiłam przekazać, patrzyli się na mnie, próbowali coś zrobić, ale widziałam ze Oni mnie nie rozumieją, a ja nie wiedziałam co zrobić. Teraz nie wiem czy chcę zostać nauczycielką.

A teraz jeszcze brat zaprosił mnie do Australii gdzie mieszka i pracuje, ale ja nie chcę jechać bo mój angielski jest taki słaby, jak ja się z ludźmi porozumiem, przecież mnie nikt nie zrozumie, a On nie może się mną zajmować.

Czyli taki malutki kryzys wywołany trzema kiepskimi zajęciami. W dodatku pierwszymi. W Chinach, zresztą nie tylko w Chinach, panuje takie przekonanie że każdy może być nauczycielem, że nie ma nic trudnego w rozmawianiu z ludźmi, przekazywaniu Im wiedzy, rozwijaniu Ich jako ludzi i jako uczniów. I stąd takie kryzysy.

Nauczyciel obecnie, niezależnie od poziomu nauczania, to znacznie więcej niż wykładowca. Dlatego też odpowiedź padła taka:

Pierwszy…hmm…rok(haha) jest zawsze trudny. Nikt nie rodzi się doskonałym nauczycielem, spróbuj mówić do Nich tak jak mówiłaś do siebie gdy się tego uczyłaś po raz pierwszy. Pamiętaj że Oni nie wiedzą tego co Ty wiesz, więc staraj się wszystko upraszczać, zejdź dwa poziomy niżej i pokaż Im że potrafią, a potem stopniowo ruszaj w górę.

A do Australii powinnaś pojechać, ja Cię rozumiem, więc ludzie tam też Cię zrozumieją. Zrób zdjęcie domu i adresu brata i pokazuj je ludziom pytając o drogę. Nie przejmuj się tym że czegoś nie rozumiesz, lub Oni czegoś nie rozumieją. To zupełnie normalne.

I powiedziała że spróbuje ze szkołą w kolejnym tygodniu. I dobrze, bo nie powinno się tak szybko rezygnować z czegokolwiek, a zwłaszcza z pracy którą chciało się wykonywać od zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *