Poranny trening

Budzik zadzwonił o 605. A od piątej tylko się wierciłem i czekałem, czekałem, bo adrenalina nie pozwalała mi już spać. Umyłem się, przebrałem, zjadłem banana i poszedłem. Garmin pokazuje, że ruszyłem o 621. No to się nie obijałem. Co ciekawe, tak jak normalnie w czasie porannych biegów ‘na głodniaka’ umierałem, tak dzisiaj nie miałem żadnych problemów, żadnych kryzysów, słowem – super. Tylko zimno. Nawet bardzo zimno gdy wiał wiatr. Niby 10 stopni, ale to takie jesienne 10, czyli mniej, dużo mniej. Minąłem kilku Chińskich biegaczy i z wszystkimi witałem się podnosząc  rękę. Większość też podnosiła. Jeżeli biegasz jesteś biegaczem, niezależnie od tego gdzie jesteś. Od razu jakoś tak przyjemniej się na sercu robi. Tak wcześnie rano Jiawang jeszcze śpi, sklepy pozamykane, szkoły pozamykane , ludzi na ulicach jak na lekarstwo, mobilnych sklepów z jedzeniem mało, ale już były, za to stacjonarne sklepy przygotowywały się na pierwszą falę klientów. Piece nagrzane, pierożki przygotowane i odstawione do podgrzewania. Aż chciałoby się zatrzymać przy takim piecu i wsunąć parę pierożków, ale nie ma tak dobrze. Pokrążyłem trochę, zmieniłem trasę i zakończyłem Danielsowym 10 trudnych kroków, 10 łatwych kroków, trasa wyglądała o tak:

http://www.endomondo.com/workouts/kkgCH6TGktw

Z dzisiejszych gazetowych ciekawostek – seria alkoholi promowana przez Jacki’ego Chana.

Ze szkolnych ciekawostek, jak widać na zdjęciach, dziewczyna z kocimi uszami na opasce. Jak się wkrótce nie wybiorę do fryzjera to sam będę musiał sobie taką kupić. Tylko może jednak nie z kocimi uszami.

Lunch to zestaw tofu z jajkiem. Za 3.3 RMB w jedynce. Wygląda to okropnie, ale jest bardzo dobre. Chociaż prawdę mówiąc, nie ma znaczenia które tofu się wybierze, wszystkie są wygotowane w tym samym ostrym sosie.

Widok z okna gabinetu nie kłamie. Robota wre. Wkrótce postawią obok szkoły kolejne apartamentowce. Ciekawe co postawią na tym małym polu przed szkołą. Na osiedle jest tam za mało miejsca, ale tutaj żadna przestrzeń się nie może zmarnować, także na pewno jakoś ją wykorzystają.

Budynek szkolny w porze lunchu wygląda jakby był całkowicie opuszczony. Po korytarzach przemykają się jedynie nauczyciele i niedobitki uczniów.

Słońce zza krat. Chociaż dla uczniów tak źle to nie wygląda. W klasach krat nie ma.

Na kolację podobny zestaw jak na lunch, tym razem 3.8 RMB bo wziąłem jeszcze coś. Smakowało jak na lunch. I tak mnie wzięło na tofu, że zakupiłem dziś przyprawy, bób (nie to żeby mi się kończył, ale bobu nigdy za wiele) i w weekend ruszę kupić tofu, które następnie spróbuję sam przyrządzić.

Kulnąłem się jeszcze raz do sklepu i zakupiłem sobie napój o smaku czarnego sezamu. Nie na darmo dorzucili łyżeczkę bo trzeba się było zdrowo namachać, ale w smaku był całkiem niezły.

A teraz tak bardziej życiowo. Z samego rana dostałem smsa od Lidii, że jej siostra musi iść do szpitala, a nie ma się kto nią zająć. No to od razu zadzwoniłem i zapytałem czy może do niej jechać. A ona, że nie bo przecież musi w szkole zlecić wydrukowanie ćwiczeń na jutro dla mnie. Tak, ćwiczenia to kwestia priorytetowa. Powiedziałem jej żeby sobie nie zaprzątała głowy pierdołami i pojechała do siostry. Po południu obie czuły się już lepiej i Lidia wróci wieczorem.

Jutro czeka mnie maraton. Od 750 do 1725. Trzymajcie kciuki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.