Halloween

Halloween. Rany, jak ten czas zleciał. Od klasy trzynastej dostałem cukierki :) I nawet zrobiłem zdjęcie…które potem aparat usunął przy okazji całościowego resetu. Nie dość, że skubany  zdecydował się usunąć wszystkie ustawienia, to jeszcze wymazał zdjęcia z dzisiaj. I tak niestety nie zobaczycie dzisiaj mojego obiadowego szaleństwa.
A byłoby co oglądać, oj byłoby. Bo nie dość, że wziąłem normalny obiad na tacy to, wzbogacony o wiedzę  z wczoraj, zaszalałem i wziąłem jeszcze talerz tofu. Mam wrażenie że ceny tego tofu są przydzielane losowe. Bo dzisiaj wziąłem tyle samo co wczoraj a zapłaciłem więcej. Ogółem to moje szaleństwo wyszło mnie 8.3 RMB. Jakby nie patrzeć burżujstwo.

A potem poszedłem jeszcze do szkolnego sklepiku z zamiarem zakupu słonecznika. Tak chodzę i chodzę, szukam tego słonecznika i nagle czuję coś na pasku z plecaka, po chwili znowu…zerkam w dół i widzę jak jakaś uśmiechnięta starsza Chinka ciągnie mój pasek z plecaka. Patrzę na nią z, mam nadzieję, wyraźnym niezrozumieniem, a ona ciągnie ten pasek i się uśmiecha. Nagle mnie olśniło. Ona chce żebym ściągnął plecak. Uśmiecham się, z mam nadzieję, wyraźnym niezrozumieniem, ale odkładam plecak i ruszam kupić słonecznik. Trochę drożej niż w centrum, co dziwnym nie jest, ale nie mam dziś czasu na wyjazdy. Kupiłem. Wziąłem plecak i poszedłem do gabinetu.

Lidia zostawiła karteczkę. I będzie popołudniu. To fajnie.

Ciąg dalszy zajęć. Dzisiaj. Jutro. Pojutrze. Będę męczył siebie i dzieciaki przygodami Charliego Browna w Halloween. To jest największy minus prowadzenia 14 klas. 14 razy robi się to samo. Pomiędzy poszczególnymi klasami są zbyt małe różnice by całkowicie zmieniać zajęcia.

Po wszystkich zajęciach pora na konsultacje. Na początku Lidia poświęciła kilka minut na wyjaśnienie niejasności związanych z konkursem z angielskiego. No tak, bo organizujemy konkurs. W sensie nie my a szkoła, ale my zajęliśmy się organizacją. My w sensie Lidia. Bo ja mam tylko siedzieć i oceniać. Lidia wymyśliła, że konkurs zacznie się w przyszłym tygodniu, z każdej klasy wyłonimy dwie osoby które pójdą dalej. Podobno nie zgłosiło się zbyt wiele osób, ale Lidia zapomniała, że za 2 tygodnie są egzaminy śródsemestralne co częściowo tłumaczy te braki. A wymyśliła, że będą musieli nauczyć się na pamięć jakiejś historii i będą ją wygłaszać. Piękny pomysł, naprawdę piękny. Poćwiczą wymowę i pamięć. Nawet będą jakieś nagrody :)

Lidia też poczytała mi trochę ankiet od uczniów. Ankiet w których uczniowie pisali czy podobają im się zajęcia ze mną, co chcieliby zmienić, czy chcieliby mieć te zajęcia przez całą szkołę. No i wszyscy chwalą mnie ogromnie, uwielbiają, lubią, mówią że zajęcia są świetne, uczą i pozwalają się zrelaksować. Lidia powiedziała, że nie ma negatywnych opinii, wszystkie są świetne. Pokaże je szefowi i dyrektorowi i może zajęcia z języka mówionego będą też w klasie drugiej. Byłoby fajnie :)
A te wszystkie opinie były tak pozytywne, że poprosiłem Lidię by przestała czytać, bo zacząłem się rumienić. Padały propozycje by robić trochę więcej ćwiczeń z mówieniem i taki jest plan by je powoli wprowadzać. Cieszy mnie to że udaje mi się ich i zrelaksować i czegoś nauczyć. Bardzo, ale to bardzo mnie to cieszy :)

Padło pytanie ‘czy będzie inny nauczyciel?’ zadała je ‘zdrajczyni’. I powiedziałem jej że wiedziałem że to ona zada to pytanie. Oczywiście żartowałem bo pewnie więcej z nich nad tym myślało. W końcu wszyscy się martwią o to czy sobie poradzę z tyloma klasami. No nie mam innego wyjścia, muszę sobie poradzić.

A potem wróciłem do domu. Zdecydowałem sobie dzisiaj odpuścić stołówkę i zrobić sobie jajecznicę. No i wyszło całkiem dobrze, ale ciągle mam problemy z tą płytą indukcyjną. Opanuję ją! Opanuję bo nie dam się takiemu urządzeniu pokonać!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.