Niedziela i przegapione #8

Na mapie nie ma Japonii
Pierwsze zajęcia jako nowy nauczyciel klasy pierwszej i co? Na mapie całego świata nie ma Japonii. Została zamazana korektorem. A na terytorium USA też coś nabazgrali, ale z racji tego że mój chiński jest bardzo japoński (jako taki) to się nie odczytałem, a pytać nie chciałem.

Kolejka przed szkołą…
Takie coś spotkało mnie pewnego dnia i dlaczego? Okazuje się że uczniowie nie mogą wejść na teren szkoły przed 1330 w czasie przerwy na lunch. Podobne coś widziałem we wtorek rano przy innej szkole. Mnóstwo uczniów czekało aż będą mogli wejść do szkoły. Naprawdę mnóstwo.

Comiesięczne badanie wzroku
Widzę to już po raz drugi, więc zakładam że odbywa się co miesiąc. Otóż pojawia się kilka osób która badają wzrok. Rozstawiają namiot, ustawiają maszynę i schodzą się klasy z całej szkoły. Każdy otrzymuje informacje o stanie swojego wzroku, propozycje oprawek itd.

Zmiany miejsc uczniów
Co jakiś czas gdy wchodzę do klas widzę że uczniowie zmienili miejsca. Doprowadza mnie to do szału bo bardzo przywiązuję się do tego gdzie kto siedzi. Tak jakoś łatwiej mi w ten sposób spamiętać wszystkich uczniów. I tak sobie myślę…Wy mi robicie to na złość, w Polsce to podejrzewałem, ale teraz mam pewność, wszyscy ludzie są z natury złośliwi i Wy mi to teraz udowadniacie…a jednak nie. Otóż zmieniają miejsca by wzrok nie przyzwyczaił się do oglądania tablicy z jednego miejsca. Kurczę. Badania wzroku, ćwiczenia oczu i jeszcze to. Niesamowita praca u podstaw. Takie drobnostki, naprawdę małe rzeczy, a chyba pomagają bo okularników nie ma zbyt wielu. W Polsce ktoś mógłby o tym pomyśleć. No i moja teoria o złośliwości jeszcze musi poczekać. Chociaż coraz bardziej boję się, żeby ta złośliwość nie okazała się jedynie Polską cechą.

Dobranoc, dzień dobry
Tak sobie rozmawiałem ostatnio przez tlena, bo gg jest za duże jak na mojego netbooka i po raz pierwszy uderzyła mnie różnica czasu. Gdy przeczytałem miłego dnia, musiałem odpisać dobrej nocy. To jest doprawdy dla mnie niespotykane. Dobrze że mam w Polsce znajomych którzy idą spać wtedy gdy ja wstaję…

?!
Tak mniej więcej zareagowała Lidia gdy powiedziałem jej że wiem gdzie jest Harbin (miasto blisko granic z Rosją i Koreą Północną) i że wiedziałem o nauczycielce znęcającej się nad uczniami. No kurczę, przecież teraz tu mieszkam, więc muszę się mniej więcej orientować co się tutaj dzieje. A o Harbinie wiedziałem bo sprawdziłem chyba każde większe miasto z którego były oferty pracy i Harbin mi wyjątkowo nie przypasował. Jestem stworzeniem ciepłolubnym a klimat syberyjski zdecydowanie nie jest dla mnie. Co prawda miasto wygląda bardzo europejsko i jedzenie też jest bardzo europejskie, jednak temperatura maksymalna wynosząca minus dwanaście w styczniu nie przekonuje mnie ani trochę.

Warszawa piękne miasto z ogrodami
Tak powiedział Pan Geograf. Głupio mi było wyprowadzać Go z błędu, ale przepraszam bardzo Warszawa z ogrodów i parków nie słynie. Owszem, jest ich tam kilka, ale jako osobnik wychowany 100 metrów od największego parku w Polsce i jednego z największych w Europie (chyba drugiego co do wielkości parku miejskiego, ale nie potrafię się doszukać potwierdzenia) mam trochę wyższe standardy. A najpiękniejszy to przymiotnik bardzo subiektywny i rozumiem że nie każdemu może się śląski industrializm podobać, więc  powiedziałem tylko, że mamy bardziej urokliwe miasta. Na co cała trójka się zaśmiała i Lidia wytłumaczyła, że tak uczą w książkach, więc najwidoczniej rząd ich okłamuje. Kurczę, fajnie że mają taki dystans do tego.

WF
Zgodnie z życzeniem :)
WF wygląda tutaj z jednej strony inaczej, a z drugiej podobnie. Inaczej bo odbywa się na dworze i ciekawi mnie jak to będzie gdy walnie mrozem. Podobnie bo zaczyna się rozgrzewką, czyli truchtem w tempie raz-dwa-raz-dwa  i podobnie bo nauczyciele dają uczniom wolną rękę. Czyli mogą sobie pójść na plac zabaw, pograć w badmintona, kosza, czy ping-ponga. Z tego co zauważyłem starsze klasy mogą wejść na stadion. I tam różnie, czasem grają w piłkę, a czasem biegają na bieżni.
Niby taka samowolka na którą u nas się narzeka, ale kurczę tutaj praktycznie nie ma otyłych dzieciaków. Jest parę dzieciaków bardziej przy kości, ale w porównaniu z Polską to niebo a ziemia. No i te obowiązkowe ćwiczenia w ciągu dnia na przerwie. To mi się bardzo podoba i też uważam że można by to spokojnie przenieść do Polski.

Zmiany w internecie
I bynajmniej nie chodzi mi tu o zniknięcie darmowych portali. Przed 18. Zjazdem partii, który rozpocznie się już 8. Listopada internet w Chinach trochę się zmienił. Zablokowano już nawet gmail.com. Ja odczułem to jedynie kilkoma zerwanymi połączeniami w środę i czwartek. Całe szczęście, że łączę się z internetem trochę  inaczej i wszystko działa bez problemów.

Niedziela
Ból z wczoraj minął i mogłem w końcu coś zjeść. No to zjadłem normalne śniadanie. Utrzymało się, więc poszedłem biegać. Chciałem pobiegać trochę dłużej dzisiaj, ale wczorajsza głodówka dała się odczuć i biegło się ciężko. Nie bardzo ciężko, ale ciężko. Po drodze pogadałem z robotnikami, którzy ustawiają drzewa przy drodze (niektóre już się poprzewracały). Powrót do domu był makabryczny. Cały czas pod wiatr, żałowałem że nie miałem chusty na usta (bo nie wyschła), ale tej z głowy zdjąć nie mogłem. Mając do wyboru ból gardła albo ból zatok wybieram ból gardła.
W tym miejscu chciałbym podziękować firmie Ronhill za stworzenie tej bluzy – http://www.ronhill.com/trail-cyclone-1-2-zip-4 (nie, nie dostałem jej za darmo :(). Nie dość, że ma odpowiednio długie rękawy (a to jest moja zmora) to ma kieszenie z tyłu, warstwę softshell i windproof z przodu, dziurki na kciuki i rozwijane rękawki dzięki czemu nie muszę biegać w rękawiczkach. A w dodatku jest leciutka. Kupiłem ją przed wyjazdem, razem z cieńszą bluzą i kurtką przeciwdeszczową. Na rozpisywanie się o nich jeszcze przyjdzie czas. Oby, bo boję się że ta cieńsza już mi się na nic nie przyda.

Lunch postanowiłem zrobić sam. Najpierw przegotowałem wodę, wlałem do naczynia sypnąłem przypraw i wrzuciłem tofu. Gotowało się to minut parę. Na tofu zaczęły robić się jakieś bąble, więc zdjąłem z płyty, dodałem bobu i poszedłem szamać. Nie smakowało jak w szkolnej stołówce, ale złe też nie było. Czyli tofu w domu może być.

Oczywiście po jedzeniu trzeba było posprzątać w mieszkaniu.

A potem ruszyłem do sklepu. Nakupowałem się oj nakupowałem się. Obowiązkowo kupiłem nowy kubek, bo stary dzisiaj potłukłem. Niestety upadek na kafelki oznacza śmierć dla kubka. Kupiłem też płyn do mycia naczyń, proszek do prania, standardowe jedzenie w postaci płatków i rzeczy do płatków, oraz sezam w proszku by zrobić napój. A potem pojechałem do drugiego sklepu by zaopatrzyć się w jajka i kupić płatki błyskawiczne (lubię sobie wymieszać), a przy okazji kupiłem też kawę. Kawę rozpuszczalną. Z cukrem. Bo jedyna rozpuszczalna bez cukru to Nescafe. Nie jestem aż tak rozrzutny by płacić 24 RMB za 50 gramów rozpuszczalnej kawy. Co się okazało po otwarciu pudełka z kawą? Że jest tam kubek. No to teraz mam dwa kubki.

No i trasa z dzisiaj:

http://www.endomondo.com/workouts/r0gozR6tBnE

A na zdjęciach widać też moją klatkę. Ja widzę ją codziennie, ale codziennie jej nie fotografuję, więc będę tak wrzucał od czasu do czasu żeby nikt jej nie zapomniał. No bo co z tego, że jest brudna. Jest w moim bloku. Także to moja brudna klatka schodowa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.