Zimno

P1050590 (Copy)

Lubię zimę. Prawdę mówiąc to z zimą radzę sobie całkiem nieźle. Wkurza mnie roztopiona śnieg w postaci ciapy, irytuje mnie lód na którym można się wyrżnąć i połamać, do szału doprowadza mnie śnieg sypiący prosto w twarz, ale to bardziej z powodu wiatru. Gdyby wykluczyć z zimy roztopiony śnieg i paskudny lód to mógłbym ten wiatr przeżyć. Czyli zostaje nam kraina wiecznego śniegu i powiedzmy nieśliskiego lodu.  Ach tak…zapomniałbym o jeszcze jednym aspekcie – zimno.

Zimno…zimno to stan umysłu. Z zimnem można sobie poradzić, można się wytrenować, powiedzieć że zimno jest wtedy gdy…coś i trzymać się tego punktu. Ja na przykład za ten punkt uznaję zamarzające wąsy w czasie zimowego spaceru. Pod samym nosem zamarzają dość szybko, ale na bokach już rzadko. Zimno jest gdy…muszę podskakiwać żeby się rozgrzać, albo gdy nos mi zamarza.

P1050591 (Copy)

W Changchun do tej pory nie było mi zimno. Parę razy chłodno, w środę trochę w czasie lekcji (takie smutne wspomnienie Jiawang), ale ogólnie rzecz biorąc to temperatury są tutaj w porządku. Do dzisiaj.
Dzisiaj zamarzł mi nos, a rozmawiając wieczorem z Bryanem musiałem podskakiwać bo było zimno. Gdy słońce już zajdzie -15 stopni to prawdziwe -15.

P1050592 (Copy)

Lubię zimę także dlatego że jak się człowiek gdzieś rusza to nie musi bać się deszczu, jak spadnie śnieg to trudno, ale nie jest on aż tak uciążliwy jak te powodziowe deszcze na południu Chin. Owszem, utrudnia życie, ale przedzieranie się przez niego w ciepłych spodniach jest nieporównywalnie przyjemniejsze niż skakanie po kałużach. Nie trzeba więc patrzeć na prognozę pogody i wydawać kasy na wodę, trzeba jedynie ciepło się ubrać i można się szlajać.
Teraz tak piszę a jak przyjdzie do mojego podróżowania w styczniu to mi pewnie mina zrzednie.

P1050596 (Copy)

Tak mnie naszło dzisiaj na pisanie o zimnie nie z powodu tych zamarzających wąsów, czy skakania przed Bryanem, ale ponieważ…zgubiłem rękawiczkę. Ta myśl napełniała mnie grozą od samego początku noszenia ich w kieszeni. Bałem się że w końcu jedna  z nich wypadnie i będzie chciała gdzieś zostać. Bałem się, a mimo to nic nie zrobiłem by temu zapobiec…W końcu stało się. Rano sprawdziłem czy są obie i nie…brakowało lewej. A przecież nie pójdę tylko w prawej. Z szafy wyciągnąłem parę zapasową i poszedłem do kolegium. W myślach kołatało mi tylko co zrobiłem wczoraj i gdzie ona mogła upaść, a potem gdzie kupić następną tak ciepłą. Tyle myśli tłukło się ze sobą w głowie, złość na siebie, niepewność związana z rozmiarem i nutka nadziei…
Nadzieja nie okazała się płonna, zabicie kury nie nadszarpnęło widać mojej karmy za bardzo bo rękawiczka leżała na drugim piętrze na parapecie. Ktoś ją znalazł i zostawił. Dziękuję.

Chiński kącik historyczny

Masakra w Nankinie,南京大屠杀, to określenie czynów dokonanych przez Cesarską armię Japonii w latach 30-ych.

Japończycy zdobyli Nanjing (Nankin, bleh) 13 grudnia 1937 roku po uprzednim zdobyciu Szanghaju, Suzhou, oraz Hangzhou.

Kolejnych sześć tygodni to jedne z najbardziej krwawych i haniebnych akcji w poprzednim stuleciu.
Zamordowano setki tysięcy (jak podają chińskie źródła – Bart) chińczyków w tym żołnierzy pozbawionych broni i cywilów, w tym kobiety i dzieci.

Morderstwa były niezwykle brutalne. Masowo dźgano ludzi bagnetami, rozstrzeliwano, zakopywano żywcem czy podpalono benzyną.

Chińskie źródła mówią także o konkursie w zabijaniu polegającym na zabiciu jak największej ilości osób bez przerwy. Mówi się tu o wynikach rzędu 105-160 osób.

Ulice wypełniła krew, doszło do ponad dwudziesty tysięcy gwałtów, a wiele kobiet zostało następnie zabitych.

Jak podają dane Międzynarodowego Daleko Wschodniego Sądu Wojskowego wciągu sześciu tygodni zabito sto dziewięćdziesiąt tysięcy osób, a kolejnych sto pięćdziesiąt tysięcy zabito w kolejnych tygodniach.

Bieżnia

Udało mi się nie umrzeć z nudów, a to wszystko dzięki odkryciu że można bieżnię rozkręcić powyżej 12km/h. Owszem, trzeba więcej przycisków ponaciskać, ale idzie to zrobić, a w związku z tym idzie też zrobić interwały. No i tak zrobiłem sobie piramidkę do 14 km/h. Najważniejsze że wiem że da się to zrobić więc można jakieś porządniejsze treningi na tej bieżni realizować. Owszem, nie jest to to samo co na żywo, ale ma jedną zaletę – taśma roluje się ze stałą prędkością, nie zwalnia, nie przyśpiesza, także prędkość jest stała i w konsekwencji takie samo jest tempo. Także przede mną zima biegania interwałów na bieżni.

Mimo interwałów bez słuchawek się nie obyło. Dzisiaj Dan Carlin opowiadał o początkach pierwszej Wojny Światowej. Od razu przypomniały mi się wykuwane w podstawówce przyczyny: kocioł bałkański (cokolwiek się za tą enigmatyczną wówczas nazwą kryło), powstanie trójporozumienia i trójprzymierza i zamordowanie Franciszka Ferdynanda. Zamach to zamach nigdy się nim jakoś specjalnie nie interesowałem, pewnie z powodu rozmyślań na tym kotłem bałkańskim i próbami zapamiętania które państwa należą do trójporozumienia a której do trójprzymierza, a zamach ów był dość ciekawy.

Przede wszystkim doszło do niego przypadkiem, bowiem pierwszy zamach tego dnia nie udał się, gdyż granat eksplodował o samochód za daleko. Pierwszy zamachowiec próbował połknąć truciznę, która okazała się nieskuteczna i wskoczyć do rzeki, która okazała się zbyt płytka…Granat jednak eksplodował i zranił kilka osób. Franciszek, jak na dobrego następcę tronu przystało, postanowił odwiedzić rannych w szpitalu.
Zamachowcy rozeszli się do mieszkań, restauracji, barów…dzień w końcu poszedł się kochać, z zamachu nici, z niepodległości nici. Szlag niech to wszystko trafi.
Los jednak chciał inaczej i kierowca Franciszka Ferdynanda zabłądził a gdy próbował się wycofać zgasł mu silnik. W tym właśnie momencie z pobliskiego baru wyszedł Gavrillo Princip. Gwiazdka przyszła w tym roku trochę szybciej.
Dwa celne strzały, jeden zabija Franciszka Ferdynanda, drugi jego żonę Zofię von Chotek. Gavrillo także nie miał powodzenia z trucizną, został pojmany, ale z powodu młodego wieku nie można go było skazać na śmierć. Wyobrażacie to sobie? Zabił następcę tronu Austro-Węgier, a mimo to nie skazano Go na śmierć. Bo miał lat dziewiętnaście. Nie miałem o tym pojęcia.

Więcej możecie przeczytać tutaj – http://www.edulandia.pl/edukacja/1,124765,6500244,Zamach_w_Sarajewie_na_arcyksiecia_Franciszka_Ferdynanda.html

W Changchun zamachów nie ma, ale jest dość zimno, w dodatku wieje wiatr przez co pogoda sprawia wrażenie gorszej niż jest w rzeczywistości. Jeszcze tylko pół roku zimy.

Dzisiaj wiem co kryło się za pojęciem kocioł bałkański, ale fakt ten i tak nie sprawia że nie wyobrażam sobie tego jako wielkiego glinianego kotła z Bałkan. Nie wiem czym różnią się gliniane kotły z Bałkan od glinianych kotłów z Polski, więc będąc zupełnie szczerym wyobrażam sobie gliniany kocioł z Polski z napisem Made in Balkans.

Środa

P1020788 (Copy)

Mam wrażenie że te środy są jakieś takie nijakie, za mało w nich czasu, za mało zajęć…Strasznie mi dokucza ten brak codziennych lekcji.P1020791 (Copy)

Pewnie nie powinienem narzekać bo od przyszłego tygodnia czwartki i piątki będą mnie masakrować, ale teraz tak czuję, że mam za dużo czasu i przecieka mi przez palce.

P1020794 (Copy)

A w dodatku dzisiaj się dowiedziałem że najbliższych 6 dni będę mieć wolnych, co z jednej strony jest świetne, a z drugiej tragiczne bo nie mam najmniejszego pomysłu gdzie się ruszyć.

P1020801 (Copy)

Oby skończyło się na kilkugodzinnych spacerach po Changchun a nie siedzeniu i oglądaniu Breaking Bad.

P1020807 (Copy)
Ponarzekałbym jeszcze na to że dzisiaj siłownie myli i nie było dostępu do wolnych ciężarów, ale dzisiaj przypada 82 rocznica pewnego ważnego wydarzenia w historii Chin, więc na nim się skupię.

P1020806 (Copy)

Chiński Kącik Historyczny

Incydent Mukdeński

18 września 1931 roku na górze Kawamoto Suemori w pobliżu japońskiej linii kolejowej w południowej Mandżurii, w okolicy Mukdenu (obecnie Shenyang) doszło do niewielkiej eksplozji. Była ona tak słaba że nie zniszczyła ani trakcji, ani torów, ani nie powstrzymała nadjeżdżającego pociągu, jednak japońska armia cesarska oskarżyła Chiny o atak po czym rozpoczęła inwazję zakończoną utworzeniem marionetkowego państwa Manczukuo. Podstęp ten ujrzał światło dzienne kilka lat później i doprowadził do dyplomatycznej izolacji Japonii oraz jej odejścia z Ligi Narodów w 1933 roku.

Historia

Od czasów zakończenia wojny rosyjsko japońskiej (1904-1905) rosło zainteresowanie Japońskie w Mandżurii. Traktat z Portsmouth zagwarantował Japonii dzierżawę kolei południowo mandżurskiej (od Changchun do Lushun), będącej częścią chińskiej kolei daleko wschodniej. Rząd japoński uznał że kontrola ta obejmowała także prawa nadane Rosji w 1896 przez traktat Li-Lobanov. Należały do nich całkowita i niepodzielna administracja nad strefą kolejową w południowej Mandżurii. W strefie tej umieszczono japońskich strażników kolejowych, którzy w rzeczywistości byli żołnierzami przeprowadzającymi manewry. Chińczycy skarżyli się na japońskie napady, jednak wszystkie skargi rządu chińskiego były ignorowane.

Spisek

Pułkownik armii Kwantung Seishiro Itagaki, oraz podpułkownik Kanji Ishiwara stworzyli plan inwazji na Mandżurię. Plan został zaakceptowany, ale miał zostać poprzedzony zaaranżowanym atakiem Chin.

Itagaki i Ishiwara zdecydowali że zamach zostanie przeprowadzony w pobliżu jeziora Liutiao. Teren ten nie miał oficjalnej nazwy i nie miał żadnego wojskowego znaczenia dla żadnej ze stron. Był jednak zaledwie osiemset metrów od chińskiego garnizony w Beidaying. Japończycy zamierzali wyciągnąć chińskich żołnierzy z garnizonu eksplozją a następnie oskarżyć ich o doprowadzenie do niej. Miało dać to niezbędny pretekst do przeprowadzenia inwazji.
By jeszcze bardziej uwiarygodnić sabotaż japońska prasa nazwała ten teren wąwóz Liutiao oraz most Liutiao, podczas gdy w rzeczywistości był to mały teren na płaskim terenie, miało to na celu dodać znaczenia temu miejscu.

Incydent

Porucznik Suemori Komoto z 29 oddziału piechoty umieścił materiały wybuchowe w pobliżu torów jednak zbyt daleko by dokonać jakichkolwiek realnych zniszczeń. Osiemnastego sierpnia, około godziny 22:20 doszło do wybuchu. Był on tak słaby że uszkodził zaledwie półtorej metra torów, po których kilka minut później przejechał pociąg z Changchun do Shenyang.

Inwazja

Dziewiętnastego sierpnia rano, dwa japońskie działa artyleryjskie rozpoczęło ostrzał chińskiego garnizonu w odpowiedzi na wydarzenia z dnia poprzedniego. Zniszczono mały oddział sił powietrznych, a żołnierze ukryli się w barakach gdy zostali zaatakowani przez Japończyków. Dane mówią o siedmiu tysiącach Chińczyków i pięciuset Japończykach. Wieczorem walki ustały. Japończycy zdobyli Mukden tracąc dwóch żołnierzy i zabijając około pięciuset CHińczyków.

Skutki

Chińska opinia publiczna krytykowała żołnierzy za brak oporu, chociaż tak brzmiał rozkaz wydany przez KMT. Samo KMT bardziej było skupione na walce z komunistami niż Japonią. Wielu uważało że ćwierć miliona Chińczyków znajdujących się w armii północno wschodniej mogło stawić opór armii Kwantung liczącej zaledwie jedenaście tysięcy ludzi. W dodatku arsenał w Mandżurii uznawany był za najnowocześniejszy w całych Chinach. Na wyposażeniu armii znajdowały się czołgi, około 60 samolotów, 4000 karabinów maszynowych i cztery bataliony artyleryjskie.

Armii Japońskiej udało się zdobyć Mandżurię z kilku powodów:
– miała liczną rezerwę która mogła zostać szybko przetransportowana z Korei
– większość armii Mandżurskiej stacjonowała na południe od Wielkiego Muru kilkaset kilometrów od miejsca wydarzeń
– armia Mandżurska była słabo wyszkolona, żołnierze mieli kiepskie morale, a ich lojalność można było kwestionować
– rząd Chiński zajęty był rozwiązywaniem licznych wewnętrznych problemów, takich jak nowy niepodległy rząd Guangzhou, walka z komunistyczną partią Chin, oraz powódź w dorzeczu Jangcy

Klucze

P1020577 (Copy)

Klucze są bardzo ważne. Lubimy mówić, że są ważne bo mogą nam coś otworzyć i jest w tym bardzo wiele prawdy. Mogą otworzyć nam drzwi do Czegoś, albo Kłódkę, albo najzwyczajniej w świecie mogą ładnie wyglądać. Problem z kluczami jest taki że można ich także użyć by coś zamknąć. Na upartego można stwierdzić że zamknięcie czegoś to otwarcie w drugą stronę (to trochę jak mówić że zachód słońca to wschód ale w drugą stronę). Także – klucze.

P1020583 (Copy)
W poprzednią sobotę dostałem od Chrisa klucze do sal w szkole. Wyróżnienie i pewna nobilitacja bowiem nikt nie musi mi drzwi otwierać, mogę to sam zrobić i dzięki temu w każdej chwili mogę pójść do szkoły, otworzyć drzwi, drugie drzwi i skorzystać z komputera. Mogę, taki jestem ważny.

P1020584 (Copy)
Problem z kluczami jest taki, że nie wszystkie wszędzie pasują. Owszem są klucze które otwierają wszystkie zamki, klucze do sukcesu i wytrychy…ale nie każdy klucz otworzy wszystkie zamki, nie wszystkie zamki da się otworzyć wytrychem, a kluczy do sukcesu z reguły nie dostaje się ot tak.

P1020589 (Copy)


Jest też jeszcze jeden problem – nie można tych kluczy zapomnieć. Bo wtedy rodzą się Problemy. Nie zawsze, to prawda, w gruncie rzeczy narodziny Problemów nie są nierozerwalnie związane z zapominaniem kluczy, są jedynie jednym z powodów narodzin.
Dzisiaj o 825 były. Gdy dodamy do tego czwórkę dzieci biegających po korytarzu, oraz czwórkę rodziców spoglądających niecierpliwie na drzwi i próbujących dowiedzieć się co się dzieje.

P1020598 (Copy)
– Klucze.
– Nie mam.
Rozumiem że mogę wyglądać na zagubionego w tej sytuacji, ale nie przypuszczałbym że wyglądam jak ktoś komu trzeba przypomnieć że kluczami można otworzyć drzwi. A jednak…No nic.
W końcu zostałem poratowany. Makabra, muszę te wszystkie klucze spiąć razem, a już i tak mam ich tak dużo. Do klatki schodowej, do mieszkania, do roweru, do gabinetu w Jiawang, do…kurczę, na pewno jest jeszcze piąty, ale do czego?…Nie pamiętam.

P1020596 (Copy)

Klucze – ważne.

P1020609 (Copy)

Chiński kącik historyczny

Oddział 100第百部隊 dai hyaku butai, czyli ośrodek cesarskiej armii japońskiej istniejący pod oficjalną nazwą Zakład Zapobiegania Chorobom Armii Kwantung. Zadaniem ośrodka były prace nad broniami biologicznymi w czasie Drugiej Wojny Światowej. Znajdował się w wiosce Mokotan, na południe od Changchun.

Głównym celem oddziału 100 było przeprowadzanie badań nad chorobami pochodzenia zwierzęcego. W Japonii zdawano sobie sprawę, że wiele armii w dalszym ciągu opierało się na koniach i dlatego poszukiwano sposobów na zabijanie ich by osłabić przeciwnika. Co więcej chcieli przekazywać choroby za pomocą zwierząt. Oddział 100, był mniejszy od oddziału 731 (może będzie okazja by o nim kiedyś napisać), to jednak miał rocznie produkować około 1000 kilogramów wąglika, 500 kilogramów nosacizny i 100 kilogramów rdzowców. Z powodu braku materiałów nigdy się to jednak nie udało.

Starszy sierżant Kazuo Mitomo tak oto opisywał niektóre eksperymenty przeprowadzone na ludziach:
W owsiance umieściłem gram heroiny i dałem ją aresztowanemu Chińczykowi. Stracił przytomność po około 20 minutach i nie odzyskał jej aż do zgonu który nastąpił 15-16 godzin później. Wiedzieliśmy że taka dawka heroiny jest śmiertelna, jednak nie miało dla nas znaczenia czy on żył czy nie. Na niektórych więźniach eksperymentowałem 5-6 razy, sprawdzając działanie koreańskiego powoju czy oleju rycynowego. Jeden z więźniów, Rosjanin, był wycieńczony po eksperymentach do tego stopnia że nie mogłem na nim ich kontynuować, więc Matsui (przełożony) wydał rozkaz zabicia go podaniem cyjanku potasu. Ciała były chowane w cmentarzu dla bydła.

Dowódca oddziału Yujiro Wakamatsu wydał rozkaz nabycia setek sztuk bydła i umieszczenia ich na granicy z ZSRR, by łatwo je zainfekować. Zakładano że w przypadku ataku ze strony ZSRR bydło to łatwo wymiesza się z Radzieckim bydłem i doprowadzi do zniszczenia zapasów żywności.