#MaratonKarkonoski Tydzień trzeci

Poniedziałek, czyli długie podbiegi po raz drugi. Założenie na ten dzień było proste. Zrobić pięć długich podbiegów, a przynajmniej dwa z nich poniżej 9 minut. Udało się zrobić cztery poniżej tych dziewięciu minut, a ostatni poszedł już bardziej na zaliczenie i wyszło bliżej dziesięciu.
Każdy z podbiegów ma około 1950 metrów, średnie nachylenie 2% i różnica wysokości to 42 metry. Poszły o tak:
8:34, 8:12, 8:20, 8:26 i 9:20
Nawet ten ostatni znalazł się w mojej najszybszej dziesiątce.
Nie wiem czy jestem to w stanie zrobić w mniej niż osiem minut, przynajmniej na razie.
Jestem bardzo zadowolony z tego treningu, dał mi solidnie w kość, tętno momentami zbliżało się do 170, więc było mocno.
Zauważyłem, że moja lewa noga nie ‘daje’ tak mocno jak prawa i trochę mnie to martwi, ale tylko trochę, bo zacznę nad tym pracować i się to wszystko wyrówna.

Wtorek to pora na odpoczynek dla zmęczonych nóg i znajdowanie nowych tras. Dzisiaj więc pobiegłem sobie prze centrum Katowic, ale przyznam się uczciwie, że nie lubię biegać w centrach z powodu irytującej sygnalizacji świetlnej. Takie zatrzymywanie się, ruszanie, rozpędzanie i znowu zatrzymywanie to co prawda przyzwoity trening interwałowy, ale zupełnie nie na miejscu, gdy chce się po ciężkim biegu zrelaksować.
Dobre jest to że systematycznie zwalniam i wraz z tym spada tętno więc te biegi spokojne, rzeczywiście są coraz bardziej spokojne. Ciągle w tych górnych granicach, ale jednak o wiele lepiej niż jeszcze tydzień czy dwa temu.

Środa to udane WB2. Udane pod kilkoma względami. Udało się utrzymać równe tempo przez dziesięć kilometrów, a przy okazji średnie tętno było poniżej 160, czyli bardzo fajne. Nie wiem czy to wina pulsometru, czy jednak idzie ku dobremu ;-) Grunt, że był to naprawdę fajny trening. Za tydzień powtórka, chociaż nie jestem pewien czy nie zrobię 12 kilometrów zamiast 10.

A po treningu, taka sytuacja.
Stoję sobie przy trzepaku i rozciągam się. Jak to zawsze o tej porze kręcą się jacyś ludzie, w tym jeden zbieracz złomu. Odstawił swój wózek i podchodzi do mnie.
– Przepraszam, mogę się o coś zapytać?
– Proszę.
– Długo biegasz?
– No tak z dziewięć lat już będzie.
– Pytam, bo też trochę biegam. A jakie dystanse?
– No głównie maratony.
– A jaki masz najlepszy wynik?
– No koło 3:15
– To nie najlepiej co? W sensie…jak na takiego, to można lepiej, nie?
Powiedziałem ‘Do widzenia’ i sobie poszedłem.
Jeszcze tylko usłyszałem ‘No przepraszam’, ale już się nie obróciłem.
Często zarzuca się hejterom w internecie że w twarz by nikomu hejtów nie rzucili. Wygląda na to, że poziom moich hejterów jest taki, że nie dość, że ich nie znam to jeszcze rzucą mi hejt w twarz.

W piątek była kolejna próba dotarcia do zamku w Będzinie, tym razem nie kręciłem się za bardzo, tylko ustaliłem trasę i się jej trzymałem.
Zamek wygląda tak:

A trasa tak:

Nie jestem wielkim fanem robienia wycieczek biegowych po miastach bo najzwyczajniej w świecie za dużo czasu marnuje się czy to na światłach, czy to na schodach, ale okazjonalnie można się trochę pomęczyć.

Sobota to spokojny, wręcz bardzo spokojny big. Najwolniejszy w ciągu ostatnich trzech tygodni, nie licząc tylko biegów długich, czyli jest tak jak być powinno.

 

Podsumowanie tygodnia:
Łączny dystans biegów 104 kilometry
Łączny czas biegów 8:06
Średnie tempo 4:40
Suma podbiegów ~930 metrów
Czas ćwiczeń dodatkowych to 3:30

Co było dobre w tym tygodniu?
Mocne podbiegi w poniedziałek.
Udane WB2.
Wycieczka biegowa.

Co jest do poprawy?
Ćwiczenia dodatkowe.

Obawy?
Że motywacji zabraknie.

Ciekawostka z tego tygodnia
Pirofilia to czerpanie gratyfikacji seksualnej z ognia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.