#MaratonKarkonoski Tydzień pierwszy

Poniedziałek był trudny, bo nie dość, że nogi były jeszcze zmęczone po maratonie to jeszcze w weekend chodziliśmy z June po górach i trochę się kwasu musiało skumulować. Na szczęście głównie w łydkach, więc nie doskwierało to jakoś strasznie.
Trudny, nie trudny, ale cztery długie podbiegi trzeba było zrobić. Tylko cztery, bo następnym razem będzie ich już pięć i będą musiały być szybsze. Te były ogólnie rzecz biorąc przyzwoite, ale biegane bardziej ‘na zaliczenie’.

Wtorkowy bieg to siedemdziesiąt minut w tempie spokojnym i był to pierwszy bieg, który biegłem na czas a nie na kilometraż. To jest jedna z kilku zmian w podejściu treningowym i zobaczymy jak się sprawdzi. Wiadomo, że czasem kilometrów będzie mniej, czasem więcej, grunt to, żeby minuty się zgadzały. Tempo było przyzwoite i co najważniejsze średnie tętno faktycznie było w widełkach biegu spokojnego.
A na koniec bardzo fajny Fartlek.

Środa to dzień, w którym dało się już odczuć skumulowane zmęczenie nie tylko z dwóch dni poprzednich, ale chyba jeszcze z maratonu. Efekt był taki, że tętno było takie samo jak we wtorek, ale tempo o 4 sekundy na kilometr gorsze. I tak bardzo dobre, bo 4:40 min/km to nie w kij dmuchał i rok temu nawet o tym nie myślałem, ale jednak było wolniej.
Tym razem bez Fartleka, ale za to z szybkim długim zbiegiem. Bieg był nawet trochę dłuższy od planowanego, ale to dlatego że trochę machnąłem się w obliczaniu długości trasy. No cóż, bywa i tak.

Piątek, czyli pierwsza od marca trzydziestka. Jednocześnie była to druga trzydziestka w roku. Było dobrze, szybko, chyba wręcz za szybko, kończyłem z Fartlekiem, ale cieszę się przede wszystkim z tego że znalazłem nową trasę bo to jest coś lubię robić – znajdować nowe trasy. Dzięki temu nie muszę ciągle powtarzać tych samych dróg i kręcić bączków w parku. Ciągle sam siebie zadziwiam, gdy przypomnę sobie bieganie 30+ kilometrów tylko w parku właśnie.

Sobota była wymęczona, tempo takie samo jak w środę, chociaż tętno niższe. Dotarło do mnie, że te biegi spokojne, muszę być spokojniejsze, bo chociaż tętno na to nie wskazuje to jednak zmęczenie się kumuluje.

Podsumowanie tygodnia:
Łączny dystans biegów 94 kilometry
Łączny czas biegów 7:24
Średnie tempo 4:41
Suma podbiegów ~850 metrów
Czas ćwiczeń dodatkowych to 3:33
Co było dobre w tym tygodniu?
Dużo podbiegów.

Co jest do poprawy?
Więcej spokoju w bigach spokojnych, nie ma sensu cisnąć tak mocno. Trzeba biegać bliżej 4:50, niż 4:40.

Obawy?
Że jednak nie zwolnię.

Ciekawostka z tego tygodnia
To Czarne Pantery rozpętały burzę związaną z drugą poprawką do amerykańskiej konstytucji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.