Temple run

Czyli bieg do świątyń.

Za cel sobotniego wybiegania obrałem sobie obejrzenie kilku świątyń i nagrania z każdej z nich filmu. Wszystkie filmy zebrane obejrzeć można poniżej.

Pierwsza.
Najbardziej schowana. Znajduje się po środku blokowiska, tuż przed nią jest olbrzymi plac budowy, generalnie jest to bardzo fajne miejsce bo zaraz obok rozstawiają się wózki z jedzeniem na śniadanie. Byłem tam jeszcze przed piątą rano więc była zamknięta.

Druga.
O niej to nie wiedziałem, ale to dlatego że rzadko tamtędy biegam. Widoczna z ulicy, już otwarta, parę osób siedziało w środku i piło herbatę. Oczywiście znajduje się między blokami, niedaleko jest kilka zakładów pracy, parę wózków z jedzeniem śniadaniowym.

Trzecia.
Znajduje sią przed górą, w dodatku są znaki które mówią gdzie się znajduje więc wydaje się być dość istotna. Tuż przed nią znajdują się jakieś zdjęcia i opisy, więc naprawdę wydaje się być ważna, niedaleko jest cmentarz. Bloków i wózków z jedzeniem w obrębie dwustu metrów nie ma. Były za to dwa psy i dwie osoby w środku pijące herbatę.

Czwarta.
Ta zamknięta. Nie mam pojęcia, więc to co napiszę bierzcie z przymrużeniem oka – wydaje mi się że jest to świątynia taoistyczna zarówno z powodu koloru jak i braku ornamentów. Buddyjskie są z reguły bardziej…kolorowe, ale mogę się mylić całkowicie.

Piąta.
Schowana między restauracjami z jedzeniem, bardziej obiadowym i kolacyjnym niż śniadaniowym. W środku nie było nikogo.

I przy piątej kamera mi upadła, wypadła z niej bateria i nie chciała się włączyć. Uznałem że to koniec kręcenia na sobotę i poszedłem biegać. Zrobiłem trochę podbiegów, w tym jeden z którego jestem bardzo dumny bo miał miejsce na dwudziestym dziewiątym kilometrze, a takie rzeczy są bardzo ważne dla psychiki. Tym ważniejsze że był to trudny bieg. Przed piątą było jeszcze strasznie duszno, chociaż chłodno, a potem na zmianę padało i przestawało, więc nawet nie wyjąłem kurtki przeciwdeszczowej z plecaka. Przypuszczam że dalej było duszno tylko już tego tak bardzo nie odczuwałem, bo jednak te trzydzieści dwa kilometry wykręciłem, ale wyszedł mi najwolniejszy bieg długi od marca, nie licząc tego wbiegania na wzgórze.
Pod koniec zaczęła mnie głowa boleć, ale nie było tak źle jak to czasem się zdarzało. Najgorsze że wydawało mi się że piję dużo i często bo wypiłem dwa i pół litra w trochę ponad trzy godziny (samego biegania wyszło mniej, ale doliczając przerwy na kręcenie, jedzenie i picie, lub po prostu przerwy to trochę tego wyszło), ale i tak w domu okazało się że jestem o ponad trzy kilogramy lżejszy.
To kolejna informacja dla mnie – nawet jeżeli wydaje się że nie jest duszno – jest duszno.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.